Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o GieKSa-Korona: W piłce czasami wygrywa słabszy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Korona Kielce. GieKSa przegrała 1:2 (1:1).

cksport.pl – Korona wreszcie odwróciła wynik spotkania i wygrała przy Bukowej! Błanik znów superrezerwowym

[…] Już w pierwszej minucie dobrą akcję na lewym skrzydle przeprowadził Mariusz Fornalczyk, lecz jego zagranie w pole karne na rzut rożny wybił jeden z defensorów gospodarzy. W kolejnych akcja to przyjezdni zostali zepchnięci do głębokiej defensywy, jednak skutecznie radzili sobie z wszystkimi próbami ofensywnymi rywali. Niestety, tylko do piętnastej minuty. Wówczas po dobrze rozegranej akcji w bocznym sektorze boiska Bartosz Nowak wprowadził podaniem Lukasa Klemenza w pole karne, a ten pokonał Xaviera Dziekońskiego.

„Koroniarze” próbowali odpowiedzieć, ale strzał Jewgienija Szykawki z 24. minuty minął bramkę katowiczan. Siedem minut później kapitalnym rajdem popisał się Wiktor Długosz, który wpadł w pole karne i został sfaulowany przez Alana Czerwińskiego. Wojciech Myć podyktował „jedenastkę”, której nie wykorzystał Pedro Nuno. Arbiter nakazał ponowne wykonanie rzutu karnego, gdyż Dawid Kudła podczas interwencji popełnił błąd odrywając stopę od linii. Powtórka Portugalczyka była już skuteczna i na tablicy wyników przy Bukowej było 1:1.

W 45. minucie do piłki w polu karnym Korony dopadł Bartosz Nowak, ale Pau Resta ofiarnie zablokował groźny strzał zawodnika „GieKSy”. Swoich sił spróbował po chwili Mariusz Fornalczyk, jednak jego strzał poszybował daleko obok bramki miejscowych. Do przerwy rezultat nie uległ już zmianie.

Po zmianie stron aktywniejsi byli podopieczni Jacka Zielińskiego. Najpierw dobrą dwójkową akcję Długosz – Fornalczyk zablokował Arkadiusz Jędrych, a po chwili wychowanek Korony sprawdził czujność golkipera „złoto-zielono-czarnych” celnym strzałem z dystansu.

W odpowiedzi Borja Galan łatwo zwiódł Dominicka Zatora, ale jego podanie na szczęście nie dotarło do żadnego z kolegów. W 56. minucie groźny strzał oddał Adrian Błąd i piłkę z trudem odbił Dziekoński. Ten sam duet zmierzył się ponownie pięć minut później i znów górą był młodzieżowiec.

W 70. minucie po kolejnej bardzo dobrej akcji Wiktora Długosza niecelnie uderzał Mariusz Fornalczyk, który był blisko i na wprost bramki, ale nie trafił między słupki. Kwadrans później przed świetną okazją stanął Adam Zrel’ák, trafił jednak w stopę Miłosza Trojaka i piłka poszybowała wysoko ponad poprzeczką. Chwilę później po dośrodkowaniu aktywnego Galana główkował Jędrych, ale świetną paradą popisał się Dziekoński. W kolejnej akcji słowacki napastnik wpadkował piłkę do bramki przyjezdnych jednak był na pozycji spalonej.

Kilkadziesiąt sekund później zakotłowało się w polu karnym „GieKSiarzy” po zagraniu Huberta Zwoźnego i do piłki dopadł Dawid Błanik. Wprowadzony kilkanaście minut wcześniej skrzydłowy pokonał Dawida Kudłę i wyprowadził „żółto-czerwonych” na prowadzenie 2:1. Podopieczni Rafała Góraka próbowali wyrównać, ale skutecznie w destrukcji spisali się gracze gości i ostatecznie Korona dowiozła upragnione zwycięstwo.

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice przeżyli szok na meczu z Koroną Kielce. Zespół z Bukowej przegrał, chociaż powinien wysoko wygrać

Piłkarze GKS Katowice narzucali rytm gry i atakowali raz za razem. Nawet pierwsi strzelili gola, a jednak zeszli z boiska pokonani przez Koronę Kielce. Kibice nie mogli uwierzyć w to, co zobaczyli.

Pierwszy w historii Ekstraklasy mecz GKS Katowice z Koroną Kielce miał sporą stawkę dla obu zespołów.Goście wciąż balansują na granicy strefy spadkowej, natomiast gospodarze liczyli na punkty dające awans do górnej połowy tabeli. Patrząc na jesienne występy obu zespołów to piłkarze Rafała Góraka – chociaż nigdy by się do tego zapewne nie przyznali – byli faworytami tego poniedziałkowego starcia.

Katowiczanie z tej roli wywiązywali się od pierwszej akcji. Zepchnęli Koronę na jej połowę i szukali sposobu na przedarcie się przez linie obrony. Udało się już po kwadransie. Ambitny AdrianBłąd odebrał piłkę przy linii bocznej i w ten sposób zaczął akcję, którą zamknęła wymiana podań z „klepki” między Bartoszem Nowakiem i Lukasem Klemenzem, dzięki czemu stoper znalazł się sam na sam z Xavierem Dziekońskim i dał GieKSie prowadzenie.

W 32 minucie stało się jednak coś szokującego. Piłkę sprzed własnej bramki wybił Dziekoński i ta po kilkudziesięciu metrach spadła przedWiktorem Długoszem. Po lewej stronie kielczanina biegł Alan Czerwinski, po prawej Lukas Klemenz, ale ten pierwszy próbował interweniować dopiero w polu karnym i sędzia Wojciech Myć zinterpretował to zagranie jako faul. Po długiej analizie VAR to potwierdził i Pedro Nuno stanął przy punkcie jedenastu metrów. Jego strzał odbił Dawid Kudła, który utonął w objęciach kolegów, ale wyciągnął go z nich sędzia i nakazał powtórkę jedenastki. Tym razem golkiper został na linii i był bardzo blisko ponownej obrony, ale nie na tyle, by nie dać się pokonać.

Rafał Górak z kolei miał inny kłopot i jeszcze przed wznowieniem gry musiał zmienić kontuzjowanego Mateusza Kowalczyka, a wprzerwie kolejnego poszkodowanego Bartosza Nowaka. W dużej mierze był to efekt utraty kontroli nad meczem przez arbitra, który zresztą schodząc na przerwę wysłuchał wielu mocnych słów z trybun.

Drugą połowę GKS rozpoczął jak pierwszą, tyle, że nie zdobył gola. Za to stracił trzeciego kontuzjowanego piłkarza – do listy pechowców dołączył Lukas Klemenz. W ostatnich minutach gospodarze przeprowadzali szturm za szturmem, Adam Zrelak trafił nawet do siatki, ale ze spalonego. Za to w kolejnej akcji Korona… zdobyła gola! Fatalne zachowanie obrońców pozwoliło Dawidowi Błanikowi na poprawkę własnego strzału i przedziwna porażka GKS-u stała się faktem. Po meczu cieszyła się drużyna, która długimi fragmentami walczyła tylko o przetrwanie, a remis wydawał się szczytem jej marzeń.

weszlo.com – W piłce czasami wygrywa słabszy. Korona zdobyła stadion przy Bukowej

Przed tym sezonem do Ekstraklasy awansowały trzy zespoły: Lechia Gdańsk, GKS Katowice i Motor Lublin. O ile ci pierwsi w obecnych rozgrywkach najczęściej się kompromitują i nieprzypadkowo zajmują przedostatnie miejsce, o tyle GKS i Motor pokazują, że można nie mieć wielkich pieniędzy i potencjału, ale grać odważnie i strzelać gole. Zespół z Lublina rozbił w weekend 4:2 Pogoń Szczecin. GKS co prawda przegrał dziś 1:2 z Koroną Kielce, ale momentami, zwłaszcza w pierwszej połowie pokazywał fajne granie. Szkoda tylko, że ten zespół traci tak dużo, gdy na boisku nie ma Bartosza Nowaka. Korona wygrała, dzięki golowi w końcówce, ale miała dziś przy Bukowej sporo szczęścia.

[…] U siebie zespół Rafała Góraka pokonał już Jagiellonię Białystok i Pogoń, a teraz chciał wywalczyć trzy punkty na Koronie Kielce. Początek meczu wskazywał na to, że może się udać. Ostatecznie nie wyszło, nie zgarnął nawet punktu, choć kibice obejrzeli spotkanie zdominowane przez swoich ulubieńców.

Bartosz Nowak to dla nas przykład świetnego ruchu transferowego. Mogłoby się wydawać, że to gość, który powinien występować w większym klubie, tymczasem działaczom GKS-u udało się sprawić, że ofensywny pomocnik trafił właśnie do klubu z Bukowej. Świetny technicznie, zaskakujący rywali, z dobrym uderzeniem. Nie może dziwić, że Nowak stał się liderem GKS-u. Dziś swoją klasę pokazał przy akcji bramkowej. Ale nie tylko on.

Lukas Klemenz, jeden z trzech środkowych obrońców zespołu Góraka, w 2015 roku był wypożyczony do Korony. Dziś rano powiedział żonie, że strzeli gola byłemu klubowi. I jak zapowiedział, tak zrobił. I to w jakim stylu. Klemenz podłączył się do akcji ofensywnej i pobiegł w pole karne rywali. Piłkę świetnie, w swoim stylu, odegrał mu Nowak i chwilę później obrońca gospodarzy trafił do siatki.

W pierwszej połowie najbardziej na boisku podobał nam się Nowak, który, oprócz asysty, szukał niesztampowych zagrań i kilka z nich mogło przynieść zagrożenie pod bramką gości. Niestety, pomocnik nie wyszedł już na drugą połowę, ze względu na naciągnięty mięsień czworogłowy uda. A ten, który go zastąpił – Mateusz Mak – był najgorszy na murawie.

GKS atakował i wydawało się, że kontroluje mecz, ale do czasu. Jeszcze przed przerwą nastąpił błysk Korony – swoją szybkość pokazał Wiktor Długosz, który szarżował w pole karne GKS-u, po czym został powalony na ziemię przez Alana Czerwińskiego. Ale właśnie – powalony? Powtórki nie pokazują jednoznacznie faulu, a jeżeli już delikatny kontakt miał miejsce, niewykluczone, że nastąpił tuż przed linią pola karnego. Sędziowie długo sprawdzali całą sytuację na wozie VAR, ale ostatecznie Wojciech Myć podtrzymał decyzję o przyznaniu karnego. Do piłki podszedł Pedro Nuno i za pierwszym razem jego strzał obronił Dawid Kudła. Powtórki pokazały jednak, że bramkarz zbyt wcześnie ruszył przed linię bramkową. Powtórka i tym razem gol, choć Kudła bliski był kolejnej skutecznej interwencji.

W drugiej połowie długo nie oglądaliśmy goli. GKS miał inicjatywę, przeważał, ale gdy na murawie nie było Nowaka, w jego grze brakowało elementu zaskoczenia. Czasami poszarpał Adrian Błąd, coś pokazał kilka razy Borja Galan, parę niezłych zagrań miał Adam Zrelak. Ale to tyle. Można było odnieść wrażenie, że dla Korony ten remis nie jest zły, a gospodarzom brakuje i trochę argumentów, i trochę determinacji.

Choć w końcówce przycisnęli – groźnie uderzali Zrelak i Arkadiusz Jędrych. Słowak trafił nawet do siatki, ale był na pozycji spalonej. Gdy wydawało się, że GKS ostatecznie, podobnie jak w meczu ze Śląskiem, podzieli się u siebie punktami z rywalem, to Korona niespodziewanie wyprowadziła decydujący cios. Gola na 2:1, po błędzie Bartosza Jaroszka, strzelił Dawid Błanik.

Wynik wynikiem, w piłce nożnej nie zawsze wygrywa lepszy zespół. Dziś zwyciężył ten piłkarsko słabszy. Mimo wszystko i tak podtrzymujemy to, od czego zaczęliśmy – chcemy w Ekstraklasie właśnie takich beniaminków, jak zespoły z Katowic i Lublina.

echodnia.eu – Korona Kielce pokonała GKS Katowice 2:1 w meczu PKO BP Ekstraklasy. To bardzo ważne zwycięstwo drużyny Jacka Zielińskiego

[…] W 4 minucie po rzucie rożnym uderzał Arkadiusz Jędrych, ale Pau Resta zablokował ten strzał.

W 15 minucie Lukas Klemenz przeprowadził dwójkową akcję z Bartoszem Nowakiem. Wyszedł sam na sam i strzałem w krótki róg pokonał Xaviera Dziekońskiego.

Bramkarz Korony nie był bez winy przy tym trafieniu. Strzał był w krótki róg, niezbyt mocny, a futbolówka przeszła pod nogami Xaviera Dziekońskiego. Warto przypomnieć, że Lukas Klemenz ma na koncie występy w Koronie. W sezonie 2014/2015 ten urodzony w Niemczech zawodnik zaliczył dziesięć spotkań w kieleckim zespole w ekstraklasie.

W 24 minucie po dośrodkowaniu Dominicka Zatora główkował Jewgienij Szykawka, ale piłka przeszła metr obok słupka bramki strzeżonej przez Dawida Kudłę.

W 32 minucie Wiktor Długosz dostał prostopadłe podanie, wszedł odważnie między dwóch zawodników GKS. W polu karnym został popchnięty przez Alana Czerwińskiego i sędzia Wojciech Myć podyktował rzut karny. Później przez trzy minuty trwała jeszcze analiza VAR, a za ten system odpowiedzialni byli w tym spotkaniu Daniel Stefański i Michał Obukowicz. Decyzja została podtrzymana – rzut karny!

W 35 minucie Korona wykonywała rzut karny. Strzelał Pedro Nuno, ale Dawid Kudła obronił. Bramkarz GKS przed oddaniem strzału wyszedł jednak z bramki i dlatego jedenastka została powtórzona.

W 37 minucie Pedro Nuno jeszcze raz wykonywał rzut karny. Uderzył w lewy róg bramki Dawida Kudły. Bramkarz GKS wyczuł intencje strzelca, ale uderzenie było precyzyjne, przy słupku i piłka wpadła do bramki. A więc 1:1!

Do przerwy w Katowicach było 1:1. W pierwszej połowie obydwie drużyny oddały po jednym celnym strzale, miały więc stuprocentową skuteczność.

-Dzisiaj rano powiedziałem, że strzelę gola. Miałem przygotowaną specjalną cieszynkę i udało się – mówił w przerwie Lukas Klemenz, strzelec gola dla gospodarzy w wywiadzie dla Canal+.

-Cieszę się, że moja szybkość przydała się drużynie. Trudno mi oceniać, czy był karny, ja czułem kontakt i cieszę się, że Pedro Nuno doprowadził do wyrównania – powiedział Wiktor Długosz dla stacji Canal+.

Do drugiej połowy Korona przystąpiła z jedną zmianą. Za Pedro Nuno wszedł Martin Remacle. W 48 minucie z 20 metrów uderzył Wiktor Długosz, ale Kudła odbił piłkę.

W 56 minucie mocny strzał oddał Adrian Błąd, Xavier Dziekoński nie bez problemu obronił to uderzenie. W 69 minucie po bardzo dobrym dograniu Wiktora Długosza w dogodnej sytuacji znalazł się Mariusz Fornalczyk, ale nieczysto uderzył w piłkę. W 81 minucie z 18 metrów uderzył Martin Remacle, ale Kudła końcami palców wybił piłkę na rzut rożny.

W 86 minucie Adam Zrelak zdobył bramkę dla GKS, ale nie została uznana, ponieważ napastnik GKS był na spalonym.

W 88 minucie po akcji prawą stroną piłka trafiła do Dawida Błanika. Uderzył lewą nogą z woleja z kilkunastu metrów i pokonał Dawida Kudłę! Wielka radość w Koronie!

W końcówce gospodarze przycisnęli. Kilka razy było gorąco na polu karnym Korony. Ale wynik nie uległ zmianie. Podopieczni trenera Jacka Zielińskiego wygrali 2:1, zdobywając bardzo ważne punkty!

przegladsportowy.onet.pl – Jak w kalejdoskopie! Gol w 88. minucie wszystko zmienił

Korona Kielce wyszarpała wygraną w Katowicach! Drużyna Jacka Zielińskiego przegrywała już po kwadransie gry, ale odwróciła losy spotkania. Zwycięską bramkę w 88. minucie zdobył Dawid Błanik, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku. Akcję wcześniej do siatki trafili gospodarze, ale ich gol nie został uznany.

GKS Katowice rywalizuje z Motorem Lublin o miano najlepszego beniaminka pierwszej tercji sezonu. Mimo dobrego początku niewykluczone, że będą jeszcze musieli walczyć o utrzymanie w lidze. Przeciwnikiem w tej rywalizacji z pewnością będzie Korona Kielce, więc drużynie z Górnego Śląska zależało, by zdobyć trzy punkty w pojedynku ze Scyzorami na własnym terenie.

GKS był zdecydowanie lepszy w pierwszym kwadransie, czego zwieńczeniem była akcja z 15. minuty. Bartosz Nowak świetnie dojrzał lukę w defensywie rywali i posłał podanie do wchodzącego w pole karne Lukasa Klemenza. Stoper zachował się niczym rasowy napastnik, choć zadania specjalnie nie utrudniał mu Xavier Dziekoński.

Bohaterem pierwszej połowy mógł być bramkarz gospodarzy — Dawid Kudła. Alan Czerwiński sfaulował Wiktora Długosza, a po długiej analizie VAR sędzia Wojciech Myć wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Pedro Nuno. Portugalczyk drobił kroki przed oddaniem strzału, a Kudła nie wytrzymał narastających emocji. Obronił uderzenie, ale wyszedł z linii bramkowej. Przy powtórzonej jedenastce znów wyczuł rywala, jednak tym razem strzał był zbyt celny.

Druga połowa również była zacięta, choć groźniejsze sytuacje zaskakująco stwarzali goście. W decydujących momentach brakowało im jednak skutecznego dogrania. Plany Rafała Góraka niweczyły kontuzje. Jeszcze w pierwszej części spotkania zejść musiał powołany niedawno do kadry Michała Probierza Mateusz Kowalczyk. Po przerwie na boisko nie wyszedł asystent Bartosz Nowak, a następnie urazu doznał strzelec gola Lukas Klemenz.

W końcówce spotkania znów ożywili się gospodarze i nawet trafili do siatki. W 86. minucie Adam Zrelak zdobył jednak bramkę, będąc na spalonym, więc sędziowie słusznie nie uznali gola. Wszystko zmieniło się jak w kalejdoskopie, bowiem już w następnej akcji to Koroniarze poszli z akcją. Na raty bramkę zdobył Dawid Błanik, który pojawił się na boisku niecały kwadrans wcześniej.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga