Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Tym razem spotkanie dwóch beniaminków nie wzbudziło takiego zainteresowania w mediach elektronicznych jak poprzedni mecz GKS-u w Rzeszowie. Stąd tak mało wzmianek o tym wydarzeniu.

 

polsatsport.pl – PlusLiga: GKS górą w starciu beniaminków

W dziewiątej kolejce PlusLigi doszło do konfrontacji beniaminków. Siatkarze GKS Katowice wygrali na własnym parkiecie z Espadonem Szczecin 3:1. W ubiegłym sezonie obie ekipy zmierzyły się ze sobą w kwietniowych półfinałach I ligi. W serii do trzech zwycięstw górą byli katowiczanie 3-0 (3:1, 3:1, 3:2). Siatkarze GKS pokonali później w finale SMS PZPS Spała i wygrali rozgrywki, ekipa ze Szczecina zajęła miejsce na najniższym stopniu podium, po pokonaniu Ślepska Suwałki. Obie ekipy diametralnie różnie zameldowały się w ekstraklasie. Siatkarze Espadonu w pierwszych ośmiu meczach nie wygrali na parkiecie ani razu, a trzy punkty, które mieli na koncie zawdzięczali walkowerowi za przegrany 0:3 mecz z PGE Skrą Bełchatów. Pozostałe siedem spotkań przegrali bez zdobyczy punktowych, notując bilans setów 3-21! Co innego katowiczanie, którzy szybko zadomowili się w PlusLidze. Notowali co prawda słabsze występy, ale bilans 4 zwycięstwa – 4 porażki był, jak na beniaminka, całkiem przyzwoity. Podopieczni Piotra Gruszki pokonali Łuczniczkę Bydgoszcz (3:1), AZS Częstochowa (3:0), BBTS Bielsko-Biała (3:0), a w poprzedniej serii gier sprawili ogromną sensację, ogrywając na Podpromiu 3:2 wicemistrzów Polski – Asseco Resovię.  (…)

Set numer trzy był jednym z najdłuższych i najbardziej zaciętych w obecnym sezonie. Wynik od początku oscylował wokół remisu (3:3, 8:8, 14:14). Żadna z drużyn nie była w stanie wypracować sobie większej przewagi. Pierwsi piłkę setową mieli goście, gdy Rafał Sobański zmarnował zagrywkę (23:24), ale był to dopiero początek emocji. Rywalizacja na przewagi miała niezwykle zacięty przebieg, a obie ekipy nie ustrzegły się błędów. Ostatecznie dwa skuteczne bloki przechyliły szalę zwycięstwa na stronę ekipy z Katowic. W czwartej partii już takich emocji nie było. Gospodarze po dobrym otwarciu (5:1), utrzymywali kilkupunktowy dystans, a w środkowej części seta jeszcze powiększyli przewagę (16:9). W tej sytuacji w końcówce seta katowiczanie kontrolowali sytuację na parkiecie, a spotkanie efektownie – bo asem serwisowym – zakończył Tomasz Kalembka.

sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice – Espadon Szczecin: śląski beniaminek lepszy

Starcie beniaminków przyniosło wiele emocji, szczególnie w trzeciej partii. Ostatecznie ze zwycięstwa cieszył się GKS Katowice, a statuetkę MVP otrzymał Karol Butryn. Na siatkarskich salonach katowiczanie radzą sobie lepiej niż przeciwnicy ze Szczecina, ale Espadon w bezpośredniej konfrontacji chciał udowodnić, że wcale nie zasługuje na miano gorszego beniaminka. Początek spotkania należał do gospodarzy. Pewne zagrania Karola Butryna i Serhiya Kapelusa pozwoliły katowiczanom zbudować przewagę (12:7). Skuteczności w zagraniach brakowało za to gościom, którzy popełniali sporo błędów zarówno w ofensywie, jak i obronie. Jedyną odpowiedzią szczecinian na uderzenia zawodników GKS-u były dobre bloki głównie w wykonaniu Łukasza Perłowskiego. W połączeniu z niedokładnością podopiecznych Piotra Gruszki pozwoliło to na zmniejszenie przewagi gospodarzy. Jednak kiedy siatkarze z Pomorza byli bliscy doprowadzenia do remisu, Butryn zdobył dwa punkty zagrywką, co ustawiło końcówkę seta. Ten sam zawodnik zakończył partię udanym atakiem po skosie (25:19). Drugiego seta w pierwszym składzie rozpoczął Sladecek. Ta roszada pomogła przyjezdnym. Uaktywnił się Marcin Wika, w ataku pomagał mu Bartłomiej Kluth. Espadon mozolnie odbudowywał swoją grę, by w środkowej części odsłony dobra postawa w obronie i dwa bloki Sladecka zaowocowały prowadzeniem (14:15). Później trzy asy dołożył Michał Ruciak i GKS był w trudnej pozycji. Mimo zmian gospodarze nie uporali się ze swoimi problemami. Zawodnicy Espadonu z akcji na akcję grali z coraz większym animuszem. Ślązacy mieli problemy z przyjęciem, a goście dzięki temu mieli ułatwione zadanie na ataku, co później sprawiło, że szczecinianie doprowadzili do remisu (21:25).  (…)

siatkowka24.com – PlusLiga: Starcie beniaminków dla GKS-u

(…)  Espadon Szczecin zdecydowanie lepiej radził sobie na początku drugiego seta, prowadząc z GKS-ą bardzo wyrównaną walkę cios za cios (8:8). Ale taki stan nie trwał długo, Butryn i spółka, podbnie jak w pierwszej partii gospodarze szybko przejęli inicjatywę (12:9). Szczecin nie zamierzał jednak sprzedać łatwo skóry, podopieczni Milana Simojlovicia dzielnie bronili się potrójnym blokiem (12:13). Zagrywki Michala Sladeceka pozwoliły szczecinianom wyjść na prowadzenie (16:14), oprócz mocnych zagrywek słowacki rozgrywający zdołał poukładać grę Espadonu, dzięki czemu na boisku wywiązała się bardzo interesująca walka (19:16). Co prawda szkoleniowiec miejscowych próbował ratować sytuację wprowadzając zmianę, ale to na niewiele się zdało. GKS-ie, dzięki zagrywkom Karola Butryna, udało się obronić pięć piłek setowych, ale ostatecznie to Bartłomiej Kluth zakończył te partię na korzyść przyjezdnych (25:21). Dziesięciominutowa przerwa elektryzująco podziałała na obie drużyny, które bardzo dobrze spisywały się na początku trzeciej partii, prowadząc bardzo zaciętą walkę, pełną efektownych obron i ataków (5:5). Wyrównana walka trwała nieprzerwanie, obie drużyny grały praktycznie bezbłędnie, zasypując się nawzajem mocnymi ciosami (18:18). Po jednej stronie siatki dominował Sobański, zaś po drugiej swoim sztandarowym zagraniem blok-aut popisywał się Bartłomiej Kluth (22:21). Zażarta walka toczyła się do samego końca, w interesie żadnej z drużyn nie było oddanie seta. Szczęście było jednak po stronie gospodarzy, którym udało się ustawić dwa skuteczne bloki, pierwszy zatrzymał wikę na lewym skrzydle, zaś drugi Klutha (35:33).  (…)

volleyespadon.pl – Espadon pokonany w Katowicach

Podopieczni Milana Simojlovicia walczyli niesłychanie ambitnie i byli bardzo bliscy zdobycia choćby punktu. Decydująca okazała się trzecia partia, którą siatkarze z Katowic wygrali 35:33. Cały mecz zakończył się rezultatem 3:1. Przed rozpoczęciem sobotniego pojedynku beniaminków faworytem byli gospodarze. GKS wygrał już w tym sezonie cztery mecze, Espadon wciąż czekał na pierwsze zwycięstwo na parkiecie. Na koncie szczecinian widnieją wprawdzie trzy punkty, ale zostały one przyznane za walkower w meczu przeciwko PGE Skrze Bełchatów. Do konfrontacji w 9. kolejce PlusLigi GKS przystępował po wyjazdowym zwycięstwie nad Asseco Resovią Rzeszów. Espadon natomiast przez dwa sety walczył jak równy z równym z Jastrzębskim Węglem, ale ostatecznie przegrał we własnej hali 1:3. W sobotę Milan Simojlović zdecydował się wystawić następujący skład: Gałązka, Perłowski, Miłuszew, Ruciak, Wika, Petković, Mihułka.

Spotkanie lepiej zaczęli gospodarze, którzy szybko wyszli na prowadzenie 3:0. Punkty w ataku zdobywali Kapelus i Butryn, jedno „oczko” dołożył też blokiem Krulicki. Espadon odpowiedział osobą Janusza Gałązki. Kapitan szczecinian najpierw zablokował atak rywali, a chwilę później pokazał, jak skutecznie atakować ze środka. Na niewiele to się jednak zdało, bo GKS grał agresywnie i stopniowo budował coraz większą przewagę (8:3). W drugiej części seta przyjezdni wznieśli się jednak na zdecydowanie wyższy poziom i gra się wyrównała. Nadal dobrze prezentował się Gałązka, dwa punkty serwisem dołożył Perłowski i zrobiło się bardzo emocjonująco (16:17). Niestety, do głosu doszedł świetnie dysponowany w ostatnim czasie Karol Butryn (MVP meczu z Resovią), który mocną i precyzyjną zagrywką wyprowadził swoją drużynę na wysokie prowadzenie (21:16). Strat nie udało się odrobić i pierwszy set padł łupem siatkarzy z Katowic (25:19).  (…)

Przegrana trzecia partia pozostawiła ślad w psychice przyjezdnych, którzy czwartego seta zaczęli od wyniku 1:5. Ambitni zawodnicy Espadonu byli przez chwilę bliscy remisu (5:6), ale po chwili na tablicy świetlnej było już 12:7 dla gospodarzy. Strat nie udało się odrobić i ostatecznie ze zwycięstwa nie tylko w tej partii (25:16), ale i całym meczu, mogli cieszyć się katowiczanie.

 

Na koniec fragment wywiadu naszego kapitana Marco Falaschiego udzielonego jeszcze przed meczem z Espadonem.

przegladsportowy.pl – Marco Falaschi: Polska jest moim drugim domem

Włoski rozgrywający Marco Falaschi po dwóch latach gry w Lotosie Treflu Gdańsk zmienił otoczenie. Zamienił Trójmiasto na Katowice, choć przyznaje, że nadal chciał grać nad morzem. – Nie da się ukryć, że wszystko w Katowicach jest inne – mówi z uśmiechem Marco Falaschi, rozgrywający GKS-u Katowcie i dodaje. – Jestem w zupełnie innym otoczeniu, środowisku, klubie. Moja drużyna ma zupełnie inne cele, ale to normalne. Po dwóch bardzo dobrych sezonach w Gdańsku coś się zmieniło. Chciałem tam zostać, ale decyzja klubu była taka, że muszę odejść, więc musiałem szukać innej opcji. Otrzymałem dobrą ofertę z Katowic. Jednocześnie miałem świadomość tego, że przyjdę do beniaminka jako jeden z najstarszych i najbardziej doświadczonych zawodników, a w związku z tym będą wobec mnie duże oczekiwania. Ten pierwszy sezon tak wygląda, że musimy przede wszystkim zbudować podwaliny pod drużynę. Tacy zawodnicy jak Rafał Sobański, Karol Butryn, czy Paweł Pietraszko, nigdy nie grali w PlusLidze. Oni na własnej skórze muszą przekonać się o sile rozgrywek, bo PlusLiga jest jedną z najbardziej wymagających, jeśli nie najtrudniejszą lig na świecie. Jednocześnie to dla nich wielka sprawa żeby grać na tym poziomie i mieć szansę pokazania swoich umiejętności. Natomiast ja ze swojej strony staram się przekazywać drużynie jak najwięcej doświadczenia, a czasem też trochę humoru i różnych głupot, bo nie da się cały czas tylko zwracać uwagę i mówić młodszym co powinni zrobić – mówi Włoch, który nie urywa, że podpisanie kontraktu z GKS-em Katowice świadczy o tym, że bardzo zależało mu na pozostaniu w Polsce.

Zdecydowanie tak. Dostałem również kilka innych ofert, m.in. z Włoch i Francji, ale chciałem zostać w PlusLidze, bo bardzo lubię Polskę, która jest dla mnie jak drugi dom – mówi włoski rozgrywający beniaminka PlusLigi, na którego barkach odczuwa teraz większą odpowiedzialność. – Na pewno jestem tu w innej sytuacji niż w Gdańsku, gdzie mieliśmy w drużynie wielu dobrych zawodników – mówi Falaschi. – Niezależnie od nazwisk naszą siłą w Lotosie była jednak przede wszystkim zespołowość, bo stanowiliśmy razem mocną grupę, w której panowała bardzo dobra atmosfera. Staram się stworzyć podobny klimat w Katowicach. Wiemy, że nie jesteśmy perfekcyjni i zdarza się, że popełniamy mnóstwo błędów, ale najważniejsze jest to, żebyśmy się razem trzymali, wzajemnie się wspierali i grali z uśmiechem na boisku. Czasem to ma nawet większe znaczenie niż techniczne umiejętności poszczególnych zawodników – stwierdza Marco Falaschi i przyznaje, że jako przedstawiciel beniaminka, który został zaproszony do rozgrywek PlusLigi, jest entuzjastą powiększenia ligi.

– Gdyby nie ta decyzja, to pewnie nie byłoby mnie w Polsce, więc oczywiście jestem na tak – uśmiecha się Falaschi i dodaje. – Moim zdaniem to dobre rozwiązanie, bo wbrew pozorom liga nie jest wydłużona i kończy się już w kwietniu. W mojej ocenie zmieniona powinna być formuła rozgrywania play-offów, bo nie ma powodów żeby w tym ostatnim etapie rozgrywek brały udział tylko cztery zespoły. Może się zdarzyć, że dla większości drużyn sezon będzie się już praktycznie kończył w lutym, kiedy będzie wiadomo, że nie będą już miały szans na załapanie się do półfinałów. Lepszym rozwiązaniem byłoby gdyby play-offy toczyły się normalnie, z udziałem ośmiu drużyn. Mielibyśmy wtedy więcej meczów, więcej transmisji telewizyjnych i więcej emocji – stwierdza włoski rozgrywający GKS Katowice, który w poprzedniej kolejce ograł w Rzeszowie wicemistrza Polski, Asseco Resovię.  (…)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga