Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu z Lechią: GKS w gazie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Lechia Gdańsk 2:0 (1:0).

trojmiasto.pl  – Lechia przegrała w Katowicach

Lechia Gdańsk przegrała na wyjeździe z GKS Katowice 0:2 (0:1) w 25. kolejce PKO BP Ekstraklasy. To pierwsza porażka w delegacji od 26 października ubiegłego roku. W meczu dwóch osłabionych drużyn ubytki w ekipie Johna Carvera okazały się poważniejsze. W ofensywie nie udało się zastąpić kontuzjowanych: Tomasa Bobcka i Camilo Meny, a w przerwie z powodów zdrowotnych boisko opuścił Matej Rodin. Gospodarze zachowali czyste konto, a nawet strzelili trzeciego gola ze spalonego, mimo że nie grało ich dwóch podstawowych defensorów: Arkadiusz Jędrych i Alan Czerwiński. Kluczowym piłkarzem był Bartosz Nowak, którego podania torowały drogę do bramki Aleksa Paulsena, dla którego nie był to najlepszy dzień.

weszlo.com – GieKSa podtrzymuje serię. Pokonała apatyczną Lechię

Marsz Katowiczan w górę tabeli może nie być taki łatwy do zatrzymania, jeśli dalej będą oni punktować z taką lekkością. Bo ich futbol jest prosty, ale w gruncie rzeczy bardzo ładny i po prostu skuteczny. Czasem o sukcesie decyduje jedno podanie czy jeden odbiór – tyle wystarczy, by podopieczni Rafała Góraka zrobili robotę. A kiedy brakuje odrobiny magii, zapewnia ją Bartosz Nowak. Jakie to proste, nie?

Nowak brał udział przy obu akcjach bramkowych, zero zaskoczenia. On rozgrywał piłkę z Milewskim, który potem dał asystę do Wdowiaka przy golu na 1:0. On wywiódł w pole całą obronę Lechii, gdy obsługiwał pięknym podaniem Szkuryna. Wreszcie on po raz kolejny skupiał na sobie uwagę wszystkich na boisku, trybunach i przed telewizorami.

Fajny to piłkarz, nie ma co. Ale gra też w fajnej drużynie, która mimo problemów kadrowych poradziła dziś sobie z groźnym rywalem z Gdańska koncertowo.

Bez Jędrycha w środku bloku obronnego. Za kartki zawieszony też Czerwiński, którego zastąpić miał przesunięty niżej Wasielewski. A mimo takich kłopotów GieKSa i tak na zero z tyłu w starciu z Lechią – bez mającego lekki uraz Bobcka na szpicy i kontuzjowanego Meny na skrzydle mniej groźną, ale jednak Lechią. Bezzębność gości dało się jednak wyczuć już w pierwszej połowie, kiedy najgroźniejsze były jej strzały z dystansu.

Swoich sił próbowali Żelizko, Neugebauer czy Ćirković, ale Strączek nie miał z ich uderzeniami wiele do roboty. W ogóle – jeśli już zatrudniano bramkarza GieKSy, to raczej do takich codziennych zadań. Tu wyłapać dośrodkowanie, tam coś wypiąstkować. Początkowo golkiper miał trochę problemów i nie wydawał się w swoich interwencjach pewny, ale im dalej w las, tym było solidniej. Lechia nie dała mu okazji do pomyłki, a on nie dał jej żadnej nadziei.

Z drugiej strony boiska… o grze Paulsena można napisać coś zupełnie innego. Bramkarz Gdańszczan o mało nie doprowadził do katastrofy, kiedy wesołym dograniem obsłużył, zamiast jednego z kolegów, Nowaka. Wtedy kapitan gospodarzy nie wykorzystał szansy, ale i tak miał zaliczyć kolejny dobry wieczór.

W tę akcję, jak już wspomnieliśmy, był Nowak mocno zamieszany. Gola zdobył jednak Wdowiak – rozgrywający dziś przeciętne zawody, ale będący w odpowiednim miejscu i czasie, by strzelić prosto w Paulsena i dać mu się pomylić.

Trudno omawiać dziś ataki Lechii, bo zwykle kończyły się one stratą i chociaż zalążkiem kontry rywali. Nie zmienia to jednak faktu, że Gdańszczanie byli pozbawieni wszelkich atutów przez dobrze ustawionych gospodarzy. Ci pilnie bronili dostępu do własnego pola karnego, a próby przełamania ich bloku obronnego strzałami z dystansu po prostu spełzły na niczym

W drugiej połowie – a szczególnie po drugim golu – Lechia nie dawała już w ataku prawie żadnych znaków życia. Bo czy atakiem jest wymienianie podań po obwodzie aż do straty? No nie.

Skoro już udało się wspomnieć o tym drugim golu, to warto zaznaczyć po raz kolejny, że Bartosz Nowak to katowicki maestro. Asysta, którą dał do Szkuryna była po prostu fenomenalna, a później niewiele brakło, a obaj panowie zapisaliby na swoje konto kolejną akcję bramkową. Tym razem jednak Białorusin nieznacznie złamał linię spalonego.

Tak czy siak – 3:0 przyjęlibyśmy ze zrozumieniem. Lechia zagrała bowiem apatycznie, a GieKSa nie spuszcza z tonu i w ostatnich trzech spotkaniach ligowych zgarnia komplet punktów. A że gra w takiej lidze, że to wystarczy do poważnego włączenia się do gry o puchary? Nie jej wina.

gdansk.pl – GKS – Lechia 2:0. Biało-Zieloni rozczarowali w Katowicach

To był mecz o przysłowiowe “sześć punktów”, a nawet więcej. Z góry było wiadomo, że drużyna, która zwycięży, znajdzie się blisko czuba tabeli i będzie miała realne widoki na walkę o miejsce, dające grę w europejskich pucharach. Niestety osłabiona w ataku Lechia zatraciła na boisku w Katowicach wszystkie swoje atuty: szybkość, ciąg na bramkę, skuteczność. GKS wygrał zasłużenie 2:0.

Brak w drużynie – z powodu urazów – Tomasa Bobcka i Camilo Meny jest usprawiedliwieniem, ale tylko do pewnego stopnia. Klasowa drużyna powinna sobie poradzić nawet w osłabieniu. Tym bardziej, że GKS też nie zagrał najsilniejszym składem – zabrakło dwóch podstawowych obrońców: Arkadiusza Jędrycha i Alana Czerwińskiego.

Rozczarowała cała Lechia, ale szczególnie mogła irytować nieskuteczność bramkarza Alexa Paulsena. Wpuścił niemal wszystko, co było do wpuszczenia. Raz nawet podał piłkę do rywala i powinna być z tego bramka, ale Bartosz Nowak szczęśliwie nie zdołał wykorzystać tego prezentu.

[…] Lechia na boisku w Katowicach miała aż 61 procent posiadania piłki i wysoką 81-procentową celność podań, których wymieniła w sumie aż 533! Co z tego, skoro były to podania głównie w poprzek boiska, a często też w stronę bramkarza. Zabrakło dynamiki, gry z pierwszej piłki, “gryzienia trawy”, ciągu na bramkę, groźnych strzałów. Pierwsza połowa była w wykonaniu przeciętna, druga – mniej, niż przeciętna. Gdy przegrywasz, powinieneś pokazać zaciętość i waleczność, bez których nie odwrócisz niekorzystnego wyniku. Tymczasem Lechia wyglądała na boisku tak, jakby broniła swojego zwycięstwa poprzez „szanowanie piłki”,

Mimo braku dwóch podstawowych stoperów, GKS był świetnie zorganizowany w obronie i grał tak, jak lubi najbardziej – z kontry. W obu akcjach bramkowych kluczową rolę odegrał Bartosz Nowak, jeden z najlepszych rozgrywających w lidze. Wystarczyło go wyłączyć z gry, by znacznie osłabić siłę uderzeniową Katowic – jednak Lechia nie potrafiła i tego zrobić.

lechia.gda.pl – Spory zawód. Relacja po meczu z GKS Katowice

Pierwsze minuty nie przyniosły wybitnych okazji a obie drużyny badały się wzajemnie. W dwunastej minucie Rodin świetnie zablokował groźną próbę Bartosza Nowaka. Dwie minuty później Neugebauer kapitalnie uruchomił Wójtowicza na skrzydle, niestety cwańsi byli piłkarze gospodarzy. Siedemnasta minuta to z kolei atak Lechii – bliski gola centrostrzałem był Tomasz Wójtowicz. Dwie minuty pózniej napór Lechii dalej trwał – Zhelizko odpalił armatę zza pola karnego, ale dobrze interweniował Strączek. W 32 minucie świetnie minął bramkarza Kurminowski, niestety zostawił sobie za mało miejsca i uderzył w boczną siatkę. Blisko szczęścia był GKS 3 minuty później – okrutny błąd Paulsena próbował wykorzystać Bartosz Nowak, który dostał piłkę prosto pod nogi bezpośrednio właśnie od Paulsena. Pechowo niestety Lechia straciła gola w 39 minucie, i mimo próby Zhelizki w końcówce spotkania, wynik utrzymał się do przerwy.

Drugą połowę mocniej zaczęli gospodarze i zepchnęli Lechię do defensywy. Biało-Zieloni ocknęli sie na szczęście dość szybko, i w 56 minucie bardzo bliski szczęścia był Zhelizko. Gieksa dopięła swego w 60 minucie, kiedy cudowne podanie Bartosza Nowaka wykorzystał Ilia Szkurin. Oba zespoły nie stworzyły już większych szans do końca, poza nieuznanym golem dla katowiczan w koncówce. Lechia zasłużenie uległa dziś GKSowi Katowice.

gol24.pl – Nowak show w Katowicach. Osłabiona Lechia rozmontowana przez GieKSę w 25. kolejce Ekstraklasy

Popis Bartosza Nowaka w meczu 25. kolejki PKO Ekstraklasy z Lechią Gdańsk (2:0). Pomocnik GKS-u Katowice był zamieszany niemal we wszystkie gole zespołu Rafała Góraka. Asystował przy trafieniu Ilji Szkurina, a po jego kolejnym zagraniu Białorusin ponownie trafił do siatki, jednak znajdował się na spalonym.

Trener przyjezdnych z dalekiego Gdańska John Carver przed meczem przekazał smutne wieści. Ze względu na kontuzję nie mogli wystąpić między innymi Kolumbijczyk Camilo Mena czy Słowak Tomas Bobcek, który walczy o koronę króla strzelców z Karolem Czubakiem. To było duże osłabienie dla gdańskiej ofensywy, którzy na Nowej Bukowej nie potrafili choćby na moment zbliżyć się do pola karnego gospodarzy.

W środku pola GieKSy po raz kolejny dzielił i rządził niesamowity Bartosz Nowak. 32-latek z Radomia najpierw zapoczątkował akcję, którą już w 39. minucie na gola zamienił Mateusz Wdowiak po dograniu od Sebastiana Milewskiego. Awizowany przez kibiców PKO Ekstraklasy do reprezentacji Polski pomocnik kolejną asystę w sezonie dołożył po zmianie stron.

– Ciasteczko – skomentowano jego zagranie na profilu Canal+ Sport. Nowak podał między obrońców Lechii Gdańsk do niepilnowanego Ilji Szkurina, który bez najmniejszych problemów skierował piłkę do siatki.

GKS Katowice tym samym pnie się w górę tabeli. Piłkarze Rafała Góraka po dwóch ostatnich zwycięstwach nad Radomiakiem i Lechią zajmują już… piąte miejsce z punktem straty do czwartego Rakowa Częstochowa.

ekstraklasa.org – GKS Katowice 2:0 Lechia Gdańsk – Niezastąpieni zawodnicy

GKS Katowice znów skorzystał z doskonałej formy Bartosza Nowaka. Lechia Gdańsk musiała sobie radzić bez kontuzjowanych: Tomasa Bobcka i Camilo Meny.

Bartosz Nowak jest w niesamowitej formie. Polak zanotował już w tym sezonie 10 asyst (najwięcej), a w 2026 roku zdobył 7 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej (najwięcej). Również dzięki niemu GKS Katowice wygrał po raz 3. z rzędu w PKO Bank Polski Ekstraklasie, a także po raz 6. w domowych meczach z Lechią (zwycięstwo we wszystkich meczach z tym rywalem u siebie; bilans bramkowy: 10-1).

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wygrał z Lechią Gdańsk 2:0. Oto pięć najważniejszych wniosków po tym meczu

Kolejny znakomity mecz na Nowej Bukowej. GKS Katowice pokonał Lechię Gdańsk 2:0, potwierdzając, że jest najlepszym zespołem tej rundy w całej Ekstraklasie.

[…] GKS Katowice wygrał z Lechią Gdańsk 2:0. Oto pięć najważniejszych wniosków po tym meczu, dzięki któremu ekipa Rafała Góraka włączyła się do walki o medale.

1.            Idealna murawa. Przy takiej grze, jaką prefererują piłkarze Rafała Góraka, to absolutnie kluczowa kwestia. Dokładne podania i precyzyjne prowadzenie piłki podczas szybkich akcji, o samych strzałach już nie wspominając, są możliwe tylko przy takiej nawierzchni, jaką może sie pochwalić Arena Katowice. Na tle klepisk Ekstraklasy to powód do autentycznej dumy.

2.            Bo zespół ma Rafała Strączka. Bramkarz GKS-u jest w fantastycznej formie. Strzały Lechii z dystansu na początku spotkania były dla niego nie lada testem. Golkiper spisał się jednak efektownie i efektywnie, utrzymując zespół w bezbramkowym remisie, otwierającym drogę do zwycięstwa.

3.            Bartosz Nowak i wszystko jasne. Lider i reżyser gry gospodarzy. W meczu z Lechią sam próbował strzelać, ale przy golu na 1:0 wykonał magiczne dotknięcie piłki, które uruchomiło całą sekwencję zdarzeń z kapitalnym podaniem Sebastiana Milewskiego i golem Mateusza Wdowiaka. A w drugiej połowie powtórzył taki numer i Ilia Szkurin w sytuacji sam na sam trafił na 2:0.

4.            Śląski charakter. Ekipa z Katowic gra w tej chwili najbardziej dynamiczną i najbardziej agresywną piłkę w całej lidze. To zasługa trenera Rafała Góraka, który konsekwentnie buduje na Nowej Bukowej kadrę z zawodników, o których sam mówi wprost „żołnierze”. To dzięki temu nawet tak poważne osłabienia zespołu – przeciwko Lechii nie zagrali Alan Czerwiński i Arkadiusz Jędrych – nie odbijają się na jakości całej gry.

5.            Małe pole manewru. Kartki Arkadiusza Jędrycha i Alana Czerwińskiego w połączeniu z kontuzjami Adama Zrelaka i Jesse Boscha sprawiły, że trener GKS-u nie miał zbyt wielkiego pola manewru, zwłaszcza w ofensywie. Na szczęście mecz przebiegał w taki, a nie inny sposób, ale w sytuacji wymagającej pilnej reakcji, problem byłby zdecydowanie widoczny.

eurosport.tvn24.pl – GKS w gazie. Doskoczył do czołówki

Trwa znakomita passa piłkarzy GKS-u Katowice. Podopieczni Rafała Góraka odnieśli w sobotę trzecie zwycięstwo z rzędu w polskiej ekstraklasie, bez większych problemów pokonując u siebie Lechię Gdańsk 2:0. Dzięki trzem punktom awansowali w tabeli aż o sześć miejsc.

W sobotę zespół ze Śląska potwierdził świetną dyspozycję. A rywal nie był łatwy, bo mowa o Lechii, która osiem dni wcześniej rozbiła na własnym stadionie kandydata do mistrzostwa, czyli Jagiellonię Białystok.

Gdańszczanie nie mieli wiele do powiedzenia. W całym spotkaniu oddali zaledwie jeden celny strzał przy aż siedmiu ze strony gospodarzy.

GKS w obu połowach trafiał po razie. Przed przerwą bramkę zdobył Mateusz Wdowiak, a w 60. minucie na 2:0 podwyższył Ilja Szkurin. Więcej goli tego dnia nie padło.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga