Piłka nożna Prasówka
Prestiżowy mecz dla GKS-u Katowice. Niespodziewany lider obnażony
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec. Wygrała GieKSa 3:1 prowadząc do przerwy 1:0.
1liga.org – Sobota w F1L: Grad goli w Katowicach i Głogowie
W Katowicach dzisiaj pojedynek rywali zza miedzy zakończony zwycięstwem gospodarzy. […] Pierwsze pół godziny meczu nie obfitowało w dużą ilość sytuacji z obydwu stron Dopiero w 31. minucie po dośrodkowaniu Rogali do Araka ten drugi oddaje strzał, który przez Gliwę został obroniony. Piłkę dobija jednak Patryk Szwedzik i daje katowiczanom prowadzenie. Parę minut później bardzo silny i celny strzał sprzed pola karnego zmierzający pod poprzeczkę obronił Dawid Kudła. W dalszych minutach to katowiczanie zintensyfikowali swoje ataki i stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji na podwyższenie wyniku. Na samym początku drugiej połowy po składnej akcji GKS-u drugą bramkę tego dnia zdobył Patryk Szwedzik wykorzystując dobre podanie Jakuba Araka. W 65. minucie po wideoweryfikacji podyktowany został rzut karny dla Zagłębia, a na gola zamienił go Szymon Sobczak. Szybką odpowiedź dał GKS, bo już w 67. minucie strzałem zza pola karnego gola zdobył Marcin Urynowicz. Do końca meczu nic więcej się już nie wydarzyło i GKS Katowice wygrał prestiżowy pojedynek z rywalem zza miedzy.
sportdziennik.com – GieKSa górą w prestiżowym meczu
W ramach 4.kolejki Fortuna 1 Ligi. Piłkarze GKS-u Katowice pokonali zawodników Zagłębie Sosnowiec 3:1.
Gospodarze już po pierwszej połowie prowadzili 1:0. Po jednej z akcji Arak oddał strzał, ale Gliwa dobrze interweniował. Jednak Patryk Szwedzik dopadł do dobitki i pewnym strzałem wyprowadził GieKSę na prowadzenie.
Początek drugiej części meczu dał podwyższenie wyniku. Świetnym dograniem popisał się Rogala. Po jego zagraniu piłka spadła na piąty metr, gdzie po raz kolejny skutecznym strzałem popisał się Szwedzik.
Zagłębie było jednak w stanie zdobyć gola kontaktowego. Po faulu jednego z obrońcy sędzia przy pomocy VAR-u podyktował rzut karny, a Szymon Sobczyk zamienił go na gola.
Zawodnicy GKS-u Katowice nie pozostali jednak bezczynni i niedługo potem prowadzili już 3:1. Marcin Urynowicz popisał się pięknym strzałem z dystansu i przypieczętował wynik.
sportslaski.pl – Klasyk dla GieKSy! Lider wypunktowany przy Bukowej
Chyba nie przesadzimy pisząc, że wszystko co groźne po stronie „GieKSy” w pierwszej połowie wydarzyło się za sprawą Grzegorza Rogali, który brylował na lewej flance. To jego dogrania w „szesnastkę” siały popłoch w defensywie Zagłębia, to jego zagranie dało okazję bramkową Jakubowi Arakowi, którego pod bramką Michała Gliwy skutecznie poprawiał Szwedzik, to wreszcie on dogrywał kolegom piłki, z których jeszcze przed przerwą mogli podwyższyć prowadzenie. Po zmianie stron wraz z upływem czasu wahadłowy Katowic nieco przygasał, mocniej skupiając się na zadaniach defensywnych. Wciąż potrafił stawać się jednak wyróżniającą postacią na placu gry. Zaliczył asystę przy drugiej bramce Szwedzika, a ozdobą meczu mogło być jego dośrodkowanie z powietrza, po którymi minimalnie mylił się Arak.
Taki klasyk, a „Blaszok” pusty… Przy Bukowej słuchać było tym razem niemal wyłącznie kibiców Zagłębia, którzy wypełnili sektor przeznaczony dla przyjezdnych. Szkoda, bo do atmosfery derbowego święta, w którą świetnie wpisali się tym razem zawodnicy, zabrakło fanów, którzy na ogół przy takich okazjach tylko potęgują boiskowe emocje. Oby w Katowicach działacze w końcu dogadali się z kibicami – apetyty rosną, a w którymś momencie wsparcie tych drugich może okazać się ekipie trenera Góraka niezbędne!
Co ciekawego
– Sporo wariantów rozegrania stałych fragmentów przygotowali na mecz z Zagłębiem podopieczni trenera Rafała Góraka. Oryginalne pomysły w pierwszej połowie nie przełożyły się jednak na bramkowe okazje dla „GieKSy”
– W 29. minucie zapachniało golem dla gości. Sprawną akcję Zagłębia finalizował sprzed „szesnastki” Szymon Pawłowski, nieznacznie pudłując.
– Jeszcze sprawniej po chwili pograła sobie „GieKSa”. Najpierw Adrian Błąd zagrał na lewo do Grzegorza Rogali, który obsłużył dośrodkowaniem Jakuba Araka. Jego uderzenie z bliska przytomnie obronił Michał Gliwa, zaspali za to jego koledzy z defensywy, którzy pozwolili na skuteczną dobitkę Patrykowi Szwedzikowi.
– Przed przerwą najbliższy doprowadzenia do wyrównania był Dawid Gojny. Precyzyjnie uderzył z dystansu, ale świetnie spod poprzeczki piłkę wyjął Dawid Kudła. Przewagę uzyskali jednak gospodarze i to oni byli bliżsi poprawienia wyniku. Gola na 2:0 mógł zdobyć Jakub Arak, ale jego „główkę” po centrze Rogali końcami palców obronił Gliwa
– 35 sekund po przerwie „GieKSa” wyprowadziła drugi tego dnia cios. Jakub Arak rozrzucił akcję na lewą stronę, skąd w światło bramki wstrzelił ją Rogala. Tor lotu piłki delikatnie zmienił Szwedzik i katowiczanie prowadzili 2:0.
– Katowiczanie byli powtarzalni. Niewiele brakowało, by trzecim golem skończyła się ich akcja z 57. minuty. Rogala dośrodkował z powietrza i bez przyjęcia, całość głową minimalnie niecelnie kończył Arak.
– Zagłębie próbowało wrócić do gry za sprawą mocnego uderzenia Pawłowskiego, które z trudem bronił Kudła. Po chwili w polu karnym „GieKSy” zrobiło się jeszcze goręcej – sędzia Tomasz Kwiatkowski długo analizował powtórki tego, co działo się w „szesnastce” w starciu Szwedzika z Jończym. Wreszcie podjął decyzję korzystną dla Zagłębia. Goście dostali rzut karny, którego na gola zamienił Szymon Sobczak.
– GieKSa odpowiedziała błyskawicznie. Po stałym fragmencie zbyt krótko piłkę wybijali goście. Szwedzik wycofał ją do Marcina Urynowicza, a ten mocnym, płaskim strzałem dał katowiczanom trzeciego gola.
– Katowiczanie nie popełnili błędu sprzed dwóch tygodni, gdy na własne życzenie wypuścili z rąk wyraźne prowadzenie z Niecieczą. Tym razem podopieczni trenera Rafała Góraka w pewnym stylu dowieźli komplet punktów do końcowego gwizdka, neutralizując ofensywne zakusy rywala. GKS świętuje pierwsze domowe zwycięstwo w tym sezonie.
dziennikzachodni.pl – Przyszli na Świętą Wojnę mimo bojkotu. Blaszok był pusty
[…] W sobotę przy Bukowej byli kibice Zagłębia, którzy dostali 409 biletów. „Blaszok” znów był prawie pusty, natomiast nie brakowało kibiców na trybunie głównej. Nie zraziła ich wcześniej padający deszcz, ani kibicowski bojkot. Przyszli zobaczyć piłkarską Świętą Wojnę. Natomiast protestujący kibice GieKSy umówili się… przed stadionem. Towarzyszyły im znaczne siły policji.
Kibice GKS-u na stadionie od czasu do czasu próbowali inicjować doping, ale zagłuszała ich duża grupa fanów Zagłębia. Do przerwy w lepszych humorach byli kibice gospodarzy, bo ich zespół prowadził 1:0. Nastroje katowickich fanów były jeszcze lepsze po ostatnim gwizdku sędziego, bo GieKSa wygrała prestiżowy mecz.
zaglebie.eu – GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (1:0). Pierwsza porażka, ale po walce!
Zagłębiu nie udało się obronić pozycji lidera Fortuna 1 Ligi. Sosnowiczanie ulegli na Bukowej GKS Katowice 1:3, zdobywając honorowego gola za sprawą rzutu karnego Szymona Sobczaka. Była to pierwsza porażka Zagłębia w tym sezonie.
zaglebie.sosnowiec.pl – Lider sprowadzony na ziemię
[…] Po raz czwarty z rzędu Zagłębie Sosnowiec doznało porażki z GKS-em Katowice. Na zwycięstwo nad katowiczanami czekamy od 13 września 2017 i poczekamy co najmniej do rundy wiosennej i rewanżowego meczu w Sosnowcu, który niewykluczone, że odbędzie się już w Zagłębiowskim Parku Sportowym. W wywiezieniu z Bukowej kompletu punktów nie pomogła Zagłębiu nawet obecność kibiców z Sosnowca, którzy pojawili się w Katowicach po raz pierwszy od pamiętnego meczu 8 sierpnia 2015. Trzy poprzednie mecze na Bukowej toczyły się przy pustym sektorze gości. Teraz, dla odmiany, trybuna za bramką zapełniła się ponad 400 osobami, za to „Blaszok” był pusty. To efekt bojkotu domowych meczów zorganizowanego przez środowiska kibicowskie GKS-u, które protestują przeciwko działaniom zarządu klubu.
[…] Zagłębie do przerwy grało słabo. GKS niewiele lepiej, ale przynajmniej był w pierwszych 45 minutach lepszy o jedno trafienie. Mecz długo się rozkręcał. Pierwszy strzał kibice obejrzeli dopiero w 14. minucie, gdy Arkadiusz Jędrych sfinalizował rzut rożny uderzeniem po którym piłka minęła bramkę. Dwie minuty później Michała Gliwę sprawdził Adrian Błąd, a chwilę później po dośrodkowaniu Grzegorza Rogali mogło być groźnie pod naszą bramką, gdyby tylko ktoś zagrał piłkę.
Sosnowiczanie pierwszy strzał w meczu oddali dopiero w 26. minucie. Sebastian Bonecki z rzutu wolnego z około 22 metrów strzelił nad bramką i trafił w płot przed sektorem gości. Pierwsza bramka w meczu padła w 30. minucie gry. Sprawiający wiele kłopotów Dawidowi Ryndakowi Grzegorz Rogala dośrodkował z lewego skrzydła. Michał Gliwa instynktownie odbił piłkę po strzale Jakuba Araka, ale nie miał już szans przy dobitce Patryka Szwedzika. Piłka po drodze jeszcze odbiła się od Sebastiana Boneckiego i wpadła do siatki.
Po stracie gola Zagłębie wreszcie oddało celne strzały na katowicką bramkę. Dawid Kudła wybił na rzut rożny piłkę po mocnym strzale Dawida Gojnego, a potem obronił niezbyt silny strzał Sebastiana Boneckiego z dystansu. Jeszcze przed przerwą bliski zdobycia bramki przeciwko swojemu byłemu klubowi był Jakub Arak. Z lewego skrzydła centrował Grzegorz Rogala, a po strzale głową Araka Michał Gliwa wybił piłkę na róg.
W przerwie trener Artur Skowronek zareagował dwoma zmianami na słabą grę zespołu w pierwszej połowie. Z boiska zeszli ci gracze, co do których można było tego oczekiwać – Dawid Ryndak i Maksym Niemiec. Na placu gry pojawili się Filip Borowski i Michał Masłowski. Niestety, żadnemu z piłkarzów Zagłębia nie udało się nawet dotknąć piłki w drugiej połowie, gdy już było 2:0 dla GKS-u. Katowiczanie wznowili grę od środka, utrzymali się w jej posiadaniu przez 25 sekund i pokonali Michała Gliwę. Jakub Arak zagrał na lewą stronę pola karnego do Grzegorza Rogali, który dograł przed bramkę do Patryka Szwedzika, a ten uprzedził Vedrana Dalicia i ustrzelił dublet.
Cały plan trenera Skowronka na drugą połowę szybko wziął w łeb. Do odrobienia była już nie tylko jedna, ale aż dwie bramki. Pomocną dłoń podali nam sędzia VAR Jarosław Przybył. W 61. minucie Dominik Jończy upadł w polu karnym po starciu z Patrykiem Szwedzikiem. Tomasz Kwiatkowski najpierw puścił grę, ale przy najbliższej przerwie dostał sygnał na słuchawki, by przyjrzeć się całej sytuacji. Arbiter podbiegł do monitora, oglądał powtórki z róznych kamer i ostatecznie zdecydował, że Zagłębiu należy się rzut karny. W poprzednim meczu w Katowicach Dawid Kudła skapitulował dopiero po powtarzanej przez Macieja Ambrosiewicza „jedenastce”, a dziś już za pierwszym razem pooknał go Szymon Sobczak, który zdobył swoją trzecią bramkę w tym sezonie.
Niestety, ze zniwelowania strat cieszyliśmy się tylko przez dwie minuty. W 67. minucie Patryk Szwedzik wyłożył piłkę do Marcina Urynowicza, a ten strzelił po ziemi prawą nogą i piłka wpadła do bramki po ręce Michała Gliwy. GKS prowadził 3:1 i w pełni kontrolował przebieg spotkania. Maksymilian Banaszewski, Wojciech Szumilas i Marek Fabry pojawili się na boisku, ale niczego nie wskórali.
sportowefakty.wp.pl – Prestiżowy mecz dla GKS-u Katowice. Niespodziewany lider obnażony
Nie ma już Zagłębia Sosnowiec na pierwszym miejscu w tabeli Fortuna I ligi. Podopieczni Artura Skowronka zostali pokonani 1:3 przez GKS Katowice.
[…] Liderowanie Zagłębia Sosnowiec po trzech kolejkach było zaskoczeniem. Broniło ono prowadzenia w tabeli w meczu z innym zespołem z województwa śląskiego. GKS Katowice potrafił obnażyć niedostatki zespołu Artura Skowronka. Najskuteczniejszym piłkarzem zakończonego wynikiem 3:1 meczu był Patryk Szwedzik, który zdobył dwa gole. Szymon Sobczak przymierzył do bramki po raz trzeci w sezonie, ale niebawem GKS wyjaśnił wątpliwości trafieniem Marcina Urynowicza.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze