Piłka nożna kobiet Prasówka
Tygodniowy przegląd mediów: Koronacja nowych Mistrzyń Polski – GKS Katowice!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki zwycięstwem ze Stomilankami Olsztyn (5:0) przypieczętowały zdobycie tytułu mistrzyń Polski. Kinga Seweryn i Klaudia Maciążka przedłużyły umowę z GieKSą. Piłkarze w ostatnim meczu ligowym pokonali na wyjeździe Lechię Gdańsk 3:2 (1:1). Ostatecznie zespół zajął ósme miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Koronacja nowych Mistrzyń Polski – GKS Katowice!
Sympatycy GKS-u Katowice z pewnością liczyli na efektowne zakończenie mistrzowskiego sezonu na własnym obiekcie. Dla Stomilanek była to z kolei okazja do sprawienia dużej sensacji, za jaką należałoby uznać urwanie punktów mistrzyniom Polski w sezonie 2024/2025.
Katowiczanki rozpoczęły spotkanie od błyskawicznego ataku, w wyniku którego już w 1. minucie meczu bardzo bliska otworzenia wyniku była Weronika Kaczor. Zawodniczka GieKSy zdecydowała się na uderzenie sprzed linii pola karnego, piłka w nieznacznej odległości minęła słupek bramki Sikory. Po dobrym okresie gry w wykonaniu Stomilanek, w 8. minucie spotkania niewiele zabrakło, a defensorka z Olsztyna interweniując wślizgiem, skierowała piłkę do własnej bramki. Wszystko dzięki błyskawicznej kontrze katowiczanek. Precyzyjnym, dalekim podaniem uruchomiona została na prawym skrzydle Włodarczyk, zagrała piłkę wzdłuż bramki rywalek i jedynie interwencja obrończyni Stomilanek i bramkarki, zapobiegła prawdopodobnie utracie bramki. W 11. minucie zespół z Olsztyna miał niezłą okazję, dośrodkowanie z rzutu wolnego było jednak zbyt głębokie i bez trudu piłkę złapała Seweryn. Za pierwszy kwadrans z pewnością pochwalić trzeba Stomilanki, zespół prezentował się naprawdę dobrze i postawił trudne warunki nowym mistrzyniom Polski. Na dobrą grę olsztynianek, podopieczne Karoliny Koch odpowiedziały iście po mistrzowsku! W 17. minucie meczu po rzucie rożnym do piłki odbitej przed linię pola karnego najszybciej doskoczyła Weronika Kaczor, bez zastanowienia zdecydowała się na strzał, zdobywając kapitalną bramkę! Mocne uderzenie w środek bramki, pod poprzeczkę, Sikora bez szans – bramka „stadiony świata”! Po zdobytej bramce wkradł się moment dekoncentracji w szeregi GieKSy, dogodnej okazji strzeleckiej nie wykorzystała jednak Arthur, kierując uderzenie wprost w ręce Seweryn. W 27. minucie spotkania na strzał z dystansu zdecydowała się Włodarczyk, interweniująca Sikora wprawdzie odbiła piłkę nieco do boku, ale zdążyła do niej doskoczyć Kinga Kozak. Bramkarka Stomilanek zdołała zatrzymać piłkę, sędzia Katarzyna Misewicz zdecydowała się na podyktowanie „jedenastki”, dopatrując się przewinienia golkiperki na Kozak. W moim odczucia nie powinno być mowy w tej sytuacji o rzucie karnym, Sikora interweniowała jak najbardziej poprawnie, decyzja co najmniej bardzo kontrowersyjna. Kapitanka GieKSy, Anita Turkiewicz pewnym uderzeniem wyprowadziła drużynę na dwubramkowe prowadzenie. Pomiędzy 35. a 38. minutą sporo działo się pod obiema bramkami. Najpierw, po strzale Włodarczyk świetnie interweniowała Sikora, kilkadziesiąt sekund później doskonałą akcją indywidualną popisała się jedna ze Stomilanek, wypracowała sobie dogodną pozycję strzelecką, skierowała futbolówkę jednak wprost w ręce Seweryn. Kilka chwil później w świetnej sytuacji znalazła się Kinga Kozak, końcami palców piłkę trąciła jednak Sikora i sparowała uderzenie na słupek. Co się odwlecze, to nie uciecze! W 39. minucie bardzo ładną dwójkową akcję rozegrały Kozak i Nieciąg, po wymianie krótkich podań na jeden kontakt, oko w oko z Sikorą stanęła Kozak. Precyzyjnym uderzeniem obok nogi interweniującej bramkarki z Olsztyna skierowała piłkę do siatki, zdobywając dziesiąte trafienie w bieżącym sezonie. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry bardzo blisko czwartej bramki były katowiczanki. W trudnej sytuacji do strzału głową doszła Nieciąg, dobrze w bramce spisała się jednak Nieciąg. Kilkadziesiąt sekund później, na zakończenie pierwszej połowy prowadzenie swojego zespołu podwyższyła jego kapitanka, Anita Turkiewicz. Zbyt wiele miejsca defensorki Stomilanek pozostawiły Turkiewicz przed linią pola karnego, co zostało bezlitośnie wykorzystane. Świetne, precyzyjne uderzenie w kierunku dalszego słupka nie dało szans Sikorze. Do przerwy 4:0 dla nowych mistrzyń Polski.
Po zmianie stron gry oba zespoły kontynuowały grę w nie zmienionych składach. Po okresie dość spokojnej gry z obu stron, bardzo dobrą akcję lewym skrzydłem w 58. minucie przeprowadziła Katarzyna Kałużna. Akcję celnym uderzeniem zakończyła Przytuła, piłkę nad poprzeczką przeniosła interweniująca Seweryn. Chwilę później Sikora, interweniując na przedpolu uprzedziła Włodarczyk, to była bardzo ważna interwencja młodej golkiperki z Olsztyna. Po kilkudziesięciu sekundach Włodarczyk popisała się doskonałą asystą, precyzyjnie dogrywając piłkę w pole karne na głowę Nieciąg. Dobre uderzenie i próba interwencji Sikory nie zapobiegła jednak utracie piątej bramki. W 62. minucie blisko kolejnego trafienia była Kaczor, zabrakło naprawdę niewiele. W 68. minucie w doskonałej okazji strzeleckiej znalazła się Bednarz, wzdłuż linii bramkowej świetnie piłkę dogrywała Turkiewicz, zabrakło jedynie skutecznej finalizacji. W 72. minucie gry fantastycznie, pomysłowo rzut wolny rozegrały katowiczanki, równie efektowna była jego finalizacja. Trafienie nie mogło jednak zostać uznane z powodu pozycji spalonej. W 75. minucie przed świetną okazją na zdobycie bramki stanęła Karolina Bednarz, pojedynek jedna na jedną wygrała ostatecznie Sikora. Swoją fenomenalną dyspozycję bramkarka z Olsztyna potwierdziła chwilę później, strącając piłkę na słupek po bardzo dobrym uderzeniu Langosz. W 78. minucie ponownie Sikora zapobiegła utracie kolejnej bramki przez Stomilanki, przecinając dobre podanie wzdłuż linii bramkowej. W 79. minucie gry katowiczanki przechwyciły piłkę w okolicach pola karnego zespołu z Olsztyna. Dwukrotnie miały idealną okazję do podwyższenia prowadzenia, najpierw jednak na drodze stanął słupek, przy dobitce piłkę z linii bramkowej wybijała defensorka rywalek. Godne podziwu były starania GieKSy o zdobycie kolejnych bramek, o włos od drugiego swojego gola była Nieciąg w 81. minucie gry. W 84. minucie Langosz nie wykorzystała stuprocentowej okazji strzeleckiej, zabrakło precyzji przy strzale z najbliższej odległości od bramki Sikory. 86. minuta to kolejna idealna okazja dla GieKSy i kolejna wspaniała interwencja bramkarki z Olsztyna. Stomilanki w drugiej części spotkania stanowiły jedynie tło dla rozgrywających bardzo dobre zawody piłkarek z Katowic. Po jednej minucie doliczonego czasu gry sędzia Katarzyna Misewicz zagwizdała po raz ostatni. Przekonujące, efektowne zwycięstwo GKS-u Katowice było genialnym zakończeniem mistrzowskiego sezonu podopiecznych Karoliny Koch.
GKS Katowice zgodnie z planem zakończył sezon 2024/2025 Orlen Ekstraligi Kobiet, z przytupem, jak na nowe mistrzynie Polski przystało. Zespół Karoliny Koch rozegrał znakomity sezon, mnóstwo zdobytych bramek, zaledwie osiem straconych, dwadzieścia jeden spotkań wygranych, tylko jedna porażka, bezapelacyjny triumf. Co warte podkreślenia, podczas dzisiejszego meczu padł rekord frekwencji w klubowej piłce nożnej kobiet – na trybunach zasiadło 4474 sympatyków katowickiej ekipy. GKS Katowice – Mistrzynie Polski 2024/2025!
Dwie zawodniczki przedłużyły umowę z mistrzyniami Polski
Dwie czołowe zawodniczki GKS-u Katowice – Kinga Seweryn i Klaudia Maciążka – przedłużyły umowę z mistrzyniami Polski do sezonu 2026/27.
20-letnia Kinga Seweryn, wychowanka Słowika Olkusz i Akademii „Młoda GieKSa”, do pierwszego zespołu GKS-u dołączyła w 2019 roku. Obrończyni ma na swoim koncie 64 występy, dwa tytuły mistrzowskie, jeden Puchar Polski oraz udział w eliminacjach Ligi Mistrzyń UEFA. W 2023 roku Seweryn została wyróżniona tytułem Piłkarki Roku w klubowym plebiscycie Złote Buki. Ponadto jest regularnie powoływana do reprezentacji Polski, jednak jeszcze nie zadebiutowała.
Z kolei 24-letnia Klaudia Maciążka, która trafiła do GKS-u w 2020 roku z Rys Bukowiny Tatrzańskiej, może pochwalić się 94 występami i 39 bramkami w Ekstralidze, co czyni ją najlepszą strzelczynią w historii klubu na tym poziomie rozgrywek. W zakończonym sezonie zdobyła 10 goli w 16 meczach, choć wiosnę zakończyła przedwcześnie z powodu urazu barku, po którym aktualnie przechodzi rehabilitację.
dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice pobili rekord na Nowej Bukowej! Wielka feta dla piłkarek, które zdobyły mistrzostwo Polski
Piłkarki GKS Katowice w imponującym stylu sięgnęły po mistrzostwo Polski. Na Nowej Bukowej na ostatnim meczu sezonu i fecie z okazji wręczenia medali kibice GieKSy ustanowili frekwencyjny rekord.
Mecz ze Stomilankami Olsztyn był pierwszym występem piłkarek GKS Katowice na nowym stadionie. Spotkanie oraz dekorację najlepszej drużyny w kraju oglądało z trybun 4474 kibiców, co oznacza poprawienie najlepszego do tej pory wyniku w kraju (3057 na Pogoń Szczecin – Śląsk Wrocław) oraz oczywiście rekordu klubowego (1965 na GKS – Anderlecht w Lidze Mistrzyń).
Gospodynie pokonały rywalki (dziesiąte miejsce w dwunastozespołowej Ekstralidze) 5:0 (4:0). Gole strzelały Weronika Kaczor (17), Anita Turkiewicz 2 (27-karny, 45), Kinga Kozak (39), Aleksandra Nieciąg (60).
[…] Po meczu na Nowej Bukowej odbyła się ceremonia dekoracji, wręczenie czeku na 300.000 zł z premią od PZPN, oraz feta na cześć uKOCHanych, jak nazywa się zespół GieKSy prowadzony przez Karolinę Koch. Katowiczanki wróciły na tron po rocznej przerwie. W poprzednim sezonie przegrały wyścig po złoto różnicą bramek z Pogonią Szczecin.
W obecnych rozgrywkach GKS odniósł 21 zwycięstw w 22 meczach (bilans bramek 74-8) i poniósł jedną porażkę z Górnikiem Łęczna. Srebro ze stratą jedenastu punktów zdobyły Czarne Sosnowiec (dokładając Puchar Polski), a brąz Pogoń Szczecin. Ekipa z Bukowej zagra w kwalifikacjach Ligi Mistrzyń. Z elity spadają Resovia i Skra Częstochowa, która wycofała się po rundzie jesiennej. Ich miejsce w nowym sezonie zajmą UJ Kraków i Lech UAM/Poznań.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze