Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów na temat GieKSy: Pewne zwycięstwo GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

W sobotę piłkarki GieKSy rozpoczęły sezon ligowy. Pierwszym przeciwnikiem była drużyna Górnika Łęczna, niestety, spotkanie zakończyło się przegraną naszego zespołu 0:2 (0:1). W 3 kolejce Fortuna 1 Ligi, GKS zremisował z Podbeskidziem 2:2 (1:2). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W Warszawie rozlosowano pary 1/32 finału Pucharu Polski, GieKSa zmierzy się z Olimpią Zambrów.

Siatkarze po udziale w turnieju Prezero Grand Prix PLS trenują na obiektach w Katowicach.

W okresie przygotowawczym do rozgrywek ligowych hokeiści rozegrali jeden mecz sparingowy (z Podhalem) oraz wzięli udział w turnieju z okazji 75-lecia powstania RE-Plast Unii Oświęcim.

 

PIŁKA NOŻNA

gol24.pl – GKS Górnik Łęczna zwyciężył w pierwszym meczu sezonu GKS Katowice

Na inaugurację nowego sezonu Ekstraligi kobiet piłkarki łęczyńskiego Górnika pokonały przed własną publicznością GKS Katowice. W sobotnim meczu w zielono-czarnych barwach zadebiutowało sześć nowych zawodniczek.

[…] „Górniczki” przystąpiły do rozgrywek z chęcią poprawienia wyniku z poprzedniej kampanii, którą zakończyły z brązowymi medalami. Drużyna z Łęcznej przeszła latem dużą metamorfozę i jej dyspozycja w meczach o stawkę była swego rodzaju niewiadomą. Ze składu ubyło bowiem dziewięć istotnych piłkarek, które w większości zostały zastąpione przez młode i perspektywiczne zawodniczki.

[…] W pierwszym spotkaniu sezonu „Górniczki” objęły prowadzenie w 39. minucie, a do siatki trafiła Roksana Ratajczyk. 22-letnia piłkarka mogła otworzyć wynik rywalizacji już wcześniej, ale dopiero w trzeciej swojej sytuacji bramkowej wpisała się na listę strzelczyń.

Po zmianie stron przewaga zielono-czarnych była wyraźna, ale podopieczne Roberta Makarewicza zdołały zdobyć tylko jednego gola. Jego autorką była Klaudia Lefeld. Bramek dla łęcznianek mogło paść więcej, ale ostatecznie najważniejsze dla gospodyń było wywalczenie kompletu punktów, niezależnie od ilości strzelonych goli.

 

gksgornik.leczna.pl – Zwycięski początek!

[…] Już w premierowych minutach obie ekipy stworzyły sobie dobre sytuacje. Po naszej stronie na bramkę GieKSy w 10. minucie uderzała Roksana Ratajczyk, ale piłka przeleciała minimalnie obok słupka. Od tego momentu mecz toczył się od jednego pola karnego do drugiego, a jego tempo było naprawdę wysokie. Równo po upływie 30. minuty byliśmy niezwykle blisko prowadzenia – tym razem jednak strzał Ratajczyk wylądował na bocznej siatce. W przypadku naszej pomocniczki idealnie sprawdziło się przysłowie „do trzech razy sztuka”, bo to właśnie Ratajczyk w minucie 39. otworzyła wynik spotkania!

Druga połowa mogła rozpocząć się dla nas fantastycznie. W minucie 52. świetnie prawą stroną przedarła się Klaudia Lefeld, która dograła do Oliwii Frontczak. Ta jednak skiksowała, a co za tym idzie, futbolówka swój lot zakończyła wysoko nad poprzeczką. Mimo braku drugiego gola, to my na tym etapie zdecydowanie dominowaliśmy na murawie, nie pozwalając przeciwniczkom na przedarcie się w naszą szesnastkę.

Po 66. minutach w zasadzie powinno być już 3:0. Na tablicy nadal widniał jednak najskromniejszy rezultat. Dosłownie 60 sekund później perfekcyjnym przechwytem popisała się Klaudia Lefeld, która równie dobrze wykończyła solową akcję i trafiła na 2:0! Taka zaliczka pozwoliła nam bezpiecznie kontrolować dalszy przebieg spotkania i zacząć sezon od zwycięstwa!

 

sportdziennik.com – Nadchodzi maraton

Przed serią trzech meczów na własnym stadionie GKS Katowice musi zrobić wszystko, aby ugrać w tych spotkaniach jak najwięcej.

Ile potrafią dać trzy starcia z rzędu w roli gospodarza, pokazuje w ekstraklasie chociażby Jagiellonia. Podlaska drużyna w 3 kolejkach sezonu ani razu nie wyjechała poza Białystok, co poskutkowało 7 zdobytymi w niezłym stylu punktami i fotelem współlidera tabeli. W ciągu następnych 10 dni „GieKSa” także nie wyściubi nosa poza Bukową.

Patrząc po dwóch pierwszych spotkaniach – pechowym remisie z Resovią i porażce z Miedzą Legnica – najjaśniejszym punktem zespołu jest jak na razie Dawid Kudła. Na inauguracji sezonu koledzy z pola jeszcze dorównywali swojemu bramkarzowi, ale podczas wyjazdu na Dolny Śląsk 29-latek był już najjaśniejszym punktem GKS-u. Z jednej strony może cieszyć to, że golkiper jest tak dobrze dysponowany, a z drugiej powinno martwić, że tym wyróżniającym się jest akurat ten, który do roboty powinien mieć jak najmniej.

Wątpliwe, aby w trzech kolejnych spotkaniach Kudła miał podbramkowy urlop. Już w sobotę katowiczanie podejmą silnego spadkowicza Podbeskidzie Bielsko-Biała, które będzie chciało zrehabilitować się za kompromitującą nieco porażkę 0:3 z Odrą Opole przed własną publiką.

Potem, w czwartek, do stolicy województwa przyjedzie Sandecja Nowy Sącz, która z trenerem Dariuszem Dudkiem radzi sobie ponadprzeciętnie, a w poprzednim sezonie zaliczyła głośną serię 17 meczów bez porażki. Dudek zresztą jest w Katowicach szkoleniowcem doskonale znanym, bo przecież to z nim na ławce GKS spadł w 2019 roku do II ligi.

Domowy maraton zakończy z kolei niedzielne spotkanie, które należy określać jako najgorętszy hit tamtej kolejki. Na Bukową przyjedzie bowiem nielubiane (delikatnie rzecz ujmując) w Katowicach i na całym Górnym Śląsku Zagłębie Sosnowiec.

Trudno stwierdzić, czego „GieKSa” może spodziewać się po zespole zza Brynicy, który na ten moment pozostaje jeszcze jedną wielką zagadką. Śląsko-zagłębiowskie derby to jednak pojedynek więcej niż tylko sportowy, w którym wsparcie kibiców będzie miało kluczowe znaczenie. Katowiczanie powinni z niego korzystać w każdym z tych meczów, aby dzięki niemu lepiej usadowić się w pierwszej lidze i dostosować do nowych warunków po awansie.

 

poranny.pl – Fortuna Puchar Polski: Jagiellonia – Lechia Gdańsk, Wigry – Legia Warszawa, Olimpia Zambrów – GKS Katowice

Jagiellonia zagra u siebie z Lechią Gdańsk, Wigry Suwałki podejmą Legię Warszawa, a Olimpia Zambrów – GKS Katowice w 1. rundzie Fortuna Pucharu Polski. Spotkania zaplanowano na 21-23 września lub 28-30 września.

Przed losowaniem, które zostało przeprowadzone w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej, wszystkie ekipy z naszego regionu marzyły, by wystąpić przed własnymi kibicami w meczu z atrakcyjnym, mocnym przeciwnikiem. Marzenia się spełniły.

[…] Olimpia ma teoretycznie najsłabszego, bo pierwszoligowego przeciwnika, ale przyjazd do Zambrowa tak znanej firmy, jak GKS Katowice, będzie wielkim, sportowym wydarzeniem.

W tym sezonie pula nagród w Fortuna Pucharze Polski wynosi aż 10 milionów złotych, z czego połowa przypadnie triumfatorowi meczu finałowego, do którego dojdzie 2 maja przyszłego roku na PGE Narodowym w Warszawie.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Wyzwanie jakich mało…

[…] Stało się tradycją, że zawodnicy rozpoczynają zajęcia od badań sprawnościowych i testów w ramach diagnostyki funkcjonalnej pod okiem trenera przygotowania motorycznego Piotra Karlika i fizjoterapeuty Grzegorza Rzeteckiego. Potem przyszedł czas na badania siły i mocy w katowickiej AWF.

[…] Fizycznie zawodnicy wyglądają całkiem nieźle, ale trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że różnie przechodzili koronowirusa. Są zawodnicy, którym covid-19 dał się poważnie we znaki i do tej pory zmagają się z różnymi, drobnymi, acz dokuczliwymi problemami.

Na tę chwilę w drużynie brakuje jednego przyjmującego, ale ta zagadka powinna niebawem się wyjaśnić. Do zespołu ma powrócić 28-letni Argentyńczyk Gonzalo Quiroga, który występował przez 2. sezony 2017/19, choć w tym drugim był po operacji barku i przeszedł długo rehabilitację.

 

siatka.org – Grzegorz Słaby: na razie nie zaprzątam sobie głowy tym, co będzie

GKS Katowice rozpoczął już przygotowania do nadchodzącego sezonu PlusLigi. Póki co do treningów wróciło jedenastu zawodników, bowiem dwóch jest na zgrupowaniach swoich reprezentacji. – Ich nieobecność to poważne utrudnienie, szczególnie rozgrywającego, bo przecież musi on nawiązać dobrą współpracę z pozostałymi zawodnikami, a zwłaszcza z atakującym – przyznał trener Grzegorz Słaby.

GKS Katowice w minionej edycji rozgrywek PlusLigi zajął dziewiąte miejsce, choć był bardzo blisko awansu do fazy pla-off. Po zakończeniu sezonu w składzie doszło do sporych zmian. – Chcemy robić z dnia na dzień rzetelny zajęcia, by zespół był jak najlepiej przygotowany do sportowej rywalizacji – podkreślił trener GKS-u Grzegorz Słaby.

Nowa kadra GKS-u prezentuje się interesująco, jednak póki co nikt nie mówi otwarcie o celach na nadchodzącą edycję rozgrywek. – Mamy plany, które chcemy wykonać. W poprzednim sezonie, wedle wielu ekspertów, skazywało GKS na grę o utrzymanie się, a wyszło chyba więcej niż przyzwoicie. Tak więc na razie nie zaprzątam sobie głowy tym, co będzie, nie wybiegam w przyszłość, lecz skupiam się na obowiązkach jakie mamy każdego dnia – przyznał szkoleniowiec. Siatkarze mają już za sobą badania zdrowotne i sprawnościowe. – Szczegółowych wyników testów jeszcze nie znamy, ale, na podstawie własnych obserwacji, jestem przekonany, że podczas długiej 4-miesięcznej przerwy zawodnicy wcale nie leniuchowali – dodał trener przygotowania motorycznego Piotr Karlik.

Zespół z Katowic aktualnie przygotowuje się w jedenastoosobowym składzie. Brakuje nowego rozgrywającego, Amerykanina Micah Ma’a oraz przyjmującego, Belga Tomasa Rousseaux. Oboje przygotowują się wraz ze swoimi reprezentacjami do mistrzostw kontynentalnych. – Ich nieobecność to poważne utrudnienie, szczególnie rozgrywającego, bo przecież musi on nawiązać dobrą współpracę z pozostałymi zawodnikami, a zwłaszcza z atakującym – zaznaczył trener Słaby.

[…] Brak dwóch zawodników to kłopot dla szkoleniowca, chociaż sztab stara się radzić sobie jak może. –  Fajnie byłoby trenować w szóstkach, ale to raczej nie możliwe – przyznał trener GKS-u. – Nawet nie można kogoś wypożyczyć, bo przecież zespoły z niższych również rozpoczęły przygotowania do sezonu. Musimy jednak ten problem jakoś przeskoczyć i może kogoś zaprosimy do wspólnych zajęć. Pod koniec sierpnia mamy pierwszy sparing z BBTS-em Bielsko-Biała, ale to będzie raczej odskocznia od treningów. Do planów jakie wcześniej poczyniliśmy doszedł jeszcze mecz kontrolny z reprezentacją Egiptu, która odwiedzi nasz kraj – zakończył Grzegorz Słaby.

 

HOKEJ

hokej.net – Pewne zwycięstwo GieKSy

Od zwycięstwa etap meczów sparingowych rozpoczęli hokeiści GKS-u Katowice. Podopieczni Jacka Płachty pokonali Tauron Podhale Nowy Targ 5:2.

Od zwycięstwa etap meczów sparingowych rozpoczęli hokeiści GKS-u Katowice. Podopieczni Jacka Płachty pokonali Tauron Podhale Nowy Targ 5:2.

Katowiczanie przystąpili do spotkania bez kilku ważnych ogniw. Nie zagrał kapitan Grzegorz Pasiut, a także najnowszy nabytek GieKSy Mathias Lehtonen.

– Dziś wystąpiliśmy praktycznie bez nominalnego środkowego – zwrócił uwagę Jacek Płachta, trener GieKSy, który miał okazję przyjrzeć się zawodnikom testowanym. O angaż w GieKSie walczą między innymi defensor Aleksandr Jakimienko oraz dwóch napastników David Lebek i Jakub Prokurat.

Jakimienko ma w swoim dorobku blisko 150 meczów na zapleczu KHL, ale w poprzednim sezonie nie grał. Lebek jest wnukiem Maksymiliana Lebka, legendarnego zawodnika GieKSy. Ostatnio występował w drużynach młodzieżowych Krefelder EV 1981 razem z… Jakubem Prokuratem.

Również Andriej Gusow sprawdził dwóch testowanych napastników: Krzysztofa Dudkiewicza i Dawida Majocha. Zresztą ten drugi wpisał się nawet na listę strzelców, zamykając tym samym listę strzelców.

Po pierwszej odsłonie katowiczanie prowadzili 2:0. Sposób na Pawła Bizuba znaleźli Piotr Ciepielewski i Szymon Mularczyk. Pierwszy z ich dobrze odnalazł się w zamieszaniu podbramkowym, a drugi umieścił gumę w sieci po efektownej szarży Patryka Wronki.

Katowiczanie wykazali się większą kulturą gry i w 34. minucie podwyższyli prowadzenie. Po kombinacyjnej akcji Jakuba Prokurata i Macieja Kruczka do siatki trafił Szymon Skrodziuk.

Nowotarżanie kreowali sobie znacznie mniej sytuacji niż gospodarze. W 37. minucie sposób na Macieja Miarkę znalazł Bartłomiej Neupauer. Dwie minuty później GieKSa podwyższyła prowadzenie, wykorzystując okres gry w przewadze.

Okrasą meczu było trafienie Bartosza Fraszki z początku trzeciej tercji. 25-letni skrzydłowy przymierzył z nadgarstka z wysokości lewego bulika, a guma trafiła w samo okienko.

 

sportdziennik.com – Najlepsi na jubileusz

Mistrz kraju – JKH GKS Jastrzębie, brązowy medalista – GKS Tychy oraz czwarty zespół ostatniego sezonu – GKS Katowice – to rywale hokeistów Re-Plastu Unii Oświęcim w jubileuszowym turnieju z okazji 75-lecia klubu.

[…] Początkowo działacze mieli w planach zaproszenie ekip zagranicznych, ale obawiano się, że sytuacja pandemiczna może może im utrudnić organizację imprezy. Zdecydowano się na zaproszenie sąsiadów niemal zza miedzy i trenerzy będą mieli okazję dokonać kolejnych przymiarek personalnych w ustawieniu poszczególnych formacji.

[…] Oba GKS-y z Tychów oraz Katowic mają za sobą pierwsze mecze kontrolne. Na innym etapie wtajemniczenia jest ekipa z Jastrzębia, która intensywnie przygotowuje się do debiutu w eliminacjach Ligi Mistrzów i ma za sobą 4. sparingi. Jednak im więcej grania tym lepsze efekty będą w sezonie.

 

hokej.net – Huśtawka nastrojów i seria rzutów karnych

Dopiero seria rzutów karnych wyłoniła zwycięzcę meczu GKS Tychy – GKS Katowice, który odbył się w ramach turnieju zorganizowanego z okazji 75-lecia Klubu Sportowego Unii Oświęcim. Rozstrzygnięcie zapadło dopiero w siódmej serii najazdów!

W przekroju całego meczu lepiej prezentowali się podopieczni Krzysztofa Majkowskiego. W bramce znów błysnął Kamil Lewartowski, który w kilku sytuacjach popisał się znakomitym refleksem!

Po pierwszej odsłonie więcej powodów do zadowolenia mieli trójkolorowi, którzy prowadzili po trafieniu Mateusza Ubowskiego. 20-letni napastnik dostał dobre podanie od Jeana Dupuya i popisał się przepięknym uderzeniem z nadgarstka.

Katowiczanie w drugiej odsłonie powinni wyrównać. Mieli kilka dogodnych okazji, a najlepszą z nich zmarnował Patryk Wronka, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Lewartowskim. Tyski golkiper był jednak na posterunku!

W 43. minucie ekipa z piwnego miasta wykorzystała okres gry w przewadze i podwyższyła na 2:0. Na listę strzelców wpisał się Jegor Fieofanow, który posłał gumę pod poprzeczkę.

Katowiczanie chwilę później powinni złapać kontakt z rywalem. Powinni, bo znakomitej okazji nie wykorzystał Emil Švec, który rozpoczął testy w ekipie GieKSy. Czeski skrzydłowy po podaniu Grzegorza Pasiuta miał przed sobą pustą bramkę, ale Lewartowski w ekwilibrystyczny sposób złapał gumę do raka.

Podopieczni Jacka Płachty wrócili do meczu, wykorzystując dwa okresy gier w przewagach. Do siatki trafili Carl Hudson i Mateusz Michalski.

W 56. minucie prowadzenie tyszanom przywrócił Szczechura, ale GieKSa zdołała jeszcze doprowadzić do wyrównania. W przewadze trafił Matias Lehtonen dla którego był to nieoficjalny debiut w katowickim klubie.

Wobec braku rozstrzygnięcia w regulaminowym czasie gry, sędziowie zarządzili serię rzutów karnych. W niej jako jedyny trafił Jean Dupuy.

 

Kluczowa trzecia tercja. Dobra postawa bramkarskich „dwójek”

Trzy bramki strzelone w trzeciej tercji przesądziły o zwycięstwie Re-Plast Unii Oświęcim nad GKS-em Katowice. Biało-niebiescy wygrali całe spotkanie 4:1, a mecz miał kilku bohaterów.

Obaj trenerzy zdecydowali się na kilka zmian w składach, a niewątpliwie tymi najważniejszymi były korekty na pozycji bramkarzy. Szansę pokazania się otrzymali Robert Kowalówka i Maciej Miarka, którzy zaprezentowali się z dobrej strony. Ba, to w ich ręce powędrowały nagrody dla najlepszych zawodników meczu.

W pierwszym ataku Unii znakomicie odnalazł się Daniił Oriechin, który zdobył dwie bramki i zanotował asystę, a w trzeciej swoje zrobił Andrej Themár, zdobywając niezwykle ważnego gola na 2:1.

[…] Spotkanie od samego początku toczone było w niezłym tempie. Nie zabrakło też twardej gry pod bandami i ostrzejszych wejść ciałem.

Po pierwszej odsłonie więcej powodów do zadowolenia mieli katowiczanie, którzy prowadzili 1:0. W 12. minucie fatalny w skutkach błąd popełnił Aleksandr Łoginow, który zamiast zagrać krążek po rollingu zdecydował się podanie do środka tercji. Ten zamysł przewidział Patryk Krężołek i otworzył wynik spotkania, popisując się precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę.

Biało-niebiescy mogli wyrównać w 26. minucie. Katowiczanie zbyt wolno się zmienili, więc w sytuacji sam na sam z Maciejem Miarką znalazł się Victor Rollin Carlsson. Szwedzki środkowy położył katowickiego bramkarza, ale nie zdołał trafić do siatki.

Rezerwowy golkiper GieKSy świetnym refleksem popisał się też w 37. minucie, gdy zatrzymał kąśliwe uderzenie z pierwszego krążka autorstwa Teddy’ego Da Costy. Chwilę później Miarka musiał wyciągnąć gumę z siatki. Obronił uderzenie Oriechina, dobitkę Sebastiana Kowalówki, ale przy kolejnej poprawce Zacka Phillipsa nie miał już szans. Na tablicy świetlnej widniał więc remis 1:1.

W trzeciej odsłonie oświęcimianie mocniej zaatakowali i na efekty nie trzeba było długo czekać. W 47. minucie gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Andrej Themár, który dobrze zachował się w zamieszaniu podbramkowym.

Kluczowa dla dalszych losów spotkania okazała się interwencja Roberta Kowalówki z 51. minuty. Katowiczanie grali wówczas w przewadze, a „Jorguś” na pełnym szpagacie wybronił kąśliwe uderzenie Grzegorza Pasiuta. Kibice Unii nagrodzili go za to owacją na stojąco.

Później z kontrą urwał się Krystian Dziubiński, ale w sytuacji sam na sam został sfaulowany przez powracającego obrońcę. Sędziowie podyktowali rzut karny, a do ustawionej na środku tafli gumy podjechał sam poszkodowany i trafił do siatki. Ostatecznie – po protestach katowiczan – sędziowie wycofali się z pierwotnej decyzji i nie zaliczyli gola. W komunikacie przekazanym przez spikera wyjaśniono, że „Dziubek” niezgodnie z przepisami dobił krążek.

Oświęcimianie szli za ciosem i w 53. minucie uderzenie Zacka Phillipsa do bramki przekierował Daniił Oriechin. Maciej Miarka nie miał w tej sytuacji żadnych szans.

Na dwie minuty przed końcem trener Jacek Płachta postawił wszystko na jedną kartę. Zdjął z bramki Miarkę i wprowadził do gry dodatkowego napastnika. Ten manewr nie przyniósł żadnego efektu, lecz przyczynił się do straty czwartego gola. Gumę w pustej bramce umieścił Daniił Oriechin.

Podopieczni Toma Coolena zajmują obecnie pierwsze miejsce w turniejowej tabeli. Wygrają zmagania pod warunkiem, że jastrzębianie stracą choćby punkt w meczu z GKS-em Katowice.

 

Katowiczanie lepsi o jednego gola. Puchar dla Unii

W ostatnim meczu turnieju zorganizowanego z okazji 75. rocznicy powstania Klubu Sportowego Unia Oświęcim GKS Katowice pokonał JKH GKS Jastrzębie 2:1. Taki wynik sprawił, że puchar powędrował do rąk oświęcimian, a konkretnie ich trenera – Toma Coolena.

Jastrzębianie do spotkania z katowiczanami przystąpili, mając zaledwie 16 zawodników z pola.

[…] Z kolei w składzie GieKSy nastąpiła istotna zmiana. Za Macieja Kruczka (odczuwającego skutki urazu odniesionego w sobotnim spotkaniu z Unią) w pierwszej formacji obrony pojawił się nominalny środkowy Matias Lehtonen. Na nowej pozycji pokazał się z niezłej strony.

Po pierwszej odsłonie był bezbramkowy remis, choć w 5. minucie dobrą okazję miał Rusłan Baszyrow. Rosjanin urwał się z kontrą, ale został zatrzymany przez Johna Murraya.

Katowiczanie w pierwszej odsłonie trzykrotnie grali w przewadze, ale nie wykorzystali żadnego z tych okresów. Groźne strzały oddawał zwłaszcza Carl Hudson, ale ekipa znad czeskiej granicy ofiarnie się broniła.

Podopieczni Róberta Kalábera na początku drugiej odsłony otworzyli wynik spotkania. Na listę strzelców wpisał się Dominik Jarosz.

Ale katowiczanie popisali się szybką ripostą. Po ładnej wymianie podań do jastrzębskiej bramki trafił Emil Švec, który w piątek oficjalnie rozpoczął testy w GieKSie. Wcześniej walczył o kontrakt w czeskim pierwszoligowcu – HC RT Torax Porubie.

Czeski skrzydłowy mógł zdobyć drugiego gola w ostatniej części gry, ale zabrakło mu odrobiny precyzji. Więcej zimnej krwi zachował Bartosz Fraszko, który w 47. minucie wykorzystał dobre podanie Grzegorza Pasiuta i przymierzył w długi róg.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga