Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Wigranego wyjazdu
Do Suwałk wybraliśmy się już dzień wcześniej, więc śmiesznych i ciekawych sytuacji było od groma. Na podsumowanie wyjazdu zapraszam do „Post scriptum”.
- Z uwagi na to, że mecz odbywał się w niedzielę, a Suwałki nie są najbliżej położoną miejscowością, udaliśmy się w drogę w sobotę przed południem.
- Ponad 600 km drogi w jedną stronę odbywało się w spokojnej atmosferze, droga w okolice Białegostoku jest bardzo dobra, później jest niestety 150 km dróg z podlaskich memów.
- Pojechaliśmy składem 3-osobowym przygotowanym na relację radiową, live oraz foto.
- Przygotowani to duże słowo, ponieważ w drodze okazało się, że Miro nie ma ze sobą sprawnego komputera.
- Była opcja forumowa – Media Markt i na raty po drodze, ale wybraliśmy bardziej przyziemne rozwiązanie, czyli telefon.
- Na szczęście udało się wybrać obiekt noclegowy niedaleko stadionu z czynną kuchnią, gdzie można było na spokojnie zjeść w sobotę wieczorem i niedzielę rano.
- Przygotowaliśmy się godnie do wyjazdu, zabierając ze sobą konsolę z najnowszym wydaniem Fify, celem przetestowania kilku wariantów taktycznych i zasymulowania niedzielnych wydarzeń boiskowych.
- Dla jednego z naszych podróżników to było już za dużo, ponieważ droga dla niego była tak wyczerpująca, że grzecznie usnął w okolicach godziny 20.
- Oczywiście usnął, żeby być doskonale przygotowanym do pisania relacji live.
- Wieczór zakończył się tak, że zdecydowanie oblaliśmy nadchodzące zwycięstwo naszych piłkarzy, więc nie mieli wyjścia i musieli ten mecz wygrać. Najmocniejszym graczem okazał się przedstawiciel dzielnicy Bogucice!
- Niedzielny poranek zapowiadał ciężkie warunki na boisku. Porywisty wiatr i rzęsisty deszcz powodowały, że mieliśmy duże obawy przed tym spotkaniem.
- Odczuwaliśmy również popularne zjawisko „JETLAG”, oczywiście po podróży.
- W okolicach godziny 13:30 doszliśmy do siebie, zdążyliśmy sprawdzić jeszcze raz sprzęt, żeby nie mieć żadnych niespodzianek na stadionie.
- O godzinie 14 pojawiliśmy się na bramie stadionu w Suwałkach, gdzie od razu otrzymaliśmy akredytacje i zostaliśmy zaproszeni na klubowy parking.
- Trzeba przyznać, że organizacyjnie Suwałki to jest mistrzostwo świata dla dziennikarzy w tej lidze.
- Miejsca mieliśmy w ciepłym budynku klubowym, za szybą. Dodatkowo mogliśmy dowolnie korzystać z klubowej ciepłej herbaty, która ustawiona była przed wejściem na lożę prasową.
- Nasz fotograf nie miał tak kolorowo, bo musiał przebywać na zewnątrz, ale taka jego rola.
- Zasiedliśmy dzielnie, podpięliśmy się, gdzie trzeba, przepisaliśmy otrzymane składy do relacji i oczekiwaliśmy pierwszego gwizdka.
- Po wyborze połowy przez zawodników gospodarzy niepokój u nas wzrósł, ponieważ pierwszą część spotkania graliśmy pod wiatr.
- Mecz był mocno chaotyczny i ciężko się go oglądało, a relacji radiowej musieli słuchać wszyscy w pomieszczeniu.
- W sumie czasem im współczułem, bo było tam kilka osób miejscowych, więc domyślam się, że w ciszy mogli się nie zgadzać z naszymi opiniami.
- Tym bardziej że od 25 minuty komentowaliśmy z uśmiechami na ustach.
- Rzekłbym po drugiej bramce, że z bananami.
- Głośna radość po golach, to chyba najlepszy moment, jaki można ukazać na meczach wyjazdowych.
- W drugiej połowie zorientowaliśmy się, że gospodarze zrobili psikusa i zawodnik rezerwowy gra od początku w pierwszym składzie.
- Tylko dlatego, że dostał żółtą kartkę.
- W końcówce meczu zauważyliśmy jeszcze jednego takiego gagatka, który na liście klubowej był na rezerwie.
- Całe życie człowiek musi być czujnym, tego się nie spodziewaliśmy po tak dobrym przyjęciu nas ze strony gospodarzy.
- Na koniec meczu zaczepił nas manager byłego naszego zawodnika, który obserwował kolejnego swojego podopiecznego i pogratulował całej redakcji świetnej pracy na rzecz klubu.
- Powiem szczerze, że było bardzo miło usłyszeć dobre słowo od człowieka z branży sportowej.
- Tym bardziej że w takim składzie to była nasza pierwsza relacja radiowa, a ja sam przeprowadziłem takich bodajże 4.
- Z uwagi na uszkodzony sprzęt nie byliśmy w stanie wgrać galerii na stronę.
- Na szczęście wtedy wszedł Misiek, cały na biało, który zrobił to zdalnie po wysłaniu plików.
- #CałaRedakcjaRazem
- Na powrocie jeden z naszych towarzyszy wycieczki, zarzekający się, że nie tknie trunków alkoholowych, podjął męską decyzję na stacji, że wygrana już oblana, to trzeba oblać serie 5 zwycięstw z rzędu i wrócił z 4-pakiem i uśmiechem do samochodu.
- Cała podróż powrotna minęła w atmosferze dobrze wykonanej roboty przez piłkarzy i awansu w tabeli na miejsce premiowane awansem.
- Oprócz wysłuchanej przez nas konferencji, tam popis dał trener Wigier.
- To, co on gadał, wzbudziło w nas najpierw śmiech, ale później nam się go zrobiło po prostu żal. Taki trochę młody Wojtek Stawowy.
- Okazuje się, że większość muzycznych utworów granych w RMF można przekształcić na przyśpiewkę związaną z wygraną GieKSy, golem Urynowicza i Sanockiego.
- Bo podobno śpiewać każdy może…
- W domu byliśmy o 1:15. Warto było.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Piłka nożna Wideo Wywiady
Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26
Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

tomassi
24 listopada 2020 at 18:10
super robota panowie
W1964
25 listopada 2020 at 21:33
Fajnie napisane, tak trzymać!
szombry
26 listopada 2020 at 14:47
Extra Panowie super!