Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: od pół roku w kryzysie
Jesienią podejmowaliśmy w Katowicach Koronę, święcąc się na czerwono w tabeli Ekstraklasy, gdy tymczasem rywal nieśmiało spoglądał w górę. Dziś rolę się odwróciły i to GKS ma bliżej do czołówki, a Kielczanie muszą oglądać się za siebie. Jak do tego doszło? Zapytaliśmy kibica Korony, Igora z facebookowego fanpage’a „Złocisto-Krwiści”.
Byłoby chyba zbyt nudno w Kielcach, gdybyście na ostatniej prostej sezonu nie zaplątali się w walkę o utrzymanie… Poprzedni sezon był wyjątkiem potwierdzającym tę regułę.
W mojej opinii – bo trudno mówić za wszystkich kibiców Korony, skoro nawet wśród tworzących nasz fanpage zdania są mocno podzielone – jesteśmy uwikłani w walkę o uniknięcie spadku i każdy zespół, który ma nie więcej niż 39 punktów, jest w tej samej sytuacji. Liczyłem, że ten sezon będzie spokojniejszy niż poprzednie – szybko „przyklepane” utrzymanie i nadzieje na coś więcej: może nie od razu puchary, ale górne rejony tabeli w pełni by mnie satysfakcjonowały. Tymczasem znowu musimy się bić o utrzymanie i mam pewne obawy co do zakończenia sezonu.
Różnice w dolnej części tabeli wciąż są niewielkie, a aż pięć drużyn, włącznie z wami, ma dziś 37 punktów. Obliczasz pozycję Korony w różnych małych tabelach czy jeszcze nie czas na takie analizy?
Przede wszystkim liczę, że Korona jak najszybciej zdobędzie brakujące do utrzymania punkty i z bilansem 41-42 „oczek” nie będziemy martwili się już o nic. Być może nie będzie potrzebne aż tyle, ale na dzisiaj właśnie to dałoby nam spokój w ligowym zestawieniu.
Na kim więc zdobyć te punkty?
Obowiązkiem jest zwycięstwo z Piastem za tydzień u siebie, bo moim zdaniem jest to zespół o niższym potencjale kadrowym i sportowym niż Korona. Ponadto dobrze byłoby wywalczyć remis z GieKSą lub Rakowem, jednak w tych pojedynkach nie będziemy faworytami. Najbardziej smakowałoby z kolei zwycięstwo z Widzewem, które mogłoby jednocześnie przypieczętować los zarówno nasz, jak i rywali z Łodzi. W takim scenariuszu mecz z Cracovią nie miałby już większego ciśnienia. Spełnieniem marzeń byłby jednak scenariusz, że już przed meczem z Widzewem jesteśmy pewni utrzymania.
Jesienią Korona przyjeżdżała do Katowic jako szósty zespół Ekstraklasy, tymczasem my plasowaliśmy się w strefie spadkowej. Jak ocenisz przebieg dalszej części sezonu, że przed rewanżem w Kielcach GieKSa ma znacznie bliżej do czołówki, z kolei wy musicie oglądać się za siebie?
Skok formy GieKSy nie podlega dyskusji i sam patrzę już na wasz zespół inaczej niż na początku sezonu. Jesienią oczekiwałem w Katowicach minimum remisu, licząc nawet na zwycięstwo. Uważałem wtedy, że Korona jest lepszym zespołem, dlatego ostateczny wynik był dla mnie dużym rozczarowaniem. Od tego czasu wiele się zmieniło i dziś GKS w mojej opinii jest jedną z najlepiej grających drużyn w Ekstraklasie. Udało się przezwyciężyć jesienny kryzys, trener Górak wyciągnął odpowiednie wnioski, ponadto wyklarowały się indywidualności w postaci Bartka Nowaka czy Emana Markovicia, który ostatnio gra na niesamowitym poziomie. Obrona również funkcjonuje bardzo fajnie, mimo że ostatnio tracicie więcej goli, do tego dynamiczne wahadła. Wszystko się u was zgadza. Z kolei Korona notuje zdecydowany spadek formy – moim zdaniem jesteśmy w kryzysie trwającym już ponad pół roku i nie ma tu grama przesady. W tabeli liczonej od października zdobywamy średnio punkt na mecz – jest to bilans na poziomie spadkowicza. Nie notujemy żadnych serii bez porażki i tylko dzięki dobrej postawie na początku sezonu nie jesteśmy dziś w strefie spadkowej.
Początek rundy nie zapowiadał takich ciężarów, bo przywieźliście przecież komplet punktów z Łazienkowskiej i z Radomia.
Warto jednak pamiętać, że w żadnym z tych meczów nie byliśmy stroną dominującą. W Warszawie zagraliśmy naprawdę nieźle, mimo że murawa nie pozwalała tam na zbyt wiele, poza tym Legia Papszuna to nie był jeszcze ten sam zespół co dzisiaj. Gospodarze mieli swoje sytuacje, włącznie z niewykorzystanym rzutem karnym, ale błysk Mariusza Stępińskiego pozwolił nam wywieźć cenne punkty ze stolicy. Tydzień później przegraliśmy jednak z Zagłębiem w kuriozalnych okolicznościach – pełna dominacja i masa stworzonych sytuacji przyniosła tylko jednego gola, a w końcówce w absurdalnych okolicznościach straciliśmy dwie bramki. Z kolei w Radomiu nie mieliśmy zbyt wiele do powiedzenia, mimo to zdobyliśmy dwa gole, które dały nam zwycięstwo. W dalszej części sezonu mieliśmy problemy, aby w danym meczu zagrać dwie równe połowy, z wyjątkiem pojedynku z Arką, z którego w stu procentach mogliśmy być zadowoleni. Zwycięstwo z Termalicą nie przekonało nikogo, remis po niezłej grze z Jagiellonią mógł napawać optymizmem, ale zaraz potem przyszedł mecz w Zabrzu, grany pod dyktando gospodarzy i zakończony kolejną porażką. Wciąż czegoś nam brakuje.
Znakomite wejście do zespołu miał wspomniany Mariusz Stępiński, natomiast im dalej w rundę, tym mniej spektakularne były jego występy. Spodziewałeś się po nim więcej?
W dniu ogłoszenia jego transferu, bo wcześniej nie było nawet plotek o takim ruchu, zdziwiłem się, że taki zawodnik trafia do Kielc, a jednocześnie miałem wątpliwości, czego się po nim spodziewać. W Ekstraklasie nie grał dawno, po latach spędzonych we Włoszech i Francji ostatnio występował na Cyprze, gdzie nie imponował statystykami. Byłem jednak przekonany, że Stępiński będzie lepszym napastnikiem niż ci, których mieliśmy w kadrze. Mecz z Legią był powiewem optymizmu i rozbudził nasze apetyty co do jego dyspozycji. Ja zakładałem, że jeśli zdobędzie minimum pięć goli w rundzie, to będę zadowolony. Były mecze, w których był totalnie niewidoczny, wyłączony przez obrońców, zostawiony poniekąd sam sobie – tak było z Radomiakiem czy Zagłębiem. Z kolei z Motorem dochodził do ogromnej ilości strzałów, mimo to do siatki nie trafił. Nie jestem więc zawiedziony jego postawą – uważam, że czasem brakuje mu odpowiedniego serwisu ze strony pomocników.
Sporo mówiło się również o drugim zimowym transferze: Simon Gustafson miał być czołowym pomocnikiem w lidze, tymczasem noty zbiera nienajlepsze.
Nie wierzę, że ktoś, kto dziś wypowiada się pozytywnie o tym zawodniku, ogląda mecze Korony. Zimą liczyłem, że trafi do nas pomocnik z prawdziwego zdarzenia, bo całą rundę jesienną opieraliśmy się na Martinie Remacle i Tamarze Svetlinie – aż strach pomyśleć, co by było, gdyby jeden z nich wypadł. Wiele nazwisk przewijało się w plotkach transferowych, a spośród nich Gustafson robił największe wrażenie. Na papierze wyglądał bardzo dobrze – sporo spotkań w lidze szwedzkiej i walka o puchary, a wcześniej dobre noty w Holandii. W każdym zespole grał sporo i robił świetne liczby jak na pomocnika. Oczekiwania były więc spore, a jak dotąd w Kielcach Szwed okazuje się przeciętniakiem. Każdy jego występ można podsumować w ten sam sposób: jest za wolny, nieprzygotowany fizycznie, wiecznie spóźniony i zagubiony. Trudno dopatrzyć się jakichkolwiek pozytywów u tego gracza.
Jak sam wspomniałeś, ciężko sobie wyobrazić waszą drugą linię bez Remacle’a i Svetlina. W sobotę nie będzie trzeba sobie tego wyobrażać, bo Słoweniec pauzuje za kartki. Jak duża jest to strata?
Svetlin grał dotąd w każdym meczu Korony i nie widzę innej opcji niż zastąpienie go właśnie Gustafsonem. Ktokolwiek by go nie zastąpił, to strata będzie duża, bo jest to jeden z naszych najlepszych zawodników, obok Błanika, Sotiríou i Dziekońskiego.
W Katowicach pamiętamy bardzo dobrze Dawida Błanika, który był naszym katem w ubiegłym sezonie. Odnalazł znów tamtą formę, bo nie licząc początku sezonu już tak nie błyszczy?
Dawid wraca do swojej najlepszej dyspozycji, choć występ w Zabrzu nie był najlepszy w jego wykonaniu. Z Lechią trafił z karnego, z Arką zaliczył dwie asysty, co pozwala nam wierzyć, że wraca Błanik pamiętany z początku sezonu. Zjazd formy wynika przede wszystkim z kontuzji, która przytrafiła się jesienią. Próbowano go leczyć doraźnie, musiał jednak opuścić ostatnie mecze rundy. Z kolei zimą złamał palec u ręki i musiał grać z opatrunkiem, który być może wywoływał u niego dodatkową blokadę. Liczę jednak, że w końcówce sezonu znów będzie w pełnej dyspozycji.
Jak mocna jest dziś pozycja Jacka Zielińskiego? Przypominam sobie rozmowy z kibicami Cracovii, którzy zwracali uwagę, że drugi rok jego pracy w danym klubie jest zawsze gorszy. Podobnie jest w Kielcach?
Wydaje mi się, że w oczach zarządu pozycja trenera wciąż jest mocna, choć z drugiej strony Łukasz Maciejczyk – właściciel, ale jednocześnie kibic Korony – czasem daje się ponieść własnym emocjom lub presji opinii publicznej. Dlatego sytuacja trenera może się w każdej chwili zmienić. Wśród kibiców można się z kolei spotkać z opiniami skrajnie różnymi – część wierzy, że trener wyprowadzi nas z tego długotrwałego kryzysu, inni natomiast zwracają uwagę na prawidłowość, o której wspomniałeś. Ja mam wrażenie, że trener nie jest skory do poszukiwania nowych rozwiązań na grę zespołu, trzyma się raczej stałych założeń, które kiedyś funkcjonowały, a dzisiaj przestały. Nasza gra nie jest ani widowiskowa, ani skuteczna. Jedyne, do czego nie można mieć zastrzeżeń, to stałe fragmenty gry. Mimo że sama liczba punktów nie jest taka zła, to w mojej opinii ten kryzys trwa już zbyt długo.
Postawa GieKSy w ostatnich meczach mrozi krew nomen omen Złocisto-Krwistych przed sobotnim pojedynkiem?
Forma GKS-u może imponować w zasadzie od początku rundy. Szczególne wyróżnienie należy się Bartkowi Nowakowi, który zasługuje na miano MVP tej ligi – gra widowiskowo, wykręca niesamowite liczby i daje dużo jakości indywidualnej. Szalony mecz rozegraliście w Częstochowie w Pucharze Polski – sporo było walki, gonienie wyniku i finał w postaci przegranych rzutów karnych. Wydawałoby się, że po takim meczu morale może spaść, bo była to wielka szansa dla klubu – zagrać na Narodowym i być może nawet wygrać Puchar, bo w mojej opinii GieKSa gra obecnie lepszą piłkę niż Górnik. Tymczasem w Poznaniu, w pojedynku z zespołem, który w oczach wielu już jest mistrzem Polski, GKS znów grał świetnie i momentami dominował nad Lechem. Z Motorem znowu zgraliście dobrze, szczególnie jeśli chodzi o ofensywę. Da się jednak zauważyć, że we wszystkich tych spotkaniach defensywa prezentowała się już gorzej niż wcześniej. Warto wspomnieć, że oprócz Nowaka pojawiają się inni piłkarze w wysokiej formie. Wahadła już wcześniej funkcjonowały bardzo dobrze, pod nieobecność Kowalczyka wchodzi Rasak i nie widać spadku jakości, do tego Milewski, który w dobrze funkcjonującym systemie GieKSy wygląda rewelacyjnie. Natomiast to, co ostatnio robi Marković, to najwyższy poziom Ekstraklasy. Macie szansę powalczyć o miejsca gwarantujące puchary, dlatego nie spodziewam się, że odpuścicie Koronie. Z kolei my nie zwykliśmy dopuszczać rywala do zbyt wielu okazji bramkowych, mimo to GieKSa przyjeżdża do Kielc jako faworyt. Dlatego przed spotkaniem remis brałbym w ciemno.
Jakiego scenariusza spodziewasz się więc w sobotę?
Mimo przewagi własnego boiska zakładam pragmatyczne podejście do meczu, zważywszy na formę waszej ofensywy. Trener Zieliński może chcieć zaparkować autobus w naszym polu karnym – może nie do tego stopnia jak robi to zwykle Wisła Płock, ale koncentracja będzie przede wszystkim na obronie, z planami na kontry w wykonaniu Błanika czy Długosza. Obie drużyny będą też szukać przewagi w stałych fragmentach gry – zobaczymy, komu wyjdzie to lepiej.
Jaki wynik padnie w Kielcach?
Z uwagi, że sceptycznie podchodzę do naszej obecnej formy, a GieKSa jako drużyna ostatnio imponuje, szczerze mówiąc typuję 2:0 dla GKS-u. I nie chcę umniejszać Koronie, tylko staram się obiektywnie podchodzić do meczów moich drużyn. Bazując na liczbach nie widzę przesłanek wskazujących na przewagę Korony. Dla mnie faworyt jest jasny, logika Ekstraklasy bywa jednak przewrotna, więc jakaś część mnie zawsze będzie wierzyć w Koronę.
Jakiego z kolei masz nosa co do ostatecznych rozstrzygnięć w Ekstraklasie?
Mistrzem musi zostać Lech, bo jest to najlepiej poukładana drużyna, która jest w stanie powalczyć o coś więcej w pucharach. Jednego spadkowicza już znamy, drugim – niezależnie od kibicowskich animozji – zostanie Widzew, bo gra najgorszą piłkę w lidze, bez żadnego pomysłu, nie mówiąc już o środkach, jakie zostały zainwestowane. Nie widać tam zawodników, którzy chcieliby umierać za klub. Trzecim wydaje mi się zostanie Arka ze względu na ciężki terminarz i niski potencjał kadrowy. Do pucharów typuję za to Górnika, Jagiellonię, GKS i mimo wszystko Raków.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze