Piłka nożna Prasówka
Media o przegranym meczu z GKS Tychy: Tyski koncert, katowicki kryminał
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat meczu GKS Tychy – GKS Katowice. Mecz zakończył się przegraną GieKSy 0:4 (0:2).
sportslaski.pl – Pogrom w śląskich derbach. Tyszanie byli zabójczo skuteczni
O takim przebiegu derbów marzyli wszyscy kibice GKS-u Tychy. Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza odnieśli gładkie zwycięstwo nad GKS-em Katowice, a za ozdobę meczu można uznać efektowne gole Keona Daniela i Łukasza Grzeszczyka.
[…] Tyszanie odnieśli bowiem bardzo przekonującą wygraną i w znakomitym stylu pożegnali się ze swoją publicznością. Worek z bramkami w sobotnim meczu rozwiązał Omar Monterde – Hiszpan w 21. minucie odnalazł się w polu karnym GKS-u i pokonał Barana mocnym strzałem po ziemi. Niedługo później golkiper gości musiał ponownie wyciągnąć piłkę z siatki – tym razem w rolę strzelca wcielił się Keon Daniel. Pomocnik przyjął wybitą piłkę na klatkę i popisał się bardzo efektownym uderzeniem z półwoleja.
Druga bramka podłamała gości z Katowic, którzy do 30. minuty spisywali się nieźle i w grze było widać progres. Tyszanie z kolei byli tego dnia zabójczo skuteczni, co potwierdzili również po zmianie stron. W 48. minucie swojego piątego gola w tym sezonie zdobył Daniel Tanżyna – obrońca zrobił najlepszy możliwy użytek z dalekiego wrzutu z autu i oddał celny strzał głową. Wynik spotkania ustalił z kolei Łukasz Grzeszczyk i śmiało można przyznać, że jego gol był taką „truskawką na torcie” sobotnich derbów. Kapitan GKS-u oddał znakomity strzał z rzutu wolnego i przypieczętował trzecią wygraną tyszan z rzędu.
Katowiczanie mogą mieć do siebie sporo pretensji po dzisiejszym meczu. Choć wynik może o tym nie świadczyć, to goście mieli kilka niezłych okazji na zdobycie gola, a ich gra mogła się momentami podobać. Można się zastanawiać, co by było, gdyby podopieczni trenera Dudka zdołali potwierdzić swoją dominację przy stanie 1:0 – w końcu m.in. w sytuacji sam na sam znalazł się Tymoteusz Puchacz, a strzały z groźnych pozycji oddawali również Adrian Błąd czy David Anon.
sportdziennik.pl – Tyski koncert, katowicki kryminał
[…] Mecz w Tychach pokazał, że nie był to przypadek; wielokrotnie ręce same składały się do oklasków. Zwycięsko z wymiany ciosów wyszli gospodarze, choć to nie oni nadawali ton grze. A przynajmniej nie w momentach, w których w I połowie zdobywali gole. Co prawda pierwszy groźny strzał – sparowany przez Krzysztofa Barana – oddał Omar Monterde, przez kolejne minuty lepsze wrażenie sprawiali jednak katowiczanie. Konrad Jałocha z trudem obronił strzał Grzegorza Piesio z ostrego kąta, a potem Adrian Błąd z dystansu pomylił się nieznacznie. I gdy gol dla GieKSy zdawał się wisieć w powietrzu, zdobyli go tyszanie. Obrona gości zaspała po raz pierwszy tego dnia; po dośrodkowaniu Macieja Mańki piłka przeleciała w poprzek całego pola karnego przyjezdnych, akcję zamknął zaś uderzeniem nie do obrony niepilnowany – miał tyle czasu, by podciągnąć skarpetę i dokładnie przymierzyć – Monterde.
Podopieczni Dariusza Dudka stratą bramki się nie zrazili; mogli na nią zresztą odpowiedzieć natychmiast. Jałocha w kapitalny sposób powstrzymał jednak szarżującego w sytuacji „jeden na jeden” Tymoteusza Puchacza.
Kilka minut później oglądaliśmy „powtórkę z rozrywki”. Ponownie „kryminał” przydarzył się gościom w grze defensywnej: po rzucie rożnym wybili co prawda piłkę z „szesnastki”, ale już przed jej linią nikt nie przeszkadzał Keonowi Danielowi w przyjęciu piłki, poprawieniu i walnięciu w same „widły”! Na to trafienie przyjezdni też jeszcze (prawie) odpowiedzieli: znów w roli głównej wystąpił Jałocha, na samej linii stopując piłkę uderzaną przez Błąda z paru dosłownie metrów.
[…] Jeżeli katowiczanie w szatni rozrysowali sobie jakiś plan odrabiania strat, wziął on w łeb 100 sekund po rozpoczęciu II połowy. Daniel Tanżyna – przed którym wzajemnie „ostrzegano się” w szatni przy Bukowej – w trzecim z rzędu meczu strzelił bramkę katowiczanom. I to bezpośrednio po wrzucie piłki z autu przez Dawida Abramowicza! Niespełna kwadrans później tyszanie „skompletowali” zaś swoistego hat-tricka ze stałych fragmentów gry. Po bramkach z rożnego (Daniel) i autu (Tanżyna), bezpośrednio z rzutu wolnego trafił Łukasz Grzeszczyk! Szansę na 5:0 miał niedługo potem Vojtusz, ale – po kapitalnym dograniu Huberta Adamczyka – z 5 metrów trafił wprost w Barana. Fani gospodarzy domagali się wskazania na środek boiska, ale chyba tylko technologia „goal-line” mogłaby rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego, czy piłka – przed odbiciem jej przez golkipera – przekroczyła linię bramkową.
Przyjezdni – choć lanie było bolesne – do końca szukali okazji na gola honorowego. Przy ich dograniach ze skrzydeł brakowało jednak kogoś, kto z 4-5 metrów skierowałby piłkę w światło bramki. Z dystansu nieznacznie mylili się Puchacz i David Anon; Hiszpan trafił też w 76 min w słupek.
gol24.pl – Fortuna 1 Liga. Odarci ze złudzeń. GKS Tychy rozgromił GKS Katowice!
[…] Cóż to był za mecz!
[…] Przed meczem niewiele wskazywało na tak jednostronny pojedynek. Katowiczanie również zażegnali kryzys, wygrywając dwa tygodnie wcześniej z Podbeskidziem. Pod wodzą trenera Dariusza Dudka swoją grą jeszcze nie porwali, ale zagęszczoną defensywą i szybkimi kontratakami sprawiali kłopoty swoim rywalom. Tyszanie wytrącili te atuty z rąk, grając bezlitośnie skuteczną piłkę.
[…] Być może mecz miałby zupełnie inny przebieg, gdyby katowiczanie wykazali się lepszą skutecznością. Goście nawet na moment nie potrafili przejąć inicjatywy, ale szybkim rozegraniem piłki potrafili kilka razy złamać obronę rywali. Konrad Jałocha popisał się jednak znakomitym refleksem, broniąc z bliska strzały Adriana Błąda i Tymoteusza Puchacza. W przerwie piłkarze z Katowic mobilizowali się, by wrócić do gry i odrobić straty, ale tyszanie podcięli im skrzydła już po dwóch minutach gry. Wykorzystali kolejny prosty błąd obrony – Dawid Abramowicz wyrzucił piłkę z autu wprost na głowę Daniela Tanżyny, a ten skierował ją do bramki. Środkowy obrońca GKS-u jest koszmarem dla drużyny z Bukowej – tylko w tym roku strzelił jej aż trzy gole!
infokatowice.pl – Kompromitacja w derbach z Tychami. GieKSa ostatnia w tabeli
[…] Na początku spotkania GieKSa stworzyła kilka ciekawych sytuacji, żadna z nich nie zakończyła się jednak bramką. Czego nie udało się gościom, dokonali w 21. min. gospodarze, którzy wykorzystali złe wybicie piłki przez Remisza i objęli prowadzenie.
[…] Druga połowa zaczęła się od kolejnego trafienia tyszan, które praktycznie przesądziło o losach meczu. W 60. min. Baran po strzale Grzeszczyka wyciągał futbolówkę z bramki po raz czwarty i choć katowiczanie także mieli swoje sytuacje (przede wszystkim słupek Anona), to jednak nie udało im się zaskoczyć Jałochy i derbowy pojedynek skończył się kompromitującą porażką GieKSy 0:4.
polsatsport.pl – Fortuna 1 Liga: Wstydliwa porażka GKS Katowice w derbach Śląska
[…] Atmosfera w szeregach zespołu ze stolicy Górnego Śląska jest wciąż fatalna, a niedawny triumf w Bielsku-Białej jedynie zamazał rzeczywistość. Katowicki team poniósł już jedenastą porażkę w tym sezonie i wciąż znajduje się na dnie ligowej tabeli.
weszlo.com – Tychy gromią, winy za skarpetę na przyrodzeniu odkupione. ŁKS tylko remisuje
Jeżeli jakiś mecz miałby być reklamą I ligi, to starcie GKS-u Tychy z GKS-em Katowice na pewno by się nadawało. Duża intensywność, sporo jakości, piękne gole, parady bramkarskie – to wszystko dziś tam było. Poza golami, każdy z tych podpunktów dotyczy również zespołu gości, który na początku sprawiał lepsze wrażenie, długimi fragmentami grał nieźle, no ale jeśli finalnie dostajesz 0:4, trudno się tym pocieszać.
Tyszanie byli przede wszystkim bardzo skuteczni. Dla nich było to niezwykle ważne spotkanie. Z kilku powodów. Po pierwsze – prestiż, wiadomo. Po drugie – trzecie z rzędu zwycięstwo oznaczałoby znaczący krok w kierunku czołówki. Wreszcie po trzecie – dwójka gagatków z wyjściowego składu miała do odkupienia winy pozaboiskowe. Konkretnie chodzi o Omara Monterde i Jakuba Vojtusa. Chłopaki poimprezowali, Hiszpan postanowił zatańczyć rozbieraną solówkę, co skończyło się tym, że miał tylko skarpetę na przyrodzeniu. Vojtus całe przedstawienie rejestrował. Żeby było śmieszniej, wrzucili swoje dokonania do sieci. O dziwo opinia publiczna nie zareagowała entuzjazmem, wręcz przeciwnie. Hiszpan i Słowak zostali ukarani finansowo, odbyto z nimi rozmowę dyscyplinującą, a sami zainteresowani kajali się w mediach społecznościowych.
Monterde od początku meczu był bardzo aktywny i to właśnie on dał gospodarzom prowadzenie. Piłka po zagraniu Macieja Mańki trochę przypadkowo znalazła się pod jego nogami, miał nieco miejsca i czasu, więc zrobił swoje. Gol na 2:0 to już Liga Mistrzów.
[…] GieKSa miała swoje akcje i sytuacje, zwłaszcza Adrian Błąd, lecz zawodziła skuteczność. Dariusz Dudek po chwilowej odwilży (wygrana z Podbeskidziem) znów musiał się gęsto tłumaczyć.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Bmmm
26 listopada 2018 at 09:45
Gdzie dymisja tego marnego zarzadu ??? Co ze stadionem ???
Irishman
26 listopada 2018 at 10:32
Takie pytanie do Magistratu, czy prezydent Krupa dalej będzie pozwalał na kompromitowanie naszego miasta przez ten Zarząd i to za pieniądze mieszkańców?
Nelo
26 listopada 2018 at 14:31
Bartnik OUT!