Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Gospodarze awansują do finału?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania Raków Częstochowa – GKS Katowice.

rakow.com – Cel na czwartek: FINAŁ! Zapowiedź meczu Raków – GKS

W czwartkowy wieczór na zondacrypto Arenie przy L83 podejmiemy GKS Katowice w półfinałowym meczu rozgrywek STS Pucharu Polski. Pierwszy gwizdek o godzinie 18:30.

Do rozegrania spotkania finałowego na PGE Narodowym w Warszawie pozostał już tylko jeden krok. Ten będzie trzeba wykonać przy L83 w czwartkowy wieczór.

Droga do półfinału STS Pucharu Polski była dla nas nieco krótsza ze względu na występy w eliminacjach europejskich pucharów. Do rozgrywek „Pucharu Tysiąca Drużyn” dołączyliśmy w październiku, kiedy to na naszym stadionie pokonaliśmy Cracovię. Wówczas dubletem popisał się Jonatan Brunes, a jedno trafienie dołożył od siebie Lamine Diaby Fadiga. Na początku grudnia wygraliśmy ze Śląskiem Wrocław po trafieniach Brunesa oraz Patryka Makucha. W marcu natomiast awansowaliśmy do finałowej czwórki pokonując Avię Świdnik; w spotkaniu trwającym 120 minut awans dało nam kolejne trafienie Norwega, a także gol Ariela Mosóra w dogrywce.

W przypadku pokonania GKS-u Katowice, wystąpimy w finale „Pucharu Tysiąca Drużyn” po raz piąty w swojej historii i pierwszy od 2023 roku.

[…] Do tej pory rozegraliśmy 20 meczów ligowych z GieKSą (12 w Ekstraklasie i 8 na jej zapleczu). Medaliki cieszyli się ze zwycięstwa 7-krotnie. W 3 meczach dochodziło do podziału punktów, a 10 razy z wygranej cieszyli się piłkarze katowickiego zespołu. W rozgrywkach najwyższej ligi wygraliśmy 4 razy, a także 2-krotnie padał remis. 6 razy zwyciężali piłkarze GKS-u.

W sezonie 2025/26 dwukrotnie pokonywaliśmy Katowiczan w PKO BP Ekstraklasie. Na start sezonu komplet punktów w stolicy województwa śląskiego dał nam gol Jonatana Brunesa, a w grudniu przy L83, Norweg powtórzył ten wyczyn.

sport.tvp.pl – Raków Częstochowa – GKS Katowice

W czwartek poznamy drugiego finalistę STS Pucharu Polski. Raków Częstochowa zagra z GKS-em Katowice, a stawką śląskiego starcia będzie ostatni bilet na PGE Narodowy.

GKS Katowice awans wywalczył po jednym z najbardziej nerwowych ćwierćfinałów tej edycji. Zespół Rafała Góraka zremisował z Widzewem Łódź 1:1, choć to rywale lepiej weszli w mecz i już na początku kilka razy sprawdzili Rafała Strączka. Katowiczanie odpowiedzieli jednak skutecznie po stałym fragmencie i długo bronili prowadzenia, zanim łodzianie doprowadzili do wyrównania po sprytnie rozegranym rzucie wolnym.

Później GKS zrobił to, co w takich meczach bywa równie ważne jak sama gra – wytrzymał ciśnienie. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a w serii rzutów karnych gospodarze okazali się skuteczniejsi i awansowali po wyniku 4:2. Bohaterem katowiczan w rywalizacji z Widzewem był bez dwóch zdań właśnie Strączek, który w serii jedenastek obronił uderzenie Frana Alvareza.

– Półfinał Pucharu Polski jest dużą sprawą. Od Narodowego dzieli nas już tylko jeden krok. Musimy zrobić wszystko, aby się tam znaleźć. Widzimy, że potrafimy zwyciężać w bólach i ważne jest to, że umiemy takie spotkania „przepchać”. Mimo średniej gry pokazaliśmy śląski charakter i to dało nam wygraną – mówił Rasak w rozmowie dla TVPSPORT.PL.

Raków Częstochowa ma za sobą ćwierćfinał, który na papierze wyglądał na znacznie prostszy, niż okazał się w praktyce. Wicemistrzowie Polski długo męczyli się z trzecioligową Avią Świdnik i choć przed przerwą wyszli na prowadzenie po golu Jonatana Brauta Brunesa, nie potrafili spokojnie domknąć spotkania. W końcówce dopuścili do wyrównania i dopiero dogrywka uratowała ich przed sensacyjnym odpadnięciem.

Było o krok od sensacji, ale Raków ostatecznie dopiął swego. O awansie przesądziła bramka Ariela Mosóra już na początku dodatkowego czasu gry. – Mogliśmy skończyć to szybciej. Na własne życzenie doprowadziliśmy do dogrywki – przyznał po meczu Oskar Repka.

dziennikzachodni.pl – Dziś półfinał STS Pucharu Polski w Częstochowie. Raków chce gonić legendę Papszuna, a GKS Katowice napisać wielką historię

W drugim półfinale STS Pucharu Polski Raków Częstochowa zmierzy się z GKS Katowice. Początek czwartkowego meczu o godzinie 18.30. Zwycięzca zagra na PGE Narodowym z Górnikiem Zabrze.

Raków Częstochowa w finałach Pucharu Polski grał w 2021, 2022 i 2023 roku, dwa pierwsze z nich wygrał (z Arką i Lechem), trzeci przegrał w rzutach karnych (z Legią). Za każdym razem na ławce zespołu siedział Marek Papszun, dopisując kolejne rozdziały do swojej legendy. Wcześniej ekipa spod Jasnej Góry tylko raz brała udział w decydującej rozgrywce – w 1967 roku. GKS Katowice ma na koncie jeden triumf więcej, ale wszystkie są już mocno zakurzone – miało to miejsce w latach 1986, 1991 i 1993. Potem jeszcze dwukrotnie awansował do finału, ale za każdym razem ulegał rywalom (1995 i 1997), powiększając tę „srebrną” statystykę do pięciu.

Dziś w Częstochowie oba kluby zmierzą się w półfinale i trudno wskazać w tej konfrontacji faworyta. W tabeli Ekstraklasy oba kluby ze sobą sąsiadują, ale GKS przegrał oba spotkania – tak na Nowej Bukowej, jak na Limanowskiego, po 0:1. Opierając się na suchych statystykach trzeba jednak zauważyć, że od momentu przejęcia zespołu przez Łukasza Tomczyka Częstochowianie w dziewięciu meczach zdobyli dziesięć punktów, podczas gdy Katowiczanie prowadzeni przez Rafała Góraka aż dziewiętnaście w dziesięciu. Droga do półfinału też wygląda bardziej przekonująco w wykonaniu GKS (4:2 po dogrywce z Wisłą Płock, 2:1 na wyjeździe z ŁKS-em, 3:1 z Jagiellonią u siebie i 4:2 po karnych z Widzewem również na Arenie Katowice wobec 3:0 u siebie z Cracovią, 2:1 ze Śląskiem na wyjeździe i 2:1 po dogrywce z Avią w Świdniku Rakowa).

– Ciarki idą po plecach, bo jedziemy grać o marzenia i nową historię klubu. To ogromna frajda – podkreśla trener Rafał Górak.

– Nasze mecze z Rakowem są wyrównane. W poprzednim sezonie wygraliśmy w Częstochowie. Na pewno nie pozwolę mówić swojej drużynie, że „oni muszą, my możemy”. Bo naszym celem jest to, żeby determinacją i ambicją gonić tych, którzy teoretycznie są lepsi i nie do ruszenia. Jestem przed tym spotkaniem optymistą – deklaruje szkoleniowiec.

Łukasz Tomczyk z kolei podkreśla znaczenie swojego boiska.

– U siebie trzeba przechylać szalę na własną korzyść. Idziemy mecz po meczu i ten też będzie najważniejszy w tym sezonie. Gramy z solidną GieKSą, ale my też pokażemy swoją jakość – zapowiada szkoleniowiec Rakowa.

Oba kluby zapewniły już sobie premię w wysokości 380 tysięcy złotych. Finalista dostanie milion, zwycięzca finału pięć razy tyle.

gol24.pl – Kto drugim finalistą Pucharu Polski? Raków czy GKS Katowice? Możliwy śląski klasyk w finale

W środę, Górnik Zabrze został pierwszym tegorocznym finalistą Pucharu Polski. Zabranie ograli Zawiszę Bydgoszcz 1:0. W czwartek odbędzie się drugi półfinał. Raków Częstochowa zmierzy się z GKS-em Katowice. Jeśli wygrają goście, w Warszawie dojdzie do Śląskiego Klasyka!

[…] W drugim półfinale Raków Częstochowa zmierzy się z GKS-em Katowice. Dla Rakowa będzie to szansa na czwarty finał Pucharu Polski w ostatnich sześciu latach!

Lekkim faworytem jest Raków, ale GKS Katowice nie jest łatwym rywalem. W tabeli PKO Ekstraklasy, oba kluby ze sobą sąsiadują. Medaliki są na 6. miejscu, a Katowiczanie na 7. miejscu w tabeli. Mają identyczną liczbę punktów – po 39. Raków wyprzedza rywali o jedną bramkę i przez dwie wygrane w tym sezonie, oba po 1:0. Raków w ostatnich pięciu meczach z GKS-em wygrał cztery razy. Jedyna porażka miała miejsce w lutym 2025 roku 1:2.

Jeśli wygra GKS Katowice, to w wielkim finale w Warszawie dojdzie do starcia dwóch ekip ze Śląska.

zagranie.com – Gospodarze awansują do finału Pucharu Polski?

W czwartkowe popołudnie odbędzie się drugi półfinał Pucharu Polski. W nim naprzeciw siebie staną drużyny z Ekstraklasy, a konkretnie 6. i 7. drużyna tabeli. Tym samym zapowiada się naprawdę interesujące starcie.

[…] Raków w tym sezonie gra mocno w kratkę. W Ekstraklasie podopieczni Łukasza Tomczyka nie radzą sobie najlepiej. Do tej pory zgromadzili 39 punktów w 27 meczach, co plasuje ich na 6. pozycji. Do TOP 4 gwarantującego grę w europejskich pucharach tracą jedynie 2 oczka, więc cały czas są w grze o najwyższe cele. Trzeba jednak podkreślić, że nie wygrali w 4 z 5 meczów ligowych wstecz, co potwierdza ich gorszą formę. W Pucharze Polski natomiast udało im się wyeliminować już takie ekipy, jak Cracovia, Śląsk Wrocław i Avia Świdnik. Teraz czas na kolejne starcie z ekipą z Ekstraklasy.

GKS Katowice w trwających zmaganiach radzi sobie naprawdę nieźle. Piłkarze prowadzeni przez Rafała Góraka do tej pory również zgromadzili 39 punktów w 27 pojedynkach. Tym samym zajmują aktualnie 7. miejsce i cały czas są w grze o TOP4. Do tej pory wygrali 12 meczów, dokładając do tego 3 remisy i 12 porażek. Warto też wspomnieć, że wygrali 3 z 5 ostatnio rozegranych pojedynków w Ekstraklasie i jeśli utrzymają tę formę, to mają szansę na sprawienie sporej niespodzianki. W Pucharze Polski zespół z Katowic wyeliminował Wisłę Płock, ŁKS Łódź, Jagiellonię i Widzew. Tym samym „Gieksa” ma za sobą kilka naprawdę trudnych pojedynków, z których ostatecznie wychodzili zwycięsko. Teraz czas na kolejne starcie z ekipą z najwyższej półki.

Mój typ na Raków Częstochowa – GKS Katowice to awans gospodarzy do finału Pucharu Polski. Co prawda, ekipa Tomczyka nie jest ostatnio w najlepszej dyspozycji, jednak biorąc pod uwagę ich spotkania u siebie, to myślę, że są w stanie pokonać rywali. W końcu nie przegrali w 9 z 10 meczów przed własną publicznością.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga