Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów: Dobrze jest go widzieć uśmiechniętego
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Dwudziestego siódmego lutego GieKSa obchodziła 60 rocznicę powstania. W Międzynarodowym Centrum Kongresowym wyróżniono Złotymi Bukami najlepszych sportowców za rok 2023. Drużyna kobieca rozpoczęła rundę rewanżową Orlen Ekstraligi meczem z Czarnymi Sosnowiec. Niestety, nasza drużyna przegrała 0:3 (0:2). Kolejne spotkanie ligowe zespół rozegra w sobotę (dziewiątego marca) ze Stomilankami Olsztyn. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 12:00, na Bukowej. Rozlosowano pary Orlen Pucharu Polski: GieKSa zmierzy się z Górnikiem Łęczna. Mecz odbędzie się w Katowicach. W ubiegłym tygodniu piłkarze rozegrali dwa zwycięskie spotkania: z Miedzią (2:0) i Zniczem (3:1). Prasówkę po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. Kolejne spotkanie zespół rozegra w niedzielę (dziesiątego marca), na wyjeździe z Resovią. Mecz rozpocznie się o godzinie 15:00.
Siatkarze najbliższe spotkanie rozegrają na wyjeździe szóstego marca. Przeciwnikiem będzie Exact Systems Hemarpol Częstochowa. Mecz rozpocznie się o godzinie 15:45.
Hokeiści zakończyli rundę zasadniczą THL zwycięstwem z STSem Sanok 4:0. W ćwierćfinale play-off zespół rozegrał dwa spotkania z Zagłębiem, w pierwszym z nich wygrał 5:2. W drugim hokeiści przegrali 1:4. W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra jeszcze trzy spotkania: we wtorek, środę i sobotę (piąty, szósty i dziewiąty marca). Dwa pierwsze spotkania rozegrane zostaną w Sosnowcu i rozpoczną się o 18:30. Spotkanie sobotnie będzie rozgrywane w Satelicie, rozpocznie się o godzinie 17:00.
KLUB
sportowefakty.wp.pl – Dobrze jest go widzieć uśmiechniętego. Nowe zdjęcia legendarnego piłkarza
27 lutego 2024 roku GKS Katowice obchodziła 60. rocznicę powstania klubu. Z tej właśnie okazji GieKSa gościła u siebie swoją legendę – Jana Furtoka i opublikowała w sieci serię zdjęć.
Obchodzący we wtorek swoje sześćdziesiąte urodziny GKS Katowice sprawił sobie oraz swoim kibicom najlepszy z możliwych prezentów. Ekipa ze Śląska w osiemnastej kolejce Fortuna I ligi w bardzo dobrym stylu pokonała u siebie Miedź Legnica 2:0 i mogła zacząć świętować.
A przed meczem? Doszło do bardzo miłego spotkania. Bukową odwiedził były piłkarz GieKSy – Jan Furtok. Napastnik, który w barwach katowickiego klubu występował w latach 1980-1988 i 1995-1997.
Swoją postawą na murawie zapracował sobie na status legendy. Dość powiedzieć, że numer „9”, z którym występował Jan Furtok, do nikogo innego już nigdy należeć nie będzie, gdyż został przez klub zastrzeżony.
I to właśnie ten legendarny zawodnik, decyzją zarządu, jako pierwszy został odznaczony medalem sześćdziesięciolecia.
„W dniu 60. urodzin Klubu nasze legenda Jan Furtok odwiedził Bukową, sprawiając nam w ten sposób wyjątkowy prezent” – nie kryła swojego zadowolenia GieKSa, która na platformie X opublikowała serię zdjęć z uśmiechniętym od ucha do ucha Janem Furtokiem. Te obrazki chwytają za serce. Naprawdę cudownie widzieć go w dobrej formie.
Przypomnijmy, że u legendy katowickiego klubu w 2015 roku zdiagnozowano chorobę Alzheimera. Jego zmagania z tym nieuleczalnym i wyniszczającym schorzeniem z bardzo dużą wrażliwością i wyczuciem opisał w swoim reportażu (—> DOSTĘPNY TUTAJ) dziennikarz WP SportoweFakty – Mateusz Skwierawski, który osobiście spotkał się z byłym reprezentantem Polski oraz jego żoną.
wkatowicach.eu – Jubileusz 60-lecia GKS Katowice. Uroczysta gala, medale i Złote Buki
Dokładnie we wtorek, 27 lutego przypada 60-lecie istnienia klubu GKS Katowice. Mimo że od powstania klubu minęło zaledwie sześć dekad, to w historii klubu nie brakuje ważnych, wielkich i wzruszających momentów. Jubileusz będzie obchodzony przez cały 2024 rok. Uroczystą Galę zaplanowano z kolei na 28 lutego. W dniu „urodzin” klubu na Stadionie Miejskim w Katowicach zagościł legendarny piłkarz GieKSy Jan Furtok, odznaczony jubileuszowym medalem. Dzień później, 28 lutego, odbyła się uroczysta gala, w trakcie której nie zabrakło gratulacji i wyróżnień.
W środę, 28 lutego, odbyła się uroczysta gala z okazji 60-lecia GKS Katowice. Sporo się działo. Był czas na podziękowania, podsumowanie sportowych sukcesów i gratulacje.
Dzisiejsza uroczysta Gala z okazji 60-lecia Klubu Sportowego GKS GieKSa Katowice była pełna niesamowitych wspomnień o sukcesach, sportowych emocjach, które zawsze napawają naszą społeczność radością i dumą, a także licznych gości. W ten wyjątkowy jubileusz miałem zaszczyt przekazać nowy sztandar z herbem miasta i klubu. To wspaniały symbol jedności klubu z lokalną społecznością – mówi prezydent Katowic, Marcin Krupa.
Podczas gali wręczyliśmy medale 60-lecia dla tych, którzy współtworzyli historię klubu, a także Złote Buki dla najlepszych sportowców minionego sezonu. To zaszczyt być świadkiem uznania dla wyjątkowych osobowości, które wyróżnialiśmy na dzisiejszym wydarzeniu – dodał prezydent Katowic.
Podczas wyjątkowej gali GKS-u Katowice z okazji 60. urodzin Klubu wyróżniono najznamienitsze postacie całego środowiska związanego z wielosekcyjną GieKSą.
GieKSa to nie tylko klub – to również silna sportowa marka miasta, łącząca pokolenia i rozwijająca pasje na różnych płaszczyznach. Życzę całej społeczności GKS Katowice kolejnych sukcesów, niezapomnianych emocji i dalszego budowania dziedzictwa sportowego! podkreśla prezydent Katowic, Marcin Krupa.
Znamy laureatów Złotych Buków 2023 i wyróżnionych Medalem Jubileuszowym GKS Katowice
Za nami gala jubileuszowa GKS-u Katowice. Wydarzenie w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach było okazją do spotkania się m.in. obecnych i legendarnych zawodników różnych sekcji klubu, wspominania złotych czasów GieKSy, ale także uhonorowania najlepszych – zdaniem kibiców – sportowców w plebiscycie „Złote Buki 2023”.
Prezentacja historycznych materiałów przeplatała się w czasie gali jubileuszowej z wręczaniem Medali 60-lecia GKS Katowice. Przyznano ich dokładnie 60, honorując w ten sposób nie tylko sportowców, ale także innych ludzi zasłużonych dla klubu na przestrzeni minionych sześciu dekad. W specjalny sposób został uhonorowany jeden z najbardziej identyfikowanych z katowickim klubem sportowców – Jan Furtok.
Wyróżnieni medalami 60-lecia GKS-u Katowice:
Gerard Rother, Franciszek Sput, Eugeniusz Pluta, Lechosław Olsza, Jacek Góralczyk, Maksymilian Lebek, Henryk Reguła, Kordian Jajszczok, Hubert Sitko, Stefan Dziadkiewicz, Andrzej Tkacz, Sylwester Wilczek, Roman Bierła, Andrzej Supron, Barbara Kral-Olsza, Henryk Fabian, Leszek Bandach, Krystyna Rachel-Świrska, Grażyna Staszak, Barbara Piecha, Piotr Piekarczyk, Krzysztof Zając, Henryk Górnik, Władysław Żmuda, kibice GKS-u Katowice, Janusz Jojko, Andrzej Lesiak, Wojciech Spałek, Marek Świerczewski, Marek Koniarek, Piotr Świerczewski, Dariusz Grzesik, Jerzy Kapias, Jerzy Wijas, Kazimierz Węgrzyn, Marek Trybuś, Janusz Strzempek, Zapaśniczy Uczniowski Klub Sportowy GKS Katowice, Hetman GKS Katowice, Grzegorz Masternak, Michał Tworuszka, Mirosław Widuch, Henryk Grzegorzewski, Jan Żurek, Jacek Gorczyca, Adrian Napierała, Grzegorz Goncerz, Rafał Górak, Patrycja Czaplińska-Kowalska, Wojciech Andrzejewski, Mariusz Saratowicz, Monika Bajka, Grzegorz Słaby, Bartosz Mariański, Jacek Płachta, Karolina Koch, drużyna hokejowych mistrzów Polski, drużyna piłkarskich mistrzyń Polski, prezydent Katowic Marcin Krupa, Jan Furtok.
Kibice GKS Katowice przekazali swój Medal Jubileuszowy na licytację, z której dochód zostanie przeznaczony na rzecz katowickiego Domu Aniołów Stróżów. Licytacja odbyła się w czasie gali. Medal został wylicytowany za 4200 zł.
Gala stała się także okazją do wręczenia nagród corocznego plebiscytu „Złote Buki”. Kibice wybierają w jego ramach najlepszego piłkarza, piłkarkę, siatkarza, hokeistę, szachistę oraz wydarzenie roku.
Laureaci „Złotych Buków 2023”:
Sebastian Bergier – najlepszy piłkarz,
John Murray – najlepszy hokeista,
Kinga Seweryn – najlepsza piłkarka,
Bartosz Mariański – najlepszy siatkarz,
David Navara – najlepszy szachista.
Za Wydarzenie Roku kibice uznali Mistrzostwo Polski Hokeistów. Przypomnijmy, że w 2023 roku sekcja hokejowa GKS-u Katowice obroniła tytuł mistrzowski sprzed roku, tym samym dopisując ósmy triumf w tych rozgrywkach w 60-letniej historii klubu.
W kategorii Hokeista Roku zwyciężył bramkarz GKS-u Katowice John Murray, jeden z architektów dwóch tytułów mistrzowskich hokejowej GieKSy i podstawowy bramkarz reprezentacji Polski.
Siatkarzem Roku 2023 został wybrany libero Bartosz Mariański, który wraz z GKS-em Katowice awansował w roku 2016 do rozgrywek PlusLigi i od lat jest pewnym punktem składu siatkarskiej GieKSy.
Nagroda dla Piłkarki Roku przypadła młodej bramkarce GKS-u Katowice Kindze Seweryn. Zawodniczka nie mogła odebrać nagrody osobiście z racji pobytu na zgrupowaniu młodzieżowej reprezentacji Polski, a statuetkę w jej imieniu odebrał Michał Barczyk, trener bramkarek w sztabie szkoleniowym Mistrzyń Polski.
Sebastian Bergier, najlepszy strzelec GKS-u Katowice w obecnym sezonie Fortuna 1 Ligi, został wybrany najlepszym piłkarzem minionego roku.
W kategorii Szachista Roku wyróżniono czeskiego zawodnika Hetmana GKS-u Katowice Davida Navarę, aktualnego mistrza Europy w szachach błyskawicznych, który w zeszłym roku prezentował najlepszą dyspozycję ze wszystkich zawodników i zawodniczek katowickiego szachowego klubu.
GieKSa – fakty, ludzie, anegdoty. Książka Pawła Czado i Ryszarda Szustera to lektura obowiązkowa każdego kibica GKS-u Katowice
To książkowa pozycja, która powinna znaleźć się na półce każdego wiernego fana katowickiej GieKSy. W jubileuszowym roku dla GKS-u Katowice, który obchodzi 60-lecie istnienia, została wydana książka Pawła Czado i Ryszarda Szustera „GieKSa – fakty, ludzie, anegdoty”.
„GieKSa – fakty, ludzie, anegdoty” to propozycja dla każdego fana katowickiego GKS-u. Na kilkuset stronicach książki autorstwa Pawła Czado i Ryszarda Szustera znajdziemy mnóstwo informacji i anegdot z 60-letniej historii klubu, ale także mnóstwo doskonale znanych kibicom nazwisk ludzi GieKSy, którzy wspominają swój związek z GieKSą.
W wydanej, w jubileuszowym dla GKS-u Katowice roku, książce nie zabrakło także archiwalnych zdjęć, a także obszernych statystyk i kalendarium katowickiego klubu.
Książkę o GieKSie napisałem wspólnie z Ryszardem Szusterem. To on zaprosił mnie do projektu, przyjąłem to z radością. Niektórzy mogą kojarzyć go jako dziennikarza (wiele lat pracował w „Sporcie”), inni jako działacza (był prezesem Górnika Zabrze i wiceprezesem GKS-u Tychy), jeszcze inni jako menedżera (m.in. sprowadził do Polski Emmanuela Olisadebe), jednak warto pamiętać, że jak mało kto miał placet by pisać o GieKSie: jego ojciec Gerard był w tym klubie dyrektorem sportowym i kierownikiem sekcji jeszcze przed czasami Mariana Dziurowicza, Ryszard piłkarzy GieKSy z lat 60. znał jako bajtel. A potem sam w GieKSie działał, był doradcą Mariana Dziurowicza. Widziałem z jakim szacunkiem traktują go piłkarze dawnej GieKSy. Ta współpraca była przyjemnością – napisał w swoich mediach społecznościowych Paweł Czado.
Książka „GieKSa – fakty, ludzie, anegdoty” miała swoją premierę 28 lutego 2024 roku, w czasie kiedy klub obchodził jubileusz powstania. Uchwała o utworzeniu Górniczego Klubu Sportowego Katowice uprawomocniła się 27 lutego 1964 roku i to tę datę uważa się za dzień powstania GKS-u Katowice.
Książkę można kupić w oficjalnym sklepie GKS Katowice przy ul. Bukowej. Cena to 49 złotych.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Orlen Ekstraliga: Mistrz Polski rozbity w Sosnowcu
W ostatnim dzisiejszym spotkaniu Orlen Ekstraligi Czarni Antrans Sosnowiec pokonali na własnym stadionie GKS Katowice 3:0!
Kibice zgromadzeni na stadionie na pierwszego gola czekali do trzydziestej pierwszej minuty, gdy na listę strzelczyń wpisała się reprezentantka Łotwy Karlina Miksone. Przed przerwą po raz drugi piłkę z siatki musiała wyciągać Kinga Seweryn, która skapitulowała po strzale Klaudii Miłek. W drugiej części spotkania wynik meczu ustaliła Daria Kurzawa, która przypieczętowała niespodziewane zwycięstwo zespołu z Sosnowca.
Orlen Puchar Polski: Rozlosowano pary ćwierćfinałowe i półfinałowe
W dniu dzisiejszym w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej rozlosowano pary ćwierćfinałowe i półfinałowe Orlen Pucharu Polski.
Spotkania ćwierćfinałowe odbędą się 27 marca, a 24 kwietnia rozegrane zostaną mecze półfinałowe. Tytułu mistrzowskiego broni UKS SMS Łódź.
Pary 1/4 finału Orlen Pucharu Polski:
GKS Katowice – Górnik Łęczna
Bielawianka Bielawa – AP Orlen Gdańsk
UKS SMS Łódź – Stomilanki Olsztyn
Resovia Rzeszów – Śląsk Wrocław
Pary półfinałowe:
Zwycięzca meczu UKS SMS Łódź – Stomilanki Olsztyn vs zwycięzca meczu GKS Katowice- Górnik Łęczna
Zwycięzca meczu Resovia Rzeszów – Śląsk Wrocław vs zwycięzca meczu Bielawianka Bielawa- AP Orlen Gdańsk
SIATKÓWKA
siatka.org – Jakub Jarosz: zwycięstwa 3:2 są najcenniejsze
GKS Katowice w spotkaniu 23. kolejki pokonał Indykpol AZS Olsztyn i dopisał do ligowej tabeli dwa cenne punkty. – Z pewnością wygrana podniesie nas na duchu, bo zwycięstwa 3:2 są najcenniejsze – mówił po meczu kapitan gospodarzy, Jakub Jarosz. Atakujący opowiedział o spotkaniu i dalszej rywalizacji w PlusLidze.
Wyszarpane zwycięstwo po ciężkiej walce, ale dla was najważniejszą informacją jest to, że dwa punkty zostają w Katowicach.
– Tak, mecz kosztował nas dużo zdrowia i sił. Jednakże było to istotne spotkanie w kontekście dalszej rywalizacji w PlusLidze. Z pewnością wygrana podniesie nas na duchu, bo zwycięstwa 3:2 są najcenniejsze.
Dodatkową motywacją do zwycięstwa był jubileusz GKS Katowice?
– Dla nas zawsze najważniejsze jest zwycięstwo. Z tego miejsca pozostaje mi tylko złożyć najlepsze życzenia dla klubu oraz pogratulować bogatej i długiej historii. 60 lat istnienia imponuje. Fajnie, że takie kluby są i utrzymują się, mimo różnych trudności spotykanych po drodze. Ważni są też kibice, którzy wspierają takie kluby jak nasz.
W pana rękach nagroda MVP spotkania. Czy te nagrody coś jeszcze dla pana znaczą? Jest to odpowiedź na hejt, którego pan doświadczał w przeszłości?
– Jest to z pewnością miłe. W siatkówkę gram dla satysfakcji swojej i swojej rodziny. Wszystko, co robię, jest dla dobra zespołu. Nikomu nic nie muszę udowadniać, ani nikomu nie muszę na nic odpowiadać, a to było już tak dawno, że nie ma sensu tego rozpamiętywać.
Niedawno przekroczył pan granicę 5000 punktów w PlusLidze, a licznik wciąż bije. Jak się pan czuje?
– Cieszę się, że zdrowie dopisywało mi przez tyle lat i że mogłem grać, a koledzy wciąż mi ufają i do mnie kierują wystawy. To dzięki nim mam możliwość zdobywać te punkty. Czuję się wspaniale, że mogę ten licznik nabijać dalej.
Waszymi kolejnymi rywalami będą Norwid Częstochowa, Asseco Resovia i Skra Bełchatów. Jakie to będą mecze?
– Ciężko powiedzieć. Każdy mecz ma swoją historię. To wszystko się tak różnie układa, że faworyci czasem przegrywają z drużynami niżej notowanymi. W tym momencie musimy się skoncentrować przede wszystkim na swojej siatkówce. Chcemy zagrać dobre zawody. Jeśli gra będzie wyglądać solidnie po naszej stronie, przede wszystkim w tych najważniejszych elementach, czyli w zagrywce i przyjęciu, nasz rozgrywający będzie mógł pomóc nam, żebyśmy i w ataku byli skuteczni.
Z Norwidem Częstochowa szykuje się bardzo ciekawy pojedynek, bowiem w pierwszym meczu ograliście ich 3:2, a częstochowianie ostatnio pokonali w imponującym stylu Resovię na wyjeździe. Co pan myśli przed tym meczem?
– To będzie spotkanie drużyn, które zwyciężyły w swoich ostatnie pojedynkach. Ich morale są na pewno bardzo wysokie, bo zwycięstwo nad Asseco Resovią uskrzydli ich mocno, doda więcej wiary w siebie. Zapowiada się bardzo trudna przeprawa, jak zresztą każda w PlusLidze.
HOKEJ
hokej.net – Formalność za trzy punkty. GieKSa wygrywa w Sanoku
W ostatniej kolejce TAURON Hokej Ligi hokeiści Marmy Ciarko STS Sanok przegrali z GKS-em Katowice 0:4. Po dwa gole zdobyli Grzegorz Pasiut i Olli Iisakka.
W pierwszej tercji niewiele się działało. Katowiczanie atakowali, lecz dość niemrawo. Sanoczanie w 17. minucie mieli w osłabieniu najlepszą sytuację na zdobycie gola. Jednak w sytuacji sam na sam Konrad Filipek nie zdołał pokonać Michała Kielera. Katowiczanie w swojej przewadze grali dość niedokładnie i nie potrafili nawet z bliska pokonać Filipa Świderskiego.
Dopiero druga odsłona przyniosła pierwsze gole. W 24. minucie Grzegorz Pasiut w sytuacji sam na sam mocnym strzałem z nadgarstka otworzył wynik meczu. Dziesięć minut później było już trzy gole po stronie katowiczan. Najpierw w podwójnej przewadze Pasiut zdobył swojego drugiego gola a podwyższły wynik Olli Iisakka.
Na początku trzeciej tercji ponownie Iisakka zamknął skutecznie akcję po dokładnym podaniu Miro Lehtimäkiego. Ostatnie 15 minut do bramki wszedł Filip Wiszyński i zachował czyste konto.
Mocne wejście mistrza w play-off! GKS Katowice pokonuje Zagłębie Sosnowiec
Prawdziwie play-offowe widowisko zafundowali nam zawodnicy GKS-u Katowice oraz Zagłębia Sosnowiec. Nie zabrakło bramek, twardych pojedynków, litanii nałożonych kar oraz pojedynku pięściarskiego. Pierwszy akt śląsko-dąbrowskiej rywalizacji padł łupem mistrzów Polski. Podopieczni Jacka Płachta pokonali lokalnego rywala 5:2.
W wypowiedziach podsumowujących sezon zasadniczy zawodnicy GKS-u zapewniali pełną gotowość do fazy play-off, podkreślając, że do najważniejszej części sezonu wejdą na wyższych obrotach. I niemal od pierwszego wznowienia było jasne, że z powyższych deklaracji podopieczni Jacka Płachty będą chcieli się w pełni wywiązać. Ledwie 84 sekundy były potrzebne, aby „Satelita” eksplodowała po raz pierwszy dzisiejszego wieczoru. Szybki atak gospodarzy zainicjował Benjamin Sokay. Kanadyjczyk z pełną synchronizacją obsłużył podaniem Hampusa Olssona, który z zimną krwią otworzył wynik spotkania. Zagłębie z każdą kolejną akcją miało coraz większe problemy z twardym forecheckiem rywali. Efekt intensywnej pracy gospodarzy nastąpił w 7. minucie. Joona Monto przejął krążek pod bramką Spěšnego i miękkim bekhendem podwyższył prowadzenie katowiczan. Po niespełna trzech minutach fiński napastnik miał na swoim koncie dublet. Olli Iisakka w indywidualnej akcji zdobył tercję rywali, z jego uderzeniem poradził sobie Patrik Spěšný, jednak wobec dobitki Joony Monto, czeski golkiper był bezradny. Trzy szybkie ciosy w żaden sposób nie nasyciły apetytu GieKSy. Katowiczanie z tak sporą intensywnością ostrzeliwali bramkę Zagłębia, że można było odnieść wrażenie, że to oni są stroną która dąży do odrobienia strat. W 15. minucie Michał Naróg zmuszony był zasiąść w boksie kar. Liczebna przewaga tak grających gospodarzy mogła skończyć się tylko i wyłącznie w jeden sposób. Grzegorz Pasiut nagrał krążek „na nos” Marklunda, który dokładając kij po raz czwarty pokonał Spěšnego.
W 22. minucie przed możliwością gry w przewadze stanęli podopieczni Piotra Sarnika. Mający więcej przestrzeni na lodzie Roman Szturc precyzyjnym uderzeniem z lewego bulika pokonał Johna Murraya. Marzenia o spektakularnym odwróceniu losów spotkania w 30. minucie oddalił Ben Sokay. Hampus Olsson odwdzięczył się za asystę z 2. minuty świetnie dogrywając krążek zza bramki do Sokaya, który uderzeniem po długim roku umieścił gumę w siatce. W 34. minucie temperatura spotkania została podgrzana przez starcie na gołe pięści pomiędzy Hitosato a Andreikivem. Pojedynek który gromkimi brawami nagrodzili kibice, przez arbitrów został wyliczony na obustronne kary 5 minut za udział w bójce, oraz karę mecz za niesportowe zachowanie. Jeszcze przed przerwą 5 minutową karą został wykluczony z gry Valteri Niemi, goście zdołali jednak wybronić to osłabienie. Już po zakończeniu drugiej tercji, doszło do starcia pomiędzy Hampusem Olssonem a Romanem Szturcem, efektem czego była dwuminutowa kara nałożona na rosłego Szweda.
Trzecia tercja w głównej mierze upłynęła pod znakiem obustronnych wykluczeń. Ledwie dwie minuty po opuszczeniu boksu kar, kibice znów mogli w akcji zobaczyć Hampusa Olssona, którego z parterowego starcia z Oskarem Krawczykiem rozdzielali arbitrzy. Po chwili drzwi od boksu kar otwierały się z intensywnością drzwi obrotowych w galerii handlowej. Minuta po minucie, do wykluczonej dwójki dołączyli Charvat oraz Marklund. W 47. minucie zespół Piotra Sarnika raz jeszcze zdołał wykorzystać liczebną przewagę. Najprzytomniej pod bramką Murraya zachował się Niklas Salo, który stał się autorem drugiego trafienia dla Zagłębia. Do końca spotkania obie strony miały okazję do gry w przewagach, jednak wynik nie uległ zmianie i wraz z odmierzeniem przez zegar 60. minuty, zawodnicy GKS-u Katowice wraz ze swoimi kibicami mogli celebrować pierwsze play-offowe zwycięstwo.
Przełamali kompleks GieKSy! Druga bitwa dla Zagłębia
737 długich dni Zagłębie Sosnowiec czekało na kolejną wygraną nad GKS-em Katowice. Opierający się na twardej, momentami wręcz prowokującej rywala grze mecz padł łupem podopiecznych Piotra Sarnika 4:1. Wyjazdowe zwycięstwo pozwoliło drużynie Zagłębia wyrównać stan rywalizacji. Jednym z głównych aktorów dzisiejszego widowiska był Valtteri Niemi, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.
Trudy play-offowej rywalizacji już po pierwszym spotkaniu odcisnęły spore piętno na kadrze GKS-u Katowice. Trener Jacek Płachta nie mógł skorzystać z usług najlepiej punktującego defensora Santeriego Koponena oraz kapitana zespołu Macieja Kruczka. W składzie Zagłębia nastąpiły jedynie kosmetyczne zmiany w czwartej formacji, gdzie Olafa Włodarę zastąpił Arkadiusz Karasiński.
Niemal z zegarmistrzowską precyzją nastąpiło otwarcie wyniku w stosunku do wczorajszej rywalizacji. Z tą różnicą, że po 82 sekundach spotkania w górę powędrowały kije zawodników Zagłębia Sosnowiec. Tomasz Kozłowski posłał krążek spod niebieskiej linii, a ten po chwili znalazł się w siatce bramki strzeżonej przez Johna Murraya. Mocne otwarcie gości sprawiło, że mecz od samego początku toczył się „pod prądem”. Bandy trzeszczały, a gra ciałem dzisiejszego wieczoru była podstawą. Niemal przy każdej sposobności zawodnicy brali się za łby, a arbitrzy mieli pełne ręce roboty w rozdzielaniu zwaśnionych stron.
W 11. minucie Zagłębie wyprowadziło kontrę, którą faulem przerwał Aleksi Varttinen. Podczas gry w osłabieniu John Murray zza bramki posłał krążek do Bartosza Fraszki, któremu zbyt wiele przestrzeni zostawiła dwójka obrońców Zagłębia. Dynamiczny skrzydłowy momentalnie zabrał się z krążkiem i po asyście własnego bramkarza wyrównał wynik. Aż do schyłku pierwszej odsłony utrzymywała się bezkompromisowa walka na tafli „Satelity”. Kulminacja wydarzeń nastąpiła w ostatniej minucie. Ryan Cook próbując wrzucać krążek na bramkę rywala spod niebieskiej linii uderzył wprost w stojącego przed Lindgrena, co dało zalążek niebezpiecznej kontry. Kanadyjczyk z zimną krwią na 35 sekund przed końcem tercji ponownie wyprowadził Zagłębie na prowadzenie.
W ostatniej sekundzie pierwszej odsłony arbitrzy nałożyli dwuminutowe wykluczenie na Olliego Iisakkę, co sprawiło, że goście przystąpili do drugiej tercji z perspektywą dwuminutowej gry w przewadze. Każdorazowe zamrożenie gry przez bramkarzy wiązało się z ruszeniem w swoim kierunku zawodników obu ekip. Szczególnie gorąco było pod bramką strzeżoną przez Johna Murraya. Gdy reprezentacyjny golkiper w 26. minucie padł na lód, sporą aktywność wokół niego wykazywał Patryk Krężołek. Dwa razy nad intencjami sosnowieckiego napastnika nie zastanawiał się Aleksi Varttinen, który z pełnym impetem ruszył w rywala. Efektem tych uprzejmości, były obustronne wykluczenia. W 31. minucie doskonałe podanie otrzymał pozostawiony bez opieki Valtteri Niemi, który stając „twarzą w twarz” z Murrayem nie miał większych problemów, aby ulokować krążek w bramce. Następne minuty wstrząsnęły kibicami zebranymi na trybunach „Satelity”. W 36. minucie Zagłębie raz jeszcze udowodniło, jak dobrze czuję się w grze z kontry i choć krążek znalazł się w bramce GKS-u, arbitrzy po analizie video podjęli decyzję o nieuznaniu tego trafienia. Żadnych wątpliwości nie było jednak w 37. minucie. Precyzyjnym i silnym strzałem z nadgarstka popisał się Valtteri Niemi. Posłany przez niego krążek odbijając się od słupka trafił do katowickiej bramki.
W trzeciej odsłonie oglądaliśmy najmniej gry spośród wszystkich tercji. Zagłębie mając po swojej stronie zaliczkę trzech bramek mądrze broniło dostępu do swojej bramki. Krewkość zawodników, która utrzymywała spotkanie w wysokiej temperaturze, momentami przybierała wręcz prowokacyjny obraz. Z racji, że nikt nie zamierzał pozostawać dłużnym, w niektórych akcjach zwaśnione duety bardziej skupione były na wzajemnym wymierzaniu sprawiedliwości niż poszukiwaniu krążka. Z tego powodu w boksie kar w 49. minucie znaleźli się Olsson i Kozłowski. Momentami grupowa konfrontacja pomiędzy zawodnikami wisiała wręcz w powietrzu. Przy zatrzymywaniu gry, po interwencjach bramkarzy, brakowało niewiele aby arbitrzy stracili panowanie nad zawodnikami. W 54. minucie na ławce kar zasiadł Nikita Bucenko, jednak mistrzowie Polski nie zdołali zniwelować straty. Najbliżej szczęścia był Miro Lehtimäki, krążek po jego uderzeniu jedynie zatrzymał się na słupku.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze