Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Sandecją: Remis na urodziny katowiczan
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu I ligi Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice. GieKSa zremisowała 1:1, prowadząc do przerwy 1:0.
sportdziennik.com – Punkt na urodziny GieKSy
Na rozbudowywanym stadionie w Nowym Sączu padł wynik, który nie krzywdzi żadnej ze stron. Myśli uczestników meczu krążyły jednak gdzie indziej…
Pierwszy w tym roku mecz katowiczan zbiegł się z 58. rocznicą powstania klubu. O atmosferze święta trudno jednak było mówić. Po pierwsze – GieKSa nie grała u siebie, a po drugie – nie mogła liczyć na doping. Jej rywale byli jednak w podobnym położeniu. Ze względu na gruntowną przebudowę stadionu Sandecja całą rundę rewanżową rozegra przy pustych trybunach.
– Nie ma na co narzekać. Najważniejsze jest to, by wszyscy byli zdrowi. To jest dla mnie punkt wyjścia – zdawał się bagatelizować ten problem trener Rafał Górak, a Marcin Urynowicz do wyżej notowanego przeciwnika podchodził z szacunkiem.
– Sandecja to zespół, który lubi grać ofensywną piłkę. Jest dobrze zorganizowana w ataku, ale stanowi także kolektyw w obronie. Postawi nam z pewnością trudne warunki, ale jedziemy tam z pełną świadomością tego, że możemy z nimi powalczyć o zwycięstwo – mówił pomocnik GKS-u.
Dla doświadczonego pomocnika tym razem zabrakło miejsca. Poczynania kolegów oglądał z perspektywy ławki rezerwowych i z pewnością przeżywał inaugurujące wiosenne zmagania spotkanie. W premierowej odsłonie nie musiał się specjalnie denerwować. Jego koledzy spisywali się całkiem przyzwoicie.
Dzięki czujnej grze w defensywie nie pozwalali miejscowym na wypracowanie klarownych sytuacji, trzymając ich z dala od własnej bramki. Sami z kolei szukali szans na przedostanie się pod pole karne. Dość długo z tego niewiele z tego wynikało, ale 24 minuta okazała się przełomowa. Goście nie dali się zaskoczyć przy rzucie rożnym i wyprowadzili kontrę.
Konkretnie uczynił to Patryk Szwedzik. Młody zawodnik był szybszy od obrońców, bez większych problemów wbiegł w pole karne i – zachowując zimną krew – pewnym uderzeniem pokonał Dawida Pietrzkiewicza. Strata gola najwyraźniej podrażniła gospodarzy. Ruszyli z impetem, by jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Niezłą okazję miał Michał Walski, po którego strzale piłka przeszła obok słupka, a jeszcze lepszą Dariusz Zjawiński, lecz również spudłował. Sytuacje te mogły się zemścić tuż przed przerwą. Aktywny Szwedzik uruchomił bowiem Rafała Figla. Doświadczony pomocnik zdecydował się na uderzenie zza pola karnego, jednak bramkarz Sandecji sobie z nim poradził.
Po zmianie stron gra długo toczyła się w środku pola, stąd na pierwszą okazję trzeba było czekać do 68 minuty. Katowickich obrońców przechytrzył Walski, ale jego „główkę” świetnie obronił Dawid Kudła, który po chwili nie dał się pokonać Kamilowi Słabemu. Trzecia sytuacja wypracowana przez miejscowych przyniosła wyrównanie. Sprytniejszy od katowickich defensorów okazał się Zjawiński, trafiając do siatki w sytuacji sam na sam z bramkarzem
Wkrótce napastnik Sandecji stanął przed kolejną szansą, ale tym razem lepszy okazał się Kudła. Sytuacje te zwiastowały emocjonującą końcówkę i faktycznie taka była, bo oba zespoły walczyły o pełną pulę. „Piłki meczowe” mieli goście, lecz Arkadiusz Woźniak minimalnie przestrzelił, a ze strzałem Zbigniewa Wojciechowskiego poradził sobie Pietrzkiewicz.
sandecja.pl – Podział punktów na inaugurację
Zespoły Fortuna I ligi wróciły do ligowych zmagań. Nasz zespół w pierwszym wiosennym starciu zremisował 1:1 z GKS-em Katowice po bramce Łukasza Zjawińskiego.
Pierwsza próba strzelecka w szeregach naszego zespołu miała miejsce w czwartej minucie, gdy na uderzenie z dystansu zdecydował się Robert Janicki. Defensywa gości postawiła jednak skuteczny mur, blokując piłce możliwość trafienia w światło bramki. W odpowiedzi Adrian Błąd w podobnej sytuacji, po drugiej stronie boiska chciał sprawdzić czujność Dawida Pietrzkiewicza. Rykoszet od piłkarza naszej drużyny sprawił, że „GieKSa” zyskała rzut rożny, który ostatecznie nie przyniósł większego zagrożenia w polu karnym „Sączersów”. Po upływie kilku minut z bocznej strefy na dośrodkowanie zdecydował się Robert Janicki, na dziesiątym metrze Sebastian Rudol z Kamilem Słabym nieco sobie przeszkodzili nawzajem, przez co futbolówka wylądowała w rękach Dawida Kudły.
Groźnie pod bramką naszej drużyny zrobiło się w 10. minucie, Adrian Błąd przedarł się w obręb „szesnastki” i płaskim strzałem tuż przy słupku chciał wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, czujnie zachował się Dawid Pietrzkiewicz, parując strzał na rzut rożny. W 22. minucie po zagraniu ręką przed polem karnym GKS-u Katowice „Biało-Czarni” mieli dogodną sytuację strzelecką. Przy piłce ustawili się Michał Walski oraz Damian Chmiel i drugi z wymienionych po rykoszecie minimalnie chybił celu. Podopieczni Dariusza Dudka zyskali rzut rożny, po którym niestety rywale wyprowadzili kontratak, w sytuacji sam na sam znalazł się Patryk Szwedzik nie dając szans na skuteczną interwencję Dawidowi Pietrzkiewiczowi.
W 33. minucie bardzo dobrze zapowiadała się akcja naszej drużyny, Łukasz Zjawiński posłał prostopadłą piłkę w wolną strefę boiska do Roberta Janickiego, pomocnik Sandecji zdołał ją zatrzymać tuż przed linią końcową i dograć na piąty metr, po lekkim strzale naszego zawodnika Dawid Kudła pewnie przytulił futbolówkę do klatki piersiowej. Dwie minuty później po zamieszaniu podbramkowym piłka trafiła na osiemnasty metr pod nogi Michała Walskiego. Solenizant, obchodzący w dniu meczu 25. urodziny bez zastanowienia uderzył w kierunku bramki, minimalnie się myląc. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę nasz zespół dążył do zdobycia wyrównującej bramki, z trudnej pozycji chciał tego dokonać Łukasz Zjawiński, nie trafiając w światlo bramki. W doliczonym czasie pierwszej odsłony Rafał Figiel przymierzył obok słupka, ale na posterunku był Dawid Pietrzkiewicz.
Drugie czterdzieści pięć minut rozpoczęło się w takich samych zestawieniach, jak na początku spotkania. Przez piętnaście minut oba zespoły głównie walczyły w środku pola, próbując przenieść ciężar gry pod bramkę swojego rywala. Dopiero w 59. minucie Svetoslav Dikov doszedł do pozycji strzeleckiej, aczkolwiek zrobił to zbyt lekko, aby zaskoczyć Dawida Kudłę. Na pół godziny przed końcowym gwizdkiem Dariusz Dudek zdecydował się na podwójną zmianę, Damiana Chmiela oraz Roberta Janickiego zastąpili kolejno Tomasz Nawotka i Błażej Szczepanek. W 64. minucie Damir Šovšić dobrze dostrzegł przed polem karnym Łukasza Zjawińskiego, debiutujący w oficjalnym meczu naszej drużyny zawodnik zdołał oddać strzał, który jednak nie sprawił wielu problemów golkiperowi GKS-u. W następnej akcji Svetoslav Dikov podał do Michała Walskiego na dwudziesty metr, tutaj podobnie, jak w poprzednim przypadku grę wznowił od własnej bramki GKS Katowice.
Najlepsza sytuacja do strzelenia gola przez nasz zespół miała miejsce w 68. minucie. Dośrodkowanie Michała Walskiego z rzutu wolnego trafiło wprost na głowę Svetoslava Dikova, bułgarski napastnik dograł na dłuższy słupek do Sebastiana Rudola i tylko kapitalna interwencja Dawida Kudły uratowała gości przed utratą bramki. W 78. minucie „Biało-Czarni” doczekali się wyrównującej bramki, Łukasz Zjawiński wymanewrował defensywę GKS-u, mijając dwóch obrońców oraz bramkarza, uderzając celnie do siatki z ostrego kąta.
Wyrównujące trafienie pobudziło tylko podopiecznych Dariusza Dudka, którzy ruszyli do jeszcze mocniejszych ataków. Efektem tego była próba Łukasza Zjawińskiego z 82. minuty, ofensywny zawodnik naszej drużyny chciał zmieścić piłkę tuż przy słupku, ale na posterunku był Dawid Kudła. Minutę później piękna dwójkowa akcja Damira Šovšića i Svetoslava Dikova, bułgarski zawodnik odegrał piętą do swojego kolegi, który strzelił zbyt lekko, aby zaskoczyć golkipera GKS-u. W 87. minucie po szybkiej akcji do głosu doszli przyjezdni, Arkadiusz Woźniak strzelał z pierwszej piłki, na szczęście obok bramki. Końcowe minuty należały do naszego zespołu, Tomasz Nawotka przeprowadził kapitalny rajd, zagrywając do Svetoslava Dikova, który mógł wyprowadzić nasz zespół na prowadzenie, jednak świetnie interweniował Dawid Kudła. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 1:1.
sportowefakty.wp.pl – Chrobry Głogów nie pozwolił złapać oddechu w derbach
Sandecja Nowy Sącz może w rundzie wiosennej korzystać z własnego stadionu, ale nie może rozgrywać meczów z kibicami na trybunach. Na razie podopiecznym Dariusza Dudka nie wychodzi punktowanie u siebie. W niedzielę musieli zadowolić się remisem 1:1 z beniaminkiem z Katowic.
GKS długo był na prowadzeniu, które zawdzięczał szybkiemu atakowi i strzałowi Patryka Szwedzika w 25. minucie. Sandecja przystąpiła do ataku, na którego efekt trzeba było poczekać do 78. minuty. W niej nowy napastnik w zespole Łukasz Zjawiński ustalił wynik meczu.
1liga.org – Niedziela w F1L: Remisy i zwycięstwo Chrobrego
[…] W 25. minucie Patryk Szwedzik otworzył wynik spotkania, po tym jak ruszył z kontrą po rzucie rożnym rywala. Wyprzedził obrońców i znalazł się oko w oko z bramkarzem, co skrzętnie wykorzystał. Podrażniona drużyna Sandecji Nowy Sącz próbowała skutecznie odpowiedzieć, co udało się dopiero w 78. minucie, gdy Łukasz Zjawiński przebiegł z piłką obok Kudły i strzelił do niemalże pustej bramki. Kolejny remis stał się faktem!
gol24.pl – Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:1. Remis na urodziny katowiczan
[…] GKS Katowice w dniu meczu z Sandecją obchodził 58. rocznicę powstania klubu i piłkarze trenera Rafała Góraka bardzo chcieli uczcić te urodziny zwycięstwem. Goście byli bliscy osiągnięcia tego celu, bo długo prowadzili1:0 W końcówce gracze z Nowego Sącza zdołali jednak wyrównać i spotkanie tych drużyn, podobnie jak jesienią na Bukowej, skończyło się podziałem punktów.
Sandecja świetnie spisuje się na wyjazdach, ale u siebie w tym sezonie wygrała tylko raz. Stadion w Nowym Sączu jest modernizowany i spotkanie z katowiczanami rozgrywane było bez udziału publiczności.
Katowiczanie świetnie zaczęli mecz z zespołem prowadzonym przez ich byłego zawodnika i trenera Dariusza Dudka. Po szybkiej kontrze wyprowadzonej po rzucie rożnym Sandecji pierwszą bramkę tej wiosny na obiekcie w Nowym Sączu zdobył Patryk Szwedzik.
Gospodarze ambitnie walczyli jednak do końca i na 12 minut przed ostatnim gwizdkiem kontrę Sandecji celnym strzałem wykończył Dariusz Zjawiński. W końcówce obie drużyny miały okazję, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale wynik nie uległ już zmianie.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze