Dołącz do nas

Hokej Kibice Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Stadion

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów o GieKSie: Kibice GKS Katowice pamiętali o rocznicy pacyfikacji kopalni Wujek

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarze zakończyli rundę jesienną sezonu 2020/21. Sztab szkoleniowy ogłosił plan przygotowania drużyny do rundy wiosennej. Na sesji Rady Miasta zapadały ważne decyzje odnośnie budowy nowego stadionu GieKSy: wyrażono zgodę na emisję 150-milionowych obligacji.

Siatkarze wygrali na wyjeździe z Cuprum Lubin 3:2. Drużyna w trzynastu spotkaniach zdobyła dwadzieścia trzy punkty i zajmuje szóste miejsce w tabeli. Siatkarze już jutro zagrają w kolejnym spotkaniu, z MKS-em Będzin, w Katowicach. W Polskiej Hokej Lidze trwa przerwa świąteczno – noworoczna. Następna runda spotkań zostanie rozegrana 5 stycznia 2021 roku.

 

PIŁKA NOŻNA

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice pamiętali o rocznicy pacyfikacji kopalni Wujek

Dziś mija 39 rocznica pacyfikacji kopalni Wujek w Katowicach. O tragicznych wydarzeniach z 16 grudnia 1981 roku, do których doszło podczas starć milicji z robotnikami, pamiętają kibice GKS Katowice. Fani GieKSy uczcili pamięć dziewięciu poległych górników.

[…] Kibice GKS Katowice od wielu lat upamiętniają pacyfikację kopalni Wujek, do której doszło 16 grudnia 1981 roku. Fani GieKSy zawsze w grudniu zjawiają się pod krzyżem stojącym na ul. Wincentego Pola w Katowicach i oddają hołd poległym górnikom.

Nie inaczej było też w tym roku. Pod pomnikiem zastrzelonych górników zebrało się około 150 kibiców GKS Katowice, którzy odpalili race i zapalili znicze. Sympatycy katowickiego klubu rozwinęli też wielki transparent z napisem „Za rok od zbrodni minie lat czterdzieści i setki ludzi zapala tu znicze, GieKSa pamięta zawsze, nie tylko w okrągłe rocznice”.

Fani GieKSy pod krzyżem pojawili się 13 grudnia nie chcąc kolidować z państwowymi obchodami rocznicy pacyfikacji. 16 grudnia dostęp do tego miejsca, ze względu na wizyty oficjeli, jest mocno utrudniony.

Kotyliony upamiętniające wydarzenia na kopalni Wujek można nabyć w sklepie kibiców GKS-u Katowice „Blaszok”.

 

Plan przygotowań GKS Katowice do rundy wiosennej. Dziewięć zimowych sparingów

[…] Piłkarze GKS Katowice są po rundzie jesiennej współliderem II ligi mając na koncie tyle samo punktów co Górnik Polkowice. Podopieczni trenera Rafała Góraka są na najlepszej drodze do powrotu na zaplecze PKO Ekstraklasy, ale o wszystkim zadecyduje runda wiosenna.

Przygotowania do niej piłkarze GieKSy rozpoczną 11 stycznia. Na początek przejdą testy motoryczne, a już 16 stycznia rozegrają pierwszy sparing z MKS Kluczbork. Cztery dni później 20 stycznia czeka katowiczan najciekawszy zimowy sparing z grającą w gronie najlepszych Cracovią.

24 stycznia katowiczanie wyjadą na tygodniowe zgrupowanie do Bielska-Białej. Na liście zimowych rywali ekipy Góraka znalazło się trzech pierwszoligowców. 27 stycznia zagrają z GKS Tychy, 6 lutego z Odrą Opole, a 13 lutego z Koroną Kielce.

W sumie w zimowym okresie przygotowawczym GKS rozegra dziewięć meczów kontrolnych. Ostatnim sprawdzianem formy będzie dla piłkarzy z Bukowej sparing ze Stalą Brzeg 20 lutego. Tydzień później zainaugurują rundę wiosenną spotkaniem z beniaminkiem Sokołem Ostróda na swoim stadionie.

 

sportdziennik.com – Zielone światło na stadion dla GieKSy

Nie ma przeciwwskazań, by Katowice ogłosiły przetarg na generalnego wykonawcę kompleksu sportowego, który powstać ma przy zbiegu ulic Dobrego Urobku i Bocheńskiego. Zgodę na tę inwestycję wyrazili wczoraj rada miasta.

Kibice GieKSy mieli wczoraj powody do radości. Na sesji rady miasta wykonany został kolejny poważny krok w stronę budowy nowego stadionu. Radni najpierw uchwalili wieloletnią prognozę finansową Katowic na lata 2021-45 oraz budżet na 2021 rok, a następnie opowiedzieli się za emisją 150-milionowych obligacji, które mają zostać przeznaczone na powstanie kompleksu sportowego w rejonie autostrady A4.

[…] Jeszcze w grudniu ma zostać ogłoszony przetarg na generalnego wykonawcę 15-tysięcznego stadionu, 3-tysięcznej hali i 2 boisk treningowych. W przyszłym roku ruszy budowa, by najdalej za 5 lat GKS miał już do dyspozycji infrastrukturę na miarę klubu nr 1 stolicy wielkiej aglomeracji.

Za przyjęciem budżetu oraz wieloletniej prognozy finansowej było 16 radnych, 12 wstrzymało się od głosu (Koalicja Obywatelska oraz niezrzeszony Dawid Durał). Dużo dłużej i bardziej burzliwie niż o budżecie, dyskutowano o emisji obligacji. Prezydent Marcin Krupa przypominał, że radni już rok temu podjęli w zasadzie taką decyzję – wtedy zgodzili się na zaciągnięcie kredytu, którego ostatecznie Bank Rozwoju Rady Europy odmówił Katowicom, tłumacząc, że środki są kierunkowane na walkę z pandemią.

– Teraz zmieniamy po prostu instrument finansowy, zastępując kredyt obligacjami komunalnymi – mówił Marcin Krupa, zaznaczając, że emitując obligacje nie ma konieczności wskazywania celu, na który zostaną spożytkowane środki. – Służą pokryciu deficytu budżetowego, te pieniądze można wydać praktycznie na wszystko – zaznaczał prezydent Katowic.

[…] Niezrzeszony radny Dawid Durał, który z pewnością nie należy do ulubieńców kibiców GieKSy, prosił, by wybrzmiało, na jaki cel zostanie przeznaczone 150 mln zł z obligacji. – W Katowicach mamy tysiące osób gotujących na piecach węglowych. Tysiące z toaletami na korytarzach. Tysiące lokali ogrzewanych węglem. Najpierw zapewnijmy katowiczanom bieżące funkcjonowanie, a potem przyjemności i igrzyska – proponował Durał.

Marcin Krupa odpierał zarzuty, że Katowic – zwłaszcza w obliczu pandemii – nie stać na stadion. – Od wielu lat powtarzam, że żyjemy z kredytem, ale nie na kredyt. Gdybyśmy otwierali stadion jutro, to miałbym wątpliwości, ale przecież skończymy tę inwestycję za 4-5 lat. Jestem spokojny. Pytałem o zdanie ludzi znających się na makroekonomii i związanej z nią prognozami. Nie ma zagrożenia. Po kryzysie z 2007 roku gospodarka szybko się odbiła. Nie obawiam się przyszłości – mocno akcentował prezydent.

I przytaczał twarde dane. – Zadłużenie Katowic na koniec III kwartału wynosiło 782 mln zł. Spójrzmy na porównywalne wielkością miasta. Lublin – 1,6 miliarda, Bydgoszcz – 1,35 miliarda, Poznań – 1,6 miliarda, mniejszy Białystok – 1 miliard. W Katowicach zadłużenie na mieszkańca, per capita, to trochę ponad 2000 zł. W Lublinie – 5 tys., w Bydgoszczy – 3 tys., w Szczecinie – prawie 7 tys. Które z miast prowadzi bardziej bezpieczną politykę finansową? Coś za coś. Ta inwestycja jest dobrze przemyślana, mamy bezpieczeństwo. Obiecuję, że zostawię miasto w takim stanie finansowym, w jakim je zastałem. A może trochę lepszym – dodawał Krupa, wskazując, że miasto posiada 214 mln zł własnych oszczędności.

Radna Barbara Wnęk-Gabor (Koalicja Obywatelska) dopytywała, dlaczego stadion powstanie w nowej lokalizacji, zamiast modernizacji Bukowej i czy rozważano rezygnację z budowy hali.

– Pamiętamy dwa studyjne projekty modernizacji Bukowej – odpowiadał prezydent Krupa. – Koszty przedstawiały się jednak podobnie, co w przypadku budowy nowego obiektu. Trzeba by wyburzyć trybunę główną, nie mówiąc już o „Blaszoku”. Poza płytą boiska, wartą może 10 mln zł, przy Bukowej nie ma nic do przemodelowania. Poza tym, czy chcemy pakować ponad 100 milionów złotych w róg miasta? Budować obiekt niewidoczny za grube pieniądze, wtłoczony w granice parku, Chorzowa i skraju Katowic? Czy jednak lepiej stworzyć coś nowego, wizytówkę miasta, którą mam nadzieję stadion wraz z halą będą? Zadecydowaliśmy o lokalizacji reprezentatywnej – przyznawał gospodarz Katowic, podkreślając, że hala jest integralną częścią inwestycji, podobnej wielkości obiektów (3000 miejsc) w regionie nie ma, a prócz siatkówki może też być areną zmagań koszykarskich czy nawet hokejowych.

Dawid Kamiński (PiS) dopytywał o lodowisko. – W pierwszym etapie tego nie przewidujemy, ale w hali może powstać wymienna podłoga, którą rozkłada się w 2 dni. Widziałem takie rozwiązania u Czechów. Zobaczymy, jak będzie się rozwijał w naszym kraju hokej, jakie cele przed drużyną narodową, jakie zaplecze będzie potrzebne. Na razie jest średnio, sponsorzy się wycofują, a sytuacja finansowa PZHL jest trudna – nie krył Marcin Krupa.

W uchwale Wieloletniej Prognozy Finansowej Katowic na lata 2021-45 zapisano, że budowa kompleksu sportowego pochłonie blisko 246 mln zł brutto (186 mln zł netto), z czego 150 mln zł ma pochodzić z obligacji. Dotąd wydano na tę inwestycję blisko 5 mln zł, z czego 3,3 – w tym roku. W 2021 wydatki mają kształtować się na poziomie 22,1 mln (7,1 ze środków własnych, 15 mln z obligacji), w 2022 – 76 mln (10,7+66), w 2023 – 77,7 mln zł (8,7+69) zaś w 2024 – 60,9 mln (tylko środki własne).

Za te pieniądze powstanie 15-tysięczny stadion, 3-tysięczna hala i 2 boiska treningowe, wchodzące w skład I etapu. Plany budowy II etapu – kolejnych boisk treningowych, infrastruktury towarzyszącej – zostały na razie przez wzgląd na finanse odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość.

– W końcówce roku chcemy ogłosić przetarg na generalnego wykonawcę. W okolicach 2024, 2025 roku będziemy mogli cieszyć się z nowego obiektu – powiedział prezydent Katowic.

[…] Głosy przeciw obligacjom: Patryk Białas (KO), Łukasz Borkowski (KO), Dawid Durał (niezrzeszony).

Wstrzymali się: Beata Bala (KO), Patrycja Grolik (KO), Jarosław Makowski (KO), Bartosz Wydra (PiS).

2 MILIARDY złotych – ponad tyle wyniesie budżet Katowic na 2021 rok

186 MILIONÓW ZŁOTYCH netto wedle kosztorysu inwestorskiego ma kosztować stadion, hala i 2 boiska treningowe.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Zacięty mecz w Lubinie, tie-break dla GKS-u Katowice

Zacięty i nieprzewidywalny przebieg miało spotkanie w Lubinie pomiędzy Cuprum a GKS-em Katowice. Pierwszego seta na przewagi wygrali przyjezdni, dwa kolejne równie zacięte wygrali gospodarze. Cuprum doprowadziło do tie-breaka, w którym musiało jednak uznać wyższość katowiczan. GKS wywiózł z Lubina dwa punkty, wygrywając po raz pierwszy w historii spotkań obu zespołów z tym rywalem.

[…] MVP: Kamil Kwasowski

Cuprum Lubin – GKS Katowice 2:3 (24:26, 27:25, 25:23, 18:25, 13:15)

 

plusliga.pl – Cuprum Lubin – GKS Katowice 2:3

Pięciosetową bitwę wygrali goście, którzy zanotowali ósme ligowe zwycięstwo w tych rozgrywkach.

Już od pierwszych akcji widać było, że czekać nas może bardzo zacięte spotkanie. Gospodarze wypracowali sobie minimalną przewagę na początku, grali konsekwentnie i skutecznie. Wyszli na prowadzenie 21:16 i 23:20, wydawało się że ze spokojem zwyciężą. Tymczasem role się odwróciły i GKS zerwał się do walki. Nie tylko wyrównał, lecz zwyciężył na przewagi 26:24 po błędzie Dawida Guni.

Trener Marcelo Fronckowiak zaczął szukać rozwiązań, dał szansę zmiennikom – Szymonowi Jakubiszakowi, Kamilowi Maruszczykowi i Bartłomiejowi Zawalskiemu. Te wszystkie ruchy przyniosły efekt, bowiem drugi set był bardzo podobny do pierwszego, z tą jednak różnicą, że to lubinianie udanie finiszowali, choć przegrywali 10:15. Gospodarze wygrali 27:25 a ostatni punkt asem serwisowym zdobył Maruszczyk.

W trzecim secie znowu o wszystkim decydowała bardzo zacięta końcówka, w której mieliśmy stan po 23, wtedy jednak zepsuł zagrywkę Miłosz Zniszczoł, a po chwili Ronald Jimenez skończył atak i gospodarze wyszli na prowadzenie 2-1. Jednak w kolejnej odsłonie tym razem katowiczanie odskoczyli i do końca partii już nie oddali prowadzenia. Mecz miał się zatem rozstrzygnąć w tie-breaku.

Lubinianie walczyli, lecz to GKS miał w piątej partii dwa, trzy punkty przewagi. Kapitalnie w tym meczu grał Kamil Kwasowski, wspierał go Jakub Jarosz. Katowiczanie wygrali 15:13, a mecz z pewnością w wielu fragmentach mógł się podobać. Gospodarze zdobyli punkt, rywale zwyciężyli po raz ósmy.

 

polsatsport.pl – Zacięte starcie w Lubinie! Siatkarze Cuprum przegrali z GKS

Siatkarze Cuprum Lubin przegrali z GKS Katowice 2:3 w spotkaniu 18. kolejki PlusLigi. Obie ekipy stworzyły zacięte widowisko, w którym nie brakowało emocji i zwrotów akcji.

Już w pierwszym secie obie ekipy zafundowały kibicom kilka zwrotów akcji. Początek należał do siatkarzy GKS, którzy grając skutecznie w ofensywie, dobrze prezentując się na środku siatki, uzyskali wyraźną przewagę (6:11). Później oglądaliśmy koncert gry zawodników Cuprum. Wygrali oni cztery akcje z rzędu (10:11), następnie odrobili straty i po asie serwisowym Przemysława Smolińskiego uzyskali przewagę (14:13). W końcówce punktowa zaliczka gospodarzy była już wyraźna (21:16) i do momentu, gdy akcje kończył skuteczny Ronald Jimenez, wszystko szło po ich myśli. Siatkarze Cuprum mieli piłkę setową przy stanie 24:22, ale… cztery kolejne punkty zapisali na swym koncie katowiczanie. Błąd lubinian w ataku dał im ostatni punkt (24:26).

Druga odsłona miała podobny scenariusz, ale odmienne zakończenie. Katowiczanie w środkowej części seta mieli zdecydowaną przewagę (7:10, 9:15), mimo to siatkarze Cuprum odrobili straty i po ataku Jimeneza było 20:20. Końcówka znów przyniosła sporo emocji. Tym razem to ekipa GKS pierwsza miała w górze piłkę setową (23:24), ale blok Bartłomieja Zawalskiego rozpoczął grę na przewagi. Zakończył ją natomiast as serwisowy Kamila Maruszczyka (27:25).

Zaciętej walki nie zabrakło również w trzeciej partii. Po wyrównanym początku (10:10), przewagę uzyskali katowiczanie (11:13, 17:20). Cuprum odrobiło straty po punktowym bloku Szymona Jakubiszaka (21:21). Seta rozstrzygnęły dwie akcje od stanu 23:23. Najpierw goście przestrzelili zagrywkę, a po chwili Jimenez ustalił wynik tej części meczu na 25:23. Gospodarze wygrali dzięki dobrym rotacjom w składzie i mniejszej liczbie błędów własnych.

W czwartej odsłonie obie ekipy nadal toczyły wyrównaną rywalizację (6:6, 14:14). Tym razem jednak w końcówce wyraźną przewagę uzyskali siatkarze GKS. Odskoczyli po serii dobrych zagrywek Jana Nowakowskiego (16:21), a gospodarze w ostatnim fragmencie seta nie byli już w stanie odrobić takiej różnicy. Dwa błędy lubinian przyniosły przyjezdnym ostatnie punkty (18:25).

Zwycięzcę spotkania miał więc wyłonić tie-break. W nim, przy zmianie stron dwa oczka zaliczki miała ekipa GKS (6:8). W końcówce goście odskoczyli na trzy punkty (10:13), ale to nie był koniec emocji. Skuteczny atak Jimeneza, as serwisowy Wojciecha Ferensa i kolejne uderzenie Jimeneza, tym razem blok-aut, pozwoliły lubinianom odrobić straty (13:13). Dwie ostatnie akcje padły jednak łupem katowiczan, którzy w ostatniej akcji zablokowali kolumbijskiego atakującego Cuprum (13:15).

 

HOKEJ

hokej.net – Marttinen: Chcę mieć bezpośredni wpływ na wyniki drużyny

– PHL to liga open, co sprawia, że poziom jest wyrównany. Wiem też, że grało i nadal gra tu sporo Finów – zaznaczył Jyri Marttinen, nowy obrońca GKS-u Katowice.

38-letni Fin ma w swoim dorobku 805 występów w fińskiej Liidze, w których zdobył 79 bramek i zaliczył 134 asysty.Z ekipą Ässätu Pori zdobył mistrzostwo Finlandii (2013), a z Pelicans Lahti srebrny medal.

Z powodzeniem grał też na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Szwecji. W 184 meczach zaksięgował 65 punktów za 21 goli i 44 kluczowe zagrania.

[…] Warto też wspomnieć, że Jyri Marttinen w sezonie 2010-2011 miał okazję występować z jednym z graczy GKS-u Katowice.

– Oczywiście, grałem z Jesse Rohtlą w Pelicans Lahti, więc dobrze go znowu zobaczyć i móc wspólnie rywalizować. Zamieniłem także kilka słów z pozostałymi Finami w składzie: Miiką Franssilą oraz Mikaelem Kuronenem – wyjaśnił doświadczony defensor.

– Zawsze dobrze mieć w drużynie rodaków, bo mogę porozmawiać trochę we własnym języku. To pomaga w szybszej adaptacji do nowego zespołu. Takie wsparcie traktuję jako naprawdę dużą przewagę, bo chłopaki znają specyfikę zespołu oraz ligi i na pewno będą mi wiele podpowiadać – dodał.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga