Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: ogromna siła rażenia
Od kilku kolejek defensywa GieKSy wisiała na cienkim włosku, bo z bagażem trzech żółtych kartek grali wszyscy nasi stoperzy. Los zadecydował, że w najbliższej serii gier będą pauzować Arkadiusz Jędrych i Alan Czerwiński. Moment to niefortunny, bo do Katowic przyjeżdża ekipa strzelająca najwięcej bramek w całej Ekstraklasie. Czy Lechia Gdańsk zdoła wykorzystać nasze problemy kadrowe? Kogo powinniśmy obawiać się najbardziej? Zapytaliśmy Kamila Barchanowicza, kibica Lechii, na co dzień udzielającego się w serwisie lechia.gda.pl.
W sobotę po raz czwarty od momentu naszego awansu spotkamy się w Ekstraklasie, natomiast za każdym razem, gdy dotychczas się mierzyliśmy, Lechia mierzyła się jednocześnie z problemami natury pozasportowej. Czy dziś możemy wreszcie rozmawiać tylko o piłce?
Tak, dzisiaj możemy wreszcie rozmawiać o piłce, choć moim zdaniem jeszcze przez jakiś czas w Lechii nie będzie w stu procentach normalnie, jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, a zwłaszcza finansowe. Jednak na dzisiaj – poza jednym krótkim opóźnieniem – od wiosny ubiegłego roku wszystkie zobowiązania w stosunku do piłkarzy i sztabu szkoleniowego są regulowane na bieżąco. Dlatego możemy się skupiać na aspektach piłkarskich, co wszystkich w Gdańsku cieszy. Do całkowitej stabilności jeszcze wprawdzie daleko i podejrzewam, że nieuniknionym krokiem do jej osiągnięcia będzie transfer Tomáša Bobčka już latem, aby zapewnić Lechii płynność finansową. Generalnie jednak uważam, że idziemy w dobrym kierunku.
Skoro działacze na czele z Paolo Urferem radzą sobie coraz lepiej, to jak im idzie walka o odzyskanie odjętych punktów? Jest na to szansa?
Temat jest na tapecie, natomiast sam oceniam go jako mało realny. Uważam, że gdyby miało się to wydarzyć, to już by się wydarzyło. Poza tym – nie oszukujmy się – zwrócenie punktów w takiej sytuacji byłoby pewnym precedensem, który spotkałby się z negatywnymi reakcjami całego piłkarskiego środowiska. Łagodne potraktowanie Lechii zachęcałoby inne kluby do nie do końca uczciwej gry, bo stałoby się jasne, że jest przyzwolenie na niepłacenie piłkarzom. Tak być nie może i musimy funkcjonować w taki sposób, aby wypłaty zawsze były na czas. Cieszyłbym się, gdybyśmy odzyskali te punkty, bo z miejsca stalibyśmy się kandydatem do gry o europejskie puchary, a nawet mistrzostwo Polski, jednak moim zdaniem do tego nie dojdzie. Odwołanie jest w Sądzie Najwyższym, który jest już ostatnią instancją. Paolo Urfer i jego prawnicy działają, wierząc w pomyślny finał tej sprawy, sam jednak szanse na to oceniam jako mało realne.
Niezależnie od sytuacji w tabeli, już jakiś czas temu Lechia przestała być wymieniana w ścisłym gronie drużyn walczących o utrzymanie, co jesienią w rozmowie ze mną zakładał nawet Szymon Wleklak z Lechia.net. Tymczasem rzeczywistość okazała się dla was bardziej łaskawa.
Rzeczywistość zaskoczyła pozytywnie, tym bardziej, że początek sezonu był bardzo trudny. W piątej kolejce przegraliśmy przecież z Zagłębiem aż 2:6, a „na zero” w tabeli wyszliśmy w szóstej kolejce, po tradycyjnym już zwycięstwie w derbach Trójmiasta. Dopiero wygrana z GieKSą w następnej serii gier pozwoliła nam wreszcie być na plusie. Forma poszła w górę, ale ja często apeluję o chłodne głowy, bo sezon jest wyjątkowy: jedno czy dwa zwycięstwa pozwalają podskoczyć o 7-8 miejsc, z kolei nawet krótka seria porażek spycha w niebezpieczne rejony w tabeli. Wystarczy, że np. Legia czy Arka zaczną wygrywać, to brak punktów w kolejnych meczach będzie dla nas oznaczał straty, które może być trudno odrobić.
Tymczasem w ostatniej kolejce to wy wyszliście zwycięsko z pojedynku z jednym z kandydatów do mistrzostwa, nie pozostawiając złudzeń Jagiellonii. Lechia jest tak mocna, czy Jadze, z którą gramy już we wtorek, zaczyna brakować paliwa?
Wszystko po trochu. Jaga zagrała w Gdańsku słabo, oddając zaledwie jeden celny strzał i widać było, że fizycznie nie prezentowała się najlepiej. Warto jednak zaznaczyć, że to my zagraliśmy świetnie, szczególnie w ofensywie. Camilo Mena i Rifet Kapić są teraz w niesamowitym gazie, także Tomáš Bobček, mimo że sam nie trafił do siatki, to zachował się świetnie przy trzecim golu, wystawiając piłkę Ćirkoviciowi do pustej bramki. Sam Ćirković, który moim zdaniem z Jagiellonią grał słabo, zamknął mi usta strzelając dwa gole. Atutem Lechii jest ogromna siła rażenia z przodu – nie bez powodu strzeliliśmy najwięcej bramek w lidze. I choć uważam, że naszym celem wciąż powinno być utrzymanie, to z drugiej strony moim zdaniem jesteśmy zbyt mocni sportowo, aby spaść. To samo zresztą sądzę o GKS-ie Katowice.
Ile jest dziś wart Tomáš Bobček?
Tomáš Bobček jest wart dokładnie tyle, ile ktoś będzie w stanie za niego zapłacić, natomiast mówiąc poważnie, klub odrzucał już oferty za niego opiewające na kwoty rzędu 7-8 milionów euro. Mówi się w Gdańsku, że Bobček odejdzie za co najmniej 10 milionów, natomiast ja uważam, że ta kwota będzie nieco niższa. Jeśli nasz napastnik utrzyma dobrą formę i nadal będzie trafiał do siatki, to spodziewam się jego transferu za około 9 milionów euro i należy zakładać, że dojdzie do tego już latem. Lechia potrzebuje zastrzyku gotówki, a sam Bobček, mimo że dobrze czuje się w Gdańsku i zżył się z Lechią, co widać na co dzień, gdy można spotkać go na mieście w klubowych barwach, być może sam będzie chciał zrobić kolejny krok naprzód i poszukać nowych wyzwań.
Co słychać u ulubionego w Katowicach piłkarza Lechii? Docierają do nas informacje o jego kłopotach zdrowotnych. Czy Camilo Mena zagra w sobotę przy Nowej Bukowej?
Na ostatniej konferencji prasowej trener Carver powiedział, że decyzję co do jego występu podejmie tuż przed meczem. W ubiegły piątek schodząc z boiska Camilo trzymał się za mięsień dwugłowy i było widać, że cierpi. Trwa wyścig z czasem, aby doprowadzić go do pełnej dyspozycji, jednak ja nie jestem optymistą i stawiam, że w sobotę nie zagra.
Jesienią Szymon Wleklak z Lechia.net wskazywał Aleksandara Ćirkovicia wśród transferowych ruchów, po których obiecuje sobie najwięcej. W ubiegłym tygodniu Serb dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i został wybrany do jedenastki kolejki. Jest już jednym z filarów Lechii?
Mimo że miał dość ciężkie wejście do Ekstraklasy i na początku grał „ogony”, które nie wyglądały obiecująco, to im dalej w las, tym Ćirković prezentował się lepiej. Im więcej minut łapał, tym więcej dawał konkretów. Przełomem był mecz z Legią w Warszawie, gdzie strzelił bramkę, która w wyniku błędów w defensywie dała tylko remis. Bardzo dobrze zagrał też z Górnikiem i z każdą kolejką łapał kolejne minuty, dostarczając konkretów w postaci bramek i asyst. Jest tylko wypożyczony z węgierskiego Ferencvárosu i liczę, że uda się go wykupić.
Natknąłem się ostatnio na ciekawostkę, że obrońca Lechii Bujar Pllana zmienił obywatelstwo z kosowskiego na albańskie. Powinien się go obawiać zarówno trener Górak, jak i selekcjoner Urban przez zbliżającymi się barażami o udział w Mistrzostwach Świata?
Mimo że bardzo lubię Bujara i uważam, że jest obiecującym środkowym obrońcą, to śmiem twierdzić, że ani jeden, ani drugi trener nie muszą się go specjalnie obawiać, bo w żadnym z tych meczów nie zagra. W przypadku kadry byłby to absolutny debiut, bo paszport otrzymał niedawno. Ze względów politycznych Albania chętnie rozdaje swoje paszporty obywatelom Kosowa, sportowo nie spodziewam się jednak, by był on gotowy wskoczyć do kadry narodowej. Z kolei w Lechii stracił miejsce w składzie na rzecz Maksyma Diaczuka, który z Jagiellonią zagrał swoje najlepsze spotkanie w biało-zielonych barwach. Na dzisiaj nie widzę więc Pllany w – nomen omen – planach Johna Carvera na sobotni mecz.
Na kogo więc liczysz najbardziej?
Najbardziej liczę na Rifeta Kapicia i Iwana Żelizkę, bo wygranie środka pola w starciu z GKS-em Katowice będzie kluczowe dla losów meczu. Doskonale wiemy, że siłą GieKSy jest druga linia na czele z Bartkiem Nowakiem, którego uważam za świetnego zawodnika. Mam też nadzieję, że błyśnie Kacper Sezonienko, który na początku naszej przygody z Ekstraklasą był mocno krytykowany. Potem jednak strzelił bramkę z Koroną, która de facto utrzymała nas w lidze i od tamtego momentu maszyna ruszyła. Bardzo w niego wierzę i traktuję go poniekąd jak wychowanka – jako młody zawodnik trafił do nas z Sokoła Ostróda, ale całą karierę rozwija w Lechii. Kacper – masz mój miecz, zrób w Katowicach show!
Rafał Górak przyłożył rękę do zwolnienia Igora Jovićevicia z Widzewa, pośrednio pozbył się też Gonçalo Feio z Radomiaka. Niepokojące wieści w sprawie Luki Elsnera dochodzą z Krakowa, który odwiedzimy za tydzień. Czy trener Lechii również powinien drżeć o posadę?
John Carver jest absolutnie bezpieczny, a moim zdaniem ma jedną z najmocniejszych pozycji w Ekstraklasie. Może być spokojny o swoją posadę nawet w przypadku porażki z GieKSą, której nie można wykluczać, bo w Katowicach rozegramy jeden z najciekawszych meczów tej kolejki i spotkają się zespoły, które wiosną błyszczą. John Carver – jak każdy – ma swoje wady. Sam zauważam jego niechęć do robienia zmian w trakcie meczów – zdarzały się spotkania, gdy przeprowadzał zaledwie jedną lub dwie, a nie uważam, by zawodnicy z ławki byli aż tak słabi, by nie dostawać swoich szans. Mimo to zamyka usta krytykom dobrymi wynikami, bo gramy świetnie i – mówiąc otwarcie – powyżej oczekiwań. Nikt z nas nie spodziewał się, że Lechia będzie tak dobrze naoliwioną maszyną i będziemy strzelać tyle bramek.
Sobotnie spotkanie z Lechią będzie pierwszą od dłuższego czasu pauzą dla naszego kapitana – Arkadiusza Jędrycha. Spróbujesz zgadnąć, kiedy po raz ostatni Arek nie dokończył meczu?
Skoro o to pytasz, to mógł to być pojedynek z Lechią w Gdańsku, jeszcze w 1. lidze, w którym obejrzał czerwoną kartkę. Imponujące osiągnięcie. Swoją drogą mecze z nami są dla Jędrycha jak sinusoida – z jednej strony czerwona kartka i przymusowa pauza w sobotę, a z drugiej zwycięski gol w ostatniej minucie meczu w Katowicach, bez którego nie byłoby bezpośredniego awansu GieKSy. Dla nas to dobra wiadomość, że w sobotę nie zagra nie tylko on, ale i Alan Czerwiński.
Eksperymentalnie zestawiona obrona GieKSy może być wodą na młyn najlepszej ofensywy w lidze. Spodziewasz się gradu goli?
Logika Ekstraklasy wskazuje na 1:0 dla GKS-u Katowice po golu Klemenza, któremu udało się uchronić od przymusowej pauzy za kartki. Sam Lukas pokazuje ostatnio, że ma ciąg na bramkę, a skuteczność całej defensywy GieKSy może imponować. Gdybym jednak miał stawiać pieniądze, typowałbym remis z dużą liczbą goli – 2:2 lub 3:3.
Zachwycamy się postawą Lechii z przodu, tymczasem z tyłu drużyna przecieka najbardziej w całej Ekstraklasie. Skąd tak mocno zachwiany balans pomiędzy formacjami?
Jeśli zespół gra na wskroś ofensywnie, to zazwyczaj odbywa się to kosztem szczelności z tyłu. Warto jednak zwrócić uwagę, że najwięcej złego w naszej obronie działo się do siódmej kolejki, po której do Lechii dołączył Matej Rodin. Blisko 40% straconych goli przypada właśnie na pierwsze siedem spotkań, a od jesiennego meczu z GKS-em gramy już zdecydowanie lepiej w defensywie. Mimo że wciąż tracimy gole, bo tylko trzy razy zagraliśmy na zero z tyłu, to z Rodinem w składzie nie wygląda to już tak fatalnie.
Który z naszych poprzednich meczów zapamiętałeś najlepiej?
Jednym z ciekawszych wyjazdów był 1-ligowy mecz na starej Bukowej, przegrany 0:1 po wspomnianym golu Jędrycha. W tamtym czasie dopiero zaczynałem swoją przygodę z meczami wyjazdowymi i mimo porażki wspominam tamto spotkanie ciepło. Ciepło to słowo nieprzypadkowe, bo mimo że był to początek kwietnia, to w Katowicach było niesamowicie gorąco – jeden gość obok mnie siedział nawet bez koszulki. Ponadto, mile wspominam ten mecz z powodu świetnej kiełbasy na starym stadionie i mam nadzieję, że na Nowej Bukowej catering trzyma równie wysoki poziom.
Jaki scenariusz sobotniego pojedynku przewidujesz?
Wychodzę z założenia, że spektakl ocenia się przez pryzmat jego aktorów, dlatego wiele sobie obiecuję po pojedynkach Kapić – Nowak w środku pola. To właśnie od postawy drugiej linii będzie zależeć, która z drużyn przechyli szalę zwycięstwa na swoją stronę. Oba zespoły są usposobione ofensywnie, dlatego trzeba być tego dnia na stadionie, bo czeka nas emocjonujące widowisko. Zarówno GieKSa, jak i Lechia są ostatnio w wysokiej formie i uważam, że pokażą to w sobotę.
Obok ligi GieKSa skupia swoją uwagę na Pucharze Polski, w którym gra także pogromca Lechii.
Swoją pucharową przygodę zakończyliśmy w grudniu, przegrywając w Gdańsku z Górnikiem. John Carver mocno przemeblował wtedy zespół i to zaważyło na naszej porażce. Na szczęście kilka dni później wzięliśmy srogi rewanż w lidze, pokonując Zabrzan 5:2. Piłkarze byli mocno zdeterminowani, by udowodnić rywalom z Zabrza, a w szczególności Maksymowi Chłaniowi, który zamienił Lechię na Górnika, że są klasową drużyną i potrafią grać w piłkę.
Komu kibicujesz w ostatecznych rozstrzygnięciach, które czekają nas w kwietniu i maju?
Ze względu na sympatie kibicowskie najlepiej życzę Rakowowi, ale patrząc chłodnym okiem stawiam, że to GKS Katowice może sięgnąć po ten puchar. Nie jest to z mojej strony żadna kurtuazja na potrzeby tej rozmowy, bo patrząc na obecną formę wszystkich czterech zespołów to właśnie GieKSa najlepiej gra w piłkę.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze