Felietony
[POMECZOWO] Przegląd kadr przy Bukowej
Meczu ze Stalą Mielec na pewno nie będziemy długo wspominać. Typowe spotkanie – zagrać, wygrać, zapomnieć. Katowiczanie akurat w tym konkretnym meczu nie pokazali nic, co mogłoby przestraszyć kolejnych rywali, ale szanujmy punkty i pamiętajmy, że wielokrotnie w poprzednich sezonach tego typu spotkania remisowaliśmy lub przegrywaliśmy.
Przed meczem podawaliśmy statystykę, wedle której średnia ilość punktów zdobywana przez nasz zespół nie wystarczyłaby do awansu w żadnym z poprzednich sezonów. Obecnie mając 19 punktów po 10 kolejkach, średnia wynosi 1,9 punktu na mecz, co dałoby nam na koniec ilość 64,6 oczek, a taki dorobek dawał co najmniej drugie miejsce w sześciu z poprzednich dziewięciu sezonów. Można więc powiedzieć, że grając poszczególne dziesiątki meczów i cztery ostatnie tak jak do tej pory – statystycznie mamy 66 procent szans na awans. To czysta matematyka, ale… kibice to lubią 😉
Dużo poważniejszą sprawą jest to, że notujemy najlepszy start w lidze od początku gry na zapleczu ekstraklasy, czyli od 9 lat. Dotychczas naszym najlepszym dorobkiem było 17 punktów trzy sezony temu. A potrafiliśmy w tej fazie sezonu mieć nawet 10 lub 8 oczek i pamiętamy, że już wtedy marzenia o awansie nam uciekały tak szybko, jak się pojawiły. Dodajmy, że w sezonie trzecioligowym po 10 kolejkach mieliśmy tylko 15 punktów! A ostatnią tak długą jak teraz serię meczów bez porażki – aż dziewięć – notowaliśmy za Kazimierza Moskala. UWAGA! Seria ta została przerwana w wyjazdowym spotkaniu z GKS Tychy! Ta historia nie może się powtórzyć.
Statystyki są po naszej stronie, GieKSa wygrała ze Stalą i tym samym zrównaliśmy się punktami z Chojniczanką, a do liderującego Zagłębia Sosnowiec tracimy już tylko dwa oczka. Sam mecz ze Stalą dał nam jednak sporo materiału do przemyśleń i mamy nadzieję, że takowy dał również trenerowi. Dalecy jesteśmy oczywiście od pesymizmu, bo w klubie i zespole dzieje się bardzo dobrze, ale spotkanie z przybyszami z Mielca nie mogło nam się podobać. No dobra, pierwsza połowa tak, było to widowisko na w miarę wysokim poziomie, ale po przerwie wyglądaliśmy kiepsko, nie potrafiliśmy stworzyć jednej sensownej akcji, kompletnie od gry odcięci byli Goncerz i Lebedyński, traciliśmy piłkę i popełnialiśmy proste błędy w podaniach i opanowaniu piłki. Fatalnie spisywał się Prokić, który nie zrobił krzywdy swoim byłym kolegom. Na domiar złego coraz częściej zaczęliśmy dopuszczać przeciwników pod własne pole karne i zachodzi obawa, że gdyby ten mecz potrwał jeszcze z 10 minut – doprowadziliby oni do wyrównania. Kubeł zimnej wody na rozpalone głowy kibiców. Miejmy nadzieję, że piłkarze chłodną głowę zachowują, a ta postawa po przerwie była tylko wypadkiem przy pracy.
Ta gra nie wzięła się jednak z niczego. Wszystko zaczęło się od żółtych kartek, które w Legnicy obejrzeli Zejdler i Czerwiński, dwie kluczowe postaci w naszym zespole. Za Zejdlera w środku pola pojawił się Duda i mimo że nie zagrał jakoś źle, to jednak do poziomu Łukasza sporo mu brakuje. To było widać, brakowało nam spokoju w środkowej strefie. Ale to jeszcze pół biedy. Gorzej, że trochę sami pozbawiliśmy się atutu, jakim była gra skrzydłami. O ile zastąpienie Alana Pielorzem było zrozumiałe (nie mamy innego nominalnego prawego obrońcy, więc musiał tam zagrać nasz etatowy ostatnio „zapchajdziura”), to posadzenie na ławce Mandrysza i gra Foszmańczykiem na skrzydle nie za bardzo nam przypadła do gustu. Po pierwsze tracimy Fosę ze środka, gdzie jednak wydaje się, że czuje się lepiej. Po drugie zawodnik ten nie ma takiej szybkości i błysku, żeby rozpędzić się bocznym korytarzem. W związku z tym mieliśmy na bokach boiska – ultradefensywnego Pielorza (który nie jest stworzony do szybkiej gry skrzydłami), właśnie Fosę, a po drugiej stronie Abramowicza, który ma problem z celnym dośrodkowaniem oraz wybitnie nie w formie niedzielnego wieczoru Andreję Prokića. Trener pozbawił nas możliwości szybkich ataków skrzydłami, ale – o zgrozo – trwało to prawie przez cały mecz. Naprawdę przecieraliśmy oczy ze zdumienia patrząc, że na boisko wchodzi Wołkowicz, a potem Bębenek, a Mandrysz cały czas się rozgrzewa. Oczywiście Paweł jeszcze nam nie błysnął w tym sezonie, a gdy wszedł na ostatni kwadrans, również niewiele pokazał – ale trzeba było mu dać szansę może od 60. minuty, bo było widać, że ta gra nam wybitnie nie idzie. Naprawdę trzeba było być niepoprawnym optymistą, żeby liczyć na to, iż Wołek czy Bębenek odmienią nam losy meczu. Jeszcze wątpliwe jest ustawienie Wołka w środku boiska – tu też się dziwiliśmy, bo byliśmy przekonani, że Krzysztof pójdzie na skrzydło, a do środka powędruje Foszmańczyk. Całość wygląda tak, jakby szkoleniowiec miał plan taktyczny – Panowie, wszystko, tylko nie gra skrzydłami. Nie możecie atakować bokiem, to jest zabronione…
Być może trener chciał zrobić przegląd kadr w spotkaniu ze słabszym rywalem. Znów zagrał więc bramkarz Abramowicz (to akurat wskutek kontuzji Nowaka) i spisał się bardzo dobrze. Prażnovskyego zastąpił Garbacik i również nie mamy zastrzeżeń. O Dudzie pisaliśmy – było OK, ale na pewno nie wygryzie Zejdlera. Wołkowicz i Bębenek natomiast pokazali, że na ten moment są po prostu za słabi na pierwszą jedenastkę czy nawet osiemnastkę. Mecz z ich udziałem przypominał tę 9-letnią gehennę z poprzednich sezonów. Wołek jeszcze coś tam się starał i mu nie wychodziło, Maciej natomiast po wejściu prawie znokautował rywala, dostał żółtą kartkę i tyle go widzieliśmy. Ludzie – przecież im szansa na pokazanie się spadła jak gwiazdka z nieba, a Maciej sobie przechodził pół godziny, natomiast Wołek miał problem z zaliczeniem udanego zagrania. Tak – jeśli szkoleniowiec zrobił wspomniany przegląd kadr, to chyba uzyskał kilka odpowiedzi.
W ogóle całe to zestawienie pierwszej jedenastki plus zmiany było mocno eksperymentalne i należy cieszyć się, że mimo wszystko nasz zespół odniósł zwycięstwo. Dobrze, że snajper Gonzo przypomniał sobie jak się strzela braki i zapewnia nam punkty. Natomiast taki skład osobowy nie ma racji bytu. I dzięki Bogu za tydzień wrócą do jedenastki Zejdler i Czerwiński i będziemy mogli cieszyć się z dobrej gry, szybkich akcji skrzydłami i generalnie gry z polotem, jak choćby w drugiej połowie meczu z Miedzią.
W żadnym wypadku nie chcemy wyjść na malkontentów, staramy się rzeczowo oceniać nasz zespół i doceniamy walkę o wygraną – walkę zakończoną sukcesem. Nie ma piłkarzy, trenerów i całych zespołów, które są bezbłędne, zawsze grają idealnie i nie ma o co się przyczepić. Zdajemy sobie sprawę z tego, że słabsze mecze czasem po prostu się zdarzają, a tym lepiej, jeśli się je wygrywa. Dlatego napisaliśmy, co myśleliśmy, nadal mamy wielką wiarę i optymizm przed kolejnymi meczami. Wszystko zmierza w dobrym kierunku i jeśli ten mecz pomoże nam w eliminacji błędów i jeszcze poprawie poziomu – to świetnie, że się wydarzył. Dużo chyba racji ma trener Brzęczek mówiąc, że to są najlepsze zwycięstwa.
I niech tak będzie, kibice szczęśliwi, materiał do przemyśleń jest, seria bez porażki utrzymana, wysokie miejsce w tabeli. Teraz nic tylko czekać na derby z Tychami. To będzie mecz!
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Scifo
26 września 2016 at 22:59
Co do oceny piłkarzy: Prokic nie zagrał aż tak słabo, jak piszesz. Dziurę jak Berlin mieliśmy w środku pola. Dla Dudy nie ma miejsca w 1 składie, gość nie potrafi celnie podać piłki, robi proste straty, jak by grał pierwszy raz z zespołem. Brakowało Zejdlera, to najbardziej wartościowy piłkarz jaki do nas przyszedł. Foszmańczyk już grywał na skrzydle, ale rzeczywiście przesuwanie go na bok, kiedy nie ma kto rozegrać w środku, to trochę dziwna decyzja. Dla Bębenka i Wołkowicza GKS, to za wysokie progi, nie ma co komentować, bo nie wnieśli niczego. Zwracam uwagę na grę obronną w drugiej połowie. Stal wykonuje rzut rożny a cała nasza drużyna stoi w 16-tce i po odzyskaniu piłki nie ma do kogo podać. Jak na grę z outsiderem, to trochę dziwne. Nie wiem, czy Brzęczek nie ma instynktu zabójcy, może żal mu sympatycznej Stali, ale trzeba dożynać krwawiącego przeciwnika, bo inaczej potrzebne punkty odjadą.
Zakładam, że trener eksperymentuje, ze słabszym przeciwnikiem, tylko trochę szkoda, że dla kibiców i budowania frekwencji, drużyna nie walczy o kolejne bramki. Znamienne było jak w drugiej połowie, kiedy zdarzył się mały zryw do przodu, Gonzo spowalniał gościa z wykonaniem autu…
Dawid
27 września 2016 at 08:33
Mnie osobiście bardzo podobał się Abramowicz w bramce. Szczerze mówiąc w trzech meczach tego sezonu w których grał nie popełnił żadnego błędu. Chłopak broni bardzo pewnie a w ostatnich minutach meczu uratował nas od kompromitującego remisu. Garbacik na środku obrony też bardzo pewny. Nie bawił się z piłką jak Praznovsky tylko czyścił aż miło. Jak będzie dalej tak grał Oli może na dłużej zaprzyjaźnić się z ławką. Foszmańczyk jest bardzo dobrym grajkiem ale musi grać w środku bo na skrzydle po prostu brakuje mu szybkości i kondycji. Prokić jak by nie grał i tak jest lepszy od Bębenka i Wołkowicza, którzy nadają się do rezerw a zimą niech szukają sobie klubu typu Polonia Bytom albo ROW Rybnik. I tu kwestia o której pisałem już kilka tygodni temu-wąska kadra. Kto ma wejść za słabszego w meczu Prokicia, Mandrysza albo zmęczonego Fosę? Kto ma zagrać jak ktoś z pomocników pauzuje za kartki? Jeśli nie Bębenek i Wołkowicz to trzeba zerknąć do rezerw. I tu przykra niespodzianka brak jakichkolwiek talentów. Oglądałem ostatni mecz z Radzionkowem i wyglądało to dramatycznie. Oprócz Zejdlera i Czerwińskiego nikt nie potrafił prosto kopnąć piłki. Bardzo słabo wyglądali mający już kontakt z I składem Szołtys i Stanik. Bez wartościowych zmienników i szerszej kadry nie będziemy walczyć o awans. Sami widzieliśmy spadek jakości gry bez Zejdlera i Czerwińskiego. Wisła Płock i Arka Gdynia w zeszłym sezonie miały kadry po 20 równorzędnych zawodników a u nas jak ktoś wypada to od razu jest problem.
wlodek
27 września 2016 at 11:20
Dawid zgadzam się z tobą brakowało tylko 2 zawodników z podstawy a jak braknie 4 to będzie tragedia .Zima tuż tuż okienko transferowe się otworzy a jest paru zawodników klasowych i napewno znajdą się chętni ich zatrudnić .Pytanie na dziś kto za nich jak nie ma rezerw?WwW
kibic bce
27 września 2016 at 16:52
Brawo koledzy. Narescie kto ze zdrowym rozsadkiem podchodzi do 2 iego skladu Gieksy.
Dobrze ze zaczyna sie rozmowa o tym. Pisalem juz predzej o tym. To byly odpowiedzi ze sie czepiam i ze jestem malkontentem.
Czas aby wlodarze klubu tez sie tym zainteresowali. Musimy miec wartosciowych zmiennikow. Tam tez musi byc walka w kazdym meczu!!!
Moze trener powinnien tez prowadzic jakies treningi z drugim sklade. I wyluskiwac tych co sa najblizej 1wszego skladu.
Dziekuje.
KruchY
28 września 2016 at 15:22
Co by tu nie pisać, prochu nie wymyślimy.Mija rok Brzeczka na B1 tylko Bóg wie gdzie będziemy za rok o tej samej porze.