Piłka nożna
Plusy i minusy po Stomilu
GKS Katowice zakończył fatalną passę siedmiu spotkań bez wygranej w lidze i wygrał mecz. Zwycięstwo tym bardziej cenne, bo na trudnym dla trójkolorowych terenie – w Olsztynie nie wygraliśmy od… 1995 roku. Zapraszamy na tradycyjne plusy i minusy.
Plusy:
+ Wreszcie wygrana – będziemy to podkreślać jeszcze wiele razy, ale trzy punkty naprawdę cieszą. Jesteśmy obecnie w takiej sytuacji, że musimy po prostu punktować. I to najlepiej seryjnie.
+ Zakończenie fatalnej passy – GieKSa nie wygrała w siedmiu (!) poprzednich spotkaniach w pierwszej lidze (a licząc z pucharem w ośmiu, bo w regulaminowym czasie było 1:1), a na dodatek aż 5 z nich przegrała. Nareszcie udało się przełamać fatum.
+ Zaangażowanie młodzieżowców – nasi młodzi piłkarze pokazali się dziś z naprawdę dobrej strony. Tymoteusz Puchacz był jednym z najlepszych naszych zawodników, a Adrian Łyszczarz swój występ okrasił zwycięską bramką, która na dodatek była jego pierwszą w naszych barwach.
+ Zmiana stylu gry – GieKSa nie grała ciągle tego samego, ale reagowała na to, co działo się na boisku. Jak nie szło w jednym rozwiązaniu, to próbowaliśmy innych. Kilka razy pograliśmy też kombinacyjnie i wyglądało to obiecująco.
+ Asekuracja w obronie – w poprzednich spotkaniach szczególnie mocno kulały boki bloku defensywnego, ale w Olsztynie było już dużo lepiej.
Minusy:
– Dośrodkowania – niestety dalej wygląda to słabo. Wczoraj praktycznie każde było niecelne. Element zdecydowanie do poprawy.
– Krycie na radar – w niektórych momentach nasza obrona dość poważnie się gubiła i kryła na radar, ale na szczęście rywale nie potrafili tego wykorzystać.
– Panika przy dośrodkowaniach – nasi obrońcy zbytnio panikowali przy wrzutkach w nasze pole karne. W przyszłości potrzeba więcej spokoju.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Mecza
7 października 2018 at 09:11
Jest jeszcze jeden plus (dotyczący kibiców) +Cisza na forum+ Zwycięstwo nic nie zmienia ale dużo „kibiców?” wczorajszym wynikiem jest zawiedzionych bo nie mogli znowu wylać swojego jadu będąc niezadowolonym ze swojego życia, Janickiego, Bartnika itd.itp.
StarA Gwardia
7 października 2018 at 09:42
Mecza ALE TY PIER… chyba tak ma być żeby wygrywali i żeby była cisza , wielu kibiców ma cie dosyć !
Chrisu
7 października 2018 at 10:59
Nie ma się czym podniecać narazie… Stomil to prawdopodonie najsłabsza drużyna w lidze… nasze zwyciestwo nie było super przekonujące
q2
7 października 2018 at 11:47
Mecza Nie pisz więcej. Przestań się kompromitować. Razem z Irishmanem piszesz niebywałe głupoty.
baxxi77
7 października 2018 at 11:56
Wczoraj na flashscore w zakładce składy naszym treneiro był Petr Nemec,można sprawdzić jest do teraz…aż mi ciary przeszły po plecach…
GieKSiorz
7 października 2018 at 12:54
Mecza dupisz fleki,po 1 wygranej mamy popadać w euforię? Dobrze że wygraliśmy, przełamaliśmy się ale ten sezon jest rozczarowaniem, jedynie trzeba mieć nadzieję że zaczniemy punktować i odbijemy się od dna,a prezes, dyrektor itd i tak do wymiany po tym co zrobili
Mecza
7 października 2018 at 18:06
Czytaj ze zrozumieniem, napisałem że to zwycięstwo nic nie zmienia.
Mecza
7 października 2018 at 13:00
Są i tacy co lubią podyskutować bo z niektórymi się nie da. Sami nic nie napiszą poza krytyką innych, tylko szczekanie zero jakiegokolwiek przekazu ale co mogą napisać jak na Bukowej dawno nie byli i tylko czekają na porażkę aby żygnąć ciesząc się że dokonali słusznego wyboru nie idąc na mecz. Bez odbioru frustraci.
fridek76
7 października 2018 at 13:12
Staram sie nie krytykowac nikogo ale faktycznie mecza ma niezly odlot. Chlopie zmien lekarza
1964
7 października 2018 at 15:45
Nemec z tego co się orientuje jest trenerem warty poznań!
q2
7 października 2018 at 21:28
MECZA to, że duża część kibiców mówi negatywnie o całej sytuacji jaka aktualnie panuje, to nie oznacza, że pluje na swój herb, sra do swojego gniazda itd. itp. Otóż osoby te zauważają, że dzieje się w klubie źle, pod względem sportowym, jak i pod względem zarządzania. Na Twoją obronę mogę napisać, że nie tylko ty tego nie rozumiesz ale cała redakcja Gieksy.pl, też tego pojąć nie umiała przez ostatnie 3 sezony. To, że ktoś zauważa problem stanowi sygnał do naprawy, nie zaś jest przyjęciem tego na klatę i wmawianie sobie, że lepsze lata nadejdą. Zauważ )też to piszę do „ślepych” redaktorów), że w każdym klubie, wszystko ma swoje granice. Nawet w piknikowej Barcelonie czy Realu kibice wyrażają swoje niezadowolenie. (Mecza dla ciebie niebywałe ale tak to wygląda). To, że jest się z klubem na dobre i na złe nie oznacza, że przyjmuje się strzały w ryj, co tydzień. (Przecież w końcu kiedyś przyjdzie złość i postawisz się). Niestety nie u nas. Na forum dalej jesteśmy niezwyciężeni (słynne organizacyjnie bijemy innych na głowę lub inni mogą się od nas uczyć :)))) Natomiast ci co piszą że jest inaczej, są banowani, posty są kasowane. (dzięki kosa). Finalnie to przynosi przeciwny skutek. Ludzie spieprzają w podskokach z Blaszoka i zostawiają go naiwniakom (Więcej ludzi na głównej niż na Blaszoku w ostatnim czasie??? wina piłkarzy ?? nie sądzę. KIEDY TAK BYŁO?? Kasowanie postów na forum też zrobiło swoje. Teksty „ kto nie jest z nami ten jest przeciwko nam” i co? Nagle blaszok pusty. Gadki o tym, że będą się prosić kibice o bilety mecz derbowy z Ruchem i co?? Trzeba było specjalnie reklamować.
Po przegranym meczu z gimnazjum z chorzowa, oklaski na B1 i doping. (paradoks – tylko w Katowicach przyjęło się, że wpierdol w derbach jest cool, ( dla nie wtajemniczonych znaczy się „ fajnie”). Tyko ludzie niespełna rozumu mogli coś takiego zrobić. Farsa i dno. Ktoś pomylił miłość do klubu z naiwnością. Po największej porażce w każdym innym klubie, kibice zrobiliby protest. U nas naiwniacy dostają w mordę i mówią, że nic się nie stało- Inni mają gorzej:). Sprawa stadionu: jak UM czyta wypociny z forum i naszej strony, to musi mieć bekę. Padają słowa o rozliczaniu, po czym UM idealnie sprawdza czy jakieś skargi wpłyną. Cisza? Rozgrywają kibiców GKS jak dzieci. Sprawa się przeciąga? UM sprawdza po raz kolejny dorosłych ludzi kibicujących GKS, czy są poważni. Zero reakcji więc UM dokręca śrubę.
Jak to mówią na forum jest fajnie i przyjdzie czas rozliczeń:)) tzn co? Zrobimy kolejną kartoniadę czy napiszemy coś na murze???
Sportowo leżymy, miastu nie zależy na awansie. To wiadome, po co się oszukiwać.
q2
7 października 2018 at 21:39
jeszcze sprawa podcastów. Jeśli Panowie chcecie być obiektywni, zaproście kogoś, kto widzi sprawę inaczej, jest w opozycji ale na to Was nie stać. Dalej „trójka będzie bredzić”. Zero obiektywizmu no ale co ja tam wiem, skoro Shellu miał hardcorowe wejścia w Beskidach.
q2
7 października 2018 at 23:03
Czekam na środę i na kolejny głupkowaty artykuł Irishmana, będzie z czego zbijać przy piwie w pubie. Będzie się chłop mądrzył, tak jak z Kosą przed sezonem z Kluczborkiem. Finalnie Irish przegrał zakład o piwka w Jugolu. Niestety nic go nie nauczyło i dalej swoje fantazje będzie pisać. Czekamy!
BANan
7 października 2018 at 23:41
Z tymi bananami na forum to masz rację, koło wzajemnej adoracji, jeszcze trzeba się prosić żeby bana zdjeli łaskawie, tylko dla tego że ktoś może mieć inne zdanie na temat naszej GieKSy
PanGoroli
7 października 2018 at 23:46
Góralczyk nowym trenerem!
Mecza
8 października 2018 at 08:38
@q2 dzięki za wyrażenie swojego poglądu. Szanuję to. @abel patrząc na twoje ograniczone inteligencją wpisy powtarzam sobie: „Nie dyskutuj z debilem! Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem”
PanGoroli
8 października 2018 at 10:36
Synki, a nie moglibyście pójść się wadzić kajś indziej? ino bajzel tu robicie.
PanGoroli
8 października 2018 at 11:36
A z tym nowym trenerem, to znowu tylko plota.
GieKSiorz
8 października 2018 at 14:55
Mi zależy na tym żeby GieKSa była znowu silna,ale widząc nastawienie władz miasta, prezesa, kibiców młodszych, którzy posiadali wszystkie rozumy to wątpię że nadejdą lepsze czasy,blaszok dramat,oprawy,doping żenada,ale wszyscy wokoło winni, głaskanie ciągle po plecach kopaczy, zarząd,prezydenta miasta ludzie wy ślepi jesteście że tego nie widzicie? kiedyś GKS był marką,a teraz jest pośmiewiskiem,mecz pucharu z Pogonią czytałem na ich forum wpisy,teraz my jesteśmy ogórkami dla innych,tak zarznieto ten klub.pozdrawiam stara ekipę i myślących Gieksiarzy
abel
8 października 2018 at 17:01
Panie mecza ograniczona inteligencje to raczej pan posiada bo ona jest immanentna cecha ludzi naiwnych. Jaka jest ocena twoich mądrości chyba widisz a jesli nie to poczytaj. Swoja drogą jak mozna napisac cos takiego ze tym co maja krytyczny stosunek do tego co sie dzieje w gks zalezy na tym zeby gieksie szlo jak najgorzej to nie wiem. Panie mecza jest wrecz odwrotnie to wlasnie tym ludziom zalezy na rozwoju gieksy a tobie pasuje to wszystko co sie dzieje czyli powolny upadek i posmiewisko na caly kraj. Wlasnie tacy ludzie jak ty kreujacy sie na medrcow szkodza temu klubowi. Zamiast konkretnej reakcji srodowiska kibicow jest dokladnie nic. Tymczasem patologia rozwija sie cały czas. paszulewicza juz nie ma i co jest jego nastepca. Brak jakiejkolwiek decyzji. Tak sie zachowuje profesjonalny zarzad. Prosze cie mecza nie opowiadaj juz tych swoich bezwartosciowych bajek bo totalnie sie kompromitujesz. Pisz jak masz sensowne przemyslenia poparte argumentami. Jak do tej pory niestety nic sie z twych bajek nie sprawdzilo
Mecza
8 października 2018 at 17:46
Nie pozjadałem wszystkich rozumów ale to co jest teraz w GKS (m.in walka o utrzymanie) zapowiedziałem 10 stycznia 2018, można tu sprawdzić https://gieksa.pl/piotr-mandrysz-odchodzi-z-gieksy/ Twoich wpisów w ogóle nie kojarzę bo się uaktywniłeś 10 miesięcy później pisząc co się stało po fakcie.
Solski
8 października 2018 at 18:25
@PanGoroli Góralczyk został trenerem, ale III ligowym. Tak więc GieKSy już nie poprowadzi – przynajmniej nie teraz.
abel
8 października 2018 at 18:52
Oj mecza zal mi ciebie
Jacas
8 października 2018 at 22:27
@q2
Napisz do Kosy, na pewno dostaniesz zaproszenie do udziało w podcascie.