Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Szok przy Bukowej! GieKSa dostała lanie od lidera

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – ŁKS Łódź.

 

sportowefakty.wp.pl – Wiadomo, kto zimuje jako lider Fortuna I ligi. Efektowny finisz
ŁKS Łódź stanął na wysokości zadania i wysoko pokonał 5:1 GKS Katowice. Dzięki temu podopieczni Kazimierza Moskala spędzą przerwę mundialową na pierwszym miejscu w tabeli.
[…] Los zimowania na pierwszej lokacie miała w swoich rękach, choć zadanie wydawało się niełatwe. ŁKS potrzebował zwycięstwa z byłym klubem swojego szkoleniowca GKS-em Katowice. Drużyna z województwa śląskiego poniosła od początku sezonu do piątku tylko dwie porażki przy Bukowej i jedna z nich była w lidze.
ŁKS poradził sobie znakomicie i efektownie zwyciężył 5:1. Łodzianie już w 3. minucie prowadzili dzięki strzałowi Mateusza Kowalczyka, a najskuteczniejszym piłkarzem pierwszej połowy był autor dubletu Stipe Jurić. Jako że przed przerwą do bramki przymierzył jeszcze Bartosz Szeliga, to zrobiło się 4:0. GKS odpowiedział dopiero na piątego gola Michała Trąbki – trafieniem honorowym Jakuba Araka.

 

sportdziennik.com – 1:5 przy Bukowej! GieKSa rozbita przez lidera
Przez całą ligową jesień GKS Katowice stracił dotąd przy Bukowej 6 goli. ŁKS w 52 minuty wbił mu aż 5.
Napastnik GieKSy Jakub Arak stwierdził przed tygodniem: „Od meczu z ŁKS-em w sporej mierze zależy, jak będziemy oceniani za całą tę jesień”. Nawet w najczarniejszych snach nie mógł przypuszczać, że tuż po najwyższej w sezonie wygranej (3:0 z Chojniczanką) przyjdzie najwyższa w sezonie porażka, a lider z Łodzi w niespełna godzinę wrzuci katowiczanom niemal tyle bramek (5), ile stracili wcześniej u siebie przez całe ligowe półrocze (6).
Nie wiemy, jak potoczy się piłkarska droga Patryka Kukulskiego, ale jeśli osiągnie choćby przyzwoity ligowy poziom, pierwsze akapity tekstów sylwetkowych o nim będą pisały się same. 18-letni bramkarz debiutował wczoraj na zapleczu ekstraklasy i – że tak powtórzymy się – takiego debiutu nie wyśniłby sobie nawet w koszmarach. Już pierwsza jego interwencja, po strzale Bartosza Szeligi, zakończyła się dobitką z bliska Mateusza Kowalczyka. Była 3. minuta… Kukulski, ściągnięty do Katowic z Piotrkowa Trybunalskiego, wskoczył tego wieczoru między słupki, bo kontuzje wyłączyły Patryka Szczukę i Dawida Kudłę. Ten drugi, podstawowy bramkarz GKS-u, zasiadł na ławce rezerwowych i wedle naszej wiedzy mógł wystąpić na własne ryzyko, co groziłoby pogłębieniem urazu i długą przerwą.
Młodemu debiutantowi w bramce nie pomagali koledzy. Zespół mający dotąd najlepszą w pierwszej lidze defensywę (13 straconych goli) sam napędzał lidera. Proste straty Rafała Figla czy Oskara Repki (wprowadzonego w drugiej połowie) kosztowały najwyższą cenę, czyli utratę goli. ŁKS z łatwością przerzucał katowicką obronę, wskutek czego Stipe Jurić jechał sam od połowy i w sytuacjach sam na sam z bezradnym Kukulskim korygował wynik na 2:0 i 4:0. Bośniak z chorwackim paszportem stał się liderem zespołu pod nieobecność pauzującego za kartki Pirulo. No właśnie – ŁKS rozbił GieKSę mimo braku swej największej gwiazdy. A komplementując Juricia mówimy nie tylko o golach; to jego odbiór zapoczątkował akcję na 0:1. Po stracie czwartej bramki niektórzy kibice zaczęli opuszczać trybuny, a przecież trwała jeszcze pierwsza połowa. Potem były też okrzyki „k… mać, GieKSa grać”, ironiczne „ole” czy równie ironiczne brawa po interwencjach Kukulskiego.
Taki to smutny obraz tej udanej w gruncie rzeczy jesieni dla drużyny GKS-u, która usadowiła się w peletonie zespołów grających o ekstraklasę, a przynajmniej baraże o awans. Całkiem udanej jesieni dla drużyny – ale z racji kibicowskiego bojkotu przeciwko prezesowi Markowi Szczerbowskiemu nieudanej dla społeczności, podczas której trybuny świeciły pustkami. W piątkowy wieczór uszy nie słyszały za bardzo narodowego hymnu, który z racji święta poprzedził pierwszy gwizdek. Oczy widziały kibiców GKS-u znajdujących się za płotem i machającymi biało-czerwonymi flagami, ale przede wszystkim pusty „Blaszok”.
W przerwie trener Rafał Górak dokonał aż 3 zmian, po upływie niespełna 20 minut II połowy – kolejnych dwóch. Przez ten czas GKS zdążył stracić bramkę na 0:5 – strata Repki, ładny strzał w dolny róg Michała Trąbki (rodowity rudzianin dorzucił gola do wcześniejszej asysty przy trafieniu Szeligi), ale też uratować honor za sprawą Jakuba Araka, który trafiając pod poprzeczkę zapisał na swoim koncie gola już nr 5, licząc od początku października. Łodzianie dokonywali roszad z myślą o Pro Junior System, w ich szeregach mecz kończyło aż pięciu młodzieżowców. To więcej niż zagrało w zespole z Bukowej przez całą jesień.
Poprzedni sezon GieKSa kończyła gładkim domowym zwycięstwem 2:0 z ŁKS-em. Obecny sezon zaczynała gładką wygraną w Łodzi 2:0. Pamiętając tamte mecze, można było złapać się za głowę, jak kolosalną metamorfozę przeszedł pod ręką pamiętanego w Katowicach trenera Kazimierza Moskala aktualny lider tabeli i zespół, który z tym mianem spędzi całą 3-miesięczną przerwę zimową. Katowiczanie zapewne wypadną z szóstki. Choć będą ją mieli na wyciągnięcie ręki, to niesmak po najwyższej porażce zanotowanej przy Bukowej pod wodzą Rafała Góraka jeszcze trochę będzie im towarzyszył (a poprzednio 5 goli stracili u siebie z Zagłębiem Lubin w kwietniu 2015, skończyło się dymisją trenea Artura Skowronka). Chciałoby się rzec: jaka atmosfera wokół klubu przez całą jesień – taki i jej koniec.

 

polsatsport.pl – Deklasacja w hicie Fortuna 1 Ligi! ŁKS Łódź pozostanie liderem do lutego
[…] ŁKS bardzo dobrze rozpoczął spotkanie. Już w trzeciej minucie goście wyprowadzili skuteczny kontratak, który strzałem finalizował Bartosz Szeliga. Bramkarz gospodarzy zdołał odbić piłkę, ale wobec dobitki Mateusza Kowalczyka był już bezradny. 18-latek zachował chłodną głowę i z bliska posłał piłkę do siatki. To była dopiero zapowiedź tego, co miało się wydarzyć w ten wieczór w Katowicach.
Łodzianie poszli bowiem za ciosem i pół godziny później było już 2:0. Tym razem na listę strzelców wpisał się Stipe Jurić. Bośniak otrzymał prostopadłe podanie, po którym znalazł się sam na sam z Patrykiem Kukulskim. Napastnik ŁKS-u był bezlitosny i podwyższył prowadzenie. W 39. minucie zrobiło się 3:0 za sprawą Bartosza Szeligi. Dublet w doliczonym czasie pierwszej połowy ustrzelił z kolei Jurić. Do przerwy było 4:0.
Po zmianie stron goście kontynuowali swój koncert. Już w 52. minucie Michał Trąbka zdobył kolejną bramkę, podwyższając wynik na 5:0. Katowiczan stać było jedynie na trafienie honorowe. W 60. minucie Jakub Arak wykorzystał niepewną interwencję Aleksandra Bobka i umieścił piłkę w siatce.

 

dziennikzachodni.pl – Szok przy Bukowej! GieKSa dostała lanie od lidera. Debiutant w bramce miał ciężki wieczór
[…] W ostatniej kolejce w tym roku w Fortuna 1. Lidze zespoły rozpoczęły rundę rewanżową. GKS Katowice podejmował ŁKS, z którym w lipcu wygrał w Łodzi 2:0.
GieKSa w poprzedniej kolejce odprawiła Chojniczankę Chojnice 3:0 i chciała z dobrej strony pokazać się na tle lidera. Piłkarze trenera Rafała Góraka znów jednak nie mogli liczyć na głośny doping z „Blaszoka”, bo najbardziej zagorzali fani bojkotują domowe mecze ze względu na konflikt z prezesem klubu Markiem Szczerbowskim. Kibice, jak zwykle, przyszli przed stadion i z okazji święta 11 listopada wzięli ze sobą biało-czerwone flagi. Przed meczem mieliśmy hymn Polski, a piłkarze wyszli z biało-czerwonymi opaskami na rękawkach koszulek.
Ze względu na urazy Dawida Kudły (problem z kolanem) i Patryka Szczuki w bramce GKS-u stanął debiutant 18-letni Patryk Kukulski, który już w 3. minucie wyciągał piłkę z siatki. ŁKS przejął piłkę na swojej połowie (stracił ją Rafał Figiel) i wyprowadził szybki atak. Kukulski sparował piłkę po strzale Bartosza Szeligi, a Mateusz Kowalczyk dobił do pustej bramki.
Gospodarze chcieli szybko wyrównać i trzy minuty później byli bliscy celu. Na strzał zdecydował się Dominik Kościelniak, a piłka po rykoszecie od Marcina Urynowicza przeleciała tuż koło słupka tuż koło słupka. GieKSa zmuszona do ataku pozycyjnego próbowała coś wskórać i w 33. minucie znów nadziała się na kontrę. Stipe Jurić pobiegł samotnie na bramkę, minął Kukulskiego i kopnął piłkę do siatki. ŁKS sześć minut później zadał trzeci cios. Dośrodkował Michał Trąbka, a Szeliga głową z bliska trafił do bramki.
Katowiczanie byli w szoku, ale wkrótce zebrali się jeszcze do walki. Groźnie główkował Grzegorz Janiszewski i Aleksander Bobek musiał się wyciągnąć, aby przerzucić piłkę nad poprzeczką (42. minuta). Po rzucie rożnym w polu karnym goście jakimś cudem uniknęli straty gola. W 45. minucie znów po stracie GKS-u i kontrze sytuację sam na sam z bramkarzem wykorzystał Stipe Jurić. Do przerwy było 4:0 dla lidera!
Trener Rafał Górak w przerwie dokonał trzech zmian. Szybko zmienił się też wynik, bo… ŁKS zadał piąty cios. Michał Trąbka zabawił się z Bartoszem Jaroszkiem i strzelił w dalszy róg. Nieliczni kibice na trybunach stracili cierpliwość i krzyknęli „K… mać, GieKSa grać!”. Gospodarze potrzebowali godziny, aby trafić do bramki lidera. Adrian Błąd podał w pole bramkowe, tam piłkę wyłuskał Jakub Arak i strzelił obok bramkarza. GKS chciał zatrzeć fatalne wrażenie. W 64. minucie Błąd strzelił z 16 metrów i Bobek nie bez trudu odbił piłkę. W 86. minucie z pięciu metrów główkował Arak, ale wprost w bramkarza.

 

lksfans.pl – Pogrom na zamknięcie roku. GKS Katowice – ŁKS Łódź 1:5
[…] Od pierwszej minuty przewagę łapali jednak gospodarze. ŁKS zepchnięty został do defensywy, a katowiczanie wyprowadzali coraz śmielsze ataki. Żaden z nich nie okazał się jednak groźny.
Konkrety w swojej pierwszej akcji pokazali za to „Rycerze Wiosny”. Po wyłuskaniu piłki w środku pola, ta trafiła pod nogi Bartosza Szeligi. Skrzydłowy ŁKS-u zdecydował się podprowadzić ją w pole karne i oddać kąśliwy strzał. Kukulski zdołał odbić futbolówkę, jednak ta wpadła pod nogi Mateusza Kowalczyka. Młodzieżowiec nie mógł się w tej sytuacji pomylić i już w 3 minucie dał ełkaesiakom prowadzenie!
Otworzenie wyniku nie zmieniło obrazu gry. Łodzianie wciąż budowali akcje od tyłu, tłumiąc ofensywne zapędy gospodarzy.
Po nieco ponad półgodzinie gry ŁKS prowadził już 2:0. Znakomite podanie sprzed pola karnego autorstwa Władysława Ochronczuka uruchomiło wybiegającego na wole pole Stipe Juricia. Bośniak z chorwackim paszportem popędził z piłką na bramkę, wyłożył jeszcze golkipera i zdobył bramkę w trzecim meczu z rzędu!
Ale na tym „Rycerze Wiosny” nie zamierzali poprzestać. Kolejne akcje były coraz konkretniejsze i tak w 40 minucie na tablicy wyników zaświeciło się już 0:3. Wrzutkę Michała Trąbki ze skrzydła znalazła drogę do głowy Bartosza Szeligi, a ten bez większych problemów wpakował piłkę do siatki.
Mało? W doliczonym czasie gry do pierwszej połowy bliźniacza akcja jak przy drugiej bramce dała podwyższenie wyniku. Znów asystę zanotował Ochronczuk, a bramkarza pokonał Jurić.
Co działo się na boisku dalej? Łódzki walec wciąż jechał i nie zbaczał na rywali. W 52 minucie Michał Trąbka wyłuskał piłkę rywalowi, przebiegł z nią na skraj pola karnego i precyzyjnym strzałem po długim słupku podwyższył prowadzenie.
Gospodarze nie złożyli jednak broni i wciąż próbowali znaleźć drogę do bramki ŁKS-u. Po godzinie gry zamieszanie w polu karnym wykorzystał Jakub Arak, który pokonał Aleksandra Bobka.
I ta bramka nieco ożywiła mecz. Piłka w każdej kolejnej akcji wędrowała spod pola karnego pod pole karne. Obie drużyny stwarzały swoje sytuacje i nawet GKS był coraz konkretniejszy.
Aż do zakończenia meczu bramki już nie padły. Sytuacje miały oba zespoły, ale nikt nie zdołał znaleźć drogi do siatki. Dla ŁKS-u to jednak dobre informacje, bo to lider odniósł w Katowicach pewne zwycięstwo!

 

expressilustrowany.pl – GKS Katowice – ŁKS 1:5. Tak się bawi lider pierwszej ligi
W spotkaniu osiemnastej kolejki piłkarskiej I ligi ŁKS wygrał 5:1 w Katowicach z miejscowym GKS. Tym samym łodzianie wzięli skuteczny, ale też srogi rewanż za porażkę w inauguracyjnym spotkaniu tego sezonu, kiedy to przy al. Unii triumfowali piłkarze „Gieksy”.
[…] Teraz bez wątpienia rozmowy fanów ŁKS o powrocie drużyny z al. Unii do ekstraklasy są jak najbardziej uzasadnione.
To było piąte z rzędu zwycięstwo podopiecznych trenera Kazimierza Moskala i dziesiąty mecz bez porażki w tym sezonie.
Jeszcze przed tym meczem GKS mógł się szczycić najlepszą defensywą w pierwszej lidze. Jednak tylko do momentu, kiedy do akcji wkroczyli ełkaesiacy. Łodzianie już do przerwy zaaplikowali gospodarzom cztery bramki i od tego momentu to właśnie Rycerze Wiosny mogli się szczyć najskuteczniejszą defensywą w tych rozgrywkach!
Ełkaesiacy zaimponowali w pierwszej części spotkania. Przy dwóch pierwszych golach bezwzględnie wykorzystali szkolne błędy Figla.

7 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

7 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    12 listopada 2022 at 08:04

    GieKSa, od początku swojego istnienia poniosła w tylko dwie wyższe porażki u siebie -11 lat temu z Podbeskidziem i 7 lat temu z Zagłębiem Lubin. Poza tym tylko jedną taką samą – 21 lat temu z Wisłą Kraków.
    Oprócz tego mamy na trybunach „rzesze kibiców” i kibiców świętujących Święto Niepodległości za płotem obok parkingu, co skutkuje, że jeśli chodzi o frekwencję jest ona rekordowo niska i tego „rekordu” już nie da się pobić….. chyba, że UM nadal będzie czekał, aż kibice „odetną się od Widzewa”.

    Takie oto mamy smutne podsumowanie roku 2022 w GieKSie.

    • Avatar photo

      Witek

      12 listopada 2022 at 13:18

      Z TSP to była mega siara. Jacek rzucał rękawicami. Zagłębie, razem z Termaliką i Wisłą P. było w tym sezonie max dominatorem/ami. Ale to co wczoraj się odbyło… !?1?

  2. Avatar photo

    Kato

    12 listopada 2022 at 08:44

    Za dwa/trzy lata próba awansu.
    A jak tak dalej będzie wyglądał nierozwiązywalny konflikt, to możliwy czarny scenariusz spadku i wstrzymanie budowy stadionu. Bo koszty itd.
    Widać Panie i hokej do przodu a piłka to tak na środek tabeli.

  3. Avatar photo

    Kamel

    12 listopada 2022 at 13:53

    Irischmann – doma momy do komplytu 0:5 od Legii 1996,0:7 we Lubin 2004 a 2:7 Stettin 1987.idzie postowic pytonie no co polsko fana abo hymny no Slonskim stadionie,ale we noszym(?)klubie momy tyla juz patologii,niykompetencji a kurestwa co hyba richtig idzie poleku pedziec – „sam es juz polska”.sportowo-niy miylimy ani niy momy „defensywa”bo we fussballu niy mo czegos tokiygo,robilimy punkty bo ta liga es daremno,80 prozent „profi”klubuw mo problym coby wciypnonc tor!styknou trocha ino lepszy klub a momy srobiony szpagatt.we tyj formy powinnimy leciec z ligi no ryj,gorszo es ino skra.

  4. Avatar photo

    tombotleg

    12 listopada 2022 at 14:37

    6 plac /na teraz/ zrobiony, z powiedzmy sobie szczerze średnią drużynką a ty pier** że są gorsi od Skry?, rozpedz się dobrze i jebnij w ściana może pomoże, czemu u nas zawsze jest od skrajności w skrajność?, to nie jest ekipa ani na awans ani na spadek co tu można dodać?, a btw dla kogo oni mieli wczoraj grać?, dostosowali sie do ogólnego klimatu chujozy i wcale IM się nie dziwie.

  5. Avatar photo

    Kamel

    12 listopada 2022 at 17:16

    tombotleg – wszysko co pierdola es aktualne,2003 tak srobiylimy 3 platz we 1 ligi,30 spieluw-3pora toruw,wszyscy podhajcowoni hoby pedofile we smyku,zufall do maximum-co juz we kolyjnym sezonie bouo widoc.fussball es sport ofensywny-klub co niy strzelo tory es daremny.profesjonolno liga ze statystykom 2,5 tora no spiel es daremno.niy sommy gorsi od skra-ino skra es gorszo hoby my.kwestio atmosfery-trybuny som-gwiasdorki niy wygrywojom bo sie stresujom,trybun niy mo-niy wygrywojom bo niy mo atmosfera.to momy profesjonolny klub abo klub dlo bab od kuchni-wszyscy kurwa delikatni,periody sie im synchronisujom.

  6. Avatar photo

    Kato

    12 listopada 2022 at 18:37

    Stopniowy progres obliczony jest na 2 lata. Dyrektor przyjdzie z informacją że celem jest awans i wtedy widzimy się wszyscy na nowym stadionie. Chyba że będzie zmiana bo bardzo źle się ogólnie dzieje i znowu do drugiej ligi … I od nowa.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga