Piłka nożna Prasówka
Media o GieKSa-Korona: W piłce czasami wygrywa słabszy
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Korona Kielce. GieKSa przegrała 1:2 (1:1).
cksport.pl – Korona wreszcie odwróciła wynik spotkania i wygrała przy Bukowej! Błanik znów superrezerwowym
[…] Już w pierwszej minucie dobrą akcję na lewym skrzydle przeprowadził Mariusz Fornalczyk, lecz jego zagranie w pole karne na rzut rożny wybił jeden z defensorów gospodarzy. W kolejnych akcja to przyjezdni zostali zepchnięci do głębokiej defensywy, jednak skutecznie radzili sobie z wszystkimi próbami ofensywnymi rywali. Niestety, tylko do piętnastej minuty. Wówczas po dobrze rozegranej akcji w bocznym sektorze boiska Bartosz Nowak wprowadził podaniem Lukasa Klemenza w pole karne, a ten pokonał Xaviera Dziekońskiego.
„Koroniarze” próbowali odpowiedzieć, ale strzał Jewgienija Szykawki z 24. minuty minął bramkę katowiczan. Siedem minut później kapitalnym rajdem popisał się Wiktor Długosz, który wpadł w pole karne i został sfaulowany przez Alana Czerwińskiego. Wojciech Myć podyktował „jedenastkę”, której nie wykorzystał Pedro Nuno. Arbiter nakazał ponowne wykonanie rzutu karnego, gdyż Dawid Kudła podczas interwencji popełnił błąd odrywając stopę od linii. Powtórka Portugalczyka była już skuteczna i na tablicy wyników przy Bukowej było 1:1.
W 45. minucie do piłki w polu karnym Korony dopadł Bartosz Nowak, ale Pau Resta ofiarnie zablokował groźny strzał zawodnika „GieKSy”. Swoich sił spróbował po chwili Mariusz Fornalczyk, jednak jego strzał poszybował daleko obok bramki miejscowych. Do przerwy rezultat nie uległ już zmianie.
Po zmianie stron aktywniejsi byli podopieczni Jacka Zielińskiego. Najpierw dobrą dwójkową akcję Długosz – Fornalczyk zablokował Arkadiusz Jędrych, a po chwili wychowanek Korony sprawdził czujność golkipera „złoto-zielono-czarnych” celnym strzałem z dystansu.
W odpowiedzi Borja Galan łatwo zwiódł Dominicka Zatora, ale jego podanie na szczęście nie dotarło do żadnego z kolegów. W 56. minucie groźny strzał oddał Adrian Błąd i piłkę z trudem odbił Dziekoński. Ten sam duet zmierzył się ponownie pięć minut później i znów górą był młodzieżowiec.
W 70. minucie po kolejnej bardzo dobrej akcji Wiktora Długosza niecelnie uderzał Mariusz Fornalczyk, który był blisko i na wprost bramki, ale nie trafił między słupki. Kwadrans później przed świetną okazją stanął Adam Zrel’ák, trafił jednak w stopę Miłosza Trojaka i piłka poszybowała wysoko ponad poprzeczką. Chwilę później po dośrodkowaniu aktywnego Galana główkował Jędrych, ale świetną paradą popisał się Dziekoński. W kolejnej akcji słowacki napastnik wpadkował piłkę do bramki przyjezdnych jednak był na pozycji spalonej.
Kilkadziesiąt sekund później zakotłowało się w polu karnym „GieKSiarzy” po zagraniu Huberta Zwoźnego i do piłki dopadł Dawid Błanik. Wprowadzony kilkanaście minut wcześniej skrzydłowy pokonał Dawida Kudłę i wyprowadził „żółto-czerwonych” na prowadzenie 2:1. Podopieczni Rafała Góraka próbowali wyrównać, ale skutecznie w destrukcji spisali się gracze gości i ostatecznie Korona dowiozła upragnione zwycięstwo.
dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice przeżyli szok na meczu z Koroną Kielce. Zespół z Bukowej przegrał, chociaż powinien wysoko wygrać
Piłkarze GKS Katowice narzucali rytm gry i atakowali raz za razem. Nawet pierwsi strzelili gola, a jednak zeszli z boiska pokonani przez Koronę Kielce. Kibice nie mogli uwierzyć w to, co zobaczyli.
Pierwszy w historii Ekstraklasy mecz GKS Katowice z Koroną Kielce miał sporą stawkę dla obu zespołów.Goście wciąż balansują na granicy strefy spadkowej, natomiast gospodarze liczyli na punkty dające awans do górnej połowy tabeli. Patrząc na jesienne występy obu zespołów to piłkarze Rafała Góraka – chociaż nigdy by się do tego zapewne nie przyznali – byli faworytami tego poniedziałkowego starcia.
Katowiczanie z tej roli wywiązywali się od pierwszej akcji. Zepchnęli Koronę na jej połowę i szukali sposobu na przedarcie się przez linie obrony. Udało się już po kwadransie. Ambitny AdrianBłąd odebrał piłkę przy linii bocznej i w ten sposób zaczął akcję, którą zamknęła wymiana podań z „klepki” między Bartoszem Nowakiem i Lukasem Klemenzem, dzięki czemu stoper znalazł się sam na sam z Xavierem Dziekońskim i dał GieKSie prowadzenie.
W 32 minucie stało się jednak coś szokującego. Piłkę sprzed własnej bramki wybił Dziekoński i ta po kilkudziesięciu metrach spadła przedWiktorem Długoszem. Po lewej stronie kielczanina biegł Alan Czerwinski, po prawej Lukas Klemenz, ale ten pierwszy próbował interweniować dopiero w polu karnym i sędzia Wojciech Myć zinterpretował to zagranie jako faul. Po długiej analizie VAR to potwierdził i Pedro Nuno stanął przy punkcie jedenastu metrów. Jego strzał odbił Dawid Kudła, który utonął w objęciach kolegów, ale wyciągnął go z nich sędzia i nakazał powtórkę jedenastki. Tym razem golkiper został na linii i był bardzo blisko ponownej obrony, ale nie na tyle, by nie dać się pokonać.
Rafał Górak z kolei miał inny kłopot i jeszcze przed wznowieniem gry musiał zmienić kontuzjowanego Mateusza Kowalczyka, a wprzerwie kolejnego poszkodowanego Bartosza Nowaka. W dużej mierze był to efekt utraty kontroli nad meczem przez arbitra, który zresztą schodząc na przerwę wysłuchał wielu mocnych słów z trybun.
Drugą połowę GKS rozpoczął jak pierwszą, tyle, że nie zdobył gola. Za to stracił trzeciego kontuzjowanego piłkarza – do listy pechowców dołączył Lukas Klemenz. W ostatnich minutach gospodarze przeprowadzali szturm za szturmem, Adam Zrelak trafił nawet do siatki, ale ze spalonego. Za to w kolejnej akcji Korona… zdobyła gola! Fatalne zachowanie obrońców pozwoliło Dawidowi Błanikowi na poprawkę własnego strzału i przedziwna porażka GKS-u stała się faktem. Po meczu cieszyła się drużyna, która długimi fragmentami walczyła tylko o przetrwanie, a remis wydawał się szczytem jej marzeń.
weszlo.com – W piłce czasami wygrywa słabszy. Korona zdobyła stadion przy Bukowej
Przed tym sezonem do Ekstraklasy awansowały trzy zespoły: Lechia Gdańsk, GKS Katowice i Motor Lublin. O ile ci pierwsi w obecnych rozgrywkach najczęściej się kompromitują i nieprzypadkowo zajmują przedostatnie miejsce, o tyle GKS i Motor pokazują, że można nie mieć wielkich pieniędzy i potencjału, ale grać odważnie i strzelać gole. Zespół z Lublina rozbił w weekend 4:2 Pogoń Szczecin. GKS co prawda przegrał dziś 1:2 z Koroną Kielce, ale momentami, zwłaszcza w pierwszej połowie pokazywał fajne granie. Szkoda tylko, że ten zespół traci tak dużo, gdy na boisku nie ma Bartosza Nowaka. Korona wygrała, dzięki golowi w końcówce, ale miała dziś przy Bukowej sporo szczęścia.
[…] U siebie zespół Rafała Góraka pokonał już Jagiellonię Białystok i Pogoń, a teraz chciał wywalczyć trzy punkty na Koronie Kielce. Początek meczu wskazywał na to, że może się udać. Ostatecznie nie wyszło, nie zgarnął nawet punktu, choć kibice obejrzeli spotkanie zdominowane przez swoich ulubieńców.
Bartosz Nowak to dla nas przykład świetnego ruchu transferowego. Mogłoby się wydawać, że to gość, który powinien występować w większym klubie, tymczasem działaczom GKS-u udało się sprawić, że ofensywny pomocnik trafił właśnie do klubu z Bukowej. Świetny technicznie, zaskakujący rywali, z dobrym uderzeniem. Nie może dziwić, że Nowak stał się liderem GKS-u. Dziś swoją klasę pokazał przy akcji bramkowej. Ale nie tylko on.
Lukas Klemenz, jeden z trzech środkowych obrońców zespołu Góraka, w 2015 roku był wypożyczony do Korony. Dziś rano powiedział żonie, że strzeli gola byłemu klubowi. I jak zapowiedział, tak zrobił. I to w jakim stylu. Klemenz podłączył się do akcji ofensywnej i pobiegł w pole karne rywali. Piłkę świetnie, w swoim stylu, odegrał mu Nowak i chwilę później obrońca gospodarzy trafił do siatki.
W pierwszej połowie najbardziej na boisku podobał nam się Nowak, który, oprócz asysty, szukał niesztampowych zagrań i kilka z nich mogło przynieść zagrożenie pod bramką gości. Niestety, pomocnik nie wyszedł już na drugą połowę, ze względu na naciągnięty mięsień czworogłowy uda. A ten, który go zastąpił – Mateusz Mak – był najgorszy na murawie.
GKS atakował i wydawało się, że kontroluje mecz, ale do czasu. Jeszcze przed przerwą nastąpił błysk Korony – swoją szybkość pokazał Wiktor Długosz, który szarżował w pole karne GKS-u, po czym został powalony na ziemię przez Alana Czerwińskiego. Ale właśnie – powalony? Powtórki nie pokazują jednoznacznie faulu, a jeżeli już delikatny kontakt miał miejsce, niewykluczone, że nastąpił tuż przed linią pola karnego. Sędziowie długo sprawdzali całą sytuację na wozie VAR, ale ostatecznie Wojciech Myć podtrzymał decyzję o przyznaniu karnego. Do piłki podszedł Pedro Nuno i za pierwszym razem jego strzał obronił Dawid Kudła. Powtórki pokazały jednak, że bramkarz zbyt wcześnie ruszył przed linię bramkową. Powtórka i tym razem gol, choć Kudła bliski był kolejnej skutecznej interwencji.
W drugiej połowie długo nie oglądaliśmy goli. GKS miał inicjatywę, przeważał, ale gdy na murawie nie było Nowaka, w jego grze brakowało elementu zaskoczenia. Czasami poszarpał Adrian Błąd, coś pokazał kilka razy Borja Galan, parę niezłych zagrań miał Adam Zrelak. Ale to tyle. Można było odnieść wrażenie, że dla Korony ten remis nie jest zły, a gospodarzom brakuje i trochę argumentów, i trochę determinacji.
Choć w końcówce przycisnęli – groźnie uderzali Zrelak i Arkadiusz Jędrych. Słowak trafił nawet do siatki, ale był na pozycji spalonej. Gdy wydawało się, że GKS ostatecznie, podobnie jak w meczu ze Śląskiem, podzieli się u siebie punktami z rywalem, to Korona niespodziewanie wyprowadziła decydujący cios. Gola na 2:1, po błędzie Bartosza Jaroszka, strzelił Dawid Błanik.
Wynik wynikiem, w piłce nożnej nie zawsze wygrywa lepszy zespół. Dziś zwyciężył ten piłkarsko słabszy. Mimo wszystko i tak podtrzymujemy to, od czego zaczęliśmy – chcemy w Ekstraklasie właśnie takich beniaminków, jak zespoły z Katowic i Lublina.
echodnia.eu – Korona Kielce pokonała GKS Katowice 2:1 w meczu PKO BP Ekstraklasy. To bardzo ważne zwycięstwo drużyny Jacka Zielińskiego
[…] W 4 minucie po rzucie rożnym uderzał Arkadiusz Jędrych, ale Pau Resta zablokował ten strzał.
W 15 minucie Lukas Klemenz przeprowadził dwójkową akcję z Bartoszem Nowakiem. Wyszedł sam na sam i strzałem w krótki róg pokonał Xaviera Dziekońskiego.
Bramkarz Korony nie był bez winy przy tym trafieniu. Strzał był w krótki róg, niezbyt mocny, a futbolówka przeszła pod nogami Xaviera Dziekońskiego. Warto przypomnieć, że Lukas Klemenz ma na koncie występy w Koronie. W sezonie 2014/2015 ten urodzony w Niemczech zawodnik zaliczył dziesięć spotkań w kieleckim zespole w ekstraklasie.
W 24 minucie po dośrodkowaniu Dominicka Zatora główkował Jewgienij Szykawka, ale piłka przeszła metr obok słupka bramki strzeżonej przez Dawida Kudłę.
W 32 minucie Wiktor Długosz dostał prostopadłe podanie, wszedł odważnie między dwóch zawodników GKS. W polu karnym został popchnięty przez Alana Czerwińskiego i sędzia Wojciech Myć podyktował rzut karny. Później przez trzy minuty trwała jeszcze analiza VAR, a za ten system odpowiedzialni byli w tym spotkaniu Daniel Stefański i Michał Obukowicz. Decyzja została podtrzymana – rzut karny!
W 35 minucie Korona wykonywała rzut karny. Strzelał Pedro Nuno, ale Dawid Kudła obronił. Bramkarz GKS przed oddaniem strzału wyszedł jednak z bramki i dlatego jedenastka została powtórzona.
W 37 minucie Pedro Nuno jeszcze raz wykonywał rzut karny. Uderzył w lewy róg bramki Dawida Kudły. Bramkarz GKS wyczuł intencje strzelca, ale uderzenie było precyzyjne, przy słupku i piłka wpadła do bramki. A więc 1:1!
Do przerwy w Katowicach było 1:1. W pierwszej połowie obydwie drużyny oddały po jednym celnym strzale, miały więc stuprocentową skuteczność.
-Dzisiaj rano powiedziałem, że strzelę gola. Miałem przygotowaną specjalną cieszynkę i udało się – mówił w przerwie Lukas Klemenz, strzelec gola dla gospodarzy w wywiadzie dla Canal+.
-Cieszę się, że moja szybkość przydała się drużynie. Trudno mi oceniać, czy był karny, ja czułem kontakt i cieszę się, że Pedro Nuno doprowadził do wyrównania – powiedział Wiktor Długosz dla stacji Canal+.
Do drugiej połowy Korona przystąpiła z jedną zmianą. Za Pedro Nuno wszedł Martin Remacle. W 48 minucie z 20 metrów uderzył Wiktor Długosz, ale Kudła odbił piłkę.
W 56 minucie mocny strzał oddał Adrian Błąd, Xavier Dziekoński nie bez problemu obronił to uderzenie. W 69 minucie po bardzo dobrym dograniu Wiktora Długosza w dogodnej sytuacji znalazł się Mariusz Fornalczyk, ale nieczysto uderzył w piłkę. W 81 minucie z 18 metrów uderzył Martin Remacle, ale Kudła końcami palców wybił piłkę na rzut rożny.
W 86 minucie Adam Zrelak zdobył bramkę dla GKS, ale nie została uznana, ponieważ napastnik GKS był na spalonym.
W 88 minucie po akcji prawą stroną piłka trafiła do Dawida Błanika. Uderzył lewą nogą z woleja z kilkunastu metrów i pokonał Dawida Kudłę! Wielka radość w Koronie!
W końcówce gospodarze przycisnęli. Kilka razy było gorąco na polu karnym Korony. Ale wynik nie uległ zmianie. Podopieczni trenera Jacka Zielińskiego wygrali 2:1, zdobywając bardzo ważne punkty!
przegladsportowy.onet.pl – Jak w kalejdoskopie! Gol w 88. minucie wszystko zmienił
Korona Kielce wyszarpała wygraną w Katowicach! Drużyna Jacka Zielińskiego przegrywała już po kwadransie gry, ale odwróciła losy spotkania. Zwycięską bramkę w 88. minucie zdobył Dawid Błanik, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku. Akcję wcześniej do siatki trafili gospodarze, ale ich gol nie został uznany.
GKS Katowice rywalizuje z Motorem Lublin o miano najlepszego beniaminka pierwszej tercji sezonu. Mimo dobrego początku niewykluczone, że będą jeszcze musieli walczyć o utrzymanie w lidze. Przeciwnikiem w tej rywalizacji z pewnością będzie Korona Kielce, więc drużynie z Górnego Śląska zależało, by zdobyć trzy punkty w pojedynku ze Scyzorami na własnym terenie.
GKS był zdecydowanie lepszy w pierwszym kwadransie, czego zwieńczeniem była akcja z 15. minuty. Bartosz Nowak świetnie dojrzał lukę w defensywie rywali i posłał podanie do wchodzącego w pole karne Lukasa Klemenza. Stoper zachował się niczym rasowy napastnik, choć zadania specjalnie nie utrudniał mu Xavier Dziekoński.
Bohaterem pierwszej połowy mógł być bramkarz gospodarzy — Dawid Kudła. Alan Czerwiński sfaulował Wiktora Długosza, a po długiej analizie VAR sędzia Wojciech Myć wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Pedro Nuno. Portugalczyk drobił kroki przed oddaniem strzału, a Kudła nie wytrzymał narastających emocji. Obronił uderzenie, ale wyszedł z linii bramkowej. Przy powtórzonej jedenastce znów wyczuł rywala, jednak tym razem strzał był zbyt celny.
Druga połowa również była zacięta, choć groźniejsze sytuacje zaskakująco stwarzali goście. W decydujących momentach brakowało im jednak skutecznego dogrania. Plany Rafała Góraka niweczyły kontuzje. Jeszcze w pierwszej części spotkania zejść musiał powołany niedawno do kadry Michała Probierza Mateusz Kowalczyk. Po przerwie na boisko nie wyszedł asystent Bartosz Nowak, a następnie urazu doznał strzelec gola Lukas Klemenz.
W końcówce spotkania znów ożywili się gospodarze i nawet trafili do siatki. W 86. minucie Adam Zrelak zdobył jednak bramkę, będąc na spalonym, więc sędziowie słusznie nie uznali gola. Wszystko zmieniło się jak w kalejdoskopie, bowiem już w następnej akcji to Koroniarze poszli z akcją. Na raty bramkę zdobył Dawid Błanik, który pojawił się na boisku niecały kwadrans wcześniej.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze