Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: ze skrajności w skrajność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po przerwie na kadrę wracamy do ligowych emocji. Nam oczekiwanie na mecz z Wisłą Płock dłuży się szczególnie, bo chcemy jak najszybciej przerwać serię porażek. Nasi rywale chcą z kolei podtrzymać passę wyjazdowych zwycięstw. Przed sobotnim meczem zapytałem Michała Sporczyka z serwisu nafciarski.pl o nastroje przy Łukasiewicza, nerwy wystawione na próbę kolejnymi porażkami ich ulubieńców, wspomnienia z jesiennego dwumeczu i pomysł na grę Wisły w Wielką Sobotę.

Zdradzając nieco kulis, musieliśmy przełożyć pierwotny termin naszej rozmowy, bo aż do siedmiu meczów przeciągnęła się hokejowa rywalizacja GieKSy z Unią Oświęcim. W Katowicach mocno żyjemy także tą sekcją, natomiast w Płocku obok piłki kopanej prym wiedzie ta ręczna. Na ile przyciąga ona do hali kibiców ze Stadionu im. Kazimierza Górskiego?
W Płocku zauważalna jest pewna różnica między grupą docelową fanów piłki nożnej i ręcznej. Jakiś czas temu obie sekcje tworzyły jeden klub, natomiast w momencie, gdy piłka nożna zaczęła podupadać, pojawiła się informacja, że Orlen, który był wtedy głównym sponsorem, chce się wycofać z finansowania Wisły. Z tego powodu pojawił się pomysł rozdzielenia sekcji, aby piłka ręczna mogła zachować sponsora i nadal walczyć o najwyższe cele. W związku z tym kibice piłki nożnej poczuli się odrzuceni przez środowisko skupione wokół szczypiorniaka, który pozostał przy Orlenie. Obecnie oba kluby znów mają swoje miejsce w portfolio Koncernu, natomiast duża część kibiców piłkarskich wciąż pamięta tamten konflikt. Nastawienie do szczypiorniaka powoli się jednak zmienia i jeśli dziś pójdziemy na Orlen Arenę, to spotkamy tam dużą część kibiców obecnych również na stadionie. Nie podlega jednak dyskusji, że piłka nożna cieszy się w Płocku znacznie większą popularnością.

Wracając do piłki, złapaliście już oddech po niedawnej zadyszce, kiedy to doznaliście pięciu porażek z rzędu? Dawne demony sprzed trzech sezonów zamajaczyły gdzieś na horyzoncie?
Myślę, że wielu kibicom te demony zaczęły zaglądać w oczy. Pojawiały się nawet głosy, że czeka nas „powtórka z rozrywki” i zostaniemy frajerami nie tylko dekady, ale stulecia i już zawsze będzie się nam to wypominać. W samym klubie zostało niewielu ludzi, którzy pamiętają tamten feralny sezon, a wśród samych zawodników jest to tylko Łukasz Sekulski. Pozostali nie doświadczyli tego na własnej skórze. My jednak zaczynaliśmy się zastanawiać, czy obecna seria porażek może być zwiastunem czegoś naprawdę złego. Mimo to wśród kibiców i lokalnych dziennikarzy wiara w trenera Misiurę jest duża i nikt nie odważył się postawić tezy o konieczności zmiany trenera. Jednocześnie mieliśmy świadomość, że trener jedzie do Krakowa z nożem na gardle i obawialiśmy się, że seria trzech spotkań wyjazdowych może być momentem decydującym o przyszłości szkoleniowca. Stawialiśmy sobie pytanie, czy zarząd klubu wytrzyma ciśnienie w przypadku niekorzystnych wyników.

A jakie ciśnienie utrzymywało się wśród kibiców?
Mam wrażenie, że środowisko kibicowskie w Płocku jest dość specyficzne, co potwierdzają moje rozmowy z wieloma piłkarzami. Znajduje tutaj odbicie popularne powiedzenie, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ. Po serii zwycięstw zaczęliśmy liczyć punkty, których brakuje do mistrzostwa, a po ostatniej serii porażek wielu myślało już o spadku. Obecnie, po dwóch wyjazdowych zwycięstwach znów pisze się na przeróżnych forach o apetycie na europejskie puchary. Mam wrażenie, że popadanie ze skrajności w skrajność jest u nas w Płocku dość częste.

A co ty o tym myślisz? Bijecie się o puchary?
W 2006 roku Wisła zdobyła Puchar i Superpuchar Polski. W 2016 po wielu perturbacjach wróciliśmy do Ekstraklasy. Obecnie mamy rok 2026, więc gdzieś z tyłu głowy kołacze się myśl, że co dziesięć lat robimy w Płocku rzeczy wielkie. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby udało się dopisać kolejny sukces do tej listy. Mam jednak dużą dozę spokoju i chłodnej głowy, bo wychodzę z założenia, że górna połowa tabeli będzie dla nas sukcesem w sezonie beniaminka. Trzeba pamiętać, że po niechlubnym spadku w 2023 roku drużyna budowana była praktycznie od nowa, potrzebujemy więc czasu, aby okrzepnąć w Ekstraklasie. Kiedyś trener Michał Probierz nazwał europejskie puchary pocałunkiem śmierci dla polskich klubów. Obawiam się, że w tym sezonie awans Wisły do pucharów mógłby stać się dla nas takim właśnie pocałunkiem. Stabilizacja i rozwój są dla nas w tym momencie znacznie ważniejsze, aby za jakiś czas skutecznie zaatakować pierwszą piątkę i bez obaw podejść do walki w pucharach. I mimo że życzę nam gry w Europie, to boję się, że mogłoby się to obrócić przeciwko nam.

Analizując tabelę można zauważyć, że Wisła dysponuje najlepszą obroną w Ekstraklasie. W czym tkwi sekret szczelności waszej defensywy?
Trener Misiura bardzo często używa jednego określenia definiującego naszą obronę – jedność. Drużyna broni w jedenastu, podobnie zresztą atakuje, mimo że nie widać tego w statystyce zdobytych goli. Nie można więc zapisywać wszystkich zasług Marcinowi Kamińskiemu czy Andriasowi Edmundssonowi, który dziś gra w Veronie. Spójrzmy choćby na liczbę pojedynków w defensywie toczonych przez Łukasza Sekulskiego, który jest przecież napastnikiem. Daje to pełniejszy obraz drużyny, która broni się całym zespołem w sposób zaplanowany i przemyślany. Nie zakłócają tego nawet zmiany na poszczególnych pozycjach, np. w Białymstoku jednym ze stoperów był Quentin Lecoeuche, który jest nominalnym wahadłowym i nie bryluje warunkami fizycznymi. Tymczasem w meczu z Jagą odnalazł się tam świetnie, wspierany przez kolegów. Ważną rolę w tym systemie pełnią Dominik Kun i Wiktor Nowak, którzy mają za zadanie uprzykrzać życie rywalom i nie dopuszczać ich pod nasze pole karne. Rywale próbują więc dośrodkowań, co jest wodą na nasz młyn, bo mamy stoperów o bardzo dobrych warunkach fizycznych, którzy radzą sobie w takich pojedynkach. Do tego dochodzi bramkarz Rafał Leszczyński, który dużo widzi i doskonale przekazuje to kolegom z obrony.

Szczelną defensywą nie wygrywa się jednak meczów – trzeba dołożyć też coś z przodu. Tymczasem Wisła strzela na poziomie Arki Gdynia, czyli praktycznie najgorzej w lidze.
Na początku sezonu trener Misiura wielokrotnie powtarzał, że podstawą sukcesu w Ekstraklasie jest nietracenie goli, a strzelanie przyjdzie z czasem. Niestety, zimą z powodu kontuzji straciliśmy Jorge Jiméneza i Ibana Salvadora, a ciężar zdobywania bramek spadł na Łukasza Sekulskiego. Ten, jeśli ma dobry dzień – a dzięki Bogu w tym sezonie ma ich całkiem dużo – to potrafi strzelić gola z niczego. Zdarzają się jednak mecze, jak choćby z Piastem, kiedy Sekulski nie strzela, a my przegrywamy. Cieszy, że w ostatnim czasie pałeczkę od Łukasza przejmują inni, a ja zwróciłbym uwagę na Deniego Juricia, który ma wyjątkowego nosa do zdobywania bramek, a piłka często spada mu praktycznie pod nogi. W dalszej części sezonu to właśnie Jurić może być wiodącą postacią w naszej ofensywie.

Drugą kiepską statystyką, którą wprawdzie w ostatnich meczach udało się w końcu poprawić, jest postawa Wisły na wyjazdach. Nie licząc zwycięstw z Jagą i Cracovią, poprzedni komplet punktów wywieźliście z Częstochowy pod koniec lipca.
Pamiętam sezon, gdy trenerem Wisły był Maciej Bartoszek i prześladowała nas wtedy podobna klątwa wyjazdowa – u siebie wygrywaliśmy praktycznie wszystko, natomiast nie byliśmy w stanie wygrywać na wyjazdach. Nie byłem w stanie tego wytłumaczyć i podobnie jest dzisiaj. Mam wrażenie, że to wyłącznie zbieg nieszczęśliwych okoliczności. Nie byliśmy zwykle dużo gorsi od gospodarzy, a czasami wręcz prosiło się, aby wygrać, jak choćby w Gliwicach czy Warszawie, gdzie na tle słabej mimo wszystko Legii wyglądaliśmy bardzo dobrze, ale zawodziła skuteczność, a jedna akcja rezerwowych przeważyła o zwycięstwie Wojskowych. Trudno znaleźć logiczne wyjaśnienie tej kwestii – chyba powinniśmy jeździć na wyjazdy z jakimś szamanem.

Pojedynek w Katowicach kończy wasz wyjazdowy mini-maraton, który jak dotąd wreszcie okazuje się dla was owocny, bo przywieźliście komplet punktów zarówno z Białegostoku, jak i Krakowa, a więc aren, na których my ostatnio polegliśmy. W końcu wszystko zagrało?
W moim odczuciu Mariusz Misiura przywrócił Wisłę do ustawień fabrycznych, tzn. odłożył na bok chęć prowadzenia gry, narzucił znany z jesieni rygor w defensywie i skupił się na szybkich kontratakach i fazach przejściowych. Efekt był natychmiastowy, bo w Krakowie przeprowadziliśmy w zasadzie dwie akcje ofensywne i obie zakończyły się bramkami. Ponadto mam wrażenie, że Jagiellonia nieco nas zlekceważyła, szczególnie w pierwszej połowie myśląc, że mecz z będącą w dołku Wisłą wygra się sam. Tymczasem my pokazaliśmy naszą najlepszą stronę, czyli żelazną defensywę, bo mimo że w drugiej połowie Jaga dominowała, to stworzyła sobie tylko jedną sytuację zakończoną strzałem w słupek. Znowu gramy to, co jesienią wychodziło nam najlepiej.

Wydaje się, że trener Misiura w samą porę wyprowadził Wisłę z kryzysu, bo zbierały się nad nim czarne chmury. Jak się okazuje, krótka jest droga od fachowca do wuefisty.
Jak wspominałem wcześniej, łaska płockiego kibica na pstrym koniu jeździ. Pojawiły się opinie, że Mariusz Misiura to wuefista, który za dużo chodzi po podkastach i wywiadach, zamiast zajmować się trenowaniem. Moim zdaniem trener pracując z tą grupą ludzi potrzebował czasu, aby piłkarze zrozumieli wszystkie schematy i wypracowali jedność, o której wcześniej mówiłem. Tutaj zasługa trenera jest olbrzymia, bo jeśli chodzi o umiejętności miękkie, to Misiura jest najlepszym fachowcem w kraju, który potrafi dotrzeć do poszczególnych piłkarzy, scalając ich w dobrze funkcjonujący mechanizm. Krytyka trenera wynikała głównie z frustracji, bo kibice zawsze domagają się zwycięstw albo przynajmniej remisów. Nam to ostatnio nie wychodziło. Do tego doszła presja kibiców innych drużyn, którzy zaczynali się z nas naśmiewać, że idziemy drogą sprzed trzech lat wprost do pierwszej ligi. Część płockich kibiców szukała więc ujścia tego ciśnienia w krytyce trenera. Bardzo łatwo dać dziś temu wyraz w mediach społecznościowych. Zdecydowana większość fanów Wisły ma jednak świadomość, że na rozwój potrzeba czasu i nadal wierzy w trenera Misiurę.

Nie zapominajmy przecież, że zimową przerwę Wisła spędziła w fotelu lidera. GKS w tym samym czasie okupował miejsce spadkowe, tymczasem w przypadku wygranej w sobotę zrównamy się z wami punktami. Brałeś pod uwagę taki scenariusz jeśli chodzi o formę GieKSy?
Patrząc dziś w tabelę jestem w stanie uwierzyć, że Arka Gdynia może się utrzymać, a nawet Termalica spróbuje jeszcze podłączyć się do tej walki. Co do samej GieKSy, to czapki z głów przed trenerem Górakiem, który robi świetną robotę. Jeśli będzie miał czas i komfortowe warunki, to jest w stanie zrobić wielkie rzeczy z tą drużyną. Mając w składzie Bartka Nowaka stać was na bardzo wiele. Nowak ma sezon konia i uważam, że w tym momencie nie ma w Ekstraklasie lepszego piłkarza, a trener Górak potrafi wycisnąć z niego maksa. Do tego dochodzą filary obrony w postaci Jędrycha i Klemenza. Skuteczna defensywa i piłkarz robiący różnicę z przodu to niewątpliwie atuty GKS-u.

Jesienią zagraliśmy pucharowo-ligowy dwumecz. Jak wspominasz najpierw starcie w Pucharze, które w mojej pamięci zapisało się jako starcie katowickiego Nowaka z płockim?
Staram się nie wspominać tego meczu wcale i robię wszystko, by wyprzeć go z pamięci, mimo że czasem ktoś próbuje mi go przypomnieć. Dla mnie był to traumatyczny wieczór, a patrząc na Wisłę nie poznawałem tego zespołu. Wynikało to w pewnym stopniu z rotacji kadrowych, choćby wystawienia w bramce Stanisława Pruszkowskiego, choć to nie Stasiu jest głównym winowajcą tamtej porażki. Daleki jestem od opinii, że odpuściliśmy ten mecz, bo można jednocześnie grać dobrze w lidze i w pucharze, tak jak teraz robicie to wy. Z całego serca życze wam dojścia do finału i zwycięstwa na Narodowym, bo uważam, że z całej czwórki to GieKSa zasługuje na to najbardziej. Tamtego dnia w Katowicach nie byliśmy sobą, wyglądaliśmy na pogubionych i w mojej opinii Mariusz Misiura przekombinował w tym meczu. Być może wyszedł z założenia, że nie może zagrać dwóch takich samych spotkań w odstępie kilku dni, więc postanowił bardziej zamieszać w Katowicach licząc, że trener Górak też mocno zamiesza. Okazało się, że w rywalizacji na zaskoczenia trener Górak jest zdecydowanie lepszy i to spotkanie skończyło się tak, a nie inaczej. Kilka dni później w Płocku oglądaliśmy Wisłę, do której przyzwyczailiśmy się w lidze, a o podziale punktów zadecydował błąd Rafała Leszczyńskiego – wybaczony mu dawno, bo odrobił go z nawiązką w kolejnych spotkaniach.

Bramkarz rzeczywiście popełni wtedy błąd, ale nie byłoby go bez ambitnej szarży Wasielewskiego. Mimo wszystko mieliście poczucie, że to wy bardziej zasługiwaliście tego wieczora na zwycięstwo?
Tak, uważam, że gdyby nie ta sytuacja, to trzy punkty zostałyby w Płocku. Jednak przygotowując się do tamtego meczu na nafciarski.pl zwracałem uwagę, że zawodnicy GieKSy, a wśród nich Wasielewski, zawsze idą do końca na stykowe piłki i drogo zapłaciliśmy za gapiostwo Rafała, który powinien wiedzieć, że w każdej chwili obok niego może pojawić się rywal. Jestem jednak przekonany, że Leszczyński wyciągnął odpowiednie wnioski i w sobotę podobnego błędu nie powtórzy.

Odczarowaliście ostatnio wyjazdowe boiska. Wiecie, co robić w Katowicach, by kontynuować zwycięską serię?
Myślę, że trener Misiura będzie bazował na ustawieniach fabrycznych zespołu – zamkniecie środka pola, zepchnięcie GieKSy do bocznych sektorów i kasowanie waszych dośrodkowań jeszcze przed lub w samym polu karnym. Mam też świadomość, że będziemy musieli się mocno bronić przed waszymi stałymi fragmentami gry, bo w wykonaniu GKS-u jest to broń zabójcza. Wasz duet stoperów potrafi zrobić krzywdę rywalom, więc trzeba będzie bardzo uważać. Jeżeli uda nam się złapać korzystny rezultat, to następnym krokiem będzie zabijanie meczu i próba dowiezienia prowadzenia do ostatniego gwizdka.

Jaki wynik typujesz?
Serce podpowiada mi, że wygramy 2:1, a rozsądek mówi, że powtórzymy wynik z jesieni z Płocka.

Rozmawiamy w przededniu finału baraży o udział w Mistrzostwach Świata. Czytelnicy znają już wynik, natomiast na tle dyskusji o powołaniu, a raczej jego braku dla Bartka Nowaka, dostrzegasz kogoś w Wiśle, który mógłby zasłużyć na powołanie? Być może właśnie piłkarz o tym samym nazwisku?
Wierzę, że jesteśmy w stanie wygrać ze Szwedami, choć mam duży niedosyt po meczu z Albanią, bo momentami wyglądaliśmy na jej tle naprawdę słabo. Co do Bartka, to uważam, że brak powołania dla niego to nie kontrowersyjna, ale wręcz skandaliczna decyzja selekcjonera. Rozumiem argumentację, że trener Urban nie chciał wprowadzać piłkarzy bez doświadczenia, ale z drugiej strony pojawił się Rózga, który też tym doświadczeniem w pierwszej reprezentacji nie grzeszy. Uważam, że Nowak ze swoją charakterystyką i sercem do gry, a przede wszystkim obecną formą, dałby reprezentacji zdecydowanie więcej niż choćby Rózga czy Grosicki, który dziś odpowiada chyba głównie za atmosferę w szatni. Rozumiem, dlaczego Grosik powołanie otrzymał, ale znalazłbym kilka nazwisk, które moim zdaniem nie musiały znaleźć się w kadrze, a jednak się znalazły. Jeśli natomiast chodzi o Wisłę, to być może będzie to kontrowersyjne, ale w tym momencie mógłby coś dać kadrze Marcin Kamiński, który ma umiejętności i doświadczenie, a choć nie błyszczy pod względem szybkości, to ma odpowiednie cechy wolicjonalne, które na co dzień pokazuje w Płocku. Z kolei najodpowiedniejszym miejscem dla Wiktora Nowaka jest w tej chwili kadra Jerzego Brzęczka – niech się tam rozwija i zdobywa doświadczenie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga