Piłka nożna
[TRANSFER] Kamil Kurowski piłkarzem GieKSy
Po Damianie Michaliku doczekaliśmy się kolejnego transferu do naszego klubu. Dział komunikacji poinformował, iż nowym zawodnikiem GieKSy został Kamil Kurowski. Kontrakt został podpisany na rok.
Urodzony w Nowym Sączu 23-letni zawodnik w poprzednim sezonie grał w Olimpii Grudziądz, gdzie rozegrał na pierwszoligowych boiskach 19 spotkań. Zawodnik gra na pozycji pomocnika i może grać zarówno na pozycjach ofensywnych, jak i defensywnych.
Nowemu zawodnikowi życzymy powodzenia w naszym klubie.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

mikegieksa
18 czerwca 2018 at 18:30
Znowu jakiś legijny wynalazek…. Kto na to pozwala. Do tego z metra cięty. A w akademi był zarzut że prowadzi się zawodników że słabymi warunkami fizycznymi. Kpina z pieniędzy podatników!!!
artur
18 czerwca 2018 at 19:02
Ludzie posłuchajcie se filmiki, oni wszyscy łącznie z zarządem używają słowa klucza czyli „najwyższe cele”. Widać, że zanim podpisał kontrakt musiał zostać pouczony słowa klucza w wypowiedziach do mediów. Jestem pewny, że oni w tym sezonie też nie awansują, bo awansu nie chcą, chcą grać o najwyższe cele czyli 5-6 miejsce.
Jata
18 czerwca 2018 at 21:10
Kurwa malkontenci. Nic nigdy nie pasuje. Jojko z śmierdzielowa do nas przyszedł i został naszym guru. Zawsze coś nie tak. Może zróbmy już ankietę kto będzie hamulcowym.
Nie awansują trudno, nie spodziewam się tego z marszu. Chcieliśmy gruntownych zmian to je mamy, ale zawsze znajdzie się ktoś komu nie pasuje że ten czy tamten.
Nie jesteśmy polskim Realem że każdy do nas chce iść. Ot pierwszoligowy średniak z aspiracjami do awansu.
PołudnioweK-ce
18 czerwca 2018 at 23:00
Kolejny transfer na pewno cieszy.Pytanie tylko kiedy i kogo sprowadzimy do ataku bo w tej formacji na dzien dzisiejszy mamy największy problem.
artur
19 czerwca 2018 at 07:41
Nie malkontenci tylko realiści, a Tobie realizmu po tylu latach upokorzeń nadal brak. Pozyskują ulubieńców Paszulewicza, którzy spadli z ligi, wcześniej ściągali ulubieńców Mandrysza. Tacy to fachowcy w tej Gieksie są. Nie awansują to jedno, ale nie zbudują drużyny to drugie, za rok wezmą kolejnego trenera, który ściągnie chłopaków z Głogowa i zaś będą walczyć o najwyższe cele.
misiek
19 czerwca 2018 at 08:20
@Artur, to jest zupełnie normalne że jak przychodzi szef (niezależnie czy trener w klubie czy szef w firmie) to ściąga ludzi którym ufa. Nic w tym złego i nic niedobrego jeśli tylko są to fachowcy.
Jeśli będziemy chcieli co rok wymieniać cały skład to tak to będzie wyglądać. Tak się wielkiej piłki nie buduje…
Mecza
19 czerwca 2018 at 09:43
Zawodnicy i trenerzy powinni być zatrudniani wg pomysłu dyrektora sportowego jak ma grać i wyglądać kadra. Trener powinien się do tego dostosować. Klub mydli oczy kibiców bo powinien wyjść Barnik i powiedzieć. Mamy przeciętny budżet na 5-6 miejsce w lidze i zatrudniamy zawodników którzy są na 5-6 miejscu w naszym rankingu, będziemy walczyć o jak najwyższe cele z tą kadrą którą mamy. Brakuje kurwa odwagi aby tak postawić sprawę a później debile piszą że ktoś nie chce awansować. Jesteśmy i będziemy średniakiem w tej lidze a nie Realem Madryt 1 ligowym. Zapamiętajcie. Jak coś wyjdzie to tylko szczęście, nie ma żadnych podstaw. Jesteśmy n-ty wyborem w tej lidze, wybierają kluby gdzie lepiej płacą.
100ProcentowyCygan
19 czerwca 2018 at 10:38
Jata ignorancie jojko nie przyszedł zabtrenerem a tutaj mamy pielgrzymke kolesiostwa.już wiesz czemu polscy trenerzy są tacy ciency?bo nie są profesjonalistami. Profesjonalistą szuka na rynku najlepszych a nie bierze tych co spuscili drużynę do ligi nizej.
Mecza
19 czerwca 2018 at 11:21
@100% nie pomyślałeś, że Ci co przyszli to są najlepsi na jakich nas stać? Przynajmniej tych o których wiedzą w klubie. Inna sprawa, że w niższych ligach są młodsi, tańsi, lepsi ale skąd my możemy o tym wiedzieć jak nie ma skautingu? Czytałem ostatnio wywiad z janekx89 i bardzo trafnie powiedział, że ludzie odpowiedzialni za skauting nie powinni wysiadywać w wygodnych lożach na ekstraklasowym meczu tylko jeździć po zadupiach. Wszyscy wspominamy lata 90, bogate lata 90 ale wtedy potrafiliśmy ściągnąć do czołowego zespołu w Polsce zawodnika z Carbo Gliwice, Naprzodu Rydułtowy, Ruchu Radzionków itd. Teraz u nas chyba mało kto na 2 ligę jeździ.
Jata
19 czerwca 2018 at 22:15
@100% pada ignorancie hahaha
Od wielu lat mamy kolesiostwo i tego nic nie zmieni – @Mecza dobrze napisał – nie ma podstaw aby było inaczej.
Skoro chcieliśmy zmian (wyjebać wszystkich) – to przyjąć należy to co nam dają (na pewno na lepsze efekty mas nie stać).
Przypominam – wymieniamy nie jednego zawodnika a CZTERNASTU (na chwilę obecną – liczę na więcej) !!!!!
Jak zmiany to po całości, po powierzchowny lifting nam nie wychodził.
I nie marudzić – nie wejdą rozliczymy ich, ale nowych a nie kolejny raz tych co dali ciała (o rok za późno)
Irishman
20 czerwca 2018 at 10:34
@Mecza, nie wiem dlaczego odbierasz nam szansę tylko dlatego, że nie kontraktujemy piłkarzy z „nazwiskami”, z przeszłością w „Ex”?
Ja uważam odwrotnie – jak mam wybrać wybijającego się, ambitnego, młodego piłkarza z I ligi albo 30-latka z bogatą przeszłością, ale którego już nikt nie chce w Ex, bo np. jest po kontuzji i musi się odbudować albo nie grał cała rundę, bo byli lepsi na jego pozycję itp. to wolę tego pierwszego! I wiem, że więcej z nim ugram, bo jemu się będzie chciało, bo on chce się pokazać, bo on chce asie uczyć i być coraz lepszym, bo on wie, że nie ma „nazwiska” i musi o nie dopiero zawalczyć!
A taki gość z Ex, przychodzi do jakiejś tam I ligi i wie, że jest gwiazdą, więc on się nie będzie przemęczał, nie będzie nic udowadniał, biegał, starał się bo on ma przecież ekstra-klasowe umiejętności, więc niech inni biegają. I on wie, że ma „nazwisko” wiec jak mu się tu nie uda to pójdzie gdzie indziej, gdzie mu też zapłacą kupę kasy. I potem wychodzi taki pan piłkarz z Ex na boisko, a tu jakieś chłopaki z Puszczy albo Kolejarza i go ogrywają jak chcą. I co? No jak to co, presja kibiców, krzywa murawa, młodsi „koledzy” zawiedli itp. itd.
Nie @Mecza, już to przerabialiśmy tyle razy, ze wystarczy.
Mecza
20 czerwca 2018 at 11:34
@Irishman, szans nie odbieram ale jeśli coś ugramy to fartem. Nie jestem za zatrudnianiem zawodników których już nikt nie chce w Ex. To już przerabialiśmy przez ostatnie lata, są drodzy, rozkapryszeni i nie nadają się mentalnie do 1 ligi. Wiesz dlaczego mamy marne szanse? Bo klub organizacyjnie a również finansowo jest średniakiem. O ile finanse można na boisku zatuszować to organizacyjnie jesteśmy słabi. Pisząc organizacyjnie mam na myśli część sportową klubu. Nie mamy pomysłu, skautingu, ciągłości. To już jest rola dyrektora sportowego aby to poukładał. 6 miesięcy to za krótki czas aby oceniać Bartnika, ale za rok można już będzie wysunąć wnioski. Chciałbym aby okazał się drugim Łukaszem Masłowskim z Wisły Płock. Takich nam trzeba.
Danielski
20 czerwca 2018 at 11:55
Aktualne transfery nie uważam za kiepskie. Nie chcę wyrokować czy są świetne, ale aktualnie myślę, że nie ma tragedii. Zważywszy na to na co nas stać. Mnie jednak nurtuje inny temat.
Czy w klubie jest ktoś kto jest skautem? Albo jakoś inaczej się nazywa jego stanowisko? Czy jest ktoś kto ogląda mecze Gwarka Zabrze? Szombierek? Innych, mniejszych, śląskich klubów, w których są ambitni, młodzi piłkarze? Mamy Rozwój pod nosem, to dlaczego z Rozwoju więcej piłkarzy idzie do Górnika czy innych klubów, a nie do nas? Tabiś chyba jest pierwszym chłopakiem z Rozwoju, który do nas trafił.
Kurowski, Michalik, Pawełek – to są zawodnicy w pierwszej lidze otrzaskani, praktycznie każdy śledzący tę ligę ich zna, więc by ich „wyszukać” – nie trzeba być skautem.
Gdzieś kiedyś czytałem materiał o skautingu, bodajże w Anglii, że często to ludzie z pasji, za zwrot biletu na pociąg i mecz jeżdżą. GieKSa chyba nie jest aż tak biedna, by nie mieć chociaż jednej, dwóch osób, które by zaglądały na mecze niższych lig. I chciałbym by trafił do nas choć jeden taki, 18-20 latek, który może nawet na początku uczyć się I ligi, wchodzić na kwadrans, czy pół roku nadrabiać zaległości, ale jestem pewien, że gdzieś niżej można znaleźć nowego Gajtkowskiego czy Moskałę.
Olo
20 czerwca 2018 at 12:34
W sokole Wola jest młody chłopak bodajże 16albo 17 letni wpuszczają go w drugiej połowie co wejście to bramka chłopak nie boi się gry wiem że to okręgówka ale może warto go sprawdzić niestety nie pamiętam jak się nazywa ale chyba dla klubu dowiedziec się to nie problem
Mecza
20 czerwca 2018 at 12:34
@Danielski, właśnie o to mi chodzi. Mam nadzieję, że redakcja zrobi podcast o tym, no chyba że nie ma z kim pogadać i o czym… To aż niepojęte że w najnowszej historii nie potrafimy nikogo z niższej ligi ściągnąć który okaże się wartościowym graczem. Nie ma szkolenia, nie ma skuatingu, są tylko plany dwuletnie i rewolucje kadrowe.k
Mecza
20 czerwca 2018 at 12:37
Dodam że Ci wartościowi tam są, 4 poziom rozgrywek czy nawet okręgówka. Trzeba wyłowić, ukształtować i wprowadzić do 1 składu a następnie sprzedać za niemałą kasę.
Irishman
20 czerwca 2018 at 12:43
@Mecza, tu się zgadzam, że wychodzą lata zaniedbań i błędów, których nie da się szybko nadrobić. Szczególnie szkoda zmarnowanych, ostatnich trzech lat, gdy finansowo było już OK. No i teraz trochę zaczynamy od początku, a co gorsza ciążą nam ciągle kontrakty niektórych piłkarzy podpisane jeszcze przez poprzedników.
Mimo wszystko nie twierdzę, że jak uda się osiągnąć sukces to tylko fartem. Raczej będzie to konsekwencja ciężkiej pracy obecnej ekipy. Faworytem oczywiście nie jesteśmy i to możemy sobie szczerze powiedzieć ale też nie gadajmy, że na pewno będziemy średniakiem, bo to już byłoby wywieszenie białej flagi.
Mecza
20 czerwca 2018 at 13:05
Jesteśmy i będziemy średniakiem któremu jak uda się wygrać kilka meczów to będzie pompowanie balonika. Studzę emocje, również swoje bo czytając niektóre wypowiedzi że powinniśmy lać wszystkich bo jesteśmy GKS a jak jest inaczej to miasto nie chce itp, itd – ciśnienie mi skacze. Co do transferów oby z tej mąki udało się stworzyć czołową drużynę. Z drugiej strony wzmacniamy(?) się tymi którym nie udało się utrzymać w lidze a mamy ją ponoć wygrać,w najgorszym razie 2miejsce.
artur
20 czerwca 2018 at 19:44
Średniakiem??? Takie wielkie miasto nie ma kasy??? Zostaniesz Mecza za rok sam z garstką naiwnych kibiców. Jeśli komus zależy na Gieksie to powinien zrobić wszystko żeby skończyć kompromitować Katowice.Co ten zarząd zrobił przez ostatnie lata??? Budują już 10 lat drużynę na awans, ile czasu Mecza potrzebują jeszcze???
Olo
20 czerwca 2018 at 20:26
Panowie Kuba Krawczyk 17lat Sokół Wola
Mecza
20 czerwca 2018 at 21:08
@artur, Katowice wydają więcej na klub niż Zabrze, Gliwice, BB, może Tychy, może Sosnowiec ale to nadal mało w porównaniu do środków którymi dysponuje Raków, Nieciecza, może Mielec. Na forum jest dużo jadu „kibiców” którzy niby dobrze życzą GKS. Wkurza mnie nawoływanie do zaprzestania finansowania ale…może obrócić proporcje? Po co napychać kapsy gwiazdom 2 letnich pomysłów z czego i tak nic nie ma? Co nam z tego, że jakaś misja awansu do Ex się powiedzie jak nie mamy fundamentów? Z tego tortu „fundusze na piłkarski GKS” zróbmy np. podział – 50% na pierwszy zespół, 30% na szkolenie młodzieży, 20% skauting. Uważam że nasz priorytet jest tutaj http://www.90minut.pl/liga/0/liga9588.html
Mecza
20 czerwca 2018 at 21:23
Póki nie będziemy się liczyć w CLJ, nie ma sensu pakować kasy w 1 zespół. Zobaczcie ostatnie lata kto wygrał, Lech, Legia, Legia, Legia i chyba Legia. Przypadek, że oni są najlepsi w Ex? Do czego mamy dążyć? Dla mnie ideałem byłby GKS w Ex, rezerwy w 1 lidze, juniorzy w CLJ. Legia tylu wychowanków „wyprodukowała” że 1 ligę wciągnęłaby nosem i w EX pierwsza 8, no ale trzeba najpierw zrobić warunki. Kasa jest, kuleje organizacja, pomysł. Zatrudniajmy kolejnych zawodników „ekstraklasowy” którzy schodzą ze sceny…Powodzenia. W trenera Rumaka nie wierzę za bardzo chociaż mu kibicuję ale sprawdzcie sobie kogo on ściągną z EX, wiadomo że tam wyłapują najlepszych, którzy rokują, brawo https://sportdziennik.pl/mistrzowskie-wzmocnienia/
Irishman
21 czerwca 2018 at 05:03
@Mecza, poruszyłeś tyle wątków, że właściwie to by trzeba długo o tym pogadać przy kufelku 🙂 Ale spróbuje się w miarę krótko odnieść.
1.Model, który proponujesz, z trudem spełniają najlepsze polskie kluby. Jest to oczywiście coś do czego trzeba dążyć ale nie jest warunkiem awansu do Ex. Jeśli mielibyśmy czekać z awansem, aż staniemy się takim klubem, to prędzej kibice się zniechęca i poodchodzą, miasto podobnie i sekcja piłkarska będzie stopniowo umierać.
2.Dlatego to awans jest podstawą, aby zbudować silny klub, a nie odwrotnie.
3.Obecna ekipa (Zarząd itd.) popełniła kilka błędów… ale nie przez 10 lat. Najpierw robiliśmy szybki awans ale brakowało trochę środków finansowych. Gdy te się znalazły mieliśmy już długi, a sytuację pogorszyło zamieszanie z Królem co prawie zabiło klub. Wtedy obecna ekipa wraz z miastem uratowały go, za co im chwała i wdzięczność! Dopiero w ostatnich latach, a szczególnie ostatnim roku popełniliśmy kilka poważnych błędów, które spowolniły nasz rozwój ale go nie zatrzymały.
4.Kibice psioczą na miasto, bo chcieliby, aby ono pompowało w klub kasę na poziomie prywatnego sponsora (Bruk-Bet, X-kom) i jeszcze wybudowało stadion, a to jest oczywiście niemożliwe.
Ale nie trzeba wcale ściągać drogich piłkarzy, aby zbudować silną drużynę. Czasem wystarczy mieć dobry pomysł i wykonawców, którzy go zrealizują. I my próbujemy iść właśnie tą drogą. Sęk w tym, że „dwuletni plan” awansu do Ex prezesa Cygana, ostatecznie upadł dopiero teraz, prawie po trzech latach, a i tak jest jeszcze parę rzeczy, które trzeba naprawić albo posprzątać. Tak więc awans już w nadchodzącym sezonie może się nie powieść – MOŻE ALE TEŻ WCALE NIE MUSI!
Zresztą pompowanie ogromnych środków w drużynę też nie gwarantuje NATYCHMIASTOWEGO sukcesu, czego przykładem może być nasz obecny rywal z Niecieczy.
5. Nie @Mecza, nie jesteśmy średniakiem, a przynajmniej nie I-ligowym. Ale nie jesteśmy też gigantem. Na szczęście nie tylko giganci odnoszą sukcesy 🙂
Mecza
21 czerwca 2018 at 09:44
@Irishman masz rację, bez awansu nie zbudujemy tego co już funkcjonuje w najlepszych polskich klubach. Jednak już teraz powinniśmy postawić sobie takie cele i małym krokami(równolegle z walką o awans) to realizować. Wiele klubów w ekstraklasie nie rozwija się, stoi w miejscu zatrudniając co roku tabuny obcokrajowców na rok, dwa. Nie chcę aby taki był GKS. Nie wiem czy Bartnik ma podobne wyobrażenie, on może przyszedł tu na dwa, trzy lata a ja chciałbym aby ktoś miał wizję jak będzie ten klub wyglądał za 10-15lat. Przez ten czas przewinie się masa ludzi dla których GKS będzie tyle etapem, a my zostaniemy tu na zawsze. Na początek powinna być decyzja o reaktywowaniu II drużyny, to jest niezbędne.