Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice stanie przed wielką szansą
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki wygrały 5:0 z Lechem/UAM Poznań w półfinale Pucharu Polski. Finał zostanie rozegrany 16 maja w Tychach, a naszym rywalem będą Czarni Sosnowiec. W Ekstralidze nasza drużyna pokonała na Bukowej Pogoń Szczecin 4:2. Piłkarze zremisowali z Koroną 1:1. W niedzielę 3 maja o 12:15 zagramy w Katowicach z Termalicą. Zaczyna się karuzela transferowa: media kojarzą Ariela Mosóra z GieKSą.
W półfinale play-off siatkarze pokonali w trzecim meczu Mickiewicza Kluczbork 3:1. Wcześniej przegrali drugie spotkanie 2:3. W finale zmierzymy się z BBTS-em Bielsko-Biała. Pierwsze spotkanie zaplanowano na 29 kwietnia o 18:30 w Katowicach. Kolejne mecze zostaną rozegrane 3 maja o 12:30 w Bielsku-Białej i 5 maja o 20:00 w Katowicach. Do PlusLigi awansuje drużyna, która wygra trzy spotkania.
Hokeiści zakończyli sezon zdobyciem srebrnych medali Mistrzostw Polski.
PIŁKA NOŻNA
lechpoznan.pl – Rekord dla Lechitek, awans dla GKS-u
W półfinałowym meczu Orlen Pucharu Polski piłkarki Lecha Poznań UAM przegrały z GKS-em Katowice 0:5. W starciu rozgrywanym na Enea Stadionie padł rekord frekwencji w dziejach kobiecej piłki klubowej w Polsce, ponieważ na trybunach zasiadło aż 8311 widzów. Żeńska drużyna Kolejorza pożegnała się z tymi rozgrywkami, ale napisała w nich w swojej niespełna pięcioletniej historii kolejny piękny rozdział.
[…] Lechitki sprawiły więc nie lada niespodziankę, w końcu w tamtym spotkaniu mierzyły się z jednym z pretendentów do walki o mistrzowski tytuł. Poprzeczka we wtorek została zawieszona także wysoko, ponieważ w stolicy Wielkopolski zameldowały się zawodniczki aktualnych mistrzyń Polski. Gospodynie tej konfrontacji dowiodły już jednak i to całkiem niedawno, że potrafią rywalizować z Katowiczankami jak równe z równymi. W swoim premierowym starciu z tymi przeciwniczkami w Ekstralidze podzieliły się bowiem w marcu punktami na ich terenie po remisie 1:1.
Od początku drugiego pojedynku pomiędzy tymi ekipami oglądaliśmy jednak napór faworytek ze Śląska. Niebiesko-Białe odpowiadały rzutami rożnymi bitymi dobrze przez Klaudię Wojtkowiak, ale za pierwszym razem Monika Poniedziałek nie doszła do zagrania partnerki z zespołu, natomiast za drugim Maja Kuleczka pomyliła się nieznacznie. Po stałym fragmencie trafiły za to przyjezdne, czyniąc to bezpośrednio po centrze ze stojącej piłki w 22. minucie w wykonaniu Patricii Hmirovej. Nie minęło 180 sekund, a do świetnego podania z głębi pola wystartowała Klaudia Maciążka i ładnym strzałem dała Katowiczankom dwubramkowe prowadzenie.
Zawodniczki prowadzone przez trenerkę Zając szukały swojego rytmu, ale w ich poczynaniach było nieco nerwowości. Kiedy z kolei przedostawały się pod pole karne rywalek, te były w stanie oddalać zagrożenie dalekimi wybiciami. Piłkarski GKS-u zadały trzeci cios przed zmianą stron, kiedy to szybkością oraz zimną krwią błysnęła Maciążka. Napastniczka najpierw wygrała pojedynek biegowy, a następnie ze spokojem minęła interweniującą Jagodę Sapor i posłała piłkę do siatki.
Jak zareagowały na niekorzystną pierwszą połowę nasze zawodniczki? W najlepszy możliwy sposób, bo drugie 45 minut rozpoczęły się od ich huraganowych ataków. Wymarzoną szansę miał w 60. minucie aktywna Julia Przybył, ale uderzenie 18-latki sparowała poza linię końcową Wiktoria Marzec. Jeszcze bliżej szczęścia była niespełna 60 sekund później Marta Kwiatkowska. Na jej przeszkodzie stanęła jednak poprzeczka, a szkoda, bo to mógł być gol bez wątpienia godny atmosfery tego spotkania.
A ta na trybunach Enea Stadionu panowała naprawdę wyjątkowa, bo Lechitki wspierało ponad osiem tysięcy kibiców. Prowadzony był zorganizowany doping, wszyscy odwiedzający obiekt przy Bułgarskiej mogli skorzystać z wielu atrakcji, a ponadto spotkali się przed meczem oraz w jego przerwie z piłkarzami Kolejorza. Kapitalna frekwencja ma wymiar historyczny, bowiem nigdy nie zdarzyło się, by spotkanie klubowej piłki kobiecej w naszym kraju zgromadziło tylu widzów. Poprzedni rekord należał do… GKS-u Katowice, na którego meczu było nieco powyżej cztery tysiące ludzi. Teraz został on więc przebity blisko dwukrotnie.
Ambitnie walczące do końca Lechitki mogły zmniejszyć rozmiary przegranej jeszcze na blisko kwadrans przed ostatnim gwizdkiem, ale nieco precyzji w dogodnej okazji zabrakło Oliwii Związek. Rezultat meczu za to korekcie za sprawą najpierw Andjeli Milovanović w 90. minucie, a następnie Julii Langosz w doliczonym czasie i zawodniczki Lecha Poznań UAM pożegnały się z rozgrywkami Orlen Pucharu Polski na etapie ich półfinałów. To jednak niesamowity wynik dla ekipy, która tego lata obchodzić będzie dopiero piątą rocznicę swojego powstania, a w swojej historii zdążyła dać kibicom Kolejorza wiele powodów do radości. Ta pucharowa kampania to kolejny z nich.
sportowefakty.wp.pl – Lech Poznań z rekordem frekwencji, ale bez awansu. Znamy finalistów Orlen Pucharu Polski
[…] Piłkarski wtorek w Polsce upłynął pod znakiem półfinałów rozgrywek o krajowe trofeum w piłce kobiecej. Ale w tym roku miały one wyjątkowy wymiar. W Poznaniu beniaminek Orlen Ekstraligi Lech UAM podejmował wciąż jeszcze aktualnego mistrza kraju – GKS Katowice. W stolicy Wielkopolski spotkanie to intensywnie promowano przez ostatnie kilkanaście dni.
Starcie rozegrano na Enea Stadionie w Poznaniu, gdzie na trybunach zasiadło 8 311 widzów. To rekord, jeśli chodzi o kobiece rozgrywki klubowe w Polsce. Poprzedni wynosił o prawie połowę mniej – 4 474 kibiców oglądało przed blisko rokiem starcie domowe piłkarek GKS-u Katowice na zakończenie mistrzowskiego sezonu 2024/2025.
Za znakomitą oprawę brawa należą się całemu środowisku Kolejorza zaangażowanemu w organizację, jednak na boisku wszelkie laury zgarnęły katowiczanki, które zwyciężyły 5:0. Wynik otworzyła w 22. minucie Patricia Hmirova, a chwilę później na 2:0 trafiła Klaudia Maciążka. Ta sama zawodniczka podwyższyła rezultat tuż przed przerwą. Pod koniec drugiej części gry po golu dołożyły jeszcze Andjela Milovanović oraz Julia Langosz, dzięki czemu zespół trener Karoliny Koch mógł cieszyć się z awansu do finału.
kobiecyfutbol.pl – OFICJALNIE: Zmieniono miejsce rozegrania finału Orlen Pucharu Polski!
Polski Związek Piłki Nożnej podjął decyzję o zmianie miejsca rozegrania finału Orlen Pucharu Polski! Spotkanie, które pierwotnie miało odbyć się w Szczecinie, rozegrane zostanie 16 maja 2026 roku na stadionie miejskim w Tychach!
W ostatnich dniach bardzo dużo mówiło się o zmianie miejsca rozegrania spotkania z powodu gry w meczu finałowym dwóch zespołów z południa polski. O zwycięstwo w Orlen Pucharze Polski zagrają GKS Katowice i Czarni Antrans Sosnowiec.
Stadion Miejski w Tychach oddany do użytku został w lipcu 2015 roku i od tej pory gościł między innymi mistrzostwa Europy do lat 2021 w 2017 roku, a dwa lata później rozgrywane na nim były mistrzostwa świata do lat 20.
Stadion mieszczący się przy ulicy Edukacji 7 może pomieścić 15 150 widzów.
futbol.pl – GKS Katowice nie odpuszcza. Defensor Rakowa na celowniku
Ariel Mosór był bliski transferu do GKS-u Katowice w zimowym oknie transferowym. Ostatecznie Raków Częstochowa odrzucił ofertę za swojego obrońcę. Latem temat przenosin piłkarza na Śląsk najprawdopodobniej wróci.
Ariel Mosór mógł zmienić pracodawcę kilka tygodni temu. Środkowym obrońcą interesowały się Arka Gdynia oraz GKS Katowice. Zespół ze Śląska złożył oficjalną propozycję i wyrósł na faworyta do pozyskania gracza.
Transfer definitywny nie doszedł jednak do skutku. Raków Częstochowa uznał ofertę za niesatysfakcjonującą. Zawodnik został pod Jasną Górą mimo chęci zmiany otoczenia.
Sebastian Staszewski uważa, że katowiczanie ponowią próbę zakupu piłkarza. Dziennikarz poinformował o tym na kanale Meczyki. Sam obrońca pozytywnie zapatruje się na taki ruch.
– Do kilku tematów transferowych oni wrócą latem. Mowa między innymi o Mosórze, który bardzo chciał odejść do GKS-u, bo ma w Katowicach mieszkanie i rozmowa z trenerem Górakiem dała mu bardzo dużo do myślenia i widział siebie w tej drużynie. Myślę, że to taki transfer, który GieKSa może przeprowadzić i nie zejdą z drogi pozyskiwania polskich zawodników – powiedział Staszewski.
Obrońca wystąpił w dwunastu meczach obecnego sezonu i strzelił jednego gola. Zaliczył przerwę w grze przez problemy zdrowotne w rundzie jesiennej.
SIATKÓWKA
radio.opole.pl – Koniec marzeń o finale. Mickiewicz Kluczbork zagra o brązowy medal
Siatkarze KKS Mickiewicz Kluczbork zakończyli walkę o finał PLS 1. Ligi. W trzecim, decydującym spotkaniu półfinałowym lepszy okazał się GKS Katowice, który wygrał 3:1 (19:25, 25:16, 25:23, 25:22) i przypieczętował awans do finału rozgrywek. Drużyna z Kluczborka zagra natomiast o brązowy medal z Aniołami Toruń.
Po dwóch pierwszych meczach półfinałowej rywalizacji stan rywalizacji był remisowy. Katowiczanie wygrali pierwsze spotkanie 3:0, ale w drugim starciu Kluczborczanie odpowiedzieli zwycięstwem po emocjonującym tie-breaku. Decydujący mecz zapowiadał więc ogromne emocje i takie też przyniósł.
Zespół z Kluczborka bardzo dobrze wszedł w niedzielne spotkanie. Skuteczna zagrywka Szymona Berezy oraz dobra gra w ataku Artura Pasińskiego pozwoliły szybko wypracować przewagę. Goście kontrolowali przebieg premierowej partii i zasłużenie wygrali ją 25:19.
W drugim secie inicjatywę przejęli jednak gospodarze. Seria mocnych zagrywek Bartłomieja Krulickiego pozwoliła GKS-owi odskoczyć rywalom, a Katowiczanie dominowali praktycznie w każdym elemencie gry. Partia zakończyła się wynikiem 25:16.
Trzeci set ponownie lepiej rozpoczęli zawodnicy Mickiewicza. Bereza raz jeszcze dawał się we znaki rywalom w polu serwisowym, a przewaga gości sięgała nawet czterech punktów. GKS cierpliwie odrabiał jednak straty, a końcówka przyniosła wyrównaną walkę punkt za punkt. Więcej spokoju zachowali gospodarze, którzy zwyciężyli 25:23 po skutecznym ataku Wojciecha Włodarczyka.
Czwarta odsłona długo była bardzo wyrównana. Kluczborczanie ambitnie walczyli o doprowadzenie do tie-breaka, ale w kluczowych momentach skuteczniejsi okazali się gospodarze. GKS wygrał seta 25:22 i cały mecz 3:1.
siatka.org – GKS Katowice stanie przed wielką szansą. Powalczy o powrót na salony
Znamy już finalistów I ligi siatkarzy w sezonie 2025/2026. Wiemy już, że nastąpi powrót do Plusligi, bowiem o złote medale i awans powalczą dwa zespoły, które już w PlusLidze grały. Do BBTS Bielsko-Biała w niedzielny wieczór dołączył GKS Katowice. Zespół trenera Emila Siewiorka okazał się lepszy od Mickiewicza Kluczbork.
Siatkarze Mickiewicza Kluczbork wyśmienicie rozpoczęli spotkanie. Wszystko dzięki znakomitej zagrywce Szymona Berezy, która była bardzo kłopotliwa dla gospodarzy. Kibice Katowic liczyli, że z biegiem czasu sytuacja na boisku się zmieni, jednak ciężko było to wprowadzić grając tylko do Michała Superlaka. Atakujący był nie do zatrzymania, jednak brakowało wsparcia dla 33-latka w ofensywie. Goście dokładali dużo punktów z zagrywki, a ponadto mogli popisać się znakomitą grą w przyjęciu i obronie. Pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 19:25.
GKS Katowice bardzo szybko otrząsnęli się po porażce w pierwszej partii. Podopieczni Emila Siewiorka bardzo szybko przejęli inicjatywę i z każdą kolejną akcją pokazali rywalom, że wracają do gry z pełną mocą. Przewaga gospodarzy rosła, a największy problem z wykończeniem akcji po stronie Kluczborka miał Kamil Maruszczyk. Katowiczanie z dużą łatwością zdobywali kolejne punkty, a w samej końcówce rywale jeszcze próbowali coś zmienić, jednak bezskutecznie. Drugi set zakończył się zwycięstwem gospodarzy 25:16.
Trzecia odsłona mogła się podobać od samego początku. Obie drużyny grały bardzo zawziętą siatkówkę i kibice w końcu doczekali się emocji, na które czekali w tym spotkaniu. Katowiczanie cały czas próbowali odrobić straty, a ta sztuka udała się w drugiej części seta za sprawą Wojciecha Włodarczyka, który popisał się znakomitą skutecznością w dwóch kluczowych momentach, najpierw na remis (16:16), a po chwili po ataku przyjmującego gospodarze wyszli na prowadzenie. Kluczborczanie w ostatnich piłkach trzeciego seta nie potrafili przebić się przez dobrze ustawiony blok rywali. Mimo to, emocje nie opuszczały kibiców do samego końca. Gospodarze zaczęli się mylić, co doprowadziło do wyniku 22:21. GKS zachował zimną krew w samej końcówce, po której mogli cieszyć się ze zwycięstwa 25:23.
Czwarta partia rozpoczęła się pod dyktando gospodarzy i z każdą kolejną próbowali odskoczyć na większą ilość punktów. Na to nie pozwolili Kluczborczanie z Arturem Pasińskim na czele. Przyjmujący wziął całą grę swojej drużyny na barki i był gotowy do ataku w każdej akcji. Siatkarze Mickiewicza Kluczbork nie odpuszczali, a w drugiej części seta doprowadzili do remisu 16:16. W samej końcówki znakomitą pracę wykonał w polu serwisowym Gonzalo Quiroga, który popisał się asem serwisowym i tym samym gospodarze odskoczyli ponownie na dwa punkty (21:19). Mecz zakończył się fenomenalnym blokiem Argentyńczyka (25:22).
MVP: Wojciech Włodarczyk
GKS Katowice – Mickiewicz Kluczbork 3:1 (19:25, 25:16, 25:23, 25:22)
Stan rywalizacji:2:1 dla GKS
awans do finału: GKS Katowice
To oni powalczą o awans do PlusLigi. Kiedy najważniejsze mecze?
I liga siatkarzy wkracza w decydującą fazę. W niedzielę zakończyły się półfinały rozgrywek, które może nie przyniosły sensacyjnych rozstrzygnięć, ale niespodzianki były blisko. Ostatecznie w wielkim finale zaplecza PlusLigi znalazły się BBTS Bielsko-Biała oraz GKS Katowice. Pierwsze spotkania o medale już w najbliższą środę.
GKS Katowice prawie od początku sezonu znajdował się w czubie tabeli rundy zasadniczej. Ostatecznie podopieczni Emila Siewiorka do fazy play-off przystąpili z 1. miejsca, mając na swoim koncie tylko 6 porażek.
W ćwierćfinale Katowiczanie dość pewnie rozprawili się z KPS-em Siedlce, a w półfinale nie było już tak łatwo. GKS pierwszy mecz wygrał 3:0, ale w drugim w tie-breaku musiał uznać wyższość Mickiewicza Kluczbork. W decydującym starciu w swojej hali triumfował już 3:1 i awansował do finału.
Siatkarze z Podbeskidzia w fazie zasadniczej nie brylował. Zakończył ją dopiero na 6. miejscu, ale już w ćwierćfinale pokazał o wiele lepszą grę i w tyle pozostawił jednego z kandydatów do awansu – Stal Nysę.
Półfinał rozstrzygnął się w trzech spotkaniach. Lepiej rozpoczęli go gracze Aniołów Toruń, ale BBTS triumfował w dwóch kolejnych meczach, kończąc serię wygraną 3:1.
Terminarz meczów o medale
Finał (do trzech zwycięstw)
I termin: 29 kwietnia, godz 18:30: GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała
II termin: 3 maja, godz. 12:30: BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice
III termin: 5 maja, godz. 20:00: GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała
Ew. IV termin, 9 maja, godz. ??:???: BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice
Ew. V termin, 13 maja, godz. ??:???: GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze