Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Pełne trybuny nie poniosły GieKSy. Opinie mass mediów o meczu GieKSa-Ruch

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Ruch Chorzów 1:2 (0:2):

 

 

sportslaski.pl – Ruch zdobył Bukową! „Niebiescy” zaskoczyli GieKSę

 

Trener Ruchu Chorzów wprowadził kilka zmian w ustawieniu swojej drużyny i… opłaciło się! „Niebiescy” w pierwszej połowie zdobyli dwie bramki, w drugiej zostali zepchnięci do defensywy, ale GKS Katowice zdołał strzelić tylko jednego gola. Chorzowianie wygrali przy Bukowej!

Ruch potrzebował 6 minut by wylać pierwszy kubeł zimnej wody na publikę przy Bukowej. „Niebiescy”, którzy zaczęli mecz z dość eksperymentalnie zestawioną linią pomocy wysoko atakowali przeciwników i trzymali grę z dala od własnej bramki. Kolejne dośrodkowania z prawej strony wybijali defensorzy GKS-u, aż w końcu piłkę w „szesnastce” dostał Vilim Posinković i efektownym półwolejem przelobował zaskoczonego Sebastiana Nowaka.
Chorzowianie ustawili sobie zatem grę pod kontrataki, jednocześnie zmuszając katowiczan do gry w ataku pozycyjnym. Gospodarze, zbyt statyczni w tym elemencie długo nie zagrażali bramce Nikołaja Bankowa.

[…] W końcu również gospodarze stworzyli sobie świetną okazję na wyrównanie. Sprytnym podaniem do Grzegorza Goncerza kontrę uruchomił Dawid Plizga, napastnika katowiczan gonił Mateusz Hołownia, na tyle skutecznie że uniemożliwił mu oddanie czystego uderzenia, a piłka wylądowała na bocznej siatce bramki Bankowa. Później – poza mocno niecelną próbą Łukasza Zejdlera – długo bułgarskiemu bramkarzowi nic już nie groziło.

[…] Trener Mandrysz na drugą połowę nie wypuścił już Grzegorza Goncerza i Mateusza Mączyńskiego. W ich miejsce weszli Wojciech Kędziora i Tomasz Foszmańczyk. To jednak znowu Ruch po wzorowej kontrze mógł podwyższyć wynik, ale Nowak sparował na rzut rożny strzał Przybeckiego. Po drugiej stronie po rzucie rożnym Midzierski zdołał oddać strzał głową, ale uderzył lekko i prosto w Bankowa.

[…] GKS atakował i w końcu pokonał Bankowa – ale sędzia nie uznał trafienia Zejdlera, bo ten ewidentnie pomógł sobie ręką. Chwilę później nie było już się do czego przyczepić – ze skrzydła dośrodkował Oktawian Skrzecz, a w polu karnym fatalnie zachował się Marković, który wyłożył piłkę Arminowi Ćerimagiciowi. Bośniak skorzystał z prezentu i zdobył kontaktową bramkę.

 

 

katowickisport.pl – Ruch zaszalał na Bukowej. Derby dla „Niebieskich”!

 

[…] Goście wygrali dzięki świetnie rozegranej pierwszej połowie.

Pierwszy gol padł już w 7 minucie. Vilim Posinković sprytnym strzałem z woleja przelobował Sebastiana Nowaka.

[…] Druga połowa należała już do GKS-u. W 63 minucie Tomasz Foszmańczyk spartaczył znakomitą sytuację. Był kilka metrów przed bramką, miał przed sobą obrońcę i golkipera, próbował trafić w okienko, ale piłka przeleciała obok bramki. Trzy minuty później kibice na Bukowej wiwatowali, ale bramka Łukasza Zejdlera nie została uznana, bo sędzia zauważył, że gracz z Katowic dotknął piłki ręką. W 71 minucie miejscowym pomógł i to znacznie stoper Ruchu Bojan Marković. W polu karnym podał do… swojego rodaka Armina Cerimagicia. Rezerwowy GKS-u wykorzystał ten prezent.

 

 

gol24.pl – Derby Śląska dla Ruchu! Pełne trybuny nie poniosły GieKSy

 

[…] GKS Katowice przegrał u siebie z Ruchem Chorzów (1:2) w ostatnim meczu 14. kolejki Nice 1 Ligi. Derby Śląska, które rozegrano po 14 latach przerwy, przyciągnęły na trybuny komplet 7100 widzów.

[…] Presja, jaka spoczywała na ekipie Piotra Mandrysza dodatkowo więc wzrosła, spotęgowana o niesprawdzone, ale szeroko kolportowane wieści, jakoby wynik spotkania mógł mieć przełożenie na planowaną na październikowej sesji decyzję radnych o kolejnym i niezbędnym do funkcjonowania dokapitalizowaniu klubu z Bukowej. Po kilku minutach szoku gospodarze znów przejęli inicjatywę, ale Ruch, wyraźnie skoncentrowany, czekał na swoją szansę w kontrataku. Prostopadłe podania chorzowian za linię obrony GKS-u sprawiały tej formacji wyraźne problemy. Niewiele wynikało także z rzutów rożnych katowiczan, więc Piotr Mandrysz, który po stracie gola usiadł na ławce, miał nad czym myśleć. Tymczasem Juan Ramon Rocha oglądał mecz na stojąco, konsekwentnie przypominając swoim zawodnikom o podwójnym kryciu napastników pozostających na połowie Ruchu.

[…] Do dramatycznego wydarzenia doszło w 55 minucie, gdy po zderzeniu głowami Lukas Klemenz padł i sporo wskazywało na to, że stracił świadomość. Po udzieleniu mu pomoc obrońca wrócił jednak na murawę. Do normy wróciła też sytuacja na murawie, czyli GKS biegał i prowadził grę, a Ruch czyhał na to, by go dobić. W 63 minucie piłkę na ratowanie sytuacji miał Foszmańczyk, ale z 10 metrów przerzucił ją ponad poprzeczką, wywołując jęk zawodu kibiców. Po chwili Mandrysz dokonał trzeciej i ostatniej zmiany, gdy Andreja Prokicia zastąpił Armin Cerimagić.

[…] Prawidłową bramkę strzelił dopiero w 74 minucie Cerimagić wykorzystując mimowolną asystę Bojana Markovicia, co wróżyło wielkie emocje w ostatnim kwadransie. Trafienie to stało się też sygnałem do odpalenia na Blaszoku pirotechniki, wiążącej się z kilkuminutową przerwą w grze. Zadymienie wybiło z rytmu ataku gospodarzy i pozwoliło gościom na uporządkowanie szyków i wynik 1:2 nie uległ już zmianie.

 

 

futbolfejs.pl – Ruch przeorał Bukową. No i ta ich radość po meczu… Bezcenna

 

Za pierwszą połowę piłkarze GieKSy powinni spalić się ze wstydu. Pokaz strachu i niemocy w spotkaniu, które dla wielu katowickich kibiców jest czymś więcej niż ligowy mecz. W drugiej było już o wiele lepiej, ale co z tego, skoro strat z pierwszej nie udało się już odrobić… A Ruch pokazał, że ci, którzy już skreślili ten zespół i skazali na spadek, mocno się niedługo mogą zdziwić.

Pierwsza połowa w wykonaniu Ruchu – rewelacja. Chyba najlepsza w całym sezonie. Ci młodzi w większości piłkarze nacierali na rywali, jakby od tego zależało ich życie, co poniekąd może i jest prawdą (to życie piłkarskie oczywiście). Ruch, żeby przetrwać, musi szukać punktów wszędzie, nawet w jaskini największego wroga. Ktoś najwyraźniej tym chłopakom odpowiednio to wszystko wytłumaczył, bo zapylali po boisku, aż miło.
Co w tym czasie robili gospodarze? W zasadzie trudno powiedzieć.

[…] Smutnie to było dla wszystkich w Katowicach, gdzie przecież na każdym kroku przypominano, że na derby z Ruchem kibice GieKSy czekają dłużej niż na powrót do ekstraklasy. Świadczyć zresztą o tym miała liczba widzów, jaka pofatygowała się na Bukową – komplet 7100.

[…]Przyjemnych chwil fundowanych przez swoich piłkarzy mieli tyle, co nic. Nawet w drugiej połowie, po kontaktowej bramce Ćerimagicia, gdy wydawało się, że złapali broniący się momentami całą jedenastką na własnej połowie Ruch za gardło i tylko kwestią czasu jest gol wyrównujący, wszystko to grane było jak na hamulcu ręcznym. Jakby w zespole Piotra Mandrysza nagle przestraszyli się, że mogą w tym meczu wywalczyć jakiś punkt… Skąd ten strach? Trudno powiedzieć, bo wydawało się, że po ostatnich spotkaniach w Katowicach wszystko wraca do normy.

 

 

weszlo.pl – Musimy to napisać… Derby rządzą się swoimi prawami!

 

GieKSa miała wszystko, aby wygrać dzisiejszy mecz. Serię trzech zwycięstw, cały stadion kibiców za sobą, a do tego zdrowego Tomasza Foszmańczyka, który w poprzedniej kolejce wrócił do gry i na dzień dobry zaliczył asystę przy zwycięskiej bramce z Podbeskidziem. No i najważniejsze – rywala, który spadł na niższy poziom, a nadal jego rola ograniczała się do tego samego, co w ekstraklasie. Czyli rozpaczliwej walki o wydostanie się z samego dna tabeli.

No i teraz czas na gong, który brzmi – a jakże! – derby rządzą się swoimi prawami. Bo nie wiemy, jak inaczej wytłumaczyć to, że czerwona latarnia ligi do przerwy wygrywa z będącym w gazie rywalem 2:0, a gdyby Ruch w końcówce pierwszej połowy miał więcej szczęścia, to Sebastian Nowak mógłby schodzić do szatni nawet z piątką na sumieniu. Podziękować zarówno on, jak i wszyscy koledzy z defensywy powinni Lukasowi Klemenzowi, bo gdyby nie jego solidna postawa z tyłu, mogłoby skończyć się kompromitacją.

Czemu Ruch prowadził dwiema bramkami po pierwszej połowie? Nie mamy pojęcia. A do tego w jakim stylu… Bo kilka zagrań chorzowian było z kategorii „stadiony świata”.

[…] W drugiej połowie GKS rzucił się na rywali, ale choć pod bramką Ruchu było dużo szumu, to mało z niego efektów. Świetna akcja Foszmańczyk-Skrzecz-Kędziora-Foszmańczyk? Tak, zrobiła wrażenie, ale nic drużynie Mandrysza nie przyniosła, bo ostatni z wymienionych zawodników był zbyt odchylony przy strzale lewą nogą i przestrzelił. Bramka Zejdlera? Ładne wykończenie, ale co z tego, skoro wcześniej pomocnik gospodarzy pomagał sobie ręką w przyjęciu piłki?

Napierającej GieKSie w końcu udało się strzelić kontaktowego gola, gdy po wrzutce Skrzecza fatalnie wybił piłkę Marković, bo ta poleciała całe dwa metry przed niego… Wtedy zgarnął ją Cerimagić, nawinął winowajcę i Kowalczyka, po czym uderzył mocno na dalszy słupek. I gdy wydawało się, że dojdzie do wyrównania, kontrolę nad spotkaniem przejęli kibice z Katowic. Derby to derby – wiadomo, ale tym razem race znacznie przeszkodziły ich drużynie. Ta była rozpędzona, „siedziała” na rywalach, a została wybita z rytmu przez przerwanie gry na dobre dziesięć minut. Po wznowieniu meczu piłkarze zapomnieli, jak się gra w piłkę i nie przeprowadzili żadnej sensownej akcji. Nawet zawziętości i gry na chaos zabrakło. Tym samym Ruch wygrał derby i pokazał nam, że jeśli obstawiać mecze, to nie pierwszej ligi, bo na nich na pewno się nie dorobimy. Oto najbardziej nieprzewidywalna liga na świecie.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga