Felietony Piłka nożna
Post scriptum – Zabrze i Nieciecza okiem redakcji GieKSa.pl
Celowo nie zamieszczaliśmy tradycyjnego wyjazdowego post scriptum zaraz po meczach, gdyż nawał newsów na naszej stronie był olbrzymi. Jeśli chodzi o poszczególne mecze, z Górnikiem, Termaliką i Pogonią – obrobiliśmy je liczbą odpowiednio: 22, 18, 19 newsów (i jeszcze coś będzie). W końcu po tym intensywnym czasie możemy chwilę odetchnąć i podsumować nasze dwa ostatnie wyjazdy i… dodać jeden punkcik lub dwa o meczu domowym. Zapraszamy do lektury!
1. Do Zabrza wybraliśmy się w 4-osobowym składzie. Derby, blisko, więc mimo że był to mecz wyjazdowy, to z Katowic zbieraliśmy się dopiero po siedemnastej.
2. Od spadku z ekstraklasy miałem okazję być na obu poprzednich meczach, które GieKSa rozgrywała w Zabrzu. W 2009 roku, jeszcze na starym stadionie, przy 20-tysięcznej publiczności, gdy zgoda była absolutnie świeża. No i w 2017, kiedy stadion był już w większości nowy, ale główna trybuna była jeszcze ze starego obiektu.
3. Oba te mecze GieKSa przegrała – 0:2 i 0:1. Teraz liczyliśmy na gole dla naszego zespołu. Historia jednak się powtórzyła. Na szczęście mam jeszcze w pamięci dawne spotkania z ekstraklasy, kiedy to GieKSa przy Roosevelta potrafiła wygrywać.
4. Mieliśmy całą historię i przeprawę z akredytacjami, gdyż początkowo Górnik przyznał je jedynie dwóm z czterech osób. Uruchomiliśmy nasze zasoby, żeby podziałać w tej sprawie – z głównym argumentem po prostu chęci jak najlepszego opracowania meczu. Ostatecznie rzecznik prasowy Górnika przyznał akredytację dla całej naszej czwórki. Dziękujemy!
5. Stadion Górnika z zewnątrz robi wrażenie, to naprawdę spory, solidny obiekt, zresztą kibice GieKSy wspierający jako zgoda zabrzan na meczach doskonale go znają. Natomiast musieliśmy sporą część okrążyć, gdyż punkt odbioru akredytacji był nieco odległy od miejsca, w którym zaparkowaliśmy.
6. Idąc pod stadionem, wrażenie na nas robiły różnego rodzaju atrakcje związane z tym piłkarskim świętem. Były stoiska gastronomiczne, bańki mydlane dla dzieci, malowania twarzy, Janusz Jojko rozdawał podpisy pod zdjęciami, a kibice mogli spróbować swoich sił strzelając na bramkę z kartonowym Jerzym Dudkiem.
7. Przy odbiorze akredytacji miała miejsce dość kuriozalna sytuacja. Był tam taki czarnoskóry jegomość, chyba bloger zwiedzający polskie stadiony i pani (organizatorka?) nie potrafiła mu powiedzieć, gdzie ma się kierować. I tu nie chodziło o braki w angielskim, tylko po prostu nie wiedziała, gdzie ma kierować się na prasówkę (sic!). Na szczęście była tabliczka, że trzeba wjechać na trzecie piętro, więc wyjaśniliśmy mu, gdzie ma iść.
8. My natomiast po wjechaniu windą, pogubiliśmy się kompletnie. Nie widzieliśmy żadnych wskazówek, gdzie mamy dalej się kierować, więc po uprzednim chwilowym wyjściu na trybunę za bramką i podziwianiu jeszcze pustego obiektu, skierowaliśmy się tam, gdzie nakazywała logika – czyli na wysokość środka boiska.
9. A tam po miejscach prasowych ani widu, ani słychu. Szukaliśmy, rozglądaliśmy się i nic. Pytamy pana ze służby porządkowej (oni nigdy nic nie wiedzą), gdzie jest prasówka. Mówi – nie ma. Była i będzie, ale teraz nie ma. To co, na kolanach mamy pisać?
10. Staliśmy jednak obok takich skyboxów. W jednym z nich przygotowane już były stanowiska dla Canal Plus. Drugi był pusty. Pan więc powiedział, że możemy sobie tam wejść. No to weszliśmy.
11. Filip, z którym byłem, potem poszedł rozeznać się, gdzie jest konferencja prasowa i przy okazji dowiedział się, że prasówka jednak na stadionie istnieje i jest umiejscowiona nad narożnikiem boiska po przeciwległej stronie.
12. Nie chcieliśmy jednak rezygnować z kapitalnego miejsca jakie mieliśmy, z iście telewizyjnym widokiem – bo kamery z Canal Plus były tuż pod naszym stanowiskiem i gdy odpaliliśmy transmisję, mieliśmy praktycznie dokładnie taki sam widok, co w telewizji.
13. W kabinie obok komentowali mecz Robert Skrzyński i Kamil Kosowski. Popularny Kosa dość często komentuje nasze spotkania w tym sezonie, był m.in. na inauguracji z Radomiakiem.
14. A co do wspomnianych operatorów kamery, to przyznam, że przynajmniej jeden ma strasznie niełatwą pracę. Na tym głównym stanowisku był bowiem dwie kamery – jedna od tego najbardziej podstawowego planu podczas transmisji, a druga od ustawicznego, ciągłego śledzenia piłki na pewnym zbliżeniu. I podczas meczu ten operator musiał cały czas ruszać tą wielką kamerą w dwóch osiach – prawo-lewo i góra-dół. Najgorszej miał, jak był przerzut po skosie, spod jednej linii autowej, na drugą. To, jakie wygibasy robiła ta kamera, było niesamowite. Szacun dla operatora.
15. A sam skybox kapitalny, schludny, szeroki blat, internet, nawet klima, gdyby była potrzebna. W różnych warunkach jako redakcja pracowaliśmy, czasem bywało luksusowo, częściej na krzesełkach z rozkładanymi niczym na uczelniach chybotliwymi stoliczkami. Tutaj było luksusowo.
16. Sam mecz, jaki był – każdy widział. Odwrotnie proporcjonalny do naszych warunków pracy i widoczności na boisko. To był najsłabszy mecz w tym sezonie.
17. Od spadku z ekstraklasy w 2005 roku, z Górnikiem mierzyliśmy się dwukrotnie. Przegraliśmy 0:2 za trenera Nawałki i 0:1 za trenera Brzęczka. I tym razem nie udało się strzelić gola.
18. A naszym katem w ostatnich latach jest Lukas Podolski. Dwa lata temu w meczu Pucharu Polski na Bukowej strzelił dwie kapitalne bramki, no i teraz ustrzelił dublet. Ostatni raz trafił do siatki 10 lutego w meczu z Piastem i od tamtej pory Mistrz Świata nie strzelił gola w… 18 kolejnych meczach. Poldi zostawia sobie gole na wielkie mecze.
19. Kibice obu drużyn, w liczbie ponad 22 tysięcy, stworzyli bardzo dobre widowisko na trybunach. Były głośne śpiewy i oprawy pirotechniczne, GieKSa ze swoimi racami, Górnik wystrzelił natomiast sztuczne ognie. Było co oglądać.
20. Po meczu musieliśmy się sprężyć, bo aby dojść do sali konferencyjnej musieliśmy przebyć kawałek stadionu. Jakaż to była droga. Filip mi o tym mówił, ale rzeczywiście była to ekscytująca wycieczka. Najpierw musieliśmy się przedrzeć przez jedną czy dwie zamknięte bramki, które otwierały nam służby porządkowe. Potem znów winda. A gdy z niej wysiedliśmy, przechodziliśmy przez kawałek placu budowy czwartej trybuny, z normalnymi elementami budowlanymi. Szliśmy jakimiś korytarzami aż doszliśmy do tej „hali” gdzie był zaparkowany autobus i gdzie było wyjście na boisko. Tam też była salka.
21. Podobnie jak w Lubinie, trochę się naczekaliśmy na konferencję, a potem między jednym a drugim trenerem. Przerwa między wystąpieniem Rafała Góraka i Jana Urbana trwała dość długo. W ogóle to jest niesamowite, że nie wraca się do dawnych standardów i wspólnych konferencji, bo miały one większą dynamikę. A teraz wszystko jest takie rozlazłe.
22. Jan Urban wypowiadał się trochę jak taki dobrotliwy wujek, widać było, że zeszła z niego presja po wygranej, bo poprzednie trzy spotkania Górnik przegrał. Chętnie odpowiadał na pytania, dowcipkował, widać było, że jest radosny. Potem po trzech dniach i przegranej z Radomiakiem miał już zupełnie inny nastrój i był niemożebnie wk..iony. Choć i potem na konferencji się rozkręcił i chętnie dzielił się wspominkami z meczów z Legią, bo o to był pytany. Wczoraj przy Łazienkowskiej zremisował 1:1.
23. Konferencja się zakończyła i zebraliśmy się do samochodu. W Katowicach byliśmy około północy. W minorowych nastrojach, ale z dobrze wykonaną redakcyjną robotą. Żegnaliśmy się tylko na chwilę, bo już we wtorek czekał nas kolejny wyjazd.
—–
24. Mimo że był to środek tygodnia, zmobilizowaliśmy się i pojechaliśmy w czteroosobowym składzie – Patryk, Magda i Weronika, moja skromna osoba oraz Mariusz, jako nasz driver.
25. I tu mieliśmy problem z akredytacjami, bo jednej nam nie przyznano. Znów musieliśmy telefonicznie i mailowo interweniować, co również przyniosło sukces i wszyscy mogliśmy dla Was pracować przy meczu. I tu dziękujemy rzecznikowi prasowemu Niecieczy.
26. Do Niecieczy daleko nie jest, więc mimo popołudniowego wyjazdu, zdążyliśmy jeszcze po drodze posilić się w Taurusie (choć pierwszy przez nieuwagę przejechaliśmy), więc z pełnymi brzuchami zmierzaliśmy na stadion położony między polami kukurydzy.
27. W Niecieczy miałem okazję zameldować się po raz siódmy. Pierwsza moja wizyta na tym obiekcie miała miejsce dawno, dawno temu, w 2011 roku, jeszcze za czasów trenera Wojciecha Stawowego. Zremisowaliśmy wówczas 3:3. Kilka wizyt jeszcze było na starym, nierozbudowanym stadionie, gdzie te pola kukurydzy rzeczywiście były bardzo widoczne. Raz kibice z tego względu zrobili nawet okolicznościową oprawę.
28. Ogólnie nie wiodło nam się na tym stadionie, podobnie, jak w całej historii meczów z Niecieczą. Raz jednak tam wygraliśmy, co pamiętam ze względu na to, że stanowisko prasowe mieliśmy w takiej brukbetowej jamie na wysokości murawy. Komentując ten mecz, przy golu Cholerzyńskiego, coś przedziwnego stało się z moim głosem, zapowietrzyłem się i zablokowałem, wprawiając w wesołość moich ówczesnych współtowarzyszy.
29. Na „nowym” obiekcie byłem tylko w 2019 roku, kiedy po bramce Adriana Błąda długo prowadziliśmy, ale błąd Mariusza Pawełka w końcówce doprowadził do utraty bramki. M.in. ta bramka zadecydowała, że nie utrzymaliśmy się w pierwszej lidze.
30. To co niezmienne, to że gdy z Żabna jedzie się już te kilka kilometrów w kierunku stadionu, to na jego wysokości jest drogowskaz „Centrum”, który prowadzi 1) do kościoła 2) do stadionu. To centralne punkty w tym miejscu.
31. Sam stadion króluje w tej okolicy. Jest widoczny z daleka, do tego ładny, schludny, jakby nie patrzeć Termalica zaznaczyła swoją obecność w polskiej piłce, dwukrotnie awansując do ekstraklasy i spędzając w niej w sumie cztery sezony.
32. Odbiór akredytacji nastąpił szybko i sprawnie w budynku nieopodal stadionu, w przedsionku do klubowej kawiarenki. Sympatyczne było „ozdobienie” meczu herbami narysowanymi kredą. Pal licho już jakość wykonania, liczy się pomysł 😉 Wejście na stadion również nie sprawiło żadnych problemów.
33. Mieliśmy kontrast, jeśli chodzi o sobotę i wtorek – duży stadion Górnika, który, żeby go obejść, trzeba poświęcić sporo minut. Tutaj jest kameralnie, trybuny stosunkowo niskie i klimat również dużo spokojniejszy.
34. Warto byłoby zadbać nieco o higienę obiektu. Na sektorze prasowym na schodach w pewnym miejscu był armagedon ptasich kup. Nie wyglądało to zbytnio estetycznie i trzeba było omijać. Pomiędzy stolikami na sektorze prasowym wiły się natomiast… pajęczyny.
35. Same warunki do prowadzenia relacji powiedzmy, że niezłe, tylko z charakterystyczną ciasnotą w przejściach – czasem żeby wyjść, cały rząd… musi wyjść i przepuścić.
36. Dobrze, że siedzieliśmy tam, gdzie siedzieliśmy, bo zwłaszcza w drugiej połowie wzmógł się deszcz i zacinał na trybunę. Rząd niżej mogłoby nam zalać sprzęt. Tutaj byliśmy na granicy.
37. Przed meczem statystyki pojedynków były wprost koszmarne dla GKS. Nasz zespół wygrał zaledwie jeden z siedemnastu meczów. W końcu udało się przełamać i po jedenastu latach wygrać z tym rywalem po raz drugi.
38. Bramki w spotkaniu strzelali zawodnicy, których udział w tym sezonie był symboliczny. Jakub Antczak zagrał tylko fragmenty meczów z Piastem i Motorem (w tym pierwszym brał udział w akcji bramkowej). Dla Bartosza Jaroszka to był pierwszy mecz w tym sezonie – od razu w roli kapitana.
39. Ogólnie mieliśmy okazję oglądać zawodników w dużej mierze rezerwowych, którzy spisali się lepiej lub gorzej. Natomiast zmiany w drugiej połowie i wzmocnienie zawodnikami pierwszego składu, odmieniło grę naszego zespołu.
40. Z trybun: choć nie powinno się dawać temu typowi uwagi, warto odnotować jakiegoś cymbała, który zapodział się i zamiast na Cichą czy gdzie oni tam grają, zawędrował do Niecieczy i przez cały mecz epatował – oczywiście w celu prowokacji – swoją miłością do Ruchu Chorzów. Kuriozalne było, gdy zachęcał młyn Niecieczy, żeby też dopingowali pro-Ruch. Na szczęście go zlali go – jak to się mówi – ciepłym moczem, czyli zrobili to, co należy.
41. Po golu dla gospodarzy na obiekcie rozlega się dość przeraźliwy dźwięk ryku słoni. Gdy słyszy się to pierwszy raz, naprawdę można być pod wrażeniem.
42. Mocno dostawało się sędziemu Piotrowi Urbanowi, który nie gwizdał po myśli kibiców gospodarzy. Ileż on się nasłuchał pod swoim adresem. My oczywiście nie mieliśmy do arbitra większych zastrzeżeń 😉
43. Po meczu niestety zdarzyło się to, co ostatnio jest jakąś chorą normą na polskich stadionach, czyli tuż po końcowym gwizdku, gdy ktoś sobie zostanie kilka minut na trybunach, już nadgorliwi ochroniarze wypraszają z trybun, bo chcą zamykać. Tak było w Gdyni, teraz w Niecieczy i w piątek na Bukowej. Ludzie, dajcie chwilę pooddychać, człowiek chce jeszcze chwilę poprzeżywać lub po prostu zrobić materiał.
44. Z tego względu meldunek pomeczowy nagrywałem z salki konferencyjnej, a oglądanie zapewne umilił Wam performance naszej fotografki Magdy, która postanowiła być mistrzynią drugiego planu 😉
45. Znów przerwa pomiędzy udziałem w konferencji Rafała Góraka i Marcina Brosza była olbrzymia i trwała aż trzynaście minut. Prawdopodobnie da się to lepiej ogarnąć, choć oczywiście wiemy, że – zwłaszcza w ekstraklasie – mogą w grę wchodzić np. łączenia z Ligi+ czy Ligi+Extra i wtedy może się wszystko przedłużyć. Tu nie wchodziło to w grę, bo był to Puchar Polski.
46. Trener Marcin Brosz zachował się bardzo klasowo, mimo porażki, gdy wszedł na salę przywitał się z każdym z osobna. To drobiazg, a jednak bardzo miły. Pamiętam, że tak w dawnych czasach robił też trener Adam Nawałka.
47. Dla nas był to radosny dzień, bo GieKSa w wielu poprzednich latach dawała plamę w rozgrywkach pucharowych. Z czego dwa odpadnięcia u siebie z ekstraklasowym Górnikiem nie były niczym wielkim, ale kompromitacje z wszelkiej maści zespołami z niższych lig sugerowały, że Puchar Polski nie jest traktowany zbyt poważnie. Tym razem zagraliśmy z ekipą bardzo mocną i to na jej terenie. Z dobrym efektem.
48. Cisnąć się w aucie w piątkę, z pootwieranymi laptopami, przygotowywaliśmy galerię czy relację z konferencji prasowej. Dzięki temu dość szybko materiały pojawiły się na naszej stronie.
49. W Katowicach byliśmy – a jakże – niemal o północy. To zadziwiająca regularność w ostatnim czasie.
—–
50. Skoro post scriptum jest łączone, to końcówkę poświęćmy wyjątkowo domowemu meczowi z Pogonią Szczecin. Odliczając zwycięski mecz w karnych sześć lat temu, ostatni raz u siebie z rywalem ze Szczecina wygraliśmy 21 lat temu, a w ogóle z Portowcami – 14 lat temu (słynne 4:3 w Szczecinie). W sezonie 11/12 przeciw GieKSie grał w obu meczach obecny trener Robert Kolendowicz i sprawił naszemu zespołowi niezłe lanie, wygrywając oba. Tym razem sam doświadczył tego „lania”, raz na boisku, dwa w postaci deszczu i trzy… gdy z nerwów cisnął wodą i sam sobie polał nią głowę.
51. Mecz obserwował m.in. Marek Papszun, który uciął sobie pogawędkę z Grzegorzem Goncerzem. Trener Rakowa ze swoją drużyną dzisiaj wygrali swój mecz ligowy z naszym kolejnym rywalem, czyli Puszczą Niepołomice. Z kolei obserwowana przez szkoleniowca Pogoń Szczecin będzie rywalem częstochowian za dwie kolejki.
52. To był dobry tydzień dla GKS Katowice. Mentalnie drużyna podniosła się po przegranym Śląskim Klasyku i wygrała oba kolejne mecze. Tak to powinno wyglądać!
53. A już jutro losowanie Pucharu Polski. Wylosujmy dobrze!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.
































Najnowsze komentarze