Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Słodko-gorzki weekend GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Początek minionego weekendu wypadł bardzo dobrze w wykonaniu poszczególnych drużyn.

W piątek siatkarze wygrali na wyjeździe z drużyną Projektu Warszawa 3:0. Następne spotkanie zespół rozegra w Katowicach z trzecią drużyną w tabeli Skrą Bełchatów. Mecz rozpocznie się o godzinie 20:30 w piątek, 25 marca. Siatkarze są bardzo blisko zakończenia rywalizacji sezonu zasadniczego na ósmej pozycji dającej prawo do gry w play-offach Plus Ligi. Godzinę po siatkarzach do rywalizacji przystąpili hokeiści, którzy pokonali w pierwszym meczu półfinałowym Polskiej Hokej Ligi drużynę GKS-u Tychy 2:0. Niestety, w sobotę popołudniu zespół przegrał po dogrywce 2:3. Rywalizacja przenosi się teraz do Tychów: następny mecz zostanie rozegrany już jutro, kolejny w środę. Spotkania rozpoczną się o godzinie 18:00. Spotkanie numer pięć zostanie rozegrane w sobotę (26 marca) w Katowicach. W sobotnie południe kobieca drużyna piłkarska GieKSy pewnie pokonała na wyjeździe AP Lotos Gdańsk 4:1 (2:0). Kolejne spotkanie zespół rozegra w sobotę (26 marca) w Katowicach. Mecz rozpocznie się o godzinie 12:00. W ubiegłym tygodniu z drużyną kobiet pożegnał się dotychczasowy trener Witold Zając. Piłkarze zremisowali z Arką Gdynia 2:2. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz piłkarze rozegrają na Bukowej (ze względu na przełożone spotkanie z Widzewem), za prawie dwa tygodnie, w sobotę drugiego kwietnia z Górnikiem Polkowice. Początek spotkania o godzinie 18:00.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Witold Zając i GKS Katowice na rozstajnych drogach

Jak informuje oficjalna strona katowickiej GieKSy, Witold Zając przestał być trenerem piłkarek z Górnego Śląska.

Witold Zając zastąpił Szymona Tabackiego na stanowisku trenera katowickiego klubu, gdy ten uzyskał awans do 1 ligi. Podczas swojej pracy wprowadził GKS do Ekstraligi. Strona katowickiego klubu poinformowała, że „Kontrakt z trenerem został rozwiązany z przyczyn leżących po stronie trenera.”.

Obowiązki Witolda Zająca przejęła jego grająca asystentka, Karolina Koch. GKS Katowice po 13 kolejkach zajmuje czwarte miejsce, ze stratą dziewięciu punktów do lidera, SMS Łódź. Zespół odniósł sześć zwycięstw, odniósł trzy porażki i czterokrotnie zremisował.

 

sport.poinformowani.pl – Piłka nożna kobiet: wyjazdowe sensacje – Medyk i Górnik tracą punkty

Czternasta kolejka sezonu kobiecej Ekstraligi przyniosła dwie niespodzianki. Beniaminek z Tarnowa ograł Medyk Konin 2:1 na własnym obiekcie. Piłkarki AZS UJ Kraków powtórzyły wyczyn z rudny jesiennej, pokonując faworyzowaną ekipę Górnika Łęczna. W pozostałych spotkaniach triumfowali faworyci – Czarne Sosnowiec wygrały z Olimpią Szczecin, GKS Katowice wbił cztery gole AP Lotosowi Gdańsk, a UKS SMS Łódź uporał się ze Sportisem Bydgoszcz.

[…] W sobotę na piłkarki GKS-u Katowice czekał pierwszy wyjazdowy mecz w rundzie wiosennej. Podopieczne trener Karoliny Koch udały się na Pomorze, by stawić czoła ekipie AP Lotosu Gdańsk. Zawodniczki GieKSy ze zdobywaniem goli długo czekać nie zamierzały. Rezultat starcia otworzyły w trzeciej minucie, za sprawą trafienia Kateriny Vojtkovej, która popisała się rajdem lewą stroną boiska, zakończonym mierzonym uderzeniem obok wychodzącej z bramki Jessiki Ludwiczak. Miejscowe szukały swoich szans w grze z kontrataku, ale defensywa ekipy z Katowic była czujna. Na domiar złego dla gdańszczanek w 28. minucie meczu pechową interwencję przy próbie oddalenia zagrożenia z własnego pola karnego zanotowała Julia Ignatowicz. Defensorka gospodyń wpakowała futbolówkę do własnej bramki i przyjezdne prowadziły już różnicą dwóch trafień. Taki stan rzeczy utrzymał się do końca pierwszej odsłony. Druga połowa stała pod znakiem pełnej kontroli nad przebiegiem boiskowych wydarzeń przez katowiczanki, które nie pozwalały rywalkom zbliżyć się do bramki strzeżonej przez Weronikę Klimek. W 80. minucie w polu karnym gdańszczanek dobrze odnalazła się Klaudia Maciążka. Pomocniczka GKS-u miała wystarczająco dużo czasu i miejsca, by przyjąć futbolówkę na linii pola karnego i precyzyjnie uderzyć przy słupku. W poczynania podopiecznych trener Koch wkradło się nieco rozluźnienia, a to wykorzystały zawodniczki AP Lotosu Gdańsk. Trzy minuty po golu Maciążki, szans na zachowanie czystego konta Weronikę Klimek pozbawiła Roksana Polańska. Ostatni akord w tym spotkaniu należał do ekipy z Katowic, pewne zwycięstwo w doliczonym czasie gry przypieczętowała Weronika Kłoda, popisując się ładnym uderzeniem z dystansu. GKS Katowice umocnił się na czwartej lokacie w tabeli, a AP Lotos Gdańsk wciąż nie może być spokojny o swoją przyszłość w kobiecej Ekstralidze.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice pomimo osłabienia pokonał Projekt Warszawa

GKS Katowice przystąpił do starcia z Projektem Warszawa osłabiony wirusem, jednak w premierowej odsłonie zupełnie nie było to widoczne. Podopieczni Grzegorza Słabego wypracowali sobie przewagę i choć rywale w końcówce odrobili straty, to jednak przyjezdni rozstrzygnęli na swoją korzyść pierwszego seta. Po zmianie stron warszawianie prowadzili już 6:1, ale GKS grał konsekwentnie, a swoje zrobiły zagrywki Szymańskiego i Ma’a. Katowiczanie utrzymali dobry rytm i w pełni zasłużenie zgarnęli komplet oczek.

[…] MVP: Jakub Jarosz

Projekt Warszawa – GKS Katowice 0:3 (22:25, 23:25, 21:25)

 

sportdziennik.com – Blisko coraz bliżej…

Siatkarze GKS-u są blisko spełnienia swoich sportowych marzeń i awansu do play offu!

Kto zagrywa, ten wygrywa – to ulubiony zwrot powtarzany w środowisku siatkarskim niemal przy każdej okazji. Znalazł on potwierdzenie w zwycięskim meczu GKS-u w Warszawie. Ekipa z Katowic zaliczyła 10 asów (5 – Ma’a, 4 – Jarosz, 1 – Szymański) tylko przy 14 błędach. Natomiast zespół Projektu zaliczył 17 pomyłek i bez punktowej zagrywki! To zestawienie statystyczne na pewno znajdzie odzwierciedlenie w podsumowani sezonu. Wygrana GKS-u 3:0 sprawia, że są coraz bliżej awansu do play offu i osiągnięcia historycznego sukcesu.

Artur Szalpuk, mistrz świata z 2018 r., dołączył do stołecznego zespołu. 26-letni przyjmujący do końca sezonu będzie występował Projekcie. „Szalupa”, jak nazywają go koledzy, do tej pory występował w ukraińskim zespole Epicentr-Podolany Horodok, który musiał przedwcześnie zakończyć rozgrywki z powodu rosyjskiej agresji na Ukrainie. Szalpuk pojawił się w składzie, ale obserwował poczynania kolegów z kwadratu dla rezerwowych.

A w GKS-ie znów plaga chorób i zespół pojawił się w Warszawie bez 3. zawodników: przyjmujących Tomasa Rousseauxa i Damiana Koguta oraz środkowego Jakuba Lewandowskiego. Dawid Ogórek, drugi libero, z konieczności wystąpił w koszulce przyjmującego. Mimo wielu problemów ekipa trenera Grzegorza Słabego od pierwszej piłki starała się wywierać presję zagrywką.

I to przynosiło efekty punktowe i GKS prowadził 11:8, 18:14 oraz 21:27. Jednak 3 błędy gości sprawiły, że gospodarze odrobili straty i mieli nadzieję na odwrócenie losów tej partii. Michał Superlak po 2. udanych akcjach zepsuł zagrywkę. Zwycięski punkt silny atakiem Gonzalo Quiroga. Dobra gra katowiczan dawała promyk nadziei na kolejne odsłony.

Siatkarze ze stolicy byli mocno poirytowani przegraniem 1. seta i stąd 2. zaczęli w imponującym stylu i objęli prowadzenie 6:1 i10:5. Goście szybko się otrząsnęli z letargu i zaczęli mozolnie odrabiać straty. Zdobyli 4 „oczka” z rzędu i w rezultacie straty zostały niemal odrobione. A potem rozpoczęła się uporczywa gra punkt za punkt i po 2. asach świetnie spisującego się Jakuba Jarosza GKS objął prowadzenie 18:17 i cierpliwość siatkarzy została nagrodzona. Znów zwycięskie punkty zdobył Quiroga argentyński przyjmujący, który może nie grał błyskotliwie, lecz niezwykle solidnie.

W 3. partii od remisu 16:16 siatkarze GKS-u pokazali dojrzałą grę oraz niezwykłe opanowanie nerwowe. Jakub Szymański 2. atakami wyprowadził zespół na prowadzenie 23:19 i chyba w tym momencie gospodarze zwątpili, że w tym meczu mogą cokolwiek zrobić. I tak też było. Niespodziewane, wręcz sensacyjne, ale w pełni zasłużone zwycięstwo GieKSiarzy. Brawa nie tylko dla siatkarzy, ale również całego sztabu, bo wykonali gigantyczną pracę. A przyniosła wymierne efekty. Blisko zrealizowania swoich sportowych marzeń!

 

HOKEJ

infokatowice.pl – Pierwszy krok w drodze do finału

GieKSa na własnym lodowisku pokonała w pierwszym półfinałowym pojedynku GKS Tychy 2:0.

Początek spotkania należał do gospodarzy, którym w 6 minucie udało się umieścić krążek w siatce, ale gol Pasiuta nie został uznany. Z czasem do głosu zaczęli dochodzić tyszanie. Najbliżej pokonania Murraya był 8 min. Smirnov, którego strzał odbił się od słupka oraz w 10 min. Starzyński, który jednak przegrał pojedynek sam na sam z katowickim golkiperem.

Druga odsłona zaczęła się wyśmienicie dla podopiecznych trenera Jacka Płachty. W 23 min. Mateusz Michalski objechał Fucika i otworzył wynik spotkania. Ten gol dodał tylko katowiczanom skrzydeł. Pomimo kilku dogodnych sytuacji golkiper przyjezdnych nie dał się jednak zaskoczyć. Murray także zachował czyste konto i po 40 minutach GieKSa prowadziła jedną bramką.

W trzeciej tercji to nadal gospodarze byli stroną przeważającą. Nie potrafili jednak odskoczyć tyszanom, choć kilka razy grali w przewadze jednego, a nawet dwóch zawodników. W końcówce spotkania goście wycofali bramkarza, co zakończyło się drugim trafieniem dla GieKSy, którego autorem został kapitan drużyny Grzegorz Pasiut. Pierwszy półfinałowy pojedynek skończył się więc zwycięstwem katowiczan 2:0.

 

sportdziennik.com – Tyszanie wyrównali rywalizację

Najpierw Bartłomiej Pociecha na 58 sek. przed końcową syreną wyrównał, zaś w 4 min dogrywki drugi Bartłomiej Jeziorski zdobył gola i doprowadził do wyrównania w tej ciekawej półfinałowej rywalizacji play-offu.

A wydawało się, że katowiczanie mają wszystko pod kontrolą i znów będą świętowali zwycięstwo. Jednak szalona determinacja tyszan sprawiła, że przechylili losy meczu na swoją korzyść.

W rewanżowym meczu w „Satelicie” znów oglądaliśmy wyrachowany hokej. Jedni i drudzy więcej myśleli o obronie, niż próbowali skonstruować jakąś zaskakującą akcję. Oczywiście, również czyhali na błąd rywali. Tempo akcji było więcej niż przyzwoite i było kilka gorących momentów pod bramkami. Długo musieliśmy czekać na pierwszego gola i w 19 min zaskakującym uderzeniem popisał się Maciej Kruczek. Gospodarze zjeżdżali zadowoleni, ale to trafienie to było zaledwie preludium tego, co się działo w kolejnej odsłonie. Goście za sprawą Jeana Dupuy wyrównali. Kanadyjczyk otrzymał krążek z własnej strefy, przejechał pół lodowiska i zwiódł rywala. Natychmiast oddał strzał i krążek wpadł w spojenie słupka z poprzeczką. W 36:31 min kolejną karę otrzymał Filip Starzyński, zaś 8 sek. Biro za kłucie kijem pod swoją bramką Anthona Erikssona otrzymał 5 min i karę meczu.

Tyszanie mieli grać przez 112 sek. w podwójnym osłabieniu. Dzielnie się bronili przez 64 sek, ale w końcu Matias Lehtonen zdołał zdobyć gola. W ostatniej odsłonie trwała uporczywa walka, ale gospodarze umiejętnie się bronili, choć pod bramką Johna Murraya dochodziło do gorących spięć. W 53:27 min sędziowie odgwizdali faul Dupuy’ego w strefie neutralnej, ale Kanadyjczyk oraz bramkarz Tomáš Fučik mocno protestowali. Ten pierwszy dostał 4 min, zaś Czech karę mniejszą. Gospodarze mieli grać przez 2 min w podwójnej przewadze, zaś kolejne w przewadze. W tym momencie wydawało się, że katowiczanie mają wszystko pod kontrolą. Tyszanie w trójkę grali z nadzwyczajnym poświęceniem i zdołali się obronić. Gdy Denis Sergiuszkin opuścił boks kar, pomknął lewą stroną i w tercji gospodarzy podał do Bartłomieja Pociechy, a ten niewiele się namyślając, potężnie uderzył w stronę bramki. Murray nawet nie zareagował. I o wszystkim miała zadecydować dogrywka. A w niej Bartłomiej Jeziorski w 64 min posłał silny strzał i krążek wpadł do siatki. Tak więc tyszanie zdołali wyrwać ważne zwycięstwo, a teraz rywalizacja przenosi się do Tychów.

 

hokej.net – Jeziorski daje tyszanom wyrównanie stanu rywalizacji!

Katowiczanie po szalonym drugim meczu półfinałowym, przegrywają z Tychami 2:3. W całym meczu nie zapowiadało się na wygraną ekipy Andrieja Sidorienki, lecz złotego gola w 63 minucie, na wagę zwycięstwa zdobył Bartłomiej Jeziorski.

Pierwszą tercję lepiej rozpoczęli zawodnicy z Katowic. Grali bardzo wysokim pressingiem i agresywnie. Byli konsekwentni w swojej grze. Nie pozwalali tyszanom na wyjście z ich tercji. Tyski GKS oddawał niegroźne strzały z niebieskiej linii, które nie były w stanie zagrozić bramce Johna Murraya. Pierwszą bramkę w tym spotkaniu zdobył Maciej Kruczek w 18 minucie, który strzałem z bulika zaskoczył po krótkim rogu Fučíka. „GieKSa” doprowadziła jednobramkową przewagę do przerwy. Była w zdecydowanie lepszych nastrojach niż ekipa z Tychów ponieważ następną tercję rozpoczynali w przewadze. Pod koniec pierwszej odsłony meczu, drużynę z Tychów osłabił Dienis Sierguszkin.

Kolejną odsłonę meczu rozpoczęli lepiej zawodnicy Andreia Sidorenki. Gola wyrównującego w 27 minucie zdobył Jean Dupuy. Kanadyjczyk samodzielnie przeprowadził akcję na bramkę Katowic i mocnym strzałem po lodzie zaskoczył bramkarza „GieKSy”. Tyszanie doprowadzili do wyrównania, lecz tylko na 10 minut. W 36 minucie meczu Marek Biro został ukarany karą meczu 5 minut za kłucie przeciwnika kijem plus automatycznie 20 minutową karę meczu za niesportowe zachowanie. Sędzia Michał Baca uznał, że kij słowackiego defensora powędrował pomiędzy nogi Anthona Erikssona. Zawodnicy Jacka Płachty wykorzystali tą sytuację i w 37 minucie znowu wyszli na prowadzenie za sprawą Lehtonena. Fiński napastnik huknął pod poprzeczkę z pierwszego krążka zza bulika.

Trzecią tercję obie drużyny zaczęły od agresywnej i nieustępliwej gry. W 44 minucie obie drużyny grały w osłabieniu. Na ławkę kar udali się Wanacki i Starzyński za ostrość w grze. Do końca regulaminowego czasu gry mogliśmy obserwować hokej na bardzo wysokim poziomie. Ostatnie cztery minuty spotkania dla tyszan były wielką niewiadomą. Tomáš Fučík został ukarany za niesportowe zachowanie a Dupuy dostał cztery minuty kary za spowodowanie upadku przeciwnika i niesportowe zachowanie. Tyszanie grali w osłabieniu, ale ku zdziwieniu wszystkich zgromadzonych na „Satelicie” zdołali wyrównać po golu Pociechy. Tyski obrońca zdołał wyrównać wynik spotkania w ostatniej minucie podstawowego czasu gry.

Doliczony czas gry padł łupem GKS-u Tychy. Zawodnicy z „Piwnego Miasta” potrzebowali trzech minut by rozstrzygnąć dzisiejsze spotkanie. Bartłomiej Jeziorski cieszył się ze złotego gola gdy po podaniu od Jasona Seeda, posłał silny strzał po lodzie w stronę bramki „Jaśka Murarza”.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga