Piłka nożna Prasówka
Pieniądze to nie wszystko
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Widzew Łódź 1:0 (1:0).
weszlo.com – Pieniądze to nie wszystko. Bezradny Widzewie, obudź się!
„Pieniądze to nie wszystko” – jest taki polski film z 2001 roku. Dobry, trochę niedoceniany. Jego tytuł pasuje póki co w tej rundzie do drużyny Igora Jovićevicia. Widzew wydał zimą ponad 13 milionów euro na transfery, łącznie w tym sezonie – 20 milionów. Tymczasem po gładkiej przegranej z Jagiellonią dziś poległ w Katowicach (0:1), pokazując w ofensywie kompromitująco niewiele. Ktoś powie, że drużynie, w której doszło do tylu zmian, trzeba dać czas. My powiemy, że jeżeli zespół z Łodzi szybko nie zacznie grać na miarę indywidualnych umiejętności jego zawodników, może obudzić się w Betclic I Lidze. Mając takich graczy, nie możesz być tak bezradny.
Nastawialiśmy się mocno na to spotkanie, bo GKS, który wzmocnił się zimą i wygrał pierwszy ligowy mecz w 2026 roku, podejmował drużynę, która na razie szaleje finansowo i – tak się wydaje – to prędzej czy później powinno jednak przełożyć się na wyniki. Jednak pierwsza połowa długo była po prostu przeraźliwie nudna.
Niby Widzew był nieco lepszy, próbował strzelać Angel Baena, później Juljan Shehu, w końcu groźnie, tuż obok bramki, uderzył Christopher Cheng. I to po stronie gości byłoby na tyle. W pewnym momencie pomyśleliśmy sobie, że Widzewowi chociaż udaje się ograniczyć poczynania w środku pola Bartosza Nowaka, który tym razem był niewidoczny.
Ale do czasu. Nadeszła 45. minuta. Należał się gospodarzom ten rzut rożny? Chyba jednak tak, bo wydaje się, że piłkę ostatni odbił stoper gości, Ricardo Visus. Nowak podszedł do piłki i idealnie dośrodkował, a głową do siatki skierował ją Lukas Klemenz. I cyk, bramka, po chwili gwizdek na przerwę. Widzew znowu ma problem.
W doliczonym czasie – zamieszanie. Sędzia Damian Kos podyktował rzut karny dla Widzewa, ale po chwili został zaproszony do monitora, bo Szymon Marciniak (słusznie) przekazał mu, że w starciu Bukariego z Sebastianem Milewskim tak naprawdę jako pierwszy faulował zawodnik z Ghany. Po zmianie decyzji na stadionie euforia. Niedługo później usłyszeliśmy końcowy gwizdek.
[…] Nie dawał też za wiele Sebastian Bergier, z którym dobrze radził sobie Arkadiusz Jędrych. Napastnik Widzewa przed tym sezonem trafił do Łodzi właśnie z Katowic i był dziś od pierwszej minuty wygwizdywany i obrażany przez miejscowych kibiców. Jeżeli Bergier czymś się wyróżnił, to ostrym atakiem na bramkarza gospodarzy, Rafała Strączka.
Trener GKS-u, Rafał Górak, podkreślał przed spotkaniem, że same miliony euro nie grają, dużo ważniejszy jest plan na grę, a jego zespół ma pomysł na ten mecz. I to wszystko się sprawdziło.
Widzew grał dziś do przodu jak zespół przeciętniaków, pozbawionych umiejętności kreowania. W 20 meczach ligowych budowana za wielkie pieniądze drużyna przegrała aż 12 razy. To najwięcej przegranych w stawce. Do tego Widzew ma osiem porażek w 10 wyjazdowych spotkaniach. Zaczyna to wyglądać jak bilans wstydu.
Na stopniowe zgrywanie drużyny nie ma czasu. Wygrana gospodarzy oznacza, że GKS odskakuje już na sześć punktów od Widzewa, ale również od Legii Warszawa, którą podejmie na własnym obiekcie w następnej kolejce.
Widzew i Legia, która fartem zremisowała w Gdyni, pozostają w strefie spadkowej.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wygrał z „milionerami” z Widzewa Łódź. Ekipa Rafała Góraka ruszyła w górę tabeli
Kolejne emocjonujące widowisko na Nowej Bukowej. GKS Katowice pokonał Widzew i potwierdza, że wiosna jest jego ulubioną porą roku.
Mecz uciekającego przed strefą spadkową GKS Katowice z marzącym o podobnym wyczynie Widzewem Łódź zapowiadał się smakowicie. Rafał Górak nie mógł wystawić pauzującego za kartki Borji Galana, ale nie zmieniało to ogólnego poczuci optymizmu panującego przed tym spotkaniem. W zespole gości na szpicy znalazł się oczywiście Sebastian Bergier, świetnie znany kibicom GKS-u, który tym razem miał stanowić największe zagrożenie dla byłych kolegów. Sympatycy GKS zdecydowanie nie zamierzali mu ułatwiać życia wypominając zmianę barw.
Wszystko wskazywało na to, że do przerwy gole nie padną. Jednak w ostatniej akcji sędzia po chwili wahania wskazał na rzut rożny dla GKS-u, co spotkało się z gorącymi protestami Łodzian. Sztab Widzewa chyba przeczuwał nieszczęście, bo dośrodkowanie Bartosza Nowaka spadło idealnie na głowę Lukasa Klemenza, który strzelił swoją szóstą bramkę w tym sezonie, uszczęśliwiając kibiców na trybunach.
Goście, których finanse nie przekładają się na wyniki, znów znaleźli się nad przepaścią. Rafał Górak uprzedzał swój zespół, że rywale będą musieli przycisnąć, co jednak otworzy drogę do kontrataków. Co ciekawe, oba zespoły wyszły na drugą połowę bez zmian. Status został zachowany też w klimacie boiskowych starć.
GKS zdecydowanie okrzepł w tej walce i zaczął grać na wyższym poziomie. Do pełni szczęścia brakowało gola. Bywało blisko, nawet bardzo, ale wynik wciąż się nie zmieniał. To Katowiczanom z pewnością nie przeszkadzało, natomiast rosła nerwowość w ekipie ich rywali. Mecz mógł „zamknąć” Nowak, ale nie trafił w piłkę, więc kolejne minuty nadal budowały napięcie.
Kulminacja nastąpiła w czwartej z sześciu minut doliczonego czasu. Sebastian Milewski starł się z Osmanem Bukarim na pograniczu pola karnego. Damian Kos pokazał na jedenastkę, po czym pobiegł weryfikować sytuację na VAR i zmienił zdanie! Faulu nie było. A mnóstwo doliczonych minut zamieniło się w wulkan emocji ze szczęśliwym zakończeniem.
sportowefakty.wp.pl – Widzew Łódź znowu zawiódł. Obrońca uszczęśliwił GKS Katowice
Jedna bramka padła w Katowicach. GKS pokonał Widzew Łódź 1:0. Gola na wagę trzech punktów w ostatniej akcji 1. połowy zdobył Lukas Klemenz.
[…] W 1. części żadna z drużyn nie zamierzała otwierać się przed rywalem. Stąd też z boiska przez długie minuty wiało nudą. Na pierwszą groźniejszą okazję czekać trzeba było kwadrans. Płasko z pola karnego uderzył Angel Baena. Rafał Strączek zachował spokój i piłkę złapał na linii. W odpowiedzi próba z dystansu Alana Czerwińskiego minęła słupek.
W 25. minucie próbkę swoich umiejętności zademonstrował Christopher Cheng, który groźnie z z ok. 25 metrów. Piłka poszybowała tuż obok słupka. To była jedna z nielicznych prób w wykonaniu gości.
Wydawało się, że w premierowej odsłonie gole w Katowicach nie padną. Tymczasem w ostatniej akcji trafili gospodarze. Dośrodkował z rzutu rożnego Bartosz Nowak, a Lukas Klemenz głową wpakował piłkę do siatki z siedmiu metrów.
Łodzianie mogli odpowiedzieć dwie minuty po zmianie stron. Sebastian Bergier dośrodkował z rzutu rożnego, a Juljan Shehu głową uderzył tuż obok słupka.
Wydawało się, że goście ruszą na gospodarzy. Nic z tych rzeczy, piłkarze GKS-u bez większych problemów rozbijali nieliczne akcje Łodzian. Oczekiwań efektów nie przynosiły zmiany przeprowadzane przez Igora Jovicevicia.
To GKS powinien w 66. minucie podwyższyć wynik. Marcin Wasielewski pola karnego płasko uderzył z pola karnego. Bartłomiej Drągowski odbił piłkę.
Goście z Łodzi dopiero w 78. minucie wykreowali okazję na wyrównanie. Osman Bukari zgrał piłkę, a Fran Alvarez przestrzelił z pola karnego.
W końcówce gracze Widzewa nie byli w stanie wykreować okazji dającej punkt. Wydawało się, że GKS bez większych problemów dowiezie prowadzenie. Tymczasem w czwartej minucie doliczonego czasu sędzia podyktował rzut karny dla Widzewa. Sebastian Milewski kopnął Osmana Bukariego. Po analizie VAR arbiter zmienił decyzję.
GKS po raz drugi w 2026 roku mógł się cieszyć ze zwycięstwa. Łodzianie doznali drugiej porażki w drugim spotkaniu w roku i ich sytuacja w tabeli robi się coraz trudniejsza.
se.pl – Gorąco w doliczonym czasie gry!
Mecz GKS-u Katowice z Widzewem Łódź miał być daniem głównym niedzieli z PKO BP Ekstraklasą. Wzmocnieni podczas zimowego okienka transferowego goście chcieli udowodnić, że porażka z Jagiellonią to był wypadek przy pracy. „Gieksa” z kolei marzyła o kolejnym, udanym wieczorze ligowym.
Widzew Łódź imponował podczas zimowego okienka transferowego. Na papierze wyglądało to znakomicie. Lukas Lerager, Przemysław Wiśniewski, Bartłomiej Drągowski, Osman Bukari – te nazwiska robiły wrażenie. Tymczasem styczniowy mecz z Jagiellonią rozczarował fanów Widzewa. Wynik 1:3 dobrze oddawał to, co działo się na boisku. Na przeciwległym biegunie znalazł się GKS Katowice, którego w Lubinie do zwycięstwa poprowadził niezawodny Bartosz Nowak. Podopieczni Rafała Góraka chcieli pójść za ciosem.
Pierwszy kwadrans nie zachwycił. Ciekawych sytuacji praktycznie nie było. Publiczność pobudził Alan Czerwiński, którego strzał wylądował tuż obok słupka. GKS miał optyczną przewagę, ale brakowało konkretów. Jeśli chodzi o Widzew, to warto odnotować uderzenia Chenga. Norweg pomylił się nieznacznie. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, Bartosz Nowak idealnie dośrodkował, a Lukas Klemenz pokonał Drągowskiego.
Tuż po przerwie, po centrze Sebastiana Bergiera groźnie uderzał Shehu. Było bardzo blisko! W kolejnych minutach GKS „zamroził” mecz. Łodzianie nie potrafili konkretnie zagrozić bramce Strączka. Największe emocje mieliśmy w doliczonym czasie gry. Najpierw arbiter Damian Kos podyktował rzut karny za faul Milewskiego na Bukarim. Po analizie VAR zmienił decyzję i przyznał rzut wolny dla „Gieksy” za faul w ataku. Widzew nie zdołał odwrócić losów rywalizacji i poległ w Katowicach. Gospodarze wygrali drugi mecz na wiosnę, a goście są na przedostatnim miejscu w ligowej tabeli. Tylko lepszym bilansem bramek wyprzedzają Bruk-Bet Termalikę.
katowickisport.pl – GKS wygrywa z Widzewem! Emocje w końcówce
Po wygranej z Zagłębiem na inaugurację rundy, podopieczni Rafała Góraka mierzyli się przy Nowej Bukowej z naszpikowanym gwiazdami Widzewem. Szkoleniowiec GieKSy mówił przed meczem, że pieniądze nie grają i to spotkanie to pokazało. Choć optyczną przewagę mieli Łodzianie, to praktycznie w ogóle nie potrafili zagrozić GieKSie. Gospodarze czekali na swój moment i doczekali się. W samej końcówce pierwszej połowy po rzucie rożnym Bartłomieja Drągowskiego pokonał Lukas Klemenz. Po przerwie były okazje do podwyższenia prowadzenia, ale RTS w defensywie nie wyglądał tak źle. W ofensywie za to, Widzewiacy wyglądali jak dzieci we mgle.
W doliczonym czasie gry sędzia Damian kos podyktował jedenastkę dla gości, ale po weryfikacji VAR decyzję cofnięto i to GKS mógł cieszyć się z trzech punktów!
gol24.pl – Widzew Łódź znów dostał łomot. Jest przedostatni w tabeli PKO Ekstraklasy
[…] Pierwsza połowa spotkania w Katowicach nie należała do najciekawszych widowisk w tym sezonie PKO Ekstraklasy. Gra toczyła się głównie w środku pola, żadna z drużyn nie chciała zbytnio się odkrywać, więc niestety emocji było, jak na lekarstwo.
Gdy wydawało się, że zawodnicy zejdą na przerwę przy bezbramkowym remisie, tuż przed nią kibiców popularnej GieKSy uradował Lukas Klemenz, który po precyzyjnym dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu rożnego precyzyjnym uderzeniem głową pokonał bramkarza gości.
W drugiej połowie bezradny Widzew Łódź próbował rozpaczliwie atakować, ale nie miał pomysłu, jak może zaskoczyć świetnie dysponowanych piłkarzy GKS-u Katowice. W końcówce bliski swojego trafienia był Bartosz Nowak, ale jego uderzenie z rzutu wolnego z linii bramkowej wybił jeden z defensorów gości.
W samej końcówce sędzia Damian Kos podyktował rzut karny dla Widzewa Łódź, ale po analizie VAR arbitrzy uznali, że faulu w polu karnym GieKSy nie było i goście musieli obejść się smakiem.
Niedługo później rozbrzmiał ostatni gwizdek i stało się jasne, że Widzew Łódź po 20 kolejach PKO Ekstraklasy będzie na przedostatnim miejscu w tabeli. Natomiast GKS Katowice po drugim zwycięstwie z rzędu awansował już na 10. pozycje i ma tylko 5 punktów straty do strefy europejskich pucharów.
widzewtomy.net – GKS Katowice – Widzew Łódź 1:0 (1:0)
[…] Po nieudanym początku roku, jakim bez wątpienia była domowa porażka z Jagiellonią Białystok, czerwono-biało-czerwoni przyjechali do stolicy województwa śląskiego w bardzo bojowych nastrojach. Zbudowana za miliony euro drużyna przystępowała bowiem do meczu z przedostatniej pozycji w ligowej tabeli. Pech dopadł ją jeszcze przed pierwszym gwizdkiem – z powodu choroby wystąpić nie mógł Stelios Andreou, a tuż przed wyjściem na rozgrzewkę miejsce przewidywanego do gry od początku Mariusza Fornalczyka zajął Angel Baena.
Początek spotkania był nadspodziewanie spokojny. W tempie dalekim od szaleńczego to goście dużo częściej utrzymywali się przy piłce, a „Gieksa” wyraźnie czyhała na błąd i okazję do skontrowania. Miejscowi mieli też swoje momenty po stałych fragmentach, ale Bartłomiej Drągowski nie narzekał na nadmiar pracy. W 15. minucie padł pierwszy strzał, a oddał go Baena, celując niezbyt mocno w sam środek bramki Rafała Strączka. Odpowiedział próbą z dystansu Alan Czerwiński – obok słupka.
Drugi z trzech kwadransów pierwszej połowy stał głównie pod znakiem boiskowego chaosu z obu stron, na co być może drobny wpływ miała pogarszająca się pogoda w postaci padającego śniegu. Wyjątki to mocno niecelne uderzenie Sebastiana Bergiera czy nieudana szarża indywidualna Osmana Bukariergo. Po strzale Juljana Shehu doszło natomiast do tzw. obcierki i skończyło się rzutem rożnym, po którym z dystansu kropnął tuż obok bramki Christopher Cheng.
W 33. minucie groźnie lewą stroną z piłką pobiegł Marcin Wasielewski i do końca sam starał się kończyć akcję, ostatecznie uderzając lekko, z czym bez trudu poradził sobie Drągowski. Cały czas Widzewiacy mieli optyczną przewagę i wydawali się kontrolować pojedynek. Niestety w ostatniej minucie Katowiczanie wywalczyli rzut rożny, po którym bez opieki pozostał Lukas Klemenz. Obrońca skorzystał ze sprzyjających okoliczności i głową posłał piłkę do siatki!
[…] Straty mogły zostać szybko odrobione, gdy do główki po dośrodkowaniu z kornera nieco nieoczekiwanie dopadł Shehu, lecz trafił tylko w boczną siatkę. Na kolejny ciekawszy akcent trzeba było czekać niespełna dziesięć minut, gdy celnie uderzył Mateusz Kowalczyk, ale Drągowski sobie poradził. Tuż przed upływem godziny nastąpiły pierwsze personalne roszady i na murawie pojawili się Fornalczyk oraz Fran Alvarez.
Obraz spotkania za bardzo się nie zmieniał, a bliżsi zdobycia gola byli nawet gospodarze. W 67. minucie Lukas Lerager niefortunnie interweniował przed polem karnym, do piłki dopadł Wasielewski i miał szansę na pokonanie Drągowskiego, lecz reprezentacyjny golkiper zdołał zareagować. Z rzutu wolnego pomylił się z kolei Bartosz Nowak. Kwadrans przed końcem do gry weszli Lindon Selahi oraz Andi Zeqiri.
Dopiero w 78. minucie Łodzianie mieli cień szansy na wyrównanie. Wysoki przerzuty Chenga zgrał do Alvareza Bukari, jednak Hiszpan strzelił z woleja nad poprzeczką. Akcja momentalnie przeniosła się na drugą stronę i najpewniej przed utratą drugiej bramki uchronił przyjezdnych kiks w wykonaniu Nowaka. Celnie, choć zbyt lekko, uderzył natomiast rezerwowy Eman Marković. Szczególnie martwić mógł fakt, iż cały cza to GKS był drużyną o większym potencjale ofensywnym i kompletnie nie zanosiło się na zdobycie chociaż punktu.Pamiątki Ekstraklasa
Zawody zostały przedłużone aż o sześć minut, ale i to nie przybliżyło ekipy RTS do remisu. Jedyna konkretną okazję miał Zeqiri, ale fatalnie złożył się do główki i jego zagranie tylko na siłę można uznać za strzał. W 94. minucie doszło do sporej kontrowersji z udziałem… Fanom z Piłsudskiego musiały przypomnieć się obrazki sprzed dwóch lat z Krakowa, bo arbiter ten podyktował rzut karny po faulu na Bukarim, by po analizie na monitorze zmienić decyzję! Końcówka, choć bardzo nerwowa i toczona aż do 103. minuty, niczego już nie zmieniła.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze