Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Pieczęć GieKSy i piąty finał z rzędu!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki w ubiegłym tygodniu rozegrały dwa mecze wyjazdowe: z Rekordem oraz z Pogonią Tczew. W obu padł remis 1:1. Piłkarze najbliższe spotkanie rozegrają na Arenie Katowice w Wielką Sobotę (4 kwietnia o godzinie 12:15) z Wisłą Płock. Media informują o kontuzji Mateusza Kowalczyka oraz w dalszym ciągu nie wyleczonym urazie Adama Zreľáka.
Siatkarze pokonali 3:0 w wyjazdowym meczu SMS PZPS Spała. Kolejne spotkanie rozegramy 2 kwietnia o 20:00 na wyjeździe ze Stalą Nysa. Będzie to ostatnie mecz rundy zasadniczej. Nasza drużyna jest na pierwszym miejscu z przewagą dwóch punktów nad Aniołami Toruń.
W ostatnich dwóch meczach półfinałowych THL hokeiści wygrali po 3:1 z Unią Oświęcim, a w całej rywalizacji 4:3. W finale zmierzymy się z GKS-em Tychy. Pierwsze dwa spotkanie zostaną rozegrane jutro i pojutrze (1 i 2 kwietnia) w Satelicie. Początek odpowiednio o 18:00 i 20:30.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Mistrzynie Polski z drugim remisem z rzędu
W zaległym spotkaniu 12. kolejki Orlen ekstraligi Rekord Bielsko-Biała zremisował 1:1 z GKS-em Katowice. Gospodynie objęły prowadzenie po bramce Agnieszki Glinki, a mistrzynie Polski do wyrównania doprowadziły za sprawą Aleksandry Nieciąg.
Gospodynie wyszły na prowadzenie w ósmej minucie, a na listę strzelczyń wpisała się wówczas Agnieszka Glinka. W 15. minucie Aleksandra Nieciąg wykorzystała błąd piłkarek Rekordu w rozegraniu od własnej bramki i doprowadziła do wyrównania. W 30. minucie gospodynie wyszły z atakiem – Alicja Bednarek przymierzyła zza pola karnego, a Katarzyna Nowak wybroniła jej uderzenie twarzą. Gospodynie miały kilka stałych fragmentów gry. Pod koniec pierwszej połowy mistrzynie Polski przejęły inicjatywę. W 42. minucie zmusiły Kingę Ptaszek do interwencji, jednak golkiperka Rekordu wyszła z tej sytuacji obronną ręką. Do przerwy utrzymywał się remis 1:1. W drugiej połowie obie ekipy szukały swoich szans, jednak wynik pozostawał bez zmian. W 85. minucie zmienniczka Rekordu Katarzyna Jaszek stanęła przed dogodną sytuacją strzelecką, jednak piłka po jej strzale minęła się z poprzeczką. Obie drużyny kończyły mecz w dziesiątkę – po stronie Gieksy meczu nie dokończyła Katarzyna Nowak, zaś w zespole Rekordu Katarzyna Jaszek (obie w konsekwencji dwóch napomnień).
Mistrzynie Polski tracą punkty w Tczewie
GKS Katowice nie zdołał przełamać serii remisów i wywiózł z Tczewa tylko jeden punkt. Mecz z Pogonią Dekpol Tczew w ramach 16. kolejki Orlen Ekstraligi zakończył się wynikiem 1:1.
Katowiczanki dobrze weszły w mecz i od pierwszych minut próbowały przejąć inicjatywę. Pierwszy sygnał ostrzegawczy dała Aleksandra Nieciąg, jednak na posterunku była Alexandra Reynolds. Pogoń odpowiedziała groźnie, a strzał Nanoki Iriguchi z rzutu wolnego odbił się od poprzeczki. W 22. minucie GKS objął prowadzenie po skutecznie rozegranym rzucie rożnym, który wykończyła Katerina Vojtkova. Do przerwy wynik mógł być wyższy, ale kolejne próby Jaszek i Włodarczyk nie znalazły drogi do siatki.
Po zmianie stron GieKSa kontrolowała tempo gry i stwarzała zagrożenie głównie po dośrodkowaniach. Brak drugiego gola zemścił się jednak w drugiej połowie, gdy Julia Drożak wykorzystała podanie wzdłuż bramki i doprowadziła do wyrównania. W końcówce katowiczanki naciskały, lecz nie były w stanie ponownie pokonać bramkarki gospodyń.
infokatowice.pl – GKS Katowice z problemami. Dwóch ważnych zawodników pod znakiem zapytania
Mateusz Kowalczyk wrócił do Katowic z urazem odniesionym na zgrupowaniu reprezentacji Polski U-21. Wciąż niepewna jest także dyspozycja Adama Zreľáka. Występ obu kluczowych dla GieKSy zawodników stoi pod znakiem zapytania.
Na ostatnie zgrupowanie reprezentacji Polski U-21 powołany został pomocnik GKS-u Katowice Mateusz Kowalczyk. W trakcie meczu z Armenią zawodnik doznał kontuzji, która wykluczyła go z udziału w kolejnym spotkaniu kadry. Jak poinformował oficjalny portal Łączy Nas Piłka, piłkarz doznał urazu mięśnia dwugłowego i opuścił zgrupowanie, wracając do Katowic na dalsze badania.
O aktualny stan zdrowia zawodnika zapytaliśmy w klubie. Rzecznik prasowy GKS Katowice, Michał Kajzerek, przekazał, że kluczowe będą wyniki badań. – Mateusz Kowalczyk dzisiaj ma kolejne badania i kiedy poznamy ich wyniki, powinniśmy wiedzieć więcej na temat jego stanu zdrowia – poinformował. Na ten moment nie wiadomo więc, kiedy jeden z filarów drużyny będzie gotowy do gry.
Niepewna pozostaje także sytuacja ofensywna GieKSy. Napastnik Adam Zreľák wciąż nie wrócił do pełnych treningów z zespołem. – Adam Zreľák jest wciąż w treningu indywidualnym i pracuje z fizjoterapeutą. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy będzie gotowy do gry na mecz z Wisłą Płock – dodał Kajzerek.
Choć oba przypadki różnią się charakterem, łączy je jedno – niepewność przed najbliższym spotkaniem ligowym. Sztab szkoleniowy GKS-u Katowice musi liczyć się z tym, że zarówno Kowalczyk, jak i Zreľák mogą nie być do dyspozycji na mecz z Wisłą Płock. Ostateczne decyzje dotyczące ich występu zapadną po wynikach badań i najbliższych dniach treningów.
SIATKÓWKA
lodzkips.pl – Dominacja siatkarzy GKS-u Katowice w Spale
GKS Katowice pokonał SMS PZPS Spała 3:0 w wyjazdowym spotkaniu PLS 1. Ligi. Zespół z Katowic wypracował przewagę dzięki skutecznej zagrywce Quirogi oraz punktowym blokom, które rozstrzygnęły losy meczu w kluczowych fragmentach gry. Wynik 25:17 w dwóch pierwszych partiach oraz 25:21 w trzeciej odsłonie przypieczętował zwycięstwo gości i zdobycie kompletu punktów.
Początek meczu przyniósł wyrównaną walkę punkt za punkt, a na tablicy szybko pojawił się wynik 8:8. GKS błyskawicznie wrzucił jednak wyższy bieg i systematycznie powiększał przewagę, wykorzystując serię punktową przy zagrywkach Gonzalo Quirogi. Gdy wynik wskazał 17:12 dla gości, Katowiczanie przejęli pełną inicjatywę. Kolejne mocne serwisy Krzysztofa Gibka podbiły prowadzenie do stanu 21:13, co ostatecznie odebrało gospodarzom chęć do walki. Choć SMS próbował poderwać się do odrabiania strat, zdołał ugrać jedynie cztery punkty, a goście zamknęli pierwszą partię wynikiem 25:17
Drugi set przyniósł całkowitą deklasację gospodarzy już w pierwszej fazie gry. Szczelny blok oraz bezbłędna skuteczność w ataku pozwoliły GKS-owi wypracować miażdżącą przewagę 10:2. W kolejnych minutach gra nieco się wyrównała, jednak wynik 20:11 brutalnie odebrał SMS-owi nadzieję na korzystne zakończenie seta. Pojedyncze udane akcje Oskara Trawki, Karola Lepperta czy Adama Potempy okazały się niewystarczające, by zniwelować straty z fatalnego początku. Katowiczanie utrzymali koncentrację i podobnie jak w poprzedniej odsłonie, zwyciężyli 25:17.
Trzecia partia przyniosła chwilowe przebudzenie SMS-u, który tym razem nie pozwolił rywalom na wczesną ucieczkę punktową. Dobra postawa Bartosza Sawickiego, który skutecznie uprzykrzał życie zawodnikom GKS-u, pozwoliła gospodarzom doprowadzić do remisu 9:9. Po dobrym serwisie Marcina Hływy Spała objęła nawet prowadzenie 17:16, jednak ich opór złamał Wojciech Ferens, meldując się w polu zagrywki i wyprowadzając GKS na 21:18. Decydujące akcje należały do Gonzalo Quirogi oraz Michała Superlaka, którzy przypieczętowali zwycięstwo w secie i całym meczu.
SMS PZPS Spała – GKS Katowice 0:3 (17:25, 17:25, 19:25)
HOKEJ
hokej.net – Dublet Andersona i genialny refleks Eliassona. GieKSa urwała się ze stryczka!
Hokeiści GKS-u Katowice pokonali na wyjeździe Unię Oświęcim 3:1 i uciekli spod topora. W ekipie GieKSy świetnie zaprezentowali się Jesper Eliasson i Stephen Anderson. Szwedzki golkiper obronił 32 uderzenia rywali, a Kanadyjczyk dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. O tym, kto z tej pary awansuje do finału przesądzi siódmy mecz, który odbędzie się w piątek w „Satelicie”.
Oświęcimianie mają czego żałować, bo nie zamknęli rywalizacji we własnej hali i przy żywiołowo reagującej publice. Czego im zabrakło? Chłodnych głów i czegoś, co w hokeju często określa się mianem instynktu killera.
Podopieczni Jacka Płachty wykorzystali swoje szanse, ofiarnie się bronili i mieli ogromne wsparcie w osobie swojego bramkarza. Jesper Eliasson rozegrał swój najlepszy mecz w tej serii, a po jego interwencjach zarówno zawodnicy, jak i kibice Unii łapali się za głowy.
Tym samym potwierdziły się słowa Grzegorza Pasiuta. Kapitan ekipy ze stolicy województwa śląskiego stwierdził, że jego zespół wróci do swojej hali na decydujący, siódmy mecz.
Trener Róbert Kaláber kolejny raz nie zmienił zwycięskiego składu. Sztab szkoleniowy katowickiego klubu zdecydował się na korekty w formacjach, a jako 13 napastnik zagrał dziś wracający po urazie Juho Koivusaari.
Pierwsze minuty przebiegły pod dyktando GieKSy, która po porażce we własnej hali 1:4, znalazła się nad przepaścią. Podopieczni Jacka Płachty rzucili się na Oświęcimian, ale konkretów w postaci bramek to nie przyniosło. Linus Lundin skutecznie interweniował po uderzeniach Bartosza Fraszki, Patryka Wronki i Sama Coatty.
Gospodarze nieco wolniej się rozkręcali, ale to właśnie oni wykreowali sobie najgroźniejszą okazję. W 8. minucie Łukasz Krzemień idealnie dograł do Damiana Tyczyńskiego, a ten znalazł się w sytuacji sam na sam z Jesperem Eliassonem. Napastnik Unii uderzył z nadgarstka, ale szwedzki golkiper nie dał się pokonać. Eliasson świetnym refleksem popisał się też w osiem minut później, gdy obronił uderzenie Daniela Olssona Trkulji i dobitkę Ołeksandra Peresunki.
Na pierwszego gola trzeba było poczekać do 25. minuty. Do tercji wjechał Bartosz Fraszko, a następnie zostawił gumę Stephenowi Andersonowi, który precyzyjnym uderzeniem z prawego bulika zaskoczył oświęcimskiego bramkarza.
Zespół dowodzony przez Róberta Kalábera próbował szybko odpowiedzieć, ale precyzji i chłodnej głowy zabrakło kolejno Nickowi Moutreyowi i Mice Partanenowi. W 33. minucie Oświęcimianie zagrali w przewadze i błyskawicznie założyli zamek. W zasadzie jużpo kilku sekundach groźną sytuację miał Daniel Olsson Trkulja, ale uderzenie szwedzkiego środkowego odbiło się od słupka.
Później do odpoczywającego na ławce kar Albina Runessona dołączył Travis Verveda i biało-niebiescy przez 22 sekundy grali w piątkę przeciwko trójce rywali. Jednak nie wykorzystali tej szansy. Gdy wykluczenie odsiadywał już tylko Kanadyjczyk fantastycznym podaniem zza bramki popisał się Olsson Trkulja, a Ahopelto długo się nie zastanawiał i posłał gumę do siatki. Kibice na trybunach mieli pierwsze powody do radości. Do przerwy wynik się nie zmienił, więc emocje w szeregach obu drużyn były ogromne.
Goście grający z nożem na gardle znakomicie rozpoczęli ostatnią odsłonę. W 44. minucie krążek pod bandą wywalczył Mateusz Michalski, nieco go podholował, a następnie dograł na lewy bulik do Jacoba Lundegårda. Szwed uderzył bez przyjęcia w krótki róg i zaskoczył Linusa Lundina.
Ten gol wyraźnie podciął skrzydła zawodnikom Unii, którzy długo nie potrafili stworzyć sobie dogodnej okazji. Można było nawet odnieść wrażenie, że wkrótce obejrzymy trzeciego gola dla Katowiczan.
W 55. minucie pod bramką Jespera Eliassona mocno się zakotłowało, a szwedzki golkiper zwijał się jak w ukropie. Najpierw obronił uderzenie Villego Heikkinena, a następnie dobitki Aleksiego Mäkeli.
Na 63 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry trener Róbert Kaláber poprosił o czas, a następnie zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Ta pokerowa zagrywka nie opłaciła się. Pieczęć na zwycięstwie postawił Stephen Anderson, który umieścił gumę w pustej bramce.
Pieczęć GieKSy i piąty finał z rzędu! Dublet Fraszki i fenomenalne asysty Wronki
W końcu poznaliśmy skład finału play-off! Do GKS-u Tychy dołączył dziś GKS Katowice, który w siódmym meczu pokonał Unię Oświęcim 3:1. Podopieczni Jacka Płachty o złoto powalczą po raz piąty z rzędu.
W przekroju całego meczu Katowiczanie zaprezentowali więcej hokejowych konkretów. Zagrali ofiarniej w destrukcji i byli aktywniejsi w ataku.
Mieli też w składzie Patryka Wronkę, który znakomicie kreował grę i niczym kelner restauracji z gwiazdką Michelin znakomicie obsługiwał swoich partnerów znakomitymi podaniami. „Wronczes” zaliczył fenomenalne asysty przy trafieniach Bartosza Fraszki i Lauriego Huhdanpy, które padły na początku i na końcu drugiej odsłony. „Frachol” zakończył mecz z dubletem, bo na sekundę przed końcem regulaminowego czasu gry posłał gumę do pustej bramki. W ten oto sposób postawił pieczęć na zwycięstwie i awansie do finału.
W ekipie GieKSy nie wystąpił Jean Dupuy, z kolei Róbert Kaláber nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanych Bartosza Florczaka, Martina Kasperlíka i Radosława Galanta i Jakuba Kubeša. W miejsce Czecha zagrał Roman Diukow, a funkcję kapitana Unii pełnił Ville Heikkinen.
Początek meczu był ostrożny w wykonaniu obu ekip. Zarówno Katowiczanie, jak i Oświęcimianie starali się grać odpowiedzialnie w destrukcji i przede wszystkim nie popełnić błędów.
Pierwszą groźną okazję miał Roman Rác, ale jego uderzenie obronił Jesper Eliasson. Doświadczony Słowak, mając sporo miejsca i czasu, powinien lepiej uderzyć.
Później aktywniejsi byli gospodarze, którzy po pierwszej odsłonie mieli przewagę w strzałach 11-5. Sęk w tym, że nie potrafili znaleźć sposobu na Linusa Lundina. Szwed w największych opałach był w 8. minucie, ale Patryk Wronka przestrzelił z prawego bulika. Zgromadzeni na trybunach kibice aż złapali się za głowy.
Kluczowa dla losów spotkania okazała się druga odsłona. Już na jej początku na indywidualny rajd zdecydował się Wronka, który wjechał do tercji biało-niebieskich lewym skrzydłem, a następnie idealnie dograł do Bartosza Fraszki, a ten musiał tylko posłać gumę do odsłoniętej części siatki.
Unia po stracie gola odważniej ruszyła do przodu, ale nie przełożyło się to na gole. Dwa groźne strzały oddał Mika Partanen, ale katowicki golkiper był na posterunku.
Paradoksalnie najlepszą okazję biało-niebiescy stworzyli sobie podczas gry w osłabieniu. Gdy karę odsiadywał Damian Tyczyński, Erik Ahopelto dograł do Reece’a Scarletta, a ten od razu zdecydował się na strzał z bekhendu.
Podopieczni Jacka Płachty zeszli na drugą przerwę prowadząc 2:0. Albin Runesson uruchomił Patryka Wronkę, a ten znów popisał się znakomitym podaniem do Lauriego Huhdanpy. Fin, który miniony sezon kończył w zespole Unii skarcił swój były zespół, i był to jego pierwszy gol dla GieKSy w tym sezonie.
Gra nabrała rumieńców po przerwie. Wszystko za sprawą kontaktowego gola autorstwa Daniela Olssona Trkulji z 44. minuty. Szwedzki napastnik uderzył z prawego bulika, a guma znalazła się w siatce po uprzednim odbiciu od kija Mateusza Bepierszcza.
Zwycięzcy sezonu zasadniczego chwilę później mogli przesądzić o losach meczu, ale Lundin zanotował dwie kapitalne interwencje. Najpierw powstrzymał Stephena Andersona, a następnie Patryka Wronkę.
Skoro tego nie zrobili, na bramkę gospodarzy sunęły kolejne strzały Oświęcimian. Jednak Eliasson znów był dobrze dysponowany i nie dał się już pokonać. Gościom nie pomógł też manewr z wycofaniem golkipera i wprowadzeniem do gry dodatkowego napastnika. Na dodatek – na sekundę przed końcem regulaminowego czasu gry – kropkę nad „i” postawił Bartosz Fraszko, umieszczając gumę w pustej bramce. Kibice zgromadzeni w „Satelicie” zaczęli świętowanie awansu.
Ekspert TVP Sport ocenia półfinały i analizuje finał. Wskazał „delikatnego” faworyta
Za nami półfinały play-off, które szczegółowo omówił Grzegorz Piekarski. Były reprezentacyjny obrońca wskazał ocenił poczynania czterech zespołów, a także zdradził jak jego zdaniem może potoczyć się finał.
HOKEJ.NET:– Jesteś zaskoczony przebiegiem półfinałów?
Grzegorz Piekarski, były obrońca polskich klubów i reprezentacji Polski:
[…] Jeżeli chodzi o drugą parę półfinałową to można było przewidzieć że będzie to zacięta rywalizacja i prawdopodobieństwo zakończenia tej rywalizacji w 7 meczu było częściowo do przewidzenia. Natomiast jestem zaskoczony, że drużyna z Oświęcimia nie potrafiła wykorzystać atutu swojego lodowiska przy wyniku 3:2 mając w składzie zawodników z takim doświadczeniem i taką przeszłością. Tym bardziej, że potrafili wygrać trzy mecze z rzędu. A co najważniejsze nie potrafili wykorzystać absencji kontuzjowanego Jeana Dupuy, czyli najbardziej niebezpiecznego zawodnika Katowic. Zaskoczony jestem też faktem z braku wyciągania pewnych wniosków z poprzedniej rywalizacji, która skończyła się szczęśliwie golem w dogrywce numer siedem w rywalizacji z Toruniem.
Chyba najwięcej pretensji mogą mieć do siebie zawodnicy Unii Oświęcim, którzy zamiast dobić rywala u siebie w szóstym meczu, podali mu maskę z tlenem i przegrali też mecz numer siedem…
– Tak mogą mieć pretensje sami do siebie, bo mieli w meczu numer sześć bardziej klarowne sytuacje strzeleckie niż drużyna z Katowic. W tym dniu świetnie dysponowany Eliasson pomógł swojej drużynie, a biało-niebiescy nie potrafili znaleźć sposobu na szwedzkiego bramkarza. Strzał Moutreya z 50. minuty meczu z pierwszego uderzenia z okolic bulika był tego najlepszym przykładem. Dowodem, że jak idzie bramkarzowi, to potrafi wybronić strzał nawet głową i dowodem na bezsilność zawodników Unii, którzy mając tak dobrych zawodników w składzie w ostatnich dwóch meczach strzelili tylko 2 gole i stracili aż 6 goli, obnażając swoją najsłabszą stronę, czyli grę w defensywie.
W szóstym meczu stracili gole po szkolnych błędach obrońców, którzy mieli być motorem napędowym drużyny. To mówi wszystko.
[…] Kto i dlaczego wygra finałową rywalizację? Ilu spotkań mogą spodziewać się kibice?
– Wydaje mi się, że opierając się wyłącznie na meczach półfinałowych to delikatnym faworytem jest drużyna z Tychów. Należy jednak pamiętać, że rywalizacja rozpoczyna się w „Satelicie” a mała hala „Spodka” potrafi czasami odlecieć. Więc nie skreślałbym drużyny z Katowic. Zresztą sytuacje, w których wychodzi się z rywalizacji 2:3 grając szósty mecz na terenie przeciwnika i kończąc rywalizację w 7 meczu u siebie to jest to sytuacja, która wzmacnia i buduje dodatkowo drużynę.
Gdzie tkwi siła GKS-u Katowice? A co jest największą bolączką GieKSy?
– To piąty finał z rzędu drużyny z Katowic, więc ciężko znaleźć jakąś słabszą stronę tej drużyny.
Siła to doświadczenie, indywidualności i szkielet drużyny, który ze sobą jest już od kilku lat. Kilku solidnych obcokrajowców, bardzo dobra młodzież to sposób na budowę drużyny, która kolejny raz gra w finale.
Mówi się, że GKS Tychy to najlepiej zbalansowany zespół naszej ligi? Jakie są jego silne, ale też te słabsze strony?
– Najmocniejszą stronę tej drużyny to umiejętność jej budowania. Tam każdy zawodnik ma określone zadanie i dopasowuje się go do systemu, który ma grać drużyna. Szeroka kadra daje możliwości roszad i uzupełnienia składu w przypadku kontuzji, ale też pobudza drużynę do większej wewnętrznej rywalizacji. Bardzo podoba mi się gra Tyszan w obronie. Każdy obrońca kapitalnie jeździ na łyżwach i jest świetnie wyszkolony technicznie. Do tego kapitalne ataki i indywidualności robią różnicę. Słabsze strony? Niuanse.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze