Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Wkrótce wrócimy na właściwe tory
Niespełna rok temu z przytupem otwieraliśmy nowy stadion w Katowicach, a pierwszym gościem był derbowy rywal z Zabrza. W najbliższą sobotę rozegramy kolejny „Śląski Klasyk” na Nowej Bukowej, a okoliczności znów będą szczególne, ze względu na przypadające w piątek urodziny GieKSy. Jak zaprezentuje się Górnik Zabrze? O co trójkolorowi walczą w tym sezonie? Co jest ważniejsze – puchar czy liga? I kto jest zabrzańskim Bartkiem Nowakiem? Na te i inne pytania odpowiedział Sikor z podkastu „Czwarta Trybuna”.
Kiedy w sierpniu GieKSa przyjeżdżała do Zabrza, po pięciu kolejkach Górnik zajmował czwarte miejsce w tabeli, z 4-punktową stratą do lidera. Dziś sytuacja jest analogiczna, a na ten moment strata punktowa nawet mniejsza. O ile na progu sezonu Górnik napędzony szybkimi transferami i dobrą postawą w sparingach rozpalał nadzieje fanów, to ile tego entuzjazmu jest dzisiaj, gdy nie udaje się wykorzystać kolejnych szans, by mocniej rozepchnąć się w ścisłym topie?
Nie ulega wątpliwości, że jesienią Górnik prezentował się bardzo dobrze, a przez pewien czas byliśmy nawet liderem Ekstraklasy. Moim zdaniem było to efektem pewnego powiewu świeżości, jaki przyniosła zmiana trenera. Ligowi rywale jeszcze nie do końca wiedzieli, jaki pomysł na zespół ma Michal Gašparík, natomiast dziś wydaje się, że drużyna wpadła w mały dołek, a poszczególni piłkarze są w gorszej formie niż jesienią. W tym roku zdobyliśmy tylko 4 punkty – powinno być ich znacznie więcej. Z drugiej strony liga jest niezwykle wyrównana i różnice nie są duże – wciąż są takie ekipy, które równie dobrze mogą powalczyć o puchary, co spaść z ligi. Za wcześnie więc na euforię, że jesteśmy blisko sukcesu, bo może się tak zdarzyć, że wyprzedzą nas jeszcze drużyny z dołu tabeli. Mimo wszystko, jako kibice Górnika, mamy nadzieję, że obecny kryzys szybko przezwyciężymy, piłkarze złapią formę i wrócimy na ścieżkę, którą kroczyliśmy jesienią. Być może trener Gašparík nieco namiesza w ustawieniu czy schematach taktycznych – ostatnio nie wychodzą nam np. stałe fragmenty gry, które jesienią były naszą mocną stroną.
Wiadomo, że za mistrzostwo jesieni pucharów nie wręczają, natomiast zawsze miło przez całą zimę spoglądać z góry na resztę stawki. Wy na ostatniej prostej daliście się jednak wyprzedzić Wiśle Płock, której wystarczyło do tego pięć remisów w ostatnich meczach.
Jak wcześniej wspomniałem, nie pamiętam równie wyrównanego sezonu, a w zasadzie wszystkie drużyny mają większe lub mniejsze wahania formy. My byliśmy w o tyle dobrej sytuacji, że nasz dołek przypadł na sam koniec rundy. O ile na ten moment wciąż nie wygrzebaliśmy się z niego na sto procent, to prędzej czy później wrócimy na właściwe tory. Pozostaje pytanie, czy nie będzie wtedy za późno, aby walczyć o mistrzostwo albo chociaż puchary. Z drugiej strony, gdybyś przed sezonem powiedział kibicowi Górnika, że w połowie sezonu będziemy się kręcić w okolicach podium, to większość brałaby to w ciemno, a niektórzy ironicznie pytaliby, czy chodzi o trzy miejsca licząc od dołu. Generalnie po zmianie władzy w Mieście, która pociągnęła za sobą zmiany w klubie, wzrosło zaufanie do ludzi odpowiedzialnych za losy Górnika. Być może małymi krokami, ale wciąż idziemy do przodu.
O co gra Górnik w tym sezonie? Co ci podpowiada kibicowskie serce?
Z tego co wiem, to nawet w szatni mówi się o europejskich pucharach – konkretny cel to może za dużo powiedziane, ale wszyscy w otoczeniu klubu mają nadzieję na te puchary. Stąd kadra budowana jest solidnie, ławka jest dość szeroka i trener ma duże pole manewru. Być może jest to element przygotowań do kolejnego sezonu, kiedy ewentualnie meczów będzie więcej. Poza tym występy w Europie zapewniają dodatkowy przypływ gotówki, na co w klubie też mocno liczą. Puchary wydają się więc naturalnym celem na ten sezon, pozostaje jedynie pytanie, czy dojdziemy do nich przez ligę, czy przez Puchar Polski.
Górnik jest jednym z aktywniejszych klubów w zimowym okienku. Jak oceniasz bilans przeprowadzonych ruchów, gdy po stronie ubytków jest m.in. Ousmane Sow, natomiast na liście wzmocnień m.in. Lukáš Sadílek, Michał Rakoczy czy Brandon Dominguès, którzy dostają już swoje szanse na boisku.
Jeśli chodzi o samego Sowa, to spośród wymienionej trójki może go zastąpić jedynie Dominguès. Jest to jednak zupełnie inny typ skrzydłowego: Ousmane bazuje na sile fizycznej, szybkości, umiejętności przepychania się i zdobywania przestrzeni. Brandon jest zawodnikiem filigranowym, który lepiej się czuje z piłką przy nodze i trzeba dostosować styl gry do charakterystyki tego piłkarza. Z kolei Sadílek pokazuje niesamowity charakter i jestem pewien, że będzie walczył o każdą piłkę. Zastanawiam się tylko, czy pozycja numer 10, na której obecnie jest ustawiany, jest dla niego optymalna, czy jednak docelowo nie będzie walczył o miejsce w składzie z Patrikiem Hellebrandem i Jarkiem Kubickim. Zobaczymy, jaki pomysł na niego będzie miał trener. Za to Michał Rakoczy jest dzisiaj wielką niewiadomą. Pamiętam go jeszcze z Cracovii, jak wyróżniał się w Ekstraklasie, a niektórzy przymierzali go nawet do reprezentacji. Po nieudanej przygodzie w Turcji wrócił do Polski i będzie chciał się odbudować w Zabrzu. Wkrótce się przekonamy, ile będzie w stanie dać Górnikowi, ale na dzisiaj jest to największa zagadka spośród wszystkich transferów.
W sportowych mediach przebiła się ciekawostka o sprowadzeniu do Zabrza młodego napastnika, który wyróżnia się nie tylko piłkarsko, ale też atletycznie, bo trenuje skok wzwyż, a na swoim koncie ma rekord 2,13 m.
Mateusz Posmyk został wyskautowany w niższych ligach i sprowadzony do Zabrza głównie z myślą o rezerwach. Rozmawiałem kiedyś z Pawłem Bochniewiczem, który zwracał uwagę, że młodzi sportowcy powinni rozwijać się w wielu dyscyplinach, aby ćwiczyć poruszanie i koordynację, co przydaje się później na boisku. Takie wytrenowanie na pewno zaprocentuje, tym bardziej że w skoku wzwyż ćwiczy się rozpęd na krótkim dystansie i skoczność, które również są atutami napastnika. W Górniku nie raz udowodnili, że potrafią wynajdować młodych, obiecujących piłkarzy, wyróżniających się w niższych ligach. Będziemy obserwować tego chłopaka i niewykluczone, że prędzej czy później dostanie szansę debiutu w pierwszym zespole.
Wspomniany Paweł Bochniewicz wrócił do Zabrza po poważnej kontuzji. Jest już gotowy, aby stanowić o sile waszej obrony?
Paweł jest w treningu, gotowy do gry, natomiast najpierw musi wywalczyć sobie miejsce w składzie. Nie będzie to jednak łatwe, bo zarówno Janicki, jak i Josema są ostatnio w dobrej formie. Trener Gašparík preferuje grę dwoma stoperami, z których każdy ma inną nogę wiodącą, tym samym naturalnym rywalem lewonożnego Bochniewicza jest Josema, który jesienią prezentował się nawet lepiej niż Janicki. W ostatnim meczu z Pogonią przydarzył mu się błąd, który przełożył się na rzut karny i w konsekwencji porażkę. Jest to jednak solidny obrońca, który za darmo miejsca Bochniewiczowi nie odda. Z kolei Paweł, jako były reprezentant Polski, ma wysokie umiejętności i myślę, że dostanie swoją szansę, którą na pewno wykorzysta.
Trafiłem ostatnio na informację, że inny rekonwalescent z historią w Górniku jest przymierzany do transferu do Zabrza. Czy Łukasz Milik namówi swojego brata do powrotu na stare śmieci?
Nie chcę mówić, że ten powrót jest nieunikniony, ale z pewnością oczekiwany i możliwy do dopięcia. Raczej jeszcze nie dzisiaj, bo Arek będzie próbował odbudować się na zachodzie, ale wkrótce spodziewam się takiego ruchu. Sam Arek wspominał, że chciałby zakończyć karierę w klubie, z którego wypłynął na szerokie wody i raczej nie chodzi o piłkarską emeryturę – zagrać trzy mecze i odejść z kwiatami. Zakładam, że ten powrót prędzej czy później się wydarzy.
Obserwatorzy Ekstraklasy jednym głosem podkreślają rolę Bartka Nowaka jako niekwestionowanego lidera GieKSy. Kto jest takim „Nowakiem” w Zabrzu?
Zdecydowanie Patrik Hellebrand, który jest architektem praktycznie każdej akcji ofensywnej Górnika – piłka zawsze musi przejść przez niego. Kiedy on ma słabszy dzień, to automatycznie cała drużyna gra poniżej swojego poziomu.
Jak sam wspomniałeś, początek rundy w wykonaniu Górnika nie jest wymarzony. Czego brakuje, aby wkroczyć na ścieżkę zwycięstw?
Przede wszystkim szczęścia i skuteczności. Z Piastem zawsze gra się trudno, bo rywale zawsze mocno się na nas mobilizują i widać na murawie tę determinację. Z kolei Lech pokazał swoje umiejętności i uważam, że ich forma będzie rosła, bo ważni piłkarze wracają po kontuzjach. W tym pojedynku byliśmy słabsi i Mistrz Polski wygrał zasłużenie. Za to wynik z Termalicą jest skrajnie niesprawiedliwy, bo należał nam się rzut karny po faulu na Kubickim. Z drugiej strony, gdybyśmy wykorzystali swoje okazje, to ta sytuacja nie miałaby już znaczenia. Zabrakło jednak skuteczności i podobnie było z Pogonią, która bardzo dobrze ustawiała się w defensywie, zostawiając nam mało przestrzeni. Brakowało indywidualnego błysku któregoś z piłkarzy, co pozwoliłoby przedrzeć się przez szyki obronne Portowców. Był tylko słupek i poprzeczka Chłania, który w tym meczu grał wyraźnie na siebie, co też nie pomogło drużynie wygrać.
Wspominasz o piłkarskim szczęściu, natomiast śledząc „żabskiego Twittera” rzuciła mi się w oczy dyskusja o klątwie pewnego tekstu w serwisie Roosevelta81.pl – niektórzy twierdzą, że od tej publikacji Górnik przestał grać.
Sam mocno krytykowałem ten artykuł. Tezy w nim zawarte są dla mnie totalną abstrakcją i trudno go nawet traktować z przymrużeniem oka, bo został on napisany zupełnie na serio. Jego styl jest dość arogancki i jeśli istnieją piłkarscy bogowie i ich klątwy, to być może w tym przypadku zainterweniowali i chcą, żeby – nawiązując do tytułu tego artykułu – znowu się z nas śmiano. A mówiąc już poważnie, ten materiał był zupełnie niepotrzebny i źle, że został opublikowany.
Analizując tabelę widzimy, że Górnik zdecydowanie lepiej prezentuje się w Zabrzu niż na wyjazdach. Z czego to wynika?
Piłkarze często podkreślają, że przy Roosevelta niosą ich trybuny, natomiast nie dostrzegam zbyt wielu różnic między sposobem gry u siebie i na wyjazdach. Nie jest to dla nas taki problem jak w Gdyni i poza Arką nie ma innej drużyny, dla której własne boisko byłoby aż takim atutem. Obecnie na większości stadionów murawy są średniej jakości. W Zabrzu nie jest inaczej – płyta boiska jest dosyć stara i powinna zostać wymieniona jak najszybciej.
Mimo wszystko przewaga własnego boiska była kluczowa w ostatnich pojedynkach GieKSy z Górnikiem. Jak to jest, że w obydwu naszych meczach GKS nie potrafił ugrać nawet sztycha w Zabrzu?
W poprzednim sezonie, w pierwszych minutach meczu zastanawialiśmy się, czy aby GieKSa nie zleje nas za mocno, bo wasi piłkarze wyszli bojowo nastawieni i prezentowali się bardzo dobrze. Szybko zdobyta przez Podolskiego bramka ostudziła jednak te zapędy, tuż po przerwie padł drugi gol i wszystko się posypało. W sierpniu wyglądało to trochę inaczej i nie było widać po waszej stronie aż takiej woli walki. GieKSa ma charakter, ale czasem potrzebuje impulsu, aby go pokazać. Czasem jest to impuls z trybun, a czasem błysk któregoś z zawodników. Często oglądam wasze mecze i podoba mi się, że zawsze jesteście gotowi do walki, mimo że czasem nie wychodzi.
Nasz mecz w rundzie jesiennej mógł spokojnie zakończyć się w 64. minucie, po kuriozalnym golu zdobytym do spółki przez Dawida Kudłę i Märtena Kuuska. Widziałeś kiedyś coś równie absurdalnego?
Chyba tylko w “Piłkarskim pokerze”.
Śpiewacie o sobie, że „u nas zawsze jest kultura”. Chciałbym to docenić, bo jako drużyna i kibice zachowaliście się z klasą na ostatnich urodzinach Rafała Góraka i nie popsuliście mu świętowania.
Dla nas jest to niezbyt przyjemne wspomnienie, ale w pełni rozumiemy waszą radość. Zwycięska bramka padła w doliczonym czasie gry, była więc feta i otwarcie nowego stadionu w wielkim stylu. Był to czas, kiedy pewna grupa ludzi pozwalała nam się przyjaźnić, więc trudno wyobrazić sobie większe piłkarskie święto: mecz przyjaźni, na dodatek wygrany. Wielu naszych kibiców, o ile nie większość, nadal sympatyzuje z GieKSą i śledzi wasze losy. Sam, jeśli tylko mam możliwość, oglądam wasze mecze.
Tym razem znowu przyjeżdżacie na urodziny – już nie trenera, ale całej GieKSy. Prezent w postaci trzech punktów już przyszykowany?
Szczerze mówiąc mam nadzieję, że sobotni mecz w naszym wykonaniu będzie sygnałem, że wyszliśmy z kryzysu. Sami mieliście okazję, aby rozpocząć świętowanie tydzień wcześniej – szybko objęliście prowadzenie w Gdyni i sam nie wiem, co stało się potem. Zobaczymy, jak ułoży się nasz mecz i czyje atuty okażą się decydujące. Wspominałeś o Bartku Nowaku, którego osobiście uważam za najlepszego piłkarza w lidze. Stąd wiem, że nie będzie nam lekko.
Jaki przebieg i wynik sobotniego meczu przewidujesz?
Myślę, że Górnik zacznie spokojnie i będzie chciał wybadać nastawienie GieKSy. Wydaje mi się, że to wy od początku ruszycie do ataku, podrażnieni porażką w Gdyni. Nie bez znaczenia są też okoliczności, o których wspominałeś i piłkarze będą chcieli sprawić prezent kibicom. Mimo wszystko waszym obrońcom zdarza się popełniać błędy, co będziemy próbowali wykorzystać. Dzięki temu Górnik może wywieźć z Katowic trzy punkty, ale spodziewam się, że to wy pierwsi strzelicie bramkę. Stawiam więc na zwycięstwo Górnika 2:1.
Przerwa od meczów będzie krótka, bo nasze ekipy w następnym tygodniu zagrają o awans do półfinału Pucharu Polski. Wylosowaliśmy rywali z Ekstraklasy, choć można było trafić nawet 3-ligowca. Jak oceniasz nasze szanse?
Michal Gašparík jest specjalistą od krajowych pucharów, bo ma już na swoim koncie trzy takie trofea zdobyte w Słowacji, ponadto, jak sam podkreślał, jest to najkrótsza droga do rozgrywek europejskich. Moim zdaniem wylosowaliśmy trudniejszego rywala niż wy i możecie mieć łatwiej, tym bardziej, że niesamowita presja ciąży na piłkarzach Widzewa. Na naszej drodze stoi Mistrz Polski, którego forma rośnie i szczerze mówiąc liczę, że kumulacja meczów w LKE i w Ekstraklasie trochę ich „przeora” fizycznie, przez co w środę będą w słabszej dyspozycji. Trzeba spróbować to wykorzystać, bo dla mnie większym priorytetem jest zdobycie Pucharu Polski niż wynik ligowy dający przepustkę do Europy.
Kto wie, być może w maju to właśnie z nami powalczycie na Narodowym…
Byłaby to piękna historia i chciałbym to przeżyć. Sam wyjazd byłby czymś niesamowitym, gdyby pół województwa wybrało się na majówkę do Warszawy.
Zostawiając na boku kwestie piłkarskie, na koniec zapytam o temat, który od dłuższego czasu jest na ustach całego Zabrza: kiedy skończy się telenowela związana z prywatyzacją Górnika?
Z powodów zawodowych mam wiele okazji do kontaktu z przedstawicielami Urzędu Miasta w Zabrzu. W ostatnim czasie zaszły tam naprawdę duże zmiany, kiedy władza zmieniała się wielokrotnie – kolejne panie prezydent, potem komisarz i następne wybory. Takie zawirowania nie pozostały bez wpływu na prywatyzację klubu. Co więcej, radni Zabrza wybitnie nie pomagają, bo np. określanie wartości klubu na podstawie wycen piłkarzy publikowanych na transfermarkcie jest delikatnie mówiąc niepoważne. Dziś wydaje się, że proces prywatyzacji jest wreszcie na ukończeniu, bo klub nie wykonywałby tylu ruchów transferowych, gdyby nie spodziewał się, że zmiany właścicielskie są nieuchronne. Jedno jest pewne – bez prywatyzacji Górnik nie zrobi kolejnego kroku do przodu.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze