Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – Przeciętny występ w wykonaniu GieKSy
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z MKS-em Będzin trwał 79 minut, z czego I set 26 min. – II set 27 min. – III set 26 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 24
Ilość zdobytych punktów – GKS 41: Sobański 14, Butryn 11, Van Walle 5, Krulicki 3, Kalembka 3, Stelmach 2, Błoński 1, Kapelus 1, Pietraszko 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 13: Sobański 7, Butryn 3, Kalembka 2, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 10: Butryn 9, Sobański 9, Krulicki 2, Stelmach 2, Falaschi -1, Stańczak -1, Błoński -3, Pietraszko -3, Kapelus -4.
Ilość zagrywek – GKS 67: Sobański 17, Kalembka 10, Pietraszko 8, Butryn 5, Falaschi 5, Błoński 5, Fijałek 5, Krulicki 4, Van Walle 4, Kapelus 2, Stelmach 2.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 11: Pietraszko 4, Van Walle 3, Kalembka 2, Krulicki 1, Błoński 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Sobański 5.
Ilość przyjęć – GKS 55: Sobański 15, Błoński 15, Kapelus 11, Stańczak 9, Falaschi 2, Stelmach 2, Krulicki 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 5: Sobański 2, Falaschi 1, Błoński 1, Stańczak 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 35%: Stelmach 100%, Błoński 40%, Sobański 33%, Stańczak 33%, Kapelus 27%, Krulicki 0%, Falaschi 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 13%: Stelmach 50%, Błoński 20%, Sobański 13%, Stańczak 11%, Krulicki 0%, Falaschi 0%, Kapelus 0%.
Ilość ataków – GKS 73: Butryn 19, Sobański 18, Van Walle 10, Kapelus 9, Błoński 5, Krulicki 4, Kalembka 4, Pietraszko 2, Falaschi 1, Stelmach 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 9: Kapelus 5, Sobański 2, Butryn 1, Błoński 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 6: Van Walle 2, Butryn 1, Błoński 1, Kalembka 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 29: Butryn 10, Sobański 7, Van Walle 5, Krulicki 2, Błoński 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Stelmach 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 40%: Stelmach 100%, Butryn 53%, Krulicki 50%, Pietraszko 50%, Van Walle 50%, Sobański 39%, Kalembka 25%, Błoński 20%, Kapelus 11%, Falaschi 0%.
Ilość bloków punktowych – GKS 7: Kalembka 2, Sobański 2, Krulicki 1, Butryn 1, Stelmach 1.
Pierwszy set źle rozpoczął się dla siatkarzy GKS-u i już od samego początku zmuszeni zostali do gonienia wyniku. Dopiero przy rezultacie po 11, mieliśmy pierwszy remis w secie, ale goście szybko odskoczyli znów z wynikiem (14:19) i mimo kolejnego dojścia z rezultatem (20:21), nie udało się wyjść na prowadzenie i MKS spokojnie wygrał tę końcówkę. Skuteczność w ataku wyraźnie lepsza po stronie MKS-u – 32% do 53% – punktowo wyszło 10:17, czyli przepaść. W asach i blokach nadrobiliśmy troszkę strat wygrywając w tych elementach 5:1. Błędy własne – GieKSa miała 7, a MKS 5 – szczególnie w ataku rzucały się w oczy. Przyjęcie słabsze od przeciwnika – dokładne na poziomie 45% do 53%, a perfekcyjne na poziomie 10% do 32%. Całą grę próbowało trzymać tylko dwóch siatkarzy, Sobański 8 punktów (50% skuteczności) oraz Butryn 5 punktów (45% skuteczności). Reszta jakby nieobecna, ze szczególnym uwzględnieniem Kapelusa.
Pierwsze prowadzenie w meczu GKS miał dopiero na początku drugiej partii (2:0), ale długo się tym nie cieszyliśmy, bo gra szybko wróciła do „normy” (5:11). W samej końcówce udało się w końcu zniwelować straty (19:20), ale od tego momentu żaden z siatkarzy GieKSy nie był wstanie skutecznie zakończyć własnej akcji! Skuteczność w ataku wciąż była słaba – 37% do 48% – w punktach wyszło 7:12. Nawet w asach i blokach byliśmy gorsi od będzinian 4:6. Błędy własne – GKS 7, a MKS 11 i dlatego wynik tej partii jest tak w miarę wyrównany. Przyjęcie, standard w wykonaniu naszych siatkarzy – dokładne na poziomie 24% do 56%, a perfekcyjne na poziomie 24% do 44%. W tym secie tylko Sobański trzymał jakiś przyzwoity poziom, miał 5 punktów (75% skuteczności) w tym dwa asy serwisowe. Pozostali? no cóż… byli na parkiecie.
Trzeci set zupełnie podobny do poprzedniego. Po początkowym naszym prowadzeniu (3:2), bardzo szybko straciliśmy dystans (10:15) i gra wyglądała bardzo kiepsko. Ostatnim zrywem udało się dojść do przeciwnika (21:21), ale samą końcówkę znów źle rozegraliśmy i druga porażka z MKS-em Będzin stała się faktem. Skuteczność poprawiła się znacznie, ale też atak został przegrany – 52% do 58% – w punktach zliczono 12:15. W asach i blokach też minimalnie gorsi bo 3:4. Błędy własne się wyrównały – GKS miał 6, a MKS 8. Przyjęcie? podamy tylko liczby – dokładne na poziomie 33% do 68%, a perfekcyjne na poziomie 6% do 21%. Punkty zdobywali najwięcej nasi atakujący czyli Butryn 6 oraz Van Walle 4, a przecież nie przebywali razem na parkiecie, to też o czymś świadczy.
Ogólnie słaby mecz w wykonaniu siatkarzy GieKSy. Wyniki poszczególnych setów sugerują, jakąś wyrównaną walkę, ale nic bardziej mylnego, przez 75% czasu mecz był pod kontrolą zawodników MKS-u Będzin. W ciągu całego meczu GKS był na prowadzeniu tylko pięć razy, trzy razy w drugim secie (1:0, 2:0 oraz 2:1) oraz dwa razy w trzeciej partii (2:1 i 3:2), czy to wymaga podsumowania?! Najdobitniejszym komentarzem do jakości gry GKS-u, była decyzja trenera Piotra Gruszki o zmianie aż czterech siatkarzy przed rozpoczęciem trzeciego seta! Od początku wtedy zagrali Fijałek, Van Walle, Pietraszko oraz Błoński (potem wszedł w końcówce jeszcze Stelmach), co nie często się zdarza. GieKSa miała problemy z grą zespołową i była gorsza w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Skuteczność ataku lepsza w MKS-ie – 40% do 53% – w punktach wyszło 29:44, to przepaść! Asy serwisowe na remis po 5, ale tylko Sobański, który miał wszystkie w GKS-ie, prezentował się solidnie na zagrywce. Bloki punktowe 7:6 na naszą korzyść, ale to za mało aby nadrobić braki w ataku. Razem zdobyte punkty po własnych akcjach – wyliczono 41:55, ale co się dziwić jak mieliśmy duże problemy ze skończeniem pierwszej akcji. Błędy własne – GKS 20, a MKS 24 i stąd troszkę ten przypudrowany wynik poszczególnych setów. Przyjęcie to wciąż największa bolączka naszego zespołu – dokładne na poziomie 35% do 59%, a perfekcyjne na poziomie 13% do 32%. Indywidualnie tylko do Sobańskiego można mieć najmniej pretensji, który jakoś trzymał grę w pierwszych dwóch setach, choć i tak jego skuteczność (39%) w ataku pozostawiała sporo do życzenia. Szkoda, że znów po dobrym okresie w wykonaniu naszych siatkarzy naznaczonych czterema wygranymi z rzędu, przyszedł dołek formy, który w kontekście trudniejszej części terminarza, nie wróży niczego dobrego. A na dobry? początek czeka nas starcie z mistrzem Polski w Kędzierzynie.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 22 meczach (83 sety)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 2104 minut, z czego I set 576 min. – II set 569 min. – III set 573 min. – IV set 281 min. – V set 105 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 540: zagrywka 330, atak 133, siatka + inne 77.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 563: zagrywka 349, atak 158, siatka 23, inne 33.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1281: Butryn 283, Kapelus 250, Sobański 169, Kalembka 148, Van Walle 140, Krulicki 136, Błoński 79, Falaschi 35, Pietraszko 32, Stelmach 6, Fijałek 3.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 435: Butryn 96, Kapelus 66, Kalembka 64, Sobański 56, Krulicki 49, Van Walle 37, Błoński 35, Falaschi 15, Pietraszko 12, Stelmach 4, Fijałek 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 846: Butryn 187, Kapelus 184, Sobański 113, Van Walle 103, Krulicki 87, Kalembka 84, Błoński 44, Falaschi 20, Pietraszko 20, Fijałek 2, Stelmach 2.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 484: Butryn 141, Kapelus 118, Van Walle 73, Krulicki 71, Kalembka 55, Sobański 32, Falaschi 13, Błoński 11, Stelmach 4, Pietraszko 3, Fijałek -7, Stańczak -15, Mariański -15.
Ilość zagrywek – GKS 1823: Kalembka 282, Krulicki 263, Kapelus 250, Sobański 232, Butryn 215, Falaschi 209, Van Walle 147, Błoński 114, Pietraszko 69, Fijałek 31, Stelmach 11.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 349: Kalembka 65, Sobański 53, Butryn 52, Krulicki 40, Błoński 30, Kapelus 28, Van Walle 26, Pietraszko 25, Falaschi 19, Fijałek 9, Stelmach 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 111: Kalembka 21, Butryn 20, Sobański 20, Kapelus 13, Van Walle 10, Błoński 9, Krulicki 8, Pietraszko 5, Falaschi 5.
Ilość przyjęć – GKS 1522: Sobański 464, Kapelus 440, Mariański 210, Błoński 197, Stańczak 164, Krulicki 11, Stelmach 11, Kalembka 9, Falaschi 7, Pietraszko 5, Butryn 3, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 105: Sobański 31, Kapelus 29, Mariański 15, Stańczak 15, Błoński 10, Krulicki 2, Falaschi 2, Kalembka 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 376: Sobański 132, Kapelus 101, Błoński 49, Mariański 43, Stańczak 36, Stelmach 5, Falaschi 4, Krulicki 3, Kalembka 2, Butryn 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 281: Sobański 93, Kapelus 63, Mariański 59, Stańczak 37, Błoński 25, Krulicki 2, Kalembka 1, Stelmach 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 18%: Mariański 28%, Stańczak 23%, Sobański 20%, Krulicki 18%, Kapelus 14%, Błoński 13%, Kalembka 11%, Stelmach 9%.
Ilość ataków – GKS 2148: Kapelus 518, Butryn 475, Sobański 332, Van Walle 275, Kalembka 160, Krulicki 156, Błoński 156, Falaschi 34, Pietraszko 33, Stelmach 6, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 158: Butryn 40, Kapelus 37, Sobański 21, Van Walle 15, Kalembka 15, Błoński 15, Krulicki 12, Pietraszko 3.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 185: Butryn 50, Kapelus 38, Sobański 32, Van Walle 26, Błoński 13, Kalembka 12, Krulicki 11, Pietraszko 1, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 977: Butryn 234, Kapelus 218, Sobański 130, Van Walle 120, Kalembka 85, Krulicki 85, Błoński 63, Pietraszko 21, Falaschi 17, Stelmach 3, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 45%: Pietraszko 64%, Krulicki 54%, Kalembka 53%, Falaschi 50%, Stelmach 50%, Butryn 49%, Van Walle 44%, Kapelus 42%, Błoński 40%, Sobański 39%, Fijałek 33%.
Ilość bloków punktowych – GKS 193: Krulicki 43, Kalembka 42, Butryn 29, Kapelus 19, Sobański 19, Falaschi 13, Van Walle 10, Błoński 7, Pietraszko 6, Stelmach 3, Fijałek 2.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 23: Sobański 5, Kalembka 5, Błoński 4, Butryn 3, Krulicki 2, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1.
MVP – GKS 11: Kapelus 3, Butryn 3, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze