Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mediów: Uzupełnień nie będzie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarki przebywają na urlopach, do treningów wrócą dziewiątego stycznia. Piłkarze w ramach przygotowań do rundy wiosennej rozegrali drugi sparing, ze Skrą Częstochowa. Na Rapidzie lepsza była drużyna gości która wygrała 1:0. Kolejny sparing zaplanowany jest na siódmego stycznia z Odrą Opole, a osiemnastego drużyna wyleci na dziesięciodniowe zgrupowanie do Turcji.
W ubiegłym tygodniu drużyna siatkarzy rozegrała dwa spotkania, oba przegrane w stosunku setów 0:3. W pierwszym, na wyjeździe drużyna musiała uznać wyższość Resovii, w drugim w hali w Szopienicach, ekipy Jastrzębskiego Węgla. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra jedno spotkanie, w stolicy z Projektem Warszawa. Mecz rozpocznie się 21 grudnia o 21:00.
Przed świętami hokeiści rozegrają dwie kolejki spotkań: jutro, wyjazdowe z GKS-em Tychy oraz w czwartek, w Satelicie z Cracovią.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Uzupełnień nie będzie
Jeśli ktokolwiek miałby zimą do nas przyjść, to musi być top! – mówi o planach transferowych trener katowiczan Rafał Górak.
Wygrać z rywalem z wyższej ligi to zawsze miła rzecz. Serię zimowych sparingów GieKSa rozpoczęła ostatniej soboty od pokonania na wyjeździe Korony Kielce 1:0.
– Pojechaliśmy do Kielc, do ekstraklasowej drużyny, na naturalne boisko. Móc zmierzyć się, powalczyć, to zawsze cenne. Pracujemy nad różnymi kwestiami, nad zmianą struktury ustawienia. Jestem bardzo zadowolony, bo zagraliśmy tam z czymś nowym, a wszystko zdało egzamin – mówi Rafał Górak, szkoleniowiec pierwszoligowca z Katowic.
„Z czymś nowym” – czyli z nowym ustawieniem. W zimowym okresie przygotowawczym, obok bazowej formacji 3-4-2-1, GKS szlifować też będzie wariant 3-5-2.
– Dzisiaj trenerzy w pierwszej lidze wiele analizują, często ustawiają swoją drużynę pod rywala, dlatego musimy mieć alternatywę i argumenty, by najnormalniej w świecie być w stanie zaskakiwać czymś przeciwników – tłumaczy Górak, który w sobotnim sparingu podsumowującym pierwszy tydzień przygotowań nie skorzystał z kilku zawodników.
– Dawid Kudła trenował z nami, ale jeszcze leczy się. Arek Jędrych miał przeciążone kolano, Rafał Figiel – przeciążony odcinek lędźwiowy, dlatego choć normalnie trenował, woleliśmy, by odpoczął. Ta przypadłość już zawsze będzie do niego wracać, taki urok tego zawodnika. Grzegorz Rogala w ostatniej minucie piątkowego treningu powiedział, że trochę boli go staw skokowy, a Kubie Arakowi po teście, czyli bieganiu 5000 metrów koło zoo w Parku Śląskim, trochę wysiadły łydki – opisuje szkoleniowiec GieKSy, ciesząc się zarazem, że pierwszy od lipca występ zanotował środkowy obrońca Daniel Tanżyna.
– Latem odnowiła mu się bardzo poważna kontuzja, choć nie było ku temu argumentów, by przypuszczać, że tak się stanie. Problem jednak powrócił. „Dixon” wykonał dużą pracę przez te miesiące, dobrze wygląda fizycznie, świetnie prezentuje się pod kątem tkanki tłuszczowej i wagi, ale przez 9 miesięcy nie było go w grze. W Kielcach zaliczył 20 minut, pukamy w niemalowane i zobaczymy, co będzie dalej. Latem okazało się przecież, że pewne kwestie przyspieszyliśmy, chyba zarówno my, jak i sam Daniel, za bardzo chcieliśmy i trochę się to przeciwko nam odwróciło, za co z różnych stron zbieraliśmy cięgi. Ale dziś wierzę w Daniela, widzę, jaki to profesjonalista, jak bardzo chce grać – podkreśla trener Górak.
W sobotę w Kielcach brakowało jeszcze Kacpra Grzebielucha, choć z innych przyczyn niż zdrowotne. 20-latek, który przed sezonem trafił na Bukową z Cracovii, nawet nie zadebiutował w I lidze.
– Musi szukać swojego miejsca na piłkarskiej mapie. Będziemy się starali mu pomóc, by znalazł klub, do którego mógłby zostać wypożyczony – informuje szkoleniowiec GKS-u.
Pytamy, czy ktoś jeszcze prócz Grzebielucha może otrzymać wolną rękę na zmianę pracodawcy.
– Może, ale kwestie dojść i odejść muszą się równoważyć, to musi być dobrze zarządzane przez dyrektora Góralczyka i menedżera Dubasa. Pokładam w nich ogromne nadzieje. Prowadzimy rozmowy, mamy swoje pomysły, wiem, że mocno się to toczy. Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni. Może być tak, że nie stanie się nic, a może się stać tak, że się stanie – uśmiecha się Rafał Górak.
Już wypłynęło zresztą, że na Bukową ma trafić Karol Danielak, 31-latek z łódzkiego Widzewa, biegający jesienią po boiskach ekstraklasy.
– Założyliśmy z dyrektorem, że nie będziemy w tym okienku nikogo testować. Takich zawodników, których moglibyśmy testować, by ewentualnie mogli do nas dojść jako uzupełnienie kadry, po prostu mamy. Ja takich nie chcę, bo bardzo szanuję tych, których już w zespole mam i oni są dla mnie najważniejsi. Jeśli ktokolwiek miałby do nas przyjść, to musi być top – podkreśla szkoleniowiec GKS-u, który zimę spędza na 7. pozycji w I-ligowej tabeli.
W sobotę na „Rapidzie” – o ile aura pozwoli – katowiczanie mają zmierzyć się ze Skrą Częstochowa.
Turcja po czterech latach
Pierwszy raz od momentu powrotu na Bukową trenera Rafała Góraka i dyrektora Roberta Góralczyka drużyna GieKSy poleci na zimowe zgrupowanie.
Wyjazd na 3 dni do Bielska, bieg na Klimczok, a następnie dłuższe, już tygodniowe zgrupowanie w Bielsku-Białej. Tak wyglądały poprzednie zimowe obozy GieKSy, odkąd w połowie 2019 roku wrócili do niej trener Rafał Górak i dyrektor Robert Góralczyk. Szkoleniowiec w czasach drugiej ligi powiedział, że wylot zagranicę byłby fanaberią, a po awansie przyznał, że mają z dyrektorem w głowach to, kiedy nadejdzie na to dobry moment. Nadszedł teraz.
Na riwierę katowiczanie udadzą się po 4 latach przerwy, wcześniej lecieli tam za trenera Dariusza Dudka, w połowie sezonu 2018/19, zakończonego spadkiem. Od 18 do 28 stycznia będą przygotowywać się do rundy wiosennej w Turcji, w miejscowości Lara, około 20 kilometrów na zachód od Belek, będącego popularną destynacją wśród naszych ligowców.
– Sądzę, że nie lecielibyśmy do Turcji, a inaczej układali okres przygotowawczy, gdyby liga ruszała normalnie w okolicach marca. Wtedy może byłyby dwa zgrupowania. Teraz jest czas na jedno, bo grę o punkty zaczynamy już 12 lutego. Patrząc na koszta, zdecydowaliśmy się na Turcję, by wykorzystać 10 dni treningów na naturalnych boiskach. Chciałbym rozegrać tam 3 sparingi, ale według logiki, bo największą wartością czasu tam spędzonego ma być dla mnie trening. Jeśli mielibyśmy grać w takich odstępach, które komplikowałyby nam pracę, to po lepiej w ogóle tego nie robić. Nad rywalami pracują ludzie pomagający nam w organizacji obozu. Złożono nam wstępną propozycję, która jeszcze może się zmienić. Chciałbym zagrać z drużyną z Ukrainy i najnormalniej w świecie spotkać się z tymi ludźmi, porozmawiać. Poza tym, mamy też rywala z ekstraklasy słoweńskiej i z drugiego szczebla rozgrywkowego w Danii. Jeśli dyrektor to dopnie, będzie optymalnie – mówi trener Górak.
Przed polskimi ligowcami rzeczywiście specyficzny okres. Z jednej strony zimą trzeba będzie grać o punkty, a z drugiej nie będzie pewności, czy pogoda pozwoli na regularne trenowanie na naturalnych boiskach.
– W większości trzeba będzie korzystać ze sztucznych muraw, dostęp do naturalnych będzie ograniczony, dlatego dobrze, że 10 dni przygotowań spędzimy na normalnej trawie – zaznacza szkoleniowiec GieKSy.
– Trzeba też powiedzieć, że boisko na „Rapidzie”, z którego korzystamy, jest w bardzo dobrej formie. To sztuczna murawa świeża, nowa, o wysokiej jakości i zbliża nas do warunków panujących na normalnym boisku. Z tego jestem zadowolony, choć wiadomo, że opady śniegu mogą storpedować nasze plany. Przeskoki między sztuczną a naturalną nawierzchnią zawsze rodzą pytania o kwestie prewencji. To już rola fizjoterapeutów, trenera przygotowania motorycznego. Być może trzeba będzie postawić w tym okresie na sztucznych boiskach przede wszystkim na intensywność zajęć, a nie ich objętość – dodaje Górak.
Spośród I-ligowców, na zagraniczne zgrupowanie oprócz GieKSy planuje też lecieć ŁKS Łódź, Resovia i Wisła Kraków. Wszyscy wybrali Turcję.
ks-skra.pl – Zwycięstwo z GKS-em Katowice
Dzisiaj nasza drużyna rozegrała drugi mecz kontrolny w zimowym okresie przygotowawczym. Podopieczni Jakuba Dziółki w wyjazdowym starciu pokonali GKS Katowice 1:0. Autorem bramki dla Skry był Piotr Nocoń.
Od pierwszych minut dzisiejszego meczu zawodnicy Skry grali agresywnie w odbiorze. Wysoko zaatakowali rywali i nierzadko skutecznie utrudniali im wyprowadzenie piłki spod własnego pola karnego. Nie zmienia to jednak faktu, że to gospodarze stworzyli pierwszą groźną okazję. Zawodnik GieKSy, Patryk Szwedzik, wygrał pojedynek szybkościowy na lewej stronie, przełożył piłkę do środka i próbował zaskoczyć Karola Szymkowiaka strzałem po długim słupku. Golkiper naszej ekipy popisał się jednak świetną interwencją i odbił futbolówkę.
W kolejnych minutach zdecydowanie więcej do powiedzenia mieli jednak piłkarze Skry. Na strzał zza pola karnego zdecydował się chociażby Jan Flak. Po przeprowadzeniu ładnej, składnej akcji piłka trafiła do wahadłowego, a ten uderzył niewiele ponad bramką rywala.
Chwilę później dobrym zagraniem popisał się Szymon Szymański, który po wyprowadzeniu futbolówki uruchomił Filipa Kozłowskiego. Napastnik naszego zespołu strzelił z pół-woleja, lecz bramkarz gospodarzy zdołał złapać piłkę.
W kolejnej fazie meczu nie oglądaliśmy zbyt wielu sytuacji bramkowych, ale obie drużyny mądrze budowały kolejne akcje i tworzyły ciekawe widowisko. W końcówce pierwszej połowy dobrą sytuację wypracowali zawodnicy GieKSy. Uniknęliśmy jednak straty gola dzięki świetnej interwencji w defensywie Adama Olejnika.
Piłkarze obu drużyn schodzili na przerwę przy bezbramkowym remisie.
Drugą połowę również rozpoczęliśmy w bardzo dobrym stylu, szybko kreując okazje do zdobycia bramki. Występujący na lewym wahadle zawodnik testowany umiejętnie poradził sobie z rywalem i świetnie dośrodkował w pole karne – w kierunku Piotra Pyrdoła. Ofensywny pomocnik Skry zdołał opanować piłkę w niewielkiej odległości od bramki, lecz jego strzał został w ostatniej chwili zatrzymany przez defensorów GieKSy.
W 53. minucie Piotr Nocoń oddał bardzo mocny strzał zza pola karnego. I choć golkiper GieKSy ostatecznie odbił futbolówkę, to został zmuszony do bardzo dużego wysiłku.
Trzeba przyznać, że zawodnicy Skry byli dobrze zorganizowani. Funkcjonowali na wysokim poziomie zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Mądrze konstruowali kolejne ataki. Efekt w postaci gola przyszedł w 72. minucie. Wówczas Jan Flak przeprowadził dobrą indywidualną akcję prawą stroną, a następnie dośrodkował w pole karne. Akcję doskonale zamykał Piotr Nocoń, który strzałem głową umieścił piłkę w siatce i zapewnił nam prowadzenie.
Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie. Zwycięstwo Skry Częstochowa w dzisiejszym spotkaniu było w pełni zasłużone. Nasza drużyna zagrała bardzo dobry mecz!
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Pod pełną kontrolą
GKS Katowice z trzecią kolejną porażką. Przeciwko Asseco Resovii, jednemu z kandydatów do medali, niewiele miał do powiedzenia.
Katowiczanie mieli spory problem, by odpowiednio przygotować się do spotkania w Rzeszowie. W weekend nie mogli trenować we własnej hali w Szopienicach, bo zawładnęły nią zwierzęta. Odbywała się w niej bowiem Śląska Wystawa Drobnego Inwentarza. Siatkarze w zastępstwie ćwiczyli w małej hali „Spodka”, ale i w niej daleko było do ideału, bo były problemy z oświetleniem. Tymczasem by przeciwstawić się Asseco Resovii, należy być przygotowanym i skoncentrowanym w 100-procentach. To czołowy zespół w kraju, jeden z głównych kandydatów do gry o medale. W składzie ma reprezentantów Polski, Słowenii, Stanów Zjednoczonych czy Francji.
Mimo przedmeczowych kłopotów goście podjęli walkę. Ryzykowali w polu serwisowym, a w ataku starali się grać dokładnie i nie popełniać błędów. Dobrze rozgrywał Georgi Seganow, a udanymi atakami popisywali się zwłaszcza Jakub Jarosz i Tomas Rousseaux. Siła miejscowych była jednak ogromna. Nawet gdy z powodu niedokładnego przyjęcia zagrywki Fabian Drzyzga zmuszony był do prostej gry, Torey DeFalco, Klemen Cebulj czy Maciej Muzaj doskonale radzili sobie z podwójnym, a nawet potrójnym blokiem rywali. Gdy z kolei katowiczanie „zwolnili rękę” na zagrywce, Drzyzga od razu rozgrywał do środkowych. Jakub Kochanowski i Jan Kozamernik mieli 100-procentową skuteczność.
Rzeszowianie „odskoczyli”. Wygrywali już 18:14. Wtedy jednak przytrafił im się jeden z niewielu przestojów. Przyjezdni zdobyli trzy kolejne punkty, „łapiąc kontakt” z rywalami. I kto wie jak zakończyłaby się pierwszy set, gdyby nie błędy katowiczan. Zepsuli trzy kolejne zagrywki. Doświadczeni rzeszowianie takich „prezentów” nie marnują.
Miejscowi w kolejnych odsłonach kontrolowali wydarzenia na parkiecie i to mimo że w trzeciej musieli odrabiać trzy punkty straty. W końcówce mocniej jednak przycisnęli w polu serwisowym, twardo grali w ataku i stawiali szczelny blok. To wystarczyło. Przy stanie 23:23 DeFalco najpierw obił ręce blokujących GieKSy, a w kolejnej akcji zablokował Jarosza, kończąc mecz.
Asseco Resovia – GKS Katowice 3:0 (26:24, 25:16, 25:23)
Siatkarze z Jastrzębia znów liderami!
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla, zgodnie z przewidywaniami, zdobyli komplet punktów z GKS-em Katowice i znów są liderami tabeli. Tylko momentami była równorzędna, ale wyższość zespołu z Jastrzębia nie podlegała dyskusji.
Oba zespoły mają problemy personalne, ale bardziej odczuwalne są GKS-ie Katowice. Trener Grzegorz Słaby nie mógł skorzystać z dwóch przyjmujących: Jakuba Szymańskiego i Gonzalo Quirogi. To poważne osłabienie, a ponadto nie było żadnego pola manewru. Jastrzębianie byli osłabieni brakiem dwóch środkowych: Łukasza Wiśniewskiego oraz Juraja Gładyra, ale i zastępcy Dawid Dryja oraz Jakub Macyra w pelni wykonali swje zadanie.
Gospodarze skazywani na wysoką porażkę w 1. secie dzielnie walczyli i przez długi czas wynik oscylował wokół remisu. Jednak końcowe fragmenty były już pod kontrolą gości. Druga odsłona miała niemal identyczny przebieg. Wprawdzie inicjatywa należała do gości, ale gospodarze wcale nie zamierzali rezygnować i szybko straty niwelowali. GKS przegrywał tylko 18:19, ale Jakub Jarosz zepsuł zagrywkę, zaś Dryja posłał asa serwisowego i goście opanowali sytuację na parkiecie. To tylko świadczy o klasie siatkarzy z Jastrzębia. Trzeci set, jak się później okazało ostatni, był już zdominowany przez gości. Zagrywka (0 – 5) oraz gra blokiem (3 – 9) – te element były po stronie i one decydowały, zwłaszcza w dwóch pierwszych partiach. A ostatniej osiągnęli wysoką przewagę. Pewna wygrana jastrzębian była do przewidzenia, bo przecież oba zespoły mają zupełnie inne cele.
GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel 0:3 (21:25,21:25, 16:25)
HOKEJ
hokej.net – „Rozmowa Tygodnia”. Bartosz Fraszko: Jesteśmy w stanie grać dużo lepiej
Pora na kolejną „Rozmowę Tygodnia”. Tym razem naszym gościem jest Bartosz Fraszko, lider klasyfikacji kanadyjskiej. 27-letni skrzydłowy GKS-u Katowice opowiedział nam trochę o zarówno o dyspozycji swojej, jak i klubu w tym sezonie. Podzielił się z nami również przemyśleniami na temat PHL, Hokejowej Ligi Mistrzów oraz ewentualnej gry w zagranicznym klubie.
HOKEJ.NET: – Gracie na tym etapie sezonu dość mocno w kratkę, przeplatacie kilka zwycięstw z rzędu z kilkoma porażkami, jak oceniasz Waszą dyspozycję?
Bartosz Fraszko, hokeista GKS-u Katowice: – Wiem na pewno, że jeszcze jesteśmy dalecy od naszej optymalnej formy. Mamy świadomość, że jesteśmy w stanie grać dużo lepiej i musimy się zrewanżować tym drużynom, z którymi ostatnio ponieśliśmy porażki. Przede wszystkim trzeba wyciągnąć wnioski i zagrać dużo mądrzej i bardziej odpowiedzialnie.
Przejdźmy teraz na chwilkę do Ciebie. Na tym etapie sezonu jesteś niekwestionowanym liderem punktacji kanadyjskiej PHL. Jak oceniasz personalnie swoją dyspozycję indywidualną?
– Dobrze się czuję i dobrze się rozumiem z moimi partnerami z formacji. Z Grześkiem Pasiutem gramy już razem kolejny sezon, super nam się ta współpraca układa. Dołączył do nas teraz Brandon Magee. Jeśli chodzi o moją dyspozycję to jestem zdania, że mógłbym dać drużynie jeszcze więcej, bo strasznie momentami brakuje nam tej skuteczności pod bramką rywala i dobrych decyzji w tych kluczowych momentach, ale nie mam też powodów do narzekań, bo wcale nie jest tak źle.
Wspomniałeś o współpracy z Grzegorzem Pasiutem, jak pomaga Wam to granie w jednej formacji już kolejny sezon?
– Uważam, że bardzo. Jak byśmy z Grześkiem mieli karty w grze FIFA, to pewnie mielibyśmy zielone połączenie (śmiech). To już nawet bodajże trzeci sezon, w którym gramy razem. Z Grześkiem gra się super, wiadomo, że to świetny zawodnik, w końcu pseudonim „Profesor” nie wziął się znikąd. Bardzo się cieszę, że to tak fajnie funkcjonuje.
Teraz przejdźmy do najbliższej przyszłości, już po świętach turniej Pucharu Polski w Oświęcimiu, jakie stawiacie przed sobą cele na ten turniej?
– Zdecydowanie chcemy zmazać plamę po poprzednim, gdzie w półfinale ulegliśmy zespołowi z Torunia. Bardzo chcieliśmy wtedy zdobyć Puchar Polski dla Katowic, ale niestety się nie udało. Zdobyliśmy za to mistrzostwo. Liczę na to, że będzie to nasze trzecie trofeum w tym roku. A jak będzie? Czas pokaże.
Kończąc wątek Pucharu, zapytam jeszcze, jak oceniasz wybór Oświęcimia na gospodarza Turnieju Finałowego o Puchar Polski?
– Ciężko mi się w tym temacie wypowiedzieć, będziemy mogli to ocenić dopiero po turnieju. W zeszłym roku w Bytomiu wszystko działało dobrze i sprawnie. Mam nadzieję, że w tym roku w Oświęcimiu będzie podobnie.
Pozostając w temacie lodowisk, chciałem zapytać, czy masz jakieś ulubione tafle, na które najbardziej lubisz wracać? Oczywiście poza lodowiskiem w Katowicach?
– Poza “Satelitą” to na pewno wskazałbym Toruń. Z wiadomych względów (śmiech). To moje rodzinne miasto i powrót na Tor-Tor wiąże się ze sporym sentymentem. Dodatkowo liczę też na to, że powstanie bardzo fajne lodowisko w Sosnowcu i z przyjemnością będzie się tam jechać
Pozostańmy przy temacie polskiej ligi. Wielu kibiców twierdzi, że poziom ligi idzie w górę. Wam również udało się to pokazać podczas rozgrywek Hokejowej Ligi Mistrzów, a jak Ty to oceniasz?
– Jako młody chłopak z podziwem oglądałem mecze PLH. Wtedy też reprezentacja radziła sobie trochę lepiej, bo to były początki lat dwutysięcznych. Uważam, że teraz w lidze pojawia się dużo dobrej jakości obcokrajowców. Moim zdaniem powinno ich być trochę mniej, a w składach powinno być więcej polskich graczy. Ale wiemy też jak to wygląda personalnie, ilu jest polskich zawodników, ile lodowisk, młodzieży itd. Uważam, że idzie to w dobrą stronę. Zaprezentowaliśmy się bardzo dobrze w Lidze Mistrzów i niewiele zabrakło, by sprawić jeszcze kilka niespodzianek.
A czy uważasz, że stawka w polskiej lidze wyrównała się?
– Myślę, że tak. Teraz uważam, że już nawet TOP 6-7 zespołów w lidze jest bardzo wyrównanych, a o wyników meczów decydują detale. To było widać już w play-offach w zeszłym sezonie, kiedy to z Tychami graliśmy aż siedem spotkań. Mam nadzieję, że wyrówna się to jeszcze bardziej, bo wiadomo, że wtedy będzie większe zainteresowanie mediów i sponsorów.
Wróćmy jeszcze na chwilkę do Twojej osoby. Poza dobrymi występami w PHL pokazałeś się z dobrej strony w rozgrywkach CHL. Czy uważasz, że te rozgrywki mogą być szansą na pokazanie się szerszej publice i na angaż w zagranicznej lidze?
– Odpowiem trochę pół żartem. Ja w Polsce, mając 27 lat, jestem uważany jeszcze za młodego zawodnika. Za granicą moi rówieśnicy to już doświadczeni gracze, którzy są w najlepszym dla hokeisty wieku. Wiadomo, że chciałbym spróbować swoich sił za granicą, ale mam wysokie ambicje i chciałbym zagościć w lidze mocniejszej od polskiej, a wiadomo, że do tych najlepszych lig nie jest łatwo się dostać. Wydaje mi się że solidne występy w Lidze Mistrzów są w stanie wzbudzić zainteresowanie polskimi zawodnikami, ale dopiero po kilku sezonach regularnej gry w tych rozgrywkach.
Chciałem jeszcze zapytać o Twoje samopoczucie w Katowicach i GieKSie.
– Na dobrą sprawę jestem tu już przez większość swojej hokejowej kariery. Czuję się już tutaj, jak w drugim domu i mam nadzieję, że zeszłoroczny sukces nas poniesie dalej i w tym roku też uda się zdobyć kolejne trofea.
I na zakończenie zapytam o nastroje w katowickiej szatni.
– Atmosfera u nas w szatni zawsze była dobra, tak naprawdę już od samego początku, mimo porażek czy to w lidze, czy Lidze Mistrzów. Mamy fajną, zgraną ekipę i charaktery, które się dopasowały tak, że nie ma żadnych zgrzytów i mogę powiedzieć, że jest wszystko w porządku.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze