Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Trzynastego wszystko zdarzyć się może

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania GKS Katowice – Legia Warszawa.

 

dziennikzachodni.pl – Dziś GKS Katowice gra z Legią Warszawa! Rafał Górak: Piątek trzynastego to mój najszczęśliwszy dzień. Piłkarze będą jeść dziś tatar

Piątek, 13 lutego, godzina 20.30, Nowa Bukowa. GKS Katowice i takiej porze rozpocznie mecz z Legią Warszwa. To spotkanie elektryzuje nie tylko kibiców tych klubów.

GKS rundę wiosenną rozpoczął znakomicie od zwycięstw nad Zagłębiem Lubin i Widzewem Łódź. Zwłaszcza to drugie spotkanie, rozegrane na Arenie Katowice, porwało kibiców oglądających fantastyczną walkę na murawie. Dzięki temu ekipa Rafała Góraka pnie się w górę tabeli. Legia Warszawa z kolei pod ręką Marka Papszuna przegrała z Koroną Kielce i w niesamowitych okolicznościach, strzelając gole w doliczonym czasie, uratowała remis z Arką Gdynia. W efekcie tkwi w strefie spadkowej ze stratą już dwóch punktów do miejsc dających utrzymanie. W piątek trzynastego o 20.30 oba zespoły zmierzą się na Nowej Bukowej.

– Dajemy dużo od siebie, dajemy duże emocje. KIbice ten poziom doceniają, ale nie ma mowy, żebyśmy się czuli faworytami. Bardzo cenię pracę trenera Marka Papszuna, jego zespół z meczu na mecz będzie mocniejszy, ma jakościowych zawodników… My jednak robimy progres z meczu na mecz i wierzę w swoich chłopaków – powtarza trener Rafał Górak. – Legia to taki klub, który zawsze daje kopa. Na nią nawet nie trzeba mobilizować zespołu w dodatkowy sposób, jest bardzo magnetyczna. Wszyscy chcą ją dopaść, bo zwycięstwo nad nią smakuje doskonale. I my też chcemy to zrobić.

Po starciu z Widzewem trener Katowiczan żartował, że waleczność zespołu to efekt pewnych działań trenera przygotowania fizycznego Miłlosza Drozda, który serwuje piłkarzom tatara.

– Przed Legią zjedzą go na śniadanie, obiad i kolację – oświadczył szkoleniowiec.

GKS w środę podpisał umowę z Damianem Rasakiem, byłym pomocnikiem Górnika Zabrze.

– Musimy mieć głębię składu, coraz mocniejszą kadrę, bo naszym celem jest to, by Ekstraklasa była w Katowicach na długie lata – podkreślił Rafał Górak.

Czy piłkarz, który został wypożyczony z Ujpestu, gdzie po dobrej jesieni stracił miejsce w składzie na wiosnę, jest już gotowy, by zadebiutować niemal z marszu?

– Jestem bardzo zadowolony z dotychczasowej postawy moich zawodników i Damian o tym wie. Potrzebna jest nam rywalizacja w zespole, będą kontuzje, kartki, gramy w Pucharze Polski – zaznaczył szkoleniowiec GKS-u.

Data meczu z Legią może mieć znaczenie dla osób przesądnych. Co na to Rafał Górak?

– Dla mnie piątek trzynastego to najszczęśliwszy i najpiękniejszy dzień, bo w takim dniu urodził się mój syn – komentuje trener Katowic.

Piłkarze GKS-u podkreślają moc swoich fanów.

. Wiem, że stadion będzie pękał w szwach, więc w dwunastu nie powinniśmy się Legii obawiać, tylko być pewni siebie. Nazwa rywala zawsze trochę elektryzuje wszystkie kluby, ale to marka GKS ma być siłą w ekstraklasie – oświadczył kapitan Arkadiusz Jędrych.

W meczu z Legią nie zagra pauzujący za żółte kartki Erik Jirka. Sędzią będzie Damian Sylwestrzak z Wrocławia.

 

gol24.pl – Czy dojdzie do przełamania Legii w 21. kolejce PKO Ekstraklasy?

[…] GKS Katowice w 2026 roku jeszcze nie przegrał. W Ekstraklasie wygrał z Zagłębiem 2:0 i z Widzewem 1:0, a do tego wygrał dwa mecze sparingowe. Wydawało się przecież, że będzie źle, bo Katowiczanie kończyli 2025 rok w strefie spadkowej, a tu podopieczni Rafała Góraka zaczęli grać świetnie i w lidze zajmują teraz jedenaste miejsce. W meczu nie zagrają: Bród, Jaroszek, Jirka, Marzec, Paluszek, Trepka i Rejczyk.

Legia zajmuje szesnaste miejsce w lidze i jest wyśmiewana, że zbliża się do spadku z Ekstraklasy. Mimo przybycia do Warszawy Marka Papszuna Legia gra dramatycznie. W ostatnim meczu Legia uratowała się przed klęską z Arką Gdynia, dzięki dubletowi Antonio Colaka. Papszun jednak domagał się nowego napastnika, bo Rajović i Colak grają zazwyczaj beznadziejnie. Do klubu kilkadziesiąt godzin przed meczem, trafił Rafał Adamski, kapitalnie grający w Pogoni Grodzisk Mazowiecki. Czy Adamski da Legii wreszcie wygraną w 2026 roku? W Legii nie zagrają: Augustyniak (za kartki), Chodyna, Goncalves, Nsame i Vinagre.

 

ekstraklasa.org – Wojna w Radomiu i trudny teren na Nowej Bukowej

Radom kontra Kielce – te mecze charakteryzuje specjalna otoczka. Tuż po starciu Radomiaka z Koroną zobaczymy z kolei rywalizację będącego w świetnej formie GKS-u z próbującą odbić się od strefy spadkowej Legią.

[…] GKS KATOWICE – LEGIA WARSZAWA

SYTUACJA: GKS z przytupem rozpoczął 2026 rok, wygrywając oba dotychczasowe mecze. Zespół trenera Rafała Góraka znakomicie radzi sobie zwłaszcza na własnym stadionie, gdzie odniósł 3 zwycięstwa w 4 ostatnich spotkaniach. Legia za to dalej czeka na przełamanie złej passy.

HISTORYCZNIE: Tu będą walczyć o pełną pulę. W 13 ostatnich starciach między tymi klubami padł tylko 1 remis.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: Nie ma to jak mieć w składzie skutecznego obrońcę. Lukas Klemenz oddał w tym sezonie 5 celnych strzałów i strzelił z tego 5 goli.

POD LUPĄ – GOŚCIE: Jeśli Legia dziś nie wygra, ustanowi swój nowy rekord najdłuższej serii bez wygranej (obecnie: 11 meczów z rzędu).

CZY WIESZ, ŻE: W 5 ostatnich meczach jeśli Legia strzelała gole, to tylko po stałych fragmentach gry (4).

Bartosz Nowak miał udział przy każdym z 4 ostatnich goli strzelonych przez GKS Katowice: na 2:0 z Pogonią Szczecin – gol, na 1:0 z KGHM Zagłębiem Lubin – gol, na 2:0 z KGHM Zagłębiem Lubin – asysta, na 1:0 z Widzewem Łódź – asysta

W tym sezonie: Bartosz Nowak – 6x gol strzelony, 7x asysta na 26 bramek zdobytych przez GKS Katowice (50%)

Lukas Klemenz (GKS Katowice) oddał w tym sezonie 5 celnych strzałów i strzelił 5 goli (też: gol strzelony po 6 z 7 ostatnich celnych strzałów w Ekstraklasie)

GKS Katowice w tym sezonie nie przegrał meczu, w którym wyszedł na prowadzenie (jedyna druzyna)

GKS Katowice – 6 zwycięstw w 8 ostatnich meczach (Z-Z-Z-P-Z-P-Z-Z)

W żadnym z 13 ostatnich meczów GKS Katowice nie stracił więcej niż 1 gola w II połowach (razem: 4; w tym 2 w 10 ostatnich meczach)

GKS Katowice: w żadnym z 2 ostatnich meczów jego rywale nie oddali celnego strzału w II połowach (w sumie oddali razem 9 strzałów w II połowach w tych meczach)

GKS Katowice: gol strzelony głową w 3 z 4 ostatnich meczów (Adam Zrelak vs. Pogoń Szczecin, Arkadiusz Jędrych vs. KGHM Zagłębie Lubin, Lukas Klemenz vs. Widzew Łódź)

GKS Katowice: W 2 ostatnich meczach: asysta Bartosza Nowaka z rzutu rożnego i gol głową środkowego obrońcy (Arkadiusz Jędrych i Lukas Klemenz)

Legia Warszawa: Jeśli nie wygra, ustanowi swój nowy rekord najdłuższej serii bez wygranej w Ekstraklasie (obecnie: 11 meczów z rzędu)

Legia Warszawa: od 28.09.2025 nie była na prowadzeniu w meczu PKO Bank Polski Ekstraklasy (wtedy: z Pogonią Szczecin od 4′ do końca meczu)

Legia Warszawa – w obu ostatnich meczach po 75. minucie doprowadzała do remisu (z Koroną Kielce na 1:1 w 76′ – ostateczny wynik 1:2; z Arką Gdynia na 2:2 w 90’+4 – ostateczny wynik 2:2)

7 goli padło w 4 ostatnich meczach Legii Warszawa po 75. minucie (3 strzelone – 4 stracone)

Legia Warszawa: 6 goli w jej obu ostatnich meczach padło po stałych fragmentach gry (3 strzelone, w tym: 2x rożny + 1x karny / 3 stracone; w tym – 2x aut + 1x rożny)

W obu ostatnich meczach poniżej 22% czasu gra toczyła się na tercji obronnej Legii Warszawa (19,2% z Arką Gdynia + 21,7% z Koroną Kielce)

Legia Warszawa: 9 z 10 ostatnich goli strzeliła w II połowach (wyjątek: Bartosz Kapustka vs. Lechia Gdańsk)

Ernal Krasniqi miał udział przy 4 z 8 ostatnich goli Legii Warszawa (2x asysta vs. Arka Gdynia, gol vs. Widzew Łódź, gol vs. Bruk-Bet Termalica Nieciecza), a Bartosz Kapustka miał udział przy 3 z 6 ostatnich goli Legii Warszawa (gol vs. Korona Kielce, gol + asysta vs. Lechia Gdańsk)

Legia Warszawa: 1 gol stracony w 5 ostatnich meczach z gry (w tym czasie 7 goli straconych po stałych fragmentach gry)

Legia Warszawa: 9 zwycięstw z rzędu nad GKS Katowice (najdłuższa obecnie seria w rywalizacji 2 drużyn w Ekstraklasie)

 

legioniści.com – Trzynastego wszystko zdarzyć się może

Legia stanie przed szansą na przełamanie swojej ligowej niemocy. W Ekstraklasie „Wojskowi” nie wygrali już od 11 meczów, lecz tym razem zagrają z drużyną, z którą ostatnio nie mieli większych problemów. Przeciwko GKS-owi Katowice zwyciężyli w jedenastu ostatnich spotkaniach. Ostatnia porażka ze śląskim klubem miała miejsce w 2001 roku. Co wydarzy się w piątek trzynastego w Katowicach? Każdy scenariusz jest równie prawdopodobny.

[…] W drużynie GKS-u znajdziemy kilku zawodników z przeszłością w Legii, którzy w piątek będą mogli co nieco udowodnić swojemu byłemu klubowi. Najbardziej zmotywowany powinien być Ilja Szkurin. Białorusin w Warszawie głównie zawodził i zupełnie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Wobec tego we wrześniu zdecydował się na zmianę pracodawcy. W sumie w barwach katowickiego klubu zagrał dotychczas 15 razy, strzelając pięć goli. W samej Ekstraklasie natomiast wystąpił w 12 spotkaniach i dwukrotnie wpisał się na listę strzelców (dwa razy w meczu z Motorem). Słaba forma Szkurina spowodowała, że nie przebił się on do wyjściowego składu i pełni w GKS-ie rolę przede wszystkim rezerwowego.

Inny piłkarzem, który ma za sobą przeszłość w Legii jest Filip Rejczyk. 19-latek odszedł z warszawskiego zespołu w lipcu 2024 roku do Śląska Wrocław, gdzie zupełnie się nie sprawdził. Pomocnik zanotował jedynie trzy mecze w Ekstraklasie i po zakończeniu poprzedniego sezonu pożegnano się z nim bez większego żalu. W Katowicach także ma ciężko. Rejczyk w sumie spędził w tym sezonie na murawie zaledwie 14 minut – sześć w lidze oraz osiem w Pucharze Polski. Trudno spodziewać się, że w piątek  pojawi się na placu gry, gdyż w pierwszych meczach tego roku nie zmieścił się nawet w kadrze meczowej. Sytuacja pomocnika, który jeszcze kilka lat temu uchodził za duży talent jest nie do pozazdroszczenia. Jeżeli w niedługim czasie nie poprawi swojej pozycji, to może trafić na wypożyczenie do niższej ligi, tak jak niedawno Maciej Rosołek. Były legionista kilka tygodni temu przeniósł się z GKS-u do Pogoni Siedlce, a jego kariera wydaje się mocno wyhamowywać.

[…] Klub z Katowic prezentuje ostatnio dobrą formę szczególnie w obronie. W dwóch kolejkach w tym roku zachował czyste konto, pokonując najpierw 2-0 Zagłębie Lubin, a następnie 1-0 Widzew Łódź. Fundamentem tej szczelności jest blok obronny, w którym prym wiodą Arkadiusz Jędrych oraz Lukas Klemenz. Szczególnie ten drugi wyrasta na bohatera ostatnich tygodni, zdobywając bramkę na wagę trzech punktów w starciu z Widzewem. Katowiczanie preferują grę opartą na solidnym zabezpieczeniu tyłów i błyskawicznym przejściu do kontrataku, wykorzystując szybkość skrzydłowych i siłę fizyczną napastników.

[…]Zarówno Marek Papszun, jak i Rafał Górak muszą zmierzyć się z istotnymi brakami kadrowymi przed piątkowym pojedynkiem. W obozie Legii sytuacja jest szczególnie trudna, co stało się już niemal smutną tradycją tego sezonu. Największym ciosem jest absencja Pawła Wszołka, który doznał kontuzji w ostatnim meczu z Arką Gdynia i musiał opuścić boisko po zaledwie 17 minutach drugiej połowy. Brak Wszołka to nie tylko strata kluczowego ogniwa w ofensywie, ale także uszczuplenie doświadczenia, które w tak kryzysowym momencie jest niezbędne. Jakby tego było mało, za żółte kartki pauzować musi Rafał Augustyniak, co znacząco ogranicza pole manewru w formacji defensywnej i pomocy. W przerwie meczu w Gdyni boisko opuścił także Arkadiusz Reca i jego występ jest mocno niepewny. Ostatnio sztab nie mógł także skorzystać z Juergena Elitima i Artura Jędrzejczyka – w Katowicach raczej nie zagrają.

– Problemy kadrowe to nasz największy problem – ciągle mamy pod górkę. Wielu zawodników jest zagrożonych, będą dochodziły kartki, bo to druga część sezonu. Ciężko o stabilizację w składzie. Wypadli nam kluczowi zawodnicy, jak Vinagre czy Wszołek – mówi Papszun.

GKS również ma swoje kłopoty. Trener Górak przeciwko Legii nie będzie mógł wystawić Erika Jirki, który musi pauzować za cztery żółte kartki w tym sezonie. Trzy z nich Słowak zobaczył jeszcze w barwach Piasta Gliwice, którego barwy reprezentował w poprzednim roku. W styczniu doświadczony pomocnik podpisał dwuipółletni kontrakt z najbliższym przeciwnikiem stołecznego klubu. W drużynie gospodarzy uważać będzie trzeba natomiast na inny niedawny nabytek, czyli Mateusza Wdowiaka. Pomocnik przeniósł się do GKS-u z Zagłębia Lubin w zimowym oknie transferowym i z miejsca stał się graczem wyjściowego składu.

 

legia.com – Legia Warszawa – GKS Katowice historycznie. Ciężkie przeprawy z GieKSą

Historia potyczek warszawskiej Legii z GKS-em Katowice sięga lat 60. XX wieku. Od tamtej pory obie jedenastki mierzyły się ze sobą 77-krotnie, a większość z tych spotkań niosła za sobą wiele emocji. Dzisiaj cofamy się m.in. do roku 1997, aby przybliżyć Wam historię zdobytego przez Wojskowych Pucharu Polski, po pokonaniu w finale właśnie zespołu z Górnego Śląska. W lidze GieKSa zawsze stawiała legionistom wysoko poprzeczkę.

[…] Ogółem w całej historii rywalizacji warszawsko-katowickiej piłkarze obydwu drużyn rywalizowali 77 razy. 35-krotnie zwyciężała Legia, 21 spotkań zakończyło się remisem, także 21-krotnie lepsi okazywali się rywale (bilans bramek 104:74 na korzyść warszawian). W Ekstraklasie odbyły się 63 mecze – 28 z nich wygrali Wojskowi, w 19 padł remis, a 19-krotnie górą była GieKSa (gole 89:64). W Katowicach ogółem odbyło się 36 spotkań – 11 razy górą była Legia, 14-krotnie drużyny dzieliły się punktami, także 11 razy triumfowali katowiczanie (bilans goli 51:44 dla Legii).

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga