Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – zaprzepaszczona szansa na zdobycie trzech punktów
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Politechniką trwał 125 minut, z czego I set 33 min. – II set 24 min. – III set 26 min. – IV set 27 min. – V set 15 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 28
Ilość zdobytych punktów – GKS 83: Van Walle 25, Kapelus 16, Błoński 14, Kalembka 10, Krulicki 8, Falaschi 5, Butryn 4, Stelmach 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 27: Błoński 7, Kapelus 5, Kalembka 5, Falaschi 4, Van Walle 4, Krulicki 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 47: Van Walle 19, Kapelus 8, Błoński 6, Kalembka 6, Falaschi 3, Krulicki 2, Butryn 2, Stelmach 1.
Ilość zagrywek – GKS 111: Kapelus 22, Van Walle 20, Krulicki 18, Kalembka 16, Falaschi 15, Błoński 15, Butryn 3, Pietraszko 2.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 18: Krulicki 4, Błoński 4, Kalembka 3, Van Walle 3, Falaschi 2, Butryn 1, Kapelus 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Falaschi 1, Błoński 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Van Walle 1.
Ilość przyjęć – GKS 86: Błoński 32, Kapelus 31, Mariański 21, Kalembka 1, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 4: Kapelus 2, Błoński 1, Kalembka 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 31%: Mariański 52%, Błoński 28%, Kapelus 23%, Kalembka 0%, Fijałek 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 21%: Mariański 43%, Błoński 16%, Kapelus 13%, Kalembka 0%, Fijałek 0%.
Ilość ataków – GKS 123: Van Walle 43, Kapelus 38, Błoński 19, Krulicki 10, Kalembka 8, Butryn 3, Falaschi 1, Sobański 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 5: Kapelus 2, Błoński 2, Van Walle 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 9: Kapelus 3, Krulicki 2, Van Walle 2, Butryn 1, Błoński 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 67: Van Walle 24, Kapelus 15, Błoński 10, Krulicki 8, Kalembka 7, Butryn 2, Falaschi 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 54%: Falaschi 100%, Kalembka 88%, Krulicki 80%, Butryn 67%, Van Walle 56%, Błoński 53%, Kapelus 39%, Sobański 0%.
Ilość bloków punktowych – GKS 11: Falaschi 3, Błoński 3, Butryn 2, Kalembka 2, Stelmach 1.
Nie udało się niestety przerwać passy trzech porażek z rzędu i GKS zainkasował zaledwie jeden punkt. Tym bardziej szkoda, że przeciwnik był absolutnie w naszym zasięgu, że GieKSa prowadziła w setach 2:1, pierwszego przegrywając na przewagi, że goście przyjechali bez swego najlepszego rozgrywającego, Pawła Zagumnego. Po pierwszej rundzie w PlusLidze mamy bilans 6 zwycięstw i 9 porażek, szkoda tej końcówki rundy, bo mogliśmy mieć spokojnie bilans dodatni 8 do 7 przegranych, ale na szczegółowe podsumowanie tej rundy przyjdzie czas w innym artykule. Wróćmy jeszcze na chwilę do meczu wczorajszego.
Pierwszy set bardzo wyrównany, gdzie prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie. W środkowej części (17:14) czy w samej końcówce (21:19) już wydawało się, że sytuacja jest opanowana, niestety zbyt szybko i łatwo traciliśmy wypracowane przewagi. I tak set doszedł do nerwowej i długiej końcówki, gdzie umiejętnie wybroniliśmy aż cztery piłki setowe, potem nawet udało się wyjść na prowadzenie (28:27). Ostatnie akcje były popisem dobrego znajomego z SMS-u Spała Bartosza Kwolka, który doprowadził gości do wygranej. Zawiodła nas mimo wszystko skuteczność – 35% do 47% – a punktowo przegraliśmy w tym elemencie 13:18. W asach i blokach GKS troszkę lepszy od Politechniki – łącznie 6:3. Błędy własne na remis po 9. No i przyjęcie znów słabsze – dokładne na poziomie 20% do 42%, a perfekcyjne na poziomie 20% do 17%, W naszym zespole najwięcej punktów zdobył Van Walle bo 5, ale ogólnie punktował cały zespół dość równo. Natomiast my nie potrafiliśmy zatrzymać pierwszej strzelby warszawian Michała Filipa, który zdobył aż 13 punktów (53% skuteczności).
Druga partia pod pełną kontrolą GKS-u, wynik remisowy był zaledwie tylko cztery razy, bez prowadzenia gości. Skuteczność nasza w końcu na „normalnym” poziomie – 64% do 40% – a w punktach wyszło 14:10. Asów i bloków praktycznie nie było – łącznie 2:1. W końcu też przyzwoita liczba błędów własnych bo 5:9. Przyjęcie tak dobre, że aż trudno było poznać, że GKS-u – dokładne na poziomie 55% do 43%, a perfekcyjne na poziomie 36% do 24%, Atak rozłożył się równo na trzech siatkarzy, Van Walle, Błońskiego oraz Kapelusa po 4 punkty. W Politechnice zaciął się Filip – zaledwie 3 punkty (38% skuteczności) – co od razu przełożyło się na wynik.
Trzeci set podobny do poprzedniego, kontrola GKS- od początku, goście prowadzili tylko po pierwszej akcji, a potem był tylko dwa razy remis. Skuteczność? rewelacyjna, oby tak w każdym secie – 73% do 38% – punktowo 16:11. W asach i blokach też przewaga – łącznie 5:1. Błędy własne ciut gorsza statystyka bo 6:4, ale tu skuteczność własnych akcji była decydująca, gdzie wygraliśmy aż 21:12. Przyjęcie? standard, znów gorsze, ale jakoś nie przeszkodziło to w skutecznej grze – dokładne na poziomie 27% do 45%, a perfekcyjne na poziomie 20% do 35%, Ciężar zdobywania punktów wziął na siebie Belg Van Walle 7 oczek (aż 88% skuteczności), natomiast u gości przebudził się Filip notując 8 punktów, kończąc skutecznie połowę swoich ataków.
Czwarta partia wydawała się, że będzie ostatnią w meczu. Niestety, źle zaczęliśmy (2:4), potem dość szybko wyszliśmy na prowadzenie (8:6). Równie szybko tę przewagę GieKSa straciła, a następnie próbowała przez cały czas gonić wynik, ale bezskutecznie i goście w miarę kontrolując tę niewielką przewagę, dowieźli ją do samego końca. Skuteczność w ataku wyrównana, a nawet ciut lepsza – 50% do 52% – a punktowo zliczono 16:14. W asach i blokach straciliśmy te dwa oczka więcej – łącznie było 3:6. Błędów własnych było mało bo 5, ale goście mieli zaledwie 2, to daje kolejne trzy punkty do tyłu. Przyjęcie bez zmian – dokładne na poziomie 38% do 44%, a perfekcyjne na poziomie 21% do 44%, W ataku najlepiej prezentowali się Van Walle, Błoński oraz Kalembka, natomiast wśród gości Filipa wsparł mocno Kwolek i tego warszawianom zabrakło w poprzedniej partii.
Tie-break od początku bardzo wyrównany z akcjami punkt za punkt aż do stanu 7:6, to było nasze ostatnie prowadzenie w tym secie. I znów rozwalił nas Kwolek zdobywając w tym momencie trzy punkty z rzędu w tym dwa asy serwisowe. W dodatku przy drugim serwisie piłka przeszła po taśmie na naszą stronę i straciliśmy darmowy punkt na wynik 7:9. Potem próbujemy już tylko jakoś zniwelować tę stratę, m.in. nie wykorzystujemy jednej kontry, ale ewidentnie w samej końcówce zabrakło skuteczności własnych akcji i stąd też końcowa porażka. Skuteczność obie ekipy miały i tak bardzo wysoką – 80% do 85% – a w punktach 8:11. Zabrakło w GKS-ie asów i bloków, a goście mieli 2 asy. Błędy własne 2:4 czyli bardzo mało w GieKSie, ale to właśnie skutecznych własnych akcji zabrakło w samej końcówce seta. Przyjęcie znów różnica ogromna – dokładne na poziomie 27% do 70%, a perfekcyjne na poziomie 9% do 30%, Punkty dla GKS-u zdobywali tylko Van Walle i Kapelus łącznie 7 oczek i z tylko jedną pomyłką na 8 ataków! Zabrakło wsparcia środkowych bloku. W Politechnice punktowali wszyscy siatkarze, którzy byli na parkiecie.
Łącznie w całym meczu skuteczność w ataku GKS miał ciut lepszą – 54% do 48% – a w punktach 67:64. W asach serwisowych GieKSa lepsza 5:4, w blokach punktowych też 11:9. Błędy własne zliczono na poziomie 27 do 28 – GKS miał 18 zepsutych zagrywek, 5 błędów w ataku oraz 4 razy dotknięcie siatki. Przyjęcie znów słabsze od przeciwnika – dokładne na poziomie 31% do 46%, a perfekcyjne na poziomie 21% do 29%, GKS miał więcej zdobytych punktów po własnych akcjach 83:77, a razem wszystkich oczek też więcej na koncie 111:104. I mimo takich statystyk to goście z Warszawy okazali się zwycięzcami tego spotkania. Najlepszy mecz w barwach GieKSy rozegrał Belg Gert Van Walle, zdobywając 25 punktów, aczkolwiek rezerwy są jeszcze spore u niego, ponieważ na 43 ataki skończył „tylko” 24 co dało 56% skuteczności. Również Michał Błoński oraz Serhij Kapelus zdobyli sporo punktów (odpowiednio 14 oraz 16 oczek), ale również u nich skuteczność powinna być lepsza, szczególnie u Ukraińca (odpowiednio 53% oraz 39%). Środkowi zagrali solidne spotkanie, a na przyjęciu można pochwalić tylko libero Bartosza Mariańskiego – 52% dokładnego oraz 43% perfekcyjnego.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 15 meczach (55 setów)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 1426 minut, z czego I set 399 min. – II set 401 min. – III set 405 min. – IV set 170 min. – V set 51 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 357: zagrywka 226, atak 76, siatka + inne 55.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 375: zagrywka 239, atak 106, siatka 15, inne 15.
Ilość zdobytych punktów – GKS 859: Kapelus 187, Butryn 165, Van Walle 116, Kalembka 101, Sobański 97, Krulicki 87, Błoński 57, Falaschi 30, Pietraszko 15, Fijałek 2, Stelmach 2.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 278: Butryn 57, Kapelus 48, Kalembka 38, Krulicki 30, Van Walle 30, Sobański 29, Błoński 26, Falaschi 12, Pietraszko 5, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 581: Kapelus 139, Butryn 108, Van Walle 86, Sobański 68, Kalembka 63, Krulicki 57, Błoński 31, Falaschi 18, Pietraszko 10, Fijałek 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 305: Kapelus 90, Butryn 78, Van Walle 63, Kalembka 36, Krulicki 35, Falaschi 17, Błoński 13, Pietraszko 3, Stelmach 1, Sobański -1, Fijałek -6, Stańczak -11, Mariański -13.
Ilość zagrywek – GKS 1219: Kapelus 197, Krulicki 183, Kalembka 180, Sobański 139, Falaschi 133, Van Walle 125, Butryn 123, Błoński 80, Pietraszko 36, Fijałek 20, Stelmach 3.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 239: Kalembka 43, Sobański 38, Butryn 34, Krulicki 32, Van Walle 21, Błoński 21, Kapelus 18, Falaschi 12, Pietraszko 11, Fijałek 8, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 72: Butryn 14, Sobański 11, Kalembka 10, Kapelus 9, Błoński 8, Krulicki 7, Van Walle 7, Pietraszko 3, Falaschi 3.
Ilość przyjęć – GKS 1042: Sobański 326, Kapelus 316, Mariański 167, Błoński 126, Stańczak 90, Kalembka 5, Krulicki 4, Falaschi 4, Butryn 2, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 78: Sobański 23, Kapelus 22, Mariański 13, Stańczak 11, Błoński 5, Krulicki 2, Falaschi 1, Kalembka 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 260: Sobański 92, Kapelus 73, Mariański 34, Błoński 34, Stańczak 21, Falaschi 3, Krulicki 1, Kalembka 1, Butryn 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 182: Sobański 59, Kapelus 44, Mariański 43, Stańczak 22, Błoński 14.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 17%: Mariański 26%, Stańczak 24%, Sobański 18%, Kapelus 14%, Błoński 11%.
Ilość ataków – GKS 1452: Kapelus 389, Butryn 267, Van Walle 221, Sobański 203, Kalembka 115, Krulicki 107, Błoński 102, Falaschi 28, Pietraszko 17, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 106: Butryn 24, Kapelus 23, Kalembka 14, Van Walle 13, Sobański 12, Błoński 10, Krulicki 9, Pietraszko 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 131: Kapelus 34, Butryn 29, Sobański 25, Van Walle 19, Krulicki 9, Błoński 8, Kalembka 7.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 655: Kapelus 163, Butryn 132, Van Walle 102, Sobański 72, Kalembka 64, Krulicki 55, Błoński 43, Falaschi 14, Pietraszko 9, Stelmach 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 45%: Kalembka 56%, Pietraszko 53%, Krulicki 51%, Stelmach 50%, Falaschi 50%, Butryn 49%, Van Walle 46%, Kapelus 42%, Błoński 42%, Sobański 35%.
Ilość bloków punktowych – GKS 132: Kalembka 27, Krulicki 25, Butryn 19, Kapelus 15, Sobański 14, Falaschi 13, Van Walle 7, Błoński 6, Pietraszko 3, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 15: Sobański 4, Błoński 4, Kalembka 3, Krulicki 2, Falaschi 1, Van Walle 1.
MVP – GKS 6: Butryn 2, Kapelus 2, Błoński 1, Sobański 1.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze