Piłka nożna Prasówka
Media po meczu z Tychami: Katowice lepsze w meczu dwóch GKS-ów i wciąż liczą na bezpośredni awans
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Tychy – GKS Katowice 2-3 (2-1).
1liga.org – GKS Katowice wygrywa z GKS Tychy!
W piątkowych meczach 32. kolejki Fortuna 1 Ligi GKS Katowice pokonało GKS Tychy, a Znicz Pruszków zremisował z Motorem Lublin.
[…] GKS Tychy – GKS Katowice 2:3 (2:1)
Bramki: Dominik Połap 33’, Patryk Mikita 45’+1 – Bartosz Jaroszek 18’, Oskar Repka 61’, Jakub Arak 90’+2
W derbowym meczu nie zabrakło emocji! Pierwsze minuty meczu były nieco chaotyczne, ale to goście wydawali się być konkretniejsi i w 18. minucie po strzale Jaroszka objęli prowadzenie. Po około 30. minutach gry kontuzji doznał Marzec, a zaraz po tym Gieksa straciła bramkę. Do przerwy to tyszanie wyszli jednak na prowadzenie. Druga część spotkania przyniosła remisową bramkę dla drużyny z Katowic. Po rzucie wolnym piłkę w siatce umieścił Repka. Największe emocje były jednak na sam koniec w doliczonym czasie gry. I to właśnie w ostatnich sekundach GKS Katowice wywalczyło trzy punkty. Tyszanie stracili piłkę w ataku, goście ruszyli z kontrą i Jakub Arak strzelił gola, który okazał się bezcennym.
dziennikzachodni.pl – GKS Tychy przegrał z GKS Katowice 2:3! Goście wykonali wielki krok w kierunku Ekstraklasy!
W derbowym meczu o dużą stawkę GKS Tychy przegrał z GKS Katowice 2:3. Widowisko było świetne, prowadzenie zmieniało się w obie strony, a decydujący gol padł w doliczonym czasie gry!
Wagi tych derbów nie sposób było przecenić. Dwa GKS-y, ten z Tychów i ten z Katowic, biją się co najmniej o baraże o Ekstraklasę i zwycięstwo w bezpośrednim starciu stanowiłoby w tym wyścigu bezcenny atut.
Pierwsze kilka minut było chaotyczne. Katowiczanie szybko zaczęli być jednak konkretniejsi. Po kwadransie Macieja Kikolskiego wyręczył jeszcze stojący przed linią bramkową Jakub Tecław, ale chwilę później goście objęli prowadzenie. Żle wyprowadzaną piłkę przejął Bartosz Jaroszek, rozegral z Marcinem Wasielewskim i zamknął jego płaskie podanie w pole karne strzałem do siatki!
Tyszanie próbowali odpowiedzieć niemal natychmiast, ale cofnięty zespół Rafała Góraka bronił się dość spokojnie. Po pół godzinie gry kontuzji doznał Mateusz Marzec, a cztery minuty później goście stracili też bramkę. Kapitalnym strzałem sprzed pola karnego Dawida Kudłę pokonał Dominik Połap. Mecz zaczynał się właściwie od nowa.
Równowaga została diametralnie zachwiana przez ekipę Dariusza Banasika w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Przyjezdni obrońcy zgubili z radarów Patryka Mikitę, co wykorzystał Daniel Rumin idealnie wykładając piłkę samotnie wbiegającemu w pole karne koledze. Dzięki temu to Tychy schodziły do szatni z zapasem jednego trafienia.
Od początku drugiej części atakowały Katowice. I podobnie jak wcześniej gospodarze, też zostali za to nagrodzeni. W 61 minucie rzut wolny wykonał Antoni Kozubal, a Oskar Repka jako jedyny wyskoczył do piłki na tyle wysoko, by ją wpakować do bramki obok pasywnego Macieja Kikolskiego.
Oba zespoły próbowały jeszcze zadać ten trzeci, pewnie decydujący cios, ale udało się to gościom w doliczonym czasie! Tyszanie stracili piłkę w ataku, katowiczanie ruszyli z kontrą i Jakub Arak strzelił gola, który może nazywać bezcennym.
Kibice GKS Tychy rozgrzani emocjami na derbach z GKS Katowice
Na stadionie GKS Tychy w meczu z GKS Katowice padł rekord frekwencji obecnego sezonu. Trudno się temu dziwić, bo dla kibiców gospodarzy to jedno z najważniejszych spotkań w kalendarzu.
[…] W drugiej połowie strzelali już jednak tylko goście i fani gospodarzy opuszczali stadion w fatalnych humorach…
polsatsport.pl – Derby nie zawiodły! Bramka w doliczonym czasie gry przesądziła o wyniku
GKS Katowice zrobił duży krok w kierunku gry w barażach, a być może i bezpośredniego awansu. Podopieczni Rafała Góraka pokonali na wyjeździe GKS Tychy 3:2. Gol na wagę zwycięstwa padł w 92. minucie meczu, a jego autorem był Jakub Arak.
Pierwszy gol w piątkowym spotkaniu padł w 18. minucie gry. Zespołową akcję ekipy gości Marcin Wasielewski zakończył podanie do nabiegającego w pole karne Bartosza Jaroszka. Ten z bliskiej odległości posłał piłkę do siatki. Do wyrównania tyszanie doprowadzili kwadrans później.
Dominik Połap wykorzystał zamieszanie w polu karnym, zgarnął piłkę przed „szesnastką” i uderzył z woleja. Futbolówka zatrzepotała w siatce. Drugą bramkę ekipa z Tychów zdobyła tuż przed zejściem na przerwę. Daniel Rumin zagrał w pole karne do niepilnowanego Patryka Mikity. Wychowanek Legii Warszawa ze stoickim spokojem pokonał Dawida Kudłę. Po upływie 45 minut i czasu doliczonego GKS Tychy prowadził 2:1.
Gol wyrównujący padł w 61. minucie spotkania. Z rzutu wolnego dośrodkował Antoni Kozubal. W polu karnym najlepiej zachował się Oskar Repka. Gracz „GieKSy” strzałem głową skierował piłkę do siatki. Później przez niemal półgodziny nie oglądaliśmy bramek. Aż do drugiej minuty doliczonego czasu gry.
Wtedy Adrian Bład zagrał piłkę w pole karne do nabiegającego Jakuba Araka. Napastnik drużyny z Katowic miał mnóstwo miejsca i pewnym strzałem pokonał Macieja Kikolskiego. To był decydujący cios. „GieKSa” wyszarpała zwycięstwo w końcówce meczu i umocniła się na trzecim miejscu w tabeli. Natomiast tyszanie ponieśli drugą porażkę z rzędu.
weszlo.com – Katowice lepsze w meczu dwóch GKS-ów i wciąż liczą na bezpośredni awans
W ramach 32. kolejki I ligi zmierzyły się ze sobą GKS Tychy i GKS Katowice. W bardzo emocjonującym starciu dwóch śląskich drużyn to goście okazali się mocniejsi i w samej końcówce przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Trzecia z czwartą drużyną tabeli I ligi toczyły naprawdę wyrównany pojedynek i każdej z nich zależało na zwycięstwie. Jako pierwsi do siatki trafili w 18. minucie goście za sprawą Bartosza Jaroszka. Jednak na przerwę to gospodarze schodzili w lepszych nastrojach, bo najpierw wyrównał Dominik Połap, a już w doliczonym czasie gry w pierwszej połowie prowadzenie tyszanom dał Patryk Mikita.
Po przerwie, choć obie drużyny miały swoje szanse, to strzelali już tylko goście. Autorem wyrównującej bramki był Oskar Repka, który skierował piłkę do siatki głową po dośrodkowaniu Kozubala. Choć w końcówce to katowiczanie byli bliżej strzelenia gola, wydawało się, że mecz zakończy się remisem. Jedna z ostatnich akcji okazała się jednak skuteczna i to Jakub Arak strzelił decydującego gola, praktycznie zapewniającego już drużynie z Katowic co najmniej udział w barażach, a nawet pozostawiając szansę na bezpośredni awans.
Wynik 2:3 oznacza za to, że podopieczni Dariusza Banasika muszą oglądać się do tyłu, bo o trzy miejsca w barażach (poza GKS-em Katowice) wciąż walczy sześć drużyn, a różnice w całym tym peletonie są naprawdę minimalne. Choć Tychy mają w tym wyścigu pole position, na dwie kolejki do końca muszą nadal regularnie punktować, aby utrzymać się w grze o Ekstraklasę.
sportowefakty.w.pl – GKS Katowice zagrał do końca w Fortuna I lidze
Wciąż nie poznaliśmy pierwszego beniaminka PKO Ekstraklasy. GKS Katowice zapewnił sobie zwycięstwo 3:2 w czasie doliczonym do meczu w Tychach. W ten sposób przynajmniej do soboty Lechia Gdańsk nie ma zapewnionego awansu.
Wygrana GKS-u Katowice oznacza, że Lechia Gdańsk potrzebuje do awansu minimum remisu w sobotnim meczu na wyjeździe z Wisłą Kraków. Ponadto w tej kolejce do elity nie awansuje Arka Gdynia, niezależnie od innych rozstrzygnięć. Bramka na 3:2 padła w doliczonym czasie za sprawą strzału Jakub Araka. Wcześniej tak gospodarze, jak i goście zdobyli oraz stracili prowadzenie.
eska.pl – GKS Katowice wygrywa w derbach Śląska z Tychami. Katowiczanie bliżej baraży do ekstraklasy
Jakub Arak bohaterem GKS-u Katowice. w doliczonym czasie gry zapewnił on zwycięstwo katowiczanom, dzięki czemu znacznie przybliżyli się do zapewnienia sobie miejsca uprawniającego do walki w barażach o awans do PKO BP Ekstraklasy.
Mecz na szczycie Fortuna 1. Ligi dostarczył wielu emocji kibicom GKS-u Tychy jak i gościom z Katowic. Obydwa zespoły cały czas liczą się w walce o awans do PKO BP Ekstraklasy. Oba zespoły musiały więc wygrać spotkanie 32 kolejki, aby zwiększyć swoje szanse na zapewnienie sobie baraży. Nie zaskakuje więc to, że tak tyszanie, jak i katowiczanie od razu ruszyli do akcji by jak najszybciej pokazać, kto na ten awans bardziej zasługuje. Świetnie rozpoczęli katowiczanie wychodząc na prowadzenie w 18. minucie po golu Bartosza Jaroszka. Tyszanie jednak pokazali, że będą walczyć do końca o dobry wynik i tak było, tyle że do końca pierwszej połowy. W 33. minucie wyrównał Dominik Połap, a w doliczonym czasie 1. połowy gola na 2:1 zdobył Patryk Mikita.
GKS Katowice nie zamierzał jednak oddać przeciwnikowi punktów i już w 61. minucie wyrównali po golu Oskara Repki. Praktycznie od końca spotkania każdy z GKS-ów próbował przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i kiedy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, Jarosław Arak w drugiej minucie doliczonego czasu gry zapewnił katowiczanom wygraną 3:2. Dla katowiczan było to trzecie zwycięstwo z rzędu i potwierdzenie bardzo dobrej firmy na koniec sezonu.
sport.tvp.pl – Grad goli i emocji. Co za dzień w 1. lidze!
Aż 11 goli padło w dwóch piątkowych meczach Fortuna 1. Ligi. Większość z nich była wyjątkowej urody. W najciekawszym spotkaniu GKS Katowice pokonał GKS Tychy po golu w doliczonym czasie gry!
W piątek z awansu do PKO BP Ekstraklasy cieszyć mogła się Lechia Gdańsk. Tylko zwycięstwo gości mogło przedłużyć o dobę niepewność na Pomorzu. To właśnie gracze z Katowic objęli prowadzenie za sprawą Bartosza Jaroszka w 18. minucie. Tyszanie dwukrotnie jednak odpowiedzieli przed przerwą golami Dominika Połapa i Patryka Mikity.
Na uwagę zasługuje trafienie tego pierwszego. Pomocnik gospodarzy uderzył piłkę z woleja zza pola karnego. Uderzenie było na tyle precyzyjne, że kompletnie zaskoczyło bramkarza z Katowic, Dawida Kudłę.
Na tym strzelanie się nie skończyło. W 61. minucie wyrównał Oskar Repka. Gdy w Gdańsku wyjmowano już szampany, ostatni cios zadali katowiczanie. Świetną kontrę sfinalizował celnym strzałem Jakub Arak.
Takie rozstrzygnięcie sprawiło, że Lechia musi poczekać na świętowanie przynajmniej do soboty i meczu z Wisłą Kraków. Aby zapewnić sobie awans, wystarczy jej ledwie jeden punkt. Zwycięstwo GKS-u Katowice sprawiło też, że Arka Gdynia na pewno nie będzie cieszyć się z promocji w tej kolejce.
noweinfo.pl – GKS Tychy przegrał z GKS Katowice w doliczonym czasie gry
W piątkowy wieczór (10 maja) piłkarze GKS Tychy podejmowali na własnym stadionie GKS Katowice. Tyszanie ulegli rywalom za miedzy w doliczonym czasie gry 2:3.
To był bardzo ważny mecz ze względów sportowych (walka o baraże o ekstraklasę) i prestiżowych (śląskie derby). Obecnie każdy komplet punktów jest na wagę złota, ponieważ w górnej części tabeli Fortuny 1 Ligi jest ciasno. Szanse na walkę w barażach o jedno miejsce w ekstraklasie mają obecnie zespoły zajmujące miejsca od 3 do 8.
Strzelanie w meczu rozpoczęli katowiczanie. W 18. minucie gola zdobył Bartosz Jaroszek. Wyrównał w 33. minucie Dominik Połap. GKS Tychy kończył pierwszą połowę prowadzeniem 2:1. Bramkę do szatni GieKSie strzelił Patryk Mikita.
Niestety, w drugiej części spotkania inicjatywę przejęła drużyna GKS Katowice. Najpierw w 61. minucie wyrównał na 2:2 Oskar Repka, a 90. + 2. minucie zwycięską bramkę uzyskał Jakub Arak.
Końcówka meczu zasmuciła 8,5 tys. tyskich kibiców (na trybunach zasiadło w sumie prawie 9700 widzów – to rekord ligowej frekwencji na tyskim stadionie). GKS Tychy zajmuje obecnie 5 miejsce w tabeli, premiowane barażami, ale ma o jeden mecz więcej od rywali. Natomiast GKS Katowice umocnił się na trzeciej pozycji.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze