Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mass mediów: Całe życie przy hokeju. Tkacz w Galerii Sław
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.
W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania w PHL, stan w rywalizacji w play-off jest remisowy 2:2. Siatkarze wygrali mecz z Chemikiem Bydgoszcz i w dalszym ciągu mają szanse na zajęcie miejsca w czołowej szóstce rozgrywek. Piłkarki z kolei rozpoczęły rundę rewanżową rozgrywek Ekstraligi. Piłkarze rozegrali trzy mecze sparingowe, w których dwa razy wygrali i jeden zremisowali.
PIŁKA NOŻNA
dziennikzachodni.pl – Piłkarki GKS Katowice powitały wiosnę
Piłkarki GKS Katowice rozegrały pierwszy mecz rundy wiosennej. Ich rywalkami był zespół AZS Wrocław. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem.
Dla katowiczanek to strata dwóch punktów. Zespół walczy bowiem o miejsce w czołowej szóstce, która w drugiej fazie sezonu będzie walczyła o medale, mając jednocześnie zapewnione utrzymanie. Katowiczanki raz posłały piłkę do siatki rywalek, ale gol nie został uznany. W pozostałych sytuacjach zabrakło im precyzji i zimnej krwi.
sportowefakty.wp.pl – Sparingowa środa: ŁKS Łódź nie uciekł, GKS Katowice dogonił
ŁKS Łódź zremisował 1:1 z Torpedo-BiełAZ Żodino, a GKS Katowice z Qizilqum Zarafshon. Oba zespoły w czwartek wrócą do Polski ze zgrupowania w Turcji.
[…] Piłkarze GKS-u Katowice mogą powiedzieć coraz więcej o poziomie uzbeckiej ekstraklasy. Zagrali z drugim w ciągu kilku dni. Po poniesieniu porażki 0:1 z Sogdiyoną Jizzax zremisowali 1:1 z Qizilqum Zarafshon. W przeciwieństwie do łodzian GKS dogonił swojego przeciwnika. Kontratak zakończył celnym strzałem Bartosz Śpiączka. Po przechwyceniu piłki drużynie Dariusza Dudka wystarczyły dwa podania, żeby przetransportować piłkę w pole karne zespołu z Uzbekistanu.
gol24.pl – Nie żyje były piłkarz GKS Katowice. Zmarł tragicznie w kopalni
W czwartek doszło do tragedii w kopalni Murcki Staszic, w wyniku której dwóch górników zmarło. Obaj pracowali w dziale wentylacji. Jednym z nich był Damian Florek, który w przeszłości występował w katowickim GKS.
[…] Jedną z ofiar okazał się były zawodnik GKS-u Katowice Damian Florek. Piłkarz był wychowankiem GieKSy, a w pierwszym zespole występował w sezonie 2006/2007.
kspolkowice.pl – Nie dali rady z GKS-em
W meczu sparingowym rozegranym z Katowicach piłkarze KGHM ZANAM Górnik Polkowice ulegli I-ligowemu GKS-owi 0:4. Trener Enkeleid Dobi podczas meczu testował wszystkich swoich graczy.
sportdziennik.pl – GKS Katowice – Pniówek 74 Pawłowice. Ostatnie szlify
Na głównej płycie stadionu przy Bukowej rozegrano sparing GKS Katowice – Pniówek 74 Pawłowice. Spotkanie było otwarte dla kibiców, a sam mecz nie zawiódł oczekiwań sympatyków obu klubów, bo zawodnicy się nie oszczędzali, a niżej notowani przeciwnicy katowiczan wysoko zawiesili poprzeczkę.
Prowadzenie gospodarzom dał skuteczny w okresie przygotowawczym Bartosz Śpiączka, który dopadł do piłki po crossowym podaniu Arkadiusza Woźniaka. GieKSa miała wyraźną przewagę, ale nie potrafiła przełożyć tego na dogodne sytuacje, choć w 32 minucie bliski szczęścia był Woźniak. Bramkarz Pniówka Bartosz Gocyk stanął jednak na wysokości zadania. Tuż pod koniec pierwszej części spotkania goście mogli wyrównać, po tym, jak piłka po strzale Tomasza Musioła trafiła w poprzeczkę.
Na drugą połowę katowiczanie wyszli bez zmian i szybko podwyższyli prowadzenie. Gola strzelił efektownym uderzeniem z woleja z 10 metrów Adrian Błąd. Potem oba zespoły miały jeszcze kolejne okazje do zdobycia kolejnych bramek, m.in. GieKSę uratował słupek, jednak wynik już się nie zmienił.
SIATKÓWKA
plusliga.pl – Środa z PlusLigą: GKS Katowice – Chemik Bydgoszcz 3:1
GKS Katowice pokonał Chemika Bydgoszcz 3:1 (22:25, 25:18, 25:20, 25:13) w meczu 21 kolejki PlusLigi. MVP Rafał Sobański.
[…] Faworytem byli katowiczanie, którzy walczą o miejsce w czołowej szóstce i zespół Piotra Gruszki wywiązał się z tej roli, choć początek był trudny.
W początkowych fragmentach seta mocną stroną GieKSy znów była zagrywka. Po asach serwisowych Marcina Komendy, Emanuela Kohuta i Rafała Sobańskiego gospodarze prowadzili 8:5. Ten stan nie trwał jednak długo, bowiem rywale odrabiali straty, ale przez dłuższy czas skuteczna gra GKS-u na siatce nie pozwalała Chemikowi doprowadzić do remisu. Choć to GKS był przez większość czasu na prowadzeniu, to końcówka padła jednak łupem rywali. Dwie kontrataki oraz błąd katowiczan przy siatce sprawił, że to bydgoszczanie mieli piłkę setową, którą wykorzystali już przy pierwszej okazji.
Zupełnie inaczej wyglądała druga odsłona spotkania, która również rozpoczęła się po myśli GieKSy.
[…] Po asie serwisowym Karola Butryna prowadzenie wzrosło do czterech punktów (17:13). Końcówka była już popisem gospodarzy. Przy zagrywce Rafała Sobańskiego GieKSa wyszła ze stanu 17:14 na 22:14 i po chwili wyrównała stan spotkania.
Podobny przebieg miała trzecia odsłona. Po dość wyrównanym początku katowiczanie dzięki skutecznej grze odskoczyli na dwa punkty przewagi, ale przez dłuższy czas nie mieli możliwości zbudowania większego zapasu. Gorąco na boisku zrobiło się, gdy rywale zdołali doprowadzić do remisu 17:17. W tym momencie katowicki zespół zagrał jednak bardzo efektywnie. Kluczem do sukcesu okazała się gra blokiem oraz na kontrze, które były możliwe dzięki obronom Bartosza Mariańskiego.
[…] Czwarta partia rozpoczęła się od mocnego uderzenia trójkolorowych, którzy już na początku prowadzili 5:1. Kolejne wymiany ustawiły przebieg całego seta. Siatkarze gospodarzy zdominowali rywali. Po punktowym bloku Bartłomieja Krulckiego było już 11:6 dla katowiczan , a po chwili przewaga była już nie do odrobienia dla rywali. GKS zagrał kompletnie, rozbił rywali i zatrzymał na swoim koncie cenne trzy punkty…
siatka.org – PL: GKS Katowice lepszy od Chemika Bydgoszcz
Komplet punktów w starciu z Chemikiem Bydgoszcz wywalczyli siatkarze GKS-u Katowice. Rozgrywane na Śląsku spotkanie lepiej co prawda rozpoczęli przyjezdni, ale trzy kolejne partie należały już do podopiecznych Piotra Gruszki. W czwartej odsłonie katowiczanie rozbili swoich rywali aż 25:13.
HOKEJ NA LODZIE
sport.interia.pl – Play-offy w PHL. Tauron KH GKS Katowice – Unia Oświęcim 6-3 w 3. meczu ćwierćfinałowym
Unia Oświęcim znów pokazała lwi pazur, ale tym razem hokeiści Tauronu KH GKS Katowice opanowali sytuację i wywiązali się z roli faworytów, wygrywając u siebie 6-3 trzeci mecz ćwierćfinałowy Polskiej Hokej Ligi. Katowiczanie prowadzą 2-1 w serii do czterech zwycięstw.
[…] Unia zaskoczyła rywali także na początku trzeciego spotkania. Już pierwszy strzał w 1. minucie dał jej prowadzenie – Aleksiej Trandin zmienił lot krążka po uderzeniu Petera Koeniga.
Goście nie tylko szybko zdobyli bramkę, ale na dodatek odważnie atakowali. Nie tego spodziewali się katowiczanie, ale świetnie potrafili się odnaleźć i wykorzystali okazję do gry z kontry. Wprawdzie pierwszą z takich groźnych akcji zmarnowali, ale już po chwili prowadzili!
Najpierw Janne Laakkonen dobił strzał Mikołaja Łopuskiego, a 18 sekund później trafił Grzegorz Pasiut. Kolejną kontrę na trzeciego gola zamienił Maciej Urbanowicz, a w 18. minucie Jesse Jyrkkio podwyższył na 4-1 podczas gry w przewadze liczebnej.
W pierwszej części drugiej tercji przewagę mieli goście, bo miejscowi co chwilę trafiali na ławkę kar.
[…] Katowiczanom nie udawało się wejść na wyższe obroty, grali niepewnie i gol dla Unii wisiał w powietrzu. Strzelił go Martin Przygodzki przy wielkim udziale Trandina (kapitalny rajd i równie efektowna asysta).
Unia się napędzała, ale wszystko zmieniły dwie kary złapane przez oświęcimian w odstępie półtorej minuty (swoją drogą druga z nich była mocno kontrowersyjna). Snajperem, który pozbawił gości nadziei na zwycięstwo był Mikołaj Łopuski – zdobył dwie bramki pomiędzy 47. a 49. minutą
hokej.net – Całe życie przy hokeju. Tkacz w Galerii Sław
Andrzej Tkacz, wybitny bramkarz GKS-u Katowice oraz reprezentacji Polski, został włączony do Galerii Sław hokejowej GieKSy. To piękne wydarzenie miało miejsce tuż przed rozpoczęciem ćwierćfinałowego meczu z Unią Oświęcim.
„Bocian”, bo tak nazywali go koledzy w szatni, występował w katowickim klubie przez 12 lat. W tym czasie zdobył z klubem dwa tytuły mistrzowskie (1968, 1970) i dwa wicemistrzostwa Polski (1967, 1969) . Dwukrotnie zdobył też „Złoty Kij”, przyznawany przez redakcję „Sportu” (1975, 1976).
Andrzej Tkacz był też podporą reprezentacji Polski, w której występował przez 11 lat (1967-1978) i rozegrał 149 meczów. Z orzełkiem na piersi wystąpił w ośmiu turniejach mistrzostw świata i na dwóch olimpiadach: w Sapporo (1972) i Innsbrucku (1976).
Niemniej wielu polskich kibiców zapamiętało go jako człowieka, który zatrzymał Związek Radziecki. 8 kwietnia 1976 r. biało-czerwoni po 25 porażkach pokonali w katowickim „Spodku” ZSRR 6:4, a Tkacz spisywał się fenomenalnie i został okrzyknięty najlepszym graczem tego spotkania.
W 1977 r. wyjechał do Austrii. Przez 11 lat grał w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. W sezonie 1977/78 z drużyną z Feldkirch zdobył mistrzostwo Austrii. Był też szkoleniowcem austriackiego Kitzbühel, niemieckiego Ambergu, a także polskich klubów: GKS-u Katowice, Zagłębia Sosnowiec, GKS-u Tychy, Polonii Bytom i Unii Oświęcim.
Przez trzy lata prowadził reprezentację Polski, pracował w Szkole Mistrzostwa Sportowego i szkolił trenerów na Akademii Wychowania Fizycznego.
Waleczne serca. Złoty gol Bezuški
Unia Oświęcim pokonała na własnym lodzie Tauron KH GKS Katowice 4:3 po dogrywce i w ćwierćfinałowej rywalizacji jest remis 2:2. Gola na wagę zwycięstwa w 15. minucie dodatkowego czasu gry zdobył Peter Bezuška, który przymierzył z okolic linii niebieskiej.
To był kawał naprawdę dobrego widowiska. Pełna hala, głośny doping, niezwykle ofiarna gra obu ekip i kilka zwrotów akcji – tak to wyglądało przez niemal całe spotkanie.
Biało-niebiescy zdawali sobie sprawę z faktu, że na losy spotkania istotny wpływ może mieć pierwsza odsłona. Dlatego od samego początku zamierzali konsekwentnie grać w destrukcji i szukać swoich okazji w kontrach.
Podopieczni Witolda Magiery mogli szybko objąć prowadzenie. Już w 3. minucie z linii niebieskiej gumę wrzucił Iiro Vehamanen, a lot krążka zmienił czający się pod bramką Peter Tabaček. Kevin Lindskoug miał sporo szczęścia, bo w tym przypadku pomogła mu poprzeczka. Potem gospodarze przez 31 sekund grali w podwójnej przewadze, ale nie wykorzystali tej szansy, bo wkrótce na dwuminutową odsiadkę został odesłany Juha Kiilholma.
Gdy obie drużyny grały w czteroosobowych zestawieniach, kapitalną akcję przeprowadził Peter Bezuška. Słowacki defensor przejechał z krążkiem całe lodowisko i zaskoczył Kevina Lindskouga uderzeniem „od zakrystii”. Na trybunach wybuchła ogromna radość.
[…] Kibice nie zdążyli jeszcze spokojnie zająć miejsc, bo już 72 sekundy później mogli fetować kolejnego gola. Tym razem po kombinacyjnej akcji gumę w bramce umieścił Jan Daneček.
Katowiczanie odpowiedzieli w 18. minucie. Gdy na ławce kar przesiadywał Jakub Šaur, kontaktowego gola zdobył Grzegorz Pasiut, który z ostrego kąta poprawił uderzenie Tomasza Malasińskiego.
[…] Podopieczni Toma Coolena rozpoczęli pogoń za wynikiem. Pod bramką gospodarzy najgroźniej robiło się wtedy, gdy na lodzie pojawiała się formacja dowodzona przez Grzegorza Pasiuta. Ale trzeba też przyznać, że oświęcimianie ofiarnie się bronili. I mieli też trochę szczęścia, bo krążek po uderzeniu Jassa krążek zatrzymał się na słupku (33. minuta), a po strzale Wronki (39. minuta) Michala Fikrta uratowała poprzeczka.
Wysiłki katowiczan zostały nagrodzone na 19 sekund przed zakończeniem drugiej odsłony. Tuż po zakończeniu wykluczenia Martina Przygodzkiego, Jesse Rohtla zagrał wzdłuż bramki do Jannego Laakkonena, a ten płaskim strzałem zaskoczył golkipera Unii. To zwiastowało kolejne emocje.
W 44. minucie fantastycznym uderzeniem z nadgarstka popisał się Filip Starzyński, który posłał krążek w samo okienko. Był remis 3:3 i taki wynik utrzymał się do końca regulaminowego czasu gry.
Wszystko miało rozstrzygnąć się w dogrywce, która od tego sezonu rozgrywana jest dokładnie tak jak normalne tercje. W dodatkowym czasie gry skuteczniejsi okazali się gospodarze. Z linii niebieskiej przymierzył Peter Bezuška i guma znalazła się w bramce.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze