Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta: GKS położył na łopatki Resovię!
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Resovią trwał 129 minut, z czego I set 25 min. – II set 31 min. – III set 27 min. – IV set 28 min. – V set 18 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 35
Ilość zdobytych punktów – GKS 69: Butryn 26, Kapelus 13, Kalembka 11, Krulicki 9, Sobański 8, Falaschi 1, Pietraszko 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 29: Butryn 11, Kalembka 7, Kapelus 4, Sobański 3, Krulicki 3, Pietraszko 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 16: Butryn 9, Kalembka 6, Krulicki 6, Kapelus 1, Pietraszko 1, Falaschi -1, Sobański -3, Stańczak -3.
Ilość zagrywek – GKS 104: Kalembka 21, Sobański 18, Butryn 17, Kapelus 16, Krulicki 15, Falaschi 12, Pietraszko 3, Błoński 2.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 20: Butryn 7, Kalembka 4, Krulicki 3, Sobański 3, Falaschi 2, Kapelus 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 8: Kalembka 4, Sobański 2, Butryn 1, Pietraszko 1.
Ilość przyjęć – GKS 80: Sobański 29, Kapelus 25, Stańczak 24, Krulicki 1, Kalembka 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 12: Sobański 6, Stańczak 3, Kapelus 3.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 41%: Krulicki 100%, Stańczak 63%, Kapelus 40%, Sobański 24%, Kalembka 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 15%: Stańczak 38%, Kapelus 8%, Sobański 3%, Krulicki 0%, Kalembka 0%.
Ilość ataków – GKS 117: Butryn 45, Kapelus 32, Sobański 23, Kalembka 8, Krulicki 6, Falaschi 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 10: Butryn 6, Kapelus 2, Kalembka 1, Sobański 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 11: Kapelus 6, Butryn 4, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 53: Butryn 24, Kapelus 13, Krulicki 5, Kalembka 5, Sobański 5, Falaschi 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 45%: Krulicki 83%, Kalembka 63%, Butryn 53%, Kapelus 41%, Falaschi 33%, Sobański 22%.
Ilość bloków punktowych – GKS 8: Krulicki 4, Kalembka 2, Butryn 1, Sobański 1.
Jakie jest wytłumaczenie tego sensacyjnego wyniku? Każdy kij ma dwa końce, więc na taki wynik miała wpływ dobra (a momentami bardzo dobra) gra naszego zespołu, jak również słabsza postawa siatkarzy Resovii. Co mówią nam liczby?
GKS dobrze rozpoczął mecz w Rzeszowie, grając w pierwszym secie akcje punkt za punkt, ale tylko do stanu po 7. Potem Resovia opanowała sytuację, kontrolując grę kilkoma oczkami przewagi (17:13). Od tego momentu GieKSa stanęła w miejscu, mając problem z akcjami własnymi. Nasi siatkarze do końca tego seta zdobyli tylko trzy punkty z ataku + jeden po błędzie gospodarzy. No właśnie błędy, tych było za dużo bo aż 10, to jak na jedną partię stanowczo zanadto. Resovia rozbiła nas atakiem mając aż 65% skuteczności, przy naszych 43%. Przyjęcie też mieli rzeszowianie lepsze, bo na poziomie 55% przy 35% katowiczan. Jak widać nic nie zapowiadało naszego zwycięstwa w tym meczu.
Drugi set miał na początku podobny przebieg, z tym że to GKS odskoczył z wynikiem od stanu po 7 i potem cały czas starał się utrzymać tę kilku punktową przewagę. Oczywiście w samej końcówce gospodarze dochodzili nas na jedno oczko kilkukrotnie, a nawet był remis po 22, ale to nasi siatkarze lepiej rozegrali decydujące fragmenty tej partii, wygrywając ją. Tym razem to GieKSa dostała w prezencie od Resovii 10 darmowych punktów, przy naszych 7 dla przeciwnika. I atak mieliśmy o wiele skuteczniejszy, na poziomie 52% (gospodarze 46%). Prawie nie do zatrzymania był Butryn, który na 10 ataków skończył 6 czyli 60%, to bardzo dobry wynik. Mocno wspierał go Kapelus mając 4 ataki skończone przy 7 próbach (57%). W drużynie Resovii tylko Francuz Rossard, próbował się nam przeciwstawić sam zdobywając 10 punktów (na 16 oczek z własnych akcji całej ekipy rzeszowskiej), przy skuteczności na poziomie aż 71%. Gospodarze mieli znów lepsze przyjęcie 60% do 33%, ale jakoś nie potrafili tego przekuć na większą zdobycz punktową.
W trzeciej partii GKS objął kilku punktowe prowadzenie od samego początku, gdzie gospodarze doszli nas z wynikiem dopiero przy stanie po 18, na chwilę wychodząc nawet na prowadzenie (19:18 i 20:19). Końcówka seta to popis gry GieKSy w ataku, aż 5 skończonych akcji skutecznie + as serwisowy Pietraszki i ponownie wygrywamy dwoma oczkami tę partię. Błędy własne tym razem bez znaczenia, bo obie ekipy popełniły ich podobną ilość (6:5). Atak również bardzo wyrównany, przy skuteczności 61% do 63% dla naszej drużyny. Butryn wprost szalał w ataku bo na 8 akcji skończył… wszystkie! Karol znów mógł liczyć na Kapelusa, który dołożył 5 oczek. W Resovii Rossard mocno spuścił z tonu zdobywając tylko 5 punktów przy zaledwie 38% skuteczności, starał się mu pomagać Ivović, który również dołożył tyle samo punktów. Wreszcie mieliśmy lepsze przyjęcie od przeciwnika, co w meczach GieKSy nie zdarza się często. 56% do 46% musiało zrobić różnicę i ułatwić naszemu kapitanowi, Falaschiemu rozegranie w tym secie.
Czwarty set GieKSa rozpoczęła gorzej i to gospodarze odskoczyli na kilka oczek przewagi (15:10), co nie rokowało dobrze na dalszą jego część. Na szczęście nasza drużyna nie poddała się i szybko zniwelowała tę stratę, doprowadzając znów do gry na styku (16:16), wychodząc nawet na chwilowe prowadzenie (18:19). Końcówka seta bardzo wyrównana (do stanu po 21), ale tym razem to gospodarze lepiej rozegrali tę końcówkę, doprowadzając do wyrównania stanu meczu. Ponownie błędy własne na podobnym poziomie (8:7). Niestety w ataku straciliśmy swoją wysoką skuteczność z poprzedniej partii, zresztą Resovia też była słabsza w tym elemencie, 35% do 30% na ich korzyść. Zaciął się Butryn, który na 10 ataków zakończył tylko 3 (co daje marne 30% skuteczności), próbował ratować sytuację Kalembka zdobywając cztery oczka. Wydaje się, że to właśnie różnica w ataku pozwoliła cieszyć się gospodarzom z wygranej w tym secie.
Pierwszy tie-break w tym sezonie z udziałem GKS-u zaczyna się od razu od kilku punktów naszej przewagi (2:5), jednak gospodarze szybko doprowadzają do remisu po 7 i po 9, w międzyczasie wychodząc nawet na prowadzenie (8:7). Decydujące fragmenty meczu pod kontrolą GieKSy, 3 skuteczne akcje z ataku, dwa ze środka, zaledwie jeden błąd serwisowy i przy piłce meczowej blok punktowy Krulickiego, na taką grę Resovia nic nie mogła poradzić. Zdobycie aż 10 punktów po własnych akcjach (przy 7 rzeszowian) okazało się kluczowe w piątym secie. Odnalazł się Butryn w ataku zdobywając cztery oczka (44% skuteczności), w Resovii walczył tylko Rossard, 3 ataki na 6 (50% skuteczności). Przyjęcie ponownie lepsze u naszych przeciwników (54% do 38%), ale tak jak pisałem wyżej, nasi kibice już się do tego chyba przyzwyczaili.
Ogólnie Resovia miała aż 27 błędów w zagrywce, czyli GKS dostał jednego, całego seta za darmo! Co prawda GieKSa w tym elemencie też nie świeciła przykładem mając tych błędów 20, ale te siedem zrobiło jednak różnicę. Gospodarze w ogóle nie potrafili wykorzystać lepszego przyjęcia na poziomie 51% do 41% naszego, na skuteczniejszą grę w ataku, ponieważ obie drużyny miały taką samą skuteczność – 45%. W ataku lepiej radzili sobie katowiczanie, którzy mimo słabszego przyjęcia, to Falaschi potrafił na tyle dobrze przetransportować piłkę do siatki, aby jego koledzy mogli nie tylko siłowymi, ale też i sprytnymi zagraniami skutecznie kończyć i punktować. Skuteczność bloku minimalnie lepszą mieli gospodarze (11:8 w blokach) oraz remis w asach serwisowych po 8.
Osobny akapit trzeba poświęcić MVP tego meczu. Karol Butryn rozegrał chyba jeden z najlepszych, jak nie, najlepszy mecz w barwach GieKSy. Liczby mówią same za siebie. Nasz atakujący zdobył 26 punktów w tym 24 atakiem, 1 blokiem oraz 1 asem serwisowym. Wszystkich ataków miał 45 przy skuteczności na poziomie 53%, 6 razy pomylił się w ataku, a 4 razy został zablokowany. I tylko do skuteczności zagrywki można mieć lekkie pretensje, bo na 17 serwisów, zepsuł aż 7. Wielkie słowa uznania za grę w trzecim secie gdy na 8 ataków skończył wszystkie! Butryn był bez wątpienia głównym architektem tej, raczej niespodziewanej wygranej GieKSy. TYLKO TAK DALEJ KAROL!
Porażka z beniaminkiem ligi dla wicemistrza Polski chwały nie przynosi. Już na trybunach było można wyczuć nerwową atmosferę, zakończoną wygwizdaniem miejscowej drużyny. A kilka godzin po zakończeniu spotkania, trener Resovii Andrzej Kowal oddał się do dyspozycji zarządu klubu. To pokazuje jakieś przesilenie w ekipie rzeszowskiej, ale na szczęście to już nie nasz problem. Chwała naszym siatkarzom, że potrafili się podnieść po porażce z mistrzem Polski i potrafili wykorzystać sytuację boiskową jaka wytworzyła się w Rzeszowie, tym samym przełamując passę trzech porażek z rzędu. TAK TRZYMAĆ PANOWIE!
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 8 meczach (28 setów)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 731 minut, z czego I set 206 min. – II set 224 min. – III set 206 min. – IV set 77 min. – V set 18 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 179: zagrywka 109, atak 43, siatka + inne 27.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 194: zagrywka 116, atak 61, siatka 6, inne 11.
Ilość zdobytych punktów – GKS 434: Kapelus 94, Butryn 70, Van Walle 66, Kalembka 59, Sobański 45, Krulicki 39, Błoński 35, Falaschi 15, Pietraszko 10, Stelmach 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 144: Butryn 26, Kapelus 23, Kalembka 21, Van Walle 20, Błoński 15, Sobański 15, Krulicki 13, Falaschi 7, Pietraszko 3, Stelmach 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 290: Kapelus71, Van Walle 46, Butryn 44, Kalembka 38, Sobański 30,Krulicki 26, Błoński 20, Falaschi 8, Pietraszko 7.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 150: Kapelus 44, Van Walle 40, Butryn 28, Kalembka 26, Krulicki 15, Falaschi 5, Błoński 5, Pietraszko 2, Stelmach 1, Sobański -2, Fijałek -3, Stańczak -3, Mariański -8.
Ilość zagrywek – GKS 614: Kapelus 99, Kalembka 95, Falaschi 80, Krulicki 80, Van Walle 72, Sobański 60, Błoński 53, Butryn 50, Pietraszko 21, Fijałek 4.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 116: Kalembka 21, Sobański 17, Butryn 17, Krulicki 15, Błoński 12, Falaschi 9, Kapelus 8, Van Walle 7, Pietraszko 7, Fijałek 3.
Ilość asów serwisowych – GKS 37: Sobański 8, Kalembka 7, Błoński 6, Butryn 5, Van Walle 4, Krulicki 3, Kapelus 2, Falaschi 1, Pietraszko 1.
Ilość przyjęć – GKS 532: Kapelus 193, Sobański 128, Mariański 104, Błoński 76, Stańczak 24, Falaschi 2, Kalembka 2, Krulicki 2, Pietraszko 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 39: Sobański 13, Kapelus 9, Mariański 8, Błoński 4, Stańczak 3, Krulicki 1, Falaschi 1.
Przyjęcie negatywne i perfekcyjne – GKS 218: Kapelus 72, Sobański 58, Mariański 49, Błoński 24, Stańczak 13, Falaschi 1, Kalembka 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 16%: Stańczak 38%, Mariański 25%, Kapelus 14%, Sobański 13%, Błoński 11%.
Ilość ataków – GKS 767: Kapelus 206, Van Walle 128, Butryn 123, Sobański 96, Błoński 67, Kalembka 69, Krulicki 45, Falaschi 17, Pietraszko 14, Stelmach 2.
Ilość błędów w ataku – GKS 61: Butryn 14, Kapelus 12, Van Walle 9, Błoński 8, Kalembka 7, Krulicki 5, Sobański 5, Pietraszko 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 68: Kapelus 21, Sobański 12, Butryn 11, Van Walle 10, Błoński 6, Kalembka 5, Krulicki 3.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 336: Kapelus 86, Butryn 59, Van Walle 57, Kalembka 38, Sobański 32, Błoński 27, Krulicki 23, Falaschi 7, Pietraszko 6, Stelmach 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 44%: Kalembka 55%, Krulicki 51%, Stelmach 50%, Butryn 48%, Van Walle 45%, Pietraszko 43%, Kapelus 42%, Falaschi 41%, Błoński 40%, Sobański 33%.
Ilość bloków punktowych – GKS 61: Kalembka 14, Krulicki 13, Falaschi 7, Kapelus 6, Butryn 6, Van Walle 5, Sobański 5, Pietraszko 3, Błoński 2.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 6: Błoński 3, Sobański 2, Falaschi 1.
MVP – GKS 4: Błoński 1, Kapelus 1, Sobański 1, Butryn 1.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze