Dołącz do nas

Felietony

[POMECZOWO] Przegląd kadr przy Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Meczu ze Stalą Mielec na pewno nie będziemy długo wspominać. Typowe spotkanie – zagrać, wygrać, zapomnieć. Katowiczanie akurat w tym konkretnym meczu nie pokazali nic, co mogłoby przestraszyć kolejnych rywali, ale szanujmy punkty i pamiętajmy, że wielokrotnie w poprzednich sezonach tego typu spotkania remisowaliśmy lub przegrywaliśmy.

Przed meczem podawaliśmy statystykę, wedle której średnia ilość punktów zdobywana przez nasz zespół nie wystarczyłaby do awansu w żadnym z poprzednich sezonów. Obecnie mając 19 punktów po 10 kolejkach, średnia wynosi 1,9 punktu na mecz, co dałoby nam na koniec ilość 64,6 oczek, a taki dorobek dawał co najmniej drugie miejsce w sześciu z poprzednich dziewięciu sezonów. Można więc powiedzieć, że grając poszczególne dziesiątki meczów i cztery ostatnie tak jak do tej pory – statystycznie mamy 66 procent szans na awans. To czysta matematyka, ale… kibice to lubią 😉

Dużo poważniejszą sprawą jest to, że notujemy najlepszy start w lidze od początku gry na zapleczu ekstraklasy, czyli od 9 lat. Dotychczas naszym najlepszym dorobkiem było 17 punktów trzy sezony temu. A potrafiliśmy w tej fazie sezonu mieć nawet 10 lub 8 oczek i pamiętamy, że już wtedy marzenia o awansie nam uciekały tak szybko, jak się pojawiły. Dodajmy, że w sezonie trzecioligowym po 10 kolejkach mieliśmy tylko 15 punktów! A ostatnią tak długą jak teraz serię meczów bez porażki – aż dziewięć – notowaliśmy za Kazimierza Moskala. UWAGA! Seria ta została przerwana w wyjazdowym spotkaniu z GKS Tychy! Ta historia nie może się powtórzyć.

Statystyki są po naszej stronie, GieKSa wygrała ze Stalą i tym samym zrównaliśmy się punktami z Chojniczanką, a do liderującego Zagłębia Sosnowiec tracimy już tylko dwa oczka. Sam mecz ze Stalą dał nam jednak sporo materiału do przemyśleń i mamy nadzieję, że takowy dał również trenerowi. Dalecy jesteśmy oczywiście od pesymizmu, bo w klubie i zespole dzieje się bardzo dobrze, ale spotkanie z przybyszami z Mielca nie mogło nam się podobać. No dobra, pierwsza połowa tak, było to widowisko na w miarę wysokim poziomie, ale po przerwie wyglądaliśmy kiepsko, nie potrafiliśmy stworzyć jednej sensownej akcji, kompletnie od gry odcięci byli Goncerz i Lebedyński, traciliśmy piłkę i popełnialiśmy proste błędy w podaniach i opanowaniu piłki. Fatalnie spisywał się Prokić, który nie zrobił krzywdy swoim byłym kolegom. Na domiar złego coraz częściej zaczęliśmy dopuszczać przeciwników pod własne pole karne i zachodzi obawa, że gdyby ten mecz potrwał jeszcze z 10 minut – doprowadziliby oni do wyrównania. Kubeł zimnej wody na rozpalone głowy kibiców. Miejmy nadzieję, że piłkarze chłodną głowę zachowują, a ta postawa po przerwie była tylko wypadkiem przy pracy.

Ta gra nie wzięła się jednak z niczego. Wszystko zaczęło się od żółtych kartek, które w Legnicy obejrzeli Zejdler i Czerwiński, dwie kluczowe postaci w naszym zespole. Za Zejdlera w środku pola pojawił się Duda i mimo że nie zagrał jakoś źle, to jednak do poziomu Łukasza sporo mu brakuje. To było widać, brakowało nam spokoju w środkowej strefie. Ale to jeszcze pół biedy. Gorzej, że trochę sami pozbawiliśmy się atutu, jakim była gra skrzydłami. O ile zastąpienie Alana Pielorzem było zrozumiałe (nie mamy innego nominalnego prawego obrońcy, więc musiał tam zagrać nasz etatowy ostatnio „zapchajdziura”), to posadzenie na ławce Mandrysza i gra Foszmańczykiem na skrzydle nie za bardzo nam przypadła do gustu. Po pierwsze tracimy Fosę ze środka, gdzie jednak wydaje się, że czuje się lepiej. Po drugie zawodnik ten nie ma takiej szybkości i błysku, żeby rozpędzić się bocznym korytarzem. W związku z tym mieliśmy na bokach boiska – ultradefensywnego Pielorza (który nie jest stworzony do szybkiej gry skrzydłami), właśnie Fosę, a po drugiej stronie Abramowicza, który ma problem z celnym dośrodkowaniem oraz wybitnie nie w formie niedzielnego wieczoru Andreję Prokića. Trener pozbawił nas możliwości szybkich ataków skrzydłami, ale – o zgrozo – trwało to prawie przez cały mecz. Naprawdę przecieraliśmy oczy ze zdumienia patrząc, że na boisko wchodzi Wołkowicz, a potem Bębenek, a Mandrysz cały czas się rozgrzewa. Oczywiście Paweł jeszcze nam nie błysnął w tym sezonie, a gdy wszedł na ostatni kwadrans, również niewiele pokazał – ale trzeba było mu dać szansę może od 60. minuty, bo było widać, że ta gra nam wybitnie nie idzie. Naprawdę trzeba było być niepoprawnym optymistą, żeby liczyć na to, iż Wołek czy Bębenek odmienią nam losy meczu. Jeszcze wątpliwe jest ustawienie Wołka w środku boiska – tu też się dziwiliśmy, bo byliśmy przekonani, że Krzysztof pójdzie na skrzydło, a do środka powędruje Foszmańczyk. Całość wygląda tak, jakby szkoleniowiec miał plan taktyczny – Panowie, wszystko, tylko nie gra skrzydłami. Nie możecie atakować bokiem, to jest zabronione…

Być może trener chciał zrobić przegląd kadr w spotkaniu ze słabszym rywalem. Znów zagrał więc bramkarz Abramowicz (to akurat wskutek kontuzji Nowaka) i spisał się bardzo dobrze. Prażnovskyego zastąpił Garbacik i również nie mamy zastrzeżeń. O Dudzie pisaliśmy – było OK, ale na pewno nie wygryzie Zejdlera. Wołkowicz i Bębenek natomiast pokazali, że na ten moment są po prostu za słabi na pierwszą jedenastkę czy nawet osiemnastkę. Mecz z ich udziałem przypominał tę 9-letnią gehennę z poprzednich sezonów. Wołek jeszcze coś tam się starał i mu nie wychodziło, Maciej natomiast po wejściu prawie znokautował rywala, dostał żółtą kartkę i tyle go widzieliśmy. Ludzie – przecież im szansa na pokazanie się spadła jak gwiazdka z nieba, a Maciej sobie przechodził pół godziny, natomiast Wołek miał problem z zaliczeniem udanego zagrania. Tak – jeśli szkoleniowiec zrobił wspomniany przegląd kadr, to chyba uzyskał kilka odpowiedzi.

W ogóle całe to zestawienie pierwszej jedenastki plus zmiany było mocno eksperymentalne i należy cieszyć się, że mimo wszystko nasz zespół odniósł zwycięstwo. Dobrze, że snajper Gonzo przypomniał sobie jak się strzela braki i zapewnia nam punkty. Natomiast taki skład osobowy nie ma racji bytu. I dzięki Bogu za tydzień wrócą do jedenastki Zejdler i Czerwiński i będziemy mogli cieszyć się z dobrej gry, szybkich akcji skrzydłami i generalnie gry z polotem, jak choćby w drugiej połowie meczu z Miedzią.

W żadnym wypadku nie chcemy wyjść na malkontentów, staramy się rzeczowo oceniać nasz zespół i doceniamy walkę o wygraną – walkę zakończoną sukcesem. Nie ma piłkarzy, trenerów i całych zespołów, które są bezbłędne, zawsze grają idealnie i nie ma o co się przyczepić. Zdajemy sobie sprawę z tego, że słabsze mecze czasem po prostu się zdarzają, a tym lepiej, jeśli się je wygrywa. Dlatego napisaliśmy, co myśleliśmy, nadal mamy wielką wiarę i optymizm przed kolejnymi meczami. Wszystko zmierza w dobrym kierunku i jeśli ten mecz pomoże nam w eliminacji błędów i jeszcze poprawie poziomu – to świetnie, że się wydarzył. Dużo chyba racji ma trener Brzęczek mówiąc, że to są najlepsze zwycięstwa.

I niech tak będzie, kibice szczęśliwi, materiał do przemyśleń jest, seria bez porażki utrzymana, wysokie miejsce w tabeli. Teraz nic tylko czekać na derby z Tychami. To będzie mecz!

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    Scifo

    26 września 2016 at 22:59

    Co do oceny piłkarzy: Prokic nie zagrał aż tak słabo, jak piszesz. Dziurę jak Berlin mieliśmy w środku pola. Dla Dudy nie ma miejsca w 1 składie, gość nie potrafi celnie podać piłki, robi proste straty, jak by grał pierwszy raz z zespołem. Brakowało Zejdlera, to najbardziej wartościowy piłkarz jaki do nas przyszedł. Foszmańczyk już grywał na skrzydle, ale rzeczywiście przesuwanie go na bok, kiedy nie ma kto rozegrać w środku, to trochę dziwna decyzja. Dla Bębenka i Wołkowicza GKS, to za wysokie progi, nie ma co komentować, bo nie wnieśli niczego. Zwracam uwagę na grę obronną w drugiej połowie. Stal wykonuje rzut rożny a cała nasza drużyna stoi w 16-tce i po odzyskaniu piłki nie ma do kogo podać. Jak na grę z outsiderem, to trochę dziwne. Nie wiem, czy Brzęczek nie ma instynktu zabójcy, może żal mu sympatycznej Stali, ale trzeba dożynać krwawiącego przeciwnika, bo inaczej potrzebne punkty odjadą.
    Zakładam, że trener eksperymentuje, ze słabszym przeciwnikiem, tylko trochę szkoda, że dla kibiców i budowania frekwencji, drużyna nie walczy o kolejne bramki. Znamienne było jak w drugiej połowie, kiedy zdarzył się mały zryw do przodu, Gonzo spowalniał gościa z wykonaniem autu…

  2. Avatar photo

    Dawid

    27 września 2016 at 08:33

    Mnie osobiście bardzo podobał się Abramowicz w bramce. Szczerze mówiąc w trzech meczach tego sezonu w których grał nie popełnił żadnego błędu. Chłopak broni bardzo pewnie a w ostatnich minutach meczu uratował nas od kompromitującego remisu. Garbacik na środku obrony też bardzo pewny. Nie bawił się z piłką jak Praznovsky tylko czyścił aż miło. Jak będzie dalej tak grał Oli może na dłużej zaprzyjaźnić się z ławką. Foszmańczyk jest bardzo dobrym grajkiem ale musi grać w środku bo na skrzydle po prostu brakuje mu szybkości i kondycji. Prokić jak by nie grał i tak jest lepszy od Bębenka i Wołkowicza, którzy nadają się do rezerw a zimą niech szukają sobie klubu typu Polonia Bytom albo ROW Rybnik. I tu kwestia o której pisałem już kilka tygodni temu-wąska kadra. Kto ma wejść za słabszego w meczu Prokicia, Mandrysza albo zmęczonego Fosę? Kto ma zagrać jak ktoś z pomocników pauzuje za kartki? Jeśli nie Bębenek i Wołkowicz to trzeba zerknąć do rezerw. I tu przykra niespodzianka brak jakichkolwiek talentów. Oglądałem ostatni mecz z Radzionkowem i wyglądało to dramatycznie. Oprócz Zejdlera i Czerwińskiego nikt nie potrafił prosto kopnąć piłki. Bardzo słabo wyglądali mający już kontakt z I składem Szołtys i Stanik. Bez wartościowych zmienników i szerszej kadry nie będziemy walczyć o awans. Sami widzieliśmy spadek jakości gry bez Zejdlera i Czerwińskiego. Wisła Płock i Arka Gdynia w zeszłym sezonie miały kadry po 20 równorzędnych zawodników a u nas jak ktoś wypada to od razu jest problem.

  3. Avatar photo

    wlodek

    27 września 2016 at 11:20

    Dawid zgadzam się z tobą brakowało tylko 2 zawodników z podstawy a jak braknie 4 to będzie tragedia .Zima tuż tuż okienko transferowe się otworzy a jest paru zawodników klasowych i napewno znajdą się chętni ich zatrudnić .Pytanie na dziś kto za nich jak nie ma rezerw?WwW

  4. Avatar photo

    kibic bce

    27 września 2016 at 16:52

    Brawo koledzy. Narescie kto ze zdrowym rozsadkiem podchodzi do 2 iego skladu Gieksy.
    Dobrze ze zaczyna sie rozmowa o tym. Pisalem juz predzej o tym. To byly odpowiedzi ze sie czepiam i ze jestem malkontentem.
    Czas aby wlodarze klubu tez sie tym zainteresowali. Musimy miec wartosciowych zmiennikow. Tam tez musi byc walka w kazdym meczu!!!
    Moze trener powinnien tez prowadzic jakies treningi z drugim sklade. I wyluskiwac tych co sa najblizej 1wszego skladu.
    Dziekuje.

  5. Avatar photo

    KruchY

    28 września 2016 at 15:22

    Co by tu nie pisać, prochu nie wymyślimy.Mija rok Brzeczka na B1 tylko Bóg wie gdzie będziemy za rok o tej samej porze.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga