Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Ligowiec Roku 2025 – Bartosz Nowak
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Kateřina Vojtková oraz Andjela Milovanović podpisały kontrakty z kobiecą drużyną. Z zespołem rozstała się Jagoda Cyraniak, która odeszła do Olympique Marsylia. Piłkarki udały się na obóz do Turcji, podczas którego zremisowały 1:1 z BIIK-Shymkent z Kazachstanu. W najbliższy piątek, także w Turcji, zagramy sparing z Metalist 1925 Charków. Piłkarze w ostatnim sparingu podczas obozu w Turcji pokonali FK TSC Bačka Topola 2:1 (1:0). Lukas Klemenz przedłużył umowę z klubem. Bartosz Nowak został „Ligowcem Roku 2025” w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. W piątek 30 stycznia o 18:00 rozegramy ligowe spotkanie z Zagłębiem w Lubinie.
Wczoraj siatkarze pokonali KPS Siedlce 3:1. Kolejny mecz zagramy na wyjeździe z MCKIS Jaworzno w czwartek 29 stycznia o 17:30.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa wygrane spotkania ligowe – we wtorek pokonali STS Sanok 7:2, a w piątek przegrali z Zagłębiem 0:3. W rozpoczętym tygodniu rozegramy trzy mecze: we wtorek o 18:00 ponownie na wyjeździe z Zagłębiem, w piątek o 18:30 w Satelicie z Unią oraz w niedzielę o 17:00 z GKS-em w Tychach.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Była młodzieżowa reprezentantka Czech zagra w GKS-ie Katowice
Była młodzieżowa reprezentantka Czech Katerina Vojtkova podpisała kontrakt z GKS-em Katowice. 26-latka związała się umową obowiązującą do czerwca 2027 roku.
Vojtkova w zespole GieKSy występowała w latach 2021-2022, rozgrywając w barwach mistrzyń Polski 46 spotkań, w których zdobyła 10 goli. W styczniu 2023 roku powoływana do seniorskiej reprezentacji Czech zawodniczka przeniosła się do Banika Ostrava, w którym występowała przed przenosinami do Katowic. W sezonie 2024/2025 pomocniczka reprezentowała barwy czeskiego 1. FC Slovacko.
Pierwsze oficjalne spotkanie zespół z Katowic rozegra 14 lutego, gdy w ramach 1/8 Orlen Pucharu Polski GKS zagra na wyjeździe ze Ślęzą Wrocław. Na 21 lutego zaplanowano spotkanie 12. kolejki Orlen Ekstraligi, w której obrończynie tytułu zagrają na wyjeździe z Rekordem Bielsko-Biała.
Młodzieżowa reprezentantka Serbii zagra w GKS-ie Katowice
Serbka Andjela Milovanović została nową zawodniczką GKS-u Katowice. Defensorka związała się z mistrzyniami Polski kontraktem obowiązującym do czerwca 2027 roku.
19-letnia zawodniczka do klubu Orlen Ekstraligi przenosi się z Crveny Zvezdy Belgrad, w której barwach zdobywała dwa mistrzostwa Serbii (w sezonach 2023/2024 i 2024/2025) i dwa razy cieszyła się ze zdobycia pucharu krajowego (w sezonach 2023/2024 i 2024/2025).
Występująca w młodzieżowych zespołach swojego kraju zawodniczka, szanse debiutu w oficjalnym spotkaniu będzie miała w meczu 1/8 finału Orlen Pucharu Polski, w którym GieKSa 14 lutego zagra na wyjeździe ze Ślęzą Wrocław.
W zimowym okienku transferowym do zespołu z Katowic dołączyła Katerina Vojtkova z 1. FC Slovacko, która w przeszłości występowała w zespole mistrzyń Polski.
tylkokobiecyfutbol.pl – GKS Katowice remisuje z BIIK-Shymkent. Pechowy początek zgrupowania w Turcji
Mistrzynie Polski mają za sobą pierwszy sparing podczas obozu przygotowawczego w Side. Choć podopieczne Karoliny Koch wywalczyły rzut karny na boisku, starcie z kazachskim BIIK-Shymkent zakończyło się remisem 1:1. O końcowym wyniku zadecydował rzut karny oraz wyjątkowy brak szczęścia pod bramką rywalek.
Od pierwszych minut niedzielnego sparingu GKS Katowice narzucił swoje warunki. Katowiczanki kontrolowały przebieg gry, tworząc wiele groźnych sytuacji, by jednak piłka ostatecznie nie znalazła drogi do siatki przeciwniczek. Najlepiej obrazowała to doskonała próba Martyny Wiankowskiej po dośrodkowaniu z prawej strony — futbolówka trafiła w poprzeczkę. Chwilę później mogła się skończyć szczęśliwie, po strzale z dystansu, tym razem odbiła się od słupka. Mimo licznych prób pierwsza połowa zakończyła się wynikiem bez bramek.
Drugą połowę zaczęła się od niefortunnego zdarzenia dla defesnywy GieKSy. W 49. minucie Elinura Katran zdecydowała się na dośrodkowanie, które nieoczekiwanie zamieniło się w strzał i przełobowało Wiktorię Marzec, dając BIIK-Shymkent prowadzenie.
Reakcja mistrzyń Polski była jednak niemal natychmiastowa. Już trzy minuty później Patricia Hmirova wywalczyła rzut karny i osobiście zamieniła go na wyrównującą bramkę. W dalszej części meczu trenerka Karolina Koch rotowała składem, dając szansę młodym zawodniczkom m.in. Piosickie, Małek czy Łanuszce. Katowiczanki do samego końca walczyły o zwycięstwo, jednak po raz kolejny w tym meczu na drodze stanęło obramowanie bramki. Mimo sportowego niedosytu, gra GKS-u mogła napawać optymizmem przed kolejnymi dniami zgrupowania.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wygrał ostatni sparing w Turcji i zatrzymał w klubie ważnego zawodnika
Piłkarze GKS Katowice na zakończenie zgrupowania w Turcji rozegrali 20 stycznia sparing z FK TSC Baćka Topola. Katowiczanie wygrali z 11. zespołem serbskiej Super Ligi 2:1, a także przedłużyli umowę z ważnym zawodnikiem.
W swoim czwartym meczu sparingowym na obozie GKS Katowice pokonał we wtorek w Belek FK TSC Baćka Topola. Wcześniej podopieczni Rafała Góraka wygrali w Turcji z rumuńskim Petrolulem Ploiesti 3:0 oraz luksemburskim FC Atert Bissen 2:0 oraz przegrali z czeskim FK Jablonec 0:3. W czwartek 22 stycznia Katowiczanie wracają do Polski, a w niedzielę o godz. 17 pojawią się w Arenie Katowice na meczu siatkarzy, gdzie będą rozdawać autografy i pozować do zdjęć z fanami.
W meczu z 11. drużyną serbskiej GieKSa szybko objęła prowadzenie. Swojego drugiego gola dla Katowiczan na zgrupowaniu w Turcji strzelił ich zimowy nabytek Mateusz Wdowiak. Dobrze czujący w się w zespole zawodnik tuż przed przerwą mógł podwyższyć wynik, ale źle wykończył akcję kolegów.
Po zmianie stron serbski klub doprowadził do wyrównania i wydawało się, że ostatni turecki sprawdzian drużyny trenera Góraka zakończy się remisem. W samej końcówce szalę zwycięstwa na korzyść GieKSy przechylił jednak Adrian Błąd, który na murawie pojawił się w II połowie.
Przed sparingiem GieKSa pochwaliła się przedłużeniem umowy przez Lukasa Klemenza. Nowy kontrakt 30-letniego obrońcy będzie obowiązywać do końca czerwca 2028 roku i zawiera opcję przedłużenia.
Jesienią Klemenz wystąpił w 17 spotkaniach Katowiczan i strzelił w nich 4 gole, a poprzednim sezonie zagrał w 25 meczach GKS i zdobył jedną bramkę. Wcześniej urodzony w niemieckim Neu-Ulm zawodnik reprezentował barwy GieKSy w sezonie 2017/18.
pilkanozna.pl – Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Ligowiec Roku 2025 – Bartosz Nowak
Zgodnie z zasadami plebiscytu „PN” Ligowcem Roku może zostać zawodnik z Polski. On akurat jest niczym wino – im starszy, tym lepszy. Dziś trudno wyobrazić sobie GKS Katowice bez Bartosza Nowaka, Ligowca Roku 2025 według redakcji tygodnika „Piłka Nożna”!
Przy Nowej Bukowej z pewnością wolą jednak nawet się nie zastanawiać, co by było, gdyby nie bramki i ostatnie podania 32-letniego ofensywnego pomocnika. W 2025 roku były zawodnik Rakowa Częstochowa zanotował 21 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej (11 bramek i 10 asyst). Nowak wręcz zachwycał w rundzie jesiennej bieżącego sezonu. Ustrzelił między innymi dublety przeciwko Zagłębiu Lubin i w Pucharze Polski przeciwko Jagiellonii Białystok, skompletował też hat-tricka w rywalizacji z Wisłą Płock w krajowym pucharze. Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki tylko w drugiej połowie roku, miał udział przy aż 17 z 32 bramek zdobytych przez ekipę Rafała Góraka. Maczał zatem palce w ponad połowie goli strzelonych przez katowiczan. Co więcej, Nowak zajmuje najniższy stopień podium, jeśli chodzi o liczbę kluczowych podań spośród zawodników występujących w Ekstraklasie.
– Nie zastanawiałem się nad tym, czy to szczyt moich możliwości – mówił niedawno w rozmowie z „PN” Nowak. – Może jest już za mną, może przede mną. Nie potrafię powiedzieć, czy to moja najlepsza forma w życiu. Myślę, że w sezonie mistrzowskim w Rakowie Częstochowa prezentowałem podobną dyspozycję, w poprzednich klubach też miałem bardzo dobre momenty. Wiem, że wiele osób patrzy tylko na suche liczby goli i asyst, a powinniśmy spojrzeć szerzej: ile sytuacji wykorzystałem, ile zmarnowałem, ile okazji wykreowałem kolegom, ile kluczowych podań zaliczyłem – tych zmiennych jest znacznie więcej. Już wiosną wydaje mi się, że dobrze wyglądałem. Może nie szły za tym liczby, ponieważ graliśmy trochę inaczej i rozkładały się one na wiele osób.
Wyśmienita forma Nowaka sprawiła, że coraz częściej podnoszona jest dyskusja na temat tego, czy nie powinien znaleźć się w orbicie zainteresowań selekcjonera Jana Urbana. – Trener ma mój numer, ja mam kontakt do niego. (…) A mówiąc zupełnie serio, kontaktu żadnego w sprawie reprezentacji Polski nie było – żartował na łamach „PN”.
Niemniej, w 2025 roku Bartosz Nowak udowodnił, że będąc po trzydziestce, można wciąż rozdawać karty na poziomie Ekstraklasy.
SIATKÓWKA
siatka.org – KPS się postawił, ale niespodzianki nie sprawił
W 20. kolejce I ligi mężczyzn nie brakuje niespodzianek. Kolejną zapachniało w Katowicach. GKS tym razem jednak nie dał sobie wyrwać cennych punktów. Gospodarze pokonali KPS Siedlce, choć zwycięstwo nie przyszło im łatwo. Nagrodę MVP odebrał Damian Domagała.
Początkowo spotkanie było wyrównane. Zespoły wymieniały się skutecznymi atakami. Swoje akcje kończył Damian Domagała. Obie drużyny nie ustrzegły się błędów w polu zagrywki. Gdy po atakach Gonzalo Quirogi i Damiana Hudzika gospodarze odskoczyli na 17:15, interweniował trener Chwastyniak. Seria przy zagrywkach Bartłomieja Krulickiego trwała. Dopiero po kolejnej przerwie dla KPS-u skutecznie zaatakował Przemysław Kupka (19:16). W końcówce asa posłał jeszcze Grzegorz Pająk. Pierwszą piłkę setową KPS obronił, ale szybko kropkę nad i postawił Quiroga.
Od początku drugiego seta KPS musiał gonić wynik. Po asie Krulickiego GKS odskoczył na 10:7. Po czasie dla trenera Chwastyniaka skutecznie zaatakował Mikołaj Miszczuk. Kolejne akcje układały się po myśli gości i szybko interweniował szkoleniowiec GKS-u (11:10). Po fragmencie wyrównanej gry ponownie do głosu doszli gospodarze. Seria bloków Katowiczan powiększyła dystans (17:13). Goście nie mieli zamiaru odpuszczać. Kolejne udane zagrania Bartłomieja Wójcika i as Michała Grabka skłoniły trenera Siewiorka do poproszenia o czas (19:17). Dopiero błąd siedleckiego przyjmującego pozwolił zrobić przejście (20:19). Obaj trenerzy rotowali składami. Świetne wejście zaliczył Tymon Majewski-Nowak. Po jego asach KPS odskoczył na 23:21. Atak Grabka przypieczętował zwycięstwo KPS-u.
W trzecim secie KPS poszedł za ciosem. po kontrataku Grabka interweniował trener Siewiorek (5:8). Seria kontrataków przy zagrywkach Domagały szybko wyrównała wynik (9:9). KPS wciąż jednak był skuteczniejszy na siatce a gdy asa posłał Wójcik zrobiło się 15:12 dla Siedlczan. Po ataku Kupki dystans wzrósł do czterech oczek. Tym razem to GKS nie odpuścił rywalom. Seria udanych zagrań przy zagrywkach Hudzika zniwelowała dystans. Przy stanie 18:17 dla KPS-u o czas poprosił trener Chwastyniak. Kolejny atak Domagały i blok na Kupce doprowadziły do remisu (19:19). Seria przy zagrywkach Domagały została przerwana dopiero atakiem Grabka (22:20). Do końca to GKS kontrolował sytuację i po ataku Quirogi wygrał do 22.
Od pierwszych akcji czwartego seta ton grze nadawali Katowiczanie. Po bloku na Kupce prowadzili 9:6. Swoje akcje kończył Domagała. Mimo starań Adriana Kacperkiewicza KPS wciąż musiał gonić wynik. Choć gra GKS-u nie była pozbawiona błędów, dystans pozostawał wyraźny. Również Pająk wykorzystywał okazje do zdobywania punktów. Blok na Kacperkiewiczu dał ostatni punkt gospodarzom.
MVP: Damian Domagała
GKS Katowice – KPS Siedlce 3:0 (25:17, 23:25, 25:22, 25:18)
HOKEJ
hokej.net – GKS Katowice z pewnym zwycięstwem nad Sanokiem
W ramach 37. kolejki TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą drużyny GKS Katowice oraz STS Sanok. Mecz obfitował w bramki, które o dziwo nie tylko gromadzili gospodarze.
Od pierwszych minut tempo dyktowali gospodarze. Pierwszą klarowną sytuację na otwarcie wyniku miał Mateusz Michalski, który po faulu podszedł do egzekwowania rzutu karnego. Z tej sytuacji obronną ręką wyszedł Dominik Buczek. Zmarnowana szansa Michalskiego szybko odeszła w niepamięć, gdy po wyjściu na pozycję swoją pierwszą bramkę w sezonie zdobył Kacper Maciaś. Gieksiarze nie zwalniali tempa konsekwentnie tworząc kolejne sytuacje. W 13. minucie jedną z sytuacji wykorzystał kapitan GKS-u. Pasiut oddał mocny strzał z lewej strony przełamując próbującego interweniować bramkarza. Niecałe 4 minuty później dobrze przy bandzie popracował Fraszko, Polak dograł do Andersona, który mocnym i precyzyjnym strzałem zapewnił swojej ekipie trzybramkowe prowadzenie.
Druga odsłona rozpoczęła się od kolejnego mocnego uderzenia gospodarzy. Ian McNulty przymierzył z bulika, zdobywając czwartego gola dla GieKSy. 15 sekund po tym wydarzeniu nastąpiła zmiana w bramce STS-u. Mniej więcej w połowie meczy z lewej strony dobrze pokazał się Chodor, który pewnym strzałem pokonał świeżego bramkarza Sanoka– Filipa Świderskiego.
GKS dalej napierał na podkarpacką drużynę, jednak goście nie zamierzali składać broni. W tym względnie intensywnym widowisku kapitalnie odnalazł się Dawid Wawrzkiewicz. Polak przewracając się oddał strzał zapewniający sanoczanom pierwszą bramkę.Uskrzydleni golem goście mogli jeszcze bardziej zbliżyć się do GKS-u, jednak dogodnej sytuacji nie wykorzystałHuhdanpää. Jak mawia porzekadło– nie dasz, dostaniesz.W 38. minucie GKS wykorzystał przewagę liczebną – Grzegorz Pasiut po raz drugi wpisał się na listę strzelców oddając precyzyjny strzał po asyście Jonasza Hofmana i Patryka Wronki.
W trzeciej tercji przyszło goście po raz pierwszy graliw przewadze, gdyż na ławkę kar został odesłany Verveda. Gra w układzie 5 na 4 ułożyła się po myśli ekipy z Sanoka, akcję sfinalizował Nikołajewicz, oddając strzał z lewego bulika.Katowiczanie odpowiedzieli spokojną, kontrolowaną grą i regularnie testowali Filipa Świderskiego, który kilkukrotnie ratował swój zespół interwencjami. Wynik meczuw 53. minucie ustalił Jakub Hofman po świetnej pracy przy bandzie Maksymiliana Dawida.
688 dni i koniec! Fiński tercet Zagłębia rozstrzelał GieKSe
Hokeiści ECB Zagłębia Sosnowiec pokonali przed własną publicznością 3:0 GKS Katowice. Tym samym, przełamali trwający od 6 marca 2024 roku impas ligowych zmagań. Dyspozycją strzelecką imponowali fińscy stranieri, którzy zdobyli wszystkie bramki. Dzięki odniesionemu zwycięstwu podopieczni Matiasa Lehtonena przeskoczyli GKS Katowice w ligowej tabeli, meldując się na trzeciej lokacie.
Harmonogram spotkań stawia przed hokeistami Zagłębia Sosnowiec spore wyzwania. Domowy „dwumecz” przeciwko GKS-owi Katowice podopieczni Matiasa Lehtonena przerwą wyjazdowym spotkaniem z Unią Oświęcim, a po wszystkim czekać będzie sprawdzian w rywalizacji z mistrzem Polski. Dyspozycja sosnowieckiej drużyny w ostatnim czasie nie zbierała zbyt wysokich notowań w oczach kibiców, stąd ciężko o lepszą okazję do odkupienia win, niż długo wyczekiwane zwycięstwo ligowe przeciwko lokalnemu rywalowi. Choć początek spotkania przebiegał w naprawdę dobrym tempie, to obu drużynom do pełni szczęścia brakowało nieco argumentów pod bramką rywala. Otwarciu wyniku nie sprzyjały nawet dogodne okazję po błędach przeciwnika.
Każda kolejna minuta zdradzała nam, że decydująca o końcowym wyniku może być kwestia wyważenia pomiędzy twardą walką, a trzymaniem nerwów na wodzy. Dwuminutowe wykluczenia nie pozwoliły żadnej ze stron objąć upragnionego prowadzenia. Prawdziwych kłopotów hokeiści z Katowic nawabili się w 31. minucie. Karą meczu za atak w okolice głowy z gry został wykluczony Aleksi Varttinen, a jego koledzy musieli zmierzyć się z perspektywą pięciominutowej gry w osłabieniu. Naciskający coraz mocniej gospodarze zdołali w 34. minucie dopiąć swego. Najprzytomniej w podbramkowej naparzance odnalazł się Väinö Sirkiä, który z najbliższej odległości zdołał wbić krążek do bramki strzeżonej przez Eliassona. Zadania wybronienia reszty z pięciominutowego osłabienia nie ułatwił swojej drużynie Zack Hoffman, który chwilę po stracie bramki, został oddelegowany do odsiadywania dwuminutowego wykluczenia. Zespół trenera Lehtonena skrzętnie skorzystał z kolejnego prezentu, podwyższając prowadzenie w podwójnej przewadze. Atomowym uderzeniem popisał się Jere Jokinen. Ostatni akcent bramkowy zobaczyliśmy w 49. minucie. Jere-Matias Alanen w swoim stylu, ciężko pracował przed bramką rywala. Rosły napastnik zdołał przekierować krążek po wrzutce z okolic niebieskiej linii, tym samym ustanawiając wynik spotkania na 3:0.
Odniesione zwycięstwo nie tylko pozwoliło ekipie z Sosnowca po 688 dniach przełamać niemoc w rywalizacji przeciwko GieKSie, lecz również przeskoczyć lokalnego rywala w ligowej tabeli i zameldować się na trzeciej lokacie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

Najnowsze komentarze