Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Ostatni raz wygrali w sierpniu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego meczu Motor Lublin – GKS Katowice.

dziennikwschodni.pl – Kontuzjowani piłkarze wracają do gry, ale Motor i tak będzie osłabiony w meczu z GKS Katowice

Trener Mateusz Stolarski w piątkowym spotkaniu Motoru z GKS Katowice będzie musiał trochę pomieszać w składzie. Chociaż szkoleniowiec przyznaje, że kontuzjowani gracze niemal w komplecie wrócili do gry, to nadal kilku zawodników jednak będzie brakować.

Nie dość, że w ostatnim pojedynku przed przerwą na reprezentację żółto-biało-niebiescy zagrali słabe zawody w Częstochowie, to dodatkowo czwarte żółte kartki w tym sezonie obejrzeli: Ivo Rodrigues oraz Bright Ede. A to dla obu oznacza pauzę w piątek. Już w trakcie meczu z Rakowem w ich miejsce na murawie zameldowali się: Mathieu Scalet i Arkadiusz Najemski.

Przeciwko „Medalikom” nie zagrali również: Karol Czubak czy Filip Wójcik. Trener Stolarski ma jednak dobre wieści.

– W środę byli już wszyscy na treningu, nic nowego w kontekście kontuzji się nie wydarzyło. Ivo i Bright pauzują za kartki, ale nie będzie większych zmian, jeżeli chodzi o urazy – wyjaśnia trener Stolarski.

Trzeba jednak dodać, że z drużyną nie trenowali w ostatnim czasie reprezentanci: Filip Luberecki, Renat Dadashov, Paskal Meyer czy Ede. „Luberek” jeszcze we wtorek zaliczył 15 minut w meczu polskiej kadry U21 ze Szwecją, który Biało-Czerwoni wygrali aż 6:0. Okrojona kadra była jednym z powodów, dla których lublinianie nie zdecydowali się tym razem podczas przerwy rozegrać żadnego sparingu.

– Było parę urazów. Jeżeli masz cztery, to dużo. Dodatkowo paru zawodników pojechało na reprezentację. Trzeci najważniejszy powód jest taki, że chciałem, żeby drużyna spokojnie popracowała i skupiła się na sobie. Aby po prostu grać lepiej. Przede wszystkim pracowaliśmy nad tym, żeby nie kalkulować. Nie chcemy remisować, chcemy wygrywać, potrzeba może tej większej lekkości, mniej kalkulacji, bo uważam, że jesteśmy w stanie regularnie punktować za trzy, a nie za jeden – wyjaśnia opiekun Motoru.

Mateusz Stolarski przed meczem z GKS Katowice: Motor ma być znowu Motorem

Już w piątek o godz. 18 piłkarze Motoru rozegrają bardzo ważny mecz z GKS Katowice. W Lublinie spotkają się drużyny, które świetnie radziły sobie w poprzednim sezonie, ale w tym mają sporo problemów i zajmują miejsca w dolnych rejonach tabeli.

Po dziesięciu rozegranych spotkaniach żółto-biało-niebiescy mają na koncie 11 punktów. U siebie jeszcze nie przegrali, ale w czterech domowych występach zanotowali też tylko jedno zwycięstwo. Drużyna trenera Mateusza Stolarskiego znajduje się tuż nad strefą spadkową, na czternastej pozycji.

W jeszcze gorszej sytuacji jest jednak GKS. Katowiczanie rozegrali jeden mecz więcej od Motoru, a w sumie wywalczyli jedynie osiem „oczek”. Dlatego obecnie „świecą się na czerwono”.

Jak przebiegały przygotowania do najbliższego spotkania i na czym przy okazji przerwy reprezentacyjnej skupiali się lublinianie? O tym sporo opowiedział w środę trener Mateusz Stolarski.

– Mieliśmy dwa tygodnie, żeby skupić się na rzeczach, przez które wynik wytrącił nas z rytmu. W tamtym sezonie byliśmy zespołem, który w pierwszej kolejności myślał o tym, żeby rozegrać dobre spotkanie, na własnych zasadach. I to bez względu na to, z kim graliśmy. Czy z Lechem w Poznaniu, czy drużyną w kryzysie, która przyjeżdżała do nas. Chcieliśmy skupić się mocno na sobie, dać radość kibicom, żeby po meczu czuli dumę z gry zespołu – wyjaśnia Mateusz Stolarski.

I sam bierze na siebie większość winy za obecny stan rzeczy.

– W tym sezonie, za moją sprawą zostaliśmy zakładnikiem pewnych oczekiwań i kalkulacji, tego co przeciwnik zrobi. Tego jak wygrać, jak rozpracować przeciwnika. Doprowadziłem do tego momentu, że zamiast myśleć w 100 procentach o moim zespole, zawodnikach, o naszym pomyśle i naszej strategii, zacząłem się zastanawiać, a co się stanie, jak przeciwnik ma szybkiego skrzydłowego, co on nam zrobi, jak będzie miał za dużo miejsca. Zastanawiałem się, a później przekazywałem drużynie, że trzeba uważać na to czy na tamto. Tak zatraciłem to, co doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem i moje drużyny do sukcesów. Zatraciliśmy naszą tożsamość – tłumaczy opiekun zespołu z Lublina.

Przyznaje również, że chce, aby wszystko wróciło do normy już od najbliższego piątku.

– Uległem hałasowi, że Motor powinien tracić mniej bramek. Jak ma zająć 6-7 miejsce w tabeli, to niech straci tyle, co w poprzednim sezonie. Jeśli Motor ma mieć problemy z tym, żeby zagrać na zero z tyłu, to niech wygra 4:3 lub 3:2. To skupienie na tym, żeby bronić powoduje, że tracimy mniej, ale zdecydowanie mniej kreujemy i ten Motor jest nijaki. To powoduje, że poza meczem z Rakowem, który może się zdarzyć raz-dwa w sezonie. Mamy jeszcze 24 spotkania. To była bardzo słaba, żeby nie powiedzieć tragiczna gra. W pozostałych meczach, żeby zdobyć trzy punkty zabrakło tej naszej tożsamości, pójścia w to, co powinniśmy, a nie kalkulacji. Przez te dwa tygodnie pozwoliłem Motorowi być Motorem. Nie wiem czy to wystarczy, żeby zdobyć trzy punkty z Katowicami. Chciałbym, ale nie mogę tego obiecać.

Czego jednak mogą się spodziewać kibice, którzy w piątkowy wieczór pojawią się na Motor Lublin Arenie?

– Chcę, żeby wszyscy mogli powiedzieć, że Motor był Motorem. Nad tym pracowaliśmy przez dwa tygodnie. Najważniejsze jest, żeby być jakimś. Ludzie, którzy osiągają sukcesy, czy drużyny, które zdobywają trofea są jacyś. Adrian Siemieniec na jednej z konferencji dla trenerów powiedział, że przegrał z Ajaksem wysoko lub z Bodo, w sumie trzy początkowe mecze, dlatego, że chciał zmieniać Jagiellonię wbrew zawodnikom i samemu sobie. Zaczął iść w drużynę, którą czują inni, a nie trener Siemieniec. W ostatnich spotkaniach, to nie był ten Motor. Nawet gdybyśmy dowieźli wygrane z Radomiakiem czy Zagłębiem. Może te trzy punkty zamazałyby przyszłość na 24 kolejki. To dużo sezonu i na tym mi bardzo zależy, bo dużo zaczęło się robić szumu wokół naszej gry, uzasadnianego. To sprawiło, że trzeba zacząć od siebie, jako lidera całego zespołu i zawsze uważam, że mam wpływ na bardzo wiele rzeczy i o to powinienem zadbać – mówi trener Stolarski.

gol24.pl – Ostatni raz wygrali w sierpniu

Od meczu Motor Lublin – GKS Katowice zaczyna się w piątek 12. kolejka PKO Ekstraklasy. Oba zespoły rozczarowują. Ostatni raz wygrały w sierpniu. Kto się przełamie już teraz?

Pogoda, wysokie ceny, no i przede wszystkim forma zespołu – to wszystko sprawia, że Motor, który w zeszłym sezonie regularnie wyprzedawał stadion teraz ma z tym duży problem; do czwartku sprzedało się nieco ponad 8 tys. wejściówek z puli wynoszącej około 14 tys.

Motor ewidentnie wpadł w dołek. Przegrywa lub najwyżej remisuje w lidze, odpadł też z Pucharu Polski. Ostatnie zwycięstwo w meczu o stawkę pochodzi z 30 sierpnia. Wtedy udało się sensacyjnie pokonać na wyjeździe dzisiejszego lidera Ekstraklasy, Górnik Zabrze (1:0).

W czym upatrywać nadziei? Otóż do Lublina przybywa GieKSa, która nie radzi sobie wcale lepiej w drugim sezonie po awansie. Zajmuje dopiero szesnaste miejsce z dorobkiem 8 punktów (Motor jest czternasty i ma 11 punktów). Ostatnio musiała uznać wyższość Lecha Poznań (0:1).

weszlo.com – Motor – GKS

Starcie dwóch beniaminków poprzedniego sezonu Ekstraklasy, a więc Motoru i GKS-u nie brzmi obecnie zbyt ekscytująco. Za obiema ekipami słaby okres, który sprawił, że znajdują się one bardzo blisko, lub bezpośrednio w strefie spadkowej.

Dołek, głęboki dołek. Oba zespoły szorują obecnie po dnie, ponieważ swoje ostatnie, ligowe zwycięstwa odniosły jeszcze w sierpniu, przed pierwszą przerwą reprezentacyjną. A przecież za nami już druga. Wrzesień nie był łaskawy dla byłych beniaminków. GieKSa pozwoliła sobie na otarcie łez w Pucharze Polski, gdzie niespodziewanie wyeliminowała Wisłę Płock (przed startem sezonu brzmiałoby to wręcz absurdalnie), natomiast Motor poległ także i na tym polu. Ten, jak i kolejne mecze mogą okazać się sądne dla Mateusza Stolarskiego i Rafała Góraka, wobec których cierpliwość powoli się wyczerpuje.

Obie drużyny strzeliły w lidze po 11 bramek. Patrząc na bilans spotkań, daje to średnio jedną bramkę na mecz ze strony tych klubów. Wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań, patrząc na to, co prezentowały te zespoły w swoim pierwszym sezonie po powrocie do elity. Formy nie ma, ofensywy praktycznie nie istnieją, co daje przekonanie, że i tutaj nie zobaczymy gradu goli.

[…] Nie można wskazać tutaj wyraźnego faworyta, a historia starć pokazuje, że nie ma tutaj wyraźnego dominatora. Motor i GKS nie są obecnie w dobrej formie i ciężko wskazać na przewagę którejś ze stron, tym bardziej, że nikt poza Bartoszem Nowakiem nie wychodzi ponad przeciętność. Sam Nowak meczu jednak nie wygra, jak mawiała słynna reklama, dlatego postawimy na remis.

[…] Brak ligowego zwycięstwa od półtora miesiąca mówi sam za siebie. Te drużyny prezentują marną dyspozycję i spisują się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Światełka w tunelu nie widać, a przed szkoleniowcami trudne zadanie odzyskania zatraconej formy. Trzeba się jednak spieszyć, ponieważ kolejne słabe spotkania przybliżają do pożegnań.

ekstraklasa.org – Możliwość skoku – 12. kolejka 2025/2026 (piątek)

Kolejkę numer 12 rozpoczną starcia Motoru Lublin z GKS Katowice i Widzewa Łódź z Radomiakiem Radom. Drużyny w obrębie obu par dzieli nieduża różnica miejsc i punktów w tabeli. Pretendenci mogą więc przeskoczyć swoich konkurentów w przypadku korzystnych rozstrzygnięć.

MOTOR LUBLIN – GKS KATOWICE

SYTUACJA: Do rywalizacji staje dwóch beniaminków z minionego sezonu. W tamtej edycji stoczyły całkiem pasjonującą walkę o 7. miejsce, gromadząc ostatecznie taką samą liczbę punktów (49). Rozstrzygnęła się ona na korzyść Motoru Lublin dzięki lepszemu bilansowi bezpośredniemu. Dziś też są bardzo blisko siebie, ale już dużo niżej – na 14. i 16. pozycji – z taką samą liczbą zwycięstw (po 2) i strzelonych goli (po 11).

HISTORYCZNIE: Jeśli w tym spotkaniu nie padnie wynik 0:0, to na pewno zostanie odnotowana 50. bramka w rywalizacji tych ekip na najwyższym szczeblu. Licznik bowiem stanął na razie na 49 trafieniach (20 dla Motoru Lublin i 29 dla GKS Katowice). Gospodarze na razie dwa razy wygrali z Gieksą w Lublinie w elicie i w obu przypadkach zdobywali po trzy bramki. Natomiast gdy katowiczanie zdobywali na tym terenie pełną pulą, to odbywało się to różnicą 1 gola.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: W zeszłym sezonie Bartosz Wolski był w czołówce pod względem autorów podań kluczowych (2. miejsce – 78). Teraz też jest całkiem wysoko (5.), ale ma w dodatku wsparcie solidnego partnera przy rozgrywaniu piłki w tercji ataku. Ivo Rodrigues zanotował bowiem 7 takich zagrań w trzech poprzednich starciach (2-2-3-0). Lider drużyny dokonał tego natomiast 6 razy w tym samym okresie. Sumując ich dorobek, średnio na 90 min. gry pochodzi od nich 4,5 podania kluczowego w trwającym sezonie.

POD LUPĄ – GOŚCIE: Skoro o rozgrywających mowa, to GKS Katowice też ma wyjątkowego specjalistę w tym elemencie – Bartosza Nowaka. To on przewodzi pod względem największej liczby podań w pole karne (131). Do tego bierze się za stałe fragmenty gry, przodując w strzałach bezpośrednio z rzutów wolnych (6), czy wykonanych rzutach rożnych (71). Miał on udział przy 6 z 11 goli śląskiej ekipy w trwającym sezonie.

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: Motor Lublin – 48%, GKS Katowice – 26%

CZY WIESZ, ŻE: Przy każdej z 5 ostatnich bramek GKS Katowice miał udział Bartosz Nowak (1x gol, 2x asysta) lub Marcin Wasielewski (2x gol)

Motor Lublin: Bez porażki jako gospodarz w tym sezonie (1 zwycięstwo, 3 remisy)

Motor Lublin: Najwięcej remisów ogółem (5; w tym 3 remisy w 4 ostatnich meczach) i u siebie (3, tyle samo: KGHM Zagłębie Lubin; w tym 3 z rzędu) w tym sezonie)

Karol Czubak (Motor Lublin) strzelił 3 gole w Ekstraklasie i zawsze w zremisowanym meczu (3:3 z Lechią Gdańsk – na 1:1; 1:1 z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza – na 1:0; 2:2 z Radomiakiem Radom – na 1:1)

Ivan Brkić (Motor Lublin) obronił łącznie 10 strzałów w 2 ostatnich meczach (6 z Rakowem Częstochowa i 4 z Radomiakiem Radom; łączne xG tych strzałów – 1,42)

Motor Lublin 6 z 11 swoich goli strzelił od 46. Do 60. Minuty (54,5% – ; w tym 5 z 7 ostatnich)

Motor Lublin: Jeśli wygrywa jako gospodarz z GKS Katowice w Ekstraklasie to strzela dokładnie 3 gole (1x 3:1, 1x 3:2)

GKS Katowice: 1 remis w 13 meczach wyjazdowych w 2025 roku

GKS Katowice strzelił 42 gole w 16 zwycięskich meczach od początku sezonu 2024/2025 (średnio 2,63 gola w zwycięskim meczu; w tym w 8 z nich strzeli minimum 3 gole); w tym sezonie 7 goli w 2 zwycięskich meczach (3+4)

Piłkarze GKS Katowice oddali najwięcej celnych strzałów głową w lidze w tym sezonie (14)

GKS Katowice: najwięcej wykonywanych rzutów rożnych (74, w tym 72 zakończone wprowadzeniem piłki w pole karne)

Piłkarze GKS Katowice oddali najwięcej celnych strzałów zza pola karnego (22, tyle samo: Lech Poznań; też – najwyższa celność strzałów zza pola karnego: 42,3%)

GKS Katowice 63,6% goli strzelił po stałych fragmentach gry (7 z 11; najwięcej procentowo)

Piłkarze GKS Katowice zanotowali najwięcej podań w pole karne (414; też – 9,9% jego wszystkich podań jest skierowanych w pole karne)

Marcin Wasielewski (GKS Katowice) – w każdej z 3 ostatnich kolejek przebiegał sprintem największy dystans ze wszystkich zawodników w lidze (9. kolejka – 404,53 m, 10. kolejka – 489,23 m, 11. kolejka – 447,26 m)

GKS Katowice: 6 z 11 goli tej drużyny strzelili obrońcy (w tym 6 z 8 ostatnich; 2x Lukas Klemenz, 2x Marcin Wasielewski, 2x Arkadiusz Jędrych)

Bartosz Wolski (Motor Lublin) i Bartosz Nowak (GKS Katowice) – najczęściej wykonują rzuty rożne w tym sezonie (53-71)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga