Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mediów: Tauron KH GKS Katowice z brązowym medalem!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.
W ubiegłym tygodniu hokeiści zakończyli grę w Polskiej Hokej Lidze w sezonie 2018/19, zdobywając ostatecznie brązowy medal mistrzostw. W „małym finale”, w meczach do dwóch wygranych pokonali ekipę Tatryski Podhale Nowy Targ 2:1.
Siatkarze, również zakończyli rozgrywki ligowe, zajmując ostatecznie ósmą lokatę. W meczach decydujących o miejscu w tabeli, przegrali z Asseco Resovią 0:2 (w obu meczach po 0:3). Po ostatnim meczu sezonu uroczyście podziękowano trenerowi Piotrowi Gruszce za trzy lata spędzone na ławce trenerskiej GieKSy.
Piłkarki, ze względu na powołania do kadry narodowej i mecze reprezentacji, pauzowały. Rozgrywki zostaną wznowione w najbliższy weekend. Piłkarze, rozegrali dwa spotkania, oba remisując w identycznym stosunku 2:2 z Chojniczanką i Chrobrym. Doniesienia mass mediów o tych meczach znajdziecie odpowiednio tutaj i tutaj.
PIŁKA NOŻNA
weszlo.com – Wyboje na drodze Widzewa do I ligi
[…] Widzew na finiszu decyduje się więc na starą polską szkołę trenera-strażaka. Jak poinformował Przegląd Sportowy, misji ratunkowej ma się podjąć Jacek Paszulewicz, który z nowym dyrektorem sportowym, Łukaszem Masłowskim, współpracował w Grudziądzu. Kibiców ta kandydatura nie rzuciła na kolana: ostatnio Paszulewicz pracował w GKS-ie Katowice, który miał podobne cele w pierwszej lidze jak Widzew w drugiej. Jego GKS przegrał finisz, a w bieżącym sezonie rozczarowywał jeszcze bardziej. Jego średnia punktów w klubie, który miał zrobić skok na Ekstraklasę, to 1.36.
sportdziennik.pl – Barometr I-ligowca. Wszystkie ręce na pokład
Rozdajemy plusy i minusy za rozegraną ostatnią kolejkę I ligi. Zobacz barometr I-ligowca, czyli, kto zasłużył na pochwałę, a kto zagrał poniżej oczekiwań.
[…] Miniony tydzień przyniósł przy Bukowej dwa emocjonujące mecze, zakończone remisami 2:2 – rozczarowującymi, zważywszy na klasę rywali (Chojniczanka, Chrobry) i przede wszystkim sytuację w tabeli. Na wyjazdach GieKSa punktuje nawet powyżej normy (16 pkt w 13 spotkaniach), ale u siebie bilans ma absolutnie skandaliczny. 1 zwycięstwo, 7 remisów, 6 porażek. Niech no jeszcze któryś trener rywali powie, że „Bukowa to ciężki teren”!
Do Bytovii katowiczanom jednak daleko. Ona u siebie zanotowała już 10 remisów. W 14 meczach! Aha, żeby była jasność; stawiamy, że – mimo wszystko! – GKS jednak się utrzyma.
[…] 35,48% – tak nisko wyliczamy nadzieje GKS-u Katowice na utrzymanie
0% – nasz kalkulator nie daje już szans Garbarni na utrzymanie
(wyliczone metodą Monte Carlo, 10 tys. scenariuszy, rozkład jednostajny)
dziennikzachodni.pl – Joanna Olszewska (GKS Katowice): Nie spodziewałam się debiutu w kadrze [ROZMOWA]
Joanna Olszewska, piłkarka GKS-u Katowice, w zremisowanym 1:1 meczu towarzyskim z Włochami po raz pierwszy zagrała w reprezentacji Polski.
Selekcjoner Miłosz Stępiński był pod wrażeniem tego, jak swobodnie czuła się pani w kadrze od pierwszego dnia zgrupowania. Rzeczywiście tak było?
Przede wszystkim cieszyłam się, że dostałam powołanie, ale jednocześnie byłam maksymalnie skoncentrowana na tym, żeby tę szansę wykorzystać.
W debiucie w towarzyskim meczu z Włochami weszła pani na prawą obronę. W klubie najczęściej jest to strona przeciwna. Nie było z tym problemu?
Od pierwszych zajęć selekcjoner przygotowywał mnie do takiej właśnie roli. Myślę, że go nie zawiodłam.
Z aklimatyzacją w zespole też było w porządku?
Jak najbardziej. Dziewczyny super mnie przyjęły, Kasia Kiedrzynek na powitanie powiedziała kilka miłych słów i od razu było łatwiej. Część zawodniczek znam zresztą z ligi i reprezentacji młodzieżowej.
[…] Pani przykład pokazuje, że GKS to dobry klub, żeby zwrócić na siebie uwagę. Zgadza się pani z taką tezą?
Tak. Dlatego zresztą przeszłam do tego klubu z Wrocławia,bo jest naprawdę znakomicie zorganizowany i chce grać o najwyższe cele. W obecnym sezonie jesteśmy w Ekstralidze beniaminkiem, a przecież bijemy się o czołową szóstkę, czyli grupę „mistrzowską”.
Wiedziała pani, że trenerzy kadry przyjeżdżają na mecze GKS-u?
To akurat nic nadzwyczajnego, bo cała liga jest pod ich obserwacją.
[…] Kadra to kolejny etap kariery, a następne?
Zobaczymy. Na pewno wiążę swoją przyszłość z piłką nożną. A gdy skończę kiedyś sama grać będę chciała w tym środowisku pozostać, na przykład na ławce trenerskiej. I to niekoniecznie w odmianie kobiecej, zresztą na początku w Śląsku Wrocław grałam razem z chłopakami. Na razie jednak myślę przede wszystkim o środowym meczu towarzyskim z Finlandią.
Z Wrocławia do Katowic trafiła pani po maturze. Czy reprezentantka Polski kontynuuje naukę?
Jestem na pierwszym roku katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego i staram się godzić naukę z uprawianiem sportu. Łatwo nie jest, ale się staram.
SIATKÓWKA
sportowefakty.wp.pl – Siatkarze GKS-u liczą na powrót do Rzeszowa. „Mam nadzieję, że uda nam się odwrócić tę rywalizację”
Katowiczanie oddalili się od siódmej pozycji po przegranym 0:3 starciu z Asseco Resovią.
Podopieczni Piotra Gruszki od mocnego uderzenia rozpoczęli poniedziałkowe starcie. Potężne ataki Karola Butryna oraz szczelny, katowicki blok sprawiły, że przyjezdni szybko odskoczyli na pięć „oczek” (7:2). Ta dobra passa GKS-u nie trwała jednak zbyt długo. Siatkarze Asseco Resovii przejęli po chwili kontrolę na boisku i już do końca meczu nie pozwolili dojść do głosu rywalom.
[…] Katowiczanie rozegrali swój najlepszy sezon w historii występów w PlusLidze. Dopiero w końcowej fazie rundy zasadniczej pogrzebali swoje szanse na grę w play-offach.
siatka.org – Asseco Resovia siódmą drużyną sezonu
Zakończyła się PlusLigowa walka o siódme miejsce na koniec sezonu. W drugim spotkaniu pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów, a GKS-em Katowice „Pasy” ponownie wygrały bez straty seta, kończąc tym samym sezon zwycięską batalią.
polsatsport.pl – PlusLiga: Siódme miejsce dla Asseco Resovii
[…] Piotr Gruszka ma przejąć po sezonie ekipę Asseco Resovii, a drużynę z Katowic poprowadzić ma Dariusz Daszkiewicz. Z GKS po sezonie ma odejść dwunastu zawodników, nowy trener poprowadzi więc niemal zupełnie nowy zespół.
sportowefakty.wp.pl – Katowicki GKS podziękował Piotrowi Gruszce. „Mówimy: do zobaczenia”
Ostatni mecz GKS-u Katowice w sezonie 2018/2019 oznaczał także koniec pracy w tym klubie dla Piotra Gruszki, związanego z GieKSą od 2016 roku. Były reprezentant Polski został pożegnany w stylu godnym pochwały.
– Przez wiele lat oglądaliśmy i podziwialiśmy Piotra Gruszkę jako doskonałego zawodnika. Teraz wiemy, że jest równie ambitnym i utalentowanym trenerem. Dziękuję mu oraz całemu sztabowi szkoleniowemu za świetną współpracę. Przed trzema laty projekt siatkarskiej GieKSy w PlusLidze był wielką niewiadomą. Z roku na rok nasza pozycja w siatkarskim świecie jednak rosła. To w olbrzymiej mierze zasługa trenera Piotra Gruszki i jego sztabu. Za to wszystko w imieniu nas wszystkich chciałbym podziękować. Nadszedł moment, gdy nasze drogi sportowe się rozchodzą. Trenerowi nie mówimy żegnaj, ale do zobaczenia – mówił na łamach oficjalnego portalu GKS-u Katowice Marcin Janicki, prezes klubu.
[…] Pod wodzą Gruszki katowicka drużyna w swoim inauguracyjnym sezonie w PlusLidze zajęła dziesiąte miejsce, a w kolejnym jedenaste. W tym roku GKS przez długi czas walczył o awans do fazy play-off i był bardzo blisko historycznego osiągnięcia, jednak na koniec rundy zasadniczej zajął ósme miejsce.
Koniec przygody trenera z Gruszki z GKS-em, przypadający na mecz z Resovią, jest znamienny z jednego powodu. Nieoficjalnie wiadomo, że były trener katowiczan przeniesie się właśnie do Asseco Resovii Rzeszów, a wraz z nim do tego klubu przejdą Tomas Rousseaux, Marcin Komenda, Bartosz Mariański oraz trener przygotowania fizycznego Andrzej Zahorski.
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – GieKSa pokonana. Podhale bliżej brązu!
Hokeiści Tauronu KH GKS Katowice przegrali na własnym lodowisku z TatrySki Podhale Nowy Targ 2:3 w pierwszym starciu o brązowy medal. Nowotarżanie są bliżej zdobycia 17 medalu za trzecie miejsce. Po pierwszej tercji Podhale prowadziło po golu z 3 min zdobytym za sprawą indywidualnej akcji Krystiana Dziubińskiego, który trafił między parkany Kevina Lindskouga.
[…] W końcówce tej osłony doszło do bójki z udziałem kilku zawodników. Najbardziej aktywnych Oskara Jaśkiewicza i Marcina Urbanowicza arbiter odesłał do szatni.
W drugiej tercji z początku inicjatywa należała do katowiczan, ale Ci sposobu na – tradycyjnie już – świetnie dysponowanego Przemysława Orobnego, nie znaleźli. Za to Podhalanie zdobyli kolejne dwa gole.
[…] Wydawało się, że w 3 tercji Podhale już będzie spokojnie pilnowało wyniku. Tym czasem w ostatnich 10 minutach mecz zaczął nowotarżanom wymykać się spod kontroli. Najpierw w 54 min, w trakcie liczebnego osłabienia Podhala, gola dla katowiczan zdobył mocnym strzałem Dusan Davecka, a po niespełna 4 minutach jego wyczyn skopiował Niko Thukanen i przewaga „Szarotek” stopniała do jednej bramki. Co więcej na 1 minutę i 29 sekund przed końcem Podhalu przytrafiła się kara techniczna. Katowiczanie grali więc z przewagą 5 na 4, a przez ostanie 69 sekund – po wycofaniu bramkarza – 6 na 4. Pod bramką Odrobnego kilka razy mocno się zakotłowało, ale koniec końców Podhalnie obronili jedno bramkowe prowadzenie.
„Szarotki” nie wykorzystały szansy. Walka o brąz wciąż trwa!
Hokeiści TatrySki Podhale Nowy Targ nie wykorzystali szansy aby zdobyć brązowe medale na własnym lodowisku. W czwartkowy wieczór lepsi okazali się zawodnicy Tauronu KH GKS Katowice wygrywając 4:1. Zaczęło się obiecująco dla Podhala bo już w 5 min wypuszczony w bój przez Krystiana Dziubińskiego, Patrik Mosio wygrał pojedynek sam na sam z Kevinem Lindskougiem. Kolejne minuty wyrównane. Kiedy wydawało się, że Podhale jedno bramkową przewagę dotrzyma do przerwy, błąd Oskara Jaśkiewicza kosztował „Szarotki” stratę wyrównującego gola. Podanie Patryka Wronki – który odebrał krążek obrońcy Podhala – przed bramkę, wykorzystał Jesse Rothla.
Gol stracony do szatni negatywnie odbił się na postawie nowotarżan w tercji drugiej. Tę część spotkania gospodarze przegrali 0:2. W 27 min Przemysława Odrobnego z najbliższej odległości pokonał Janne Laakonen, a w 35 min jego wyczyn skopiował Grzegorz Pasiut. A Podhale w tej odsłonie praktycznie nie zagroziło bramce rywala.
Kibice liczyli, że w 3 tercji „Szarotki”, nie mając nic do stracenia, rzucą się na rywala. Niestety nowotarżanom brakowało już przede wszystkim sił, ale i pomysłu na to by sforsować defensywę katowiczan. 3 minuty i 51 sekund przed końcem goście złapali karę. Trener Podhala Tomek Valtonen zdecydował się od razu zdjąć z bramki Odrobnego, ale ostatecznie manewr ten przyniósł skutek odwrotny od zamierzonego. Nadzieję nowotarżan rozwiał ich wychowanek, Tomasz Malasiński, strzałem do pustej bramki.
sportdziennik.pl – Hokeiści z Katowic w blasku brązu!
Na niespełna 2 minut przed końcem meczu Tauronu KH GKS-u Katowice z Podhalem Nowy Targ „Satelitą” wstrząsnęły gromkiem śpiewy – to był nieomylny znak, że ich pupile zmierzają po zwycięstwo. Hokeiści z Katowic w decydującym meczu wygrali 2:1 oraz w serii również 2-1 i zdobyli brązowy medal. Plany były inne, ale porażka w półfinale z Comarch Cracovią przerwała marzenia o grze w finale oraz złocie.
[…] Tylko na początku po huraganowych atakach gospodarzy na bramkę Przemysław Odrobnego kibice byli rozgorączkowani. Potem z minuty na minutę temperatura się obniżała, tempo akcji spadło, a i sytuacji podbramkowych było mniej. W końcu jednak starania o gola zostały zakończone sukcesem. Fin Niko Tuhkanen niemal równo z końcową syreną z połowy tercji uderzył po lodzie i krążek przemknął między parkanami „Wiedźmina”.
Kiedy na początku II tercji Bartosz Fraszko zdobył gola, wydawało się, że kolejne będą kwestią czasu. Kibice znów się mocno ożywili i wsparli swój zespół. Owszem, było sporo gorących spięć pod bramką „Szarotek”, ale krążek nie wpadł do siatki. Gospodarze wszystko mieli pod kontrolą i nic nie powinno się stać. A jednak. W 39:35 do boksu kar powędrował Maris Jass, jednak 8 sek. później Krystian Dziubiński zdobył kontaktowego gola.
W ostatniej nie zanotowaliśmy goli, choć krążek raz trafił w słupek po strzale Tomasza Malasińskiego, z kolei za drugi razem on podawał przed bramkę „guma” odbiła się od łyżwy Jane Laakkonena i wpadła do siatki. Sędziowie długo analizowali i w końcu gola nie uznali.
dziennikzachodni.pl – Tauron KH GKS Katowice z brązowym medalem!
Hokeiści Tauronu KH GKS Katowice zdobyli brązowe medale mistrzostw Polski. W decydującym meczu katowiczanie pokonali u siebie Podhale Nowy Targ.
[…] Tradycyjnie już w Satelicie na trybunach panowała gorąca atmosfera, a zespół do walki zagrzewał m.in. bębniarz. Po zakończeniu spotkania fani zgotowali brązowym medalistom gorącą owację.
To drugi z rzędu medal Tauronu KH GKS Katowice. Przed rokiem zespół sięgnął po srebro.
hokej.net – Coolen: Dziękuję graczom i kibicom
[…] – To był trudny sezon, dlatego dziękuję moim graczom za walkę do końca – powiedział Tom Coolen, trener GieKSy.
Szefostwo, sztab szkoleniowy, jak i sami zawodnicy przed sezonem zgodnie podkreślali, że ich celem jest tytuł mistrzowski. Tymczasem w półfinale katowiczanie ulegli Comarch Cracovii 2:4 i w starciu o brąz zmierzyli się z TatrySki Podhalem Nowy Targ.
[…] Kanadyjski szkoleniowiec żałował że jego zespołowi nie udało się po raz drugi z rzędu powalczyć o tytuł mistrzowski. Niemniej cieszy się, że jego podopieczni sięgnęli po brąz.
– Jeśli wygrywasz ostatni mecz fazy play-off, to możesz być ze swojego sezonu zadowolony. Powinniśmy być dumni z naszych hokeistów. Zdobyliśmy brąz w Pucharze Kontynentalnym i brąz w Mistrzostwach Polski, nie powinniśmy tego lekceważyć. Chciałem także bardzo podziękować kibicom, którzy nie ustawali w swoim dopingu. Byli naprawdę fantastyczni – powiedział 65-letni trener pochodzący z Halifaxu.
Malasiński: Nie trafiliśmy z formą na najważniejszy moment sezonu
Hokeiści Tauronu KH GKS-u Katowice sezon zakończyli z brązowymi medalami, ale nie da się ukryć, że mierzyli znacznie wyżej.
[…] – Wiadomo, że nasze głowy są jeszcze przy półfinale, który przegraliśmy. Wcale nie czujemy się gorsi od finalistów. Po prostu zabrakło nam szczęścia i nie trafiliśmy z formą na najważniejszy moment sezonu – nie ukrywał Tomasz Malasiński, kapitan GieKSy.
[…] – Walka o ten medal nie była łatwa. Mieliśmy dwukrotnie nóż na gardle, ale pokazaliśmy charakter. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że nie po to harowaliśmy cały rok i byliśmy pierwsi w sezonie zasadniczym, żeby teraz obejść się bez medalu. Czwarte miejsce dla sportowca jest tym najgorszym – nie ukrywał napastnik Tauronu KH GKS-u Katowice.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze