Felietony
Prezesie Janicki, dyrektorze Bartnik – czas na dymisję!
Zakończył się piłkarski rok 2018. Rok piłkarskiej klęski naszego klubu. Zniszczone zostało dokładnie wszystko – najpierw marzenia o awansie, a potem marzenia o czymkolwiek. GieKSa jest obecnie piłkarskim chłopcem do bicia, marzeniem grających przeciw nam drużyn i pośmiewiskiem w całej Polsce.
Licząc od ostatniego meczu, który dawał poważną nadzieję na awans, czyli wygranego pojedynku w Głogowie w kwietniu, katowiczanie rozegrali 29 meczów. Bilans tych spotkań to 6-8-15 (bramki: 22-34). Łatwo wywnioskować, że GKS przegrywa od tamtego czasu co drugi mecz. Łatwo wywnioskować, że wygrywa co piąty. Że średnio traci ponad jednego gola na mecz, a przede wszystkim średnia zdobytych bramek wynosi 0,75 gola na mecz. Co przy ilości meczów wynoszącej prawie cały sezon jest wynikiem kompromitującym, zarówno dla tych gości, co grali na wiosnę, jak i obecnych.
To co jednak najgorsze to fakt, że GieKSa systematycznie stacza się. I w tabeli, i w grze, i w oczach. Nawet z pierwszym rzutem hamulcowych, nawet z piłkarskimi krętaczami Brzęczka i kolejnymi Paszulewicza, nie znajdowaliśmy się tak nisko w tabeli, nie przegrywaliśmy meczu za meczem i nie drżeliśmy o ligowy byt. Tamci dawali nam złudzenia, które potem cynicznie odbierali, obecna kadra… nie daje nawet złudzeń. Paradoksalnie może to i dobrze? Bo przynajmniej w końcu można oceniać zawodników GKS pod kątem piłkarskim. A ten aspekt mówi o tym, że są po prostu beznadziejnie słabi i nawet jeśli kiedyś (podobno) grali dużo meczów w ekstraklasie, to ich prawdziwa jakość wychodzi teraz – gdy nie idzie, gdy nie ma pomysłu, a psychika rozbita jest przez niszczyciela wszystkiego, czyli Jacka Paszulewicza.
Nie da się ukryć, że Paszulewicz to najbardziej destrukcyjny szkoleniowiec, jaki od wielu lat pojawił się w naszym klubie. Możemy mówić o Brzęczku, że jest trenerskim hochsztaplerem (bo jest), że Mandrysz stracił cohones (bo stracił). Jednak sposobu, w jaki Paszulewicz rozwalił, rozpieprzył, puścił z dymem, zniszczył, zdeptał, sknocił tę szatnię – nie da się porównać z niczym innym. Dostał człowiek to, co chciał, czyli praktycznie nową kadrę, możliwości przygotowania, przede wszystkim dostał szansę po spektakularnie przegranym sezonie. Po fatalnym meczu w I kolejce coś zaczęło iść w dobrym kierunku, coś zaczęło sensownie wyglądać, nowi zawodnicy zaczęli grać tak, jakby grali ze sobą już od dawna. Brakowało tylko skuteczności pod bramką rywala. W końcu mieliśmy młodzież, która była szybka, dynamiczna i efektywna. I nagle od meczu z Rakowem, Paszulewicz zaczął tak kombinować, odstawiać nie tych zawodników, co trzeba, wstawiać do składu tych, którzy grać za Chiny nie powinni. Skołowani piłkarze nie wiedzieli, co tu się odpiernicza. Podejrzewam, że patrzeli po sobie z szerokimi gałami, widząc, co wyprawia ich opiekun. Idiotyczne decyzje (bo inaczej tego nazwać się nie da) zaczęły się mnożyć, Paszulewicz kompletnie przestał panować nad tym, co robi – jego wybory były chaotyczne, przypadkowe i nieefektywne. Do tego obniżały morale piłkarzy i wk..ały kibiców.
Po odejściu wysokiego szkoleniowca, już do końca rundy nie udało się tego pozbierać. Paszulewicz pozostawił po sobie zgliszcza, zagubionych ludzi, którzy potem na boisku wyglądali tak, jakby wyszli na powietrze, po kilku miesiącach spędzonych w piwnicy. Zarówno za Dziółki, jak i Dudka – nie potrafili oni już wrócić choćby do ćwierci tego, co pokazali w drugiej, trzeciej i czwartej kolejce.
Cała kadencja Paszulewicza okazała się jedną wielką ściemą i pomyłką. I z perspektywy czasu można powiedzieć, że zatrudnienie go i zbyt późne zwolnienie – było jedną z wielu, ale bardzo jaskrawą przyczyną tego, że GKS do końca roku wyglądał jak dogorywający (za chwilę) trup.
W Katowicach wszystko się robi za późno. Czasem o kilka miesięcy, a czasem cały sezon. I tak po przegranym sezonie Brzęczka ktoś pozwolił, by w klubie zostali tacy ludzie jak Foszmańczyk, Goncerz, Zejdler, Kamiński czy Kalinkowski. Tak naprawdę kwestie awansu w kolejnym sezonie trzeba było zamknąć już na podstawie tych decyzji personalnych. Pozostawienie ich było sabotażem i działaniem na szkodę klubu. Paszulewicz również pozostał w klubie, choć był równie odpowiedzialny, co piłkarze za brak awansu (chociażby podejmując jedynie pozorowane działania, jak odsunięcie czwórki zawodników).
Niestety to panowie Marcin Janicki i Tadeusz Bartnik, bo do nich dochodzimy, nie udźwignęli tego ciężaru. Oczywiście po Brzęczku rządził jeszcze Wojciech Cygan i również na niego spada część odpowiedzialności za obecny stan rzeczy. Problem w tym, że Cygana już od roku w klubie nie ma, a jest Janicki, który wygląda na osobę nieobecną, niezaangażowaną w piłkarskie sprawy GKS Katowice. Janicki to człowiek, który wydaje się, że nie kiwnął palcem, aby zrobić coś, by GKS nie był w tym miejscu, w którym obecnie się znajduje. Oczywiście to uproszczenie i zaraz znajdzie się grupa wiecznych obrońców zarządu, która powie, że „to że czegoś nie widać, to nie znaczy, że nic nie robią”. Co nam jednak po tym? Liczy się efekt, a efekt jest taki, że jesteśmy na samym dnie tabeli i podajemy sobie rękę z jakąś osobliwością tej ligi, ekipą, która raczej powinna jeździć i uprawiać folklor w trzeciej lidze – Garbarnią Kraków.
Janicki jako osoba pociągająca za sznurki, w pierwszej kolejności odpowiedzialna jest za trzymanie tak długo kolejnego człowieka bijącego rekordy niekompetencji, a jednocześnie mistrza taniej dyplomacji – Tadeusza Bartnika. Wręcz nieprawdopodobne, jak sympatyczny skądinąd Tadziu nie poradził sobie na stanowisku. Jakoś kuriozalnych decyzji mogłoby być przyczynkiem do napisania książki „Jak nie być dobrym dyrektorem sportowym?”. Począwszy od trzymania/zwalniania trenerów, za szybko, za wolno, bez sensu, na ściąganiu piłkarskiego szrotu skończywszy. Bo i tutaj ktoś może zarzucić kibicom – „chcieliście czystek w szatni, to je dostaliście”. Wszystko fajnie, ale pozbywając się tych wszystkich ciućmoków, trzeba było zadbać również o to, by w ich miejsce przyszli lepsi. A jak się okazało – przyszli gorsi (piłkarsko).
Chociaż większość osób (ja również, z różnych powodów) uważa, że pożegnanie się z Piotrem Mandryszem było konieczne, to jednak logika na tamten moment mówiła o tym, że szkoleniowiec powinien zostać. Mandrysz na koniec roku zdobył 10 punktów w 4 meczach, miał na jesieni serie 3 zwycięstw z rzędu. Tajemnicą poliszynela jest to, że Bartnik szczerze Mandrysza nie znosił i decyzja miała podłoże osobiste, a nie merytoryczne. Zauroczenie Paszulewiczem swego czasu również jest niewytłumaczalne. Zwolnienie go za późno również. Utrzymywanie kilku niepracujących trenerów na kontrakcie – było niegospodarne.
Bartnik wypowiada piękne pseudomądrości w wywiadach i kreuje się na eksperta od prowadzenia sekcji piłkarskiej. Fakty jednak są takie, że z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień GKS grał coraz gorzej, a strata do bezpiecznego miejsca robiła się coraz większa. To, co się działo na boisku jest idealnym odbiciem tego, co się wyprawia w klubie. Czyli nikt nad niczym nie panuje, bije głową w stołu blat i udaje, że pobudza mózg do pracy.
Ktoś zapyta „a jaka jest w takim razie odpowiedzialność Dariusza Dudka?”. I pytanie to będzie zasadne.
Faktem jest, że Dudek tych punktów zdobył za mało. Zdecydowanie za mało. Dodatkowo nie odcisnął piętna na prowadzonym przez siebie zespole, a rozegrał przecież już 8 meczów. Tak, zdecydowanie połowa rundy to wystarczająco dużo, aby coś poprawić. Patrząc jednak przez pryzmat tych ośmiu spotkań, pretensje do Dudka można mieć za mecze z Garbarnią i Wartą oraz za spotkanie z Tychami. Za te dwa pierwsze, bo przecież na Bukową przyjechały słabeusze (zwłaszcza Garbarnia) i jak się nie dało obu meczów wygrać, to przynajmniej trzeba było wygrać jeden z nich. Za Tychy mam pretensje o taktykę i podejście, gwałtowne odsłonięcie się, gdy po meczu z Podbeskidziem trzeba było utrzymać sposób gry, który dał w Bielsku trzy punkty. Szkoleniowiec się zagalopował i pojechał lekko na euforii. Dostał zimny prysznic.
O pozostałe spotkania wielkich pretensji nie mam. Wystawiane składy może nie były idealne (np. obecność Piesia), ale też nie było kuriozalnych decyzji, typu niezrozumiała miłość Paszulewicza do beznadziejnego Wojciecha Słomki. Dudek rzeźbił jak mógł i przynajmniej udało mu się zremisować w Bytowie, z ŁKS czy Sandecją. Oczywiście to nie są żadne wyczyny, a jeden punkt zamiast trzech przybliża nas bardziej do spadku niż utrzymania. Faktem jest jednak, że Dudek starał się wycisnąć, co mógł, ale tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Niestety z rozbitą taktycznie, fizycznie i mentalnie ekipą nie był w stanie – jak widać – doprowadzić do tego, żeby GieKSa zaczęła po prostu w miarę przyzwoicie grać w piłkę. Bo umówmy się, lekka poprawa w meczach z ŁKS, a zwłaszcza Sandecją – to na razie nic nie znacząca kropla w morzu potrzeb. Poprawa gry, która nie przynosi okazji bramkowych, goli i punktów, to żadna poprawa. To o ofensywie. Jeśli chodzi o defensywę, to… trudno powiedzieć, bo to nie tak dobrze GKS zagrał w obronie, tylko dwaj z rzędu wiceliderzy nie sprawdzali specjalnie defensywnych możliwości naszych piłkarzy.
Jakkolwiek twierdziłem rok temu, że Mandrysza trzeba zwolnić szybko, a w obecnym to samo pisałem o Paszulewiczu, tak teraz uważam, że Dudkowi należy dać czas i wsparcie. Niektóre osoby mówią, że dymisja prezesa i dyrektora w tym momencie to strzał w kolano. Nie zgadzam się z tym. Uważam, że każdy dzień dłużej z pasywnym Janickim i kuriozalnie działającym Bartnikiem, przybliża nasz klub do upadku. Pozostanie ich na stanowisku będzie tym, co pozostawienie w szatni Foszmańczyka i paru innych wymienionych.
Uważam natomiast, że pozbycie się Dudka w tej chwili byłoby bardzo niekorzystne i bezsensowne. Szkoleniowiec musiał dograć tę rundę do końca, ale prawdopodobnie zaraz po przyjściu zorientował się, z czym ma do czynienia w szatni. Nie omieszkał tego kilkukrotnie oficjalnie lub między słowami powiedzieć. Choćby słowa o potrzebnym okresie przygotowawczym jasno dawały do zrozumienia, że Paszulewicz ten okres kompletnie zawalił. Słowa o doborze taktyki pod zastanych zawodników czy o ich podejściu do zawodu – również wiele mówi. Dlatego Dudek ma już diagnozę problemu i wierzę, że wie, co należy zrobić, aby GieKSę utrzymać.
Po pierwsze, żeby nasz klub nie zleciał w piłkarskie czeluści, potrzebujemy mądrych ludzi na odpowiednich stanowiskach. Do awansu do ekstraklasy również potrzeba było ni mniej, ni więcej – tylko odrobiny mądrości. Brakło jej niestety zarówno cynicznym piłkarzom, chaotycznym i niekompetentnym trenerom, jak i niereagującym prezesom. Janicki i Bartnik egzaminu z mądrości nie zdali wówczas, duże więc jest prawdopodobieństwo, że nie zdadzą ich teraz. Dawanie tysiąca szans, zawsze prowadziło do pogłębiania problemów. Czas się pożegnać, niech panowie zajmą się swoją pracą zawodową, a przygodę w GieKSie zakończą zanim będą wywożeni na taczkach.
Dariusz Dudek potrzebuje do współpracy kogoś, kto naprawdę rzetelnie i odważnie podejdzie do tak trudnego wyzwania, jakim jest utrzymanie zasłużonego klubu w pierwszej lidze. Kogoś, kto nie będzie się „bawił” w prowadzenie klubu, tylko realnie, z twardą ręką, ale rozsądnie; zdecydowanie, ale elastycznie – będzie działać ku rozwojowi, a nie wkładać kij w szprychy. Kogoś kto będzie aktywny, reagujący na to co się dzieje, a nie zamiatał pod dywan i działał po kilku miesiącach, kiedy nie ma już co zbierać.
Potrzeba nam w gabinetach ludzi, którzy wraz z Dudkiem stworzą solidny, rzetelny i szczegółowy plan pt. utrzymanie w pierwszej lidze. Dotychczas mieliśmy pisane na kolanie, efektownie brzmiące w mediach plany długofalowe, tylko ktoś zapomniał, że trzeba skupić się na tym, co może przynieść najbliższa przyszłość.
Jeśli pojawią się w klubie nowi ludzie na ważnych stanowiskach, tę współpracę z Dudkiem podejmą, a trener z nimi – jeśli ten plan będzie konsekwentnie realizowany – to o utrzymanie można być spokojnym, bo wraz z mądrym przygotowaniem i działaniem – przyjdą wyniki. Tak jak wspomniałem wyżej – to, co obecnie mamy na boisku jest efektem tego, co przez lata działo się w gabinetach. I tak naprawdę niczym innym.
Czas to zmienić. Czas na ludzi z kompetencjami.
Bo jeżeli to nie nastąpi, to smak spadku może być jeszcze bardziej gorzki niż nam się wszystkim wydaje.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

PanGoroli
4 grudnia 2018 at 03:00
Znowu świetny tekst! Miazga! Kurcze, tak myślę, a może by ten tekst wydrukować i porozklejać w UM?
Ja nie wiem, jak tam jest z Janickim. Dla mnie to jest zdumiewające, że ten sam człowiek ma na koncie takie sukcesy innych sekcji, i zarazem dopuszcza do takiej kleski i upadku sekcji piłkarskiej. Jak tu niektórzy piszą, Bartnikowi kończy się kontrakt i może czeka, aż się sprawa sama zakończy, ale to jest po prostu nieuczciwe, by Bartnik wziął choćby jeszcze złotówke z kasy klubu, czyli de facto z kasy miejskiej, z kieszeni wszystkich katowiczan…
Krzysztof
4 grudnia 2018 at 06:33
Cała prawda ale ja bym dodał że zero stawiania na młodzież która grała by całym serduchem!!!!
Mecza
4 grudnia 2018 at 08:20
@Krzysztof o jakiej młodzieży ty piszesz bo chyba nie naszej? Chyba jedyny w seniorach gra Wnuk w 3 lidze w Radzionkowie, on ma być wzmocnieniem? Chciałbym też zauważyć że Dudek gra trzema młodzieżowcami w pierwszej 11. Felieton bardzo trafny w mojej ocenie poza dwoma wątkami. Jak można było wyciągnąć wnioski po CZTERECH miesiącach pracy że Mandrysz się nie nadawał i to wówczas gdy 4 miesiące wcześniej wszyscy pisali, że obojętnie co się będzie działo stajem murem za trenerem. Zespół miał tragiczny i potrafił to sklecić po czym dostał w twarz. Kolejna kwestia poruszona w felietonie, jak można było myśleć o awansie z Paszulewiczem? Z walki o awans zrezygnowaliśmy w styczniu zatrudniając właśnie Paszula. Pierwsze wyniki wiosny to jeszcze efekt tego co zbudował w krótkim czasie Mandrysz. Każdy kolejny miesiąc pracy Paszulewicza to była równia pochyła zakończona dymisją. Do Dudka nic nie mam, ale średnio zorientowana osoba wiedziała że potrzebujemy trenera doświadczonego a nie kolejny eksperyment. No ale co tam Bartnik może wiedzieć.
Mecza
4 grudnia 2018 at 08:24
Odnosząc się do personaliów na szczycie. Ja na miejscu dyrektorskim widziałbym Piotra Świerczewskiego. Facet z charakterem z przeszłością w GKS i ma mega kontakty w świecie piłki a to jest bardzo ważne. Pytanie czy by chciał się tego podjąć. Zajmuje się teraz skautingiem dla klubów francuskich w naszym regionie. Ostatnio wypatrzył w Nowym Sączu małolata który podpisał kontrakt z Lyonem, co ciekawe Sandecja nie zwróciła na niego uwagi. Kto na prezesa nie wiem.
Irishman
4 grudnia 2018 at 11:28
Świetny tekst!
O dyrektorze Bartniku napisano już wszystko, a efekty jego pracy pokazuje tabela. Zresztą, wierząc w jego uczciwość, poczucie odpowiedzialności i honor myślę, ze on sam nie będzie chciał przedłużyć umowy z klubem. Sam przecież mówił na początku roku, że ma świadomość jak ryzykuje zamieniając Mandrysza na Paszulewicza, dając do zrozumienia, ze bierze to na siebie.
Nawiasem mówiąc całkowicie zgadzam się z Mecza odnośnie Mandrysza. Można gościa nie lubić ale oceniając go merytorycznie z tą zdemoralizowaną po Brzęczku i Motale ekipą, którą dzięki swym znajomościom jakoś tam posklejał osiągnął RELATYWMNIE dobre, dające nadzieje na poprawę wyniki. Oczywiście już się nie dowiemy co byłoby wiosną. Gdyby jednak został, a ta poprawa nie nastąpiłaby należało go pożegnać po prostu latem. Bo trzeba przypomnieć, że Mandrysz zrobił kilka awansów ale przeważnie było to tak, ze potrzebował jednej rundy na uporządkowanie drużyny, by w kolejnej odnosić z nią sukcesy. Zresztą to jest naturalne w tym fachu i tak to było także za naszej legendy trenerskiej – Adama Nawałki.
Jeśli chodzi o prezesa, to jeszcze gdy współpracował z prezesem Cyganem obaj panowie stawiali na plany długofalowe. Niestety teraz za tym nie da się schować, bo przychodzi realnie zmierzyć się z bardzo trudną misją uratowania I ligi już w następnej rundzie.
Zresztą prezes nie spełnia obecnie kryteriów jakie sobie sam postawił, jeszcze latem, gdy na przedsezonowym spotkaniu z mediami mówił, ze on stawia na stopniowy rozwój, aż do momentu gdy klub będzie tak silny, że po prostu będzie musiał awansować. Niestety od początku roku nie ma mowy nie tylko o żadnym rozwoju ale nawet o stagnacji. Odwrotnie – staczamy się coraz szybciej.
Gerard
4 grudnia 2018 at 12:27
W zasadzie nie kopie się leżącego ale czy ktoś może mi wytłumaczyć jaki był prawdziwy powód zwolnienia trenera Mandrysza??? Zespół zaczął grać a gościa zwolnili, dlaczego?
Dodam, że swoją cegiełkę do zwolnienia dołożyli wszystko wiedzący kibice oraz beznadziejni nowi działacze GieKSy.
KaTe
4 grudnia 2018 at 12:32
Bartnika pewnie poświęcą jako winnego całej degrengolady. Choć używanie wielkich słów typu: honor, uczciwość, poczucie obowiązku – brzmi groteskowo. Takie cechy to podstawa charakteru każdego człowieka. Natomiast Janickiego pewnie oszczędzą. To jest prawdopodobnie człowiek z jakiegoś deal’u miejskiego. I tylko wysoko postawieni pracownicy UM (lub szare eminencje- jak Piotr U.) mogą coś wiedzieć na ten temat.
roberto
4 grudnia 2018 at 14:04
Tekst ciekawy ale stwierdzenie cytuje”Podajemy sobie rękę z jakąś osobliwością tej ligi, ekipą, która raczej powinna jeździć i uprawiać folklor w trzeciej lidze – Garbarnią Kraków”.A w dalszej czesci tekstu stwierdzenie cytuje”Dariusz Dudek potrzebuje do współpracy kogoś, kto naprawdę rzetelnie i odważnie podejdzie do tak trudnego wyzwania, jakim jest utrzymanie zasłużonego klubu w pierwszej lidze”Tak dla ścisłości jak by utrzymanie zależało od tego jak klub jest zasłuzony to Garbarnia Kraków byłby o klase wyżej od GieKSy.Albo autor tekstu za bardzo nie zna histori albo po prostu jest tak zaslepiony w kilka sukcesików GieKSy albo jest z tych kibiców ktorzy dalej twierdzą że w Katowicach jest PRESJA a BLASZOK jak ryknie to przeciwnikowi majty spadają!!! Niestety nie ma presji nie ma Blaszoka i za chwile bedzie tylko garstka najwierniejszych kibiców!!!
Tosiek
4 grudnia 2018 at 14:36
Do katastrofy dochodzi w dwóch przypadkach. Albo jest to zbieg okoliczności wielu czynników, które pojedynczo o niczym by nie przesądziły ale nałożone na siebie w tym samym czasie sprawiły, że nastąpiło przegięcie. W tym przypadku bardzo chcieli ale podjęte w dobrej wierze decyzje okazały się błędne, brak formy, kontuzje, głupie wykluczenia, nieskuteczność, frajerstwo w ostatnich minutach, pech. Albo jest to wynik świadomego zaniechania działającego na szkodę sekcji. Oficjalnie chcemy (aby nie tracić wyborców) ale nie specjalnie nam zależy. Stawiamy na promocję miasta przez hokej i siatkówkę a ekstraklasowa piłka nożna to tylko problemy z kibicami i stadionem. Coraz bardziej skłaniam się do tego drugiego przypadku.
rochol
4 grudnia 2018 at 14:57
No czemu sie dziwicie Pan Bartnik chcial miec Olimpie Grudziadz w Katowicach to juz ja ma. Nie moge pojac co sklonilo go do wziecia takiego trenera ktory Olimpie zostawial na ostatnim miejscu. Pan Janicki nie wiele lepszy jest. Oboje do dymisji.
wkrz
4 grudnia 2018 at 15:08
Nie wiem czy ktoś z ratusza czyta te forum ale mam nadzieję że tak. Nie wyobrażam sobie lepszego prezentu na Mikołaja a już najpóźniej na Gwiazdkę jak zwolnienie pseudo dyrektora Tadeusza oraz zmianę na stanowisku Prezesa.
Tak być nie może, że ludzie odpowiedzialni za całą sytuację w klubie nie są pociągani do konsekwencji. Koniec w temacie.
abel
4 grudnia 2018 at 19:23
ble ble
abel
4 grudnia 2018 at 19:34
Panowie mecza i irishman co wy opowiadacie wszystko jest super wszak klub jest wielosekcyjny a prezes odnosi sukcesy w szachach i hokeju.To nie od prezesa cokolwiek zalezy bo on ma guru bartnika który robi sobie co chce. Przypomnijcie sobie wasze pochwały Prezesa i Bartnika naiwniaki.
tombotleg
4 grudnia 2018 at 20:03
Świerczewski na dyrektora, haha, spadłem z fotela dobre, może jeszcze Jasiu i Koniar.
Widzę ruszyła znowu nasza katowicka inkwyzycja, co roku ktoś winny, a to trener, dyrektor, prezes, stoper, pewnie, bawmy się tak dalej, zamiast robić plan zgrupowań, wzmocnień i sparingów, to trzeba dokładać do pieca, fajnie.
Poza tym dyrektor Bartnik ma chyba kontrakt do końca roku he?, i raczej szanse jego przedłużenia są słabe.
PanGoroli
4 grudnia 2018 at 22:04
@tombotlego, ale właśnie o to chodzi, żeby Bartnik już nie robił tego planu zgrupowań, wzmocnień i sparingów. Właśnie teraz potrzeba nam, b tym się zajął fachowiec
Robson
4 grudnia 2018 at 23:17
Shellu po raz kolejny gratulacje za artykuł !
Kolejny raz jak byś mi czytał w myślach.
Bartnik i Janicki powinni odejść szkoda tylko że sami nie mają tyle honoru by podać się do dymisji!
Na dyrektora Piotrek Świerczewski.. ? czemu nie to przebojowy człowiek i jeden z najlepszych piłkarsko GieKSiarzy zostawiających zawsze serce na boisku ! Na prezesa stanowczo Michał Marcinkowski człowiek uznany który ma GieKSę w sercu i jestem pewien, że gdyby dać mu szansę to w 2 lata mamy poukładany klub jak należy !
Tylko GieKSa !
Mecza
5 grudnia 2018 at 07:57
Odnośnie przygotowań, właśnie słyszę o Turcji… szlak mnie trafia. Żadnego wyciągania wniosków. Poprzednie rundy po pobycie w Turcji jak się skończyły każdy wie i większość przewidziała. Pojadą do Turcji a pierwszy mecz w Suwałkach i gładkie 0:3.
Tom
5 grudnia 2018 at 07:59
Bartnik raus
Irishman
5 grudnia 2018 at 08:43
Zgrupowanie w Turcji??????????
Jeśli to jest pomysł trenera, to niech odchodzi razem z dyrektorem i prezesem, bo to odbiera nam ostatnie nadzieje na utrzymanie.
PanGoroli
5 grudnia 2018 at 11:40
Dziwi mnie Wasze zdziwienie. Nie wiecie, kto u nas jest dyrektorem sportowym? Z drugiej strony to i tak wolę, by powielał nawet kiepskie pomysły poprzednika, jeśli chodzi o zimowe zgrupowania, anizeli miałby wymyślić coś własnego. Nie wiem, czy nasza biedna GieKSa jest w stanie jeszcze wytrzymać jakieś kolejne pomysły szkodnika.
Ehh
5 grudnia 2018 at 12:38
Warto zauważyć że Cygan jest obecnie prezesem Rakowa, zobaczymy gdzie jest Raków, a gdzie my 😉
wojtek
5 grudnia 2018 at 13:29
Z zaciekawieniem przeczytałem tekst, a raczej felieton Shella. Nie będę polemizował ,bo mam własne zdanie na ten temat, ale w wielu kwestiach bezwzględnie zgadzam się z autorem. Jest jeszcze coś ,co czytając tekst mnie urzekło i ruszyło, mianowicie źródło przemyśleń to źródło emocji GieKSiarza. GieKSiarza z krwi i kości.
PanGoroli
5 grudnia 2018 at 14:24
@Ehh, nie rób se jaj z Cyganem. On przeciez przyszedł do rakowa na gotowe. A u nas? Zlikwidował rezerwy i doprowadził do niebotycznej patologii w szatni. Te dwie kwestie już czynią go murowanym kandydatem do piłkarskiej nagrody Darwina…
Krzysztof
6 grudnia 2018 at 07:04
@Mecza mówię o naszej młodzieży która wywalczyła awans jakoś w Zabrzu nie ma problemu z wpuszczaniem na boisko swojej młodzieży.A u nas co gra młodzież ale nie Gieksiarska!!!Patrząc na to gdzie jest teraz GKS to może czas na młodzież a nie zlepek emigrantów i emerytów z „Super”klubów którzy tak podnieśli poziom że jesteśmy na dnie!!!!