Dołącz do nas

Felietony

Teraz już z górki – ostrożnie, by się nie wywrócić!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Drużynę GieKSy należy rozpatrywać w tym momencie dwutorowo. Po pierwsze w kontekście wyników. Po drugie w kontekście jakości gry. Jeśli chodzi o ten pierwszy aspekt, trzeba powiedzieć, że jest…idealnie. GieKSa wygrywa prawie wszystko jak leci i nie potrafi tego zmącić nawet utrata punktów ze Stalą Mielec. No bo skoro katowiczanie po chwili jadą do Chojnic i Głogowa, tam zgarniają komplet punktów i jeszcze nie tracą bramki, to przecież w zasadzie nie może być lepiej.

Po porażce ze Stalą katowiczanie osunęli się w tabeli, ale odrobiwszy swój zaległy mecz z Chojnicami, a także wygrywając w meczu o sześć oczek z Chrobrym, wskoczyli z powrotem na drugie miejsce i to jeszcze z nawiązką, bo teraz nad trzecią ekipą są dwa punkty przewagi. Jest jeszcze jeden ważny aspekt. GKS zbliżył się do Miedzi Legnica (co jeszcze niedawno wydawało się nieosiągalne dla kogokolwiek) i jeśli wygra swój zaległy mecz z Puszczą – wskoczy po raz pierwszy w tym sezonie na pozycję lidera, bo zrównamy się punktami z ekipą z Legnicy, a mamy z nią dodatni bilans.

GieKSa wczorajszym meczem zakończyła spotkania z górną połówką tabeli. Teraz do końca sezonu pozostają nam mecze z pozostałymi ekipami, niemal w komplecie walczącymi o utrzymanie lub mających pewny plac w okolicach 10-12 miejsca. Wyjątkiem są rozpędzone Tychy, które poprawiły swoją pozycję w tabeli od początku rundy, ale nadal nie zaliczamy ich do czołówki.

GKS wdrapał się praktycznie na szczyt, po łańcuchach, klamrach, ponad przepaściami. Teraz będzie już tylko z górki. Ale uwaga – aby ktoś przypadkiem nie posądził mnie o hurraoptymizm i lekceważenie pozostałych meczów. Ta góra, z której trzeba zejść nadal jest stroma, nadal z wieloma pułapkami, wystarczy jeden nierozważny ruch i można się wy…wrócić. Więc o ile w to schodzenie nie trzeba już wkładać siły koniecznej przy podchodzeniu, to trzeba zwiększyć koncentrację, wykonywać pewne ruchy i po prostu robić swoje. I to powinno umożliwić dotarcie do celu i osiągnięcie sukcesu.

Piszę o tym dlatego, bo dziwią mnie askeuracyjne wypowiedzi wszystkich mówiące, że teraz mecze będą trudniejsze, od tych wcześniejszych. Nie, nie będą trudniejsze. Znaczy mogą być, ale tylko w głowach. Logika podpowiada, że drużyny z dołu tabeli są po prostu słabsze od tych z czołówki. I jeśli GKS potrafi grać dobrze, konsekwentnie, zdyscyplinowanie taktycznie z takimi ekipami jak Wigry, Chojnice czy Głogów, a dodatkowo wygrywa te mecze – to z tą dyscypliną i konsekwencją powinien też dać radę ze słabszymi technicznie i taktycznie ekipami. Chodzi o to, by nie „zrezygnować” ze swojej piłki, utrzymać naprawdę solidną defensywę i ciągle poprawiać się i poprawić w ofensywie.

Z okazji wspomnianych bardzo dobrych wyników, warto pokusić się o pewne porównania i przewidywania statystyczne. Na początek porównajmy nasz dorobek po 26 meczach z analogicznym okresem w niektórych poprzednich sezonach. Wiadomo oczywiście, że w tych najlepszych rozgrywkach katowiczanie mieli bardzo dobrą jesień i fatalną wiosnę, więc trzeba na to brać poprawkę. W sezonie 2009/10 po niezłej jesieni Adama Nawałki przyszedł do klubu Robert Moskal i po 26 meczach GKS miał na koncie 39 punktów. W sezonie Kazimierza Moskala tych oczek było 38. A rok temu podczas pracy Jerzego Brzęczka – 43. Można więc powiedzieć, że zespół Jacka Paszulewicza odsadził już ekipy Moskali zdecydowanie, natomiast na ten moment jest lepszy również od zeszłorocznego „team”. Musimy również pamiętać o kontekście zeszłego roku – po kilku fatalnych meczach na początku wiosny, zespół wygrał w Pruszkowie i Puławach i nieco poprawił swoją sytuację. Ale właśnie 26. mecz to był mecz o lidera z Miedzią Legnica – przegrany dość spektakularnie i po raz kolejny wówczas odbierający nadzieję na cokolwiek. Teraz jest inaczej.

I jeszcze jedna ciekawa statystyka – GKS po 26 kolejkach ma już lepszy dorobek punktowy niż w kilku z poprzednich sezonów w całości. Nawet obecna ilość punktów – 46 – to dorobek z całego sezonu Kazimierza Moskala. I choć to nieprawdopodobne – tak właśnie jest.

Warto pobawić się też w przewidywanie, ile punktów powinno wystarczyć do awansu do ekstraklasy. Biorąc pod uwagę osiem poprzednich sezonów, do awansu z drugiego miejsca starczała liczba: 61, 69, 61, 64, 61, 73, 63, 58. Te 73 punkty to sezon, w którym dominowało zdecydowanie Zagłębie Lubin i Nieciecza, a 69 punktów osiągnęło rewelacyjne wówczas Podbeskidzie. Wiemy, że take sezony terazsię nie powtórzą, więc te ilości oczek z naszych przewidywań należy odrzucić, jako ekstremum. Miedź obecnie zbiera 1,81 punktu na mecz, GKS – 1,76. Mnożąc to razy 34 mecze, otrzymujemy informację, że utrzymując taką średnią – ekipy te zdobyłyby 60-61 punktów. Nie bierzemy w tym momencie po uwagę formy Miedzi i GieKSy, czyli formy wysokiej, bo trzeba też patrzeć na zmienną formę innych rywali. Jeśli jednak przyjąć założenie, że pewien trend w pierwszoligowej stawce się utrzymuje, a przeciwnicy będą regularnie tracić punkty w bezpośrednich starciach, można założyć, że do awansu powinno wystarczyć 61-62 punkty, a każda liczba tych oczek powyżej, praktycznie ten awans zapewni.

Co to oznacza dla GieKSy? Nic więcej niż to, że…trzeba punktować. Że obecna liczba jest bardzo komfortowa, ale nie jest w żadnym stopniu wystarczająca. Tym bardziej, że nie mamy jeszcze wielkiej przewagi nad przeciwnikami. Nie da się jednak ukryć, że jeśli na osiem pozostałych spotkań, katowiczanie wygrają pięć, to tylko kataklizm może spowodować brak awansu.

Dobrze, dość matematyki. Drugim aspektem, który chcemy poruszyć, to jakość gry. I tu mamy również bardzo dobre wieści. O ile mecze w Suwałkach, Chojnicach i Głogowie były bardzo podobne pod względem scenariusza, to należy wyróżnic spotkanie z Chrobrym w innym aspekcie. Z Wigrami i Chojniczanką GKS był bowiem zepchnięty do defensywy, miał trochę szczęścia, ale braki w utrzymaniu się przy piłce były aż nadto widoczne, to we wczorajszym spotkaniu widać było w tym aspekcie zdecydowany progres. Pewność, z jaką GKS rozegrał to spotkanie, była naprawdę zaskakująca. Mądra, rzetelna i przede wszystkim spokojna gra spowodowała to, że gospodarze sobie za bardzo nie pograli. Oczywiście jakieś tam sytuacje mieli, ale te mogą się zdarzyć zawsze. Nie było mowy o takiej nawałnicy jak w Choinicach, czy nieco mniejszej – ale jednak – w Suwałkach. To zdecydowany plus dla trenera Jacka Paszulewicza i drużyny i dużu zastrzyk optymizmu na przyszłość. I bardzo, bardzo ważna sprawa – informacja, że mecz ze Stalą Mielec był wypadkiem przy pracy, a zespół mimo to, systematycznie notuje postępy. Brawo!

Cieszy bardzo wysoka forma naszego bramkarza Abramowicza. Znów świetnie zagrali stoperzy, a Kamiński okrasił to bonusem w postaci gola – drugim w rundzie, co mu się bardzo dawno nie zdarzyło. Cieszy gra Kamila Słabego, który po słabym meczu w Chojnicach zagrał bardzo dobrze. Świetny jest Poczobut, który chodzi po tym boisku z igłą i nićmy i szyje wszędzie tam, gdzie jest choćby najmniejsza dziurka. Adrian Błąd znów z asystą – i tu się zatrzymajmy na chwilę, bo to co zrobiła GieKSa w tym momencie było perfekcyjne. Abramowicz widząc, że jest pusta bramka rywali, szybko uruchomił kontrę, Błąd włączył turbo, na centymentry podał do Słomki, a ten jak rasowy napastnik wykończył sytuację. To była klasowa kontra, z wszystkimi podstawowymi elementami – uruchomienie, zdobycie przewagi szybkością, precyzja, wykończenie. Jedna najlepszych (najmądrzejszych) akcji GKS, jakie widziałem w ostatnich latach.

Nadal są rezerwy. Więcej spodziewamy się od młodzieżowców, w tym przypadku Oktawiana Skrzecza, bo przecież Słomka zrobił swoje. Warto jednak, aby ci młodzieżowcy ugruntowali swoją pozycję i nie robili pojedynczych błysków, tylko załpali regularność. Ciągle czekamy na coś więcej od Łukasza Zejdlera, który choć aktwyny, to nie notuje np. otwierających podań, jak choćby Prokić, który świetnie uruchomił we wczorajszym meczu Skrzecza. No i ciągle pytanie, co z linią napadu? Grzegorz Goncerz zaczął grać od początku i to jeszcze nie jest to, choć nie odbierajmy zawodnikowi, że jest dużo lepiej niż w meczach na jesieni i tutaj wietrzymy możliwość bramek w kolejnych meczach. Najlepiej charakterystycznych dla niego swego czasu dubletów. Ale Gonzo musi zacząć być efektywny, bo Wojciech Kędziora nie śpi.

Ogólnie rzecz biorąc jest dobrze, naprawdę dobrze. GKS wygrywa mecze z ciężkimi przeciwnikami, a do tego gra coraz lepiej. Wygląda to optymistycznie, ale nie można ani na chwilę uśpić czujności. Wszystkie spotkania są punktowane za tyle samo, czyli za trzy. Przed Jackiem Paszulewiczem ważne zadanie utrzymania formy i mobilizacji, a także tego charakteru, naprawdę kapitalnego charakteru widocznego w tej rundzie. Tego nam brakowało, a słysząc teraz na wyjazdach potężną radość drużyny w szatni po zwycięskich meczów, człowiek nabiera wiary, że to wszystko ma sens, ma cel, a sukces naprawdę jest możliwy.

Pracujcie więc dalej, tak jak do tej pory!

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    Erwin

    22 kwietnia 2018 at 22:16

    Pierwsza połowa tej rundy to wynik 7 zwycięstw na 8 meczów, niech pozostałe 8 spotkań będzie podobne!

  2. Avatar photo

    wierny

    22 kwietnia 2018 at 23:44

    Spokojnie z tym artykulem, wrecz powiem, ze meczem o awans bedzie na smierdzielach oboczycie. Redakcja nie dmuchac.

  3. Avatar photo

    ali

    23 kwietnia 2018 at 10:21

    Oj tam, oj tam, powoli. Jeszcze jest do rozegrania 8 kolejek, jedna – dwie kolejki mogą całą czołówkę zamieszać, jeden nieudany mecz, błąd sędziego, kontuzja czerwona kartka. Wcale nie będzie łatwiej. Łęczna też tak myślała, mamy doświadczenie, taktykę i co z tego? Górnik Zabrze musiał całą drużynę przemeblować żeby awansować a ostatni mecz ze spadkowiczem (Wisła Puławy) był chyba najcięższy. Inaczej gra się z drużyna która gra w piłkę a inaczej z taką która tylko się broni i ewentualnie kontratakuje. Jeszcze derby z ruchem, będą trawę żreć byle Gieksa nie wygrała. Największy błąd jaki można zrobić w sporcie to przed zawodami rozdawać medale.

  4. Avatar photo

    stefano

    23 kwietnia 2018 at 10:56

    Wychodzi na to ze wygrywając 5 ostatnich meczów , mamy pewny awans.
    Gorole z Sosnowca już nie licza na awans , a twierdzą ze karty sa rozdane ,awans GieKSa i Miedz.

  5. Avatar photo

    Lukasz

    23 kwietnia 2018 at 18:49

    Oj. Nieładnie mi to wyglada. Jeszcze osiem spotkań. Wole być optymistą po rundzie niż w połowie. Redakcjo, mocno słuchasz balonik. A baloniki maja to do sobie ze jak się go za mocno nadmuchany to głośno pęka…

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga