Dołącz do nas

Piłka nożna

Smutny obraz katowickiej młodzieży

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W ostatnim spotkaniu z Górnikiem Łęczna mieliśmy dwa młodzieżowe debiuty. Dwóch graczy Akademii Piłkarskiej “Młoda GieKSa” – Kordian Podstawa oraz Michał Szczyrba zadebiutowało w pierwszej drużynie GKS-u Katowice. 

Dla chłopaków wielkie gratulacje za debiut i czas na poważną seniorską pracę. Dla trenera Paszulewicza mały plus, że w końcu wprowadził młodych graczy akademii na boiska I ligi.

Dla kibiców GieKSy nie ma lepszych informacji jak te, że debiutuje wychowanek klubu, tym bardziej gdy jest to wychowanek Akademii Piłkarskiej „Młoda GieKSa”. Taki debiut ma pokazać wszystkim – począwszy od rodziców dzieciaków, małych piłkarzy trenujących w akademii, a skończywszy na kibicach i włodarzach miasta, że taka inwestycja ma sens. Takie debiuty to również lekki „parasol ochronny” dla sterników akademii. Wszystko bowiem ładnie i pięknie wygląda w komunikatach prasowych i na stronach Akademii, wiec można odtrąbić sukces. Wszystko się ładnie komponuje, ale jest jeszcze druga strona medalu… ta ciemniejsza, o której szerzej poniżej. 

Trener Paszulewicz zebrał spore cięgi za brak występów młodych zawodników w dwóch ostatnich spotkaniach na wiosnę. Przyznaję, też się dziwiłem temu, że młodzi nie grają. Oczekiwałem, że trener niczym w FM-ie wstawi tam ze dwóch-trzech zawodników z młodej GieKSy i będzie czekać „aż odpalą” w tym spotkaniu. Mecz z Łęczną pokazał, że zawodnicy do gry są, ale raczej jest to bardzo duża melodia przyszłości. Na ten moment to nie są zawodnicy, którzy będą grać w podstawowym składzie. Jedyne co jest wielką niewiadomą, to brak w takim spotkaniu Patryka Wnuka, który trenował cały czas z zespołem. 

Wirtualne murawy z FM to jedno, a życie drugie. Dlaczego trener nie wystawiał zawodników? Tłumaczył tym, że nie chciał niektórych spalić. Można się z tego śmiać, że co to za presja itd. Ale można też spojrzeć na to co działo się w przeszłości z naszą młodzieżą. Coś mnie bowiem tknęło i postanowiłem przeszukać archiwalne newsy o treningach graczy z Akademii, którzy mieli możliwość trenować z pierwszym zespołem. Wypisałem sobie nazwiska i po kolei sprawdzałem. Z tych nazwisk to można, by sobie stworzyć całą 11-stkę i rezerwę. Grzegorz Proksa, ówczesny dyrektor sportowy, o niektórych z nich mówił:

„Wprowadzamy do pierwszej drużyny najbardziej obiecujących graczy. W meczach sparingowych zaprezentowali przyzwoity poziom i zasłużyli na taką szansę. Liczymy, że rozwiną się jeszcze bardziej u boku tych bardziej doświadczonych i w przyszłości będziemy mieli z nich pociechę.”

Podobne komunikaty powtarzały się przy okazji wprowadzania kolejnych za trenera Piekarczyka, Skowronka, Brzęczka, Mandrysza i teraz Paszulewicza. 

Jaki jest obraz moich poszukiwań? Jaki jest obraz katowickiej młodzieży, która miała zmieniać nasz klub? Jest to obraz nędzy i rozpaczy.

Jest to obraz kompletnie nie przygotowanych zawodników do grania na poziomie wyższym niż III liga. Jest to obraz zawodników, którzy byli wprowadzani do pierwszego zespołu, a w niższych ligach ich bramki można policzyć na palcach jednej ręki.

Z tej mini-analizy płynie kilka wniosków. Pierwszy – nie bądźcie tacy krytyczni w stosunku do Paszulewicza, bo może po prostu głupio powiedzieć wprost: „Panowie nie mam kim grać z tych juniorów”. Drugi – dla Podstawy i Szczyrby to czas największej pracy, by nie stoczyć się za pół roku w Gwarku Tarnowskie Góry (z całym szacunkiem dla tego zespołu). Trzeci – Zarządzie Fundacji – Panowie Oględziński i Rogalski – czy ten stan, który pokazano poniżej nie martwi Was i nie włączyła Wam się lampka ostrzegawcza? 

Lista zawodników z grup młodzieżowych, która miała możliwość treningów z pierwszym zespołem w ostatnich latach.

Kamil Główka – Bramkarz – juniorzy GieKSy – Spora ilość kontuzji –  bez gry w I drużynie, wypożyczenie do Puszczy  Niepołomice – bez gry na poważnie. Jeden mecz na koniec sezonu.

Sebastian Szombierski – 2016 – oszałamiające 161 minuty w Karpatach Krosno – 3 liga, 2017 – 30 minut w Gwarku Tarnowskie Góry 3 liga , aktualnie Szombierki Bytom – 4 liga ( Ponad 800 minut – 2 gole).

Kamil Witkowski –  3 liga Skra Częstochowa – coś tam pograł – nawet dużo – 15 spotkań w sezonie 16/17 potem Pniówek Pawłowice Śląskie III liga – 22 spotkania. Jako pomocnik bez gola w tych spotkaniach w 3 lidze, ale nie wiemy na jakiej dokładnie pozycji gra.

Dariusz Zapotoczny –  16/17 i 17/18 w Zdzieszowicach  3 liga – łącznie prawie 70 spotkań – jakieś 15 bramek. Dużo grał, w sezonie 16/17 wyróżniający się podobno zawodnik.

Paweł Juraszczyk – Wypożyczony do Gwarka Tarnowskie Góry na wiosnę – 3 liga – 13 spotkań ( 600 min) 2 gole. 

Gabriel Nowak – oddany do Poloni łaziska Górne – 4 liga – 0 bramek – brak danych o liczbie spotkań.

Daniel Lipok – wg. „Łączy nas Piłka” gra  w UKS MK Katowice – A klasa.

Remigiusz Curyło – 16/17 w Gwarku Tarnowskie Góry – 3 liga   – 2 spotkania, 17/18 – 19 spotkań bez gola jako obrońca.

Adam Kostępski – Cyklon Rogoźnik – okręgówka – brak danych o grze.

Oskar Stanik – Gwarek Tarnowskie Góry – 3 liga  – NAPASTNIK – 16/17 wiosna dwa mecze. 17/18 – 16 spotkań – bez gola.

Przemysław Sawicki –  Skra Częstochowa 3 Liga  – 16/17 wiosna – 7 spotkań (150 minut) same ogony, bez bramki  17/18 – Szombierki Bytom – 4 liga – niecałe 600 minut – 1 gol.

Adrian Nyl – gra chyba w juniorach w GieKSie w zespole, który miał się bić o awans do CLJ.

Wojciech Jaromin – obrońca – 17/18 4 liga – Myszków  – brak danych o liczbie gier.

Adrian Słota – 17/18  4 liga – Sarmacja Będzin – 5 spotkań, 5 z ławki (516 minut)

Przemysław Grosiak – 4 liga – Amatorski KS Strzegom –  9 spotkań , 1 bramka – 810 minut.

Foto: GKSkatowice.eu

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    gosc

    7 czerwca 2018 at 19:18

    Jednym słowem fatalny system szkolenia mlodzieży + brak druzyny rezerw przynajmniej na poziomie 4 ligi kto jest winny takiego stanu

  2. Avatar photo

    spostrzegawczy

    7 czerwca 2018 at 19:27

    Główka zagrał chyba jeden mecz w Puszczy, ostatni gdy mieli już pewny awans. Poprawcie to:)

  3. Avatar photo

    Mecza

    7 czerwca 2018 at 20:40

    Super wpis, nie mamy młodzieży a Młoda Gieksa to marzenia. Najpierw zacznijmy się liczyć w piłce młodzieżowej w Polsce i to na tle wiosek piłkarskich a później wzywajmy do dawania szansy młodym.

  4. Avatar photo

    ano

    7 czerwca 2018 at 23:06

    rozumiem, że taki jest obraz i stan naszej młodzieży, ale ci, co weszli na mecz z Łęczną grali, można powiedzieć, w starym systemie gdzie byli inni trenerzy i działacze Akademii Młodej GieKSy. Niemniej, macie rację, razy muszą zbierać włodarze AMG. Mam tylko takie pytanie, wątpliwość i zwątpienie zarazem, jestem kibicem GieKSy, mój syn gra AMG, dzwonią po niego z innych klubów ( trzech lokalnych ), ja mu mówię, że tu jest przyszłość, tu są profesjonaliści, ale po tym wpisie, to nie wiem, co mam mu mówić.

  5. Avatar photo

    Adam

    8 czerwca 2018 at 03:58

    Ja uwazam ze powod jest jeden…Ludzie ktorzy ta Akademia zarzadzaja niewidza ze niema zadnego progresu i nic z tym nie robia…Trenerzy ktorzy szkola tez niekoniecznie musza byc fachowcami z najwyzej polki bo wsumie pilkarze z nich byli przecietni owszem waleczni itd…ale prowadza juz mloda akademie i nawet 1 pilkarza niema w pierwszem skladzie to czy jest sens brnac w to dalej…Uwazam ze jest bo ci chlopcy maja Giekse w sercu to ich marzenia wiec im tego nie mozna zabierac,kazdy by chcial.Wiec albo trenerzy Akademi dostana przykaz i ostatnia szanse (1sezon)i cos sie ruszy w szkoleniu albk trzeba okazac brak sentymentow i postawic na innych ludzi ktory beda chcieli sie wykazac przy okazji dobrze zarabiajac.pozdr Gieksa to My

  6. Avatar photo

    Mecza

    8 czerwca 2018 at 06:07

    Nie powinno być sentymentów, nie każdy piłkarz nawet reprezentacyjny będzie dobrym trenerem. Nie jestem tylko pewny czy to wina trenerów a nie całego systemu co robić jak tobić i kiedy.

  7. Avatar photo

    Matti

    8 czerwca 2018 at 07:45

    Niestety ale to pokazuje że poziom sportowy zawodników którzy kończą okres juniora jest po prostu słaby i to też jest sygnał że w samej Akademii potrzebne są gruntowne zmiany co do systemu szkolenia. Po drugie nie ma nas w CJL to też sygnał że chyba Akademia nie funkcjonuje prawidłowo…

  8. Avatar photo

    Irishman

    8 czerwca 2018 at 11:24

    A mnie się nie chce wierzyć żeby tacy: Juraszczyk, Stanik, Sawicki czy Jaromin byli tak sportowo słabi, żeby nie mogli się przebić do gry w niższych ligach.
    Może to nie jest kwestia umiejętności tylko nastawienia do nich w tych klubach? Może oni, jako ci z zewnątrz musieliby być kilka razy lepsi od tych „swoich”, którzy tam grają. No, a nie są na tyle dobrzy, żeby to udźwignąć, tym bardziej, że przecież dopiero uczą się seniorskiej piłki.
    Może trzeba by pomyśleć w takim razie o jakimś klubie satelickim i w nim ich umieszczać? Na pewno też natychmiast trzeba reaktywować rezerwy i dawać naszej młodzieży w nich szansę na grę. Z tym, że te rezerwy to też nie mają być traktowane jak piąte koło u wozu, tylko jako ważny element w szkoleniu piłkarzy! One powinny funkcjonować ściśle pode kontrolą trenerów I drużyny, powinny grać tym samym systemem co I drużyna, w stosunku do piłkarzy, którzy nie przykładając się do gry w nich powinny być wyciągane konsekwencje itp.

  9. Avatar photo

    Kato

    8 czerwca 2018 at 12:30

    Praca u podstaw, praca z młodzikami.
    Młodzież to nasza przyszłość, przyszłość klubu.
    Więcej zaangażowania młodzików i gry na każdym szczeblu rozgrywek aż do wcielenia do pierwszej drużyny.
    Wychowankowie klubu muszą stanowić trzon pierwszej drużyny GIEKSY. Nie można bazować jedynie na zakupionych piłkarzach, musi powstać zdrowy kręgosłup, który ma GIEKSE w sercu aby walczyć na boisku.

  10. Avatar photo

    cross

    9 czerwca 2018 at 07:09

    Od czasów Karwana i Szali klub nie ma wychowanka na poziomie ekstraklasy.Poprostu brak szkolenia tylko wyciąganie z miasta kasy zailosć trenujących.

  11. Avatar photo

    Mecza

    10 czerwca 2018 at 14:24

    Jak jest piłkarz dobry to mu „pochodzenie” nie zaszkodzi.Po prostu nie potrafimy szkolić. Żadna drużyna satelicka, trzeba reaktywować drugą drużynę. Jak ktoś jest przeciętny np. na poziomie okręgówki i ma ponad 20 lat out.

  12. Avatar photo

    Gosc

    12 czerwca 2018 at 11:30

    Reaktywować rezerwy ściągnąć wszystkich zawodników o których mowa zrobić test mecz i wtedy byvwam pokazali jak się gra obstawiam wygraną chłopaków których się pozbyli.I jeszcze jedno bardzo istotne nikt nie wie czemu się ich pozbyli a w innych klubach pytają ,co ty słaby jesteś że nie grasz w pierwszej .GKS Katowice takim podejściem do tych chłopaków zatracił w nich sens grania w piłkę pozostali tylko ci którzy wiedzą że to ich pasja że to kochają dlatego wlucza się po słabych ligach

  13. Avatar photo

    adam

    15 czerwca 2018 at 20:50

    system szkolenia powinien opierać sie na dobrze opłacanych trenerach
    jeśli trener pracuje zawodowo w innym zawodzie, trenuje w innym klubie seniorów na poziomie np B klasy, to ile czasu moze poswiecić zawodnikom w akademii i czego ich nauczy? Od pewnego poziomu wiekowego w akademii zawodnicy powinni mieć trenera który
    jest z nimi i żyje drużyną a nie myśli o innych robótkach.Ale trzeba mu dobrze zapłacić. Jeśli mu nie pasuje , wymienić

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga