Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Wisłą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz (dwumecz) z Wisłą to już historia. Po krótkim maratonie mamy ponad tydzień przerwy do kolejnego spotkania. Tradycyjnym post scriptum zamykamy więc temat piątkowego pojedynku, bo przed nami nie lada wyzwanie. Na Nową Bukową przyjeżdża Mistrz Polski – Lech Poznań.

1. Wyjazd do Płocka choć odległy, to jednak z możliwością „machnięcia” w trzy godziny z hakiem, więc nie trzeba było wyjeżdżać skoro świt. Dodatkowo pora meczu pozwalała się wyspać i przygotować do tej drogi, jak i wieczornych, emocjonujących wydarzeń.

2. Tym razem pojechaliśmy w 4-osobowym składzie, z debiutantami w tym sezonie: Grzesiem i Filipem oraz żelaznym składem czyli Patrykiem i moją skromną osobą. Choć w przeszłości cztery czy nawet pięć osób były normą, to ostatnio przeżywamy pewne problemy kadrowe. Ale dajemy radę.

3. Dla mnie była to druga podróż do Płocka w dwa tygodnie. Otóż po naszym meczu z Lechią nie wracałem do Katowic, tylko zostałem w Gdańsku, by nazajutrz pociągiem przejechać do stolicy polskiego przemysłu paliwowo-energetycznego.

4. Wtedy to miałem w zamiarze obserwowanie naszych najbliższych dwóch rywali w trzech meczach, czyli Wisły i Cracovii. Niestety z powodu oberwania chmury mecz został jednak odwołany i zanotowałem pusty przelot.

5. Jednak w korespondencji z rzecznikiem prasowym Wisły widać było sympatię i życzliwość, więc nie miałem wątpliwości, że na nasz mecz z akredytacjami nie będzie problemu.

6. Po odebraniu samochodu, z Katowic wyjechaliśmy około godziny 14:00. Mieliśmy mnóstwo zapasu, co ostatnio zdarza nam się regularnie. Przede wszystkim ważne jest, aby przed meczem dobrze zjeść, żeby nie być zbyt nerwowym na samym spotkaniu.

7. Droga przebiegała szybko i sprawnie, z jednym małym wyjątkiem, gdy na jednym z MOP-ów nie było całkowicie wody, ani na stacji, ani w Maku, przez co nie mogliśmy sobie kupić ciepłego napoju. Awaria dotknęła całe to miejsce. Ale to był drobiazg.

8. W dobrej pogodzie i nieco po siedemnastej byliśmy w Płocku. Skierowaliśmy się więc na poszukiwanie pożywienia, a celem była pizzeria Patchwork, w której stołowałem się właśnie podczas wspomnianego pobytu w Płocku.

9. Po znalezieniu miejsca parkingowego i udaniu się do knajpy, zasiedliśmy do stołu na konsumpcje. Ja, Filip i Misiek wzięliśmy po pizzy, wyłamał się Grzesiu, który wybrał makaron.

10. Było to jedzenie fantastyczne i sycące, więc po spożyciu zarówno tejże strawy i napojów mogliśmy w dobrych humorach udać się po pierwsze punkty w delegacji w obecnym sezonie.

11 Do stadionu było niewiele, bo zaledwie około trzy kilometry. Próbowałem wypatrzeć te ogniki spalające gaz nad kominami rafinerii, które tak dobrze widziałem dwa tygodnie wcześniej. Teraz gdzieś tam dojrzałem zaledwie jeden w oddali. Ogólnie to bardzo efektowny i niespotykany widok.

12. Stadion – umiejscowiony na przeciw Orlen Areny – prezentuje się ładnie i estetycznie. Taki obiekt szyty na miarę. Ładna, niepstrokata elewacja, skromie, a jednak schludnie. W punkt.

13. Dla mnie była to pierwsza wizyta na nowym obiekcie, choć GKS grał tam już po raz drugi. Pamiętam za to doskonale stary stadion Wisły Płock, który – wedle moich rachunków – odwiedziłem pięć razy. Pamiętam choćby zwycięstwo 2:0 po golach Mateusza Zachary i Adriana Napierały, czy taki dość szalony remis 3:3. Stadion miał specyficzne te swoje dość płaskie trybuny. I ten budynek klubowy za bramką, charakterystyczny dla kilku stadionów w Polsce (np. w Opolu).

14. Przez to, że byłem tu dwa tygodnie wcześniej, pamiętałem, co i jak. Co prawda za drugim podejściem – ale wpuścili nas przez bramę wjazdową. Potem skierowaliśmy się do wejścia dla mediów.

15. Przed Cracovią (ale Wisły, nie GKS), sympatyczna pani wydająca akredytacje powiedziała „o, ale fajne nazwisko”. Pożartowaliśmy sobie, ile to Murzynów w Polsce jest, ja zaznaczyłem, że ich największe zagęszczenie jest w Beskidzie Wyspowym – rejonach Wiśniowej, Tymbarku czy Szczyrzyca. I zapowiedziałem, że wrócę tu za dwa tygodnie.

16. Tak więc przy wydawaniu akredytacji teraz, pani spojrzała na mnie i powiedziała „o, to pan!”. Więc odpowiedziałem: „Mówiłem, że tu wrócę”. Śmiechom nie było końca.

17. Z racji tego, że byliśmy na stadionie dwie godziny przed meczem, nie mogliśmy jeszcze wejść na salę konferencyjną, bo trwała tam odprawa – chyba ochrony. Dobrze, że mieliśmy pełne brzuchy, bo jednym z celów pojawienia się na sali była stadionowa gastronomia.

18 Skierowaliśmy się więc do Media Roomu, gdzie na spokojnie oczekiwaliśmy dalszych kroków. W niebywale cichym pomieszczeniu każdy w skupieniu przygotowywał się do meczu – była ekipa z Canal Plus, m.in. komentujący Krzysztof Marciniak czy prowadzący Super Piątek Cezary Olbrycht.

19. Co jakiś czas sprawdzaliśmy, czy sala konferencyjna jest otwarta, aż w końcu poszliśmy na sektor prasowy, żeby trochę popatrzeć, co i jak. I wybrać sobie dobre miejsce do obserwacji meczu.

20. Widok z sektora prasowego jest bardzo dobry. Odpowiednia wysokość, a jednocześnie bliskość. Do tego i od środka ładny, estetyczny obiekt. Przez meczem o 20:30 już było ciemno, więc jupitery były rozświetlone. Nic, tylko pozostawało czekać na rozpoczęcie tego widowiska.

21. Z racji dużej ilości czasu do meczu, gdy dostałem od Filipa informację, że salka jest otwarta, udałem się tam. Były już składy, więc nie wracałem na trybunę, tylko z salki wyjątkowo nagrałem nagrywkę przedmeczową.

22. Pojawiły się dwa rodzaje kanapek, z czego jedna taka jakaś dziwna, z czymś trudnym do zidentyfikowania. Czy to była jakaś masa czekoladowa z powidłami? Coś na słodko w każdym razie. Rozmawialiśmy o dżemie ze świni, ale to chyba nie było to. Drugie kanapki były już na wytrawno.

23. Wkrótce doniesiono do kociołka także zupę, coś a la bogracz. No i tutaj już włączyło się łakomstwo, bo mimo, że byliśmy najedzeni w Patchworku, to trzeba było skosztować lokalnych stadionowych specjałów. Wzięliśmy więc po miseczce. i tu już brzuchy mogły pęknąć. Jak mawiał klasyk – złote, a skromne.

24. Na około 45 minut przed meczem ponownie udaliśmy się z Filipem na trybuny, a Misiek i Grzesiu na murawę na foto. Kibice Wisły dość powoli zbierali się na spotkanie, sympatycy GKS na sektorze gości pojawili się natomiast niemal na ostatnią chwilę.

25. Warunki na prasówce – bardzo dobre. Szeroki blat, kontakty, dobra widoczność. Ogólnie komfort. Tylko zimno. Ale też nie mroźno. Na to przyjdzie czas, którego apogeum będzie pewnie w grudniu w Częstochowie.

26. To był drugi mecz z Wisłą Płock w ciągu czterech dni. Trener Górak dokonał tylko dwóch zmian w składzie, więc ciekawi byliśmy, jak to będzie wyglądać. I nie wyglądało to źle.

27. Niestety znów straciliśmy bramkę do szatni. Była to już trzynasta bramka stracona od 40. minuty pierwszej lub drugiej połowy w tym sezonie. Absolutny koszmar tracenia bramek do szatni. Nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek GKS takiego gola nie straci.

28. Był to również szesnasty z rzędu mecz (piętnasty ligowy) ze stratą bramki. To już prawie cała jedna runda. Również bilans fatalny.

29. Stadion ma na tyle specyficzną akustykę, że jak się robiło odrobinę ciszej, bo akurat był mały przestój w dopingu jednych czy drugich kibiców, było dość dobrze słychać odgłosy boiska. Zazwyczaj są one mocno wytłumione przez gwar.

30 W drugiej połowie GKS wyrównał, gdy Marcin „Dzik” Wasielewski pognał na bramkarza rywali i odebrał mu piłkę. Od razu przypomniał mi się gol z ówcześnie nazywającą się Petrochemią Płock, w 1997 roku, kiedy to Mariusz Luncik podał na Bukowej piłkę do Pawła Sobczaka, a ten strzelił bramkę. Po 28 latach GKS zrewanżował się dość podobną sytuacją. A swoją drogą Paweł Sobczak później grał w GKS, ale nie był mocnym punktem naszej drużyny.

31. Była jeszcze nieuznana bramka Adama Zrelaka, który na mikrometry znalazł się na spalonym. Kamery Canal+ uwieczniły klubowego fotografa Tomka Błaszczyka, który siarczyście dopytywał „co się stało?”. Każdy z nas w tej chwili zapewne miał taką reakcję.

32. Mecz zakończył się remisem 1:1, który ostatecznie był sprawiedliwy. Z dwumeczu to GieKSa wyszła zwycięsko – awans w Pucharze Polski i punkt na wyjeździe to bardzo dobry rezultat.

33. Po meczu oczywiście nagrałem nagrywkę pomeczową i jak się później okazało… wykorzystano jej fragment w przebitce w Lidze Plus Extra w segmencie „Trzecia Połowa”. To mój debiut w tej stacji. Późno, choć trudno, żeby było inaczej, skoro GKS przez 19 lat był poza ekstraklasą.

34. Zeszliśmy na konferencję prasową. W końcu ciepełko. Oczekiwaliśmy na trenerów, pijąc herbatę, która co prawda się kończyła, ale jeszcze gdzieś tam na dnie była.

35. Rafał Górak potraktował ten punkt jako zdobycz, Mariusz Misiura zwrócił się do osób, które mówią o kryzysie Wisły. Trener płocczan poprosił też o przekazanie życzeń urodzinowych pani trener Karolinie Koch. Dołączamy się oczywiście.

36. Tradycyjnie zostaliśmy na salce, by obrabiać materiały. Dlatego do północy na stronie była już relacja, konferencja, pierwsza galeria i wywiad z Lukasem Klemenzem.

37. Ogólnie to był dla nas dość ciężki czas, bo trzeba było odrobić trzy mecze w ciągu ośmiu dni. Spotkania z Cracovią i obie potyczki z Wisłą opakowaliśmy 70 newsami! Liczba niebywała, ale właśnie o to chodzi, żeby najszerzej i najlepiej jak się da opracować mecze GieKSy.

38. Wszystkie materiały to nasza autorska praca, nie stosujemy przedruków itd. To my relacjonujemy mecze, zadajemy pytania na konferencji, przeprowadzamy wywiady, mamy swoją publicystykę. Samo rozumie przez się, że cytaty z prasy mamy w prasówce, ale tu też pracą jest selekcja. Możemy być dumni, jak to hula w tej ekstraklasie – trzymamy ten ekstraklasowy poziom cały czas.

39. Ze stadionu wyjechaliśmy punkt północ. Bo już nas wyganiał ktoś z obsługi stadionu. Jeszcze Misiek poszedł na płytę boiska, bo czegoś zapomniał, więc ja też skorzystałem z tej możliwości i pojawiłem się na murawie przy tym przyciemnionym kolorowym wnętrzu.

40. Na parkingu jeszcze stał samochód oznaczony nazwiskiem płockiej gwiazdy – Daniego Pacheco. Ciekawe czy odnawiał się biologicznie jeszcze o tej porze w klubie 😉

41. Droga powrotna była spokojna, upłynęła m.in. na dywagacjach o czasie przeszłym określenia „trup ściele się gęsto”. Choć nie doszliśmy do jednej pewnej wersji, a internet jest pełen sprzeczności – postawiłem jednak w tekście na „ścielił się”, a nie „słał się”.

42. Jedno z wytłumaczeń było takie, że „słał” dotyczyłoby kogoś, kto tę czynność wykonywał, a „ścielił się” czyli czasownik zwrotny dotyczy pewnego samoistnego zjawiska. Jeśli jest wśród nas jakiś językoznawca, który z całą pewnością poda poprawną formę – prosimy o info!

43. Jeszcze po drodze zawitaliśmy na jeden z – olaboga – Orlenów, by przy herbatce oraz żurku (ja), bigosie (Misiek) i zapiekance (Flifen) uraczyć się o godzinie 1.30 czymś na ząb. Grzegorz wybrał innego rodzaju zupę 😉 Po drodze minęliśmy jeszcze autokar z piłkarzami GieKSy – to częsty motyw na powrotach z wyjazdów.

44. W Katowicach byliśmy około wpół do czwartej. Z dobrym wynikiem wróciliśmy z Płocka, a cały dwumecz okazał się dla nas bardzo udany.

45. Teraz jednak czas zacząć wygrywać, bo same remisy to za mało, by się utrzymać. Tak więc cenimy punkt, ale musimy częściej zacząć punktować za trzy.

46. W niedzielę mecz z Kolejorzem. Obowiązuje hasło – bij mistrza!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga