Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Kibice GKS Katowice zobaczyli zwycięstwo
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Stal Mielec 1:0 (0:0).
weszlo.com – GKS wygrywa, ale Stal też może mieć nadzieje na przyszłość
Czekaliśmy na powrót Ekstraklasy z utęsknieniem, bo choć to często przaśna liga, to jednak ta przaśność jest nasza i już. Może lepiej grają w Premier League, może lepiej zarządzają w Bundeslidze, ale tyle zabawy co my, na pewno nie mają. Ponadto – naprawdę po tym pierwszym meczu nie możemy narzekać na jakość, bo spotkanie GKS-u ze Stalą oglądało się bardzo przyjemnie.
Ujmijmy to tak: nie był to mecz głupich drużyn, które nie wiedzą, co chcą zrobić, pałują, byle pałować, a nuż się uda. Nie – obie ekipy miały na to spotkanie plan i przyzwoitych wykonawców. U Stali może nie imponowało, ale zachęcało do skinięcia z uznaniem głową to, że próbowała grać od tyłu. Wiadomo, że najłatwiej jest wybić, poszukać zgrania, ale Stal – mimo oczywistych ograniczeń – na łatwiznę iść nie chciała. I klepała od tyłu, czasem z obawą, że serce trenera Niedźwiedzia tego nie wytrzyma, ale jednak się udawało. Co więcej – zdarzyło się, że goście w ten sposób przenieśli ciężar gry pod pole karne GKS-u.
Brakowało im celnych strzałów, ale groźne sytuacje były – Getinger z piątego metra zabiegł się za piłkę, a mógł wykonać wyrok. Z kolei śliczny rogalik Hannoli musnął tylko słupek, a gdyby wpadło, mielibyśmy po pierwszym meczu gola kolejki.
Zatem – jeśli ktoś spojrzy tylko w statystyki, uzna, że Stal zaprezentowała dramacik, ale nie, nie, spokojnie. Jest na czym budować dalej w tej rundzie, po prostu GKS to więcej niż porządna drużyna. Jeśli kogoś krytykować to Szkurina, bo bardzo mało mu wychodziło i w takiej formie najdalej może przejść z przedpokoju do salonu, a nie do sensownego klubu.
A taki Repka z GKS-u powinien szukać szczęścia w lepszej lidze niż węgierska (i polska). Kumaty piłkarsko, wybiegany, potrafiący wziąć ciężar w środku na siebie. Nie będzie się bał, nie będzie się chował, tylko wyjdzie do każdej piłki jak po swoje.
Dzisiaj był bliski trzech konkretów – najpierw jego strzał z dystansu niewiele minął słupek, potem kropnął w poprzeczkę. To raczej na plus aniżeli na minus, u gorszych zawodników to są próby w krzaki, a nie warte opisania w tekście, natomiast ostatni moment – sam na sam z Mądrzykiem – trzeba strzelić. Repkę wyręczył więc Wasielewski, który po idealnym podaniu od Nowaka, nie dał szans bramkarzowi Stali. Sami widzicie: jest jakość. Cholernie groźny był Repka, dobry mecz rozgrywał Nowak, jak zwykle techniką potrafił błysnąć Galan, obrona nie przeciekała zbyt często. Oglądało się to naprawdę dobrze i GKS nawiązywał do swoich dobrych partii z jesieni.
Nie najlepszych, ale dobrych – tak.
Natomiast – choć może to efekt stęsknienia za ligą – przed kolejnymi meczami optymistami mogą być kibice jednych i drugich.
gol24.pl – GKS Katowice pokonał Stal Mielec. Asysta Bartosza Nowaka jeszcze ładniejsza od gola Marcina Wasielewskiego
Wróciła PKO Ekstraklasa i od razu dała nam widowisko. W żywym meczu GKS Katowice wygrał ze Stalą Mielec przy Bukowej 1:0. Jedynego gola dla beniaminka zdobył po przerwie boczny obrońca Marcin Wasielewski, którego świetnie obsłużył Bartosz Nowak.
Działo się naprawdę sporo w pierwszym ligowym meczu po przerwie zimowej. GieKSa mogła podwyższyć skromne prowadzenie i zawczasu zamknąć mecz. Mogła też odpowiedzieć Stal, ale jej piłkarze źle nastawili dziś celowniki. Już przed przerwą z bliska spudłował Bert Esselink.
Ciekawie było zwłaszcza po przerwie. Najpierw słupek obił Sebastian Bergier. Potem obramowanie obił również debiutujący u gości Pyry Hannola. Aż wreszcie w 62 minucie o triumfie gospodarzy przesądził Marcin Wasielewski. Po świetnym dograniu na wolne pole od Bartosza Nowaka przepchnął Mateusza Matrasa, a potem pewnym strzałem pokonał Jakuba Mądrzyka.
Mecz śledziło 7057 widzów w tym około 300 z Podkarpacia. – To zasłużone zwycięstwo GieKSy. Zagrała swoje i wygrała – podsumował w Canal+ Sport Kamil Kosowski.
Stal przebiegła ponad 120 kilometrów, ale oddała ledwie jeden celny strzał. Dzięki wygranej GKS przeskoczył w tabeli Widzew Łódź – jest dziewiąty.
Piłkarz meczu: Marcin Wasielewski
Atrakcyjność meczu: 6/10
hej.mielec.pl – GKS Katowice – FKS Stal Mielec. Nie tak miało być
Pierwsza połowa, pierwszego meczu ekstraklasy w 2025 roku mogła rozczarować. Tylko momentami spotkanie stało na wysokim poziomie, a w obu ekipach – chociaż wydaje się, że bardziej po mieleckiej stronie – w oczy raziła niedokładność.
Początek zawodów należał do gospodarzy, którzy mocno naskoczyli na Stal, dwukrotnie zakotłowało się w mieleckim polu karnym, ale zabrakło nawet celnego strzału.
Stalowcy starali się ukąsić po kontrach i podaniach z bocznych sektorów na pięć metrów przed bramkę Kudły. Tam trzykrotnie trafiły dobre dośrodkowania, ale zmarnowali je Getinger, Shkurin i Esselink.
W drugiej połowie to Stal lepiej wyglądała, częściej utrzymywała się przy piłce, wstrzeliwała piłki w pole karne, a Hannola obił słupek strzałem z kilkunastu metrów.
Ale prowadzenie objęli gospodarze. Do 62. minuty dwukrotnie gościli w mieleckim polu karnym. Za pierwszym razem obili słupek, za drugim razem Nowak wypuścił w wyścig Wasielewskiego, ten wygrał najpierw pojedynek z Matrasem, następnie w sytuacji sam na sam pokonał Mądrzyka. 1:0 dla GieKSy w 62 minucie.
Gospodarze chcieli szybko rozstrzygnąć mecz, kilkadziesiąt sekund później efektownym strzałem Repka trafił w poprzeczkę.
Problemem mielczan była ofensywa. Shkurin dotychczas zawodził zupełnie. Wreszcie trener Janusz Niedźwiedź zamienił go na Wolsztyńskiego, który w 82. minucie był bardzo blisko wyrównania. Po strzale głową pomylił się o około 20 centymetrów.
Stalowcy „cisnęli” do końcowych sekund, ale za wiele nie „wycisnęli”. GKS nie był zauważalnie lepszy, ale Bartosz Nowak trafił jednym podaniem w złe ustawienie mieleckiej defensywy mecz rozstrzygnął.
Zespół trenera Janusza Niedźwiedzia zaliczył swoje „klasyczne” spotkanie wyjazdowe, gdzie chwila czy dwie chwile nieuwagi kosztują trzy punkty. Teraz czas na walkę na własnym stadionie.
sport.tvp.pl – GKS Katowice z kompletem punktów. Zespół Rafała Góraka lepszy od Stali Mielec
[…] W pierwszej fazie więcej ciekawego działo się pod bramką gości, ale to zawodnicy Janusza Niedźwiedzia byli bliżej wyjścia na prowadzenie. Doskonałą szansę zmarnował bowiem Krystian Getinger, który w 21. minucie – po centrze Patryka Dadoka – przestrzelił głową z bliskiej odległości.
Problemy z celnością miał również Bert Esselnik. Holenderski defensor niedługo przed zmianą stron w sobie tylko wiadomy sposób fatalnie spudłował z pięciu metrów. To powinien być gol.
Miejscowi mieli swoje okazje. Dobrą, aczkolwiek niecelną próbą zza pola karnego popisał się Oskar Repka, a chwilę później czujność między słupkami zachował Jakub Mądrzyk, zatrzymując groźne uderzenie z dystansu Sebastiana Bergiera.
Napastnik gospodarzy kolejny raz szukał szczęścia w 54. minucie. Wówczas zabrakło mu już niewiele – futbolówka po strzale głową 25-latka trafiła jednak w słupek.
Ekipa Rafała Góraka ostatecznie przełamała defensywę przeciwnika w 62. minucie. Bartosz Nowak posłał prostopadłe podanie do Marcina Wasielewskiego, który uciekł obrońcy i w sytuacji sam na sam pokonał golkipera rywala.
Katowiczanie próbowali pójść za ciosem. Najpierw w poprzeczkę przymierzył Oskar Repka, a następnie piłkę po próbie tego samego zawodnika sprzed linii bramkowej wybił ofiarnie interweniujący Mateusz Matras.
Przyjezdni dość nieoczekiwanie mogli odpowiedzieć w 82. minucie. Szansę na wyrównującego gola miał Łukasz Wolsztyński, ale ten uderzył głową pół metra obok bramki strzeżonej przez Dawida Kudłę.
Dzięki wygranej, GKS wskoczył na dziewiąte miejsce w tabeli. Stal jest trzynasta i ma tylko punkt przewagi nad będącą w strefie spadkowej Koroną Kielce. W następnej kolejce podopieczni Rafała Góraka zmierzą się na wyjeździe z Rakowem Częstochowa (8 lutego).
podkarpacielive.pl – Stal Mielec przegrała z GKS-em Katowice
[…] Ryzykownie od tyłu próbowała rozgrywać swoje akcje Stal Mielec, przytrafiały się na początku błędy w podaniach. Dlatego też w 10. minucie groźny strzał tuż obok słupka oddał Oskar Repka, po tym jak jego koledzy odebrali piłkę rywalom.
Pierwszy kwadrans należał do piłkarzy GKS-u Katowice, którzy byli pewniejsi w swoich poczynaniach na boisku. Drużyna z Podkarpacia miała kłopoty, aby utrzymać się z futbolówkę dłużej na połowie przeciwników.
Pierwszą dogodną okazję Stal miała w 22. minucie, gdy Sergiy Krykun dośrodkował piłkę na głowę Ilyi Shkurina, lecz ten chybił nad bramką. To była pozytywna akcja, która pomogła napędzić ofensywne poczynania.
Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy wyborną okazję miał Bert Esselink, któremu spadła piłkę pod nogi po wrzutce Sergiy Krykun i odbiciu futbolówki głową przez jednego z obrońców rywali. Holender powinien otworzyć rezultat w tym starciu.
Pierwsza połowa skończyła się bezbramkowym remisem. Ostatnie minuty tej części starcia należały do przyjezdnych, którzy bardziej atakowali bramkę rywali i utrzymywali się dłużej z futbolówką przy nodze.
W 53. minucie lewą stroną boiska ruszył z piłką Borja Galan, Hiszpan ograł Alvisa Jaunzemsa i dośrodkował futbolówkę do Sebastiana Bergiera. Wysoki napastnik wyskoczył w powietrze i uderzył piłkę głową w słupek bramki gości.
Kilka minut później bardzo bliski gola był Pyry Hannola, który otrzymał zagranie od Alvisa Jaunzemsa. Fin przyjął i technicznym strzałem postraszył golkipera rywali, „pomylił się o włos”. To była mocna odpowiedź mieleckiej ekipy na ataki rywali.
W 62. minucie GKS Katowice wyszedł na prowadzenie. Wyśmienitą piłkę posłał Bartosz Nowak do Marcina Wasielewskiego, który przepchnął Mateusza Matrasa i wyszedł na pozycje sam na sam z bramkarzem rywali. Zawodnik gospodarzy bez najmniejszego problemu umieścił futbolówkę w sieci.
Dwie minuty później w poprzeczkę uderzył Oskar Repka, który był bardzo blisko podwyższenia prowadzenia swojego zespołu. Gospodarze złapali dużą pewność i swobodę w ofensywie, co przekładało się na okazje bramkowe.
dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice na wiosenne dzień dobry zobaczyli zwycięstwo swojego zespołu nad Stalą Mielec
Mecz GKS-u Katowice ze Stalą Mielec oficjalnie otwierał ekstraklasową wiosnę. Gospodarze zdecydowanie liczyli na zgarnięcie pełnej puli, mając w pamięci pierwsze od 19 lat zwycięstwo w elicie, jakie odnieśli w wyjazdowym starciu w drugiej kolejce.
Zespół Rafała Góraka szybko podjął próbę narzucenia swojego stylu gry. Efektem było kilka niezłych kombinacyjnych akcji zwieńczonych niezłymi sytuacjami strzeleckimi, ale bez skutecznego zamknięcia. Goście natomiast spokojnie czekali na swoje szanse i błędy defensywy GKS. W pierwszej połowie przełożyło się to na nietknięty bezbramkowy remis zawierający w sobie dwa celne strzały katowiczan i ani jednego mielczan, przy czym to ci ostatni mieli okazje znacznie lepsze.
W drugiej połowie już w 54 minucie GKS znalazł się blisko szczęścia. Bliżej właściwie się nie dało, bo piłka po strzale głową Sebastiana Bergiera odbiła się od słupka. Ponad 7 tysięcy kibiców (minus grupa przyjezdnych) jęknęło z rozczarowania, ale wtedy mecz zaczął się wreszcie na dobre. Stal odpowiedziała błyskawicznie – po drugiej stronie boiska Pyry Hannola obtarł słupek po prawej ręce Dawida Kudły i w końcu piłka wpadła do siatki w 62 minucie. Bartosz Nowak z własnej połowy podał do Marcina Wasielewskiego, który po przebiegnięciu 30 metrów w sytuacji sam na sam pokonał Jakuba Mądrzyka! Pierwszy gol rundy wiosennej stał się faktem.
GKS poszedł za trafieniem. W 65 minucie uderzenie z dystansu Oskara Repki wylądowało na poprzeczce. Jedenaście minut później w ekipie Rafała Góraka zadebiutował pozyskany tuż przed inauguracją rundy Filip Szymczak, dla którego był to powrót na Bukową po sezonie 2021/22. Wynik nie uległ już jednak zmianie aż do końca i fani GKS zgotowali swoim piłkarzom owację za udany start do rundy wiosennej.
nowiny24.pl – Stal Mielec rozpoczęła wiosnę od przegranej z GKS-em Katowice
W wyjściowym składzie Stali zabrakło kreatywnego pomocnika Macieja Domańskiego. Okazało się, że ma uraz, którego doznał podczas obozu w Hiszpanii i dopiero wraca do pełni sił. Szansę dostał za to Pyry Hannola.
W pierwszych 20 minutach miejscowi postawili na wysoki pressing i kilka razy odebrali piłkę biało-niebieskim na ich połowie. W największych opałach był Sebastian Bergier, ale z jego uderzeniem sprzed „16” poradził sobie Jakub Mądrzyk.
GKS miał jeszcze kilka innych szans, ale nie katowiczanie uderzali niecelnie albo nie kończyli swoich akcji strzałami. W 21. minucie mogło być 0:1, ale Krystian Getinger nie zdołał odpowiednio ustawić głowy, gdy piłkę w pole karne dośrodkowywał (bardzo mocno) Robert Dadok. Za moment po dograniu Sergija Krykuna strzał głową oddał Ilja Szkurin. 5 minut przed końcem pierwszej części gry po dograniu z lewej strony Krykuna do siatki mógł trafić Bert Esselink, ale uderzył lewą nową tuż obok bramki.
Kilka minut po zmianie stron GKS otworzył wynik meczu. Były zawodnik Stali – Bartosz Nowak – w idealnym momencie posłał prostopadłą piłkę do Marcina Wasielewskiego, a ten wygrał pojedynek z Mateusza Matrasem, a następnie posłał piłkę obok Mądrzyka.
Biało-niebiescy próbowali odwrócić losy meczu, ale skończyło się już bez zmiany wyniku. Blisko celu był 10 minut przed końcem Łukasz Wolsztyński po podaniu Hannoli. Piłka uderzeniu „Wolsztyna” głową przeszła obok bramki.
katowice.naszemiasto.pl – GKS Katowice zwyciężył ze Stalą Mielec. Na trybunach dopingowało ponad 7 tysięcy kibiców
Drużyna GKS Katowice od zwycięstwa rozpoczęła wiosenną rundę rozgrywek Ekstraklasy. Na powitanie w piątkowy wieczór ponad 7 tysięcy kibiców zobaczyło triumf zespołu Rafała Góraka nad Stalą Mielec.
Mecz GKS-u Katowice ze Stalą Mielec oficjalnie otwierał ekstraklasową wiosnę. Gospodarze zdecydowanie liczyli na zgarnięcie pełnej puli, mając w pamięci pierwsze od 19 lat zwycięstwo w elicie, jakie odnieśli w wyjazdowym starciu w drugiej kolejce.
Zespół Rafała Góraka szybko podjął próbę narzucenia swojego stylu gry. Efektem było kilka niezłych kombinacyjnych akcji zwieńczonych niezłymi sytuacjami strzeleckimi, ale bez skutecznego zamknięcia. Goście natomiast spokojnie czekali na swoje szanse i błędy defensywy GKS. W pierwszej połowie przełożyło się to na nietknięty bezbramkowy remis zawierający w sobie dwa celne strzały katowiczan i ani jednego mielczan, przy czym to ci ostatni mieli okazje znacznie lepsze.
W drugiej połowie już w 54 minucie GKS znalazł się blisko szczęścia. Bliżej właściwie się nie dało, bo piłka po strzale głową Sebastiana Bergiera odbiła się od słupka. Ponad 7 tysięcy kibiców (minus grupa przyjezdnych) jęknęło z rozczarowania, ale wtedy mecz zaczął się wreszcie na dobre. Stal odpowiedziała błyskawicznie – po drugiej stronie boiska Pyry Hannola obtarł słupek po prawej ręce Dawida Kudły i w końcu piłka wpadła do siatki w 62 minucie. Bartosz Nowak z własnej połowy podał do Marcina Wasielewskiego, który po przebiegnięciu 30 metrów w sytuacji sam na sam pokonał Jakuba Mądrzyka! Pierwszy gol rundy wiosennej stał się faktem.
GKS poszedł za trafieniem. W 65 minucie uderzenie z dystansu Oskara Repki wylądowało na poprzeczce. Jedenaście minut później w ekipie Rafała Góraka zadebiutował pozyskany tuż przed inauguracją rundy Filip Szymczak, dla którego był to powrót na Bukową po sezonie 2021/22. Wynik nie uległ już jednak zmianie aż do końca i fani GKS zgotowali swoim piłkarzom owację za udany start do rundy wiosennej.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze