Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Waleczna GieKSa grała do końca
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
Kobieca drużyna piłkarska GieKSy rozpoczęła rundę wiosennych zmagań w sezonie 2021/22. Pierwszym spotkanie było z drużyną Górnika Łęczna. Spotkanie zakończyło się remisem 3:3, do przerwy katowiczanki przegrywały 2:3. Następne spotkanie drużyna rozegra 12 marca o godzinie 13:00 z KKP Bydgoszcz. Obecnie KKP zajmuje miejsce w tabeli tuż za zespołem GieKSą, piąte, ze strata trzech punktów. Piłkarze wygrali ligowe spotkanie z drużyną Zagłębia Sosnowiec 1:0 (0:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz piłkarze rozegrają na stadionie przy ulicy Bukowej z Chrobrym. Spotkanie rozpocznie się w poniedziałek 14 marca o godzinie 18:00.
W minionym tygodniu siatkarze rozegrali jedno spotkanie z Jastrzębskim Węglem. Drużyna przegrała po tie-breaku 2:3. Następne spotkanie zespół rozegra w Katowicach, z liderem rozgrywek z ZAKSĄ Kędzierzyn – Koźle. Mecz rozpocznie się o godzinie 17:30 w sobotę, 12 marca. Transmisję przeprowadzi Polsat Sport. Siatkarze obecnie zajmują ósmą pozycję w tabeli gwarantującą udział w spotkaniach play- off. Drużynie do zakończenia sezonu zasadniczego pozostały cztery spotkania.
Hokeiści w rozgrywkach play-off PHL prowadzą z Zagłębiem Sosnowiec w rywalizacji 3:1. Kolejne spotkanie zostanie rozegrane w Satelicie 10 marca. Do awansu do półfinału rozgrywek potrzebne jest GieKSie jedno zwycięstwo.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Waleczna GieKSa grała do końca, co przyniosło sukces
To był szalony mecz w Katowicach. Zawodniczki z Lubelszczyzny trzy razy obejmowały prowadzenie, lecz nie przyniosło to rezultatu w postaci kompletu punktów.
Mecz zaczął się od prezentu, jaki sprawiła Weronika Klimek zawodniczkom Górnika. W 12 minucie na dalekie kopnięcie w stronę bramki zdecydowała Weronika Kaczor. Piłka zmierzała w stronę bramki Kilmek, minęła prawy łokieć bramkarki Katowic i wtoczyła się do bramki. Szybko odpowiedziała Katejda Vojtková,która została obsłużona świetnym podaniem od bardzo aktywnej w tym spotkaniu Klaudii Maciążki. W 22 minucie długie zagrnie na dobieg dostała Oliwia Rapacka, która wyszła na sam na sam z Klimek i zdobyła drugą bramkę dla przyjezdnych. W 31 minucie katowiczanki ponownie doprowadzają do wyrównania, a w roli głównej Weronika Kłoda. Na trzy minuty przed przerwą Górnik objął po raz trzeci w tym spotkaniu prowadzenie. Akcję całego zespołu świetnym strzałem zakończyła Jolanta Siwińska. W drugiej połowie więcej było niedokładności i obijania słupków ze strony obydwu klubów. W doliczonym czasie gry świetnie w polu karnym odnalazła się Nicola Brzęczek, która zgubiła obrończynie z Łęcznej i pokonała Annę Palińską. Tym sposobem podopieczne Witolda Zająca wyszarpały cenny remis z liderkami Ekstraligi.
dziennikwschodni.pl – Radosny futbol na inaugurację wiosny
GKS Górnik Łęczna na otwarcie rundy wiosennej tylko zremisował w Katowicach
Takie mecze są najlepszą reklamą kobiecego futbolu w naszym kraju. Kibice w Katowicach, a także na antenie TVP Sport zobaczyli ciekawe i ofensywne zawody, które trzymały w napięciu do samego końca.
Rywalizacja rozpoczęła się od katastrofalnego błędu Weroniki Klimek, która przepuściła do własnej bramki dogranie Weroniki Kaczor. Golkiperce GKS humor błyskawicznie jednak poprawiła Katerina Vojtkova, która doprowadziła do remisu. Nie trwał on długo, bo już w 22 min przyjezdne znowu wyszły na prowadzenie dzięki Oliwii Rapackiej. Kapitalną asystę przy tej okazji zaliczyła Klaudia Lefeld. Katowiczanki odpowiedziały po 9 min dzięki Weronice Kłodzie. Spory udział przy tej bramce miała jednak Klaudia Maciążka, najlepsza zawodniczka spotkania. Tuż przed przerwą swojego gola zdobyła Jolanta Siwińska, która wykorzystała doskonałe dośrodkowanie Marianny Litwiniec.
Druga połowa była już zdecydowanie mniej efektowna, głównie dlatego, że łęcznianki oddały prowadzenie gry rywalkom. Te długo nie wiedziały co z tym zrobić. Przełamanie przyszło w ostatniej chwili, kiedy Nikola Brzęczek wykorzystała przewagę liczebną w polu karnym Górnika i zapewniła gospodyniom remis.
sportdziennik.com – To zostanie w sercu
Ten stadion jest dla mnie sentymentalnym miejscem – mówił trener Rafał Górak po zapewne swoim ostatnim zwycięstwie na Ludowym.
Jesienią katowiczanie cieszyli się z pierwszego zwycięstwa po meczu z Zagłębiem i podobnie stało się także wiosną. Na skromną piątkową wygraną, po marnym widowisku, sumiennie zapracowali, będąc w drugiej połowie stroną lepszą.
– Jestem bardzo zadowolony, 3 punkty na wyjeździe to zawsze bardzo duży ekwipunek – mówił trener Rafał Górak o wieczorze w Sosnowcu.
– Bardzo dziękuję drużynie za determinację, była ogromna. Nie sądzę, by w głowach i myślach ludzi ten mecz okazał się wyjątkowy i o wielkim poziomie piłkarskim. To były typowe, mocno waleczne zawody o punkty. Staraliśmy się wyciągnąć z nich jak najwięcej. Zaczynaliśmy z punktem i w pierwszej fazie meczu staraliśmy się go szanować, ale wracamy z trzema. To ogromna frajda – dodaje szkoleniowiec GieKSy, która wygrała na Stadionie Ludowym pierwszy raz od ponad 30 lat. I być może już po raz ostatni na wieki wieków – z racji zbliżającego się otwarcia nowego sosnowieckiego kompleksu sportowego na Górce Środulskiej.
– Może już po raz ostatni spotkaliśmy się w tym miejscu, sentymentalnym dla mnie, gdzie grałem jako piłkarz Polonii Bytom i Szczakowianki, a także jako trener Ruchu Radzionków i GieKSy – przypomina Górak.
– Takie miejsca zawsze będą w moim sercu. Na Ludowym może już nie zagramy i gratuluję gospodarzom tego, że będą mieć nowy stadion.. Nasza Bukowa… Też buduje się coś innego, mam nadzieję, że niedługo będziecie gośćmi na stadionie w Katowicach.
Rafał Górak w trzecim meczu odniósł pierwsze zwycięstwo nad Arturem Skowronkiem, czyli swoim asystentem z radzionkowskich czasów.
– Przegraliśmy bardzo ważny mecz dla nas wszystkich, dla całego środowiska – przyznaje szkoleniowiec Zagłębia.
– Szkoda, że nie dociągnęliśmy tego meczu do końca w taki sposób, w jaki czyniliśmy to w pierwszej połowie. W niej naprawdę nieźle to funkcjonowało. GieKSa okazała się konkretna, nam tego zabrakło, bo nie mieliśmy celnego strzału, a w takich okolicznościach trudno szukać zwycięstwa. Cały czas brakuje nam czegoś w fazie finalizacji. GKS w drugiej połowie bardzo dobrze się bronił, dobrze funkcjonował w fazie przejściowej, pokazał dobrą mentalność, dlatego trudno nam było o sytuacje. Dziękuję za wsparcie, zrobimy wszystko, by jak najszybciej je spłacić.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS urwał punkt Mistrzom Polski na ich terenie
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla wygrali dwa pierwsze sety meczu z GKS-em Katowice i wydawało się, że są w stanie szybko rozstrzygnąć to spotkanie na swoją korzyść. Katowiczanie nie dali jednak łatwo za wygraną – wygrali trzeciego seta, a w czwartym po zaciętej i emocjonującej walce pokonali gospodarzy 34:32. W tie-breaku mistrzowie Polski znów byli góra, ale GKS urwał punkt faworytowi i to na jego terenie.
[…] Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice 3:2 (25:23, 25:19, 22:25, 32:34, 15:12)
polsatsport.pl – Zacięte starcie Jastrzębskiego Węgla z GKS
[…] Premierowa odsłona toczyła się przy przewadze gospodarzy, którzy w środkowej części seta odskoczyli na cztery oczka. Katowiczanie nie rezygnowali i doprowadzili do emocjonującej końcówki, w której złapali punktowy kontakt (23:22). Kluczowe akcje wygrali jednak jastrzębianie, a ostatni punkt przyniósł skuteczny atak Jana Hadravy (25:23).
Druga partia nie miała wielkiej historii. Gospodarze szybko wypracowali sobie znaczącą przewagę (8:3), a później właściwie kontrolowali sytuację (16:11, 21:13). Zwycięstwo przypieczętował skutecznym uderzeniem Stephen Boyer (25:18).
W trzecim secie siatkarze z Katowic wrócili do gry. Uzyskali zaliczkę już na początku – po asie serwisowym Jakuba Jarosza było 1:4. Gospodarze szybko odrobili straty, przez pewien czas wynik oscylował wokół remisu, ale później przewagę odzyskała ekipa GKS, która poprawiła skuteczność w ataku. W końcówce jastrzębianie popełnili kosztowne błędy i ostatecznie przegrali 22:25.
Czwarta partia również toczyła się przy przewadze zespołu z Katowic (8:11, 13:16). Gospodarze odrobili straty (18:18) i rozpoczęła się zacięta walka punkt za punkt, zwieńczona rywalizacją na przewagi. GKS miał pierwszy piłkę setową, po ataku Jarosza (23:24), później kolejne, a dwie piłki meczowe mieli jastrzębianie. Obie ekipy toczyły zaciętą walkę, set trwał blisko 40 minut, a zakończył go autowy atak Rafała Szymury (32:34).
Spotkanie zwieńczył więc tie-break. Lepiej rozpoczęli go mistrzowie Polski (5:2), którzy po ataku Tomasza Fornala mieli cztery oczka zaliczki przy zmianie stron (8:4). Zmęczenie poprzednią partią i problemy w przyjęciu pogrążyły ekipę GKS. Gospodarze utrzymali przewagę, choć rywale walczyli do końca. Jastrzębianie mieli piłkę meczową przy stanie 14:10, ale Gonzalo Quiroga popisał się jeszcze asem serwisowym. Wynik decydującej partii na 15:12 ustalił skuteczny atak Fornala.
[…] W ekipie GKS nie zagrał Tomas Rousseaux.
HOKEJ
hokej.net – „Rozmowa Tygodnia”. Miro-Pekka Saarelainen: Musimy ograniczyć minuty karne
Napastnik GKS-u Katowice, Miro-Pekka Saarelainen, opowiedział nam w cyklicznym formacie „Rozmowa Tygodnia” o ćwierćfinałowej rywalizacji z Zagłębiem Sosnowiec, swojej dyspozycji na lodzie i sile fińskiego hokeja.
Hokej.net: – Cztery mecze ćwierćfinałowej serii za wami. Jak podsumowałbyś dotychczasową rywalizację z Zagłębiem?
Miro-Pekka Saarelainen: To bardzo twarde i wyrównane boje. Żadne spotkanie nie było łatwe i wiedzieliśmy o tym już przed startem play offów. Dobrze, że prowadzimy w serii, ale nie wolno nam zwolnić i stracić koncentracji. W każdym meczu musimy dać z siebie 100 procent.
Jak wyglądało przygotowanie do tej rywalizacji i jak odbywa się bieżąca analiza taktyczna? Więcej czasu poświęcacie na waszą grę czy na przeciwnika?
– Myślę, że proporcje rozkładają się po połowie. Wszystko zależy od materiału, który dla sztabu jest ważny. Musimy analizować swoją grę, żeby wiedzieć, co poprawić, ale ważne też, żeby reagować na to, co robi rywal.
Co musicie poprawić?
– Łapiemy za dużo kar. Musimy ograniczyć minuty karne, które dostajemy. W poszczególnych momentach brakuje nam zimnej krwi, spokoju i opanowania.
A jakie silne strony Zagłębia potrafiłbyś wskazać?
– To drużyna, która jest aktywna i agresywna. Świetnie jeżdżą i nie odpuszczają w żadnej sytuacji. To dobra zespół, który jest niezwykle zmotywowany do walki i potrafi wykorzystywać swoje szanse, np. w przewagach.
Opuściłeś kilka gier jeszcze w sezonie zasadniczym. To efekt kontuzji?
– Tak, zmagałem się z drobnym urazem.
Czujesz się już optymalnie na lodzie?
– Nie odczuwam już żadnego bólu, jeśli o to pytasz. Oczywiście, każdy powrót po kontuzji jest trudny. Trzeba odpowiednio wejść w trening i rytm meczowy. Każda tercja na lodzie działa jednak na moją korzyść.
Widzisz w twojej grze obszary, które mogłyby wyglądać lepiej?
– Chciałbym poprawić grę z krążkiem. W tym obszarze widzę jeszcze u siebie spore rezerwy i myślę, że z każdym meczem będzie lepiej, co przełoży się na sytuacje bramkowe. Na ten moment trochę mi ich brakuje.
Polska to twój pierwszy zagraniczny przystanek w karierze. Skąd decyzja, by opuścić Finlandię?
– Czułem, że potrzebuję czegoś nowego. Usłyszałem, że w Katowicach występują inni Finowie i ta opcja wydała mi się całkiem sensowna. Dzisiaj uważam, że to był dobry wybór na ten moment mojej kariery.
Rozmawiałeś przed przybyciem do Katowic z którymś z fińskich graczy GieKSy?
– Jasne. Z Jooną Monto występowałem w tej samej drużynie przed trzema laty, więc dobrze się znamy. Zapytałem go o klub i ligę, a on przekazał same dobre wieści. Moim przyjacielem jest też Lauri Huhdanpää, który pomógł mi w wielu kwestiach, opowiedział o poziomie rozgrywek i namówił, by spróbować w Polsce.
Znałeś też Matiasa Lehtonena?
– Tak, ale występowaliśmy w lidze Mestis w przeciwnych drużynach, więc nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy.
Oglądasz hokej w telewizji czy internecie?
– Zdarza się. Najczęściej NHL, jeśli mecze odbywają się o korzystnych porach. Śledzę też naszą Liigę, ale częściej sprawdzam wyniki, niż oglądam na żywo.
Jesteś kibicem którejś drużyny?
– Jestem kibicem hokeja. Nie kibicuję szczególnie żadnemu teamowi. Raczej oglądam z miłości do gry.
Ale na pewno kibicowałeś Finlandii podczas olimpijskiego finału.
– Dopiero od drugiej tercji, bo ten mecz zaczynał się bardzo wcześnie.
Czyli przyniosłeś szczęście, bo po pierwszej tercji Finowie przegrywali.
– Rzeczywiście. Kiedy już oglądałem, bramki zdobywała tylko Finlandia.
Z czego wynikają fińskie sukcesy w ostatnich latach, jeśli chodzi o hokej reprezentacyjny? Najpierw mistrzostwo świata, kilka lat później historyczne złoto olimpijskie.
– Mogę tylko zgadywać jako kibic, ale widać w drużynie narodowej charakter i jedność. W każdym meczu zawodnicy pracują w kolektywie, mają wspólny cel, doskonale wiedzą, co robić na lodzie. To tak zwany “team spirit”. Myślę, że właśnie zespołowość jest największym atutem naszej reprezentacji.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze