Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z MŠK: GKS musi gonić
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat rewanżowego meczu II rundy kwalifikacji do Ligi Konferencji GKS Katowice – MŠK Žilina.
weszlo.com – GKS Katowice – MŠK Žilina
Podopieczni Rafała Góraka kapitalnie rozpoczęli spotkanie na Słowacji, jednak ostatecznie polegli 1:2.
[…] Piłkarze GKS-u mogą pluć sobie w brodę, że na Słowacji nie udało im się utrzymać dobrego wyniku, gdyż Żilina była bez dwóch zdań “do ugryzienia” i przy odrobinie szczęścia można było pokusić się o lepszy wynik. Na własnym terenie powinno być nieco łatwiej, tym bardziej jeśli przypomnimy, że przed rokiem na tym samym etapie rozgrywek Raków ograł Żilinę w dwumeczu aż 6:1.
Goście mogą mówić o sporym szczęściu, gdyż przed tygodniem z pewnością nie byli stroną wyraźnie dominującą, ani nie prezentowali się znacznie lepiej pod względem jakości czysto piłkarskiej, a jednak zdołali odrobić straty i do rewanżu przystąpią ze skromną zaliczką.
gol24.pl – Dziś mecz GKS Katowice – MSK Żylina
W czwartek 30 lipca 2026 roku w meczu rewanżowym II rundy kwalifikacji do Ligi Konferencji GKS Katowice zagra ze słowackim MSK Żylina (początek o godz. 20.30). Nowa Bukowa wypełni się po brzegi, będzie też około 200-osobowa grupa kibiców z Żyliny.
[…] W pierwszym meczu, na Słowacji, GieKSa przegrała 1:2. Trener Katowiczan Rafał Górak podkreśla, że wszystko jest w rękach jego piłkarzy, że dopiero jest po pierwszej części tego dwumeczu, ale też bardzo docenia tego rywala.
– Przede wszystkim się cieszę z tak wymagającego rywala w tej rundzie, bo to jest po prostu dowód na to, w jakim miejscu jesteśmy. Ja często słyszę, że to Hajduk był mocniejszy. To nie ma nic do rzeczy. Żylina w ostatnich 10 latach zagrała 36 meczów na europejskich pucharach – to jest ogromne doświadczenie, ich ogromna siła. W ciągu ostatnich 10 lat z Żyliny odeszli piłkarze warci około 40 milionów euro, a nie mówimy tutaj o bonusach, które na pewno wpłyną do Żyliny jeszcze z kolejnych transferów. Zawodnik Kiwior, który poszedł do Żyliny, potem poszedł na Arsenalu, a dzisiaj gra Porto, to są niesamowite walory finansowe dla tego klubu – mówił trener GKS-u na przedmeczowej konferencji prasowej.
Na stadionie MSK Żylina było aż 2.200 kibiców GieKSy, którzy w czwartkowy wieczór wypełnią Arenę Katowice na meczu rewanżowym.
zagranie.com – GKS Katowice – Zilina
[…] GKS Katowice przegrał poprzednie spotkanie z Zilina, ale dalej mają szansę na awans do dalszej fazy. Drużynę zdecydowanie stać na to by zagrać lepsze spotkanie niż ostatnio, ale pytanie czy będą w stanie wejść na wyższy poziom tak szybko. Ostatnia dyspozycja tej ekipy jest jednak jakby nie patrzeć dość wątpliwa, bo w ostatni weekend przegrali jeszcze z Wisłą Kraków, która jest tegorocznym beniaminkiem. Ekipa z Krakowa jest oczywiście zdecydowanie mocniejsza niż typowa drużyna, która awansuje do Ekstraklasy, ale dalej jest to rezultat, który raczej nie jest satysfakcjonujący. GKS Katowice otworzył wynik w poprzednim meczu z Zilina dość szybko, ale potem za bardzo wycofał się do defensywy. Ostatecznie oddali tylko 2 strzały celne, co jest bardzo słabym wynikiem. U siebie na pewno będzie łatwiej o odpowiednią dyspozycję w ofensywie, ale muszą po prostu pokazać zdecydowanie więcej. Mieli ostatecznie aż 56% posiadania piłki w tym meczu, ale niewiele z tego wynikało. Drużyna ma kilku ciekawych graczy w ofensywie, którzy muszą po prostu pokazać więcej. Sporo uwagi będzie skupionej oczywiście na liderze tej formacji, czyli Bartoszu Nowaku. Ten gracz dalej potrafi prezentować świetną dyspozycję, co pokazał już w pierwszym spotkaniu ligowym. Udało mu się zanotować asystę przy jednym trafieniu ekipy z Katowic. W tym starciu kluczowa będzie więc jego rola i to jak bardzo aktywny będzie. Zeszły sezon miał fantastyczny i w tym również powinien się prezentować bardzo dobrze. Pytanie jedynie jak mocna będzie sama ekipa z Katowic, bo jeden zawodnik nie będzie tego ciągnął. Musi mieć zdecydowanie więcej wsparcia ze strony swoich kolegów, bo inaczej będzie bardzo ciężko o awans do dalszej fazy, a przecież sam rywal nie jest wybitny. Ekipę z Katowic zdecydowanie stać na to, żeby awansować do dalszej fazy.
Zilina wygrała pierwsze spotkanie z GKS Katowice wynikiem 2:1 i była po prostu lepszym zespołem. Rywal za bardzo osiadł na laurach po strzeleniu szybkiej i bramki i nie wszedł już do końca meczu na wyższe obroty. Zilina nie ma może najlepszej kadry, ale pokazali, że są w stanie realnie tutaj powalczyć. Drużyna warto zaznaczyć, w zeszłym sezonie wygrała Puchar Słowacji, co trzeba uznać za spore osiągnięcie. W tym sezonie jednak tak naprawdę nie pokazują się na ten moment ze specjalnie dobrej strony. Przegrali z Hajdukiem dwumecz w kwalifikacjach do Ligi Europy, udało im się wygrać z GKS Katowice, a potem zremisowali pierwsze spotkanie w lidze. Nie są to więc wyniki wybitne i sama drużyna też zdaje sobie sprawę, że stać ich po prostu na więcej. Mają zaliczkę przed rewanżem, ale jest to tak naprawdę minimalna przewaga. Różnica jednej bramki aż tak dużo nie znaczy w przypadku takich starć, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że zagrają to starcie na wyjeździe. Nie będzie więc tak łatwo o optymalny rezultat, ale na pewno można oczekiwać, że ta ekipa po prostu powalczy i da z siebie maksa. Tym razem posiadanie piłki może być w ich przypadku na jeszcze mniejszym poziomie i z tym trener będzie musiał sobie po prostu poradzić. Kolejny aspekt to defensywa, bo ostatnie 4 spotkania to brak czystego konta i łączna strata 8 bramek. Nie będzie więc łatwo o dobrą dyspozycję w defensywie w meczu o podwyższonej stawce. Są to jednak kwalifikacje do Ligi Konferencji, a przegrany po prostu kończy w nich swój udział i odpada z pucharów. Zilina w ostatnim spotkaniu ligowym strzeliła aż 4 bramki, ale jednocześnie 4 bramki stracili. Bardzo ciekawe jak więc podejdą do spotkania z GKS Katowice, bo jednak ta defensywa potrafi mieć swoje problemy.
wkatowicach.eu – Dziś mecz GKS Katowice – MSK Żilina na Arenie Katowice. Bartosz Nowak: Gramy o wszystko, gramy u siebie
[…] W środę, 29 lipca, na Arenie Katowice odbyła się konferencja prasowa GKS-u Katowice, przed czwartkowym spotkaniem rewanżowym w ramach Ligi Konferencji UEFA. MŠK Žilina przyjedzie do Katowic z zaliczką z pierwszego spotkania. Słowacy wygrali u siebie 2:1. Teraz podopieczni trenera Rafała Góraka będą chcieli odrobić straty przed własną publicznością.
Chcemy wyciągać dobre wnioski po poprzednich spotkaniach. Na pewno damy z siebie wszystko. Gramy o wszystko, gramy u siebie. Niezależnie od wyniku pierwszego spotkania chcielibyśmy u siebie wygrać, a tym bardziej jeśli to zwycięstwo pozwoli nam pozostać w grze. Taki mamy cel i odpowiedzialność.
mówił na konferencji prasowej pomocnik GKS-u, Bartosz Nowak
Spodziewamy się dużej intensywności gry drużyny przeciwnej, można powiedzieć, że to intensywność o standardach europejskich i tego doświadczyliśmy już w pierwszym meczu. To nie jest słaby rywal, to jest drużyna, która grała w kwalifikacjach Ligi Europy. My jutro gramy dopiero drugi mecz w europejskich pucharach po 23 latach przerwy. Bardzo dużo już osiągnęliśmy, ale mamy apetyt na grę w kolejnej rundzie i zrobimy wszystko, żeby po tym meczu schodzić z boiska z podniesioną głową.
zapewniał trener GKS-u Katowice, Rafał Górak
eurosport.tvn.24.pl – Raków z zaliczką, GKS musi gonić
[…] Raków Częstochowa pojechał na Maltę bronić dwubramkowej zaliczki w rywalizacji z FC Valletta, a GKS Katowice postara się odrobić straty w starciu z MSK Żilina w rewanżowych spotkaniach drugiej rundy kwalifikacji piłkarskiej Ligi Konferencji.
[…] W trudniejszej sytuacji od Rakowa jest GKS Katowice, który na Słowacji przegrał z MSK Żilina 1:2. Był to pierwszy pucharowy występ Katowiczan od 23 lat.
Trener GieKSy Rafał Górak zaznaczył, że rewanż to będzie „całkiem nowa historia”.
– Już wcześniej byłem przekonany, że po pierwszym meczu żadna ze stron nie uzyska takiej przewagi, aby przed drugim spotkaniem sprawę awansu mieć już praktycznie załatwioną – wspomniał szkoleniowiec Katowiczan.
kanalsportowy.pl – GKS Katowice – Żilina
Czwartkowy rewanż GKS-u Katowice z Zilinną w ramach 2. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji zapowiada się jako niezwykle emocjonujące starcie o awans do kolejnej fazy rozgrywek. Gospodarze, którzy muszą odrobić jednobramkową stratę po porażce na Słowacji, zmierzą się z wyjątkowo ofensywnie usposobionym rywalem, co gwarantuje walkę o każdą piłkę do ostatnich sekund.
[…] To spotkanie ma dla GKS Katowice charakter wyjątkowy – katowiczanie muszą odrobić jednobramkową stratę z pierwszego meczu, co oznacza konieczność strzelenia co najmniej dwóch goli, by awansować do kolejnej rundy. Presja sytuacyjna jest więc po ich stronie i wymusi aktywną, ofensywną postawę przez niemal całe spotkanie. Warto spojrzeć na statystyki posiadania piłki: GKS kontroluje piłkę przez 59% czasu gry, a w rozgrywkach UEFA wykonuje średnio 4.0 rzuty rożne na mecz wobec zaledwie 1.0 po stronie Ziliny – to obraz drużyny, która systematycznie generuje sytuacje pod bramką rywala. Co istotne, mimo że GKS oddaje zaledwie 4.0 strzałów na mecz, aż 3.0 z nich to strzały celne, co oznacza wyjątkowo wysoką skuteczność konwersji prób. W ostatnich 5 spotkaniach GKS zdobył 5 goli, a w jedynym bezpośrednim starciu tej pary trafił do siatki raz przy wyniku 1:2. Rewanżowy charakter meczu oraz konieczność strzelenia co najmniej dwóch bramek sprawiają, że GKS będzie grał otwarcie i agresywnie od pierwszej minuty.
Statystyki Ziliny z ostatnich tygodni wręcz krzyczą: w 5 ostatnich spotkaniach słowacka drużyna zdobyła 9 bramek i straciła 10, a jej mecze mają wyjątkowo bramkowy charakter – ostatnie spotkanie z FC Kosice zakończyło się remisem 4:4. Zilina w statystykach rozgrywek UEFA notuje aż 2.0 gola na mecz przy 11.0 strzałach na mecz, co czyni ją drużyną o dużej sile ognia. Jednocześnie GKS Katowice jest zmuszony grać na dwa gole, więc otworzy przestrzenie dla kontratakujących rywali.
mskzilina.sk – Szoszonowie przed rewanżem w Katowicach: Musimy grać odważnie nawet w takiej atmosferze
Środa tradycyjnie była dniem przejazdu drużyny na miejsce meczu, po którym następowaje konferencja prasowa i sam trening na Arenie Katowice. Tym razem trener Pavol Staňo i nasz pomocnik, „Polak z domu” Fabian Bzdyl, stanęli przed dziennikarzami.
Katowice spodziewają się atrakcji piłkarskich. Po 23 latach powrócili na europejską scenę i tym razem po raz pierwszy zmierzą się w pucharach na nowej, nowoczesnej arenie. Już na naszym stadionie kibice gości pokazali swoją siłę, pojawiając się licznie, z głośnym wsparciem. W rewanżu czeka nas kolejny mecz z ogłuszającym dopingiem, GKS informuje o praktycznie wyprzedanych wejściówkach na stadion. Czeka nas gorąca atmosfera w trakcie meczu.
[…] Podobnie jak na Słowacji, nowy sezon Ekstraklasa rozpoczął się w Polsce w weekend. Katowice przystąpiły do sezonu ligowego porażką 1:2 na stadionie z powracającą Wisłą Kraków. Co ciekawe, trener Rafał Górak zostawił nawet ośmiu zawodników w wyjściowym składzie przeciwko Wisła, która zagrała także w pierwszym meczu w Żylinie. Polska drużyna opiera się na dobrze skoordynowanym trzonie, który w zeszłym roku wywalczył historyczny awans do Pucharu Europy. Liderami są doświadczeni obrońcy Arkadiusz Jędrych i Pau Resta, rozgrywający Bartosz Nowak oraz filary ofensywy Eman Marković i Słowacki Adam Zreľák.
Czeka nas więc kolejny trudny wieczór w Europie. Katowice będą napędzane pełnymi trybunami i historyczną szansą, ale my podróżujemy na Śląsk z kibicami, a celem jest gra po dobrej jakości występie u siebie i walka o awans przed jedną z najlepszych atmosfer, które czekają na nas tego lata.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.







































Najnowsze komentarze