Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: ogromna siła rażenia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Od kilku kolejek defensywa GieKSy wisiała na cienkim włosku, bo z bagażem trzech żółtych kartek grali wszyscy nasi stoperzy. Los zadecydował, że w najbliższej serii gier będą pauzować Arkadiusz Jędrych i Alan Czerwiński. Moment to niefortunny, bo do Katowic przyjeżdża ekipa strzelająca najwięcej bramek w całej Ekstraklasie. Czy Lechia Gdańsk zdoła wykorzystać nasze problemy kadrowe? Kogo powinniśmy obawiać się najbardziej? Zapytaliśmy Kamila Barchanowicza, kibica Lechii, na co dzień udzielającego się w serwisie lechia.gda.pl.

W sobotę po raz czwarty od momentu naszego awansu spotkamy się w Ekstraklasie, natomiast za każdym razem, gdy dotychczas się mierzyliśmy, Lechia mierzyła się jednocześnie z problemami natury pozasportowej. Czy dziś możemy wreszcie rozmawiać tylko o piłce?
Tak, dzisiaj możemy wreszcie rozmawiać o piłce, choć moim zdaniem jeszcze przez jakiś czas w Lechii nie będzie w stu procentach normalnie, jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, a zwłaszcza finansowe. Jednak na dzisiaj – poza jednym krótkim opóźnieniem – od wiosny ubiegłego roku wszystkie zobowiązania w stosunku do piłkarzy i sztabu szkoleniowego są regulowane na bieżąco. Dlatego możemy się skupiać na aspektach piłkarskich, co wszystkich w Gdańsku cieszy. Do całkowitej stabilności jeszcze wprawdzie daleko i podejrzewam, że nieuniknionym krokiem do jej osiągnięcia będzie transfer Tomáša Bobčka już latem, aby zapewnić Lechii płynność finansową. Generalnie jednak uważam, że idziemy w dobrym kierunku.

Skoro działacze na czele z Paolo Urferem radzą sobie coraz lepiej, to jak im idzie walka o odzyskanie odjętych punktów? Jest na to szansa?
Temat jest na tapecie, natomiast sam oceniam go jako mało realny. Uważam, że gdyby miało się to wydarzyć, to już by się wydarzyło. Poza tym – nie oszukujmy się – zwrócenie punktów w takiej sytuacji byłoby pewnym precedensem, który spotkałby się z negatywnymi reakcjami całego piłkarskiego środowiska. Łagodne potraktowanie Lechii zachęcałoby inne kluby do nie do końca uczciwej gry, bo stałoby się jasne, że jest przyzwolenie na niepłacenie piłkarzom. Tak być nie może i musimy funkcjonować w taki sposób, aby wypłaty zawsze były na czas. Cieszyłbym się, gdybyśmy odzyskali te punkty, bo z miejsca stalibyśmy się kandydatem do gry o europejskie puchary, a nawet mistrzostwo Polski, jednak moim zdaniem do tego nie dojdzie. Odwołanie jest w Sądzie Najwyższym, który jest już ostatnią instancją. Paolo Urfer i jego prawnicy działają, wierząc w pomyślny finał tej sprawy, sam jednak szanse na to oceniam jako mało realne.

Niezależnie od sytuacji w tabeli, już jakiś czas temu Lechia przestała być wymieniana w ścisłym gronie drużyn walczących o utrzymanie, co jesienią w rozmowie ze mną zakładał nawet Szymon Wleklak z Lechia.net. Tymczasem rzeczywistość okazała się dla was bardziej łaskawa.
Rzeczywistość zaskoczyła pozytywnie, tym bardziej, że początek sezonu był bardzo trudny. W piątej kolejce przegraliśmy przecież z Zagłębiem aż 2:6, a „na zero” w tabeli wyszliśmy w szóstej kolejce, po tradycyjnym już zwycięstwie w derbach Trójmiasta. Dopiero wygrana z GieKSą w następnej serii gier pozwoliła nam wreszcie być na plusie. Forma poszła w górę, ale ja często apeluję o chłodne głowy, bo sezon jest wyjątkowy: jedno czy dwa zwycięstwa pozwalają podskoczyć o 7-8 miejsc, z kolei nawet krótka seria porażek spycha w niebezpieczne rejony w tabeli. Wystarczy, że np. Legia czy Arka zaczną wygrywać, to brak punktów w kolejnych meczach będzie dla nas oznaczał straty, które może być trudno odrobić.

Tymczasem w ostatniej kolejce to wy wyszliście zwycięsko z pojedynku z jednym z kandydatów do mistrzostwa, nie pozostawiając złudzeń Jagiellonii. Lechia jest tak mocna, czy Jadze, z którą gramy już we wtorek, zaczyna brakować paliwa?
Wszystko po trochu. Jaga zagrała w Gdańsku słabo, oddając zaledwie jeden celny strzał i widać było, że fizycznie nie prezentowała się najlepiej. Warto jednak zaznaczyć, że to my zagraliśmy świetnie, szczególnie w ofensywie. Camilo Mena i Rifet Kapić są teraz w niesamowitym gazie, także Tomáš Bobček, mimo że sam nie trafił do siatki, to zachował się świetnie przy trzecim golu, wystawiając piłkę Ćirkoviciowi do pustej bramki. Sam Ćirković, który moim zdaniem z Jagiellonią grał słabo, zamknął mi usta strzelając dwa gole. Atutem Lechii jest ogromna siła rażenia z przodu – nie bez powodu strzeliliśmy najwięcej bramek w lidze. I choć uważam, że naszym celem wciąż powinno być utrzymanie, to z drugiej strony moim zdaniem jesteśmy zbyt mocni sportowo, aby spaść. To samo zresztą sądzę o GKS-ie Katowice.

Ile jest dziś wart Tomáš Bobček?
Tomáš Bobček jest wart dokładnie tyle, ile ktoś będzie w stanie za niego zapłacić, natomiast mówiąc poważnie, klub odrzucał już oferty za niego opiewające na kwoty rzędu 7-8 milionów euro. Mówi się w Gdańsku, że Bobček odejdzie za co najmniej 10 milionów, natomiast ja uważam, że ta kwota będzie nieco niższa. Jeśli nasz napastnik utrzyma dobrą formę i nadal będzie trafiał do siatki, to spodziewam się jego transferu za około 9 milionów euro i należy zakładać, że dojdzie do tego już latem. Lechia potrzebuje zastrzyku gotówki, a sam Bobček, mimo że dobrze czuje się w Gdańsku i zżył się z Lechią, co widać na co dzień, gdy można spotkać go na mieście w klubowych barwach, być może sam będzie chciał zrobić kolejny krok naprzód i poszukać nowych wyzwań.

Co słychać u ulubionego w Katowicach piłkarza Lechii? Docierają do nas informacje o jego kłopotach zdrowotnych. Czy Camilo Mena zagra w sobotę przy Nowej Bukowej?
Na ostatniej konferencji prasowej trener Carver powiedział, że decyzję co do jego występu podejmie tuż przed meczem. W ubiegły piątek schodząc z boiska Camilo trzymał się za mięsień dwugłowy i było widać, że cierpi. Trwa wyścig z czasem, aby doprowadzić go do pełnej dyspozycji, jednak ja nie jestem optymistą i stawiam, że w sobotę nie zagra.

Jesienią Szymon Wleklak z Lechia.net wskazywał Aleksandara Ćirkovicia wśród transferowych ruchów, po których obiecuje sobie najwięcej. W ubiegłym tygodniu Serb dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i został wybrany do jedenastki kolejki. Jest już jednym z filarów Lechii?
Mimo że miał dość ciężkie wejście do Ekstraklasy i na początku grał „ogony”, które nie wyglądały obiecująco, to im dalej w las, tym Ćirković prezentował się lepiej. Im więcej minut łapał, tym więcej dawał konkretów. Przełomem był mecz z Legią w Warszawie, gdzie strzelił bramkę, która w wyniku błędów w defensywie dała tylko remis. Bardzo dobrze zagrał też z Górnikiem i z każdą kolejką łapał kolejne minuty, dostarczając konkretów w postaci bramek i asyst. Jest tylko wypożyczony z węgierskiego Ferencvárosu i liczę, że uda się go wykupić.

Natknąłem się ostatnio na ciekawostkę, że obrońca Lechii Bujar Pllana zmienił obywatelstwo z kosowskiego na albańskie. Powinien się go obawiać zarówno trener Górak, jak i selekcjoner Urban przez zbliżającymi się barażami o udział w Mistrzostwach Świata?
Mimo że bardzo lubię Bujara i uważam, że jest obiecującym środkowym obrońcą, to śmiem twierdzić, że ani jeden, ani drugi trener nie muszą się go specjalnie obawiać, bo w żadnym z tych meczów nie zagra. W przypadku kadry byłby to absolutny debiut, bo paszport otrzymał niedawno. Ze względów politycznych Albania chętnie rozdaje swoje paszporty obywatelom Kosowa, sportowo nie spodziewam się jednak, by był on gotowy wskoczyć do kadry narodowej. Z kolei w Lechii stracił miejsce w składzie na rzecz Maksyma Diaczuka, który z Jagiellonią zagrał swoje najlepsze spotkanie w biało-zielonych barwach. Na dzisiaj nie widzę więc Pllany w – nomen omen – planach Johna Carvera na sobotni mecz.

Na kogo więc liczysz najbardziej?
Najbardziej liczę na Rifeta Kapicia i Iwana Żelizkę, bo wygranie środka pola w starciu z GKS-em Katowice będzie kluczowe dla losów meczu. Doskonale wiemy, że siłą GieKSy jest druga linia na czele z Bartkiem Nowakiem, którego uważam za świetnego zawodnika. Mam też nadzieję, że błyśnie Kacper Sezonienko, który na początku naszej przygody z Ekstraklasą był mocno krytykowany. Potem jednak strzelił bramkę z Koroną, która de facto utrzymała nas w lidze i od tamtego momentu maszyna ruszyła. Bardzo w niego wierzę i traktuję go poniekąd jak wychowanka – jako młody zawodnik trafił do nas z Sokoła Ostróda, ale całą karierę rozwija w Lechii. Kacper – masz mój miecz, zrób w Katowicach show!

Rafał Górak przyłożył rękę do zwolnienia Igora Jovićevicia z Widzewa, pośrednio pozbył się też Gonçalo Feio z Radomiaka. Niepokojące wieści w sprawie Luki Elsnera dochodzą z Krakowa, który odwiedzimy za tydzień. Czy trener Lechii również powinien drżeć o posadę?
John Carver jest absolutnie bezpieczny, a moim zdaniem ma jedną z najmocniejszych pozycji w Ekstraklasie. Może być spokojny o swoją posadę nawet w przypadku porażki z GieKSą, której nie można wykluczać, bo w Katowicach rozegramy jeden z najciekawszych meczów tej kolejki i spotkają się zespoły, które wiosną błyszczą. John Carver – jak każdy – ma swoje wady. Sam zauważam jego niechęć do robienia zmian w trakcie meczów – zdarzały się spotkania, gdy przeprowadzał zaledwie jedną lub dwie, a nie uważam, by zawodnicy z ławki byli aż tak słabi, by nie dostawać swoich szans. Mimo to zamyka usta krytykom dobrymi wynikami, bo gramy świetnie i – mówiąc otwarcie – powyżej oczekiwań. Nikt z nas nie spodziewał się, że Lechia będzie tak dobrze naoliwioną maszyną i będziemy strzelać tyle bramek.

Sobotnie spotkanie z Lechią będzie pierwszą od dłuższego czasu pauzą dla naszego kapitana – Arkadiusza Jędrycha. Spróbujesz zgadnąć, kiedy po raz ostatni Arek nie dokończył meczu?
Skoro o to pytasz, to mógł to być pojedynek z Lechią w Gdańsku, jeszcze w 1. lidze, w którym obejrzał czerwoną kartkę. Imponujące osiągnięcie. Swoją drogą mecze z nami są dla Jędrycha jak sinusoida – z jednej strony czerwona kartka i przymusowa pauza w sobotę, a z drugiej zwycięski gol w ostatniej minucie meczu w Katowicach, bez którego nie byłoby bezpośredniego awansu GieKSy. Dla nas to dobra wiadomość, że w sobotę nie zagra nie tylko on, ale i Alan Czerwiński.

Eksperymentalnie zestawiona obrona GieKSy może być wodą na młyn najlepszej ofensywy w lidze. Spodziewasz się gradu goli?
Logika Ekstraklasy wskazuje na 1:0 dla GKS-u Katowice po golu Klemenza, któremu udało się uchronić od przymusowej pauzy za kartki. Sam Lukas pokazuje ostatnio, że ma ciąg na bramkę, a skuteczność całej defensywy GieKSy może imponować. Gdybym jednak miał stawiać pieniądze, typowałbym remis z dużą liczbą goli – 2:2 lub 3:3.

Zachwycamy się postawą Lechii z przodu, tymczasem z tyłu drużyna przecieka najbardziej w całej Ekstraklasie. Skąd tak mocno zachwiany balans pomiędzy formacjami?
Jeśli zespół gra na wskroś ofensywnie, to zazwyczaj odbywa się to kosztem szczelności z tyłu. Warto jednak zwrócić uwagę, że najwięcej złego w naszej obronie działo się do siódmej kolejki, po której do Lechii dołączył Matej Rodin. Blisko 40% straconych goli przypada właśnie na pierwsze siedem spotkań, a od jesiennego meczu z GKS-em gramy już zdecydowanie lepiej w defensywie. Mimo że wciąż tracimy gole, bo tylko trzy razy zagraliśmy na zero z tyłu, to z Rodinem w składzie nie wygląda to już tak fatalnie.

Który z naszych poprzednich meczów zapamiętałeś najlepiej?
Jednym z ciekawszych wyjazdów był 1-ligowy mecz na starej Bukowej, przegrany 0:1 po wspomnianym golu Jędrycha. W tamtym czasie dopiero zaczynałem swoją przygodę z meczami wyjazdowymi i mimo porażki wspominam tamto spotkanie ciepło. Ciepło to słowo nieprzypadkowe, bo mimo że był to początek kwietnia, to w Katowicach było niesamowicie gorąco – jeden gość obok mnie siedział nawet bez koszulki. Ponadto, mile wspominam ten mecz z powodu świetnej kiełbasy na starym stadionie i mam nadzieję, że na Nowej Bukowej catering trzyma równie wysoki poziom.

Jaki scenariusz sobotniego pojedynku przewidujesz?
Wychodzę z założenia, że spektakl ocenia się przez pryzmat jego aktorów, dlatego wiele sobie obiecuję po pojedynkach Kapić – Nowak w środku pola. To właśnie od postawy drugiej linii będzie zależeć, która z drużyn przechyli szalę zwycięstwa na swoją stronę. Oba zespoły są usposobione ofensywnie, dlatego trzeba być tego dnia na stadionie, bo czeka nas emocjonujące widowisko. Zarówno GieKSa, jak i Lechia są ostatnio w wysokiej formie i uważam, że pokażą to w sobotę.

Obok ligi GieKSa skupia swoją uwagę na Pucharze Polski, w którym gra także pogromca Lechii.
Swoją pucharową przygodę zakończyliśmy w grudniu, przegrywając w Gdańsku z Górnikiem. John Carver mocno przemeblował wtedy zespół i to zaważyło na naszej porażce. Na szczęście kilka dni później wzięliśmy srogi rewanż w lidze, pokonując Zabrzan 5:2. Piłkarze byli mocno zdeterminowani, by udowodnić rywalom z Zabrza, a w szczególności Maksymowi Chłaniowi, który zamienił Lechię na Górnika, że są klasową drużyną i potrafią grać w piłkę.

Komu kibicujesz w ostatecznych rozstrzygnięciach, które czekają nas w kwietniu i maju?
Ze względu na sympatie kibicowskie najlepiej życzę Rakowowi, ale patrząc chłodnym okiem stawiam, że to GKS Katowice może sięgnąć po ten puchar. Nie jest to z mojej strony żadna kurtuazja na potrzeby tej rozmowy, bo patrząc na obecną formę wszystkich czterech zespołów to właśnie GieKSa najlepiej gra w piłkę.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga