Piłka nożna Prasówka
Pieniądze to nie wszystko
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Widzew Łódź 1:0 (1:0).
weszlo.com – Pieniądze to nie wszystko. Bezradny Widzewie, obudź się!
„Pieniądze to nie wszystko” – jest taki polski film z 2001 roku. Dobry, trochę niedoceniany. Jego tytuł pasuje póki co w tej rundzie do drużyny Igora Jovićevicia. Widzew wydał zimą ponad 13 milionów euro na transfery, łącznie w tym sezonie – 20 milionów. Tymczasem po gładkiej przegranej z Jagiellonią dziś poległ w Katowicach (0:1), pokazując w ofensywie kompromitująco niewiele. Ktoś powie, że drużynie, w której doszło do tylu zmian, trzeba dać czas. My powiemy, że jeżeli zespół z Łodzi szybko nie zacznie grać na miarę indywidualnych umiejętności jego zawodników, może obudzić się w Betclic I Lidze. Mając takich graczy, nie możesz być tak bezradny.
Nastawialiśmy się mocno na to spotkanie, bo GKS, który wzmocnił się zimą i wygrał pierwszy ligowy mecz w 2026 roku, podejmował drużynę, która na razie szaleje finansowo i – tak się wydaje – to prędzej czy później powinno jednak przełożyć się na wyniki. Jednak pierwsza połowa długo była po prostu przeraźliwie nudna.
Niby Widzew był nieco lepszy, próbował strzelać Angel Baena, później Juljan Shehu, w końcu groźnie, tuż obok bramki, uderzył Christopher Cheng. I to po stronie gości byłoby na tyle. W pewnym momencie pomyśleliśmy sobie, że Widzewowi chociaż udaje się ograniczyć poczynania w środku pola Bartosza Nowaka, który tym razem był niewidoczny.
Ale do czasu. Nadeszła 45. minuta. Należał się gospodarzom ten rzut rożny? Chyba jednak tak, bo wydaje się, że piłkę ostatni odbił stoper gości, Ricardo Visus. Nowak podszedł do piłki i idealnie dośrodkował, a głową do siatki skierował ją Lukas Klemenz. I cyk, bramka, po chwili gwizdek na przerwę. Widzew znowu ma problem.
W doliczonym czasie – zamieszanie. Sędzia Damian Kos podyktował rzut karny dla Widzewa, ale po chwili został zaproszony do monitora, bo Szymon Marciniak (słusznie) przekazał mu, że w starciu Bukariego z Sebastianem Milewskim tak naprawdę jako pierwszy faulował zawodnik z Ghany. Po zmianie decyzji na stadionie euforia. Niedługo później usłyszeliśmy końcowy gwizdek.
[…] Nie dawał też za wiele Sebastian Bergier, z którym dobrze radził sobie Arkadiusz Jędrych. Napastnik Widzewa przed tym sezonem trafił do Łodzi właśnie z Katowic i był dziś od pierwszej minuty wygwizdywany i obrażany przez miejscowych kibiców. Jeżeli Bergier czymś się wyróżnił, to ostrym atakiem na bramkarza gospodarzy, Rafała Strączka.
Trener GKS-u, Rafał Górak, podkreślał przed spotkaniem, że same miliony euro nie grają, dużo ważniejszy jest plan na grę, a jego zespół ma pomysł na ten mecz. I to wszystko się sprawdziło.
Widzew grał dziś do przodu jak zespół przeciętniaków, pozbawionych umiejętności kreowania. W 20 meczach ligowych budowana za wielkie pieniądze drużyna przegrała aż 12 razy. To najwięcej przegranych w stawce. Do tego Widzew ma osiem porażek w 10 wyjazdowych spotkaniach. Zaczyna to wyglądać jak bilans wstydu.
Na stopniowe zgrywanie drużyny nie ma czasu. Wygrana gospodarzy oznacza, że GKS odskakuje już na sześć punktów od Widzewa, ale również od Legii Warszawa, którą podejmie na własnym obiekcie w następnej kolejce.
Widzew i Legia, która fartem zremisowała w Gdyni, pozostają w strefie spadkowej.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wygrał z „milionerami” z Widzewa Łódź. Ekipa Rafała Góraka ruszyła w górę tabeli
Kolejne emocjonujące widowisko na Nowej Bukowej. GKS Katowice pokonał Widzew i potwierdza, że wiosna jest jego ulubioną porą roku.
Mecz uciekającego przed strefą spadkową GKS Katowice z marzącym o podobnym wyczynie Widzewem Łódź zapowiadał się smakowicie. Rafał Górak nie mógł wystawić pauzującego za kartki Borji Galana, ale nie zmieniało to ogólnego poczuci optymizmu panującego przed tym spotkaniem. W zespole gości na szpicy znalazł się oczywiście Sebastian Bergier, świetnie znany kibicom GKS-u, który tym razem miał stanowić największe zagrożenie dla byłych kolegów. Sympatycy GKS zdecydowanie nie zamierzali mu ułatwiać życia wypominając zmianę barw.
Wszystko wskazywało na to, że do przerwy gole nie padną. Jednak w ostatniej akcji sędzia po chwili wahania wskazał na rzut rożny dla GKS-u, co spotkało się z gorącymi protestami Łodzian. Sztab Widzewa chyba przeczuwał nieszczęście, bo dośrodkowanie Bartosza Nowaka spadło idealnie na głowę Lukasa Klemenza, który strzelił swoją szóstą bramkę w tym sezonie, uszczęśliwiając kibiców na trybunach.
Goście, których finanse nie przekładają się na wyniki, znów znaleźli się nad przepaścią. Rafał Górak uprzedzał swój zespół, że rywale będą musieli przycisnąć, co jednak otworzy drogę do kontrataków. Co ciekawe, oba zespoły wyszły na drugą połowę bez zmian. Status został zachowany też w klimacie boiskowych starć.
GKS zdecydowanie okrzepł w tej walce i zaczął grać na wyższym poziomie. Do pełni szczęścia brakowało gola. Bywało blisko, nawet bardzo, ale wynik wciąż się nie zmieniał. To Katowiczanom z pewnością nie przeszkadzało, natomiast rosła nerwowość w ekipie ich rywali. Mecz mógł „zamknąć” Nowak, ale nie trafił w piłkę, więc kolejne minuty nadal budowały napięcie.
Kulminacja nastąpiła w czwartej z sześciu minut doliczonego czasu. Sebastian Milewski starł się z Osmanem Bukarim na pograniczu pola karnego. Damian Kos pokazał na jedenastkę, po czym pobiegł weryfikować sytuację na VAR i zmienił zdanie! Faulu nie było. A mnóstwo doliczonych minut zamieniło się w wulkan emocji ze szczęśliwym zakończeniem.
sportowefakty.wp.pl – Widzew Łódź znowu zawiódł. Obrońca uszczęśliwił GKS Katowice
Jedna bramka padła w Katowicach. GKS pokonał Widzew Łódź 1:0. Gola na wagę trzech punktów w ostatniej akcji 1. połowy zdobył Lukas Klemenz.
[…] W 1. części żadna z drużyn nie zamierzała otwierać się przed rywalem. Stąd też z boiska przez długie minuty wiało nudą. Na pierwszą groźniejszą okazję czekać trzeba było kwadrans. Płasko z pola karnego uderzył Angel Baena. Rafał Strączek zachował spokój i piłkę złapał na linii. W odpowiedzi próba z dystansu Alana Czerwińskiego minęła słupek.
W 25. minucie próbkę swoich umiejętności zademonstrował Christopher Cheng, który groźnie z z ok. 25 metrów. Piłka poszybowała tuż obok słupka. To była jedna z nielicznych prób w wykonaniu gości.
Wydawało się, że w premierowej odsłonie gole w Katowicach nie padną. Tymczasem w ostatniej akcji trafili gospodarze. Dośrodkował z rzutu rożnego Bartosz Nowak, a Lukas Klemenz głową wpakował piłkę do siatki z siedmiu metrów.
Łodzianie mogli odpowiedzieć dwie minuty po zmianie stron. Sebastian Bergier dośrodkował z rzutu rożnego, a Juljan Shehu głową uderzył tuż obok słupka.
Wydawało się, że goście ruszą na gospodarzy. Nic z tych rzeczy, piłkarze GKS-u bez większych problemów rozbijali nieliczne akcje Łodzian. Oczekiwań efektów nie przynosiły zmiany przeprowadzane przez Igora Jovicevicia.
To GKS powinien w 66. minucie podwyższyć wynik. Marcin Wasielewski pola karnego płasko uderzył z pola karnego. Bartłomiej Drągowski odbił piłkę.
Goście z Łodzi dopiero w 78. minucie wykreowali okazję na wyrównanie. Osman Bukari zgrał piłkę, a Fran Alvarez przestrzelił z pola karnego.
W końcówce gracze Widzewa nie byli w stanie wykreować okazji dającej punkt. Wydawało się, że GKS bez większych problemów dowiezie prowadzenie. Tymczasem w czwartej minucie doliczonego czasu sędzia podyktował rzut karny dla Widzewa. Sebastian Milewski kopnął Osmana Bukariego. Po analizie VAR arbiter zmienił decyzję.
GKS po raz drugi w 2026 roku mógł się cieszyć ze zwycięstwa. Łodzianie doznali drugiej porażki w drugim spotkaniu w roku i ich sytuacja w tabeli robi się coraz trudniejsza.
se.pl – Gorąco w doliczonym czasie gry!
Mecz GKS-u Katowice z Widzewem Łódź miał być daniem głównym niedzieli z PKO BP Ekstraklasą. Wzmocnieni podczas zimowego okienka transferowego goście chcieli udowodnić, że porażka z Jagiellonią to był wypadek przy pracy. „Gieksa” z kolei marzyła o kolejnym, udanym wieczorze ligowym.
Widzew Łódź imponował podczas zimowego okienka transferowego. Na papierze wyglądało to znakomicie. Lukas Lerager, Przemysław Wiśniewski, Bartłomiej Drągowski, Osman Bukari – te nazwiska robiły wrażenie. Tymczasem styczniowy mecz z Jagiellonią rozczarował fanów Widzewa. Wynik 1:3 dobrze oddawał to, co działo się na boisku. Na przeciwległym biegunie znalazł się GKS Katowice, którego w Lubinie do zwycięstwa poprowadził niezawodny Bartosz Nowak. Podopieczni Rafała Góraka chcieli pójść za ciosem.
Pierwszy kwadrans nie zachwycił. Ciekawych sytuacji praktycznie nie było. Publiczność pobudził Alan Czerwiński, którego strzał wylądował tuż obok słupka. GKS miał optyczną przewagę, ale brakowało konkretów. Jeśli chodzi o Widzew, to warto odnotować uderzenia Chenga. Norweg pomylił się nieznacznie. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, Bartosz Nowak idealnie dośrodkował, a Lukas Klemenz pokonał Drągowskiego.
Tuż po przerwie, po centrze Sebastiana Bergiera groźnie uderzał Shehu. Było bardzo blisko! W kolejnych minutach GKS „zamroził” mecz. Łodzianie nie potrafili konkretnie zagrozić bramce Strączka. Największe emocje mieliśmy w doliczonym czasie gry. Najpierw arbiter Damian Kos podyktował rzut karny za faul Milewskiego na Bukarim. Po analizie VAR zmienił decyzję i przyznał rzut wolny dla „Gieksy” za faul w ataku. Widzew nie zdołał odwrócić losów rywalizacji i poległ w Katowicach. Gospodarze wygrali drugi mecz na wiosnę, a goście są na przedostatnim miejscu w ligowej tabeli. Tylko lepszym bilansem bramek wyprzedzają Bruk-Bet Termalikę.
katowickisport.pl – GKS wygrywa z Widzewem! Emocje w końcówce
Po wygranej z Zagłębiem na inaugurację rundy, podopieczni Rafała Góraka mierzyli się przy Nowej Bukowej z naszpikowanym gwiazdami Widzewem. Szkoleniowiec GieKSy mówił przed meczem, że pieniądze nie grają i to spotkanie to pokazało. Choć optyczną przewagę mieli Łodzianie, to praktycznie w ogóle nie potrafili zagrozić GieKSie. Gospodarze czekali na swój moment i doczekali się. W samej końcówce pierwszej połowy po rzucie rożnym Bartłomieja Drągowskiego pokonał Lukas Klemenz. Po przerwie były okazje do podwyższenia prowadzenia, ale RTS w defensywie nie wyglądał tak źle. W ofensywie za to, Widzewiacy wyglądali jak dzieci we mgle.
W doliczonym czasie gry sędzia Damian kos podyktował jedenastkę dla gości, ale po weryfikacji VAR decyzję cofnięto i to GKS mógł cieszyć się z trzech punktów!
gol24.pl – Widzew Łódź znów dostał łomot. Jest przedostatni w tabeli PKO Ekstraklasy
[…] Pierwsza połowa spotkania w Katowicach nie należała do najciekawszych widowisk w tym sezonie PKO Ekstraklasy. Gra toczyła się głównie w środku pola, żadna z drużyn nie chciała zbytnio się odkrywać, więc niestety emocji było, jak na lekarstwo.
Gdy wydawało się, że zawodnicy zejdą na przerwę przy bezbramkowym remisie, tuż przed nią kibiców popularnej GieKSy uradował Lukas Klemenz, który po precyzyjnym dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu rożnego precyzyjnym uderzeniem głową pokonał bramkarza gości.
W drugiej połowie bezradny Widzew Łódź próbował rozpaczliwie atakować, ale nie miał pomysłu, jak może zaskoczyć świetnie dysponowanych piłkarzy GKS-u Katowice. W końcówce bliski swojego trafienia był Bartosz Nowak, ale jego uderzenie z rzutu wolnego z linii bramkowej wybił jeden z defensorów gości.
W samej końcówce sędzia Damian Kos podyktował rzut karny dla Widzewa Łódź, ale po analizie VAR arbitrzy uznali, że faulu w polu karnym GieKSy nie było i goście musieli obejść się smakiem.
Niedługo później rozbrzmiał ostatni gwizdek i stało się jasne, że Widzew Łódź po 20 kolejach PKO Ekstraklasy będzie na przedostatnim miejscu w tabeli. Natomiast GKS Katowice po drugim zwycięstwie z rzędu awansował już na 10. pozycje i ma tylko 5 punktów straty do strefy europejskich pucharów.
widzewtomy.net – GKS Katowice – Widzew Łódź 1:0 (1:0)
[…] Po nieudanym początku roku, jakim bez wątpienia była domowa porażka z Jagiellonią Białystok, czerwono-biało-czerwoni przyjechali do stolicy województwa śląskiego w bardzo bojowych nastrojach. Zbudowana za miliony euro drużyna przystępowała bowiem do meczu z przedostatniej pozycji w ligowej tabeli. Pech dopadł ją jeszcze przed pierwszym gwizdkiem – z powodu choroby wystąpić nie mógł Stelios Andreou, a tuż przed wyjściem na rozgrzewkę miejsce przewidywanego do gry od początku Mariusza Fornalczyka zajął Angel Baena.
Początek spotkania był nadspodziewanie spokojny. W tempie dalekim od szaleńczego to goście dużo częściej utrzymywali się przy piłce, a „Gieksa” wyraźnie czyhała na błąd i okazję do skontrowania. Miejscowi mieli też swoje momenty po stałych fragmentach, ale Bartłomiej Drągowski nie narzekał na nadmiar pracy. W 15. minucie padł pierwszy strzał, a oddał go Baena, celując niezbyt mocno w sam środek bramki Rafała Strączka. Odpowiedział próbą z dystansu Alan Czerwiński – obok słupka.
Drugi z trzech kwadransów pierwszej połowy stał głównie pod znakiem boiskowego chaosu z obu stron, na co być może drobny wpływ miała pogarszająca się pogoda w postaci padającego śniegu. Wyjątki to mocno niecelne uderzenie Sebastiana Bergiera czy nieudana szarża indywidualna Osmana Bukariergo. Po strzale Juljana Shehu doszło natomiast do tzw. obcierki i skończyło się rzutem rożnym, po którym z dystansu kropnął tuż obok bramki Christopher Cheng.
W 33. minucie groźnie lewą stroną z piłką pobiegł Marcin Wasielewski i do końca sam starał się kończyć akcję, ostatecznie uderzając lekko, z czym bez trudu poradził sobie Drągowski. Cały czas Widzewiacy mieli optyczną przewagę i wydawali się kontrolować pojedynek. Niestety w ostatniej minucie Katowiczanie wywalczyli rzut rożny, po którym bez opieki pozostał Lukas Klemenz. Obrońca skorzystał ze sprzyjających okoliczności i głową posłał piłkę do siatki!
[…] Straty mogły zostać szybko odrobione, gdy do główki po dośrodkowaniu z kornera nieco nieoczekiwanie dopadł Shehu, lecz trafił tylko w boczną siatkę. Na kolejny ciekawszy akcent trzeba było czekać niespełna dziesięć minut, gdy celnie uderzył Mateusz Kowalczyk, ale Drągowski sobie poradził. Tuż przed upływem godziny nastąpiły pierwsze personalne roszady i na murawie pojawili się Fornalczyk oraz Fran Alvarez.
Obraz spotkania za bardzo się nie zmieniał, a bliżsi zdobycia gola byli nawet gospodarze. W 67. minucie Lukas Lerager niefortunnie interweniował przed polem karnym, do piłki dopadł Wasielewski i miał szansę na pokonanie Drągowskiego, lecz reprezentacyjny golkiper zdołał zareagować. Z rzutu wolnego pomylił się z kolei Bartosz Nowak. Kwadrans przed końcem do gry weszli Lindon Selahi oraz Andi Zeqiri.
Dopiero w 78. minucie Łodzianie mieli cień szansy na wyrównanie. Wysoki przerzuty Chenga zgrał do Alvareza Bukari, jednak Hiszpan strzelił z woleja nad poprzeczką. Akcja momentalnie przeniosła się na drugą stronę i najpewniej przed utratą drugiej bramki uchronił przyjezdnych kiks w wykonaniu Nowaka. Celnie, choć zbyt lekko, uderzył natomiast rezerwowy Eman Marković. Szczególnie martwić mógł fakt, iż cały cza to GKS był drużyną o większym potencjale ofensywnym i kompletnie nie zanosiło się na zdobycie chociaż punktu.Pamiątki Ekstraklasa
Zawody zostały przedłużone aż o sześć minut, ale i to nie przybliżyło ekipy RTS do remisu. Jedyna konkretną okazję miał Zeqiri, ale fatalnie złożył się do główki i jego zagranie tylko na siłę można uznać za strzał. W 94. minucie doszło do sporej kontrowersji z udziałem… Fanom z Piłsudskiego musiały przypomnieć się obrazki sprzed dwóch lat z Krakowa, bo arbiter ten podyktował rzut karny po faulu na Bukarim, by po analizie na monitorze zmienić decyzję! Końcówka, choć bardzo nerwowa i toczona aż do 103. minuty, niczego już nie zmieniła.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze