Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Žiliną: Dziś GieKSa wraca do Europy
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu II rundy kwalifikacji Ligi Konferencji MŠK Žilina – GKS Katowice.
flashscore.pl – 23 lata czekania, GKS Katowice dziś wraca do Europy. „Niech oni się martwią”
GKS Katowice zagra w czwartek na wyjeździe ze słowackim MSK Żilina w pierwszym meczu 2. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji. Rewanż zostanie rozegrany 30 lipca. Katowiczanie wracają do europejskiej rywalizacji po 23-letniej przerwie.
„To wyzwanie, jednocześnie traktujemy to też jak możliwość sprawdzenia się, zobaczenia, jak to będzie. Dopóki, dopóty będę się budził i się czuł jak taki szczeniak, który się cieszy, że leci na trening, to wiem, że wszystko przed nami. Mam w sobie bardzo dużo entuzjazmu, radości i dumy z klubu, z tego, jak to się wszystko rozwinęło, jak pracujemy. Ale wiadomo: nie wolno stanąć” – powiedział trener GKS Rafał Górak.
Słowacki rywalizował z chorwackim Hajdukiem Split w pierwszej rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Pierwsze spotkanie u siebie wygrał Hajduk 2:0, rewanż skończył się zwycięstwem MSK 2:1. Drużyna z Żyliny zagra w tej sytuacji w kwalifikacjach Ligi Konferencji.
„Skoro się wraca po tak długim czasie do europejskich pucharów, to – chcąc nie chcąc – sezon jest wyjątkowy. Na pewno to docenienie tego czasu, który jest za nami. Na starcie z MSK jesteśmy gotowi. Najważniejsze będzie to, jak my będziemy wyglądać i niech oni się martwią” – dodał kapitan GKS Arkadiusz Jędrych.
Trenerem MSK Żylina jest Pavol Stano, były piłkarz polskich klubów, a następnie szkoleniowiec Wisły Płock i Górnika Łęczna. Katowiczanom przepustkę do kwalifikacji LK dało zajęcie piątego miejsca w Ekstraklasie, na które wskoczyli w ostatnich doliczonych sekundach sezonu 2025/26.
GKS ostatnio grał w kwalifikacjach Pucharu UEFA. Na finiszu sezonu 2002/03 katowicki klub (wtedy pod nazwą Dospel, narzuconą przez sponsora) zajął trzecie miejsce w tabeli, za Wisłą Kraków i Dyskobolią Grodzisk Wlkp. Katowickich piłkarzy do tego sukcesu doprowadził Jan Żurek, który zaraz potem stracił posadę przy Bukowej, a jego miejsce zajął Edward Lorens.
Latem 2003 Dospel stanął u wrót europejskich pucharów. Wydawało się, że nie powinien mieć problemów z macedońskim zespołem Cementarnica Skopje w rundzie eliminacji Pucharu UEFA. Tymczasem górą byli rywale, po dwóch remisach 0:0 w Skopje i 1:1 w Katowicach, gdyż wtedy jeszcze gol strzelony na wyjeździe liczył się podwójnie.
Trener Lorens dostał podczas konferencji prasowej po rewanżu od przedstawicieli niezadowolonych katowickich kibiców symboliczną walizeczkę. Wcześniej sympatycy katowickiej drużyny – wychodząc ze stadionu – krzyczeli, żeby się pakował.
Po potędze GKS – 10 lat z rzędu występów w europejskich pucharach – nie było śladu. Kibicom pozostały na długo wspomnienia, choćby wyeliminowania greckiego Arisu Saloniki i francuskiego Girondins Bordeaux w drodze do 3. rundy pucharu UEFA jesienią 1994 roku.
Obecny szkoleniowiec Katowiczan Górak wrócił do klubu latem 2019 roku, po spadku drużyny do drugiej ligi. W maju 2024 świętował z zespołem awans do ekstraklasy po 19-letniej przerwie. Wiosną 2025 roku piłkarze przenieśli się na nowy, większy stadion i to na nim zagrają po 23 latach w europejskich pucharach.
Słowacka ekipa zakończyła miniony sezon swojej ligi czwartą pozycją.
weszlo.com – W czwartkowy wieczór GKS Katowice zagra na wyjeździe z MSK Żilina. Asystentem trenera słowackiej drużyny, Pavola Stano, jest Polak Adrian Olecki, który połączył się z nami w porannym WeszłoTV.
Tam na pierwszy ogień pójdzie starcie ze słowacką Żiliną, która – przynajmniej od strony trenerskiej – jest doskonale polskim kibicom znana. Zespół prowadzi Pavol Stano, który w przeszłości trenerował Wisłę Płock czy Górnika Łęczna, a jego asystentem jest Adrian Olecki. W porannym programie WeszłoTV połączył się z nami i opowiedział nieco o rzeczywistości drużyny.
– Klub jest fantastycznie zorganizowany. Ponad 50 milionów euro wygenerowanych z transferów przez ostatnich 10 lat. To mówi samo za siebie. W zeszłym sezonie awans do 1/4 Ligi Mistrzów U-19 i pokonanie we wcześniejszej fazie Liverpoolu. Znakomity projekt – przedstawia Olecki.
[…] – Dzięki temu drugiemu meczowi z Hajdukiem, do spotkań z Katowicami przystępujemy pełni nadziei, że dostaniemy się do kolejnej rundy.
A jak jego zdaniem słowacka drużyna odnalazłaby się w lidze polskiej? – Mamy jedną z najmłodszych drużyn w Europie. Tak jest ten projekt MSK Żilina zbudowany od lat i dlatego jest tak bardzo ciekawy. Myślę, że miejsca 4-6 na pewno byłyby w naszym zasięgu. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że poziom Ekstraklasy wzrósł znacząco i to liga jest dużo bardziej wymagająca niż słowacka – podkreślił Olecki.
onet.pl – Polak chce wyrzucić GieKSę. „O to gra się w Europie”
— Bardzo cieszę się na te spotkania. Zrobię wszystko, żeby GKS Katowice nie awansował, ale podchodzę do rywalizacji z dużym szacunkiem — mówi pomocnik MSK Žilina Fabian Bzdyl. Jego zespół w dwumeczu 2. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji będzie rywalem GKS Katowice, a pierwsze spotkanie na Słowacji zaplanowano na czwartek o godz. 20:30.
[…] O to chciałem dopytać, bo zastanawiam się, jakie to dla pana uczucie przygotowywać do walki o wyrzucenie polskiego klubu z pucharów.
Naturalnie chciałbym, żeby jak najwięcej naszych zespołów długo grało w pucharach, natomiast w tym przypadku zależy mi, żeby w fazie ligowej było o jednego reprezentanta mniej. Zrobię wszystko, żeby GKS Katowice nie awansował, ale podchodzę do tego dwumeczu z bardzo dużym szacunkiem. Wiem, na jaką drużynę trafiliśmy, słyszałem już, że wielu ich kibiców wybiera się na pierwszy mecz do Żyliny. Jeszcze w barwach Cracovii miałem przyjemność być na nowym stadionie GKS (gospodarze wygrali 2:1 w maju 2025 roku – przyp. red.) i przekonałem się, że atmosfera jest tam naprawdę niesamowita. Cieszę się, że będę mógł zagrać przed takimi kibicami.
Jak w pańskim klubie i ogólnie w słowackiej piłce przyjęto wylosowanie GieKSy? Przedstawiciel PKO BP Ekstraklasy traktowany jest jako faworyt?
Jeśli ja mam powiedzieć, to w meczu domowym nasze szanse oceniam 50 na 50, a w rewanżu w Katowicach, to GKS będzie faworytem. Lubimy grać u siebie, jesteśmy tutaj mocni i sprawialiśmy już niespodzianki. Na wyjeździe może być inaczej, bo w pełnym obrazie GKS jest w moim odczuciu lepszy od nas, ale na pewno to nie drużyna, której nie dałoby się pokonać.
A żywe są wspomnienia z poprzedniego sezonu, kiedy Žilina właśnie na tym etapie kwalifikacji odpadła po dwumeczu z Rakowem Częstochowa (0:3 w Polsce i 1:3 u siebie?) Pana nie było jeszcze wtedy w klubie, ale zastanawiam się, na ile tamte doświadczenia są teraz wykorzystywane przez porównania GieKSy do Medalików.
Zdecydowanie, na większą analizę mamy jeszcze czas, natomiast nie ukrywam, że śledzę PKO BP Ekstraklasę i mogę potwierdzić, że GKS Katowice to bardzo podobna drużyna do Rakowa. Pamiętam, że oglądałem ten rewanżowy mecz, nie wiedząc, że niedługo trafię do Žiliny i do momentu gola Rakowa, to Słowacy byli zespołem mocniejszym, prowadzili, a do tego mieli kolejne okazje. Zespół z Częstochowy był zaskoczony wysokim podejściem Žiliny przed własną publicznością, ale potem gospodarze stracili gola i zaczęło schodzić z nich powietrze. Wyjdziemy naładowani na GieKSę i zrobimy wszystko, żeby wygrać, bo po to gra się w Europie.
polsatsport.pl – MSK Zilina – GKS Katowice
GKS zagra w czwartek na wyjeździe ze słowackim MSK Zilina w pierwszym meczu 2. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji. Katowiczanie wracają do europejskiej rywalizacji po 23-letniej przerwie.
– To wyzwanie, jednocześnie traktujemy to też jak możliwość sprawdzenia się, zobaczenia, jak to będzie. Dopóki, dopóty będę się budził i się czuł jak taki szczeniak, który się cieszy, że leci na trening, to wiem, że wszystko przed nami. Mam w sobie bardzo dużo entuzjazmu, radości i dumy z klubu, z tego, jak to się wszystko rozwinęło, jak pracujemy. Ale wiadomo, nie wolno stanąć – powiedział trener GKS Rafał Górak.
[…] – Skoro się wraca po tak długim czasie do europejskich pucharów, to – chcąc nie chcąc – sezon jest wyjątkowy. Na pewno to docenienie tego czasu, który jest za nami. Na starcie z MSK jesteśmy gotowi. Najważniejsze będzie to, jak my będziemy wyglądać i niech oni się martwią – dodał kapitan GKS Arkadiusz Jędrych.
mskzilina.sk – Przy takim samym wsparciu i wsparciu trybun jak przeciwko Hajdukowi, Shoshones podejmą Katowice
[…] MŠK Žilina przystąpi do drugiej kwalifikacyjnej Ligi Konferencji przeciwko rywalowi, który przeżywa jeden z najbardziej udanych okresów w swojej nowożytnej historii. GKS Katowice wraca do Pucharów Europy po 23 długich latach i rozpocznie swoją przygodę w czwartek wieczorem na stadionie pod Dubniem.
[…] W 2024 roku udało im się powrócić do polskiej elity, walcząc o bezpośredni awans. Już w swoim pierwszym sezonie po powrocie mile zaskoczyli. W sezonie 2024/25 zajęli 8. miejsce, a ostatni sezon był historyczny dla klubu. Katowice zakończyły sezon na 5. miejscu w tabeli, co oznaczało awans do Conference League. Drużyna trenera Rafała Góraka zapewniła sobie awans dosłownie w ostatnich sekundach. W ostatniej rundzie wyrównujący gol padł w 96. minucie na boisku Pogonia Szczecina, który Katowice minimalnie wyprzedziły Legię Warszawa. Co ciekawe, zimą drużyna wciąż była w strefie spadkowej.
[…] Katowice miały również znakomity sezon w Pucharze Polski – w 1/8 finału wyeliminowały Jagiellonię Białystok (3:1). Dopiero w półfinale GKS przegrał z Rakowem Częstochowa w rzutach karnych. Ciekawostką jest to, że w sezonach 2021/2022 i 2022/2023 Marko Roginić również nosił koszulkę GKS Katowice. W pierwszej lidze polskiej rozegrał łącznie 41 meczów dla Katowic i zdobył 3 gole.
Badžgoň przed GKS. Czujemy siłę pełnego stadionu pod Dubniem
Europejskie wieczory piszą historie, które nie zostają zapomniane. MŠK Żylina stoi przed kolejnym rozdziałem, a determinacja w drużynie jest wyraźna. Droga, którą wyruszyli Shoshones, nie może kończyć się meczem z Katowice. W wywiadzie bramkarz Jakub Badžgoň opowiada o sile zespołu, atmosferze pod Dubniem oraz o tym, dlaczego zawodnicy są gotowi oddać serce na boisku – by wspólnie z kibicami napisać kolejną niezapomnianą europejską historię.
[…] Katowice będą nieprzyjemnym przeciwnikiem. W czym Žilina może mieć przewagę?
W naszej szybkości, ruchu i sposobie gry. Wielokrotnie pokazaliśmy, że gdy wejdziemy w tempo, możemy być bardzo niebezpieczni. To samo dotyczyło Hajduka. Z drugiej strony wiemy, że sama jakość nie wystarczy. Musimy dorównać Katowice pod względem ducha walki. Europejskie walki często rozstrzygają się w szczegółach i czasem trzeba być nieprzyjemnym podczas walk. Jeśli zbudujemy na zobowiązaniu przeciwko Hajdukowi i zwiększymy efektywność, wierzę, że możemy odnieść sukces.
sport.sk – Wspierali ich Słowacy, po 23 latach będą grać w Europie. Polski dziennikarz: Mamy najlepszego zawodnika!
Piłkarze MŠK Žilina zmierzą się z atrakcyjnym, choć nieprzewidywalnym przeciwnikiem w 2. rundzie wstępnej Conference League. GKS Katowice przeżywa swój bardzo dobry okres, który kulminował w jego powrocie na europejską scenę po 23 długich latach. Rozmawialiśmy z dziennikarzem Kacperem Janoszko z polskiego dziennika Sport o ogromnej euforii kibiców, słowackim śladzie Adama Zreľáka i Erika Jirki, ale także o tym, dlaczego mieszkańcy Żyliny nie muszą martwić się o zagrożenia bezpieczeństwa.
Mecz między Żyliną a Katowicami był uznany za ryzykowny. Czego możemy się spodziewać po polskich kibicach? Czy sektor gościnny pod Dubnem będzie wyprzedany?
„Z tego co wiem, sektor gości będzie wyprzedany do ostatniego miejsca. Podróż z Katowic do Żyłyny zajmuje tylko około dwóch godzin samochodem, co jest absolutnie idealnym warunkiem dla naszych fanów. Ponadto dość często kibice GKS masowo zapełniają sektory gościnne na stadionach przeciwników.
Chciałbym jednak podkreślić jedną rzecz – choć mecz został opisany jako ryzykowny, moim zdaniem na stadionie nie ma żadnego zagrożenia. Kibice z Katowic przyjeżdżają do Żyliny wyłącznie po to, by wspierać swoją drużynę i tworzyć świetne tło. Słowacy nie muszą się o nic martwić, to będzie normalna, przyzwoita wizyta kibiców, którzy chcą popchnąć swoich zawodników do przodu. GieKSa (przezwykłe i synonim polskiego klubu GKS Katowice, uwaga) grał w zeszłym sezonie na każdym stadionie w Polsce, wszędzie było całkowicie bezpiecznie, a tylko kilka meczów uznano za ryzykowne.”
Jaki jest obecny nastrój wśród kibiców GKS po awansie?
„Atmosfera jest po prostu genialna. Ludzie nie mogą się doczekać, by po wielu latach znów zobaczyć swój ukochany klub na europejskiej scenie. To ogromne święto dla całej społeczności.”
Jakie są oczekiwania Katowic przed podwójnym meczem przeciwko Żylinie? Czy uważają młodą słowacką drużynę za grywalnego rywala, czy też dominuje szacunek?
„Biorąc pod uwagę, że GKS Katowice gra w Pucharach Europy po raz pierwszy od 23 lat, nikt w klubie ani jego okolicy nie odważa się przewidzieć wyniku z wyprzedzeniem. Jednak jedno jest pewne – Katowice mają jakość, by pokonać Żylinę. Zwłaszcza u siebie, gdzie kibice dają nam ogromną energię.
W ostatnich latach GieKSa regularnie zdobywa punkty od znacznie bogatszych i silniejszych polskich klubów na papierze. Myślę, że ludzie wokół klubu są teraz po prostu szczęśliwi, że nadchodzi ta nowa europejska ścieżka. Nie mają żadnych przesadnych oczekiwań ani presji. Katowice wróciły do Europy i chcą w pełni cieszyć się tą chwilą.”
Specjalny mecz dla trenera Stano. Žilina chce rozpocząć nową ścieżkę awansową
W czwartek o godzinie 20:30 piłkarze MŠK Žilina rozegrają pierwszy mecz drugiej rundy wstępnej Ligi Konferencji, w którym podejmą zawodników GKS Katowice na swoim własnym boisku. Rewanż zaplanowano na tydzień w Polsce.
„Przygotowania do meczu przebiegły dobrze, można spojrzeć na to z dwóch stron,” powiedział trener MŠK Pavol Staňo na środowej konferencji prasowej i rozwinął swoje przemyślenia: „Jedna strona to rozczarowanie, że nie awansowaliśmy z Hajdukiem, z drugiej strony walczyliśmy o awans do ostatniej chwili i udało nam się wygrać z silnym rywalem. Atmosfera w ciągu tygodnia działała, każdy z nas wie, że musimy zrobić wszystko, by mieć dobrą pozycję startową w rewanżu.”
W przeszłości Staňo pracował jako zawodnik i trener w kraju swoich północnych sąsiadów, więc ma bogate doświadczenie w polskiej piłce nożnej.
„Uważam, że Katowice i polska piłka nożna w ogóle to przede wszystkim organizacja, będzie to ciekawa konfrontacja, doskonały podwójny mecz, który pokaże nam, gdzie jesteśmy, czekamy na to,” powiedział 48-letni pilot z Żyliny i wskazał na wielkie postępy obecnego przeciwnika swoich podopiecznych: „To będzie podobny podwójny mecz jak w zeszłym roku z Rakowa, obie drużyny są ze sobą powiązane pod względem trenerskim, Jednak wynik decydują zawodnicy na boisku. Wiemy, że nic łatwego nas nie czeka, Katowice poczyniły ogromny postęp, mają nowy stadion, świetne obiekty, atmosfera będzie gorąca, czekam na polskich kibiców. To będzie dla mnie wyjątkowe pojedynk, wierzę, że odniesiemy sukces.”
„Myślę, że to będzie inny mecz niż przeciwko Splitowi,” powiedział kapitan Szoszonów z Dubeňa Miroslav Káčer i kontynuował: „Hajduk potrafił utrzymać piłkę, musieliśmy więcej biegać bez niej. Katowice są dość proste, starają się grać pionowo. Musimy być ostrożni, być zwarte i konsekwentne w każdym pojedynku, cokolwiek może się na nas obrócić w tym podwójnym pojedynku.”
dziennikzachodni.pl – Dziś GieKSa wraca do Europy
[…] Bardzo dobry poprzedni sezon GKS-u Katowice zakończył się piątym miejscem w PKO Ekstraklasie i awansem do kwalifikacji Ligi Konferencji.
– Dojechaliśmy do Europy. To jest rzecz bardzo wyjątkowa i bardzo się z tego cieszę. Jestem dumny z zespołu, z klubu, ze wszystkich i czekam z niecierpliwością. Z takim samym podekscytowaniem, jak w tym 2011 roku. To się nie zmieniło – mówi Rafał Górak, który debiutował jako trener GieKSy 23 lipca 2011 r. – Moi zawodnicy są bardzo mocno zmotywowani, są tym bardzo mocno poruszeni, jednak mamy wielu doświadczonych, którzy z niejednego pieca chleb już jedli i to nam też, niewątpliwie, pomaga.
Co trener Górak sądzi o drużynie MSK Żylina?
– To jest rywal, który, jeżeli nabierze wiatr w żagle, jest bardzo widowiskowy. To wynika też z tego, że jest to młoda drużyna, która budowana i zmieniania jest co jakiś czas. Chłopcy w niej grający wiedzą, że droga do dobrych klubów, czy tutaj, chodzi o Slovan, czy do Europy, jest po prostu przez to, aby się dobrze pokazać. Trzeba też uważać na to, że jest to zespół, którąś edycję z rzędu grający w europejskich pucharach. Może nie grają ileś tam rund, ale klub jest na to przygotowany. Zawodnicy wiedzą, o co w tym chodzi, to jest ich doświadczenie. Spodziewamy się trudnego i wyrównanego meczu.
Kapitan GKS-u Arkadiusz Jędrych ma na koncie 261 meczów w barwach katowickiej drużyny, ale pierwszy raz zagra w niej w europejskich pucharach.
– Na pewno towarzyszą mi fajne i pozytywne emocje, ale to co najważniejsze jest czwartek i niech ten mecz już się zaczyna, bo czuć te emocje, ten zapach czegoś naprawdę fajnego i wielkiego. Mam nadzieję, że podołamy w tym meczu. Musimy być najlepszą wersją siebie i to jest najważniejsze, z całym szacunkiem dla Żyliny, bo wiemy, że to bardzo solidny przeciwnik – ocenia Jędrych.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.







































Najnowsze komentarze