Felietony
Prezesie Janicki, dyrektorze Bartnik – czas na dymisję!
Zakończył się piłkarski rok 2018. Rok piłkarskiej klęski naszego klubu. Zniszczone zostało dokładnie wszystko – najpierw marzenia o awansie, a potem marzenia o czymkolwiek. GieKSa jest obecnie piłkarskim chłopcem do bicia, marzeniem grających przeciw nam drużyn i pośmiewiskiem w całej Polsce.
Licząc od ostatniego meczu, który dawał poważną nadzieję na awans, czyli wygranego pojedynku w Głogowie w kwietniu, katowiczanie rozegrali 29 meczów. Bilans tych spotkań to 6-8-15 (bramki: 22-34). Łatwo wywnioskować, że GKS przegrywa od tamtego czasu co drugi mecz. Łatwo wywnioskować, że wygrywa co piąty. Że średnio traci ponad jednego gola na mecz, a przede wszystkim średnia zdobytych bramek wynosi 0,75 gola na mecz. Co przy ilości meczów wynoszącej prawie cały sezon jest wynikiem kompromitującym, zarówno dla tych gości, co grali na wiosnę, jak i obecnych.
To co jednak najgorsze to fakt, że GieKSa systematycznie stacza się. I w tabeli, i w grze, i w oczach. Nawet z pierwszym rzutem hamulcowych, nawet z piłkarskimi krętaczami Brzęczka i kolejnymi Paszulewicza, nie znajdowaliśmy się tak nisko w tabeli, nie przegrywaliśmy meczu za meczem i nie drżeliśmy o ligowy byt. Tamci dawali nam złudzenia, które potem cynicznie odbierali, obecna kadra… nie daje nawet złudzeń. Paradoksalnie może to i dobrze? Bo przynajmniej w końcu można oceniać zawodników GKS pod kątem piłkarskim. A ten aspekt mówi o tym, że są po prostu beznadziejnie słabi i nawet jeśli kiedyś (podobno) grali dużo meczów w ekstraklasie, to ich prawdziwa jakość wychodzi teraz – gdy nie idzie, gdy nie ma pomysłu, a psychika rozbita jest przez niszczyciela wszystkiego, czyli Jacka Paszulewicza.
Nie da się ukryć, że Paszulewicz to najbardziej destrukcyjny szkoleniowiec, jaki od wielu lat pojawił się w naszym klubie. Możemy mówić o Brzęczku, że jest trenerskim hochsztaplerem (bo jest), że Mandrysz stracił cohones (bo stracił). Jednak sposobu, w jaki Paszulewicz rozwalił, rozpieprzył, puścił z dymem, zniszczył, zdeptał, sknocił tę szatnię – nie da się porównać z niczym innym. Dostał człowiek to, co chciał, czyli praktycznie nową kadrę, możliwości przygotowania, przede wszystkim dostał szansę po spektakularnie przegranym sezonie. Po fatalnym meczu w I kolejce coś zaczęło iść w dobrym kierunku, coś zaczęło sensownie wyglądać, nowi zawodnicy zaczęli grać tak, jakby grali ze sobą już od dawna. Brakowało tylko skuteczności pod bramką rywala. W końcu mieliśmy młodzież, która była szybka, dynamiczna i efektywna. I nagle od meczu z Rakowem, Paszulewicz zaczął tak kombinować, odstawiać nie tych zawodników, co trzeba, wstawiać do składu tych, którzy grać za Chiny nie powinni. Skołowani piłkarze nie wiedzieli, co tu się odpiernicza. Podejrzewam, że patrzeli po sobie z szerokimi gałami, widząc, co wyprawia ich opiekun. Idiotyczne decyzje (bo inaczej tego nazwać się nie da) zaczęły się mnożyć, Paszulewicz kompletnie przestał panować nad tym, co robi – jego wybory były chaotyczne, przypadkowe i nieefektywne. Do tego obniżały morale piłkarzy i wk..ały kibiców.
Po odejściu wysokiego szkoleniowca, już do końca rundy nie udało się tego pozbierać. Paszulewicz pozostawił po sobie zgliszcza, zagubionych ludzi, którzy potem na boisku wyglądali tak, jakby wyszli na powietrze, po kilku miesiącach spędzonych w piwnicy. Zarówno za Dziółki, jak i Dudka – nie potrafili oni już wrócić choćby do ćwierci tego, co pokazali w drugiej, trzeciej i czwartej kolejce.
Cała kadencja Paszulewicza okazała się jedną wielką ściemą i pomyłką. I z perspektywy czasu można powiedzieć, że zatrudnienie go i zbyt późne zwolnienie – było jedną z wielu, ale bardzo jaskrawą przyczyną tego, że GKS do końca roku wyglądał jak dogorywający (za chwilę) trup.
W Katowicach wszystko się robi za późno. Czasem o kilka miesięcy, a czasem cały sezon. I tak po przegranym sezonie Brzęczka ktoś pozwolił, by w klubie zostali tacy ludzie jak Foszmańczyk, Goncerz, Zejdler, Kamiński czy Kalinkowski. Tak naprawdę kwestie awansu w kolejnym sezonie trzeba było zamknąć już na podstawie tych decyzji personalnych. Pozostawienie ich było sabotażem i działaniem na szkodę klubu. Paszulewicz również pozostał w klubie, choć był równie odpowiedzialny, co piłkarze za brak awansu (chociażby podejmując jedynie pozorowane działania, jak odsunięcie czwórki zawodników).
Niestety to panowie Marcin Janicki i Tadeusz Bartnik, bo do nich dochodzimy, nie udźwignęli tego ciężaru. Oczywiście po Brzęczku rządził jeszcze Wojciech Cygan i również na niego spada część odpowiedzialności za obecny stan rzeczy. Problem w tym, że Cygana już od roku w klubie nie ma, a jest Janicki, który wygląda na osobę nieobecną, niezaangażowaną w piłkarskie sprawy GKS Katowice. Janicki to człowiek, który wydaje się, że nie kiwnął palcem, aby zrobić coś, by GKS nie był w tym miejscu, w którym obecnie się znajduje. Oczywiście to uproszczenie i zaraz znajdzie się grupa wiecznych obrońców zarządu, która powie, że „to że czegoś nie widać, to nie znaczy, że nic nie robią”. Co nam jednak po tym? Liczy się efekt, a efekt jest taki, że jesteśmy na samym dnie tabeli i podajemy sobie rękę z jakąś osobliwością tej ligi, ekipą, która raczej powinna jeździć i uprawiać folklor w trzeciej lidze – Garbarnią Kraków.
Janicki jako osoba pociągająca za sznurki, w pierwszej kolejności odpowiedzialna jest za trzymanie tak długo kolejnego człowieka bijącego rekordy niekompetencji, a jednocześnie mistrza taniej dyplomacji – Tadeusza Bartnika. Wręcz nieprawdopodobne, jak sympatyczny skądinąd Tadziu nie poradził sobie na stanowisku. Jakoś kuriozalnych decyzji mogłoby być przyczynkiem do napisania książki „Jak nie być dobrym dyrektorem sportowym?”. Począwszy od trzymania/zwalniania trenerów, za szybko, za wolno, bez sensu, na ściąganiu piłkarskiego szrotu skończywszy. Bo i tutaj ktoś może zarzucić kibicom – „chcieliście czystek w szatni, to je dostaliście”. Wszystko fajnie, ale pozbywając się tych wszystkich ciućmoków, trzeba było zadbać również o to, by w ich miejsce przyszli lepsi. A jak się okazało – przyszli gorsi (piłkarsko).
Chociaż większość osób (ja również, z różnych powodów) uważa, że pożegnanie się z Piotrem Mandryszem było konieczne, to jednak logika na tamten moment mówiła o tym, że szkoleniowiec powinien zostać. Mandrysz na koniec roku zdobył 10 punktów w 4 meczach, miał na jesieni serie 3 zwycięstw z rzędu. Tajemnicą poliszynela jest to, że Bartnik szczerze Mandrysza nie znosił i decyzja miała podłoże osobiste, a nie merytoryczne. Zauroczenie Paszulewiczem swego czasu również jest niewytłumaczalne. Zwolnienie go za późno również. Utrzymywanie kilku niepracujących trenerów na kontrakcie – było niegospodarne.
Bartnik wypowiada piękne pseudomądrości w wywiadach i kreuje się na eksperta od prowadzenia sekcji piłkarskiej. Fakty jednak są takie, że z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień GKS grał coraz gorzej, a strata do bezpiecznego miejsca robiła się coraz większa. To, co się działo na boisku jest idealnym odbiciem tego, co się wyprawia w klubie. Czyli nikt nad niczym nie panuje, bije głową w stołu blat i udaje, że pobudza mózg do pracy.
Ktoś zapyta „a jaka jest w takim razie odpowiedzialność Dariusza Dudka?”. I pytanie to będzie zasadne.
Faktem jest, że Dudek tych punktów zdobył za mało. Zdecydowanie za mało. Dodatkowo nie odcisnął piętna na prowadzonym przez siebie zespole, a rozegrał przecież już 8 meczów. Tak, zdecydowanie połowa rundy to wystarczająco dużo, aby coś poprawić. Patrząc jednak przez pryzmat tych ośmiu spotkań, pretensje do Dudka można mieć za mecze z Garbarnią i Wartą oraz za spotkanie z Tychami. Za te dwa pierwsze, bo przecież na Bukową przyjechały słabeusze (zwłaszcza Garbarnia) i jak się nie dało obu meczów wygrać, to przynajmniej trzeba było wygrać jeden z nich. Za Tychy mam pretensje o taktykę i podejście, gwałtowne odsłonięcie się, gdy po meczu z Podbeskidziem trzeba było utrzymać sposób gry, który dał w Bielsku trzy punkty. Szkoleniowiec się zagalopował i pojechał lekko na euforii. Dostał zimny prysznic.
O pozostałe spotkania wielkich pretensji nie mam. Wystawiane składy może nie były idealne (np. obecność Piesia), ale też nie było kuriozalnych decyzji, typu niezrozumiała miłość Paszulewicza do beznadziejnego Wojciecha Słomki. Dudek rzeźbił jak mógł i przynajmniej udało mu się zremisować w Bytowie, z ŁKS czy Sandecją. Oczywiście to nie są żadne wyczyny, a jeden punkt zamiast trzech przybliża nas bardziej do spadku niż utrzymania. Faktem jest jednak, że Dudek starał się wycisnąć, co mógł, ale tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Niestety z rozbitą taktycznie, fizycznie i mentalnie ekipą nie był w stanie – jak widać – doprowadzić do tego, żeby GieKSa zaczęła po prostu w miarę przyzwoicie grać w piłkę. Bo umówmy się, lekka poprawa w meczach z ŁKS, a zwłaszcza Sandecją – to na razie nic nie znacząca kropla w morzu potrzeb. Poprawa gry, która nie przynosi okazji bramkowych, goli i punktów, to żadna poprawa. To o ofensywie. Jeśli chodzi o defensywę, to… trudno powiedzieć, bo to nie tak dobrze GKS zagrał w obronie, tylko dwaj z rzędu wiceliderzy nie sprawdzali specjalnie defensywnych możliwości naszych piłkarzy.
Jakkolwiek twierdziłem rok temu, że Mandrysza trzeba zwolnić szybko, a w obecnym to samo pisałem o Paszulewiczu, tak teraz uważam, że Dudkowi należy dać czas i wsparcie. Niektóre osoby mówią, że dymisja prezesa i dyrektora w tym momencie to strzał w kolano. Nie zgadzam się z tym. Uważam, że każdy dzień dłużej z pasywnym Janickim i kuriozalnie działającym Bartnikiem, przybliża nasz klub do upadku. Pozostanie ich na stanowisku będzie tym, co pozostawienie w szatni Foszmańczyka i paru innych wymienionych.
Uważam natomiast, że pozbycie się Dudka w tej chwili byłoby bardzo niekorzystne i bezsensowne. Szkoleniowiec musiał dograć tę rundę do końca, ale prawdopodobnie zaraz po przyjściu zorientował się, z czym ma do czynienia w szatni. Nie omieszkał tego kilkukrotnie oficjalnie lub między słowami powiedzieć. Choćby słowa o potrzebnym okresie przygotowawczym jasno dawały do zrozumienia, że Paszulewicz ten okres kompletnie zawalił. Słowa o doborze taktyki pod zastanych zawodników czy o ich podejściu do zawodu – również wiele mówi. Dlatego Dudek ma już diagnozę problemu i wierzę, że wie, co należy zrobić, aby GieKSę utrzymać.
Po pierwsze, żeby nasz klub nie zleciał w piłkarskie czeluści, potrzebujemy mądrych ludzi na odpowiednich stanowiskach. Do awansu do ekstraklasy również potrzeba było ni mniej, ni więcej – tylko odrobiny mądrości. Brakło jej niestety zarówno cynicznym piłkarzom, chaotycznym i niekompetentnym trenerom, jak i niereagującym prezesom. Janicki i Bartnik egzaminu z mądrości nie zdali wówczas, duże więc jest prawdopodobieństwo, że nie zdadzą ich teraz. Dawanie tysiąca szans, zawsze prowadziło do pogłębiania problemów. Czas się pożegnać, niech panowie zajmą się swoją pracą zawodową, a przygodę w GieKSie zakończą zanim będą wywożeni na taczkach.
Dariusz Dudek potrzebuje do współpracy kogoś, kto naprawdę rzetelnie i odważnie podejdzie do tak trudnego wyzwania, jakim jest utrzymanie zasłużonego klubu w pierwszej lidze. Kogoś, kto nie będzie się „bawił” w prowadzenie klubu, tylko realnie, z twardą ręką, ale rozsądnie; zdecydowanie, ale elastycznie – będzie działać ku rozwojowi, a nie wkładać kij w szprychy. Kogoś kto będzie aktywny, reagujący na to co się dzieje, a nie zamiatał pod dywan i działał po kilku miesiącach, kiedy nie ma już co zbierać.
Potrzeba nam w gabinetach ludzi, którzy wraz z Dudkiem stworzą solidny, rzetelny i szczegółowy plan pt. utrzymanie w pierwszej lidze. Dotychczas mieliśmy pisane na kolanie, efektownie brzmiące w mediach plany długofalowe, tylko ktoś zapomniał, że trzeba skupić się na tym, co może przynieść najbliższa przyszłość.
Jeśli pojawią się w klubie nowi ludzie na ważnych stanowiskach, tę współpracę z Dudkiem podejmą, a trener z nimi – jeśli ten plan będzie konsekwentnie realizowany – to o utrzymanie można być spokojnym, bo wraz z mądrym przygotowaniem i działaniem – przyjdą wyniki. Tak jak wspomniałem wyżej – to, co obecnie mamy na boisku jest efektem tego, co przez lata działo się w gabinetach. I tak naprawdę niczym innym.
Czas to zmienić. Czas na ludzi z kompetencjami.
Bo jeżeli to nie nastąpi, to smak spadku może być jeszcze bardziej gorzki niż nam się wszystkim wydaje.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















PanGoroli
4 grudnia 2018 at 03:00
Znowu świetny tekst! Miazga! Kurcze, tak myślę, a może by ten tekst wydrukować i porozklejać w UM?
Ja nie wiem, jak tam jest z Janickim. Dla mnie to jest zdumiewające, że ten sam człowiek ma na koncie takie sukcesy innych sekcji, i zarazem dopuszcza do takiej kleski i upadku sekcji piłkarskiej. Jak tu niektórzy piszą, Bartnikowi kończy się kontrakt i może czeka, aż się sprawa sama zakończy, ale to jest po prostu nieuczciwe, by Bartnik wziął choćby jeszcze złotówke z kasy klubu, czyli de facto z kasy miejskiej, z kieszeni wszystkich katowiczan…
Krzysztof
4 grudnia 2018 at 06:33
Cała prawda ale ja bym dodał że zero stawiania na młodzież która grała by całym serduchem!!!!
Mecza
4 grudnia 2018 at 08:20
@Krzysztof o jakiej młodzieży ty piszesz bo chyba nie naszej? Chyba jedyny w seniorach gra Wnuk w 3 lidze w Radzionkowie, on ma być wzmocnieniem? Chciałbym też zauważyć że Dudek gra trzema młodzieżowcami w pierwszej 11. Felieton bardzo trafny w mojej ocenie poza dwoma wątkami. Jak można było wyciągnąć wnioski po CZTERECH miesiącach pracy że Mandrysz się nie nadawał i to wówczas gdy 4 miesiące wcześniej wszyscy pisali, że obojętnie co się będzie działo stajem murem za trenerem. Zespół miał tragiczny i potrafił to sklecić po czym dostał w twarz. Kolejna kwestia poruszona w felietonie, jak można było myśleć o awansie z Paszulewiczem? Z walki o awans zrezygnowaliśmy w styczniu zatrudniając właśnie Paszula. Pierwsze wyniki wiosny to jeszcze efekt tego co zbudował w krótkim czasie Mandrysz. Każdy kolejny miesiąc pracy Paszulewicza to była równia pochyła zakończona dymisją. Do Dudka nic nie mam, ale średnio zorientowana osoba wiedziała że potrzebujemy trenera doświadczonego a nie kolejny eksperyment. No ale co tam Bartnik może wiedzieć.
Mecza
4 grudnia 2018 at 08:24
Odnosząc się do personaliów na szczycie. Ja na miejscu dyrektorskim widziałbym Piotra Świerczewskiego. Facet z charakterem z przeszłością w GKS i ma mega kontakty w świecie piłki a to jest bardzo ważne. Pytanie czy by chciał się tego podjąć. Zajmuje się teraz skautingiem dla klubów francuskich w naszym regionie. Ostatnio wypatrzył w Nowym Sączu małolata który podpisał kontrakt z Lyonem, co ciekawe Sandecja nie zwróciła na niego uwagi. Kto na prezesa nie wiem.
Irishman
4 grudnia 2018 at 11:28
Świetny tekst!
O dyrektorze Bartniku napisano już wszystko, a efekty jego pracy pokazuje tabela. Zresztą, wierząc w jego uczciwość, poczucie odpowiedzialności i honor myślę, ze on sam nie będzie chciał przedłużyć umowy z klubem. Sam przecież mówił na początku roku, że ma świadomość jak ryzykuje zamieniając Mandrysza na Paszulewicza, dając do zrozumienia, ze bierze to na siebie.
Nawiasem mówiąc całkowicie zgadzam się z Mecza odnośnie Mandrysza. Można gościa nie lubić ale oceniając go merytorycznie z tą zdemoralizowaną po Brzęczku i Motale ekipą, którą dzięki swym znajomościom jakoś tam posklejał osiągnął RELATYWMNIE dobre, dające nadzieje na poprawę wyniki. Oczywiście już się nie dowiemy co byłoby wiosną. Gdyby jednak został, a ta poprawa nie nastąpiłaby należało go pożegnać po prostu latem. Bo trzeba przypomnieć, że Mandrysz zrobił kilka awansów ale przeważnie było to tak, ze potrzebował jednej rundy na uporządkowanie drużyny, by w kolejnej odnosić z nią sukcesy. Zresztą to jest naturalne w tym fachu i tak to było także za naszej legendy trenerskiej – Adama Nawałki.
Jeśli chodzi o prezesa, to jeszcze gdy współpracował z prezesem Cyganem obaj panowie stawiali na plany długofalowe. Niestety teraz za tym nie da się schować, bo przychodzi realnie zmierzyć się z bardzo trudną misją uratowania I ligi już w następnej rundzie.
Zresztą prezes nie spełnia obecnie kryteriów jakie sobie sam postawił, jeszcze latem, gdy na przedsezonowym spotkaniu z mediami mówił, ze on stawia na stopniowy rozwój, aż do momentu gdy klub będzie tak silny, że po prostu będzie musiał awansować. Niestety od początku roku nie ma mowy nie tylko o żadnym rozwoju ale nawet o stagnacji. Odwrotnie – staczamy się coraz szybciej.
Gerard
4 grudnia 2018 at 12:27
W zasadzie nie kopie się leżącego ale czy ktoś może mi wytłumaczyć jaki był prawdziwy powód zwolnienia trenera Mandrysza??? Zespół zaczął grać a gościa zwolnili, dlaczego?
Dodam, że swoją cegiełkę do zwolnienia dołożyli wszystko wiedzący kibice oraz beznadziejni nowi działacze GieKSy.
KaTe
4 grudnia 2018 at 12:32
Bartnika pewnie poświęcą jako winnego całej degrengolady. Choć używanie wielkich słów typu: honor, uczciwość, poczucie obowiązku – brzmi groteskowo. Takie cechy to podstawa charakteru każdego człowieka. Natomiast Janickiego pewnie oszczędzą. To jest prawdopodobnie człowiek z jakiegoś deal’u miejskiego. I tylko wysoko postawieni pracownicy UM (lub szare eminencje- jak Piotr U.) mogą coś wiedzieć na ten temat.
roberto
4 grudnia 2018 at 14:04
Tekst ciekawy ale stwierdzenie cytuje”Podajemy sobie rękę z jakąś osobliwością tej ligi, ekipą, która raczej powinna jeździć i uprawiać folklor w trzeciej lidze – Garbarnią Kraków”.A w dalszej czesci tekstu stwierdzenie cytuje”Dariusz Dudek potrzebuje do współpracy kogoś, kto naprawdę rzetelnie i odważnie podejdzie do tak trudnego wyzwania, jakim jest utrzymanie zasłużonego klubu w pierwszej lidze”Tak dla ścisłości jak by utrzymanie zależało od tego jak klub jest zasłuzony to Garbarnia Kraków byłby o klase wyżej od GieKSy.Albo autor tekstu za bardzo nie zna histori albo po prostu jest tak zaslepiony w kilka sukcesików GieKSy albo jest z tych kibiców ktorzy dalej twierdzą że w Katowicach jest PRESJA a BLASZOK jak ryknie to przeciwnikowi majty spadają!!! Niestety nie ma presji nie ma Blaszoka i za chwile bedzie tylko garstka najwierniejszych kibiców!!!
Tosiek
4 grudnia 2018 at 14:36
Do katastrofy dochodzi w dwóch przypadkach. Albo jest to zbieg okoliczności wielu czynników, które pojedynczo o niczym by nie przesądziły ale nałożone na siebie w tym samym czasie sprawiły, że nastąpiło przegięcie. W tym przypadku bardzo chcieli ale podjęte w dobrej wierze decyzje okazały się błędne, brak formy, kontuzje, głupie wykluczenia, nieskuteczność, frajerstwo w ostatnich minutach, pech. Albo jest to wynik świadomego zaniechania działającego na szkodę sekcji. Oficjalnie chcemy (aby nie tracić wyborców) ale nie specjalnie nam zależy. Stawiamy na promocję miasta przez hokej i siatkówkę a ekstraklasowa piłka nożna to tylko problemy z kibicami i stadionem. Coraz bardziej skłaniam się do tego drugiego przypadku.
rochol
4 grudnia 2018 at 14:57
No czemu sie dziwicie Pan Bartnik chcial miec Olimpie Grudziadz w Katowicach to juz ja ma. Nie moge pojac co sklonilo go do wziecia takiego trenera ktory Olimpie zostawial na ostatnim miejscu. Pan Janicki nie wiele lepszy jest. Oboje do dymisji.
wkrz
4 grudnia 2018 at 15:08
Nie wiem czy ktoś z ratusza czyta te forum ale mam nadzieję że tak. Nie wyobrażam sobie lepszego prezentu na Mikołaja a już najpóźniej na Gwiazdkę jak zwolnienie pseudo dyrektora Tadeusza oraz zmianę na stanowisku Prezesa.
Tak być nie może, że ludzie odpowiedzialni za całą sytuację w klubie nie są pociągani do konsekwencji. Koniec w temacie.
abel
4 grudnia 2018 at 19:23
ble ble
abel
4 grudnia 2018 at 19:34
Panowie mecza i irishman co wy opowiadacie wszystko jest super wszak klub jest wielosekcyjny a prezes odnosi sukcesy w szachach i hokeju.To nie od prezesa cokolwiek zalezy bo on ma guru bartnika który robi sobie co chce. Przypomnijcie sobie wasze pochwały Prezesa i Bartnika naiwniaki.
tombotleg
4 grudnia 2018 at 20:03
Świerczewski na dyrektora, haha, spadłem z fotela dobre, może jeszcze Jasiu i Koniar.
Widzę ruszyła znowu nasza katowicka inkwyzycja, co roku ktoś winny, a to trener, dyrektor, prezes, stoper, pewnie, bawmy się tak dalej, zamiast robić plan zgrupowań, wzmocnień i sparingów, to trzeba dokładać do pieca, fajnie.
Poza tym dyrektor Bartnik ma chyba kontrakt do końca roku he?, i raczej szanse jego przedłużenia są słabe.
PanGoroli
4 grudnia 2018 at 22:04
@tombotlego, ale właśnie o to chodzi, żeby Bartnik już nie robił tego planu zgrupowań, wzmocnień i sparingów. Właśnie teraz potrzeba nam, b tym się zajął fachowiec
Robson
4 grudnia 2018 at 23:17
Shellu po raz kolejny gratulacje za artykuł !
Kolejny raz jak byś mi czytał w myślach.
Bartnik i Janicki powinni odejść szkoda tylko że sami nie mają tyle honoru by podać się do dymisji!
Na dyrektora Piotrek Świerczewski.. ? czemu nie to przebojowy człowiek i jeden z najlepszych piłkarsko GieKSiarzy zostawiających zawsze serce na boisku ! Na prezesa stanowczo Michał Marcinkowski człowiek uznany który ma GieKSę w sercu i jestem pewien, że gdyby dać mu szansę to w 2 lata mamy poukładany klub jak należy !
Tylko GieKSa !
Mecza
5 grudnia 2018 at 07:57
Odnośnie przygotowań, właśnie słyszę o Turcji… szlak mnie trafia. Żadnego wyciągania wniosków. Poprzednie rundy po pobycie w Turcji jak się skończyły każdy wie i większość przewidziała. Pojadą do Turcji a pierwszy mecz w Suwałkach i gładkie 0:3.
Tom
5 grudnia 2018 at 07:59
Bartnik raus
Irishman
5 grudnia 2018 at 08:43
Zgrupowanie w Turcji??????????
Jeśli to jest pomysł trenera, to niech odchodzi razem z dyrektorem i prezesem, bo to odbiera nam ostatnie nadzieje na utrzymanie.
PanGoroli
5 grudnia 2018 at 11:40
Dziwi mnie Wasze zdziwienie. Nie wiecie, kto u nas jest dyrektorem sportowym? Z drugiej strony to i tak wolę, by powielał nawet kiepskie pomysły poprzednika, jeśli chodzi o zimowe zgrupowania, anizeli miałby wymyślić coś własnego. Nie wiem, czy nasza biedna GieKSa jest w stanie jeszcze wytrzymać jakieś kolejne pomysły szkodnika.
Ehh
5 grudnia 2018 at 12:38
Warto zauważyć że Cygan jest obecnie prezesem Rakowa, zobaczymy gdzie jest Raków, a gdzie my 😉
wojtek
5 grudnia 2018 at 13:29
Z zaciekawieniem przeczytałem tekst, a raczej felieton Shella. Nie będę polemizował ,bo mam własne zdanie na ten temat, ale w wielu kwestiach bezwzględnie zgadzam się z autorem. Jest jeszcze coś ,co czytając tekst mnie urzekło i ruszyło, mianowicie źródło przemyśleń to źródło emocji GieKSiarza. GieKSiarza z krwi i kości.
PanGoroli
5 grudnia 2018 at 14:24
@Ehh, nie rób se jaj z Cyganem. On przeciez przyszedł do rakowa na gotowe. A u nas? Zlikwidował rezerwy i doprowadził do niebotycznej patologii w szatni. Te dwie kwestie już czynią go murowanym kandydatem do piłkarskiej nagrody Darwina…
Krzysztof
6 grudnia 2018 at 07:04
@Mecza mówię o naszej młodzieży która wywalczyła awans jakoś w Zabrzu nie ma problemu z wpuszczaniem na boisko swojej młodzieży.A u nas co gra młodzież ale nie Gieksiarska!!!Patrząc na to gdzie jest teraz GKS to może czas na młodzież a nie zlepek emigrantów i emerytów z „Super”klubów którzy tak podnieśli poziom że jesteśmy na dnie!!!!