Felietony
Prezesie Janicki, dyrektorze Bartnik – czas na dymisję!
Zakończył się piłkarski rok 2018. Rok piłkarskiej klęski naszego klubu. Zniszczone zostało dokładnie wszystko – najpierw marzenia o awansie, a potem marzenia o czymkolwiek. GieKSa jest obecnie piłkarskim chłopcem do bicia, marzeniem grających przeciw nam drużyn i pośmiewiskiem w całej Polsce.
Licząc od ostatniego meczu, który dawał poważną nadzieję na awans, czyli wygranego pojedynku w Głogowie w kwietniu, katowiczanie rozegrali 29 meczów. Bilans tych spotkań to 6-8-15 (bramki: 22-34). Łatwo wywnioskować, że GKS przegrywa od tamtego czasu co drugi mecz. Łatwo wywnioskować, że wygrywa co piąty. Że średnio traci ponad jednego gola na mecz, a przede wszystkim średnia zdobytych bramek wynosi 0,75 gola na mecz. Co przy ilości meczów wynoszącej prawie cały sezon jest wynikiem kompromitującym, zarówno dla tych gości, co grali na wiosnę, jak i obecnych.
To co jednak najgorsze to fakt, że GieKSa systematycznie stacza się. I w tabeli, i w grze, i w oczach. Nawet z pierwszym rzutem hamulcowych, nawet z piłkarskimi krętaczami Brzęczka i kolejnymi Paszulewicza, nie znajdowaliśmy się tak nisko w tabeli, nie przegrywaliśmy meczu za meczem i nie drżeliśmy o ligowy byt. Tamci dawali nam złudzenia, które potem cynicznie odbierali, obecna kadra… nie daje nawet złudzeń. Paradoksalnie może to i dobrze? Bo przynajmniej w końcu można oceniać zawodników GKS pod kątem piłkarskim. A ten aspekt mówi o tym, że są po prostu beznadziejnie słabi i nawet jeśli kiedyś (podobno) grali dużo meczów w ekstraklasie, to ich prawdziwa jakość wychodzi teraz – gdy nie idzie, gdy nie ma pomysłu, a psychika rozbita jest przez niszczyciela wszystkiego, czyli Jacka Paszulewicza.
Nie da się ukryć, że Paszulewicz to najbardziej destrukcyjny szkoleniowiec, jaki od wielu lat pojawił się w naszym klubie. Możemy mówić o Brzęczku, że jest trenerskim hochsztaplerem (bo jest), że Mandrysz stracił cohones (bo stracił). Jednak sposobu, w jaki Paszulewicz rozwalił, rozpieprzył, puścił z dymem, zniszczył, zdeptał, sknocił tę szatnię – nie da się porównać z niczym innym. Dostał człowiek to, co chciał, czyli praktycznie nową kadrę, możliwości przygotowania, przede wszystkim dostał szansę po spektakularnie przegranym sezonie. Po fatalnym meczu w I kolejce coś zaczęło iść w dobrym kierunku, coś zaczęło sensownie wyglądać, nowi zawodnicy zaczęli grać tak, jakby grali ze sobą już od dawna. Brakowało tylko skuteczności pod bramką rywala. W końcu mieliśmy młodzież, która była szybka, dynamiczna i efektywna. I nagle od meczu z Rakowem, Paszulewicz zaczął tak kombinować, odstawiać nie tych zawodników, co trzeba, wstawiać do składu tych, którzy grać za Chiny nie powinni. Skołowani piłkarze nie wiedzieli, co tu się odpiernicza. Podejrzewam, że patrzeli po sobie z szerokimi gałami, widząc, co wyprawia ich opiekun. Idiotyczne decyzje (bo inaczej tego nazwać się nie da) zaczęły się mnożyć, Paszulewicz kompletnie przestał panować nad tym, co robi – jego wybory były chaotyczne, przypadkowe i nieefektywne. Do tego obniżały morale piłkarzy i wk..ały kibiców.
Po odejściu wysokiego szkoleniowca, już do końca rundy nie udało się tego pozbierać. Paszulewicz pozostawił po sobie zgliszcza, zagubionych ludzi, którzy potem na boisku wyglądali tak, jakby wyszli na powietrze, po kilku miesiącach spędzonych w piwnicy. Zarówno za Dziółki, jak i Dudka – nie potrafili oni już wrócić choćby do ćwierci tego, co pokazali w drugiej, trzeciej i czwartej kolejce.
Cała kadencja Paszulewicza okazała się jedną wielką ściemą i pomyłką. I z perspektywy czasu można powiedzieć, że zatrudnienie go i zbyt późne zwolnienie – było jedną z wielu, ale bardzo jaskrawą przyczyną tego, że GKS do końca roku wyglądał jak dogorywający (za chwilę) trup.
W Katowicach wszystko się robi za późno. Czasem o kilka miesięcy, a czasem cały sezon. I tak po przegranym sezonie Brzęczka ktoś pozwolił, by w klubie zostali tacy ludzie jak Foszmańczyk, Goncerz, Zejdler, Kamiński czy Kalinkowski. Tak naprawdę kwestie awansu w kolejnym sezonie trzeba było zamknąć już na podstawie tych decyzji personalnych. Pozostawienie ich było sabotażem i działaniem na szkodę klubu. Paszulewicz również pozostał w klubie, choć był równie odpowiedzialny, co piłkarze za brak awansu (chociażby podejmując jedynie pozorowane działania, jak odsunięcie czwórki zawodników).
Niestety to panowie Marcin Janicki i Tadeusz Bartnik, bo do nich dochodzimy, nie udźwignęli tego ciężaru. Oczywiście po Brzęczku rządził jeszcze Wojciech Cygan i również na niego spada część odpowiedzialności za obecny stan rzeczy. Problem w tym, że Cygana już od roku w klubie nie ma, a jest Janicki, który wygląda na osobę nieobecną, niezaangażowaną w piłkarskie sprawy GKS Katowice. Janicki to człowiek, który wydaje się, że nie kiwnął palcem, aby zrobić coś, by GKS nie był w tym miejscu, w którym obecnie się znajduje. Oczywiście to uproszczenie i zaraz znajdzie się grupa wiecznych obrońców zarządu, która powie, że „to że czegoś nie widać, to nie znaczy, że nic nie robią”. Co nam jednak po tym? Liczy się efekt, a efekt jest taki, że jesteśmy na samym dnie tabeli i podajemy sobie rękę z jakąś osobliwością tej ligi, ekipą, która raczej powinna jeździć i uprawiać folklor w trzeciej lidze – Garbarnią Kraków.
Janicki jako osoba pociągająca za sznurki, w pierwszej kolejności odpowiedzialna jest za trzymanie tak długo kolejnego człowieka bijącego rekordy niekompetencji, a jednocześnie mistrza taniej dyplomacji – Tadeusza Bartnika. Wręcz nieprawdopodobne, jak sympatyczny skądinąd Tadziu nie poradził sobie na stanowisku. Jakoś kuriozalnych decyzji mogłoby być przyczynkiem do napisania książki „Jak nie być dobrym dyrektorem sportowym?”. Począwszy od trzymania/zwalniania trenerów, za szybko, za wolno, bez sensu, na ściąganiu piłkarskiego szrotu skończywszy. Bo i tutaj ktoś może zarzucić kibicom – „chcieliście czystek w szatni, to je dostaliście”. Wszystko fajnie, ale pozbywając się tych wszystkich ciućmoków, trzeba było zadbać również o to, by w ich miejsce przyszli lepsi. A jak się okazało – przyszli gorsi (piłkarsko).
Chociaż większość osób (ja również, z różnych powodów) uważa, że pożegnanie się z Piotrem Mandryszem było konieczne, to jednak logika na tamten moment mówiła o tym, że szkoleniowiec powinien zostać. Mandrysz na koniec roku zdobył 10 punktów w 4 meczach, miał na jesieni serie 3 zwycięstw z rzędu. Tajemnicą poliszynela jest to, że Bartnik szczerze Mandrysza nie znosił i decyzja miała podłoże osobiste, a nie merytoryczne. Zauroczenie Paszulewiczem swego czasu również jest niewytłumaczalne. Zwolnienie go za późno również. Utrzymywanie kilku niepracujących trenerów na kontrakcie – było niegospodarne.
Bartnik wypowiada piękne pseudomądrości w wywiadach i kreuje się na eksperta od prowadzenia sekcji piłkarskiej. Fakty jednak są takie, że z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień GKS grał coraz gorzej, a strata do bezpiecznego miejsca robiła się coraz większa. To, co się działo na boisku jest idealnym odbiciem tego, co się wyprawia w klubie. Czyli nikt nad niczym nie panuje, bije głową w stołu blat i udaje, że pobudza mózg do pracy.
Ktoś zapyta „a jaka jest w takim razie odpowiedzialność Dariusza Dudka?”. I pytanie to będzie zasadne.
Faktem jest, że Dudek tych punktów zdobył za mało. Zdecydowanie za mało. Dodatkowo nie odcisnął piętna na prowadzonym przez siebie zespole, a rozegrał przecież już 8 meczów. Tak, zdecydowanie połowa rundy to wystarczająco dużo, aby coś poprawić. Patrząc jednak przez pryzmat tych ośmiu spotkań, pretensje do Dudka można mieć za mecze z Garbarnią i Wartą oraz za spotkanie z Tychami. Za te dwa pierwsze, bo przecież na Bukową przyjechały słabeusze (zwłaszcza Garbarnia) i jak się nie dało obu meczów wygrać, to przynajmniej trzeba było wygrać jeden z nich. Za Tychy mam pretensje o taktykę i podejście, gwałtowne odsłonięcie się, gdy po meczu z Podbeskidziem trzeba było utrzymać sposób gry, który dał w Bielsku trzy punkty. Szkoleniowiec się zagalopował i pojechał lekko na euforii. Dostał zimny prysznic.
O pozostałe spotkania wielkich pretensji nie mam. Wystawiane składy może nie były idealne (np. obecność Piesia), ale też nie było kuriozalnych decyzji, typu niezrozumiała miłość Paszulewicza do beznadziejnego Wojciecha Słomki. Dudek rzeźbił jak mógł i przynajmniej udało mu się zremisować w Bytowie, z ŁKS czy Sandecją. Oczywiście to nie są żadne wyczyny, a jeden punkt zamiast trzech przybliża nas bardziej do spadku niż utrzymania. Faktem jest jednak, że Dudek starał się wycisnąć, co mógł, ale tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Niestety z rozbitą taktycznie, fizycznie i mentalnie ekipą nie był w stanie – jak widać – doprowadzić do tego, żeby GieKSa zaczęła po prostu w miarę przyzwoicie grać w piłkę. Bo umówmy się, lekka poprawa w meczach z ŁKS, a zwłaszcza Sandecją – to na razie nic nie znacząca kropla w morzu potrzeb. Poprawa gry, która nie przynosi okazji bramkowych, goli i punktów, to żadna poprawa. To o ofensywie. Jeśli chodzi o defensywę, to… trudno powiedzieć, bo to nie tak dobrze GKS zagrał w obronie, tylko dwaj z rzędu wiceliderzy nie sprawdzali specjalnie defensywnych możliwości naszych piłkarzy.
Jakkolwiek twierdziłem rok temu, że Mandrysza trzeba zwolnić szybko, a w obecnym to samo pisałem o Paszulewiczu, tak teraz uważam, że Dudkowi należy dać czas i wsparcie. Niektóre osoby mówią, że dymisja prezesa i dyrektora w tym momencie to strzał w kolano. Nie zgadzam się z tym. Uważam, że każdy dzień dłużej z pasywnym Janickim i kuriozalnie działającym Bartnikiem, przybliża nasz klub do upadku. Pozostanie ich na stanowisku będzie tym, co pozostawienie w szatni Foszmańczyka i paru innych wymienionych.
Uważam natomiast, że pozbycie się Dudka w tej chwili byłoby bardzo niekorzystne i bezsensowne. Szkoleniowiec musiał dograć tę rundę do końca, ale prawdopodobnie zaraz po przyjściu zorientował się, z czym ma do czynienia w szatni. Nie omieszkał tego kilkukrotnie oficjalnie lub między słowami powiedzieć. Choćby słowa o potrzebnym okresie przygotowawczym jasno dawały do zrozumienia, że Paszulewicz ten okres kompletnie zawalił. Słowa o doborze taktyki pod zastanych zawodników czy o ich podejściu do zawodu – również wiele mówi. Dlatego Dudek ma już diagnozę problemu i wierzę, że wie, co należy zrobić, aby GieKSę utrzymać.
Po pierwsze, żeby nasz klub nie zleciał w piłkarskie czeluści, potrzebujemy mądrych ludzi na odpowiednich stanowiskach. Do awansu do ekstraklasy również potrzeba było ni mniej, ni więcej – tylko odrobiny mądrości. Brakło jej niestety zarówno cynicznym piłkarzom, chaotycznym i niekompetentnym trenerom, jak i niereagującym prezesom. Janicki i Bartnik egzaminu z mądrości nie zdali wówczas, duże więc jest prawdopodobieństwo, że nie zdadzą ich teraz. Dawanie tysiąca szans, zawsze prowadziło do pogłębiania problemów. Czas się pożegnać, niech panowie zajmą się swoją pracą zawodową, a przygodę w GieKSie zakończą zanim będą wywożeni na taczkach.
Dariusz Dudek potrzebuje do współpracy kogoś, kto naprawdę rzetelnie i odważnie podejdzie do tak trudnego wyzwania, jakim jest utrzymanie zasłużonego klubu w pierwszej lidze. Kogoś, kto nie będzie się „bawił” w prowadzenie klubu, tylko realnie, z twardą ręką, ale rozsądnie; zdecydowanie, ale elastycznie – będzie działać ku rozwojowi, a nie wkładać kij w szprychy. Kogoś kto będzie aktywny, reagujący na to co się dzieje, a nie zamiatał pod dywan i działał po kilku miesiącach, kiedy nie ma już co zbierać.
Potrzeba nam w gabinetach ludzi, którzy wraz z Dudkiem stworzą solidny, rzetelny i szczegółowy plan pt. utrzymanie w pierwszej lidze. Dotychczas mieliśmy pisane na kolanie, efektownie brzmiące w mediach plany długofalowe, tylko ktoś zapomniał, że trzeba skupić się na tym, co może przynieść najbliższa przyszłość.
Jeśli pojawią się w klubie nowi ludzie na ważnych stanowiskach, tę współpracę z Dudkiem podejmą, a trener z nimi – jeśli ten plan będzie konsekwentnie realizowany – to o utrzymanie można być spokojnym, bo wraz z mądrym przygotowaniem i działaniem – przyjdą wyniki. Tak jak wspomniałem wyżej – to, co obecnie mamy na boisku jest efektem tego, co przez lata działo się w gabinetach. I tak naprawdę niczym innym.
Czas to zmienić. Czas na ludzi z kompetencjami.
Bo jeżeli to nie nastąpi, to smak spadku może być jeszcze bardziej gorzki niż nam się wszystkim wydaje.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.
Galeria Piłka nożna
GieKSa zagrała na piątkę
GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

PanGoroli
4 grudnia 2018 at 03:00
Znowu świetny tekst! Miazga! Kurcze, tak myślę, a może by ten tekst wydrukować i porozklejać w UM?
Ja nie wiem, jak tam jest z Janickim. Dla mnie to jest zdumiewające, że ten sam człowiek ma na koncie takie sukcesy innych sekcji, i zarazem dopuszcza do takiej kleski i upadku sekcji piłkarskiej. Jak tu niektórzy piszą, Bartnikowi kończy się kontrakt i może czeka, aż się sprawa sama zakończy, ale to jest po prostu nieuczciwe, by Bartnik wziął choćby jeszcze złotówke z kasy klubu, czyli de facto z kasy miejskiej, z kieszeni wszystkich katowiczan…
Krzysztof
4 grudnia 2018 at 06:33
Cała prawda ale ja bym dodał że zero stawiania na młodzież która grała by całym serduchem!!!!
Mecza
4 grudnia 2018 at 08:20
@Krzysztof o jakiej młodzieży ty piszesz bo chyba nie naszej? Chyba jedyny w seniorach gra Wnuk w 3 lidze w Radzionkowie, on ma być wzmocnieniem? Chciałbym też zauważyć że Dudek gra trzema młodzieżowcami w pierwszej 11. Felieton bardzo trafny w mojej ocenie poza dwoma wątkami. Jak można było wyciągnąć wnioski po CZTERECH miesiącach pracy że Mandrysz się nie nadawał i to wówczas gdy 4 miesiące wcześniej wszyscy pisali, że obojętnie co się będzie działo stajem murem za trenerem. Zespół miał tragiczny i potrafił to sklecić po czym dostał w twarz. Kolejna kwestia poruszona w felietonie, jak można było myśleć o awansie z Paszulewiczem? Z walki o awans zrezygnowaliśmy w styczniu zatrudniając właśnie Paszula. Pierwsze wyniki wiosny to jeszcze efekt tego co zbudował w krótkim czasie Mandrysz. Każdy kolejny miesiąc pracy Paszulewicza to była równia pochyła zakończona dymisją. Do Dudka nic nie mam, ale średnio zorientowana osoba wiedziała że potrzebujemy trenera doświadczonego a nie kolejny eksperyment. No ale co tam Bartnik może wiedzieć.
Mecza
4 grudnia 2018 at 08:24
Odnosząc się do personaliów na szczycie. Ja na miejscu dyrektorskim widziałbym Piotra Świerczewskiego. Facet z charakterem z przeszłością w GKS i ma mega kontakty w świecie piłki a to jest bardzo ważne. Pytanie czy by chciał się tego podjąć. Zajmuje się teraz skautingiem dla klubów francuskich w naszym regionie. Ostatnio wypatrzył w Nowym Sączu małolata który podpisał kontrakt z Lyonem, co ciekawe Sandecja nie zwróciła na niego uwagi. Kto na prezesa nie wiem.
Irishman
4 grudnia 2018 at 11:28
Świetny tekst!
O dyrektorze Bartniku napisano już wszystko, a efekty jego pracy pokazuje tabela. Zresztą, wierząc w jego uczciwość, poczucie odpowiedzialności i honor myślę, ze on sam nie będzie chciał przedłużyć umowy z klubem. Sam przecież mówił na początku roku, że ma świadomość jak ryzykuje zamieniając Mandrysza na Paszulewicza, dając do zrozumienia, ze bierze to na siebie.
Nawiasem mówiąc całkowicie zgadzam się z Mecza odnośnie Mandrysza. Można gościa nie lubić ale oceniając go merytorycznie z tą zdemoralizowaną po Brzęczku i Motale ekipą, którą dzięki swym znajomościom jakoś tam posklejał osiągnął RELATYWMNIE dobre, dające nadzieje na poprawę wyniki. Oczywiście już się nie dowiemy co byłoby wiosną. Gdyby jednak został, a ta poprawa nie nastąpiłaby należało go pożegnać po prostu latem. Bo trzeba przypomnieć, że Mandrysz zrobił kilka awansów ale przeważnie było to tak, ze potrzebował jednej rundy na uporządkowanie drużyny, by w kolejnej odnosić z nią sukcesy. Zresztą to jest naturalne w tym fachu i tak to było także za naszej legendy trenerskiej – Adama Nawałki.
Jeśli chodzi o prezesa, to jeszcze gdy współpracował z prezesem Cyganem obaj panowie stawiali na plany długofalowe. Niestety teraz za tym nie da się schować, bo przychodzi realnie zmierzyć się z bardzo trudną misją uratowania I ligi już w następnej rundzie.
Zresztą prezes nie spełnia obecnie kryteriów jakie sobie sam postawił, jeszcze latem, gdy na przedsezonowym spotkaniu z mediami mówił, ze on stawia na stopniowy rozwój, aż do momentu gdy klub będzie tak silny, że po prostu będzie musiał awansować. Niestety od początku roku nie ma mowy nie tylko o żadnym rozwoju ale nawet o stagnacji. Odwrotnie – staczamy się coraz szybciej.
Gerard
4 grudnia 2018 at 12:27
W zasadzie nie kopie się leżącego ale czy ktoś może mi wytłumaczyć jaki był prawdziwy powód zwolnienia trenera Mandrysza??? Zespół zaczął grać a gościa zwolnili, dlaczego?
Dodam, że swoją cegiełkę do zwolnienia dołożyli wszystko wiedzący kibice oraz beznadziejni nowi działacze GieKSy.
KaTe
4 grudnia 2018 at 12:32
Bartnika pewnie poświęcą jako winnego całej degrengolady. Choć używanie wielkich słów typu: honor, uczciwość, poczucie obowiązku – brzmi groteskowo. Takie cechy to podstawa charakteru każdego człowieka. Natomiast Janickiego pewnie oszczędzą. To jest prawdopodobnie człowiek z jakiegoś deal’u miejskiego. I tylko wysoko postawieni pracownicy UM (lub szare eminencje- jak Piotr U.) mogą coś wiedzieć na ten temat.
roberto
4 grudnia 2018 at 14:04
Tekst ciekawy ale stwierdzenie cytuje”Podajemy sobie rękę z jakąś osobliwością tej ligi, ekipą, która raczej powinna jeździć i uprawiać folklor w trzeciej lidze – Garbarnią Kraków”.A w dalszej czesci tekstu stwierdzenie cytuje”Dariusz Dudek potrzebuje do współpracy kogoś, kto naprawdę rzetelnie i odważnie podejdzie do tak trudnego wyzwania, jakim jest utrzymanie zasłużonego klubu w pierwszej lidze”Tak dla ścisłości jak by utrzymanie zależało od tego jak klub jest zasłuzony to Garbarnia Kraków byłby o klase wyżej od GieKSy.Albo autor tekstu za bardzo nie zna histori albo po prostu jest tak zaslepiony w kilka sukcesików GieKSy albo jest z tych kibiców ktorzy dalej twierdzą że w Katowicach jest PRESJA a BLASZOK jak ryknie to przeciwnikowi majty spadają!!! Niestety nie ma presji nie ma Blaszoka i za chwile bedzie tylko garstka najwierniejszych kibiców!!!
Tosiek
4 grudnia 2018 at 14:36
Do katastrofy dochodzi w dwóch przypadkach. Albo jest to zbieg okoliczności wielu czynników, które pojedynczo o niczym by nie przesądziły ale nałożone na siebie w tym samym czasie sprawiły, że nastąpiło przegięcie. W tym przypadku bardzo chcieli ale podjęte w dobrej wierze decyzje okazały się błędne, brak formy, kontuzje, głupie wykluczenia, nieskuteczność, frajerstwo w ostatnich minutach, pech. Albo jest to wynik świadomego zaniechania działającego na szkodę sekcji. Oficjalnie chcemy (aby nie tracić wyborców) ale nie specjalnie nam zależy. Stawiamy na promocję miasta przez hokej i siatkówkę a ekstraklasowa piłka nożna to tylko problemy z kibicami i stadionem. Coraz bardziej skłaniam się do tego drugiego przypadku.
rochol
4 grudnia 2018 at 14:57
No czemu sie dziwicie Pan Bartnik chcial miec Olimpie Grudziadz w Katowicach to juz ja ma. Nie moge pojac co sklonilo go do wziecia takiego trenera ktory Olimpie zostawial na ostatnim miejscu. Pan Janicki nie wiele lepszy jest. Oboje do dymisji.
wkrz
4 grudnia 2018 at 15:08
Nie wiem czy ktoś z ratusza czyta te forum ale mam nadzieję że tak. Nie wyobrażam sobie lepszego prezentu na Mikołaja a już najpóźniej na Gwiazdkę jak zwolnienie pseudo dyrektora Tadeusza oraz zmianę na stanowisku Prezesa.
Tak być nie może, że ludzie odpowiedzialni za całą sytuację w klubie nie są pociągani do konsekwencji. Koniec w temacie.
abel
4 grudnia 2018 at 19:23
ble ble
abel
4 grudnia 2018 at 19:34
Panowie mecza i irishman co wy opowiadacie wszystko jest super wszak klub jest wielosekcyjny a prezes odnosi sukcesy w szachach i hokeju.To nie od prezesa cokolwiek zalezy bo on ma guru bartnika który robi sobie co chce. Przypomnijcie sobie wasze pochwały Prezesa i Bartnika naiwniaki.
tombotleg
4 grudnia 2018 at 20:03
Świerczewski na dyrektora, haha, spadłem z fotela dobre, może jeszcze Jasiu i Koniar.
Widzę ruszyła znowu nasza katowicka inkwyzycja, co roku ktoś winny, a to trener, dyrektor, prezes, stoper, pewnie, bawmy się tak dalej, zamiast robić plan zgrupowań, wzmocnień i sparingów, to trzeba dokładać do pieca, fajnie.
Poza tym dyrektor Bartnik ma chyba kontrakt do końca roku he?, i raczej szanse jego przedłużenia są słabe.
PanGoroli
4 grudnia 2018 at 22:04
@tombotlego, ale właśnie o to chodzi, żeby Bartnik już nie robił tego planu zgrupowań, wzmocnień i sparingów. Właśnie teraz potrzeba nam, b tym się zajął fachowiec
Robson
4 grudnia 2018 at 23:17
Shellu po raz kolejny gratulacje za artykuł !
Kolejny raz jak byś mi czytał w myślach.
Bartnik i Janicki powinni odejść szkoda tylko że sami nie mają tyle honoru by podać się do dymisji!
Na dyrektora Piotrek Świerczewski.. ? czemu nie to przebojowy człowiek i jeden z najlepszych piłkarsko GieKSiarzy zostawiających zawsze serce na boisku ! Na prezesa stanowczo Michał Marcinkowski człowiek uznany który ma GieKSę w sercu i jestem pewien, że gdyby dać mu szansę to w 2 lata mamy poukładany klub jak należy !
Tylko GieKSa !
Mecza
5 grudnia 2018 at 07:57
Odnośnie przygotowań, właśnie słyszę o Turcji… szlak mnie trafia. Żadnego wyciągania wniosków. Poprzednie rundy po pobycie w Turcji jak się skończyły każdy wie i większość przewidziała. Pojadą do Turcji a pierwszy mecz w Suwałkach i gładkie 0:3.
Tom
5 grudnia 2018 at 07:59
Bartnik raus
Irishman
5 grudnia 2018 at 08:43
Zgrupowanie w Turcji??????????
Jeśli to jest pomysł trenera, to niech odchodzi razem z dyrektorem i prezesem, bo to odbiera nam ostatnie nadzieje na utrzymanie.
PanGoroli
5 grudnia 2018 at 11:40
Dziwi mnie Wasze zdziwienie. Nie wiecie, kto u nas jest dyrektorem sportowym? Z drugiej strony to i tak wolę, by powielał nawet kiepskie pomysły poprzednika, jeśli chodzi o zimowe zgrupowania, anizeli miałby wymyślić coś własnego. Nie wiem, czy nasza biedna GieKSa jest w stanie jeszcze wytrzymać jakieś kolejne pomysły szkodnika.
Ehh
5 grudnia 2018 at 12:38
Warto zauważyć że Cygan jest obecnie prezesem Rakowa, zobaczymy gdzie jest Raków, a gdzie my 😉
wojtek
5 grudnia 2018 at 13:29
Z zaciekawieniem przeczytałem tekst, a raczej felieton Shella. Nie będę polemizował ,bo mam własne zdanie na ten temat, ale w wielu kwestiach bezwzględnie zgadzam się z autorem. Jest jeszcze coś ,co czytając tekst mnie urzekło i ruszyło, mianowicie źródło przemyśleń to źródło emocji GieKSiarza. GieKSiarza z krwi i kości.
PanGoroli
5 grudnia 2018 at 14:24
@Ehh, nie rób se jaj z Cyganem. On przeciez przyszedł do rakowa na gotowe. A u nas? Zlikwidował rezerwy i doprowadził do niebotycznej patologii w szatni. Te dwie kwestie już czynią go murowanym kandydatem do piłkarskiej nagrody Darwina…
Krzysztof
6 grudnia 2018 at 07:04
@Mecza mówię o naszej młodzieży która wywalczyła awans jakoś w Zabrzu nie ma problemu z wpuszczaniem na boisko swojej młodzieży.A u nas co gra młodzież ale nie Gieksiarska!!!Patrząc na to gdzie jest teraz GKS to może czas na młodzież a nie zlepek emigrantów i emerytów z „Super”klubów którzy tak podnieśli poziom że jesteśmy na dnie!!!!