Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Koroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz z Koroną to już historia. GKS zdobył punkt, cenny punkt, ale teraz interesuje nas już najbliższe spotkanie – w niedziele z Termaliką. Zapraszamy do tradycyjnego post scriptum i myślimy już tylko o niedzieli.

1. Czasem na dany wyjazd jest więcej chętnych, czasem mniej. Tym razem redakcja pojawiła się na meczu w Kielcach zaledwie w 2-osobowym składzie: ja i Misiek. I jeszcze tak się złożyło, że każdy z nas chciał trochę dołożyć do weekendu i odsapnąć od codziennych trudów. Pojechaliśmy więc w różnym czasie i w różne miejsca.

2. Mój wyjazd rozpoczął się już w piątek przed południem. Ruszyłem w stronę Kielc i po dwóch godzinach byłem na miejscu. Wcześniej miałem plan, żeby zahaczyć o góry od razu, ale jako że byłem na miejscu już po 14.00, stwierdziłem, że zakwateruję się najpierw w hotelu.

3. Głód mnie jeszcze chwycił, więc musiałem przekąsić coś w hotelowej restauracji i dopiero potem pojechać na mały spacer. Padło na krem paprykowy.

4. Gdy już wychodziłem z hotelu – o jaka mnie niespodzianka złapała. Zobaczyłem w holu rozpiskę. Ale nie byle jaką rozpiskę. To była rozpiska… GKS Katowice. Okazało się bowiem, że przypadkiem zabukowałem sobie ten sam hotel co drużyna.

5. Najlepsze jest to, że znałem ten hotel już wcześniej, bo dwa lata temu nocowałem tutaj podczas Głównego Szlaku Świętokrzyskiego. Dlatego szukając noclegu w Kielcach, gdy zobaczyłem tylko, że są wolne miejsca, zabukowałem sobie pokój.

6. Pamiętam tamten czas. Właśnie w majówkę robiłem wspomniany szlak, a 4 maja po ukończeniu, przejechałem do Kielc. Tam widziałem plakaty zapraszające na mecz Korona – Piast. I myślałem sobie, ale fajnie, ale zazdroszczę. Tego dnia wieczorem – po powrocie – udałem się na mecz. Nie byle jaki. Wygraliśmy wówczas ze Stalą Rzeszów 8:0.

7. A Korona z Piastem zagra w najbliższy piątek. Wtedy dla mnie to był szczyt marzeń. Dziś to te drużyny będą się wyżynać w walce o utrzymanie, a my możemy patrzeć na to z góry tabeli. Jak się ten piłkarski świat zmienia.

8. Pojechałem więc w sobie znane miejsca w Górach Świętokrzyskich. Dla mnie też to był test, bo po 9 miesiącach ponownie udałem się w góry. W lipcu odniosłem mocną kontuzję, skręcenie stawu skokowego. Pamiętacie – w Łodzi na wyjeździe byłem o kulach itd. Od tamtego czasu nie byłem na szlaku.

9. Obecnie ta noga ani nie boli, ani też nie nazwałbym, że czuję dyskomfort, ale czuję, że coś tam się wydarzyło. Jest tam jakaś zmiana strukturalna wynikająca z urazu i gojenia. Ale mogę skakać czy biegać, a teraz w bardzo łagodnym wydaniu chciałem przetestować, czy na szlaku noga daje radę.

10. Oczywiście Góry Świętokrzyskie to bardziej pagórki niż zwykłe góry. Najwyższa Łysica ma 612 m n.p.m. więc jest to naprawdę niewielka wysokość. Samo podejście ze Świętej Katarzyny jest natomiast systematyczne, więc mogłem się sprawdzić w tym.

11. Nieco ponad pół godziny drogi od początku podejścia. Na początku myślałem, że będę puchł, bo i kondycja przez to jest nie taka, jak być powinna. Ku mojemu zdumieniu jednak, kondycyjnie poszło to bardzo sprawnie. Organizm po tak wielu miesiącach jednak pamięta ciągle wysiłek. Wiadomo, że forma jest nie taka, jak być powinna, ale też nie było tragedii.

12. A i noga kompletnie nie dawała o sobie znać w negatywnym sensie. Co daje dużo optymizmu, jeśli chodzi o powrót w góry w większym wymiarze. Bardzo mnie to cieszyło.

13. Łysica to szczyt Korony Gór Polski, najniższy i bardzo często wybierany jako pierwszy w kolejności. Ja też tak zrobiłem, gdy rozpoczynałem KGP w lutym 2017 roku. Wtedy zacząłem odkrywać góry. Do czerwca miałem już 25/28 szczytów, a całość ukończyłem we wrześniu.

14. Pamiętać oczywiście należy, że formalnie od niedawna najwyższym wierzchołkiem tej góry jest Agata (Skała Agaty), dwa metry wyższa, która znajduje się kilkaset metrów dalej. Warto ją odwiedzić, by mieć czyste sumienie.

15. Ludzi minimalnie. Ale jak szedłem te dwa lata temu w majówkę, to były dzikie tłumy. To bardzo popularne miejsce, więc się nie dziwię. Ale teraz było kameralnie.

16. Wracałem już nie szlakowo. Ścieżką, która prowadziła mnie wprost do parkingu, czyli na ukos. Bo wcześniej do Świętej Katarzyny z parkingu miałem niemal dwa kilometry. Szybko to zejście – łagodniejsze – poszło i wkrótce byłem na miejscu. Ledwie siedem kilometrów, ale to była dobra rekreacyjna wycieczka.

17. Szybko wróciłem do hotelu i pięknym widokiem był nasz autokar na parkingu. GieKSa już była na tym wyjeździe i na obrzeżach miasta mogła przygotowywać się w spokoju do meczu.

18. Ja nie jestem z tych, co to w takiej sytuacji będą się afiszować swoją osobą i szukać nie wiadomo po co kontaktu. Więc ciesząc się, że zespół jest w tym samym hotelu, uznałem że jeśli się na kogoś natknę, to miło, a jeśli nie – to spoko. Ostatecznie jedynie minąłem raz młodziaków oraz spotkałem pana Bogdana, GieKSiarskiego kierowcę, ale to już w sobotę.

19. Muszę przy tym powiedzieć, że nie wiem, czy to specyfika hotelu, czy naszej drużyny, ale jak na trzydziestu chopa, którzy zjechali się do tego obiektu było tak niesamowicie cicho i spokojnie, że nawet jakby ktoś chciał jakieś afery kręcić, to nie miałby z czego. Miałem wrażenie, że po prostu jest tu jakaś skupiona ekipa, która ma swoje zadania do wykonania, a tutaj w hotelu – ich zadaniem jest przygotowanie się do meczu.

20. Ja sam udałem się do restauracji na jedzonko, które dobrze znałem ze wspomnianego pobytu. Przy okazji oglądałem drugą połowę Zagłębie – Termalica i mogłem cieszyć się z utraty punktów przez Lubinian, bo to oni są naszym rywalem w walce o puchary.

21. Potem już w pokoju na spokojnie mecz Jaga – Górnik i tu już najpierw radość po golu Pululu, a potem niesmak po trafieniu Janickiego. No szkoda. Remis byłby dla nas lepszy. No ale może po prostu trzeba gonić Jagę?

22. Przyszedł czas na spanko. Następnego dnia czekały nas niesamowite emocje. To znaczy w założeniu miały być emocje. Jak w każdym meczu, a w ostatnich przecież ich nie brakowało.

23. No to rano śniadanie, potem chwila odpoczynku. W sumie to jak ja skończyłem śniadanie, to piłkarze niedługo mieli obiad. Jest to logistyka też z tym posiłkami, bo przecież w zależności od pory meczu trzeba to też dostosować. I tak zjeść, by po prostu było dobrze.

24. Około 12 pojechałem w okolice stadionu. Udało się wjechać na parking, ale do odbioru akredytacji było jeszcze dużo czasu. Postanowiłem więc obejść sobie stadion dookoła. Była ładna pogoda, słonecznie, grzech było nie skorzystać.

25. Tym bardziej, że z powodów zdrowotnych rok temu opuściłem mecz w Kielcach. A  byłem tu na meczu GKS zalewie raz, wiele lat temu, kiedy przegraliśmy 1:2, a gola dla naszego zespołu zdobył Bartek Iwan.

26. Dwukrotnie byłem też w Kielcach na meczach kadry. Rekordowym w historii reprezentacji Polski 10:0 z San Marino oraz towarzyskim spotkaniu zremisowanym z Finlandią 0:0.

27. Co ciekawe stadion ma wynajmowane lokale i to kompletnie różnej maści. To stomatologia, aparaty słuchowe, to diabetolog, Jest i pizzeria. I Świętokrzyski Związek Piłki Nożnej. Ogólnie bardzo różni się ten stadion od ulicy Ściegiennego i Alei Legionów. Tak jakby były to dwa różne stadiony. Spacer kontynuowałem.

28. Przy stadionie znajduje się także siedziba TVP3. Ogólnie wszystko tu jest blisko, wszystko ścieśnione. Ekipa z TVP, która chce robić materiał może sobie przejść na piechotkę.

29. Po minięciu pomnika czynu legionowego, skierowałem się z powrotem ku stadionowi. Zaczepił mnie jakiś kibic Korony i mówi „wygramy dziś, co nie”. To mu mówię, że jestem z Katowic. I coś tam sobie gadał, gadał i zaczął krzyczeć, że Górnik wygra mecz. Już mu się chyba mieszało wszystko.

30. Po drodze minąłem grajków. Którzy grali przy WDK. Była to kapela podwórkowa Scyzory, która uatrakcyjniała ten mecz przed meczem. Zawsze takie elementy miejscowego folkloru są mile widziane.

31. Doszedłem do stadionu, ale akredytacji nadal nie było. W ogóle to wcześniej byłem jeszcze w sklepiku, celem zakupienia proporczyka. Niestety w poszczególnych klubach i sklepikach w większości nie mają proporczyków, co jest trochę lipne.

32. W międzyczasie przyjechał autokar GieKSy. Przyznam, że coraz bardziej mi się podoba nasz GieKSobus. Pięknie się prezentuje na ulicach polskich miast i wjazdach na polskie stadiony.

33. No dobra, przyszły akredytacje, więc  odebrałem ją i udałem się na stadion.  Teraz czekała mnie dość skomplikowana droga na sektor prasowy. Trochę  bez sensu jest to, że ze środka stadionu trzeba iść do narożnika, by potem móc udać się na prasówkę.

34. Najpierw jednak poszedłem do pomieszczenia pracy mediów. Czas był bowiem na herbatkę. Chwilkę tam postałem i poszedłem szukać tej prasówki. A żeby na nią się dostać, trzeba było właśnie przejść pomiędzy kibicami – potem tę drogę pokonywałem jeszcze kilkukrotnie.

35. Stadion ma swoje lata. Kiedyś był pierwszym z tych nowych w Polsce. Z tą nową konstrukcją, a nie kamiennymi trybunami na wałach ziemnych. Wtedy wszyscy się obiektem Korony zachwycali. Dzisiaj jest to praktycznie najstarszy stadion z tych ekstraklasowych. Co prawda stricte starsze są choćby te w Niecieczy czy Częstochowie, ale remont był tak duży, że zmieniły się one bardzo mocno.

36. Widać to na „klatkach schodowych”. Ząb czasu sprawił, że ten stan surowy wygląda jak prehistorycznie surowy. Trochę brzydko.

37. Na prasówce przysiadłem na chwilę i w wietrze – bo przez cały mecz tam był wiatr – spokojnie mogłem ponapawać się dobrym widokiem na murawę. Herbatka została wypita, a w brzuchu burczeć zaczęło. Trzeba było więc spełnić jeden z rytuałów, czyli skosztować giętej.

38. Na szczęście mimo tego, że do meczu pozostawało jeszcze sporo, kiełbaska była dobrze wypieczona. I przede wszystkim bułka, do której został ów wuszt wsadzony, była świeża i chrupiąca. To rzadkość na stadionach. Zazwyczaj dostajemy mało świeży chleb z wora. Tutaj props za pyszną bułkę.

39. Po kiełbie spotkałem Miśka i przyjaciół redakcji, więc pogadaliśmy chwilę, a potem udaliśmy się na prasówkę. Jakiś kibic Korony ciągle nam wmawiał, że Korona to dziady.

40. Pogoda była dziwna. Bo na górze wiało i było przez to chłodno, a przy tej kiełbie, jak usiadłem w słońcu, to grzało niemiłosiernie. I bądź tu człowieku mądry. Kwiecień – plecień.

41. Koroniarzem nie zostałem…

42. Ze stadionu ładnie widać podmiejskie górki. Na przykład Telegraf, na który nawet myślałem, czy się nie udać. Ale odpuściłem. Skojarzyło mi się to ze stadionem nieopodal Monterrey, gdzie będą grane mecze Mistrzostw Świata.

43. W końcu zaczęły się obowiązki meczowe. Nagrywka, no i trwała już rozgrzewka. Tak więc zajęliśmy miejsca prasowe. Tak jak wspomniałem, widok bardzo fajny. Blaty też spoko, prąd jest. Jedynie trochę ciasno, ale bez tragedii. Średni, przyzwoity sektor prasowy. Można było działać.

44. Akustyka jest kapitalna. Bardzo dobrze było słychać liczny sektor gości, Koroniarze też mocno dali radę. Jednocześnie zarówno kibice GieKSy zaprezentowali się liczbowo i wokalnie świetnie, jak i sympatycy Korony jesienią w Katowicach na ich rekordowym wyjeździe.

45. Dodajmy do tego, że zupełnie nie ma złej krwi między kibicami obu drużyn – wręcz przeciwnie. Nawet były dwie wspólne przyśpiewki przeciw wspólnym antagonistom. Widziałem też sporo kibiców GieKSy na sektorach Korony. Nikt z tego tytułu nie robił problemów.

46. Mecz był taki sobie, dość niemrawy. Ale GieKSa strzelił bramkę, gdy Arek Jędrych dobił swój własny strzał. Pisałem już w felietonie o tym, ale to rzeczywiście było podobne do gola w Radomiu. Specyficzna sprawa.

47. Marcel Pięczek wyrównał wprawiając stadion w radość. Sam gol jakich setki w piłce, nie ma co się przyczepiać.

48. Ogólnie mogło być lepiej, mogło być gorzej. A remis okazał się sprawiedliwy. Oprócz wyniku miałem jakiś niedosyt na tym meczu. Nie wiem, czy to mój stan psychiczny, czy jakaś specyfika stadionu i tego wszystkiego, ale jakoś lekko depresyjnie było. Przyznam, że nie miałem wielkiej frajdy z tego meczu. Może te emocje z poprzednich spotkań tak wysoko podniosły poprzeczkę.

49. Po meczu nagrywka i przejście do sali konferencyjnej. Niesamowicie szybko się ta konferencja zaczęła. Zazwyczaj od włączenia dyktafonu po przyjściu na salkę do końca konfy mija ok. 40 minut. Czasem jest dużo dłużej, jak któryś  trener ma dużo pytań – po Lechu była to godzina. A teraz tylko 27 minut. Ultraszybko.

50. Szybkie więc było też obrobienie konferencji, Misiek robił galerię. Wkrótce skończyliśmy i każdy udał się w swoją stronę. Dużo dnia jeszcze było przed nami.

51. Ja pojechałem do hotelu, gdzie były pozostałości po GieKSiarskiej obecności. Ogólnie zostałem w Kielcach aż do poniedziałku. Celem był relaks i oczywiście oglądanie ekstraklasy, trzeba wiedzieć, co w trawie piszczy.

52. Dlatego wkurzałem się po golu Rakowa, cieszyłem po wyrównaniu Cracovii, klaskałem po bramce Mauridesa. Zawód sprawił bezjajeczny Motor, który bez walki oddał mecz Widzewowi. A Lech – wiadomo, jak walce przejechał się po Legii. Zremisowaliśmy przy Bułgarskiej z naprawdę mocną drużyną.

53. I tak zleciał ten długi wyjazd. W poniedziałek po śniadaniu ruszyłem do Katowic i po krótkim postoju w Pilicy po niedługim czasie byłem w Katowicach.

54. Wyniki ułożyły się tak, że odrobiliśmy punkt do Zagłębia i Wisły, a lubinian wyprzedziliśmy w tabeli. Ostatecznie należy więc tę kolejkę ocenić na plus.

55. Czekamy na Termalikę!

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Carlos

    29 kwietnia 2026 at 21:58

    Sztos, pozytywne zazdro 👍🏻

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga