Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media przed meczem z Lechem: Kolejorz może uciec stawce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego meczu Lech Poznań – GKS Katowice.

 

sport.tvp.pl – Lech Poznań – GKS Katowice w liczbach. Kolejorz może uciec stawce, a… i tak jest najsłabszy w Europie!

W hitowym meczu 28. kolejki PKO BP Ekstraklasy zawodnicy Lecha Poznań zmierzą się przed własną publicznością z GKS Katowice. Kolejorz nie przegrał żadnego z sześciu ostatnich meczów z GKS-em w lidze i to jego rekordowa seria. Przed tym starciem przyjrzeliśmy się statystykom dotyczącym poznańsko-katowickich potyczek..

Statystyki przed meczem Lech Poznań – GKS Katowice

– bilans meczów Lech – GKS ogółem: 47 meczów, 19-13-15, bramki 59-55

– bilans meczów Lech – GKS (w Poznaniu): 23 mecze, 11-6-6, bramki 35-22

– równo połowa bramek tych rywali w meczach w ekstraklasie padła na boisku w Poznaniu (57/114)

– Lech w meczach z GKS-em w Poznaniu remisował i przegrywał tyle samo razy – po 6

– Lech zajmuje 4. miejsce w tabeli wszech czasów ekstraklasy bez możliwości awansu i spadku po tej kolejce

– GKS zajmuje 12. miejsce w tabeli wszech czasów ekstraklasy bez możliwości awansu i spadku po tej kolejce

– drugi gol będzie bramką nr 4900 strzeloną przez obu rywali w meczach Lecha w historii ekstraklasy

– Lech nie przegrał żadnego z 6 ostatnich meczów z GKS-em w ekstraklasie (wyśrubowany rekord takiej serii z tym rywalem)

– Lech nie zremisował żadnego z 6 ostatnich meczów z GKS-em w Poznaniu (wyśrubowany rekord takiej domowej serii z tym rywalem)

– najwyższe wygrane Lecha z GKS-em w ekstraklasie – 4:1 (w Poznaniu) i 3:0 (2 razy – raz w Poznaniu i raz w Katowicach)

– najwyższa porażka Lecha z GKS-em w ekstraklasie – 0:4 (w Katowicach)

– najwyższa porażka Lecha z GKS-em w Poznaniu – 1:4

– najwyższy remis Lecha z GKS-em w ekstraklasie – 2:2 (2 razy w Poznaniu i raz w Katowicach)

– najwięcej bramek w meczach tych rywali w ekstraklasie – 5 (2 razy w Poznaniu i raz w Katowicach)

– w przeszłości Lech zanotował serię 7 kolejnych meczów z GKS-em w ekstraklasie ze strzeloną dokładnie 1 bramką (to klubowy rekord Lecha takiej serii)

– w przeszłości Lech zanotował serię 3 kolejnych remisów 1:1 z GKS-em w ekstraklasie

– w przeszłości Lech zanotował serię 3 kolejnych wygranych 1:0 z GKS-em w ekstraklasie (to klubowy rekord Lecha takiej serii)

– w przeszłości Lech zanotował serię 12 kolejnych meczów z GKS-em w ekstraklasie bez wygranej (to klubowy rekord Lecha takiej serii)

– w przeszłości Lech zanotował serię 12 kolejnych meczów z GKS-em w ekstraklasie bez remisu

– w przeszłości Lech zanotował serię 17 kolejnych meczów z GKS-em w ekstraklasie ze strzeloną minimum 1 bramką

– w przeszłości Lech zanotował serię 11 kolejnych meczów z GKS-em w ekstraklasie ze straconą minimum 1 bramką

– w przeszłości Lech zanotował serię 20 kolejnych meczów z GKS-em w ekstraklasie bez remisu 0:0

– w przeszłości Lech zanotował serię 5 kolejnych meczów z GKS-em w Poznaniu bez straconej bramki

– w przeszłości Lech zanotował serię 11 kolejnych meczów z GKS-em w Poznaniu ze strzeloną minimum 1 bramką

– w przeszłości Lech zanotował serię 11 kolejnych meczów z GKS-em w Poznaniu bez remisu 0:0

– aktualnie Lech wraz z GKS-em i Lechią notuje najdłuższą serię kolejnych wygranych w ekstraklasie na własnym boisku – 3

– aktualnie Lech notuje najdłuższą serię kolejnych meczów w ekstraklasie na własnym boisku ze strzeloną minimum 1 bramką – 19

– aktualnie Lech notuje największą średnią frekwencję na swoich meczach w ekstraklasie – 20957 widzów

– aktualnie Lech notuje największą średnią frekwencją na swoich meczach w Poznaniu – 28387 widzów

– Lech we wszystkich 13 meczach na własnym boisku w tym sezonie strzelał minimum 1 bramkę

– GKS nie zremisował bezbramkowo żadnego meczu w tym sezonie

– GKS nie zremisował bezbramkowo żadnego z 40 ostatnich meczów w ekstraklasie (śrubuje klubowy rekord takiej serii)

– GKS nie zremisował bezbramkowo żadnego z ostatnich 29 wyjazdowych meczów w ekstraklasie (śrubuje klubowy rekord takiej serii)

– Lech w tym sezonie zajmował miejsca od 1 (aktualne) do 15 (po 1. kolejce) w tabeli ekstraklasy

– GKS w tym sezonie zajmował miejsca od 7 (aktualne) do 17 (7 razy) w tabeli ekstraklasy

– Lech jest liderem z najniższą średnią punktów na mecz we wszystkich ligach europejskich

– Lech zanotował najmniej (6) porażek w tym sezonie

– Lech wraz z Górnikiem, GKS-em i Lechią zanotował najwięcej (12) wygranych w tym sezonie

 

weszlo.com – Trener Lecha czujny przed GKS-em. „Będą gotowi”

Lech Poznań w niedzielę zmierzy się z GKS-em Katowice, który w czwartek po serii rzutów karnych odpadł w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa. Trener Kolejorza, Niels Frederiksen uważa, że rozegranie przez rywala 120 minut w środku tygodnia nie wpłynie na jego dyspozycję fizyczną.

GKS do spółki z Rakowem zafundował kibicom nie lada emocje. Po pierwszej połowie prowadził 2:0, zaś już po pięciu minutach drugiej połowy remisował 2:2. Następnie stracił gola na 2:3 i wyrównał dopiero w doliczonym czasie gry. Gola stracił także w dogrywce, ale i tam, na cztery minuty przed końcem, zdołał odrobić stratę. W serii rzutów karnych lepszy okazał się zespół z Częstochowy.

– Myślę, że zagrali bardzo dobry mecz, zwłaszcza pierwsza połowa była dobra. To mocna drużyna, w tym sezonie pokazywała dużo dobrej piłki. Już kilka razy byłem pytany, czy to, że zagrali 120 minut będzie miało wpływ na niedzielny mecz. Uważam, że absolutnie żadnego. Wszystkie drużyny w Ekstraklasie są dobrze przygotowane pod kątem fizycznym i są gotowe, by zagrać dwa mecze w tygodniu – stwierdził na przedmeczowej konferencji prasowej trener Lecha, Niels Frederiksen.

Szkoleniowiec uważa też, że niepowodzenie w meczu pucharowym może wywołać u przeciwnika dodatkową motywację.

– GKS koncentruje się już tylko na lidze, ale i tam walczą o europejskie puchary. Sądzę, że będą chcieli się odbić po niepowodzeniu w Pucharze. Poza tym, kiedy rywale przyjeżdżają tutaj i grają przy tak licznej widowni – a z tego, co wiem, sprzedało się już dużo biletów – atmosfera sprawia, że dają z siebie wszystko – ocenił Duńczyk.

– Spodziewamy się trudnego meczu przeciwko dobrej drużynie, która spisuje się dobrze w tym sezonie. Co do fizyczności, nie mam wątpliwości, że będą gotowi na sto procent. Będziemy musieli pokazać nasz najwyższy poziom – zakończył szkoleniowiec.

 

Frederiksen potwierdził. Występ piłkarza Lecha zagrożony

Lech Poznań w niedzielę zagra z GKS-em Katowice w ramach 28. kolejki Ekstraklasy. Na przedmeczowej konferencji prasowej trener Niels Frederiksen zabrał głos na temat sytuacji zdrowotnej w jego zespole. Potwierdził, że jeden z piłkarzy nabawił się urazu.

– Taofeek Ismaheel ma problem z barkiem od ostatniego meczu. Trenował głównie indywidualnie – przekazał szkoleniowiec.

Choć nie jest jeszcze przesądzone, że Nigeryjczyka zabraknie w kadrze na niedzielne starcie, jego występ na ten moment jest mocno wątpliwy.

– Jutro zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie i czy będzie gotowy na mecz – wyjaśnił Frederiksen.

Do składu wraca z kolei inny zawodnik, który w ostatnim czasie zmagał się z urazem.

– Filip Jagiełło trenował na pełnych obrotach. Będzie w składzie na sobotnie spotkanie – oznajmił trener Lecha.

Nie zmienił się natomiast status Radosława Murawskiego. Jak poinformował Frederiksen, pomocnik wciąż trenuje indywidualnie, a jego powrót do gry pozostaje kwestią najbliższych tygodni.

Szkoleniowiec przyznał także, że przerwa na mecze reprezentacyjne i fakt, że obecnie zespół rozgrywa jeden mecz w tygodniu były przydatne pod kątem regeneracji. Nie tylko piłkarzy, ale również jego samego.

– Dobrze, że mieliśmy kilka dni wolnego w trakcie przerwy na mecze międzynarodowe. To wymagający sezon pod kątem podróży, napiętego terminarza, logistyki. Po kilku dniach odpoczynku wróciłem jeszcze mocniej naładowany do pracy, po zawodnikach widziałem to samo – stwierdził trener.

– Zawodnicy, którzy byli na zgrupowaniach reprezentacji dostali też dzień wolnego w tym tygodniu, bo przed meczem z Jagiellonią nie mieli czasu odpocząć – dodał.

 

ekstraklasa.org – Meczowa triada – 28. kolejka 2025/2026 (niedziela)

W niedzielę zagramy w Krakowie, Lublinie i Poznaniu. Obejrzymy zarówno te drużyny, które są w formie, jak i te, które formy szukają.

[…] LECH POZNAŃ – GKS KATOWICE

SYTUACJA: Lech Poznań ma najwięcej goli strzelonych w I połowach (25, tyle samo: Lechia). GKS Katowice natomiast ma najmniej goli straconych w II połowach (12 = 34% goli straconych przez ten zespół).

HISTORYCZNIE: 14 meczów z rzędu między nimi bez bezbramkowego remisu. Lech Poznań w zdobył 16 punktów w 6 ostatnich meczach z GKS Katowice.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: Lech Poznań nie przegrał meczu, w którym strzelił minimum 2 gole (9 zwycięstw, 5 remisów). W 6 z 7 ostatnich spotkań u siebie zdobywał co najmniej 2 bramki.

POD LUPĄ – GOŚCIE: GKS Katowice wywalczył zwycięstwo w każdym z 8 ostatnich meczów, w którym strzelił minimum 2 gole. Jeśli wziąć pod uwagę wszystkie spotkania trwającego sezonu, to dziewięciokrotnie udawała mu się ta sztuka (8 zwycięstw i 1 remis).

CZY WIESZ, ŻE: Lukas Klemenz – strzelił 7 goli ze swoich 9 ostatnich celnych strzałów w Ekstraklasie.

Lech Poznań: Najwięcej zwycięstw (12, tyle samo: Górnik Zabrze) i meczów bez porażki (21)

Lech Poznań: 3 zwycięstwa z rzędu u siebie (w każdym minimum 3 gole strzelone, razem: 11); też – w 4 z 5 ostatnich meczów u siebie wygrywał (w każdym z tych meczów minimum 3 gole strzelone)

Lech Poznań: 19 meczów z golem strzelonym u siebie (jedyna drużyna, która strzelała gole w każdym meczu u siebie w tym sezonie)

Lech Poznań: Najwyższa celność podań (84,1%)

Lech Poznań: Najmniej porażek w meczach, w których stracił gola na 0:1 (4; jedyna drużyna, która przegrywa mniej niż połowę meczów, w których traci gola na 0:1)

Lech Poznań: Bartosz Mrozek – 92 mecze z rzędu od 1. Do 90. Minuty (najdłuższa seria obecnie)

Lech Poznań: Mikael Ishak – udział przy 6 golach przesądzających o zwycięstwie w tym sezonie (5x gol, 1x asysta; najwięcej – tyle samo: Mbaye N’Diaye)

GKS Katowice: Zwycięstwo w każdym z 8 ostatnich meczów, w którym strzelił minimum 2 gole (w tym sezonie w 9 meczach strzelał minimum 2 gole – 8 zwycięstw + 1 remis)

GKS Katowice: 1 remis w 17 ostatnich meczach

GKS Katowice: 3 ostatnie mecze tej drużyny rozstrzygnęły się różnicą 1 gola (też: 4 ostatnie mecze na wyjeździe)

GKS Katowice: 16 goli straconych w 61 meczach od początku sezonu 2024/25 po stałych fragmentach gry (0,26/mecz – średnio najmniej); w tym sezonie 8 goli straconych po stałych fragmentach gry (najmniej w lidze, tyle samo: Wisła Płock)

GKS Katowice: najmniej goli straconych w II połowach (12, w tym 3 w 18 ostatnich meczach)

GKS Katowice: Rafał Strączek – średnio traci 0,7 gola/mecz w tym roku (7 w 10 meczach)

Te drużyny Zdobyły najwięcej punktów w 2026 roku (po 19) i mają najwięcej punktów w 2026 roku (po 6)

 

kkslech.com – Zapowiedź: Lech – GKS

W niedzielę, 12 kwietnia, o godzinie 17:30 w meczu 28. kolejki piłkarskiej PKO Ekstraklasy sezonu 2025/2026, Lech Poznań zagra na ENEA Stadionie mieszczącym się przy ulicy Bułgarskiej 17 z GKS-em Katowice. W walce o obronę tytułu Mistrza Polski nie trzeba się na nikogo oglądać, już jutro można nawet powiększyć przewagę nad Jagiellonią Białystok do 5 oczek.

Lech Poznań przez niemal cały trwający sezon błąkał się głównie między 6 a 8. miejscem w tabeli, po 20. kolejce tracił do Jagiellonii Białystok aż 9 punktów, po 22. kolejce pierwszy raz w tych rozgrywkach znalazł się na podium, a dziś od 2 kolejek jest liderem.

[…] W wiosenne, kwietniowe popołudnie niebiesko-biali zmierzą się u siebie z GKS-em Katowice, który w czwartek odpadł z Pucharu Polski po rzutach karnych z Rakowem Częstochowa i jego dyspozycja mentalno-fizyczna może nie być dobra. Wliczając mecze Ekstraklasy i Pucharu Polski zespół Lecha w ostatnich 9 meczach z GKS-em (7 ligowych) nie przegrał i wygrał aż 8 razy strzelając w tych spotkaniach Katowiczanom aż 19 goli. Lech ostatni raz uległ GKS-owi dnia 27 września 2003 roku, gdy przegrał w Poznaniu 1:2, a w Katowicach 22 marca 2003 (0:1), jutro liczy się tylko zwycięstwo, które byłoby kolejnym ważnym krokiem w walce o 10 tytuł w historii naszego klubu

Trener Lecha Poznań, Niels Frederiksen nie będzie mógł jutro skorzystać z usług kontuzjowanego Kornela Lismana i Alexa Douglasa, a także rekonwalescenta Radosława Murawskiego. Pod znakiem zapytania stoi występ Taofeeka Ismaheela zmagającego się ostatnio z urazem ramienia, do kadry meczowej wróci Filip Jagiełło, który miał opuścić 3 mecze, a przez odnowioną kontuzję był nieobecny w 9 spotkaniach. Z kolei w ekipie GKS-u Katowice szkolonej przez Rafała Góraka nieobecni są Mateusz Kowalczyk, Jesse Bosch, Filip Rejczyk i Aleksander Paluszek, niepewny występu jest ważny obrońca Lukas Klemenz, który w czwartek opuścił murawę w drugiej połowie ze względu na uraz łydki.

[…] Jutro zagramy z zespołem, który nie kalkuluje, GKS ma najmniej remisów w całej lidze (3), Katowiczanie zremisowali raptem raz w ostatnich 17 kolejkach. W kadrze GKS-u Katowice są byli Lechici – Marcin Wasielewski, Grzegorz Rogala oraz Alan Czerwiński.

[…] Lech w 28 z ostatnich 29 meczów na wszystkich frontach strzelił w Poznaniu co najmniej jednego gola, ostatni raz nie zdobył ligowej bramki przy Bułgarskiej dnia 14 lutego 2025 roku (Lech – Raków 0:1). Kolejorz na dziś ma serię 4 kolejnych meczów na 2 frontach bez porażki, po raz ostatni raz poległ 12 marca, a w lidze 7 marca. Nasz zespół wygrał na własnym boisku ostatnie 3 ekstraklasowe spotkanie i w każdym z nich zdobył minimum 3 bramki.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga