Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mediów: Uzupełnień nie będzie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarki przebywają na urlopach, do treningów wrócą dziewiątego stycznia. Piłkarze w ramach przygotowań do rundy wiosennej rozegrali drugi sparing, ze Skrą Częstochowa. Na Rapidzie lepsza była drużyna gości która wygrała 1:0. Kolejny sparing zaplanowany jest na siódmego stycznia z Odrą Opole, a osiemnastego drużyna wyleci na dziesięciodniowe zgrupowanie do Turcji.
W ubiegłym tygodniu drużyna siatkarzy rozegrała dwa spotkania, oba przegrane w stosunku setów 0:3. W pierwszym, na wyjeździe drużyna musiała uznać wyższość Resovii, w drugim w hali w Szopienicach, ekipy Jastrzębskiego Węgla. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra jedno spotkanie, w stolicy z Projektem Warszawa. Mecz rozpocznie się 21 grudnia o 21:00.
Przed świętami hokeiści rozegrają dwie kolejki spotkań: jutro, wyjazdowe z GKS-em Tychy oraz w czwartek, w Satelicie z Cracovią.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Uzupełnień nie będzie
Jeśli ktokolwiek miałby zimą do nas przyjść, to musi być top! – mówi o planach transferowych trener katowiczan Rafał Górak.
Wygrać z rywalem z wyższej ligi to zawsze miła rzecz. Serię zimowych sparingów GieKSa rozpoczęła ostatniej soboty od pokonania na wyjeździe Korony Kielce 1:0.
– Pojechaliśmy do Kielc, do ekstraklasowej drużyny, na naturalne boisko. Móc zmierzyć się, powalczyć, to zawsze cenne. Pracujemy nad różnymi kwestiami, nad zmianą struktury ustawienia. Jestem bardzo zadowolony, bo zagraliśmy tam z czymś nowym, a wszystko zdało egzamin – mówi Rafał Górak, szkoleniowiec pierwszoligowca z Katowic.
„Z czymś nowym” – czyli z nowym ustawieniem. W zimowym okresie przygotowawczym, obok bazowej formacji 3-4-2-1, GKS szlifować też będzie wariant 3-5-2.
– Dzisiaj trenerzy w pierwszej lidze wiele analizują, często ustawiają swoją drużynę pod rywala, dlatego musimy mieć alternatywę i argumenty, by najnormalniej w świecie być w stanie zaskakiwać czymś przeciwników – tłumaczy Górak, który w sobotnim sparingu podsumowującym pierwszy tydzień przygotowań nie skorzystał z kilku zawodników.
– Dawid Kudła trenował z nami, ale jeszcze leczy się. Arek Jędrych miał przeciążone kolano, Rafał Figiel – przeciążony odcinek lędźwiowy, dlatego choć normalnie trenował, woleliśmy, by odpoczął. Ta przypadłość już zawsze będzie do niego wracać, taki urok tego zawodnika. Grzegorz Rogala w ostatniej minucie piątkowego treningu powiedział, że trochę boli go staw skokowy, a Kubie Arakowi po teście, czyli bieganiu 5000 metrów koło zoo w Parku Śląskim, trochę wysiadły łydki – opisuje szkoleniowiec GieKSy, ciesząc się zarazem, że pierwszy od lipca występ zanotował środkowy obrońca Daniel Tanżyna.
– Latem odnowiła mu się bardzo poważna kontuzja, choć nie było ku temu argumentów, by przypuszczać, że tak się stanie. Problem jednak powrócił. „Dixon” wykonał dużą pracę przez te miesiące, dobrze wygląda fizycznie, świetnie prezentuje się pod kątem tkanki tłuszczowej i wagi, ale przez 9 miesięcy nie było go w grze. W Kielcach zaliczył 20 minut, pukamy w niemalowane i zobaczymy, co będzie dalej. Latem okazało się przecież, że pewne kwestie przyspieszyliśmy, chyba zarówno my, jak i sam Daniel, za bardzo chcieliśmy i trochę się to przeciwko nam odwróciło, za co z różnych stron zbieraliśmy cięgi. Ale dziś wierzę w Daniela, widzę, jaki to profesjonalista, jak bardzo chce grać – podkreśla trener Górak.
W sobotę w Kielcach brakowało jeszcze Kacpra Grzebielucha, choć z innych przyczyn niż zdrowotne. 20-latek, który przed sezonem trafił na Bukową z Cracovii, nawet nie zadebiutował w I lidze.
– Musi szukać swojego miejsca na piłkarskiej mapie. Będziemy się starali mu pomóc, by znalazł klub, do którego mógłby zostać wypożyczony – informuje szkoleniowiec GKS-u.
Pytamy, czy ktoś jeszcze prócz Grzebielucha może otrzymać wolną rękę na zmianę pracodawcy.
– Może, ale kwestie dojść i odejść muszą się równoważyć, to musi być dobrze zarządzane przez dyrektora Góralczyka i menedżera Dubasa. Pokładam w nich ogromne nadzieje. Prowadzimy rozmowy, mamy swoje pomysły, wiem, że mocno się to toczy. Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni. Może być tak, że nie stanie się nic, a może się stać tak, że się stanie – uśmiecha się Rafał Górak.
Już wypłynęło zresztą, że na Bukową ma trafić Karol Danielak, 31-latek z łódzkiego Widzewa, biegający jesienią po boiskach ekstraklasy.
– Założyliśmy z dyrektorem, że nie będziemy w tym okienku nikogo testować. Takich zawodników, których moglibyśmy testować, by ewentualnie mogli do nas dojść jako uzupełnienie kadry, po prostu mamy. Ja takich nie chcę, bo bardzo szanuję tych, których już w zespole mam i oni są dla mnie najważniejsi. Jeśli ktokolwiek miałby do nas przyjść, to musi być top – podkreśla szkoleniowiec GKS-u, który zimę spędza na 7. pozycji w I-ligowej tabeli.
W sobotę na „Rapidzie” – o ile aura pozwoli – katowiczanie mają zmierzyć się ze Skrą Częstochowa.
Turcja po czterech latach
Pierwszy raz od momentu powrotu na Bukową trenera Rafała Góraka i dyrektora Roberta Góralczyka drużyna GieKSy poleci na zimowe zgrupowanie.
Wyjazd na 3 dni do Bielska, bieg na Klimczok, a następnie dłuższe, już tygodniowe zgrupowanie w Bielsku-Białej. Tak wyglądały poprzednie zimowe obozy GieKSy, odkąd w połowie 2019 roku wrócili do niej trener Rafał Górak i dyrektor Robert Góralczyk. Szkoleniowiec w czasach drugiej ligi powiedział, że wylot zagranicę byłby fanaberią, a po awansie przyznał, że mają z dyrektorem w głowach to, kiedy nadejdzie na to dobry moment. Nadszedł teraz.
Na riwierę katowiczanie udadzą się po 4 latach przerwy, wcześniej lecieli tam za trenera Dariusza Dudka, w połowie sezonu 2018/19, zakończonego spadkiem. Od 18 do 28 stycznia będą przygotowywać się do rundy wiosennej w Turcji, w miejscowości Lara, około 20 kilometrów na zachód od Belek, będącego popularną destynacją wśród naszych ligowców.
– Sądzę, że nie lecielibyśmy do Turcji, a inaczej układali okres przygotowawczy, gdyby liga ruszała normalnie w okolicach marca. Wtedy może byłyby dwa zgrupowania. Teraz jest czas na jedno, bo grę o punkty zaczynamy już 12 lutego. Patrząc na koszta, zdecydowaliśmy się na Turcję, by wykorzystać 10 dni treningów na naturalnych boiskach. Chciałbym rozegrać tam 3 sparingi, ale według logiki, bo największą wartością czasu tam spędzonego ma być dla mnie trening. Jeśli mielibyśmy grać w takich odstępach, które komplikowałyby nam pracę, to po lepiej w ogóle tego nie robić. Nad rywalami pracują ludzie pomagający nam w organizacji obozu. Złożono nam wstępną propozycję, która jeszcze może się zmienić. Chciałbym zagrać z drużyną z Ukrainy i najnormalniej w świecie spotkać się z tymi ludźmi, porozmawiać. Poza tym, mamy też rywala z ekstraklasy słoweńskiej i z drugiego szczebla rozgrywkowego w Danii. Jeśli dyrektor to dopnie, będzie optymalnie – mówi trener Górak.
Przed polskimi ligowcami rzeczywiście specyficzny okres. Z jednej strony zimą trzeba będzie grać o punkty, a z drugiej nie będzie pewności, czy pogoda pozwoli na regularne trenowanie na naturalnych boiskach.
– W większości trzeba będzie korzystać ze sztucznych muraw, dostęp do naturalnych będzie ograniczony, dlatego dobrze, że 10 dni przygotowań spędzimy na normalnej trawie – zaznacza szkoleniowiec GieKSy.
– Trzeba też powiedzieć, że boisko na „Rapidzie”, z którego korzystamy, jest w bardzo dobrej formie. To sztuczna murawa świeża, nowa, o wysokiej jakości i zbliża nas do warunków panujących na normalnym boisku. Z tego jestem zadowolony, choć wiadomo, że opady śniegu mogą storpedować nasze plany. Przeskoki między sztuczną a naturalną nawierzchnią zawsze rodzą pytania o kwestie prewencji. To już rola fizjoterapeutów, trenera przygotowania motorycznego. Być może trzeba będzie postawić w tym okresie na sztucznych boiskach przede wszystkim na intensywność zajęć, a nie ich objętość – dodaje Górak.
Spośród I-ligowców, na zagraniczne zgrupowanie oprócz GieKSy planuje też lecieć ŁKS Łódź, Resovia i Wisła Kraków. Wszyscy wybrali Turcję.
ks-skra.pl – Zwycięstwo z GKS-em Katowice
Dzisiaj nasza drużyna rozegrała drugi mecz kontrolny w zimowym okresie przygotowawczym. Podopieczni Jakuba Dziółki w wyjazdowym starciu pokonali GKS Katowice 1:0. Autorem bramki dla Skry był Piotr Nocoń.
Od pierwszych minut dzisiejszego meczu zawodnicy Skry grali agresywnie w odbiorze. Wysoko zaatakowali rywali i nierzadko skutecznie utrudniali im wyprowadzenie piłki spod własnego pola karnego. Nie zmienia to jednak faktu, że to gospodarze stworzyli pierwszą groźną okazję. Zawodnik GieKSy, Patryk Szwedzik, wygrał pojedynek szybkościowy na lewej stronie, przełożył piłkę do środka i próbował zaskoczyć Karola Szymkowiaka strzałem po długim słupku. Golkiper naszej ekipy popisał się jednak świetną interwencją i odbił futbolówkę.
W kolejnych minutach zdecydowanie więcej do powiedzenia mieli jednak piłkarze Skry. Na strzał zza pola karnego zdecydował się chociażby Jan Flak. Po przeprowadzeniu ładnej, składnej akcji piłka trafiła do wahadłowego, a ten uderzył niewiele ponad bramką rywala.
Chwilę później dobrym zagraniem popisał się Szymon Szymański, który po wyprowadzeniu futbolówki uruchomił Filipa Kozłowskiego. Napastnik naszego zespołu strzelił z pół-woleja, lecz bramkarz gospodarzy zdołał złapać piłkę.
W kolejnej fazie meczu nie oglądaliśmy zbyt wielu sytuacji bramkowych, ale obie drużyny mądrze budowały kolejne akcje i tworzyły ciekawe widowisko. W końcówce pierwszej połowy dobrą sytuację wypracowali zawodnicy GieKSy. Uniknęliśmy jednak straty gola dzięki świetnej interwencji w defensywie Adama Olejnika.
Piłkarze obu drużyn schodzili na przerwę przy bezbramkowym remisie.
Drugą połowę również rozpoczęliśmy w bardzo dobrym stylu, szybko kreując okazje do zdobycia bramki. Występujący na lewym wahadle zawodnik testowany umiejętnie poradził sobie z rywalem i świetnie dośrodkował w pole karne – w kierunku Piotra Pyrdoła. Ofensywny pomocnik Skry zdołał opanować piłkę w niewielkiej odległości od bramki, lecz jego strzał został w ostatniej chwili zatrzymany przez defensorów GieKSy.
W 53. minucie Piotr Nocoń oddał bardzo mocny strzał zza pola karnego. I choć golkiper GieKSy ostatecznie odbił futbolówkę, to został zmuszony do bardzo dużego wysiłku.
Trzeba przyznać, że zawodnicy Skry byli dobrze zorganizowani. Funkcjonowali na wysokim poziomie zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Mądrze konstruowali kolejne ataki. Efekt w postaci gola przyszedł w 72. minucie. Wówczas Jan Flak przeprowadził dobrą indywidualną akcję prawą stroną, a następnie dośrodkował w pole karne. Akcję doskonale zamykał Piotr Nocoń, który strzałem głową umieścił piłkę w siatce i zapewnił nam prowadzenie.
Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie. Zwycięstwo Skry Częstochowa w dzisiejszym spotkaniu było w pełni zasłużone. Nasza drużyna zagrała bardzo dobry mecz!
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Pod pełną kontrolą
GKS Katowice z trzecią kolejną porażką. Przeciwko Asseco Resovii, jednemu z kandydatów do medali, niewiele miał do powiedzenia.
Katowiczanie mieli spory problem, by odpowiednio przygotować się do spotkania w Rzeszowie. W weekend nie mogli trenować we własnej hali w Szopienicach, bo zawładnęły nią zwierzęta. Odbywała się w niej bowiem Śląska Wystawa Drobnego Inwentarza. Siatkarze w zastępstwie ćwiczyli w małej hali „Spodka”, ale i w niej daleko było do ideału, bo były problemy z oświetleniem. Tymczasem by przeciwstawić się Asseco Resovii, należy być przygotowanym i skoncentrowanym w 100-procentach. To czołowy zespół w kraju, jeden z głównych kandydatów do gry o medale. W składzie ma reprezentantów Polski, Słowenii, Stanów Zjednoczonych czy Francji.
Mimo przedmeczowych kłopotów goście podjęli walkę. Ryzykowali w polu serwisowym, a w ataku starali się grać dokładnie i nie popełniać błędów. Dobrze rozgrywał Georgi Seganow, a udanymi atakami popisywali się zwłaszcza Jakub Jarosz i Tomas Rousseaux. Siła miejscowych była jednak ogromna. Nawet gdy z powodu niedokładnego przyjęcia zagrywki Fabian Drzyzga zmuszony był do prostej gry, Torey DeFalco, Klemen Cebulj czy Maciej Muzaj doskonale radzili sobie z podwójnym, a nawet potrójnym blokiem rywali. Gdy z kolei katowiczanie „zwolnili rękę” na zagrywce, Drzyzga od razu rozgrywał do środkowych. Jakub Kochanowski i Jan Kozamernik mieli 100-procentową skuteczność.
Rzeszowianie „odskoczyli”. Wygrywali już 18:14. Wtedy jednak przytrafił im się jeden z niewielu przestojów. Przyjezdni zdobyli trzy kolejne punkty, „łapiąc kontakt” z rywalami. I kto wie jak zakończyłaby się pierwszy set, gdyby nie błędy katowiczan. Zepsuli trzy kolejne zagrywki. Doświadczeni rzeszowianie takich „prezentów” nie marnują.
Miejscowi w kolejnych odsłonach kontrolowali wydarzenia na parkiecie i to mimo że w trzeciej musieli odrabiać trzy punkty straty. W końcówce mocniej jednak przycisnęli w polu serwisowym, twardo grali w ataku i stawiali szczelny blok. To wystarczyło. Przy stanie 23:23 DeFalco najpierw obił ręce blokujących GieKSy, a w kolejnej akcji zablokował Jarosza, kończąc mecz.
Asseco Resovia – GKS Katowice 3:0 (26:24, 25:16, 25:23)
Siatkarze z Jastrzębia znów liderami!
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla, zgodnie z przewidywaniami, zdobyli komplet punktów z GKS-em Katowice i znów są liderami tabeli. Tylko momentami była równorzędna, ale wyższość zespołu z Jastrzębia nie podlegała dyskusji.
Oba zespoły mają problemy personalne, ale bardziej odczuwalne są GKS-ie Katowice. Trener Grzegorz Słaby nie mógł skorzystać z dwóch przyjmujących: Jakuba Szymańskiego i Gonzalo Quirogi. To poważne osłabienie, a ponadto nie było żadnego pola manewru. Jastrzębianie byli osłabieni brakiem dwóch środkowych: Łukasza Wiśniewskiego oraz Juraja Gładyra, ale i zastępcy Dawid Dryja oraz Jakub Macyra w pelni wykonali swje zadanie.
Gospodarze skazywani na wysoką porażkę w 1. secie dzielnie walczyli i przez długi czas wynik oscylował wokół remisu. Jednak końcowe fragmenty były już pod kontrolą gości. Druga odsłona miała niemal identyczny przebieg. Wprawdzie inicjatywa należała do gości, ale gospodarze wcale nie zamierzali rezygnować i szybko straty niwelowali. GKS przegrywał tylko 18:19, ale Jakub Jarosz zepsuł zagrywkę, zaś Dryja posłał asa serwisowego i goście opanowali sytuację na parkiecie. To tylko świadczy o klasie siatkarzy z Jastrzębia. Trzeci set, jak się później okazało ostatni, był już zdominowany przez gości. Zagrywka (0 – 5) oraz gra blokiem (3 – 9) – te element były po stronie i one decydowały, zwłaszcza w dwóch pierwszych partiach. A ostatniej osiągnęli wysoką przewagę. Pewna wygrana jastrzębian była do przewidzenia, bo przecież oba zespoły mają zupełnie inne cele.
GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel 0:3 (21:25,21:25, 16:25)
HOKEJ
hokej.net – „Rozmowa Tygodnia”. Bartosz Fraszko: Jesteśmy w stanie grać dużo lepiej
Pora na kolejną „Rozmowę Tygodnia”. Tym razem naszym gościem jest Bartosz Fraszko, lider klasyfikacji kanadyjskiej. 27-letni skrzydłowy GKS-u Katowice opowiedział nam trochę o zarówno o dyspozycji swojej, jak i klubu w tym sezonie. Podzielił się z nami również przemyśleniami na temat PHL, Hokejowej Ligi Mistrzów oraz ewentualnej gry w zagranicznym klubie.
HOKEJ.NET: – Gracie na tym etapie sezonu dość mocno w kratkę, przeplatacie kilka zwycięstw z rzędu z kilkoma porażkami, jak oceniasz Waszą dyspozycję?
Bartosz Fraszko, hokeista GKS-u Katowice: – Wiem na pewno, że jeszcze jesteśmy dalecy od naszej optymalnej formy. Mamy świadomość, że jesteśmy w stanie grać dużo lepiej i musimy się zrewanżować tym drużynom, z którymi ostatnio ponieśliśmy porażki. Przede wszystkim trzeba wyciągnąć wnioski i zagrać dużo mądrzej i bardziej odpowiedzialnie.
Przejdźmy teraz na chwilkę do Ciebie. Na tym etapie sezonu jesteś niekwestionowanym liderem punktacji kanadyjskiej PHL. Jak oceniasz personalnie swoją dyspozycję indywidualną?
– Dobrze się czuję i dobrze się rozumiem z moimi partnerami z formacji. Z Grześkiem Pasiutem gramy już razem kolejny sezon, super nam się ta współpraca układa. Dołączył do nas teraz Brandon Magee. Jeśli chodzi o moją dyspozycję to jestem zdania, że mógłbym dać drużynie jeszcze więcej, bo strasznie momentami brakuje nam tej skuteczności pod bramką rywala i dobrych decyzji w tych kluczowych momentach, ale nie mam też powodów do narzekań, bo wcale nie jest tak źle.
Wspomniałeś o współpracy z Grzegorzem Pasiutem, jak pomaga Wam to granie w jednej formacji już kolejny sezon?
– Uważam, że bardzo. Jak byśmy z Grześkiem mieli karty w grze FIFA, to pewnie mielibyśmy zielone połączenie (śmiech). To już nawet bodajże trzeci sezon, w którym gramy razem. Z Grześkiem gra się super, wiadomo, że to świetny zawodnik, w końcu pseudonim „Profesor” nie wziął się znikąd. Bardzo się cieszę, że to tak fajnie funkcjonuje.
Teraz przejdźmy do najbliższej przyszłości, już po świętach turniej Pucharu Polski w Oświęcimiu, jakie stawiacie przed sobą cele na ten turniej?
– Zdecydowanie chcemy zmazać plamę po poprzednim, gdzie w półfinale ulegliśmy zespołowi z Torunia. Bardzo chcieliśmy wtedy zdobyć Puchar Polski dla Katowic, ale niestety się nie udało. Zdobyliśmy za to mistrzostwo. Liczę na to, że będzie to nasze trzecie trofeum w tym roku. A jak będzie? Czas pokaże.
Kończąc wątek Pucharu, zapytam jeszcze, jak oceniasz wybór Oświęcimia na gospodarza Turnieju Finałowego o Puchar Polski?
– Ciężko mi się w tym temacie wypowiedzieć, będziemy mogli to ocenić dopiero po turnieju. W zeszłym roku w Bytomiu wszystko działało dobrze i sprawnie. Mam nadzieję, że w tym roku w Oświęcimiu będzie podobnie.
Pozostając w temacie lodowisk, chciałem zapytać, czy masz jakieś ulubione tafle, na które najbardziej lubisz wracać? Oczywiście poza lodowiskiem w Katowicach?
– Poza “Satelitą” to na pewno wskazałbym Toruń. Z wiadomych względów (śmiech). To moje rodzinne miasto i powrót na Tor-Tor wiąże się ze sporym sentymentem. Dodatkowo liczę też na to, że powstanie bardzo fajne lodowisko w Sosnowcu i z przyjemnością będzie się tam jechać
Pozostańmy przy temacie polskiej ligi. Wielu kibiców twierdzi, że poziom ligi idzie w górę. Wam również udało się to pokazać podczas rozgrywek Hokejowej Ligi Mistrzów, a jak Ty to oceniasz?
– Jako młody chłopak z podziwem oglądałem mecze PLH. Wtedy też reprezentacja radziła sobie trochę lepiej, bo to były początki lat dwutysięcznych. Uważam, że teraz w lidze pojawia się dużo dobrej jakości obcokrajowców. Moim zdaniem powinno ich być trochę mniej, a w składach powinno być więcej polskich graczy. Ale wiemy też jak to wygląda personalnie, ilu jest polskich zawodników, ile lodowisk, młodzieży itd. Uważam, że idzie to w dobrą stronę. Zaprezentowaliśmy się bardzo dobrze w Lidze Mistrzów i niewiele zabrakło, by sprawić jeszcze kilka niespodzianek.
A czy uważasz, że stawka w polskiej lidze wyrównała się?
– Myślę, że tak. Teraz uważam, że już nawet TOP 6-7 zespołów w lidze jest bardzo wyrównanych, a o wyników meczów decydują detale. To było widać już w play-offach w zeszłym sezonie, kiedy to z Tychami graliśmy aż siedem spotkań. Mam nadzieję, że wyrówna się to jeszcze bardziej, bo wiadomo, że wtedy będzie większe zainteresowanie mediów i sponsorów.
Wróćmy jeszcze na chwilkę do Twojej osoby. Poza dobrymi występami w PHL pokazałeś się z dobrej strony w rozgrywkach CHL. Czy uważasz, że te rozgrywki mogą być szansą na pokazanie się szerszej publice i na angaż w zagranicznej lidze?
– Odpowiem trochę pół żartem. Ja w Polsce, mając 27 lat, jestem uważany jeszcze za młodego zawodnika. Za granicą moi rówieśnicy to już doświadczeni gracze, którzy są w najlepszym dla hokeisty wieku. Wiadomo, że chciałbym spróbować swoich sił za granicą, ale mam wysokie ambicje i chciałbym zagościć w lidze mocniejszej od polskiej, a wiadomo, że do tych najlepszych lig nie jest łatwo się dostać. Wydaje mi się że solidne występy w Lidze Mistrzów są w stanie wzbudzić zainteresowanie polskimi zawodnikami, ale dopiero po kilku sezonach regularnej gry w tych rozgrywkach.
Chciałem jeszcze zapytać o Twoje samopoczucie w Katowicach i GieKSie.
– Na dobrą sprawę jestem tu już przez większość swojej hokejowej kariery. Czuję się już tutaj, jak w drugim domu i mam nadzieję, że zeszłoroczny sukces nas poniesie dalej i w tym roku też uda się zdobyć kolejne trofea.
I na zakończenie zapytam o nastroje w katowickiej szatni.
– Atmosfera u nas w szatni zawsze była dobra, tak naprawdę już od samego początku, mimo porażek czy to w lidze, czy Lidze Mistrzów. Mamy fajną, zgraną ekipę i charaktery, które się dopasowały tak, że nie ma żadnych zgrzytów i mogę powiedzieć, że jest wszystko w porządku.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze