Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Ostatni raz wygrali w sierpniu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego meczu Motor Lublin – GKS Katowice.

dziennikwschodni.pl – Kontuzjowani piłkarze wracają do gry, ale Motor i tak będzie osłabiony w meczu z GKS Katowice

Trener Mateusz Stolarski w piątkowym spotkaniu Motoru z GKS Katowice będzie musiał trochę pomieszać w składzie. Chociaż szkoleniowiec przyznaje, że kontuzjowani gracze niemal w komplecie wrócili do gry, to nadal kilku zawodników jednak będzie brakować.

Nie dość, że w ostatnim pojedynku przed przerwą na reprezentację żółto-biało-niebiescy zagrali słabe zawody w Częstochowie, to dodatkowo czwarte żółte kartki w tym sezonie obejrzeli: Ivo Rodrigues oraz Bright Ede. A to dla obu oznacza pauzę w piątek. Już w trakcie meczu z Rakowem w ich miejsce na murawie zameldowali się: Mathieu Scalet i Arkadiusz Najemski.

Przeciwko „Medalikom” nie zagrali również: Karol Czubak czy Filip Wójcik. Trener Stolarski ma jednak dobre wieści.

– W środę byli już wszyscy na treningu, nic nowego w kontekście kontuzji się nie wydarzyło. Ivo i Bright pauzują za kartki, ale nie będzie większych zmian, jeżeli chodzi o urazy – wyjaśnia trener Stolarski.

Trzeba jednak dodać, że z drużyną nie trenowali w ostatnim czasie reprezentanci: Filip Luberecki, Renat Dadashov, Paskal Meyer czy Ede. „Luberek” jeszcze we wtorek zaliczył 15 minut w meczu polskiej kadry U21 ze Szwecją, który Biało-Czerwoni wygrali aż 6:0. Okrojona kadra była jednym z powodów, dla których lublinianie nie zdecydowali się tym razem podczas przerwy rozegrać żadnego sparingu.

– Było parę urazów. Jeżeli masz cztery, to dużo. Dodatkowo paru zawodników pojechało na reprezentację. Trzeci najważniejszy powód jest taki, że chciałem, żeby drużyna spokojnie popracowała i skupiła się na sobie. Aby po prostu grać lepiej. Przede wszystkim pracowaliśmy nad tym, żeby nie kalkulować. Nie chcemy remisować, chcemy wygrywać, potrzeba może tej większej lekkości, mniej kalkulacji, bo uważam, że jesteśmy w stanie regularnie punktować za trzy, a nie za jeden – wyjaśnia opiekun Motoru.

Mateusz Stolarski przed meczem z GKS Katowice: Motor ma być znowu Motorem

Już w piątek o godz. 18 piłkarze Motoru rozegrają bardzo ważny mecz z GKS Katowice. W Lublinie spotkają się drużyny, które świetnie radziły sobie w poprzednim sezonie, ale w tym mają sporo problemów i zajmują miejsca w dolnych rejonach tabeli.

Po dziesięciu rozegranych spotkaniach żółto-biało-niebiescy mają na koncie 11 punktów. U siebie jeszcze nie przegrali, ale w czterech domowych występach zanotowali też tylko jedno zwycięstwo. Drużyna trenera Mateusza Stolarskiego znajduje się tuż nad strefą spadkową, na czternastej pozycji.

W jeszcze gorszej sytuacji jest jednak GKS. Katowiczanie rozegrali jeden mecz więcej od Motoru, a w sumie wywalczyli jedynie osiem „oczek”. Dlatego obecnie „świecą się na czerwono”.

Jak przebiegały przygotowania do najbliższego spotkania i na czym przy okazji przerwy reprezentacyjnej skupiali się lublinianie? O tym sporo opowiedział w środę trener Mateusz Stolarski.

– Mieliśmy dwa tygodnie, żeby skupić się na rzeczach, przez które wynik wytrącił nas z rytmu. W tamtym sezonie byliśmy zespołem, który w pierwszej kolejności myślał o tym, żeby rozegrać dobre spotkanie, na własnych zasadach. I to bez względu na to, z kim graliśmy. Czy z Lechem w Poznaniu, czy drużyną w kryzysie, która przyjeżdżała do nas. Chcieliśmy skupić się mocno na sobie, dać radość kibicom, żeby po meczu czuli dumę z gry zespołu – wyjaśnia Mateusz Stolarski.

I sam bierze na siebie większość winy za obecny stan rzeczy.

– W tym sezonie, za moją sprawą zostaliśmy zakładnikiem pewnych oczekiwań i kalkulacji, tego co przeciwnik zrobi. Tego jak wygrać, jak rozpracować przeciwnika. Doprowadziłem do tego momentu, że zamiast myśleć w 100 procentach o moim zespole, zawodnikach, o naszym pomyśle i naszej strategii, zacząłem się zastanawiać, a co się stanie, jak przeciwnik ma szybkiego skrzydłowego, co on nam zrobi, jak będzie miał za dużo miejsca. Zastanawiałem się, a później przekazywałem drużynie, że trzeba uważać na to czy na tamto. Tak zatraciłem to, co doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem i moje drużyny do sukcesów. Zatraciliśmy naszą tożsamość – tłumaczy opiekun zespołu z Lublina.

Przyznaje również, że chce, aby wszystko wróciło do normy już od najbliższego piątku.

– Uległem hałasowi, że Motor powinien tracić mniej bramek. Jak ma zająć 6-7 miejsce w tabeli, to niech straci tyle, co w poprzednim sezonie. Jeśli Motor ma mieć problemy z tym, żeby zagrać na zero z tyłu, to niech wygra 4:3 lub 3:2. To skupienie na tym, żeby bronić powoduje, że tracimy mniej, ale zdecydowanie mniej kreujemy i ten Motor jest nijaki. To powoduje, że poza meczem z Rakowem, który może się zdarzyć raz-dwa w sezonie. Mamy jeszcze 24 spotkania. To była bardzo słaba, żeby nie powiedzieć tragiczna gra. W pozostałych meczach, żeby zdobyć trzy punkty zabrakło tej naszej tożsamości, pójścia w to, co powinniśmy, a nie kalkulacji. Przez te dwa tygodnie pozwoliłem Motorowi być Motorem. Nie wiem czy to wystarczy, żeby zdobyć trzy punkty z Katowicami. Chciałbym, ale nie mogę tego obiecać.

Czego jednak mogą się spodziewać kibice, którzy w piątkowy wieczór pojawią się na Motor Lublin Arenie?

– Chcę, żeby wszyscy mogli powiedzieć, że Motor był Motorem. Nad tym pracowaliśmy przez dwa tygodnie. Najważniejsze jest, żeby być jakimś. Ludzie, którzy osiągają sukcesy, czy drużyny, które zdobywają trofea są jacyś. Adrian Siemieniec na jednej z konferencji dla trenerów powiedział, że przegrał z Ajaksem wysoko lub z Bodo, w sumie trzy początkowe mecze, dlatego, że chciał zmieniać Jagiellonię wbrew zawodnikom i samemu sobie. Zaczął iść w drużynę, którą czują inni, a nie trener Siemieniec. W ostatnich spotkaniach, to nie był ten Motor. Nawet gdybyśmy dowieźli wygrane z Radomiakiem czy Zagłębiem. Może te trzy punkty zamazałyby przyszłość na 24 kolejki. To dużo sezonu i na tym mi bardzo zależy, bo dużo zaczęło się robić szumu wokół naszej gry, uzasadnianego. To sprawiło, że trzeba zacząć od siebie, jako lidera całego zespołu i zawsze uważam, że mam wpływ na bardzo wiele rzeczy i o to powinienem zadbać – mówi trener Stolarski.

gol24.pl – Ostatni raz wygrali w sierpniu

Od meczu Motor Lublin – GKS Katowice zaczyna się w piątek 12. kolejka PKO Ekstraklasy. Oba zespoły rozczarowują. Ostatni raz wygrały w sierpniu. Kto się przełamie już teraz?

Pogoda, wysokie ceny, no i przede wszystkim forma zespołu – to wszystko sprawia, że Motor, który w zeszłym sezonie regularnie wyprzedawał stadion teraz ma z tym duży problem; do czwartku sprzedało się nieco ponad 8 tys. wejściówek z puli wynoszącej około 14 tys.

Motor ewidentnie wpadł w dołek. Przegrywa lub najwyżej remisuje w lidze, odpadł też z Pucharu Polski. Ostatnie zwycięstwo w meczu o stawkę pochodzi z 30 sierpnia. Wtedy udało się sensacyjnie pokonać na wyjeździe dzisiejszego lidera Ekstraklasy, Górnik Zabrze (1:0).

W czym upatrywać nadziei? Otóż do Lublina przybywa GieKSa, która nie radzi sobie wcale lepiej w drugim sezonie po awansie. Zajmuje dopiero szesnaste miejsce z dorobkiem 8 punktów (Motor jest czternasty i ma 11 punktów). Ostatnio musiała uznać wyższość Lecha Poznań (0:1).

weszlo.com – Motor – GKS

Starcie dwóch beniaminków poprzedniego sezonu Ekstraklasy, a więc Motoru i GKS-u nie brzmi obecnie zbyt ekscytująco. Za obiema ekipami słaby okres, który sprawił, że znajdują się one bardzo blisko, lub bezpośrednio w strefie spadkowej.

Dołek, głęboki dołek. Oba zespoły szorują obecnie po dnie, ponieważ swoje ostatnie, ligowe zwycięstwa odniosły jeszcze w sierpniu, przed pierwszą przerwą reprezentacyjną. A przecież za nami już druga. Wrzesień nie był łaskawy dla byłych beniaminków. GieKSa pozwoliła sobie na otarcie łez w Pucharze Polski, gdzie niespodziewanie wyeliminowała Wisłę Płock (przed startem sezonu brzmiałoby to wręcz absurdalnie), natomiast Motor poległ także i na tym polu. Ten, jak i kolejne mecze mogą okazać się sądne dla Mateusza Stolarskiego i Rafała Góraka, wobec których cierpliwość powoli się wyczerpuje.

Obie drużyny strzeliły w lidze po 11 bramek. Patrząc na bilans spotkań, daje to średnio jedną bramkę na mecz ze strony tych klubów. Wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań, patrząc na to, co prezentowały te zespoły w swoim pierwszym sezonie po powrocie do elity. Formy nie ma, ofensywy praktycznie nie istnieją, co daje przekonanie, że i tutaj nie zobaczymy gradu goli.

[…] Nie można wskazać tutaj wyraźnego faworyta, a historia starć pokazuje, że nie ma tutaj wyraźnego dominatora. Motor i GKS nie są obecnie w dobrej formie i ciężko wskazać na przewagę którejś ze stron, tym bardziej, że nikt poza Bartoszem Nowakiem nie wychodzi ponad przeciętność. Sam Nowak meczu jednak nie wygra, jak mawiała słynna reklama, dlatego postawimy na remis.

[…] Brak ligowego zwycięstwa od półtora miesiąca mówi sam za siebie. Te drużyny prezentują marną dyspozycję i spisują się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Światełka w tunelu nie widać, a przed szkoleniowcami trudne zadanie odzyskania zatraconej formy. Trzeba się jednak spieszyć, ponieważ kolejne słabe spotkania przybliżają do pożegnań.

ekstraklasa.org – Możliwość skoku – 12. kolejka 2025/2026 (piątek)

Kolejkę numer 12 rozpoczną starcia Motoru Lublin z GKS Katowice i Widzewa Łódź z Radomiakiem Radom. Drużyny w obrębie obu par dzieli nieduża różnica miejsc i punktów w tabeli. Pretendenci mogą więc przeskoczyć swoich konkurentów w przypadku korzystnych rozstrzygnięć.

MOTOR LUBLIN – GKS KATOWICE

SYTUACJA: Do rywalizacji staje dwóch beniaminków z minionego sezonu. W tamtej edycji stoczyły całkiem pasjonującą walkę o 7. miejsce, gromadząc ostatecznie taką samą liczbę punktów (49). Rozstrzygnęła się ona na korzyść Motoru Lublin dzięki lepszemu bilansowi bezpośredniemu. Dziś też są bardzo blisko siebie, ale już dużo niżej – na 14. i 16. pozycji – z taką samą liczbą zwycięstw (po 2) i strzelonych goli (po 11).

HISTORYCZNIE: Jeśli w tym spotkaniu nie padnie wynik 0:0, to na pewno zostanie odnotowana 50. bramka w rywalizacji tych ekip na najwyższym szczeblu. Licznik bowiem stanął na razie na 49 trafieniach (20 dla Motoru Lublin i 29 dla GKS Katowice). Gospodarze na razie dwa razy wygrali z Gieksą w Lublinie w elicie i w obu przypadkach zdobywali po trzy bramki. Natomiast gdy katowiczanie zdobywali na tym terenie pełną pulą, to odbywało się to różnicą 1 gola.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: W zeszłym sezonie Bartosz Wolski był w czołówce pod względem autorów podań kluczowych (2. miejsce – 78). Teraz też jest całkiem wysoko (5.), ale ma w dodatku wsparcie solidnego partnera przy rozgrywaniu piłki w tercji ataku. Ivo Rodrigues zanotował bowiem 7 takich zagrań w trzech poprzednich starciach (2-2-3-0). Lider drużyny dokonał tego natomiast 6 razy w tym samym okresie. Sumując ich dorobek, średnio na 90 min. gry pochodzi od nich 4,5 podania kluczowego w trwającym sezonie.

POD LUPĄ – GOŚCIE: Skoro o rozgrywających mowa, to GKS Katowice też ma wyjątkowego specjalistę w tym elemencie – Bartosza Nowaka. To on przewodzi pod względem największej liczby podań w pole karne (131). Do tego bierze się za stałe fragmenty gry, przodując w strzałach bezpośrednio z rzutów wolnych (6), czy wykonanych rzutach rożnych (71). Miał on udział przy 6 z 11 goli śląskiej ekipy w trwającym sezonie.

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: Motor Lublin – 48%, GKS Katowice – 26%

CZY WIESZ, ŻE: Przy każdej z 5 ostatnich bramek GKS Katowice miał udział Bartosz Nowak (1x gol, 2x asysta) lub Marcin Wasielewski (2x gol)

Motor Lublin: Bez porażki jako gospodarz w tym sezonie (1 zwycięstwo, 3 remisy)

Motor Lublin: Najwięcej remisów ogółem (5; w tym 3 remisy w 4 ostatnich meczach) i u siebie (3, tyle samo: KGHM Zagłębie Lubin; w tym 3 z rzędu) w tym sezonie)

Karol Czubak (Motor Lublin) strzelił 3 gole w Ekstraklasie i zawsze w zremisowanym meczu (3:3 z Lechią Gdańsk – na 1:1; 1:1 z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza – na 1:0; 2:2 z Radomiakiem Radom – na 1:1)

Ivan Brkić (Motor Lublin) obronił łącznie 10 strzałów w 2 ostatnich meczach (6 z Rakowem Częstochowa i 4 z Radomiakiem Radom; łączne xG tych strzałów – 1,42)

Motor Lublin 6 z 11 swoich goli strzelił od 46. Do 60. Minuty (54,5% – ; w tym 5 z 7 ostatnich)

Motor Lublin: Jeśli wygrywa jako gospodarz z GKS Katowice w Ekstraklasie to strzela dokładnie 3 gole (1x 3:1, 1x 3:2)

GKS Katowice: 1 remis w 13 meczach wyjazdowych w 2025 roku

GKS Katowice strzelił 42 gole w 16 zwycięskich meczach od początku sezonu 2024/2025 (średnio 2,63 gola w zwycięskim meczu; w tym w 8 z nich strzeli minimum 3 gole); w tym sezonie 7 goli w 2 zwycięskich meczach (3+4)

Piłkarze GKS Katowice oddali najwięcej celnych strzałów głową w lidze w tym sezonie (14)

GKS Katowice: najwięcej wykonywanych rzutów rożnych (74, w tym 72 zakończone wprowadzeniem piłki w pole karne)

Piłkarze GKS Katowice oddali najwięcej celnych strzałów zza pola karnego (22, tyle samo: Lech Poznań; też – najwyższa celność strzałów zza pola karnego: 42,3%)

GKS Katowice 63,6% goli strzelił po stałych fragmentach gry (7 z 11; najwięcej procentowo)

Piłkarze GKS Katowice zanotowali najwięcej podań w pole karne (414; też – 9,9% jego wszystkich podań jest skierowanych w pole karne)

Marcin Wasielewski (GKS Katowice) – w każdej z 3 ostatnich kolejek przebiegał sprintem największy dystans ze wszystkich zawodników w lidze (9. kolejka – 404,53 m, 10. kolejka – 489,23 m, 11. kolejka – 447,26 m)

GKS Katowice: 6 z 11 goli tej drużyny strzelili obrońcy (w tym 6 z 8 ostatnich; 2x Lukas Klemenz, 2x Marcin Wasielewski, 2x Arkadiusz Jędrych)

Bartosz Wolski (Motor Lublin) i Bartosz Nowak (GKS Katowice) – najczęściej wykonują rzuty rożne w tym sezonie (53-71)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga