Dołącz do nas

Piłka nożna kobiet Prasówka

Tygodniowy przegląd mediów: Koronacja nowych Mistrzyń Polski – GKS Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki zwycięstwem ze Stomilankami Olsztyn (5:0) przypieczętowały zdobycie tytułu mistrzyń Polski. Kinga Seweryn i Klaudia Maciążka przedłużyły umowę z GieKSą. Piłkarze w ostatnim meczu ligowym pokonali na wyjeździe Lechię Gdańsk 3:2 (1:1). Ostatecznie zespół zajął ósme miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Koronacja nowych Mistrzyń Polski – GKS Katowice!

Sympatycy GKS-u Katowice z pewnością liczyli na efektowne zakończenie mistrzowskiego sezonu na własnym obiekcie. Dla Stomilanek była to z kolei okazja do sprawienia dużej sensacji, za jaką należałoby uznać urwanie punktów mistrzyniom Polski w sezonie 2024/2025.

Katowiczanki rozpoczęły spotkanie od błyskawicznego ataku, w wyniku którego już w 1. minucie meczu bardzo bliska otworzenia wyniku była Weronika Kaczor. Zawodniczka GieKSy zdecydowała się na uderzenie sprzed linii pola karnego, piłka w nieznacznej odległości minęła słupek bramki Sikory. Po dobrym okresie gry w wykonaniu Stomilanek, w 8. minucie spotkania niewiele zabrakło, a defensorka z Olsztyna interweniując wślizgiem, skierowała piłkę do własnej bramki. Wszystko dzięki błyskawicznej kontrze katowiczanek. Precyzyjnym, dalekim podaniem uruchomiona została na prawym skrzydle Włodarczyk, zagrała piłkę wzdłuż bramki rywalek i jedynie interwencja obrończyni Stomilanek i bramkarki, zapobiegła prawdopodobnie utracie bramki. W 11. minucie zespół z Olsztyna miał niezłą okazję, dośrodkowanie z rzutu wolnego było jednak zbyt głębokie i bez trudu piłkę złapała Seweryn. Za pierwszy kwadrans z pewnością pochwalić trzeba Stomilanki, zespół prezentował się naprawdę dobrze i postawił trudne warunki nowym mistrzyniom Polski. Na dobrą grę olsztynianek, podopieczne Karoliny Koch odpowiedziały iście po mistrzowsku! W 17. minucie meczu po rzucie rożnym do piłki odbitej przed linię pola karnego najszybciej doskoczyła Weronika Kaczor, bez zastanowienia zdecydowała się na strzał, zdobywając kapitalną bramkę! Mocne uderzenie w środek bramki, pod poprzeczkę, Sikora bez szans – bramka „stadiony świata”! Po zdobytej bramce wkradł się moment dekoncentracji w szeregi GieKSy, dogodnej okazji strzeleckiej nie wykorzystała jednak Arthur, kierując uderzenie wprost w ręce Seweryn. W 27. minucie spotkania na strzał z dystansu zdecydowała się Włodarczyk, interweniująca Sikora wprawdzie odbiła piłkę nieco do boku, ale zdążyła do niej doskoczyć Kinga Kozak. Bramkarka Stomilanek zdołała zatrzymać piłkę, sędzia Katarzyna Misewicz zdecydowała się na podyktowanie „jedenastki”, dopatrując się przewinienia golkiperki na Kozak. W moim odczucia nie powinno być mowy w tej sytuacji o rzucie karnym, Sikora interweniowała jak najbardziej poprawnie, decyzja co najmniej bardzo kontrowersyjna. Kapitanka GieKSy, Anita Turkiewicz pewnym uderzeniem wyprowadziła drużynę na dwubramkowe prowadzenie. Pomiędzy 35. a 38. minutą sporo działo się pod obiema bramkami. Najpierw, po strzale Włodarczyk świetnie interweniowała Sikora, kilkadziesiąt sekund później doskonałą akcją indywidualną popisała się jedna ze Stomilanek, wypracowała sobie dogodną pozycję strzelecką, skierowała futbolówkę jednak wprost w ręce Seweryn. Kilka chwil później w świetnej sytuacji znalazła się Kinga Kozak, końcami palców piłkę trąciła jednak Sikora i sparowała uderzenie na słupek. Co się odwlecze, to nie uciecze! W 39. minucie bardzo ładną dwójkową akcję rozegrały Kozak i Nieciąg, po wymianie krótkich podań na jeden kontakt, oko w oko z Sikorą stanęła Kozak. Precyzyjnym uderzeniem obok nogi interweniującej bramkarki z Olsztyna skierowała piłkę do siatki, zdobywając dziesiąte trafienie w bieżącym sezonie. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry bardzo blisko czwartej bramki były katowiczanki. W trudnej sytuacji do strzału głową doszła Nieciąg, dobrze w bramce spisała się jednak Nieciąg. Kilkadziesiąt sekund później, na zakończenie pierwszej połowy prowadzenie swojego zespołu podwyższyła jego kapitanka, Anita Turkiewicz. Zbyt wiele miejsca defensorki Stomilanek pozostawiły Turkiewicz przed linią pola karnego, co zostało bezlitośnie wykorzystane. Świetne, precyzyjne uderzenie w kierunku dalszego słupka nie dało szans Sikorze. Do przerwy 4:0 dla nowych mistrzyń Polski.

Po zmianie stron gry oba zespoły kontynuowały grę w nie zmienionych składach. Po okresie dość spokojnej gry z obu stron, bardzo dobrą akcję lewym skrzydłem w 58. minucie przeprowadziła Katarzyna Kałużna. Akcję celnym uderzeniem zakończyła Przytuła, piłkę nad poprzeczką przeniosła interweniująca Seweryn. Chwilę później Sikora, interweniując na przedpolu uprzedziła Włodarczyk, to była bardzo ważna interwencja młodej golkiperki z Olsztyna. Po kilkudziesięciu sekundach Włodarczyk popisała się doskonałą asystą, precyzyjnie dogrywając piłkę w pole karne na głowę Nieciąg. Dobre uderzenie i próba interwencji Sikory nie zapobiegła jednak utracie piątej bramki. W 62. minucie blisko kolejnego trafienia była Kaczor, zabrakło naprawdę niewiele. W 68. minucie w doskonałej okazji strzeleckiej znalazła się Bednarz, wzdłuż linii bramkowej świetnie piłkę dogrywała Turkiewicz, zabrakło jedynie skutecznej finalizacji. W 72. minucie gry fantastycznie, pomysłowo rzut wolny rozegrały katowiczanki, równie efektowna była jego finalizacja. Trafienie nie mogło jednak zostać uznane z powodu pozycji spalonej. W 75. minucie przed świetną okazją na zdobycie bramki stanęła Karolina Bednarz, pojedynek jedna na jedną wygrała ostatecznie Sikora. Swoją fenomenalną dyspozycję bramkarka z Olsztyna potwierdziła chwilę później, strącając piłkę na słupek po bardzo dobrym uderzeniu Langosz. W 78. minucie ponownie Sikora zapobiegła utracie kolejnej bramki przez Stomilanki, przecinając dobre podanie wzdłuż linii bramkowej. W 79. minucie gry katowiczanki przechwyciły piłkę w okolicach pola karnego zespołu z Olsztyna. Dwukrotnie miały idealną okazję do podwyższenia prowadzenia, najpierw jednak na drodze stanął słupek, przy dobitce piłkę z linii bramkowej wybijała defensorka rywalek. Godne podziwu były starania GieKSy o zdobycie kolejnych bramek, o włos od drugiego swojego gola była Nieciąg w 81. minucie gry. W 84. minucie Langosz nie wykorzystała stuprocentowej okazji strzeleckiej, zabrakło precyzji przy strzale z najbliższej odległości od bramki Sikory. 86. minuta to kolejna idealna okazja dla GieKSy i kolejna wspaniała interwencja bramkarki z Olsztyna. Stomilanki w drugiej części spotkania stanowiły jedynie tło dla rozgrywających bardzo dobre zawody piłkarek z Katowic. Po jednej minucie doliczonego czasu gry sędzia Katarzyna Misewicz zagwizdała po raz ostatni. Przekonujące, efektowne zwycięstwo GKS-u Katowice było genialnym zakończeniem mistrzowskiego sezonu podopiecznych Karoliny Koch.

GKS Katowice zgodnie z planem zakończył sezon 2024/2025 Orlen Ekstraligi Kobiet, z przytupem, jak na nowe mistrzynie Polski przystało. Zespół Karoliny Koch rozegrał znakomity sezon, mnóstwo zdobytych bramek, zaledwie osiem straconych, dwadzieścia jeden spotkań wygranych, tylko jedna porażka, bezapelacyjny triumf. Co warte podkreślenia, podczas dzisiejszego meczu padł rekord frekwencji w klubowej piłce nożnej kobiet – na trybunach zasiadło 4474 sympatyków katowickiej ekipy. GKS Katowice – Mistrzynie Polski 2024/2025!

Dwie zawodniczki przedłużyły umowę z mistrzyniami Polski

Dwie czołowe zawodniczki GKS-u Katowice – Kinga Seweryn i Klaudia Maciążka – przedłużyły umowę z mistrzyniami Polski do sezonu 2026/27.

20-letnia Kinga Seweryn, wychowanka Słowika Olkusz i Akademii „Młoda GieKSa”, do pierwszego zespołu GKS-u dołączyła w 2019 roku. Obrończyni ma na swoim koncie 64 występy, dwa tytuły mistrzowskie, jeden Puchar Polski oraz udział w eliminacjach Ligi Mistrzyń UEFA. W 2023 roku Seweryn została wyróżniona tytułem Piłkarki Roku w klubowym plebiscycie Złote Buki. Ponadto jest regularnie powoływana do reprezentacji Polski, jednak jeszcze nie zadebiutowała.

Z kolei 24-letnia Klaudia Maciążka, która trafiła do GKS-u w 2020 roku z Rys Bukowiny Tatrzańskiej, może pochwalić się 94 występami i 39 bramkami w Ekstralidze, co czyni ją najlepszą strzelczynią w historii klubu na tym poziomie rozgrywek. W zakończonym sezonie zdobyła 10 goli w 16 meczach, choć wiosnę zakończyła przedwcześnie z powodu urazu barku, po którym aktualnie przechodzi rehabilitację.

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice pobili rekord na Nowej Bukowej! Wielka feta dla piłkarek, które zdobyły mistrzostwo Polski

Piłkarki GKS Katowice w imponującym stylu sięgnęły po mistrzostwo Polski. Na Nowej Bukowej na ostatnim meczu sezonu i fecie z okazji wręczenia medali kibice GieKSy ustanowili frekwencyjny rekord.

Mecz ze Stomilankami Olsztyn był pierwszym występem piłkarek GKS Katowice na nowym stadionie. Spotkanie oraz dekorację najlepszej drużyny w kraju oglądało z trybun 4474 kibiców, co oznacza poprawienie najlepszego do tej pory wyniku w kraju (3057 na Pogoń Szczecin – Śląsk Wrocław) oraz oczywiście rekordu klubowego (1965 na GKS – Anderlecht w Lidze Mistrzyń).

Gospodynie pokonały rywalki (dziesiąte miejsce w dwunastozespołowej Ekstralidze) 5:0 (4:0). Gole strzelały Weronika Kaczor (17), Anita Turkiewicz 2 (27-karny, 45), Kinga Kozak (39), Aleksandra Nieciąg (60).

[…] Po meczu na Nowej Bukowej odbyła się ceremonia dekoracji, wręczenie czeku na 300.000 zł z premią od PZPN, oraz feta na cześć uKOCHanych, jak nazywa się zespół GieKSy prowadzony przez Karolinę Koch. Katowiczanki wróciły na tron po rocznej przerwie. W poprzednim sezonie przegrały wyścig po złoto różnicą bramek z Pogonią Szczecin.

W obecnych rozgrywkach GKS odniósł 21 zwycięstw w 22 meczach (bilans bramek 74-8) i poniósł jedną porażkę z Górnikiem Łęczna. Srebro ze stratą jedenastu punktów zdobyły Czarne Sosnowiec (dokładając Puchar Polski), a brąz Pogoń Szczecin. Ekipa z Bukowej zagra w kwalifikacjach Ligi Mistrzyń. Z elity spadają Resovia i Skra Częstochowa, która wycofała się po rundzie jesiennej. Ich miejsce w nowym sezonie zajmą UJ Kraków i Lech UAM/Poznań.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga