Hokej Kibice Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Weekend pełen sukcesów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Kobieca drużyna przegrała z BK Häcken 1:3 (1:2) w ramach Pucharu Europy UEFA. Nasz zespół odpadł z tych rozgrywek. W sobotę piłkarki wygrały na wyjeździe z Respektem Myślenice 6:0 (4:0) w 1/32 finału Pucharu Polski. Losowanie kolejnej rundy Pucharu Polski odbędzie się 23 października o godzinie 11:00. Transmisja będzie można śledzić na kanale youtube Łączy Nas Piłka Kobieca. Najbliższe spotkane ligowe rozegramy 2 listopada na Bukowej z Grotem SMS Łódź. Piłkarze w piątek pokonali na wyjeździe Motor Lublin 5:2. Wracający z meczu w Lublinie kibice GieKSy oddali hołd ofiarom Rzezi Wołyńskiej. Następne spotkanie rozegramy w sobotę 25 października o 20:15 z Koroną Kielce na Arenie Katowice.
Siatkarze przegrali z Rekord Volley Jelcz-Laskowice 2:3 i odpadli z rozgrywek Pucharu Polski. W meczu ligowym nasz zespół pokonał MCKiS Jaworzno 3:1. W 7. kolejce 1PLS siatkarze zmierzą się w sobotę 25 października o 18:00 w Tomaszowie Mazowieckim z Lechią. Nasza drużyna prowadzi w tabeli.
Hokeiści rozegrali w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie, w którym pokonali na wyjeździe JKH GKS Jastrzębie 2:1. Do niedzieli zespół rozegra trzy mecze – dzisiaj w Satelicie z Unią, w piątek z Energą Toruń oraz w niedzielę w Katowicach z Cracovią. Dwa pierwsze spotkania rozpoczną się o godzinie 18:30, a mecz niedzielny o 17:00.
PIŁKA NOŻNA
dziennikzachodni.pl – GieKSa pożegnała się z europejskimi pucharami meczem na Nowej Bukowej
W czwartek 16 października 2025 roku w meczu rewanżowym rundy finałowej kwalifikacji do Pucharu Europy GKS Katowice zagrał ze szwedzkim BK Hacken.
[…] GKS Katowice został mistrzem Polski w piłce nożnej kobiet, co oznaczało grę w europejskich pucharach. Zespół prowadzony przez Karolinę Koch odpadł w ostatniej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzyń. Nie był to koniec pucharowej przygody, bo katowiczanki miały jeszcze możliwość gry w finale kwalifikacji Pucharu Europy. Trafiły na szwedzki BK Hacken i w pierwszym meczu rozegranym w Goeteborgu przegrały 0:4, choć do 71. minuty utrzymywał się bezbramkowy remis. Przed rewanżem na Arenie Katowice GieKSa pewnie myślała tylko o godnym pożegnaniu z Europą, choć wiadomo, że w piłce nożnej mogą zdarzać się cuda.
Meczowi GieKSy z BK Hacken towarzyszyła szczególna oprawa. Piłkarki GKS-u na rozgrzewkę wyszły w specjalnie przygotowanych różowych koszulkach z logotypami sponsora głównego kobiecej sekcji – Dalkii Polska Energia i Fundacji Oko w Oko z Rakiem. To symboliczne wsparcie dla wszystkich kobiet zmagających się z rakiem piersi oraz wyraz solidarności z działaniami fundacji, która od lat prowadzi edukację i kampanie uświadamiające w zakresie profilaktyki onkologicznej. W ramach akcji „Różowy Październik”, podczas czwartkowego meczu GieKSy na Nowej Bukowej, Fundacja Oko w Oko z Rakiem przygotował specjalne stanowisko edukacyjne.
Wejście piłkarek na murawę Areny Katowice odbyło się z przytupem – z odpowiednią grą świateł i fajerwerkami. Szwedzka drużyna była zdecydowanym faworytem, na co wskazywał nie tylko wynik pierwszego meczu. BK Hacken zajmuje 12. miejsce w rankingu UEFA, a GKS jest 79. w tym zestawieniu.
Wicemistrzyni Szwecji, niegrające w najmocniejszym składzie, od początku przejęli inicjatywę, a GieKSa skupiła się na tym, aby za szybko nie stracić bramki.
Udało się przetrwać bez strat przez kwadrans, ale w 17. minucie ekipa gości prowadziła 1:0. Monica Jusu Bah uderzyła lewą nogą sprzed pola karnego i Kinga Seweryn nie była w stanie odbić piłki zmierzającej do siatki.
Katowiczanki bardzo dobrze zareagowały po tym ciosie, bo szybko się podniosły i zaczęły szukać swojej szansy. No i w 23. minucie było 1:1. Klaudia Maciążka wbiegła z prawej strony w pole karne i wstrzeliła piłkę przed bramkę. Odbita od jednej z piłkarek BK Hacken trafiła pod nogi Dżesiki Jaszek, która z kilku metrów „na raty” umieściła ją w siatce, choć miała przed sobą i defensorki i bramkarkę Fanney Birkisdottir.
Szwedzki zespół w 40. minucie znów objął prowadzenie. Paulina Nystrom uderzyła sprzed linii pola karnego, w ten sam róg bramki, co Jusu Bah i bramkarka GieKSy została pokonana drugi raz.
Gospodynie znów ruszyły do przodu, ale tym razem nic nie wskórały i do szatni schodziły z wynikiem 1:2.
Wicemistrzynie Szwecji w drugiej połowie kontrolowały przebieg meczu, szukały trzeciego trafienia i bramkarka Seweryn miała pełne ręce roboty. W końcu w 73. minucie po rzucie rożnym Faith Chinzimu głową podwyższyła na 1:3, przy niepewnej postawie obrony i samej bramkarki GieKSy.
W końcówce Aleksandra Posiewka była bliska poprawienia wyniku dla katowiczanek, ale jej uderzenie głową świetnie obroniła bramkarka BK Hacken.
wkatowicach.eu – Weekend pełen sukcesów GKS-u Katowice. GieKSa wygrywa na murawie, na parkiecie i na lodzie
Perfekcyjny weekend zaliczył wielosekcyjny GKS Katowice. Piłkarze, piłkarki, siatkarze i hokeiści zwyciężyli swoje mecze w przedostatni weekend października. Tylko siatkarska sekcja GieKSy była gospodarzem spotkania, pozostałe sekcje zaliczyły zwycięstwa na wyjeździe.
W niedzielę, 19 października, spektakularny triumf w Myślenicach zaliczyły piłkarki GieKSy. W spotkaniu 1/32 Orlen Pucharu Polski podopieczne trener Karoliny Koch pokonały miejscowy Respekt 6-0. Oznacza to pewny awans do kolejnej rundy rozgrywek o krajowe trofeum.
kresy.pl – Kibice GKS Katowice oddali hołd Ofiarom Rzezi Wołyńskiej
Grupa kibiców GKS-u Katowice odwiedziła pomnik Rzezi Wołyńskiej w Domostawie, upamiętniając ofiary ludobójstwa dokonanego przez UPA.
Kibice GKS Katowice odwiedzili pomnik upamiętniający ofiary Rzezi Wołyńskiej w Domostawie w województwie podkarpackim. Wizyta miała charakter patriotyczny i upamiętniający ofiary ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich z UPA na Polakach w latach 1943–1945.
W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia grupy fanów z Katowic stojących przed pomnikiem. Na fotografiach widać, że kibice rozwinęli klubowe flagi oraz odpalili race, tworząc pokaz pirotechniczny w barwach czerwieni.
SIATKÓWKA
gazetawroclawska.pl – Sensacja! Volley Jelcz-Laskowice wyrzucił z Pucharu Polski GKS Katowice
IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice w II rundzie siatkarskiego Pucharu Polski niespodziewanie wyeliminował grający na co dzień w I lidze GKS Katowice. Jelczanie wygrali we własnej hali 3:2.
To chyba największa sensacja na tym etapie siatkarskiego Pucharu Polski. IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice gra na co dzień w II lidze. GKS Katowice jest liderem 1. ligi. Jeszcze przed rokiem występował w Plus Lidze, gdzie bił się o ligowe punkty nieprzerwanie od sezonu 2016/17. Tymczasem w hali w Jelczu-Laskowicach musiał uznać wyższość drużyny prowadzonej przez Krzysztofa Janczaka.
GKS zaczął spotkanie rezerwowymi, potem jednak dokonywał zmian. Pierwszego seta pewnie wygrali gospodarze i to już był znak ostrzegawczy dla przyjezdnych, którzy jednak potem się zmobilizowali, wygrali dwie kolejne partie i postawili jelczan pod ścianą. Ci jednak się odgryźli i doprowadzili do tie-breaka. W nim lepsi byli gospodarze – zwyciężyli 15:12 kończąc spotkanie asem serwisowym. MVP meczu wybrany został Natan Wojtasik, zdobywca 29 punktów.
IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice to klub założony w 2014 roku. Jego prezesem jest Piotr Piechota, który nie kryje, że ambicje drużyny są coraz większe.
– W tym roku nie muszę wiele mówić, bo kibice siatkówki, którzy od lat przychodzą na nasze mecze, widzą, że bardzo się wzmocniliśmy. (…) Nie będę więc ukrywał, że celem jest walka o awans – powiedział kilka tygodni temu Piechota w rozmowie z portalem tuOława. Trudno się jednak dziwić takim deklaracjom, skoro udało się do Jelcza-Laskowic ściągnąć m.in. rutynowanego 1-ligowca Arkadiusza Olczyka, czy Janusza Górskiego, który ma za sobą grę w Belgii, w Niemczech czy we Francji.
IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice – GKS Katowice 3:2 (25:15, 15:25, 22:25, 25:23, 15:12)
siatka.org – Długa sobota w I lidze. Rekordowy set w Augustowie
Choć finalnie w sobotę rozegrano tylko dwa tie-breaki, to kibice byli świadkami wyjątkowo długich spotkań w PLS 1. Lidze mężczyzn. Wszystko przez to, że wiele setów kończyło się w granych na przewagi końcówkach. Rekord padł w Augustowie. Beniaminek wygrał 39:37, co jest trzecim wynikiem jeśli chodzi o długość seta w I lidze od sezonu 2018/2019.
[…] GKS Katowice wywiązał się z roli faworyta. Katowiczanie pokonali we własnej hali MCKiS Jaworzno. Spadkowicz kontynuuje serię zwycięstw. MCKiS Jaworzno nie był jednak łatwym przeciwnikiem. Każda z partii rozstrzygała się w końcówce. Jaworznianie postawili się rywalom, jednak wystarczyło to tylko na wygranie jednego seta. Co ciekawe to goście celniej zagrywali – w tym elemencie zdobyli 6 punktów (14 błędów), podczas gdy GKS posłał tylko 3 asy (18 błędów). W szeregach przyjezdnych pierwsze skrzypce grał były gracz katowickiego zespołu – Wiktor Mielczarek. Przyjmujący zdobył aż 23 punkty, utrzymując 55% skuteczności w ataku. Miał jednak tylko wsparcie w Patryku Strzeżku. GKS zagrał bardziej drużynowo – aż pięciu siatkarzy miało dwucyfrowy dorobek punktowy. Tradycyjnie liderem katowiczan był Michał Superlak. Atakujący posłał 2 asy, zdobył 2 punkty blokiem a atakowało z 47% skutecznością.
MVP: Grzegorz Pająk
GKS Katowice – MCKiS Jaworzno 3:1 (25:20, 23:25, 25:22, 25:23)
HOKEJ
hokej.net – Na myśl o dogrywce dostawali gęsiej skórki. Przełamali się
GKS Katowice w końcu odniósł zwycięstwo po dogrywce. Stało się to w niedzielę, w wyjazdowym meczu przeciwko JKH GKS-owi Jastrzębie. – Myślę, że każdy z nas cieszy się z tego, że w końcu udało nam się przełamać, bo we wcześniejszych próbach zawsze czegoś brakowało – powiedział Jacob Lundegård, który przesądził o losach spotkania.
Na słowo dogrywka zarówno kibice, jak i zawodnicy wicemistrzów Polski dostawali gęsiej skórki. Miało to związek z faktem, że do starcia z jastrzębianami podopieczni Jacka Płachty ponieśli w dodatkowym czasie gry aż pięć porażek.
– Odnoszę wrażenie, że w każdej dogrywce wszystko zależy od nas i to my dyktujemy warunki – wyjaśnił Lundegård.
GieKSa od końcówki drugiej odsłony przegrywała z jastrzębianami 0:1. Sposób na Michała Kielera znalazł Fredrik Forsberg, który popisał się kąśliwym uderzeniem z nadgarstka. W trzeciej odsłonie wyrównał Jean Dupuy i o losach spotkania musiała przesądzić dogrywka.
– Rywalom udało im się “zabić naszą energię” dobrą pracą w obronie i to był główny problem. Dopiero, gdy oni zdobyli gola to się odbudowaliśmy i zaczęliśmy mocniej atakować. Udało nam się stworzyć wiele dogodnych szans i jedną z nich wykorzystaliśmy – analizował obrońca GKS-u Katowice, który w dodatkowym czasie gry zadał decydujący cios. Dupuy dograł gumę przed bramkę, a 28-letni Szwed przekierował ją do bramki łyżwą. Według arbitrów, uczynił to w myśl obowiązujących przepisów.
– Z pewnością mogliśmy w tym meczu zainkasować trzy punkty, gdybyśmy skuteczniej zagrali w końcówce trzeciej tercji. Bierzemy dwa i walczymy dalej – zaznaczył.
Na lodowisku w Karwinie oprócz kibiców JKH GKS-u Jastrzębie pojawili się też fani GieKSy. Szwedzki obrońca docenił ich wsparcie.
– Szczerze mówiąc to słyszałem przede wszystkim wsparcie naszych kibiców – przyznał.
I dodał: – To jest niesamowite, że zawsze gdy gramy poza własnym lodowiskiem i oni mają szansę, by nas dopingować to są na trybunach i pomagają. To jest świetna sprawa i wiele dla nas znaczy.
Katowiczanie zajmują na razie czwarte miejsce w tabeli. Warto wspomnieć, że do liderującej Unii Oświęcim tracą zaledwie dwa punkty, ale rozegrali też o jeden mecz mniej. Podopieczni Jacka Płachty już we wtorek zmierzą się z biało-niebieskimi w „Satelicie”. Które elementy wymagają poprawy przed tym starciem?
– W ataku na pewno potrzebujemy więcej cierpliwości w naszych działaniach. Potrzebujemy bardziej zmęczyć rywala i wydłużyć nasze zmiany, by jedna piątka zostawała na lodzie trochę dłużej. Wtedy każda z formacji ma szansę na to, by grać skuteczniej. Mam nadzieję, że zaczniemy to poprawiać, by w każdej tercji budować swoją przewagę – zakończył 28-letni defensor.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze