Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Przegląd mediów: Szalony mecz w Oświęcimiu!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich pięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Drużyna kobiet, korzystając z przerwy na występy reprezentacji, rozegrała spotkanie sparingowe z MFK Rużemberok. Wygrała nasza drużyna 8:0 (5:0). Spotkanie ligowe drużyna rozegra 13 kwietnia (sobota) z Medykiem w Koninie. Mecz rozpocznie się o godzinie 13:15 i będzie transmitowane na antenie TVP Sport. Drużyna męska w 26 kolejce Fortuna I Ligi pokonała na Lechię Gdańsk 1:0 (0:0). Kolejne spotkanie ligowe GieKSa rozegra w sobotę trzynastego kwietnia z Odrą Opole. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 15:00 na Bukowej.
Siatkarze zakończyli fazę zasadniczą PlusLigi wygraną LUKiem Lublin 3:1. Zespół zajmuje czternastą pozycję w tabeli. Do rozegrania został dwumecz o zajęcie 13 miejsca w rozgrywkach. Pierwszy z nich zostanie rozegrany w poniedziałek piętnastego kwietnia, w hali w Szopienicach.
Hokeiści rozegrali spotkanie numer 3 i 4 finału THL. Oba mecze zakończyły się dogrywką – w pierwszym z nich wygrała GieKSa 3:2, w drugim Unia 7:6. W rywalizacji jest remis 2:2. Kolejne spotkania zaplanowano na najbliższą środę, piątek i niedzielę (10, 12 i 14 kwietnia). Mecze zostaną rozegrane na przemian w Katowicach, Oświęcimiu i ponownie w Katowicach. Rywalizacja rozpocznie się odpowiednio o godzinie 17:30 i dwukrotnie 20:30.
PIŁKA NOŻNA
gkskatowice.eu – Zwycięski sparing Mistrzyń Polski na Słowacji
Korzystając z przerwy reprezentacyjnej, zespół GKS Katowice rozegrał wyjazdowy sparing z przedstawicielem słowackiej ekstraklasy MFK Ruzomberok. Już po pierwszej połowie Mistrzynie Polski prowadziły w tym jednostronnym spotkaniu aż pięcioma bramkami: Julia Włodarczyk do dwóch trafień w 4. i 32. minucie meczu dołożyła asystę przy golu Oliwii Grzegorczyk, dwie bramki zdobyła także Anna Konkol – pierwszą po rzucie karnym podyktowanym po faulu na Klaudii Słowińskiej, zaś drugą po udanej kontrze GKS-u po rzucie rożnym dla rywalek i efektownym podaniu Słowińskiej. Przy najgroźniejszej akcji rywalek z Rużemberoku z 22. minucie refleksem wykazał się Weronika Klimek, która wybroniła sytuację jeden na jeden.
W drugiej części meczu do protokołu meczowego w rubryce „gole” zapisały się: Marlena Hajduk po rzucie karnym, Dżesika Jaszek i Karolina Bednarz. Przewaga boiskowa polskiej drużyny nie ulegała żadnych wątpliwości i piłkarki GieKSy mógł wracać do Polski w dobrych nastrojach.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice w czterech setach pokonał Bogdankę LUK Lublin
Na zakończenie fazy zasadniczej GKS Katowice pokonał Bogdankę LUK Lublin. Losy poszczególnych setów rozstrzygały się w końcówkach. Tym samym katowiczanie zagrają z KGHM Cuprum Lubin o 13. miejsce. Natomiast lublinianie w ćwierćfinale PlusLigi rywalizować będą z Projektem Warszawa.
Pierwsze akcje korzystnie potoczyły się dla przyjezdnych, niemniej obie ekipy powoli wchodziły w spotkanie. Od początku bardzo dobrze radził sobie Marcin Waliński, zaś po drugiej stronie siatki w polu serwisowym mocną zagrywką pokazał się Maciej Krysiak. Gospodarzy bombardował także Mateusz Malinowski, który w przeciwieństwie do swoich kolegów nie plasował w środek boiska. Po asie serwisowym Malinowskiego na tablicy wyników widniał już rezultat 11:8 na korzyść gości. Chwilę później Bogdanka, korzystając z błędów oponentów, prowadziła 13:9. W połowie seta boisko opuścił Maciej Zając, którego zastąpił Jan Nowakowski. Prawdopodobnie środkowy bloku z Lublina podkręcił delikatnie kostkę.
Różnica kilku punktów utrzymywała się przez większość seta. Katowiczanie co nadrobili zaległości, to po chwili znów popełniali błędy tracąc kontakt. Gospodarze doprowadzili do remisu przy stanie po 18, co było zasługą Walińskiego i jego asa serwisowego. Chwilę później asem odpłacił się Malinowski dając swojego drużynie prowadzenie 20:18. Skutecznością w przyjęciu nie grzeszył Bartosz Mariański, a następnie punkt zagrywką zdobył Krysiak, podtrzymując przewagę Bogdanki. Punkt zagrywką dołożył Damian Domagała, który pomógł gospodarzom najpierw dogonić rywali, a następnie wygrać seta 25:23.
Ponownie lepiej w partie weszli siatkarze z Lublina, chociaż po asie Domagały był już remis. Później gra toczyła się niemal punkt za punkt. Bardzo dobrze od początku meczu wyglądała współpraca Piotra Fenoszyna ze środkowymi bloku. Zarówno Łukasz Usowicz, jak i Bartłomiej Krulicki, mieli swoje szanse w ataku. W ofensywie przebudził się także Jonas Kvalen. Przy wyniku 12:9 dla GKS-u trener Massimo Botti zdecydował się na wzięcie czasu na żądanie. Niewiele to dało, zespół z Lublina stanął w miejscu, zaś gospodarze odważnie grali w bloku zdobywając kolejne punkty.
Prowadzenie 15:10 zapewniło katowiczanom komfort, lecz podrażnieni siatkarze Bogdanki nie mieli zamiaru odpuszczać. Po chwili goście przełamali złą passę doprowadzając do wyniku 16:13, co zmusiło szkoleniowca gospodarzy do wzięcia czasu. Przyjezdni zbliżyli się do GKS-u na dwa oczka, jednak w końcówce ponownie na kilkupunktowe prowadzenie wyszli podopieczni trenera Słabego. Wynik seta zamknął Damian Domagała, niekwestionowany bohater drugiej części spotkania, dając ekipie z Katowic wygraną 25:21.
Trzeci set otworzył atakiem z pierwszego tempa Łukasz Usowicz, a kilka niepotrzebnych błędów popełnił Jakub Wachnik. Po dwóch przegranych partiach na zmiany w składzie zdecydował się trener Botti, który tak ciężkiego pojedynku się nie spodziewał. Źle wykonane kiwki Walińskiego dały przyjezdnym prowadzenie 7:5, tymczasowo zniwelowane przez katowiczan. Na wzięcie czasu zdecydował się Grzegorz Słaby, lecz po reprymendzie gra GKS-u dalej szwankowała. Z dobrej strony ponownie pokazał się Brand, a w odpowiedzi na uciekający wynik na boisku pojawił się Davide Saitta. W szeregach gospodarzy przede wszystkim zabrakło dobrego przyjęcia, zaś błędy w ataku potęgowały problemy.
Na zagrywce katowiczan bombardował Damian Schulz, po którego serwisach piłka często wracała na stronę Bogdanki. Drugi czas szkoleniowiec GKS-u wykorzystał przy wyniku 16:11 dla gości. Reakcja trenera, jak i dokonane przez niego zmiany, nic nie dały. W krytycznym momencie ekipa z Lublina prowadziła 20:14. W końcówce seta gospodarze próbowali walczyć, niemniej górą okazał się LUK prowadzony przez skutecznego w ataku Schulza. Trzecia partia padła łupem przyjezdnych 25:19.
Od pierwszych chwil czwartej odsłony meczu dobrą dyspozycję potwierdził Damian Schulz. Ze zmiennym szczęściem grał Jakub Wachnik, zaś ostoją katowiczan ponownie okazał się Waliński. W bloku skutecznie pracowali Fenoszyn wraz z Usowiczem dając swojej drużynie dwupunktowe prowadzenie. Siatkarze Bogdanki nie pozostali dłużni, szybko niwelując przewagę. Po kilku zaciętych wymianach inicjatywę przejęli goście, jednak gra zaczęła toczyć się niemal punkt za punkt.
W połowie seta ekipa z Katowic zaczęła odskakiwać. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Szkoleniowiec gości zdecydował się na wzięcie czasu przy stanie 16:14 dla GKS-u. Po przerwie koncertowo zaczął grać Marcin Waliński, utrudniając powrót rywalom. Goście zdołali jednak doprowadzić do remisu przy stanie po 21. Gospodarzom w końcówce pomógł mylący się na zagrywce Marcin Krysiak, zaś po przerwie dla Bogdanki, asem serwisowym popisał się Bartłomiej Krulicki. Wynik spotkania domknął Domagała, który indywidualnie zniknął w czwartym secie. Ostatnia partia zakończyła się na korzyść katowiczan 26:24.
Imponujący w sezonie LUK nie namieszał na koniec w tabeli. Podopieczni trenera Botti’ego kończą sezon zasadniczy na 6 miejscu. Gospodarze z Katowic zwycięstwem zamykają rozgrywki zasadnicze zajmując tym samym 13 lokatę. Najlepszym zawodnikiem spotkania został Damian Domagała, wśród przegranych na wyróżnienie zasłużył Marcin Kania.
MVP: Damian Domagała
GKS Katowice – Bogdanka LUK Lublin 3:1 (25:23, 25:21, 19:25, 26:24)
HOKEJ
hoke.net – Maraton emocji w Oświęcimiu! Złoty gol Bartosza Fraszki
Potrzeba było dogrywki do rozstrzygnięcia losów trzeciego spotkania finałowego. Po pełnym emocji i zwrotów akcji meczu lepsi okazali się urzędujący mistrzowie Polski, którzy objęli przewodnictwo w finałowej serii. Autorem złotego trafienia w 64. minucie został Bartosz Fraszko.
W zestawieniu na dzisiejsze spotkanie trener Płachta mógł skorzystać z usług Igora Smala, który wrócił po absencji w drugim meczu finałowym. Wydarzenia początku pierwszej tercji upływały pod dyktando gospodarzy, którzy pierwsi zdołali uporządkować swoje poczynania ofensywne. Aktywność w tercji rywala wykazywali Andryi Denyskin oraz Erik Ahopelto. Katowiczanie, szukając swoich szans do zdobycia bramki, odpowiadali głównie siłą trzeciej formacji. Świetna współpraca utrzymywała się pomiędzy szwedzkim duetem Olsson-Marklund, a Mateuszem Michalskim. W 5. minucie Hampus Olsson wyłuskał gumę zza bramką, a następnie zaadresował ją do Marklunda, który nie pozwolił się wypchać oświęcimskim defensorom i otworzył wynik spotkania.
Odpowiedź podrażnionych stratą bramki gospodarzy nadeszła ledwie po 66 sekundach. O uderzenie z dystansu pokusił się Peter Bezuška, John Murray zbił krążek parkanem, w walce o jego przejęcie najwięcej sprytu wykazał Jan Sołtys, który umieścił gumę w bramce. Po chwili zespół Jacka Płachty musiał zmierzyć się z wyzwaniem gry w osłabieniu, gdy na ławkę kar za atak kijem trzymanym oburącz został odesłany Aleksi Varttinen. W okresie gry pięciu na czterech przed świetną sytuacją do zdobycia bramki stanął Mark Kaleinikovas, przegrał on jednak pojedynek „sam na sam” z Johnem Murrayem. W ferworze walki o krążek katowicki golkiper opuścił bramkę, jednak żaden z biało-niebieskich nie zdołał w porę oddać strzału.
W 7. minucie oświęcimianie wyprowadzili kolejny cios. Erik Ahopelto precyzyjnym strzałem z prawego bulika po długim słupku ulokował gumę w siatce poza zasięgiem Murraya. Jedynie trzy minuty było dane nacieszyć się gospodarzom prowadzeniem. W 17. minucie trzecia formacja katowiczan kolejny raz dała popis szybkiej gry. Hampus Olsson świetnym podaniem wypuścił przez środek Mateuza Michalskiego, który strzałem w samo okienko bramki Linusa Lundina wyrównał stan rywalizacji. Jeszcze przed przerwą znacząco podwyższyła się temperatura w Hali Lodowej. Miro Lehtimäki próbując zatrzymać atak rywala, dopuścił się przewinienia na Kalle Valtoli. W następstwie tych wydarzeń, po chwili doszło do starcia pomiędzy Joona Monto oraz Janem Sołtysem. W konsekwencji, dwaj najaktywniejsi uczestnicy zajścia wspólnie z Lehtimäkim znaleźli się w boksie kar.
W drugiej odsłonie dłużej w posiadaniu krążku utrzymywali się podopieczni Nika Zupančiča, którym coraz głębiej udawało się zamykać katowiczan. Przyjezdni próbowali inicjować kontry, jednak w tym okresie gry ich ataki były mocno szarpane i w dużej mierze rozbijały się o zagęszczoną środkową strefę. Zdecydowanie częściej gościliśmy pod bramka Murraya, przed którym zarysowywała się perspektywa wytężonej pracy. Coraz dłuższa obecnośćUnii w katowickiej tercji nie przełożyła się w dalszym ciągu na wypracowanie dogodnej pozycji strzelckiej, GieKSa, choć głęboko zepchnięta do obrony, dobrze wywiązywała się z zadań defensywnych. Cierpliwość popłaciła gościom w 33. minucie. Spod opieki obrońców zerwał się Bartosz Fraszko, otwierając sobie drogę do bramki. Lundin wyczytał jednak intencję katowickiego skrzydłowego, nie pozwalając się zaskoczyć. W końcówce drugiej tercji zespoły prowadziły otwartą grę , błyskawicznie odpowiadając na próby rywala.
Nieco bardziej wyważony obraz gry zaprezentowali nam zawodnicy w trzeciej odsłonie. Upływający czas oraz najwyższa stawka spotkania sprawiały, że obie ekipy stawiały przede wszystkim na odpowiedzialność za własne poczynania. Zwarta praca w defensywie nie pozwalała żadnej ze stron na rozprzestrzenienie skrzydeł w ataku. Drużyny zdawały się mieć świadomość, że następne trafienie może okazać się decydującym o losach spotkania, stąd każda próba ataku była pieczołowicie budowana, ze szczególną troską o krążek w momentach jego wyprowadzania z własnej tercji.
Wraz z 60. minutą nie nastąpiło rozstrzygnięcie losów spotkania, więc po przerwie na czyszczenie lodu, zespoły powróciły na lód w trzyosobowych formacjach. Więcej przestrzeni na tafli bardziej służyło gościom, którzy pierwsi przeszli do budowania ataków. W 62. minucie doskonałą okazję do zakończenia spotkania miał Hampus Olsson, jednak z najbliższej odległości przeniósł on krążek wysoko poza bramką. Chwilę później część oświęcimskiej publiczności odniosła wrażenie, że losy spotkania zostały rozstrzygnięte. Ville Heikkinen próbował wymanewrować Johna Murraya, ten jednak parkanami zatrzymał krążek. W 64. minucie Bartosz Fraszko kolejny raz stanął twarzą w twarz z Linusem Lundinem jednak i tym razem nie znalazł sposobu na zaskoczenie golkipera rywali. Gdy wydawało się, że oświęcimianie zdołali oddalić całe zło, błąd przy inicjowaniu ataku popełnił Elliot Lorraine. Niecelnie zagrana guma trafiła ponownie do Bartosza Fraszki, który skrzętnie skorzystał z tego prezentu i przesądził o losach spotkania.
Szalony mecz w Oświęcimiu! „Złoty gol” Heikkinena i remis w finałowej serii
To był hokejowy thriller! Re-Plast Unia Oświęcim prowadziła już 3:0, później przegrywała 3:4, a finalnie pokonała GKS Katowice 7:6 po dogrywce. Gola na wagę drugiego zwycięstwa w finałowej serii w siódmej minucie dogrywki zdobył Ville Heikkinen!
Tuż po zakończeniu sobotniego spotkania wielu kibiców Unii drżało o sytuację kadrową. Miało to związek z urazem Krystiana Dziubińskiego, który nie dokończył trzeciego meczu. „Dziubek” ostatecznie znalazł się w składzie, ale został ustawiony w czwartej formacji. W pierwszej znaleźli się Mark Kaleinikovas, Kamil Sadłocha i Andriej Denyskin, a rola środkowego przypadła drugiemu z nich.
Oba zespoły rozpoczęły to spotkanie od uważnej gry i czekania na błąd rywala. W 13. minucie gospodarze przez 33 sekundy grali w podwójnej przewadze, a na ławce kar odpoczywali wtedy Hampus Olsson i Aleksi Varttinen. Po powrocie na lód „szwedzkiego wieżowca” wynik spotkania otworzył Carl Ackered, popisując się soczystym uderzeniem bez przyjęcia z wysokości prawego bulika.
Worek z bramkami na dobre rozwiązał się tuż po przerwie, zresztą druga odsłona była prawdziwym hokejowym kalejdoskopem. Już na jej początku na 2:0 podwyższył Erik Ahopelto, który po indywidualnym rajdzie uderzył w długi róg.
64 sekundy później trzeciego gola dla gospodarzy dołożył Elliot Lorraine, dobijając uderzenie Łukasza Krzemienia. Mogło się wydawać, że goście już się nie podniosą i w tym meczu wszystko jest już jasne. I tu pojawiło się małe„ale”.
Trener Jacek Płachta od razu zareagował i wziął czas. Starał się zmotywować swój zespół i wpoić mu, że jeszcze nie wszystko stracone. Wykazał się też ogromnym zaufaniem do Johna Murraya, którego nie zmienił.
Jaki był tego efekt? Trzeba przyznać, że piorunujący – w ciągu siedmiu minut zdobyli cztery gole. Sygnał do odrabiania strat dał w 25. minucie Ryan Cook, który po podaniu Bartosza Fraszkiprzymierzył po lodzie i pokonał Linusa Lundina. Goście poszli za ciosem i 94 sekundy później złapali kontakt z rywalem, bo Joona Monto skutecznie poprawił uderzenie Miro Lehtimäkiego.
Na dodatek wykluczenie złapał Carl Ackered, a katowiczanie zamienili tę szansę na wyrównującego gola. Zasłużone gratulacje od swoich kolegów odebrał Joona Monto, a 44 później dublet skompletował Ryan Cook, popisując się mocnym i precyzyjnym uderzeniem z nadgarstka.
Tym razem o czas poprosił Nik Zupančič, a jego podopieczni nie poddali się i jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania. Na listę strzelców wpisał się Sebastian Kowalówka, wykorzystując dobre dogranie Łukasza Krzemienia. Było więc 4:4.
Nie był to koniec emocji – przeciwnie te dopiero się zaczynały. Na początku trzeciej odsłony prowadzenie oświęcimianom po szybkiej wymianie krążka pomiędzy Ville Heikkinenem a Henrym Karjalainenem przywrócił Erik Ahopelto.
Biało-niebiescy znów chcieli pójść za ciosem. Gdy grali w przewadze, do siatki trafił Mark Kaleinikovas, popisując się soczystym uderzeniem bez przyjęcia. Sędziowie najpierw wskazali na bramkę, ale później – po protestach katowiczan i wzajemnych konsultacjach – nie uznali gola. Powodem był fakt, iż 25sekund wcześniej krążek wpadł do boksu GieKSy, a więc znalazł się poza polem gry. Żaden z arbitrów gry wtedy nie przerwał. Apowinien.
Katowiczanie jak na obrońców tytułu przystało, nie dali łatwo za wygraną. W 49. minucie Kacper Maciaś mocno popracował na Andriju Denyskinie, odebrał mu krążek, a następnie dograł wzdłuż bramki do Olliego Iisakki. Fin musiał tylko dopełnić formalności i odpowiednio przystawić łopatkę kija.
Wymiana ciosów wciąż trwała, a żaden z zespołów nie chciał dać za wygraną.W 53. minucie okres gry w przewadze na gola zamienił Ville Heikkinen, który huknął z pełnego zamachu, a półtorej minuty później minuty później do remisu doprowadził Grzegorz Pasiut, robiąc użytek z podania Aleksiego Varttinena.
Do końca regulaminowego czasu gry wynik już się nie zmienił, więc o losach spotkania ponownie musiała przesądzić dogrywka. Tym razem na swoją korzyść rozstrzygnęli ją oświęcimianie, a w ramionach swoich kolegów utonął Heikkinen. 30-letni środkowy odważnie wjechał do tercji i uderzył z nadgarstka, a John Murray źle ocenił lot krążka.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze