Felietony Piłka nożna
[PRE SCRIPTUM] Chłodna głowa (?) katowiczan i mobilizacja eks-katowiczan
Za nami już trzy kolejki ligowe i GKS Katowice osiągnął dotychczas wszystkie możliwe wyniki – wygrał, przegrał i zremisował. W żadnym z tych spotkań katowiczanie nie pokazali nic wielkiego, ale przynajmniej po początkowym koszmarze z Wigrami (i wcześniej z Radomiakiem) kolejne dwa pojedynki były średnio przyzwoite. Nadal nie na tyle, aby był to poziom uprawniający do gry o ekstraklasę. Niektórzy – co bardziej krewcy kibice – już nawołują do zmiany szkoleniowca,inni (w tym my) staramy się zachować spokój i dać się tej drużynie rozkręcić – oczywiście jeśli jest w stanie.
Mecz z Chojniczanką miał trochę dobrych momentów, a przede wszystkim wyśmienity początek. Szybko jednak po uzyskaniu prowadzenia je straciliśmy i mimo pewnej optycznej przewagi – był to mecz na remis i wynik był sprawiedliwy.
W wypowiedziach naszych zawodników i trenera przewijają się tematy przewagi w tym meczu i pecha/braku szczęścia, ale także kwestii ostatniego podania i skuteczności. Co prawda lekko odpływa Paweł Mandrysz na oficjalnej stronie – wręcz w każdej odpowiedzi zrzuca brak trzech punktów na brak szczęścia. Sławomir Duda również wspomina o braku farta przy straconym golu, ale równocześnie przytomnie zauważa, że słupek to też element gry. Grzegorz Goncerz twierdzi już, że po prostu po utracie gola zespół nie grał tego co sobie zakładał.
Trzeba przyznać, że wypowiedzi naszych zawodników w porównaniu do poprzednich spotkań czy ostatniego sezonu są dość sensowne i na tym polu również można dostrzec jakieś ziarnko optymizmu. Jako ciekawostkę przypominamy również „statystyczną” wypowiedź trenera Brzęczka, wedle którego powinniśmy wygrać u siebie z Sosnowcem, skoro przegraliśmy z Wigrami i zremisowaliśmy z Chojnicami.
A co tam słychać w Stomilu? Zespół ma na koncie 1 punkt, ale zdobył ich już cztery razy więcej. Wszystko przez odjęcie trzech oczek za niespełnienie wymogów licencyjnych. Trudno jednoznacznie ocenić formę zawodników z Olsztyna – zarówno pod kątem gry, jak i samych wyników. No po co prawda na początku wygrali z Chrobrym 3:0 i było to bezdyskusyjne, ale potem mieli kanonadę i porażkę 4:5 w Chojnicach. No dobra – ktoś powiedziałby, że to oznaka bardzo dobrej ofensywy, ale też słabiutkiej defensywy. Tylko jak w takim razie wytłumaczyć bezbramkowe remisy w dwóch kolejnych spotkaniach? Stomil takie wyniki zanotował z Ruchem Chorzów i Zagłębiem Sosnowiec. W tym pierwszym meczu – Pucharu Polski – zwycięzcę wyłoniły dopiero rzuty karne. W nich to Stomil szedł łeb w łeb, ale w końcu pomylił się Igor Biedrzycki i nasz rywal pożegnał się z marzeniami o Europie.
– Składam gratulacje na ręce trenera. Ruch Chorzów postawił nam dość trudne warunki, ale mimo tego, że wykonaliśmy w składzie sześć zmian, to zespół dobrze był zorganizowany – nie odstawał w organizacji gry. Ruch przeważał, ale w organizacji gry mój zespół się naprawdę dobrze przedstawiał – mówił po spotkaniu trener Adam Łopatko.
Niestety nie znaleźliśmy skrótu tego spotkania w mediach Stomilu, a Niebieskich reklamować nie chcemy, ale przy okazji przygotowywania tego artykułu wpadł nam taki kąsek 😉 Dzięki Mariusz za miłe słowa 😀 ale i tak słowa uznania należą się dla Grodzickiego, który wręcz z oburzeniem przyjął brak podstawowej wiedzy u Stępińskiego.
– Zagraliśmy na zero z tyłu i biorąc pod uwagę ten wysiłek sprzed dwóch dni to jeszcze raz wielki szacunek. Trzeba z godnością przyjąć ten punkt i dalej pracować, realizować cele, które sobie postawiliśmy i krok po kroku iść do przodu – powiedział natomiast szkoleniowiec po meczu z Zagłębiem Sosnowiec.
Oto skrót tego spotkania:
Widać więc, że nie rozdzierają szat w Olsztynie z powodu dwóch wyników 0:0, a z wypowiedzi trenera trochę bije pewność siebie.
Po meczu z Zagłębiem, a przed pojedynkiem z GieKSą wypowiedział się także nasz zawodnik z poprzedniego sezonu – Tomasz Zahorski. Zapytany o to, czy mecz z GKS będzie dla niego szczególny powiedział:
– Tak, na pewno. Fajnie, lubię takie mecze, bo to dodatkowa mobilizacja, dodatkowy smaczek. Sam ten mecz wyzwala pokłady pozytywnej energii. Mam tylko nadzieje, że będzie mi dane zagrać w trochę większym wymiarze czasu. Chciałbym poszukać swojej bramki w takim meczu, bo byłoby to dla mnie szczególne.
W zespole Stomilu oprócz Zahorskiego są jeszcze dwaj piłkarze, którzy kiedyś bronili barw GKS. Dla Jarosława Ratajczaka był to epizod, bo zagrał zaledwie pół meczu z Wartą Poznań. Rafał Kujawa rozegrał w GKS 34 mecze i strzelił 3 gole. W podobnej ilości spotkań – 37 – dla olsztynian strzelił goli 12. Widać więc, że mazurskie powietrze mu służy. Dla porządku dodajmy, że wspomniany Zahorski w GieKSie miał na koncie 9 występów i 2 trafienia, ale minutowo nie wyszło tego za wiele, bo z reguły wchodził z ławki.
Szykuje się nam bardzo ciekawy mecz, w którym trudno wskazać faworyta. W poprzednich sezonach wiodło nam się na obiekcie Stomilu średnio, ale nie udało się wygrać. Jak na razie GKS punktuje głównie na wyjeździe, więc przynajmniej na najbliższą kolejkę niech ten trend zostanie utrzymany. Tak naprawdę i gra GKS jest wielką niewiadomą. Od dwóch meczów nie zagraliśmy słabego meczu, a to już plus. Inna sprawa, że nie były to mecze wybitne i tak jak napisaliśmy wcześniej – poziom musi pójść w górę.
Cieszy mobilizacja kibiców na to spotkanie. A przed piłkarzami ciekawe zadanie – wygrać w Olsztynie, a tym samym zaostrzyć nam apetyty przed arcyciekawym pojedynkiem z Zagłębiem Sosnowiec w środę.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.
Galeria Piłka nożna
GieKSa zagrała na piątkę
GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Irishman
18 sierpnia 2016 at 10:55
Szczęście w fusbalu to mogą mieć bajtle na placu, którzy biegają za piłką i faktycznie jak w nią kopną to jest pół na pół – albo trafią albo nie. Od zawodowych piłkarzy wymagamy czegoś więcej.
Po drugie, nie ma sensu na razie wyciągać jakichś głębszych wniosków z pierwszych meczów, tym bardziej w I lidze. Piłkarze są (niestety!) w nich trochę jak te wspomniane bajtle z placu ale już po tej 3-ciej kolejce zaczyna się wszystko układać. Na szczęście w GieKSie jakby się trochę zaczynało ruszać w dobrym kierunku. Więc teraz nie ma sensu gadać o zmianie trenera tylko trzeba oczekiwać potwierdzenie tej „dobrej zmiany” 😉 w kolejnych meczach.
PS.
nieźle się uśmiałem z tego „Blaszoka na Cichej”. Hit Panowie, normalnie HIT!!! 🙂 🙂 🙂
kibic
18 sierpnia 2016 at 12:41
Do Irishman przes tekie wpisy jak twój mamy taką drużynę jaką mamy spowodu realnej krytyki. Podsumojmy 2 szpile u siebie 1 punkt 5 straty może ich zabraknąć na koniec sezonu na plus szczęśliwe zwycięstwo na wyjeździe ale okryte porażką w Pucharze Polski polski wiec wychodzi na zero do tego luki w składzie brak napastnika i to od dłuższego czasu brak zmienNika w pomocy za Pozmanczyka głupotą było pozbycie się Burkharda ale oni tego w klubie nie widzą bo chcą zbudować skład na oszczędnościach a tak się nie da i ciągle osłabiają sportowo drużynę i na koniec wstyd patrzeć na pusty blaszak ale ludzie maja dość oglądania kopaniny i grania z wiochami a do tego cwaniactwo paru kolesi sektora B.C i zwada ze starą gwardia sektora A tylko ci starzy stali na tym sektorze i walczyli za nasz klub w tedy kiedy ich jeszcze nie było na świecie tylko oni pamiętają mocną drużynę i dlatego kretykuja grajkow bo wreszcie muszą nastąpić zmiany bo nasze miejsce jest w ekstraklasie
Łukasz
18 sierpnia 2016 at 13:47
Do kibic: Nie Pozmanczyk tylko Foszmańczyk ;)Jest poczatek sezonu wyglada to lepiej niż z wigrami 😉 a co dalej pokaza nastepne 3 kolejki..
Irishman
19 sierpnia 2016 at 03:55
@kibic, no to jak tego awansu nie będzie to się chyba pochlastam, bo to przez moje wpisy w komentarzach… 😉 😉 😉
Jasne, że bardzo chciałbym, abyśmy zbudowali i zgrali porządną drużynę już wiosna, o czym nieraz pisałem m.in. na forum.
No ale jak się nie dało tego zrobić wcześniej to trzeba to zrobić teraz. Na szczęście są jakieś symptomy poprawy i najbliższe mecze pokażą na ile trwałe. Mo i także na szczęście nie ma póki co takiego lidera jak kiedyś Nieciecza czy Lubin, który już miałby wyraźna przewagę nad resztą. No więc nie panikuj, tylko zapieprzaj na Bukowa pomóc dopingiem piłkarzom, bo jeszcze wszystko jest możliwe.
PS.
Nie wiem czym Cię tak przekonał do siebie Burkhardt? Tymi 2 czy 3 dobrymi meczami w sezonie?
PS.PS.
Kibice niech swoje problemy załatwiają w swoim gronie. Na forum publicznym na pewno tego nie załatwią.
kibic
19 sierpnia 2016 at 12:59
Ciekawe gdzie wy widzicie poprawę gry ale niech wam będzie przekonamy się przy najbliższych 2 meczach i jak to będzie wyglądać i jeśli strata 5 punktów na naszym stadionie nic nie znaczy to ok ja uważam inaczej i ze może ich zabraknąć na koniec sezonu, szkoda że nie zauważacie fatalnej gry stoperow aż dziw że tak doświadczeni zawodnicy je popełniają ale to jeszcze nie problem bo większym jest brak typowego napastnika i jeśli przejdzie w tym okienku transferowym to będzie kłopot a raczej ciągle jest ale w klubie nikt tego nie widzi i na koniec to prawda że zwada między kibicami musi się skończyć tylko stara gwardia twierdzi ze albo sektor A bo tam są od zawsze albo powoli trzeba dać się spokój i kibicować przed telewizorem jeśli w klubie mają w dupie kibiców szczegulnie tych co mówią otwarcie jak jest i nie przeniesa na nową trybune
Mecza
19 sierpnia 2016 at 20:47
@Irishman, Bury? Jaka jest alternatywa gdy Foszmańczyk kontuzję złapie? Do tego on zacznie słabiej grać jeśli GKS będzie w środku stawki, bo po co i z kim poklepać? Do tego brak konkurencji.Z Burym było tak samo. Zachwyty nad Burym po pierwszych meczach, wreszcie prawdziwy grajek w miejsce Pitrego (gdzie jest dzisiaj Pitry, gdzie Bury – nie wina Burego a sztabu szkoleniowego GKS) W ogóle dlaczego oczekujecie od piłkarza który trafia do GKS od razu gry na swoim poziomie? Nie piszę wysokiego, wyższego poziomu, ale po prostu swojego poziomu. To by wystarczyło gdyby grali to co w innych klubach. Dużo przykładów. To się nawet w FM nie zdarza. Potrzebna jest półroczna aklimatyzacja a dopiero później granie jeśli wcześniej nie zostało się psychicznie spalonym. Ktoś napisze że to zawodowcy ale tak jest na całym świecie i to na bardzo wysokim poziomie gdzie życie codzienne organizuje sztab ludzi. W GKS odwróciły się proporcje, dajemy radę organizacyjnie i finansowo w tej lidze ale sportowo u nas jest okręgówka i winy trzeba szukać u Cygana, dalej sztab szkoleniowy, ktoś ich zatrudnił. Z perspektywy czasu sądzę że Furtok jako prezes miał super intuicję sportową że zatrudniał odpowiednie osoby, brakowało tylko normalności organizacyjnej spowodowanej finansami. Pewnie gdyby został na stanowisku bylibyśmy już w ekstraklasie, no może pod warunkiem że ktoś by pilnował finansów.
potf
20 sierpnia 2016 at 01:15
„W podobnej ilości spotkań – 37 – dla olsztynian strzelił goli 12. Widać więc, że mazurskie powietrze mu służy.”
Dla porządku. Olsztyn to Warmia, nie Mazury. Pozdrawiam.
Irishman
20 sierpnia 2016 at 13:38
@Mecza, no jasne, że się zdarza jakiś piłkarz potrzebuje pół roku aklimatyzacji ale, że to jest reguła to się już nie zgadzam.
Aczkolwiek faktycznie, tez uważam, że jak się chce na poważnie osiągnąć coś z drużyna, to się ją do tego przygotowuje pół roku wcześniej. A my zimowe okienko transferowe przespaliśmy… sory, podobno się nie dało nic zrobić :/
@Kibic, no to ja widocznie jestem starszy niż „stara gwardia” bo dla mnie liczy się, że idę na mecz mojej ukochanej GieKSy, a nie nie to w którym miejscu na Bukowej siedzę.
Mecza
20 sierpnia 2016 at 16:49
@Irishman, nie można było obecnych transferów przeprowadzić zimą bo to by się wiązało z wydanie gotówki, latem za darmo.