Dołącz do nas

Hokej

[RELACJA] 92 minuty gry… i koniec marzeń

Avatar photo

Opublikowany

dnia

26 marca w Krakowie odbył się szósty mecz w półfinałowej rywalizacji fazy play-off Polskiej Hokej Ligi pomiędzy TAURON KH GKS-em Katowice i Comarch Cracovią. Krakowianie trzeci raz z rzędu stanęli przed szansą na zakończenie serii i awans do półfinału, a Katowiczanie liczyli, że uda im się doprowadzić do siódmego meczu. W składzie GieKSy awizowany był Dusan Devecka, ale już w pierwszej tercji można było go zobaczyć obok naszej ławki w klubowym dresie.

Niewiele działo do 3 minuty meczu, kiedy to obrońca Cracovii łatwo dał odebrać sobie krążek pod własną bramką, następnie Wronka dograł do Rohtli, ale ten z bliska trafił prosto w bramkarza. Po chwili krążek przetoczył się przez nasze pole bramkowe, ale nikt nie skierował go do odsłoniętej bramki. Lekką przewagę na lodzie zyskali gospodarze, ale to GieKSa zdobyła pierwszą bramkę. W 8 minucie Laakkonen zostawił krążek wjeżdżającemu za nim do tercji Tuhkanenowi, a ten dograł do Martina Cakija, który z bliska pokonał Miloslava Koprivę. Minutę później dwukrotnie naszej bramce zagroził Damian Kapica – najpierw próbował wepchnąć się przed naszą bramkę, ale do końca pilnował go Krawczyk, a następnie z bardzo bliska trafił do łapawicy Lindskouga. Mecz zaczął nabierać intensywności, lecz wciąż obie drużyny wybierały raczej bezpieczne warianty. W 15 minucie Rompkowski z Bychawskim chcieli ciałem trafić rozpędzonego Fraszkę, ale nasz zawodnik sprytnie ich wyminął i trafili sami siebie. Kilkanaście sekund później Fraszko otrzymał karę za spowodowanie upadku przeciwnika. Dwa potężne strzały na ciało przyjął Maris Jass – po pierwszym zdołał się podnieść i dalej bronić osłabienia, po drugim obolały zjechał do boksu. Na 103 sekundy przed końcem tercji Svec popchnął Urbanowicza na bandę i trafił za to na ławkę kar. Po 20 minutach prowadziliśmy 1:0.

Drugą część spotkania rozpoczęliśmy mając jeszcze 17 sekund w przewadze, ale nawet nie zdołaliśmy w tym czasie wjechać do tercji Cracovii. W 24 minucie okres dobrej gry GieKSy zwieńczony został szybkim strzałem Sawickiego po podaniu Fraszki, ale Kopriva był jeszcze szybszy. 2 minuty później po błędzie Wanackiego Kapica miał czystą sytuację, lecz uderzył niecelnie. GKS dobrze prezentował się w defensywie pod względem taktycznym. W 31 minucie nieco przypadkowo krążek trafił do ustawionego przed bramką Csamango, ale trafił on w parkany Lindskouga. Po chwili Łopuski wywalczył krążek w tercji neutralnej, oddał strzał, który Kopriva odbił tak, że ,,guma” trafiła do Malasińskiego, ale ten nie trafił z ostrego kąta do pustej bramki. Sytuacja ta szybko się zemściła, bo do wyrównania doprowadził Vachovec. Gol ten podziałał motywująco na Krakowian, którzy od razu zaczęli szukać drugiej bramki. W 36 minucie na ławkę kar jednocześnie zostali odesłani Rohtla i Krawczyk. Udało nam się przetrwać pełne 2 minuty w podwójnym osłabieniu. W 39 minucie Cracovia otrzymała karę techniczną za nadmierną ilość zawodników na lodzie. Po drugiej tercji GKS remisował z Cracovią 1:1.

W pierwszych sekundach trzeciej tercji Łopuski jeszcze w przewadze zdecydował się na strzał z ostrego kąta, z którym bez problemu poradził sobie Kopriva. W 45 minucie Starzyński wygrał bulik w tercji ofensywnej, Jyrkkio szybko oddał strzał, po którym stworzyło się małe zamieszanie, Starzyński był bliski zdobycia bramki, ale Kopriva odbił krążek parkanem. Tercja ta przypominała bardziej partię szachów, niż mecz hokejowy. W 50 minucie karę za przeszkadzanie otrzymał Rompkowski. Spędziliśmy sporo czasu w tercji Cracovii, ale nie znaleźliśmy sposobu na ich defensywę. Po chwili Kapica wyminął Jassa i wyszedł sam na sam na Lindskouga, lecz górą był nasz bramkarz. W 55 minucie kąśliwy strzał oddał Malasiński, ale także z nim poradził sobie Kopriva. Chwilę później indywidualną akcję przeprowadził Bepierszcz i zatrzymała się ona na naszych obrońcach. W 57 minucie karę meczu za atak na głowę otrzymał Marek Strzyżowski. Oznaczało to, że do końca tercji musieliśmy grać w osłabieniu. Minutę później karę za zahaczanie otrzymał Łopuski, co jeszcze bardziej pogorszyło naszą sytuację. 50 sekund później Zygmunt przytrzymał kij Rohtli, przez co graliśmy w trzech przeciwko czwórce. Do końca tercji nie padła żadna bramka, co oznaczało dogrywkę.

,,Czwartą tercję” rozpoczęliśmy od wybronienia końcówki kary Strzyżowskiego, którą odsiadywał Patryk Wronka. Po powrocie do gry w pełnych składach wciąż jednak to Cracovia przeważała na lodzie. W 66 minucie Laakkonen zahaczał atakującego rywala i został odesłany na ławkę kar. Błąd popełnił Lindskoug, który chciał wybijać krążek, ale trafił w zawodnika Cracovii, który najpierw trafił w słupek, a dobitka jakimś cudem została zablokowana przez naszego bramkarza do spółki z Jassem. Pod koniec kary Lindskoug kapitalnie odbił strzał Jezeka z bardzo dobrej pozycji. Po chwili Tvrdon z Domogałą wyszli dwóch na jednego, ale podanie tego pierwszego przeciął Krawczyk. Gospodarze cały czas dominowali na tafli. Złotego gola mógł zdobyć Fraszko po podaniu Wronki, ale jego uderzenie zostało zablokowane. Chwilę później po błędzie Cakajika Kapica uderzył z pierwszego krążka po dograniu Bepierszcza, ale ,,guma” minęła bramkę. Nasi zawodnicy z minuty na minutę popełniali coraz więcej błędów, a w grze utrzymywał nas Lindskoug. W 74 na ławkę kar sędziowie odesłali Martina Cakajika. Po zakończeniu jego kary sfaulowany został Malasiński. O czas poprosił trener Tom Coolen. Po strzale Cakajika z niebieskiej Kopriva odbił krążek górnym końcem kija. W 79 minucie Fraszko strzelił Koprivie między parkanami, a krążek tuż sprzed linii wybił obrońca Cracovii. Minutę później bramkarz ,,Pasów” odbił strzał Łopuskiego. Pierwsza tercja dogrywki także nie przyniosła rozstrzygnięcia. Czekała nas 15-minutowa przerwa i kolejna porcja hokeja.

Obie drużyny od początku drugiej dogrywki grały bardzo niedokładnie. Tempo meczu mocno spadło, czemu ciężko się dziwić. Nie było praktycznie żadnych klarownych sytuacji. W 89 minucie do niemal pustej bramki nie trafił Tvdron. Po chwili w sytuacji dwóch na jednego znaleźli się Fraszko i Wronki, ale strzał Wronki bez większego problemu odbił Kopriva. W 91 minucie minimalnie niecelnie po indywidualnej akcji uderzył Malasiński. Minutę później Noworyta wybił krążek nad pleksę, a sędzia odesłał go na ławkę kar. Choć to my graliśmy w przewadze, to właśnie wtedy nasze marzenia o złotym medalu zakończył Zygmunt strzelając Lindskougowi między parkanami. TAURON KH GKS Katowice w sezonie 18/19 zagra o brązowy medal.

Comarch Cracovia – TAURON KH GKS Katowice (0:1, 1:0, 0:0, 1:0d.)
0:1 Martin Cakajik (Niko Tuhkanen, Janne Laakkonen) 7:31
1:1 Michal Vachovec (Miloslav Jachym) 32:36
2:1 Paweł Zygmunt (Mateusz Bepierszcz, Maciej Kruczek) 91:56 4/5

Comarch Cracovia: Kopriva (Kowalówka) – Rompkowski, Bychawski, Bepierszcz, Vachovec, Kapica – Kruczek, Charnaok, Zygmunt, Domogała, Csamango – Jachym, Noworyta, Svec, Jezek, Drzewiecki – Trvdoń, Gajor, Kamiński, Brynkus, Bryniczka.

TAURON KH GKS Katowice: Lindskoug (Kieler) – Devecka, Cakajik, Strzyżowski, Rohtla, Laakkonen – Wanacki, Jass, Łopuski, Pasiut, Malasiński – Jyrkkio, Tuhkanen, Fraszko, Sawicki, Wronka – Skokan, Krawczyk, Yashin, Starzyński, Urbanowicz.

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    3 kolory

    26 marca 2019 at 22:19

    Szkoda ????

  2. Avatar photo

    Kris

    26 marca 2019 at 22:27

    Niestety ale słabo kondycyjnie drużyna wyglada. Dzięki za walkę. Pewnie będziemy grali z Tychami ale o brąz.

  3. Avatar photo

    Fjodor

    26 marca 2019 at 22:57

    Adi, dodaj, że ze spalonego. Kij hokejowy w dupę sędziemu łopatką do środka!

  4. Avatar photo

    Kris

    26 marca 2019 at 23:14

    Fjodor nie ma co usprawiedliwiać sie bramka ze spalonego. Jak na taka pakę to drużyna słabo zagrała Play Offy. Z Unia sie udało ale na Craxe zabrakło sił.
    Życie toczy sie dalej. Klub trzeba budować od podstaw. Praca z dzieciakami, nowe lodowisko, promować markę hokejowej GieKSy. Najemnicy za kasę dzisiaj grają u nas a jutro już gdzie indziej.
    Emocje były, gra tez była miła dla oka ale kondycji zabrakło na coś więcej.
    Na osłodę klepniemy Tychy w sparingach o brąz.
    Pozdrowionka GieKsiorze!

  5. Avatar photo

    miodek

    30 marca 2019 at 21:37

    Tychom to możecie jedynie buty pucować!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga